Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Crepe Paper Carnations - październikowe goździki

niedziela, grudnia 11, 2022

Crepe Paper Carnations - październikowe goździki

Mamy początek grudnia. Choć sercem jestem już bliżej tego co wydarzy się za dwa tygodnie, gdy myśli i plany płyną rodzinnie, siedząc wspólnie przy blasku świec adwentowych i zanurzając się w zapachu zielonych gałązek - w oczekiwaniu na Boże Narodzenie... moja dusza wciąż zostaje jakby oderwana od tego wspólnego z chłopakami celebrowania. Pozostaje sobą, i zresztą taka samodzielna, jeszcze jesienna, po lecie rozgrzana i pełna tej wewnętrznej, osobistej kobiecości. Po mału niespiesznie, uważnie, zachowując październikowy urok. Zachowane są też kolory subtelności. Dużo wigoru oraz słodyczy, jakie zapewne (wierzę w to bardzo) zawitają znów wiosną z okazji International Women's Day, oraz w Mother's Day. Oby do wiosny! Jak zauważyliście, ja bardzo lubię tworzyć z krepiny w jasnych barwach. Faktem jest, że zima w mojej pracowni przybiera już dużo naturalnych odcieni w tym sezonie. Ale niespiesznie dziś jeszcze pora pokazać Wam bardzo symboliczne dla mnie kwiaty, które stworzyłam pod koniec października na specjalną okazję. Zobaczcie mój projekt - różowy goździk z krepiny. :) Nie jeden, nie jest w pojedynkę. Zestaw dwóch goździków. Mimo, że świeży goździk zawsze wyrasta z pojedynczym pączkiem na dość grubej łodydze, ja chcę prezentować go ze wsparciem, 'z towarzyszem'. 

Crepe Paper Carnation Flowers

Od wielu lat przywykliśmy do takiego tradycyjnego widoku jednego goździka. Jest w pewnym sensie uroczy, niepozorny i delikatny ale z innej perspektywy jawi się zbyt 'ogołocony'. Kiedyś wyczytałam, o interpretacji symboliki chrześcijańskiej w latach osiemdziesiątych, gdzie np. czerwony goździk miał przypominać gwóźdź w męczeńskiej śmierci Chrystusa. Był też rozdawany 'za zasługi', zapewne Wy też pamiętacie (lub słyszeliście od rodziców), w podarunku z asparagusem i tasiemką dekoracyjną. Jakże zatem pięknie wybrzmiewa symbolika goździków (wielu) tutaj w UK, zaczerpnięta z tradycji Stanów Zjednoczonych, gdzie uznano Mother's Day oficjalnie za sprawą pewnych wydarzeń. W 1908 roku podczas Ceremonii jaką zorganizowała ku pamięci swej zmarłej Matki Anna Jarvis, obłożono setkami goździków, ukochanych kwiatów Jej Matki, Kościół Andrews. Tak goździki wróciły w latach pięćdziesiątych do kwiaciarni i stanowią po dziś dzień piękne podkreślenie znaczenia kobiety w świecie. W UK właśnie w okresie Mother's Day szczególnie! Tutaj goździki pakowane są gęsto w boxy prezentowe. To już w Starożytnej Grecji goździki były uznawane za kwiaty boskie. Stąd nazwa dianthus- dios anthos (boski kwiat). Różowe goździki symbolizują oddanie i dozgonną miłość (kobiety matki).

Goździk reprezentuje przepiękny i oryginalny pączek na stabilnej i twardej łodydze. Goździk w tej scenerii jest przede wszystkim symbolem odwagi oraz działania. Jest piękny i reprezentacyjny samodzielnie, lecz u mnie koniecznie łączy się też z innym goździkiem, a także z dodatkową dekoracją. Projekt goździków stworzyłam okazjonalnie tym razem, jednak jak zawsze bardzo tematycznie. W październiku kiedy powstawały wraz z papierowymi różami oraz z innymi dekoracjami, przygotowałam z nich topper na mój listopadowy tort urodzinowy. Wierzch na tort zaprojektowałam pod konkretny boho model tortu. Wyszło znakomicie, dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. Był kontrast kolorystyczny pomiędzy złoto karmelowymi zdobieniami a tymi 'słodkimi' odcieniami dekoracji, czyli odrobinę retro, ale trochę też świeżo. Jeśli chodzi o goździki, to właśnie one sprawiają, że kompozycja zyskuje na delikatności i jest wspomnieniem cieplejszych dni a także zapowiedzią wiosny 2023. Goździki uroczo witają swoimi pomarszczonymi płatkami, zalotnie rozjaśniają topper. Te dwa goździki są podobne do siebie, jednak każdy z nich wygląda nieco inaczej kolorystycznie. Każdy goździk jest tak naprawdę inny, indywidualny, a razem się dopełniają i komponują w ciekawą formę. Piękno goździków widać na samym wierzchu. Cudownie i zalotnie. 

Goździki powstały z krepiny włoskiej w kolorze blush pink. Mają 50 cm wysokości. Łodyga jednego z nich posiada nowe przyrosty i listki jakże charakterystyczne dla takiej formy kwiatu. Pewnie jest dla Was zaskakujący taki obraz goździka, który rzadko w przedstawionej przeze mnie wersji jest sprzedawany? Raczej na sprzedaż obcina się je w pojedyncze kwiaty, bez jego bocznych zielonych listków. U mnie pierwszy goździk wprost z 'ogrodu papierowego'. Moja pobudzona wyobraźnia całym tym urokiem jego liści i pączków, jakie miałyby lada dzień ujrzeć słońce. Taki właśnie naturalny, polny goździk przepięknie prezentuje się w wazonie w stylu boho, a gdy tylko skrócimy go o 'dodatki', (drugi goździk) - on strojnie ozdobi wszelkie boxy i bukieciki. Jak dla mnie także różowy kolor jest delikatny, nie narzuca się zbyt mocno, dokładnie jak to ma miejsce w przypadku mądrych kobiet...

Dziś kiedy piszę ten artykuł, chcę być wsparciem dla wszystkich Kobiet. Zdaję sobie sprawę, że każda z nas jest inna, jednak szczęścia i dylematy dotykają nas te same. Niestety ostatnio już niczym 'plaga', epidemia XXI wieku dosięga nas problem nowotworu piersi. To jedna z najcięższych chorób dla całej populacji damskiej, a okazuje się, że także męskiej (chorują również panowie). Kobieta, Matka, Żona, Przyjaciółka. To o nas dziś podejmuję temat. Właśnie miesiąc październik, gdy tworzyłam swoje goździki jest tym kiedy na całym świecie porusza się tematykę tego kobiecego problemu, szczególnie poprzez propagowanie profilaktyki badań, jak również rozpowszechnianie wiedzy o raku piersi. Miesiąc Świadomości Raka Piersi. Dużo pisze się o zapobieganiu, o zdrowym stylu życia, i regularnych badaniach. Z perspektywy doswiadczeń jakie posiadam już dziś, chcę podkreślić jedną ważną zasadę, abyśmy pamiętały, że najistotniejszy z czynników zapobiegawczych to obserwowanie siebie. Nic, ani zdrowy styl życia, ani przede wszystkim jego zmiana (raptowna na lepsze), nawet regularnie wykonywane kontrolne badania nie wykluczą u niektórych pacjentów rozwoju raka. Około 2/3 nowotworów rozwija się bez względu na prowadzenie dobrego stylu życia, także u sportowców, osób szczupłych, wegetarian nie jedzących mięsa, czy u ludzi zwiazanych ściśle zawodowo z medycyną oraz wieloródek. 

Szacuje się, że co druga osoba w całym swoim życiu zachoruje na nowotwór, a z roku na rok linia wiekowa zachorowalności osiąga coraz niższy wiekowo pułap. Zdaję sobie sprawę, że jeśli to czytasz, wierzysz, że Ciebie ten problem nie będzie dotyczył. Jednak uwierz mi, będzie. Bo jeśli dobrze policzysz, to już w Twoim gronie jest jedna chora na raka piersi np. A czy zdajesz sobie sprawę, że za rok możesz to być Ty? Kiedy zaczęłam się 'interesować' rakiem piersi, było to dokładnie rok temu, gdy koleżanka wspomniała mi o swojej kuzynce, jaka wybadała raptem ni stąd ni z owąd guza w piersi. Przeszła cieżkie leczenie (leczenie raka piersi należy do bardzo agresywnych i bolesnych, a kobiety leczone, nawet te zdrowiejące, każdej usuwa się prze cież choćby fragment piersi, nazywa się nie bez powodu Amazonkami) i dziś jest już w remisji.  Od tego czasu, już kolejna kobieta z grona tamtej koleżanki choruje na raka piersi...  Rozumiesz co to oznacza?

Ponieważ należę do osób genetycznie sciśle zwiazanych z tą jednostką chorobową, oraz byłam (i jestem) spokrewniona z osobami chorującymi na nowotwory, czuję się gotowa na poruszenie tej sprawy na blogu. Zaznaczam, że moje przemyślenia użyte w tym wpisie nie są poradą lekarską, a zbiorem moich doświadczeń i obserwacji. Od dawna zastanawiałam się czy podjąć tutaj tę tematykę, nie mając wykształcenia medycznego, myślałam też czy powinnam tu o raku piersi temat rozwijać, skoro nie jest to blog o zdrowiu. Ponieważ mam wciąż wiele przemyśleń i wiele do powiedzenia w tej kwestii rozważyłam tę możliwość, aby teraz 'przy okazji' papierowych goździków napisać kilka słów od siebie. Jak wiecie na Weekendowniku do tej pory nie pisałam o trudnych sprawach. Od kilku lat blog jest nośnikiem pozytywnych uczuć, myśli, wydarzeń, relacji z naszych rodzinnych podróży, oraz twórczości florystycznej, jest odbiciem mojej duszy. A ona w gruncie rzeczy jest zawsze kwiecista, różowa i wierzę, że taka będzie zawsze. Pomimo tych wciąż barwnych przeżyć, dziś napiszę o tych kobietach, które są jak goździki. Dziś piszę nie to o czym dowiedzieć się można z mediów, oraz nie to o czym powie lekarz. Jest cała masa wartościowych artykułów i książek z których można czerpać wiedzę medyczną i psychologiczną na temat nowotworów. 

Jestem pewna, że mam do czynienia z mądrym czytelnikiem, że Ty wartościowa kobieto bedziesz wiedziała, które informacje w moim wpisie dotyczą Ciebie. W Twoim organiźmie jest wiele sygnałów i pora im się przyjrzeć. Chciałabym abyś w porę wyłapała najcenniejsze szczegóły jakie wysyła Twoje ciało, a jakie niekoniecznie uznawane są za objawy ciężkich chorób. Gdy ciało zaczyna chorować, zanim jeszcze można określić konkretne miejsce zmiany, nietrudno zauważyć, że coś się zmienia... Pytanie, czy zostanie odpowienio (i w porę) zinterpretowane. To do lekarza powinno należeć poszukiwanie przyczyny i to lekarz powinien wspierać poszukiwanie przyczyn zmian w zdrowiu pacjenta. Bez względu na statystyki, a także Twój (być może) młody wiek! Jednak i Ty nie zbagatelizuj nic, co wydaje Ci się 'podejrzane', a jeśli nie masz Komu rozsądnemu powierzyć swoich podejrzeń zdrowotnych, znajdź odpowiedniego lekarza prywatnie. Tyle się mówi o profilaktyce, badaniach kontrolnych, regularnym samobadaniu, a nikt nie wspomina, żeby sprawdzać te wszystkie manifestacje ciała, jakie wysyła ono dodatkowo i niekiedy już na początku choroby. Prawda jest taka, że idąc na profilaktykę podstawową, na badania, istnieje niestety ogromne ryzyko nieodpowiedniej diagnozy podczas badań kontrolnych, gdy guzy zostają przeoczone lub zaliczone do niezłośliwych. Niestety coraz częściej obserwuje się zbagatelizowanie cieżkiej choroby u pacjenta przez lekarzy, jacy zamiast przyspieszać diagnozę, pocieszają młode pacjentki, że są pełnią zdrowia.. a ich złe samopoczucie to efekt zmian hormonalnych,  niezdrowej diety i złego stylu życia. 

Nie pozwól aby Cię lekceważono! Czy to normalne, że w tym samym czasie kiedy odkrywasz niepokojące nieprawidłowości w pracy swojego ciała, to ten doświadczony lekarz proponuje Ci oczyszczanie ucha płynem jaki oferuje Mu koncern farmaceutyczny do promocji w placówce zdrowia? A na pytania o kontrolne badania i kierowanie do specjalistów oraz ich interpretację reaguje jakby to Ci się nie należało? W ostateczności słyszysz, że lepiej trzeba sprawdzić swoje zdrowie drogą prywatną, bo teraz ze względu na zmiany spowodowane covid listy oczekiwań pacjentów wydłużają się dwukrotnie... Na szczęście istnieje jakiś podział list (pilne, z podejrzeniami, oraz zwykła). Do którego woreczka zostaniesz wrzucona? Zapewne należałoby to analizować pod kontem połączenia wielu 'objawów' jednocześnie. Jeden objaw to nie koniec swiata., ale kilka na raz zmienia postać rzeczy! Jednak nie zawsze lekarz (a co dopiero TY pacjentko), potrafi przeanalizować Twoją indywidualną sytuację goździku. Bo być może już powinnaś być w trybie pilnym zakwalifikowana do badań usg, mammografia, biopsja gruboigłowa i rezonans magnetyczny. A tak naprawdę oczekujesz trzy miesiące na pierwszą wizytę.


A tymczasem..

1. Jedną z istotnych manifestacji mogącej wskazywać na rozwijający się proces nowotworowy w organiźmie kobiety jest zmiana cyklu miesięcznego lub brak miesiączki. Dochodzi do wielu zaburzeń hormonalnych jakich nie udaje się powiązać z konkretną jednostką choroby. Zatrzymanie miesiączki w wieku pozamenopauzalym, plamienia, i inne niespodziewane cięższe objawy muszą wzbudzić czujność lekarza rodzinnego. Nie czekaj na samoistny powrót cyklu, musisz być wysyłana w trybie co najmniej przyspieszonym do lekarza specalisty.  2. Kolejny ważny aspekt to trudności z zajściem w ciążę. Niepłodność wtórna szczególnie, gdyż świadczy o zmianach chorobowych jakie następują już po pierwszym dziecku. Zmusza to do poszukiwania przyczyn tej zmiany. Jednak w wielu przypadkach nie udaje się jej znaleźć, bo wyraźnie się jej nie szuka. W Polsce kobiety z niemożnością zajścia w ciążę ozłociłyby system zdrowotny leczenia niepłodnosci wtórnej w UK. Tu gdzie żyję.. Rach, ciach i już możesz próbować mieć dziecko. Tutaj w Irlandii Północnej badanie i kolejno staranie o dziecko w poradniach leczenia niepłodności polega na sprawdzeniu zdolności do posiadania potomstwa kobiety i mężczyzny a następnie na.. propozycji zapłodnienia In Vitro. Oczywiste jest, że jeśli czujesz z tym niezgodę, nie podejmiesz się takiej opcji. Oznacza to jednak, że również Twoja niepłodność wtórna nie będzie przebadana i nie będzie leczona... A powinno być inaczej, bo niepłodność wtórna niezwiązana z menopauzą oznacza proces chorobowy! Czyż w ten sposób pacjent lub pacjentka mogłaby np. dowiedzieć się na co choruje? 3. Zmiany skórne, swędząca skóra, plamy, zmiany barwnikowe jakich wcześniej nie obserwowałaś, a jakie wcale nie muszą oznaczać raka skóry! Ale mogą być zwiazane z rakiem.. piersi. Po prostu skóra wyrzuca toksyny na wierzch z wnętrza pod nią. Może pojawić się trądzik, wręcz rany, na dodatek ogromnie rozlane i bolesne. I jeszcze ważniejszy znak. Brązowienie (rogowacenie) w zgięciach, zwykle w pachwinach. Gdy zauważysz zmianę i pojawienie się ciemniejszego koloru skóry z jakim nie możesz nic zrobić, to zwróć sie do dobrego lekarza po pomoc. Czy otrzymałaś od lekarza skierowanie do dermatologa lub endokrynologa o które prosisz? 4. Problemy z oczami. Z wiekiem to normalne, a nawet genetycznie uwarunkowane. Wzrok może pogorszyć się w czasie menopauzy, lub po cieżkiej chorobie. Wiele dolegliwości przypisuje się przejściu choroby covidowej. Podobnie ze zmianą smaku w ustach.  Jeśli jednak Twój wzrok zaczyna szwankować, a wcześniej nie miałaś z tym problemu, gdy oczy pieką, białka są miekkie, wzrok niewyraźny, tworzą się bez przyczyny torbielki, lub oczy są przekrwione a okulista mówi Ci, że nie widzi stanu chorobowego i nie zna konkretnej przyczyny... to znak, że organizm źle pracuje, że nie nadąża i dzieją się w nim jakieś zmiany! Warto podsumować kilka dolegliwości i juz teraz natychmiast skorzystać z pomocy lekarza, aby przedyskutować skąd problem z oczami. 

5. Zalewajace poty, szczególnie w nocy. Jest to znak, że organizm walczy z chorobą. Poty zazwyczaj występują też przy zmianach hormonalnych, lecz jeśli jesteś kobietą w wieku około 40 lat i zaczełaś mocno się pocić mimo braku zmian w życiu, w pracy to uważam, że powinnaś niezwłocznie poszukać wyjaśnienia dla takich objawów. Może pojawić sie też gorączka, niekiedy nieznaczne podwyższenie temperatury, ale przez okres dłuższy niż kilka tygodni. To ewidentnie stan chorobowy do wyjaśnienia i sprawdzenia. Pora się przebadać u dobrego lekarza, który poszuka przyczyny aż jej nie znajdzie. 6. Wypadające włosy. To chyba oczywiste dla wielu kobiet, że tracą wlosy przez całe swoje życie. Niektóre w obliczu rodzicielstwa (podobnie z osłabionym szkliwem po ciaży), chorób hormonalnych, menopauzy. To wszystko ma miejsce przez całe nasze życie. Jednak jeśli włosy wypadają kupami, a Ty już sobie z tym nie radzisz, powinnaś szybciutko udać się na badania kontrolne, bowiem nie chodzi tylko o wzmacnianie i opiekę Twojej głowy i włosów. Chodzi o ratowanie Ci życia! 7. Obrzęki dłoni, rąk i wreszcie pach, i obojczyków. Im wyżej, tym bardziej 'niebezpiecznie'. Zastój limfy, uwieranie pod pachami. Ucisk stanika, zmiana pozycji spania. Niewiadoma przyczyna męczenia się leżąc na boku. Drętwienia jednej dłoni. Jeśli zauważysz regularne sytuacje bólowe dotyczące jednej strony ciała, to możliwe, że jest to zwiazane ze stanem zapalnym w tym obszarze. Niektóre rodzaje raka piersi długo nie wykazują uwidocznionego guza, rozwijają się 'po cichu' w przewodach, i aby je wykryć potrzeba bacznie przyjrzeć się różnym badaniom. No i co ważne, najważniejsze wykonać je nawet kilka razy. 8. Wycieki z piersi, mogą pojawiać się od lat, lub jednorazowo, raz na 5, 10 lat. Zwykłe, przezroczyste, lepkie, niczym wczesny pokarm w ciąży. Zazwyczaj ocenia się je jako zmiany hormonalne. Możesz usłyszeć też komentarz lekarza iż są to wycieki związane z nadwagą, czy uciskiem fałd brzusznych. Nic bardziej mylnego. Jeśli są wycieki, to z pewnością nie wynikają z tych przyczyn! Spójrz ile na świecie jest kobiet otyłych, z obfitym biustem i nie mających takiego problemu. Nie daj się zwieść opinii lekarza, który nie znajduje w tym powagi sytuacji. A w dodatku zamiast przebadać dokładnie historię Twojego leczenia, przyjrzeć się takim zmianom, określa stan wycieku na podstawie rozmazu na szkiełku, bądź biopsją cieńkoigłową. Aby sprawdzić dobrze przyczynę wycieków z piersi, oraz zmian zdrowotnych zachodzących równorzędnie w Twoim ciele, nie wystarczy badanie na szkiełku. Potrzebna jest obszerniejsza diagnostyka. 9. No i na koniec klasyka. Guzy, powiekszenie piersi, pomarszczenie, wgłebienie, guz widoczny, lub niewidoczny. Guz, który być może mógłby być torbielą hormonalną, ale ostatecznie może się okazać guzem złośliwym, szybko rosnącym, i nie poddanym szybkiej weryfikacji na tzw. Red line. Oby stadium zaawansowania pozwoliło na trafne leczenie.  Dlatego właśnie pamiętaj, aby móc ocenić  te zmiany, oraz jakikolwiek nowotwór piersi musi zostać wykonany pakiet badań - usg, badanie palpacyjne, mamografia, biopsja gruboigłowa, molekulę po wycięciu guza, często markery nowotworowe i rezonans magnetyczny. To daje Ci szansę na wyleczenie. 

No i oczywiście pozostaje jeszcze cud. A cuda zdarzają się niezwykle rzadko i niekiedy okazuje się, że samo życie jest takim cudem. Czasem cofnięcie choroby nie jest tylko wynikiem leczenia, ale też złożonych w całość wydarzeń. Podobnie w drugą stronę. To jak rozsypane puzzle i potem złożone. Niekiedy stres rusza całą procedurę rakowienia, dokładają się do tego inne procentowe czynniki, jakie są znane na całym świecie. Jest też możliwość pomyłki (a jakieś 'zwarcie' na linii informatycznej, jakieś pomyłki i odchylenia w systemie) i potem możesz stać się ofiarą błędu systemu i przypisują Ci schorzenia jakich nie masz. Trochę pół żartem pół serio. Ale uwierz mi, i to jest możliwe... Droga Kobieto, niczym ten goździk, waleczna i wierząca przede wszystkim sobie. Zanim zachorujesz na jakąkolwiek chorobę, lub zanim odkryjesz, że jesteś chora.. żyj tak, jakby każdy dzień był CUDEM. Kochaj, śmiej się, spełniaj marzenia, podróżuj, pasjonuj się czymś fajnym i nie odkładaj niczego na później. To się dzieje tu i teraz, a każdy z nas kiedyś umrze.

Jeśli już dopadła Cię ciężka choroba to nadal żyj w pełni życiem.  Nie słuchaj tylko porad osób, które o Twoim życiu nie mają pojęcia, wsłuchaj się w siebie i też w swoich najbliższych. Niczego nie żałuj.  Wykonaj rachunek sumienia, w którym przede wszystkim wybaczysz sobie i innym złe 'ruchy', zastosuj afirmacje znoszace blokady i traumy sprzed lat. Bądź dla siebie najlepszą przyjaciółką, pokochaj siebie i poznaj się na ile okoliczności pozwolą. Wykorzystaj Czas jakkolwiek to nie brzmi. Zacznij wymagać od innych, nie od siebie. Teraz jest Twój czas na odpoczynek. Załóż journal, np. Jedzenia, badań lub inny. Zacznij coś regularnie robić, jeśli nie będziesz czuła się idealnie, przełóż swoje plany. Zrób coś, czego unikałaś lub czego wstydziłaś się przez lata. Nie oszczędzaj pieniędzy, jeśli zwykle tak robiłaś. Przestań gotować innym, zacznij sobie i oczekuj pomocy. Dawaj z siebie tylko to, co chcesz. Trenuj! Czy wiesz, że regularne ćwiczenia w trakcie leczenia onkologicznego mogą pobudzić Twoj organizm do walki z chorobą. Energia to swiatło i jak tylko opadasz z sił po leczeniu, tak zaraz gdy lepiej się poczujesz powinnaś wstać i robić coś fajnego. Tak zdobywasz siłę do życia. Przyjaźnij się ze sobą, ale też z ludźmi. Nie zostawaj sama, nie zamykaj się, kochaj ludzi a jeśli nie masz bratniej duszy, pokochaj naturę i przyrodę. Wiem co mówię, sekret tkwi w tej symbiozie. Wreszcie zaufaj Bogu i bądź z Nim przyjaciółką, niezależnie od tego Kim jest Twój Bóg. Pamiętaj, że w tym tkwi sekret szczęścia. Po prostu żyj tu i teraz i bądź. Walcz dzielnie, i wiedz też o tym,  że walkę przegrywasz jeśli wierzysz, że przysługuje Ci jakiekolwiek prawo do życia. Nie Ty o tym decydujesz.


Chocolate Success The Women's Institute

niedziela, listopada 26, 2017

Chocolate Success The Women's Institute


Zastanawialiście się kiedyś czy w domu można osiągnąć sukces? Zapytajcie mojego męża! Pewnie Was to nie zdziwi, że jest On największym fanem moich deserów. Chyba jest tak dlatego, że w przygotowywaniu innych potraw jestem dla Niego dobra jak moja teściowa, a o moich deserach mówi 'w życiu lepszych nie jadłem' ;). Co ma wspólnego osiąganie sukcesu z kuchnią, chyba zrozumie każda kobieta, która już spełniła się zawodowo poza domem, a teraz spełnia się w roli żony i matki, poniekąd kucharki domowej, gdzie również dziecko chętnie zjada Jej wyroby, a co więcej bardzo mocno słucha mamy porad i uczy się od Niej wykonywać nawet dość mocno skomplikowane czynności przy kuchennym stole. Moje dziecko uwielbia ze mną gotować. Gdy przygotowuję potrawy pozwalam Mu patrzeć i naśladować mnie (mamy w naszej kuchni też kuchnię naszego dziecka). Czasem cierpliwie czekam, aby się wykazał.. No właśnie z czekoladą jest podobnie, najlepsza jest przygotowywana z miłością, lecz cierpliwie, spokojnie, bez pośpiechu. Samo jedzenie czekolady, to ogromna delektacja, o czym dowiedziałam się dopiero przy moim mężu. Kiedyś pochłaniałam czekoladę o tak, po prostu, rzadko gotowałam, nie miałam dla Kogo.





Teraz.. Zapach, konsystencja, temperatura, wygląd a dopiero na końcu jedzenie i ten smak. Chyba o niczym nie zapomniałam? O chyba zapomniałam.. jeszcze są dodatki. Właśnie taka 'paleta' czekolad powoduje, że  odkrywamy ją na nowo. Przyznam się Wam, że nie lubię kuchni angielskiej, lecz równie szybko zrobię sprostowanie, że to właśnie w UK poznałam wiele nieznanych mi wersji smakowych czekolady, ich desery, desery z czekoladą, które tutaj kochają - powalają. Jest tego całe mnóstwo, w tym kilka znanych na całym świecie. Dlatego, gdy chwyciłam w ręce książkę "Chocolate Success" od The Women's Institute autorki Sary Lewis, od razu poczułam ten smak. Piękne ilustracje i znane w UK z różnych części świata przepisy na desery czekoladowe, aż 'wychodzą' z książki. Mając tę książkę i po przygotowaniu już kilku czekoladowych smakołyków wg receptur z niej, uwierzyłam w sukces czekolady, który jest w tym przypadku sukcesem kobiety, i moim własnym. Nauczyłam się tworzyć desery z czekolady, już nie tylko pod postacią domowej czekolady, lecz także w różnych innych formach i smakach. Nauczyłam się celebrować tę chwilę i czerpać z niej to, co najlepsze.


Instytut Kobiet (WI) powstał w 1915 r. w celu ożywienia społeczności wiejskich i zachęcenia kobiet do większego zaangażowania się w produkcję żywności podczas pierwszej Wojny Światowej. Od tego czasu cele organizacji uległy rozszerzeniu, a WI jest obecnie największą dobrowolną organizacją kobiet w Wielkiej Brytanii. WI obchodziło swoje stulecie w 2015 roku, a obecnie ma prawie 220 000 członków. Women's Institute odgrywa wyjątkową rolę w zapewnianiu kobietom możliwości edukacyjnych i szansy na zdobywanie nowych umiejętności, udział w różnorodnych działaniach i prowadzenie kampanii w kwestiach istotnych dla nich i społeczności. Instytut posiada szkołę kucharską w Oxfordshire w Anglii. Szkoła dba o wszystkie poziomy umiejętności dzięki kursom dla początkującego kucharza aż po znakomitego szefa kuchni - wszystko to z myślą o produktach lokalnych i sezonowych. Istnieje również szereg kursów dla rodzin, w których mogą uczestniczyć nawet najmniejsi członkowie rodziny.


Autorka Sara Lewis jest stylistką żywności, ekonomistką a także członkinią Instytutu, była nią już jako dwudziestolatka. Początkowo wydając w magazynie Practical Parenting, Woman i innych, stylizowała przepisy. Obecnie jest uznawaną autorką, pisarką w ponad 90 tytułach kucharskich wydawanych na całym świecie. Sara nieustannie tworzy, opracowuje i pisze kreatywne, inspirujące i fotogeniczne przepisy, które są dokładnie testowane w celu zapewnienia dobrej opinii czytelnika w celach promocyjnych, czasopism i książek. Ułatwia stylizację własnych przepisów lub innych autorów lub chętnie współpracuje z innymi autorami. Prywatnie żyje w Felbridge z mężem i dwójką dzieci.


Co tu dużo mówić, czekolada jest zawsze ulubionym przysmakiem, a przepisy w tej książce pokażą, jak wszechstronny może być ten składnik. Chocolate Success zawiera sześćdziesiąt receptur na pyszne ciasta, wspaniałe budynie i kuszące herbatniki z łatwymi instrukcjami. Wszystkie przepisy mają pieczęć WI niezawodności i wskazówki dla uzyskania doskonałych wyników za każdym razem. Podobnie jak w przypadku każdej książki z całej serii wydanych przez Instytut, w tej książce ostatni rozdział jest poświęcony przepisom bardziej skomplikowanym i pomysłom dla doświadczonego kucharza, który lubi wyzwania. Na uwagę zasługują pięknie ilustracje w całej książce. One sprawiją, że otwieram usta z zachwytu i chcę je przygotować. Później efektem zachwyca się moja rodzinka.  Dla mnie czas jesienno-zimowy, to idealny moment, aby odkryć na nowo czekoladę, i delektować się jej smakiem. Przepisami podzielę się z Wami wkrótce. A Ty co robisz dzisiaj czekoladowego?


kobieta w podróży poślubnej

poniedziałek, kwietnia 24, 2017

kobieta w podróży poślubnej


Dawniej nie marzyłam o podróżach do ciepłych krajów. Nawet gdy byłam 'dwudziestką', raczej kierowałam się do metropolii. Moje życie związane było z dużą aglomeracją, a turystyka tylko i wyłącznie z pracą. Możliwe, że czekałam na odpowiedniego towarzysza, no a dwoje to już całkiem dobra para podróżników. Jednym odpowiada samotna droga a mi jakoś tak ona nie pasuje.. Gdy na świat przyszedł Alexander nawet na myśl nam nie przyszło odległe podróżowanie, pierwsze były priorytety, a naszym był ślub. Możliwe, że tak miało być, że wszystko ułożyło się naturalnie, i poszło swoim torem. Nic nie przyspieszaliśmy. Była przyjaźń, było zakochanie, była miłość, była przyjaźń, rodzina. No i małżeństwo :) Po ślubie Alex miał już 3 i pół roku, i jak się okazuje w niektórych kwestiach stał się już całkiem samodzielny. Po długiej jesieni i wielkiej, dobrej stagnacji przyszła chęć na ogrzanie ciała i ogromna potrzeba słońca, także dla duszy. Już nie pamiętam Kto, ale śmiem twierdzić, że ja pierwsza rzuciłam hasło wyjazdu w kierunku Afryki. Moje marzenia były też marzeniami mojego męża. Z tym, że moje myśli kręciły się wokół Lanzarote, a męża myśli raczej były chęcią miesiąca miodowego. Potem wszystko się odwróciło, bo ja rozkochałam Go w pięknej Lanzarote, a On uczynił tą podróż czymś wyjątkowym dla mnie. Mężatka, lat 37, żyjąca w wilgotnej Irlandii zapragnęła pojechać po raz pierwszy do ciepłych Krajów. "Nigdy nie polecę do Hiszpanii, wszędzie, ale nie tam. Tam wszyscy latają. To takie nudne! Poza tym cała Zielona Wyspa lata na Kanary, więc Kanary też odpadają" - moje słowa. No oczywiście, gdzieś tam w zamyśle zawsze są Malediwy, a potem Japonia, w dalszej wizji może być Portugalia czy Grecja. Ale przecież nie Hiszpania, nie Majorka, nie Ibiza. Nie! Nie! Mamy małe dziecko, więc na pewno odpadają dalsze zakątki. Chwileczkę! Jest taka piękna wyspa, nieodgadniona, nieokiełznana, piękna, lazurowa i nietypowa. Lecimy w podróż poślubną na Lanzarote. Hiszpania, Afryka. Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Zresztą jest koniec roku, a my chcemy się wygrzewać. Poza tym nie wyobrażamy sobie lecieć bez Alexandra, lecimy w podróż poślubną we troje

Oczywiście najważniejsze miłości są zawsze przy mnie - także na Lanzarote. Dlaczego pokochałam Hiszpanię przekonałam się na Lanzarote. Przede wszystkim zaimponowały mi tradycje i ludzie, sympatyczne charaktery. Kobiety przygotowujące naszą willę do zamieszkania tak ogromnie żywiołowe i pracowite, wesołe. Kelnerka w barze szczerze uśmiechnięta, nie fałszywa, nie kokietliwa. Po prostu miła. Dlaczego żyjąc w Irlandii pokochałam Kanary? Na Wyspy Kanaryjskie dolecieliśmy w 4 godziny, a znaleźliśmy się w innym świecie, który pomimo różnorodności natury jest przyjaźnie nacechowany europejskimi akcentami znanymi z ulic naszego miasta. Żyć, nie umierać! Oprócz hiszpańskich restauracji są dyskonty m.in Spar. Super, nie trzeba gotować, wszystko jest pod ręką. Także ryneczek ze świeżymi owocami i warzywami. Idealne dla mnie rozwiązanie w podróży poślubnej ;) .

W gruncie rzeczy mimo tubylców o tej porze roku (koniec jesieni) znalazłam się na Wyspie tylko dla nas. Nie licząc właśnie takich miłych osób, które tutaj mieszkają na stałe, i świadczą na Lanzarote usługi my jesteśmy wśród małej grupy turystów, którzy co prawda tu teraz przebywają, ale jednak w dużej mierze są osobami w wieku średnim wypoczywającymi głównie mniej aktywnie. Hurra! Jestem na Bezludnej Wyspie :) Tak więc możemy się skupić głównie na sobie, na nas. Dzięki temu, jak również dzięki mężowi mogę podziwiać krajobrazy, wyleguję na plaży w spokoju, choć przyjaźnie nastawiona, do sporadycznych przechodniów. Właściwie nie jestem aspołeczna, ale tutaj chcę się wyciszyć. Nawet jeśli poświęcam energię, robię to dla NAS, nie dla innych. Wyszła ze mnie egoistka. Jestem przyjemnie zaskoczona, bo mogę tutaj być taka jak chcę, i nikt mi tego nie zabroni. Mąż wpatrzony we mnie jak w lusterko, posyła mi buziaki. Nasze dziecko uradowane podróżą. Czuję się wyjątkowo i widzę, że On też. Czy tak właśnie wygląda Młoda Para? 

Choć w podróży poślubnej jestem wolna to nie jestem sama :) Fajnie, że mam przy sobie ukochane osoby. Wszyscy mamy ogromną swobodę. Jednak w tej opowieści skupię się na mnie. Kobieta w podróży poślubnej może robić to czego nie ma na co dzień. Dziecko biega po willi samodzielnie, lub ze swoim tatą (który najczęściej jest poza domem w pracy). Wreszcie fajnie, że szczęśliwy mąż, który ma wolne od pracy, robi śniadanie do łóżka i zaprasza na obiad do restauracji. Super mieć chłopaków przy sobie. Oni są jak dwaj przyjaciele, to się nigdy nie zmieni, dzięki temu mam ogromny luz pod niektórymi względami, który tutaj na Lanzarote odczuwam szczególnie. Co zatem robi kobieta w podróży poślubnej? Relaksuje się! Nie sprzątam, nie siedzę w kuchni, nie biegam za dzieckiem, odpoczywam. Zresztą jeśli chodzi o gotowanie to już na większości urlopów praktycznie nie gotuję, no chyba, że akurat wypadają święta. 

Miałam zawsze taką wyobraźnię, aby latem móc nosić na głowie kapelusz i nie rozstawać się z nim na krok, a jedyną przeszkodą, która zawadiacko może mi ten plan pokrzyżować może być mocny wiatr. Tak mi się zawsze wydawało. Kiedyś próbowałam kapelusikowe marzenie zrealizować, to nad polskim morzem, to w ogrodzie naszego domu w czasie cieplejszego lata. Na nic się to nie zdało, bo stale kapelusz zdejmowałam z głowy biegnąc na wprost obowiązkom. Jednak tym razem wiedziałam, że się musi udać. Kupiłam nawet nowy z dużym rondem, granatowy i powiedziałam sobie, że nie groźny mi wiatr z którego słynie większość Wysp Kanaryjskich. W pierwszy dzień po przylocie swobodnie go założyłam i szalony wiatr zerwał mi go z głowy. Było to pierwszy i ostatni raz, nie licząc jednej wizyty na punkcie widokowym w Mirador del Rio. Od tego pierwszego dnia byłam przygotowana, bo miałam wszytą gumkę i o dziwo wiatry na Lanzarote się uspokoiły. Więc nawet gumka nie była potrzebna.

Zmiany w sobie rozpoczęłam już od momentu jak wykupiliśmy bilety lotnicze na Lanzarote, bo to był nasz pierwszy krok w kierunku tej wyspy. Może zacznę od tego, że oprócz kupna kilku rzeczy na letnią pogodę, oraz bielizny nie zrobiłam nic. Nie zaczęłam stosować jakiejś specjalnej diety, a już w samej podróży jedzenie na wyspie (świeże owoce) sprawiło, że schudłam 3 kg. Przed wyjazdem nie zapisałam się do solarium, nie wykupiłam wizyty u kosmetyczki. Zostałam sobą od początku do końca. Przed wyjazdem przygotowałam tylko kartę pamięci 'do działania', czyli opróżniłam tyle miejsca, aby móc robić minimum 700 zdjęć. Zresetowałam umysł, przeczytałam rozpoczętą książkę, aby nie brać jej w podróż. Napisałam kilka artykułów i odstawiłam pisanie bloga na ponad tydzień. Przed samym wyjazdem zrobiłam sobie szybkie ombre w warunkach domowych. Chyba tego mi było trzeba. Najważniejsze to wyruszyć w podróż nie pytając siebie o zbędne rzeczy, być pozytywnie nastawiona i być pewną, że to podróż naszego życia. Naszego, a nie kogoś innego. 

W podróży poślubnej miałam wiele czasu dla siebie. a skoro miałam go aż tak wiele dla mnie, to też więcej dawałam innym. Uśmiechnięta, pachnąca, zadbana, a zarazem naturalna. Z wypuszczonymi włosami, nałożonym kapeluszem, raz pięknie pomalowana, a innym razem bez makijażu. Pierwsze dni, to głównie plażowanie i wypoczywanie w naszej willi, w której zresztą mogliśmy zażywać kąpieli w basenie, z ogródkiem pełnym pachnących róż i kwiatów. Zresztą, gdzie się nie ruszyłam, wszędzie towarzyszyły mi kwiaty, także już od śniadania włożone w wazonik przez mojego męża poprzez te napotkane na spacerze w choćby Costa Teguise (resortowej części wyspy). Wieczorem spędzaliśmy czas przy lampce dobrego wina miejscowego. Nie musiałam przez kilka dni kierować autem. Moim najlepszym sprzymierzeńcem okazało się słońce, dawno niezbrązowiała skóra nabrała nie tylko koloru, ale też blasku.





Uwielbiam żoną być!



pielgrzym

środa, grudnia 14, 2016

pielgrzym



27  grudnia 2008 roku  Po niespełna dwunastu miesiącach życia na emigracji w NI, naszła mnie ogromna chęć aby wyruszyć w moją własną pielgrzymkę w bardzo interesujące miejsce nazywane świętą górą Północnej Irlandii. Slemish Mountain. Zyjąc wcześniej na południu Słowacji i niegdyś będąc ministrantem w kościele katolickim, odbyłem kilka pielgrzymek wraz z przyjaciółmi ze zgrupowania do którego należałem. W ogóle odkąd pamiętam zawsze mocno związany byłem z Bogiem, a dodatkowo chętnie wędrowałem odnajdując Go we wszystkim co po drodze napotkałem. Przez ładnych parę lat udzielałem się w skautingu, a siebie odnalazłem uprawiając sztuki walki i styl życia węgierski - baranta. Wiązało się to z częstymi wędrówkami i aktywnym trybem życia. Właściwie jak przybyłem do Ballymeny, skupiłem się na pracy, co bardzo mi zaczęło odpowiadać. Jednak przez cały czas natura i wędrówki pozostały dla mnie czymś ważnym, i wartością z której nie mógłbym całkowicie zrezygnować. Teraz, kiedy o tym opowiadam jestem już mężem i ojcem, głównie skupionym na naszej rodzince, choć wspólnie spacerujący, podróżujący (także na Górę Slemish) i właściwie to nie tęsknota, a raczej miłe doświadczenia powodują, że wspominam świetnie te wcześniejsze samotne wędrówki.

Pamiętam moment, jak podziwiałem z okna domu, gdzie zamieszkaliśmy z żoną już kilka lat temu, a także z widokówki kupionej w księgarni zupełnie na samym początku mojego pobytu w Północnej Irlandii -górę, oddaloną od naszego okna pewnie jakieś kilkanaście mil - wybaczcie za brak dokładności z google maps, ale wówczas w ogóle nie korzystałem z internetowych wskazówek. Zwykle do tego celu używałem wyczucia, wyobraźni, kompasu, własnych nóg, i wiedzy zdobytej podczas różnych obozów. To praktycznie zostało mi do dzisiaj, a z kolei moja żona jest bardziej związana z elektroniką, choć na szczęście oboje bez tego potrafimy świetnie sobie radzić. Tak więc pozostawiony sam sobie (nie samotny), po tym jak otrzymałem od zmęczonego 12 godzinną pracą kolegi odmowę na moją propozycję wspólnej pieszej wyprawy na Slemish, skoro świt wyruszyłem w trasę sam. Pamiętam, że temperatura w ciągu dnia utrzymywała się w granicach od 3 do 7 stopni.
randka z mężem /Caffe Nero/

środa, lutego 03, 2016

randka z mężem /Caffe Nero/


Kilka dni temu zostałam zaproszona przez mojego męża na randkę. Komu, jak komu, ale Jemu na pewno nie odmówiłabym! Zresztą, choć początkowo przyjęłam Jego słowa jako zabawne - później zorientowałam się o co chodzi. Chodzi o to, że właśnie ze mną i tylko ze mną On chce wyjść. Super :) Tak więc wykorzystamy czas wolny (bez dziecka), który mamy nie tylko przeznaczając go, na zrobienie zakupów, czy krótko mówiąc - siedzenie i pierdzenie w fotele. Świetnie - skoro mamy taką możliwość, to jak najbardziej wyjdziemy z domu. Mój mężczyzna wie doskonale czego mi najbardziej brakuje w UK oprócz chwil tylko we dwoje.. wiadomo. No więc uwielbiam klimat kawiarniany, kawę cappuccino - podaną mi do stolika i jej zapach tuż przy mnie. 
Uwielbiam  lekki gwar rozmów i dźwięk muzyki, uwielbiam pracę pani barmanki, i widoki zza szyby na przechodniów. Uwielbiam cały ten wystrój i wszelkie dodatki z kawiarnią związane - firmowe filiżanki, tylko takie jedyne w swoim rodzaju w danej kafejce... i obrazy wiszące na ścianach, i smak wina, którego tym razem nie mogłam wypić ponieważ kierowałam autem. Za to było ciacho czekoladowe (ponoć czekolada to fajny afrodyzjak), które my uwielbiamy zajadać w Caffe Nero - naszej ulubionej kawiarence w mieście w którym mieszkamy. Tego jestem pewna - mężczyzna, Jego zapach i kawiarenka - to właśnie było TO. 



rodzinna lista muzyczna - ubieramy choinkę

piątek, grudnia 11, 2015

rodzinna lista muzyczna - ubieramy choinkę


Nie ma chyba bardziej rodzinnego i przyjemnego czasu, jak okres wspólnego wyczekiwania przed Świętami Bożego Narodzenia. Jest to idealnym moment, aby wspólnie przygotować się do przyjścia Dzieciątka, czyli Wieczerzy Wigilijnej. Wspólne wypieki, strojenie domu, pakowanie prezentów czy też słuchanie świątecznych piosenek. Ukoronowaniem tych wszystkich starań jest  spotkanie rodzinne w ukochanym domu, z bliskimi, łamanie się opłatkiem, wspólne jedzenie potraw, z kolendami w tle, Pasterka. Oczywiście nie każdy może dokładnie tak spędzać ten czas, przedświąteczny, świąteczny. Niekiedy z wyboru, ze względu na oddalenie, wykonywany zawód, a innym razem z konieczności - choroba, czy nieobecność Bliskiej Osoby. Myślę, że każdy z nas, nawet ten nieobecny w domu, może posłuchać świąteczną listę przebojów. Jest to możliwe nawet bez udziału innych osób, (choć przyznam, że z rodziną i przyjaciółmi jest zdecydownie lepiej). Inne atrakcje przedświąteczne polecam robić wspólnie z Kimś ważnym dla nas, ponieważ to jedyny okres w roku, kiedy można być naprawdę blisko, a okres zimowy szczególnie nastraja nas do takiej bliskości, do potrzeby cieła domowego ogniska. Właśnie wczoraj, był taki wyjątkowy dzień, kiedy nasza trójeczka (Alexander, tata, i mama) już w południe zgromadziliśmy się w salonie i rozpoczęliśmy rodzinne strojenie choinki. Wszystko ze świątecznymi utworami muzycznymi w tle, z których zresztą ułożyłam playlistę razy trzy - czyli piętnaście naszych ulubionych świątecznych piosenek. Początkowo pomyślałam, aby taką listę stworzyć Wam w jednen z muzycznych poniedziałków. Jednak mam w zanadrzu jeszcze jedną ciekawą płytkę z taką muzyką wydaną specjalnie na święta, o której chciałabym więcej napisać przy okazji cyklu, więc zwyczajnie... nie starczy poniedziałków do Świąt Bożego Narodzenia.

Alexander



Począwszy od  pierwszych pięciu, które wyjątkowo przypadły do gustu naszemu synkowi - głównie ze względu na teledyski :). Tak więc, tanecznym krokiem, o dziwo (!) nasze dziecko od razu wiedziało o co chodzi.. Alek szybciutko zabrał się za strojenie choinki, ponieważ od poprzedniego popołudnia stała nieubrana w dekoracje. Już wcześniej zapytał mnie co będziemy z nią robić. Ogromnie uradowany, najpierw na dolnych poziomach, a później na krześle cały środek choinki ubierał sam, a gdy już nie było bombek zapytał - Mamo czy to już koniec?

Absolutely Essential 3 CD Collection Ray Charles poniedziałki z muzyką

poniedziałek, listopada 30, 2015

Absolutely Essential 3 CD Collection Ray Charles poniedziałki z muzyką


Dokładnie od roku w naszym domu nad kominkiem leży set trzech płyt Ray'a Charles'a o nazwie Absolutely Essential 3 CD Collection, które kupiłam w sklepie muzycznym w UK za nie więcej niż 10 funtów, oczarowana geniuszem tego wokalisty. Zaliczam bowiem Jego utwory do bestsellerów i najprzyjemniejszych dla mojego ucha. O dziwo płyty 'uruchamiane' są zazwyczaj przez nas w okresie jesienno-zimowym, i zupełnie wiem dlaczego... jest pewne, że znajdujemy w tym zestawie wszystko, co możliwe dla ciała i ducha. Dokładnie. Każda z tych trzech płyt zawiera kilka gatunków muzycznych ze wspaniałym, charakterystycznym głosem Ray'a. Soul, jazz, blues i trochę rock'n'rolla sprawiają, że w chłodne dni wraca 'gorączka'. Gdy załączamy tę muzę, zwykle nie obędzie się bez głośniego śpiewu mamy i Alka, oraz obowiązkowo wywijamy przy mocniejszych brzmieniach. Mamy swoje ulubione 'kawałki', a gdy już 'zaskoczymy', to cała płyta płynie jak szalona, a my razem z nią.. :) Ray ma bogaty repertuar, w końcu jest amarykańską ikoną muzyki lat 50-tych, 60-tych. Lecz moje wpomnienia muzyczne z Jego wykonaniem przypadają na rok 2001, kiedy to po raz pierwszy usłyszałam w jednym z warszawskich klubów serię kilku, w sumie nieznanych mi wcześniej hitów Charles'a. Tak bardzo zafascynowana powróciłam tam raz jeszcze, jednak 'mojej' muzyki już nie było.. Jedno jest pewne muzyka Ray'a Charles'a wynika z Jego życia, a korzenie Jej wyrastają jeszcze z okresu dzieciństwa. Natomiast wszystko, co po śmierci Autora - to spełniony i zamierzony cel Ray'a - wypowiadany wielokrotnie za życia w licznych cytatach twórcy. Wystarczy przeczytać, aby dowiedzieć się czegoś więcej o nim samym, bo choć życie artysty nie zawsze było usłane różami, to ostatecznie spełnione - usłyszycie w jego muzyce. Zapraszam na moją playlistę.


tatusianki - kołysanki poniedziałki z muzyką

poniedziałek, listopada 23, 2015

tatusianki - kołysanki poniedziałki z muzyką

"Tatusianki-Kołysanki" relaksacyjna muzyka dla dzieci. „Kołysanki – tatusianki” to płyta na której popularni i lubiani aktorzy, wokaliści i prezenterzy śpiewają prześliczne kołysanki – muzyka Marcin Kindla/słowa Wojciech Byrski. Odczarowujemy mit kołysanek, które w teorii mamy śpiewają swoim dzieciom a jak pokazuje życie i doświadczenie robią to też ojcowie, i robią to doskonale. Znani i popularni ojcowie pokazali nam – słuchaczom najbardziej intymne i przepiękne arkana ojcowskiej miłości. To płyta nie tylko dla najmłodszych słuchaczy, to przepiękny nastrojowy album dla każdego, bo przecież każdy z nas był kiedyś dzieckiem.

 To powrót do cudownych lat beztroskiego dzieciństwa pełnego miłości. Na płycie z której część dochodu zostanie przekazana Domowi Aniołów Stróżów z Katowic, zaśpiewali: Marcin Perchuć, Olivier Janiak, Paweł Małaszyński, Artur Gadowski, Olek Klepacz, Arkadiusz Jakubik, Ferid Lakhdar, Marcin Kindla, Tomasz Karolak, Krzysztof Kiljański.

1. Krzysztof Kiljański - "Na trzy"  2. Ferid Lakhdar - "Lepiej gdy ktoś jest" 3. Artur Gadowski - "W parę słów" 4. Olivier Janiak - "Alchemik" 5. Paweł Małaszyński - "Olbrzymy" 6. Olek Klepacz - "Naśnij" 7. Arkadiusz Jakubik - "Na dzień dobry - dobranoc" 8. Marcin Kindla - "Od kiedy Cię mam" (Dla Nikosia) 9. Tomasz Karolak - "Co w nas śpi" 10. Marcin Perchuć - "Tatusianki"



#stopmarudzeniu - przyłącz się 3 tydzień wyzwania

wtorek, listopada 10, 2015

#stopmarudzeniu - przyłącz się 3 tydzień wyzwania


Trzeci tydzień wyzwania z Matki Polki Fanaberie. Jak się okazuje, jest łatwiej. Uczucia. Stworzyłam sobie taki wewnętrzny świat już dawno temu, może dlatego, że miałam możliwość osiągnąć w życiu wiele, teraz prywatnie, wcześniej zawodowo, i zasmakować też nie tylko dobrych doznań (wiele starcić, lub odrzucić celowo niejedno)- dzisiaj potrafię cieszyć się z drobnych detali. Te ostatnie - bardzo cenię, aż kultywuję - zapamiętuję, zapisuję, fotografuję. Chcecie poznać uczucia, które mam w sercu ? Do dzieła!






winogronowy tort z twarogiem - Cukiernia Lidla - słowackie pyszności

sobota, listopada 07, 2015

winogronowy tort z twarogiem - Cukiernia Lidla - słowackie pyszności


Dzisiaj z samego rana zabrałam się za przygotowywanie urodzinowego torta dla  bardzo ważnej osoby. ;) Wybrałam ten wyjątkowy spośród kilku z książki kucharskiej Cukraren Lidla. Tym razem nie chciałam aby ciasto było ciemne, a jakoś tak na przekór pogodzie i porze roku - niech będzie puszysty, jasny i delikatny. W roli głównej twaróg i winogrona. A poniżej przepis na mój urodzinowy tort :) . 



Winogronowy tort z twarogiem
#stopmarudzeniu - przyłącz się 2 tydzień wyzwania

wtorek, listopada 03, 2015

#stopmarudzeniu - przyłącz się 2 tydzień wyzwania


Witam :) Spotykamy się ponownie z Matki Polki Fanaberie. Mamy II tydzień wyzwania #stopmarudzeniu i tym razem pomysłodawczyni zaprasza do zabawy w pozytywne, ciepłe, fajne słowa i zwroty. Każdego z nas otaczają ciekawe rzeczy, przedmioty, i wreszcie ludzie, którzy sprawiają: #stopmarudzeniu. Dzisiaj możesz sobie uzmysłowić, które tak działają. Możesz je zanotować, i wymienić tutaj lub opisać krótko. Przyznam, ze akurat ja z tym zadaniem problemu nie mam - ponieważ od roku prowadzę codzienny-wieczorny  spis pozytywnych wydarzeń w moim życiu. Już na starcie znajdę tam kilka takich bliskich mi słówek. Może czas, abyś i TY prowadziła takie notatki?



Dlaczego przyłączyłam się do akcji? Dlatego, aby nieść tę ideę - #stopmarudzeniu poprzez swój blog. Dlatego też, że wierzę iż są na świecie osoby, które mają naprawdę zmartwienia i rzeczywiście mogą pomarudzić. Ja też do nich należę, bo choć każdego dnia piszę dla Was pozytywne posty i odkrywam wybrane, ciepłe fragmenty z mojego rodzinnego życia - to jednak spotykają mnie czasem złe chwile i wtedy mogę mieć powody do marudzenia. Tyle tylko, że ja już nauczyłam się doceniać głównie te dobre chwile, a Ty tak potrafisz? 

Dzisiaj mam pole do popisu, mogę wypisać do woli, to co chcę, do 10 słów, z pominięciem słowa Kocham Cię. Może bardziej przeanalizujmy to słowo, jego znaczenie i skupmy się na tym z czym i z Kim jest związane.. 

Wyzwanie znajdziesz tutaj: Matki Polki Fanaberie Przeczytaj dokładnie i przyłącz się! 

#stopmarudzeniu


1. Rodzice - Jestem rodzicem, pewnie nieidealnym, ale staram się każdego dnia być najlepsza w swoim fachu. Teraz jest ten czas, kiedy widzę głównie najlepsze oblicza moich rodziców. Zamazane wspomnienia, a jednak takie ponadczasowe... takie dobre i niekiedy bardzo zabawne. 

co przynosi Jesień?

wtorek, października 13, 2015

co przynosi Jesień?


Trochę zaległy wpis mam dla Was. Wstawiam go w dacie, w której miał się pojawić. Właściwie od tego sympatycznego dnia czekałam na natchnienie do artykułu, choć już wtedy w mojej głowie krążyły jesienne myśli. Chyba jednak czekałam na to coś, i to COŚ przyszło. Może zacznę właśnie od tego momentu, a reszta, którą napiszę dalej, to ta cała jesienna 'oprawa', która towarzyszyła mi i mojemu synkowi podczas naszego ostatniego w dwójeczkę spaceru. 



Gdy tak sobie siedzieliśmy pod koniec spaceru w pobliżu placu zabaw, zajadając przyniesiony z domu jeszcze ciepły obiad, mój machający nogami synek (z kotletem w ręku) popatrzył na mnie mówiąc 'mama?' - dokładnie ze znakiem zapytania. Uśmiechnęliśmy się do siebie i zapytałam Go - 'Cieszysz się, że dzisiaj obiadek jemy na spacerku, i że Cię tutaj wzięłam?'. Synek dalej jedząc kotleta, uradowany, znacząco pomachał głową - 'Tak!', i wiedziałam dokładnie, że to właśnie chciał mi teraz powiedzieć. Byłam zachwycona, bo - czułam się dokladnie tak, jak On -zadowolona, zrelaksowana i do tego... odrobinę jak dziecko. :) Ale przede wszystkim poczułam się z Nim bardzo blisko i w pełni związana, to takie uczucie, którego czasem mi brakuje - bo choć jest jeszcze małym berbeciem (28 miesięcy), to już od roku stara się być wielkim indywidualistą względem mnie i swojego taty. Zresztą ja sama do takich dwulicowych ludzi pod tym względem należę, w miłości -oprócz czułości i rozmowy cała reszta dzieje się jakby samodzielnie. Tak sobie uzmysłowiłam, że ten spacer  był ważny dla nas obojga. Początek jesieni to dla naszej rodziny nie był bardzo mocno aktywny czas, głównie z powodu choroby taty, nie mogliśmy zbyt często w trójkę wychodzić  z domu. Tak naprawdę moje z synkiem spacery ograniczały się do krótkich wyjść z domu, przy okazji załatwiania czegoś. Synek, i w ogóle cała nasza trójka jesteśmy przyzwyczajeni do dłuższych wycieczek, zwykle raz w tygodniu. Tym razem ze względu na przeziębienie, oraz na ostatnią naszą samodzielną - rodziców wyprawę na szkolenia w mieście Belfast, trochę nam się grafik przewrócił do góry nogami. Gdy dzisiaj wstałam, od razu poczułam, że nie chcę w ogóle siedzieć w domu, a ponieważ wstałam dziś dość wcześnie i większość podstawowych spraw miałam pozałatwiane, dokłądnie po przygotowaniu obiadu porwałam synka na długi jesienny spacer. Ubraliśmy się cieplutko, bo choć słońce pięknie w złocistej barwie na niebie - to czuć już chłód przeszywający wszelkie zkamarki w ubraniach. Pojechaliśmy samochodem, dzięki czemu zajrzałam do warzywniaka, którego świadomość odwiedzenia chodziła za mną od kilku dni. Po zaparkowaniu na dwie kolejne godziny na parkingu Ecos Centre, poszliśmy spacerem na plac zabaw, gdzie zrobiliśmy niezły bałagan. Bujaliśmy się na huśtawkach, porozrzucaliśmy jesienne liście, narobiliśmy hałasu, pracującemu tacie wysłaliśmy fotkę z pozdrowieniami, a potem spokojnie z butami pełnymi wióru i listkami we włosach siedzieliśmy i zajadaliśmy obiad.
perypetie rodzinne.. :)

wtorek, października 06, 2015

perypetie rodzinne.. :)


Ostatnio bardzo uważnie przyglądam się postępom mojego synka i odkryłam, że nasze dziecko jest fantastyczne. Zrozumiałam, że cechy, te które Mu przypisywałam jako wady, tak naprawdę już teraz mogę określić jako zalety. Kiedy synek podrósł zaczynają one ukazywać pozytywne strony, szczególnie, gdy umożliwiamy Alexandrowi odpowiedni rozwój  i miejsce, aby mógł się rozwijać. Moje dziecko od urodzenia zdawało się być nad wyraz aktywne i uparte, wszędzie Go pełno i nie jest to opinia tylko moja - matki Alexandra, ale także moich znajomych, którzy sami mają dzieci. Synek naprawdę sprawił, że moja rola w domu i przy Nim nigdy się nie kończy, nie możemy w domu i poza nim się nudzić. Na szczęście już na tę chwilę nabrałam wiary, że można dać radę i poskromić takiego Maluszka próbując przemienić Jego zachowania na skupienie, umożliwiając Mu korzystanie z zabawek i metod rozwojowych, które wymagają nieco większej Jego uwagi. Przy dziecku takim jak nasze, wiele spraw  jest bardziej do przemyślenia. Teraz już wiem dlaczego statystyki pokazują idealną różnicę wieku między rodzeństwem - 4 lata. W naszym wypadku to kilka lat na przygotowanie Alka do szkoły, do roli brata, oraz czas zawarcia sakramentu małżeństwa. 


Warto więc te lata dobrze spożytkować, szczególnie, że tutaj, gdzie żyjemy czteroletnie dzieci rozpoczynają edukację w szkole. Wiem też na pewno, że po urodzeniu dziecka, jeśli nie ma się pomocy rodziców - ślub przekłada się z roku na rok ze względów organizacyjnych. Dodatkowo fakt pochodzenia rodziców i aktualnego miejsca zamieszkania, ma wpływ na wszelkie plany. Jeszcze do niedawna zastanawiałam się, czy chciałabym drugie dziecko, i czy dwóch takich aktywnych maluchów w domku - to aby nie za wiele? Zauważyłam, że Alexander w towarzystwie innych dzieci świetnie sobie radzi i jest spokojniejszy, zwykle będąc sam z nami w domu bardzo się 'popisuje'. Największą naszą 'zmorą' ;) jest Jego pomysłowość, która kończy się na parapetach i w przeróżnych mniej bezpiecznych miejscach, które staramy się Mu wyperswadować z zabaw wrzucając Go na trampolinę (gdzie uwielbia skakać). Jak wiecie mamy zaplanowany ślub, którego organizacja wcale nie była i nie jest łatwa. 
Bóg Nigdy Nie Mruga - na jesienne wieczory

czwartek, września 24, 2015

Bóg Nigdy Nie Mruga - na jesienne wieczory


W tym roku na imieniny otrzymałam od mojej przyjaciółki oryginalną książkę jednej z moich ulubionych autorek, Reginy Brett - Bóg Nigdy Nie Mruga 50 Lekcji na Trudniejsze Chwile w Życiu. Z pozycją tą miałam już przyjemność być tet a te kilka lat temu, lecz jest to jedna z tych książek, które warto sobie odświeżyć w pamięci. Jest nawet lepiej - do niej się po prostu wraca. Tutaj z całą pewnością chodzi o to, aby mieć ją w swojej biblioteczce i zaglądać zawsze wtedy, gdy potrzebujemy inspiracji, bądź robić to z konieczności wewnętrznej, gdy kiedykolwiek znajdziemy się na życiowym zakręcie. Bynajmniej na dzień dzisiejszy jeśli o mnie chodzi, to z pewnością zajrzałam, aby przyjrzeć się mojemu upominkowi, który dawany był prosto z serca. Jeśli nawet z jakiejkolwiek potrzeby inspiracji, to chyba właśnie przy okazji rozwoju tego bloga chciałam słów kilka napisać dla Innych, bo znaczenie lekcji prawie idealnie pamiętam do dziś. Na tę chwilę mówić nie można o żadnym moim życiowym zakręcie (na szczęście). Nie znajduję się obecnie i raczej nie miewam pod tym względem 'dni gorszych' (a tu przyznam zdarzyło się już różnie). Do lektury zabrałam się z wielką przyjemnością teraz. Czekałam na bardziej odpowiedni moment, aby ją przelustrować, ponieważ od momentu jej otrzymania (czyli od moich imienin) zleciało już kilka miesięcy. Nadeszła wreszcie jesień, zatrzymałam się w domu, powróciliśmy z wakacji. Nastapiły te dni, które nazywam wyciszeniem. Chwyciłam tę cudną pozycję w rękę i już do niej przywarłam...


wreszcie lato mamy!

środa, lipca 01, 2015

wreszcie lato mamy!



Wczesna pobudka zaowocowała kilkoma ciekawymi wydarzeniami w dniu dzisiejszym. W kalendarzu mamy wpis wizyty kontrolnej Alexandra w przychodni w związku z ukończeniem przez Niego dwóch latek. Z gabinetu pielęgniarki wyszliśmy bardzo zadowoleni i uśmiechnięci, z informacją, aby zacząć uczyć Alka słów w języku angielskim. Mamy cały rok na naukę, tak aby był w 100 % samodzielny. Myślę, że nie będziemy mieli z tym większych problemów, co prawda nasze dziecko mówi obecnie w dwóch językach, ale myślę, że na te kilkanaście zwrotów w trzecim języku, potrzebnych Mu do wstąpienia do przedszkola wystarczy w Jego główce miejsca. Alexander świetnie radzi sobie z posiłkami, a ostatnio zaczął robić siusiu do nocniczka. Rozwija się zgodnie z klasycznym wzorcem, także jeśli chodzi o wagę, wzrost. Nasz synek wykazuje niezwykłą aktywność. Jestem bardzo szczęśliwa, właśnie z powodu wyniku tej kontroli. Tym bardziej dzień wydaje się być bardzo pozytywny, gdy wracając z przychodni wciąż świeci słońce i termometr wskazuje 24 kreski. 
Częstochowa, Jasna Góra - wakacje 2015 - mały podróżnik

poniedziałek, czerwca 08, 2015

Częstochowa, Jasna Góra - wakacje 2015 - mały podróżnik


Mamy poniedziałek, dość wczesna pora, żegnamy się z moim rodzinnym miastem, aby podążyć w kierunku wymarzonego od kilku miesięcy miejsca. Jest Nim Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej. Tak naprawdę nasze odwiedziny w Polsce jeszcze nie dobiegły końca, choć już udajemy się na jej południe, do Częstochowy, a jutro do Krakowa i stąd na Słowację. Tam rozpocznie się druga część naszych wakacji z rodziną Alexandra, z Jego dziadkami. Zanim jednak do tego dojdzie, my przeżyjemy tutaj niezapomniane chwile, przyjemne i takie bardzo ważne dla naszej trójeczki. Podróż tą miałam w zamyśle już od paru miesięcy i tak naprawdę nie sądziłam, że uda się tak wszystko ułożyć. Upały w Polsce, a z tym związany wakacyjny wyjazd nad Morze Bałtyckie trochę uszczuplił nam długość pobytu w Bydgoszczy i tym samym skróciliśmy o jeden dzień plany na Słowacji - gdzie praktycznie głównie zatrzymujemy się tylko w gronie rodzinnym. Tak więc wygospodarowałam jeden nocleg na zrealizowanie planu związanego z postojem w Częstochowie. Po dotarciu pociągiem Intercity do tego Miasta, gdy odstawiłam swoje auto na dobre w Bydgoszczy, tak naprawdę nie byliśmy zmęczeni (obecne linie kolejowe są bardzo zmodernizowane i wygodne) i mieliśmy jeszcze znaczną część dnia na przechadzkę po deptaku Aleją Najświętszej Maryi Panny, idąc w kierunku Jasnej Góry.

polskie kino - wakacje 2015

niedziela, czerwca 07, 2015

polskie kino - wakacje 2015




Tak właśnie dobiega końca nasz urlop w Bydgoszczy. Dzisiaj jesteśmy ostatni dzień w domu w Polsce, i może gdyby nie grafik na cały dzień - to zaczęłabym już tęsknić. Wiem jednak, że zobaczymy się popołudniu z naszymi przyjaciółmi, a do tego, jeśli się uda, wieczorem wyskoczymy do kina (czego bardzo nam brakuje w Północnej Irlandii- dobrego kina w języku polskim). Wstaliśmy dość późno, szybko spakowaliśmy rzeczy i około południa poszliśmy na krótko na giełdę towarową, skąd kupiłam kilka ubrań dla Alexandra, babci i dla mnie. Odwiedziliśmy też cukiernię i skąd wzięliśmy trochę smakołyków dla babci, i dla naszych gości na dziś. Część słodkości zjedliśmy u babuni, a także kiełbaski z rożna - na które wszyscy mieliśmy wielki apetyt. Po powrocie do domu i po ogarnięciu domowych kątów ze wszelkich pozostałości - już mogliśmy spokojnie przywitać naszych sąsiadów. Co prawda nie jesteśmy w pełni zaspokojeni spotkaniem, które niestety nie było długie (nadrobimy to na następnym urlopie ;) ). Ola zaoferowała, że może zostać z Alkiem i swoim synkiem Mateuszkiem, a my w tym czasie moglibyśmy wyskoczyć do kina na film. Byłam bardzo szczęśliwa, wreszcie spełniło się moje marzenie, kiedyś tak realne, średnio co drugi miesiąc realizowane, teraz tylko podczas urlopów i to dzięki osobom, które nam pomagają - pójdziemy na film do polskiego kina! Spośród bogatej oferty zdecydowaliśmy się na film przygodowy z fajnymi efektami. Wieczór był bardzo wesoły i romantyczny. Tego właśnie było nam trzeba. Podczas naszych chwil tylko we dwoje synek świetnie się bawił z kolegą Mateuszkiem, a później razem ze swoim rówieśnikiem popijali przed snem wieczorne mleczka. Po wyjeździe z Bydgoszczy Alexander często wspominał swojego kolegę. :)
grillowanie - przyjaciele - wakacje 2015

środa, czerwca 03, 2015

grillowanie - przyjaciele - wakacje 2015



Zapowiada się naprawdę fantastyczny dzień. Spędzimy ten czas poza domem w Bydgoszczy z naszymi przyjaciółmi. Pewnie nie ma na tym świecie takiej osoby, która prócz rodziny nie miałaby choćby jednej bliskiej duszy, przyjaciół z którymi czuje się jak w domu, osób do których zawsze można zadzwonić, pojechać i z którymi święta spędza się jak z rodziną. Ja mam wielkie szczęście, mam kilkoro takich przyjaciół, którzy znają mnie chyba lepiej niż ja sama i na szczęście znają też moją rodzinkę, czyli moich chłopaków (którzy zresztą uwielbiają z nimi przebywać). Osoby te, też mają kilka takich osób przyjacielskich w swoim otoczeniu, i to się po  prostu nazywa chcieć być przyjacielem i mieć przyjaciół. To dar od Boga, umieć dawać i dostawać, i przyjaciele w szczególności. My to mamy. Dlaczego przyjaźń jest na równi ważna, co miłość? No pewnie nie dlatego, że spędza się z przyjacielem grilla, czy spotkanie towarzyskie. Z przyjacielem można porozmawiać o wszystkim, nie tylko o przyjemnościach, można robić wiele, swobodnie.Bo przecież przyjaciel to Ktoś, Kto rozumie nas, bez komentarza, lub właśnie nie zgadza się z nami i potrafi to otwarcie powiedzieć w oczy...

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik