Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
czapka - zimowy przyjaciel twojego dziecka

piątek, stycznia 15, 2016

czapka - zimowy przyjaciel twojego dziecka

Przyszła zima, czyli czas zimna i chłodu, ale także spacerów z dziećmi na sankach, wspólnych wyjazdów w góry na narty. Wszyscy zaczynamy się ubierać ciepło, nakładamy czapkę na uszy, szalik dokładnie zawiązujemy wokół szyi, a nawet wydobywamy z zakamarków grube rękawice. Przy tym wszystkim wiele słyszy się w mediach, aby szczególnie chronić głowę przed zimnem. O pozytywach noszenia czapki, a także o niedobrych skutkach jej nienoszenia wiele słyszy się każdego dnia, jednak ja dzisiaj chciałabym się przyjrzeć zagadnieniu polubienia Jej przez nas, a co za tym idzie przez nasze pociechy - nie tylko z perspektywy zdrowia. Drogie mamy z pewnością nie raz miałyście do czynienia z sytuacją, kiedy Wasze dziecko podczas ubierania się do wyjścia z domu na widok czapki zwyczajnie ucieka, bądź płacze.. Zwykle wiek w takiej sytuacji bywa najmniej istotny, ponieważ zdarza się to dzieciom młodszym i starszym, a nawet i osobom dorosłym (to już w inny sposób się odbywa). Maluchy zwykle płaczą, a młodzież zdejmuje czapkę ukradkiem po wyjściu z domu. Zastanówmy się dlaczego tak się dzieje? Dawno już minęły czasy - które sama pamiętam ze swojego dzieciństwa, kiedy zwyczajnie wstyd założyć brzydką czapkę, oklepaną czapkę, którą mają wszystkie dzieci dookoła (a my wyglądamy w niej gorzej od nich). Lata osiemdziesiąte to w Polsce prawdziwe zimy, śnieg po kolana i mróz około -20 stopni. Nic więc dziwnego, że nikt specjalnie 'nie strajkował w ubieraniu czap', bo choć w sklepach wielkiego wyboru czapek dla dzieci nie było - to babcie i mamy wyrabiały dla swoich szkrabów na drutach grube czapy z pomponami - taką miałam i ja. Zadowolone mamusie zaś same nosiły popularne toczki z lisa, bądź innego sztucznego futerka. Pod koniec lat osiemdziesiątych zbyt wiele nie zmieniło się w wyborze czapek, pojawiły się tylko nowe modele - seryjnie wyrabiane kominy (okropnie niewygodne), które były nakładane dzieciom.


Już wtedy rozpoczęły się złe czasy dla malucha - gdyż kominy wywoływały atak płaczu, dziecko po zdjęciu takiej czapki z głowy było okropnie spocone i tak naprawdę (przypuszczalnie) kończyło się to chorobą. Piszę z perspektywy własnej osoby urodzonej w ostatnim roku lat siedemdziesiątych. Dziś będąc kobietą 'na emigracji', matką dwu i pół rocznego chłopca, żyjącą w Kraju, gdzie zwykle temperatura zimą w najgorsze mrozy nie schodzi poniżej kilku stopni - patrzę na wszystko z przymrużeniem oka i z uśmiechem na ustach - szczególnie wspominając swoje dzieciństwo, a dokładnie lata dziewięćdziesiąte, kiedy będąc nastolatką ukradkiem zrzucałam czapkę po wyjściu z domu i zamiast chronić głowę, dbałam o dobrą fryzurę. Poza tym nie cierpiałam gdy włosy elektryzowały się. Dzisiaj przyglądam się rozwojowi mojego dziecka w Północnej Irlandii, gdzie jeszcze do końca grudnia zdarzało mi się spotkać na ulicy idące z rodzicami dzieci w wieku przedszkolnym bez czapki. Nie wspominam już nawet o młodzieży, która tutaj czapki nie nosi - a ze szkoły wraca w samym mundurku i co prawda w grubych rajstopkach (dziewczyny). Tutejsze pielęgniarki twierdzą, że zaobserwowały iż polskie matki zdecydowanie przegrzewają niemowlęta i dzieci... Bądź, co bądź - każdy wybiera dla siebie i swojej rodziny indywidualną opcję, która go zadowoli. Jest w czym wybierać - nie tylko kolorystycznie, lecz także kształtem, jakością, a nawet motywem przewodnim - którym może być ulubiony bohater bajkowy, lub filmowy na czapeczce dziecka. Nie zawsze rodzaj zakupionej czapki może okazać się trafną decyzją - gdyż zdarza się nabyć nieodpowiednio dopasowaną, z nieodpowiedniego materiału bądź za ciepłą, co może być przyczyną niezadowolenia, a także przeziębienia dziecka.



Mój synek bardzo lubi nosić czapki - nie wyobrażam sobie, aby zimą bez niej chodził. Obecnie, i wcale nie tylko za granicą (jak to się zwykło myśleć), jest tak ogromny wybór czapek, również tych, które poza dobrym wyglądem, są dobrze wykonane i z wysokogatunkowych materiałów, więc dzieci bardzo chętnie je noszą. Jedyne co może je zniechęcić - to zły rozmiar, bądź nieodpowiednia grubość. Pamiętajmy, aby wchodząc z zimna do pomieszczeń ogrzewanych - zdejmować dziecku nakrycie głowy. :) To też powoduje w dziecku odruch wyrzucania czapy z głowy. W krajach z którymi my jako rodzina mamy do czynienia istnieje ogrom bardzo ciekawych ofert nakryć głowy, i panuje też klimat odpowiedni, aby je nosić. W domu, w sezonie jesienno-zimowym mamy dla naszego dziecka zwykle kilka czapek. Jestem matką, która postanowiła dać swojemu dziecku wybór w postaci paru sztuk wyłożonych w specjalnej torbie w przedpokoju, dzięki czemu nauczyło się między innymi samodzielnego ubioru wielu części garderoby i nie zauważyłam, aby mój syn ubierając czapkę był niezadowolony. Wręcz przeciwnie - jest radosny i lubi tę swoją osobistą strefę czapuś, w której chętnie przebiera. Po prostu lubi nosić czapki ! Z drugiej jednak strony obiecałam sobie, że w kwestii ubioru dziecka (chodzi bardziej o ilość garderoby) nigdy nie będę przesadzała. Oczywiście z całym szacunkiem dla wyboru, jak też dla niektórych stylów wychowawczych stosowanych przez mamy i babcie nazywanych zwykle - 'nie mogłam się oprzeć, takie cudeńka dla tych dzieci teraz robią', uważam, że we wszystkim musi panować równowaga. Tak - ja jestem mamą, która jest zadowolona z tego, że moje dziecko chętnie nosi czapkę i szalik. Bardzo raduje mnie ten moment wyjścia z domu, kiedy synek chwyta w dłoń czapkę i mówi - dzisiaj 'ta' mamo! Przecież dziecko ubieramy dla Niego, a nie dla siebie..

dzisiejsze wydarzenie - śnieg spadł w Ballymenie

czwartek, stycznia 14, 2016

dzisiejsze wydarzenie - śnieg spadł w Ballymenie



A co to dzisiaj za wydarzenie??!  Śnieg spadł w Ballymenie :D Hurra ! Niewielki co prawda, ale na spacer saneczkowy wystarczy. Do tego długo do południa się utrzymywał :). Już kiedy się obudziłam i otworzyłam oczy - przywitał mnie cudowny wschód słońca. Był inny niż zwykle. Dlatego też od razu przeczuwałam, że dzisiejszy dzień będzie odmienny od poprzednich dni stycznia. Długo, długo zima nie dawała znaku o sobie. Z niecierpliwością czekaliśmy na białe oznaki zimy, które w święta nie pojawiły się niestety... Dopiero teraz od kilku dni w nocy były przmrozki, styczeń jest tutaj najzimniejszym miesiącem roku. Właściwie to już taka nasza tradycja - odkąd na świat przyszedł synek Alexander, że w momencie pojawienia się nawet najmniejszego białego puchu - wychodzimy go obejrzeć. 

na sankach w Slemish - mały podróżnik

niedziela, lutego 01, 2015

na sankach w Slemish - mały podróżnik





Wiatr dmucha i chucha, a nad głowami co rusz wychodzi cudne słońce. W Ballymenie dawno już śnieg stopił się, o poranku. Choć wstaliśmy bardzo wcześnie, na próżno szukać go nawet o godzinie dziesiątej. Wczoraj zrobiliśmy bardzo owocne zakupy, między innymi wzbogaciliśmy się o kolejny gadżet -a mianowicie sanki plastikowe dla Alexandra. Dlatego też nastawiłam się, że właśnie dziś pojedziemy pozjeżdżać trochę z górki i powozić Alexandra w Jego nowym pojeździe. Śnieg i miejsce do wędrówki, a także górkę znaleźliśmy w odwiedzanym przez nas od czasu do czasu zakatku. To góra Slemisch, położona nieopodal naszego miasteczka. Wspaniałe na poczucie klimatu zimowego. Choć w zasadzie, wróciliśmy tak rozgrzani i rozbawieni, że widać wystarczy trochę zapału i dobry nastrój, aby nie zmarznąć. Wtedy o zimie można powiedzieć, że jest naprawdę fajna. Bo jest! Czerpiemy z tego, co dała nam natura. Odwiedzamy ciekawe miejsca i wykorzystujemy wszelkie możliwości na dobrą zabawę na jej łonie. 















Więc dziś, maszerujemy, wypoczywamy, zjeżdżamy, łapiemy się nawzajem  po zjeździe, pijemy gorącą herbatę z termosu. Alexander początkowo jest niechętny na przejażdżkę sankami. Jednak tata przekonuje Go, że będzie dobrze się bawił. Alexander kiwa się na prawo i lewo, na ciągniętych sankach, aż wreszcie łapie równowagę i zaczyna się śmiać. Kilkanaście zjazdów, ja oczywiście z aparatem widzę cudowne krajobrazy no i oczywiście moich chłopaków uradowanych, potem zmiana, a nam coraz cieplej. Mogłoby się wydawać, że tacy z nas zapaleńcy, a  porządnych spodni my starszaki nie mamy na takie śnieżne podboje. Nasz synek jest zaopatrzony we wszystko. Chcemy Mu zapewnić, to co niezbędne. 


















My ogólnie nie jesteśmy zwolennikami takich górskich, zimowych wycieczek. Ale na te warunki, które tutaj panują wytarcza dobra wygodna kurtka, czapka, rękawiczki, i oczywiście chęci. Wydobyłam wreszcie swoją najcieplejszą sportową kurtkę z puchem (nie pikowaną), którą dostałam w prezencie od babci  dwa lata temu, i nawet o dziwo znalazły się buty śniegowce i grube legginsy. Z kolei Tibor narzucił swoją puchową, sportową kurtkę, którą bardzo lubię i czapę z pomponem, idealnie pasującą do jego dzisiejszych wariactw w śniegu. ;) Moje Kochanie najmłodsze wyglądał idealnie i widać, że tak też się czuł, bo wracając do domu złapaliśmy Go na tym jak uśmiecha się do swoich myśli, a w nocy słyszałam jak głośno śmiał się przez sen. :)







mówisz i masz..

czwartek, stycznia 29, 2015

mówisz i masz..



Piękny widok dziś obudził nas, kiedy tata szykował sie do pracy. Za oknem mnóstwo białego śniegu, który taki biały był nawet do godziny 8.30, kiedy to obudziłam się po raz drugi...  O tym marzyłam od tygodnia! Taty Alexandra już w domu nie było, gdy my wybraliśmy się na spacer razem z moją koleżanką i Jej synkiem. Po powrocie z Niego zrobiła się już niezła plucha. Jestem bardzo zadowolona, bo Alexander nabrał takiego powietrza, że zasnął mi w wózku na około dwie godzinki.  Także mogłam spokojnie dokończyć przygotowanie obiadu, a nawet zrobić nowy wpis do bloga, co ostatnio u mnie odbywa się w kratkę. Alexander potrzebuje ciągłego towarzystwa, chodzi za mną krok w krok, tańczy, znów buja się na swoim smoku, którego zniosłam na dół po dwumiesiecznej przerwie. Tak więc mama na pełnych obrotach funkcjonuje... Właściwie staram się zawsze być przy Nim, jestem zadowolona, że jest takim wesołym i aktywnym dzieckiem :) Musiałam zmienić swój grafik dnia, ponieważ synek też zmienił się na bardziej ciekawskiego i wygadanego chłopca, wszędzie Go pełno. Dzisiaj ze sporym zainteresowaniem zajmował się rozmową ze swoim kumplem, podczas gdy my mamusie w sumie na spokojnie wypiłyśmy kawkę. Taki kontakt z rówieśnikami dobrze zrobi naszym dzieciom, a i my - mamy, możemy sobie trochę poplotkować. Następnym razem wszystkich chłopaków (czyli naszych Maluszków i tych starszych) wysyłamy gdzieś na spacer, a my wybieramy się na kawę... na miasto.  ;)

 śnieżne szaleństwo

środa, stycznia 14, 2015

śnieżne szaleństwo



Wreszcie po słonecznych dniach nastała prawdziwa zima w naszym miasteczku. Po raz drugi zawitał do nas śnieg, padał w nocy i na razie utrzymuje się na drogach. W naszym ogródku bielutko, wszystko przykryte białym puchem, ale my wyjrzymy dziś gdzieś dalej... Trzeba nacieszyć się zimą. Ubrałam więc synka typowo na śniegowe podboje, aby się nie zaziębił, a sama wydobyłam swoją skórzaną czapkę, przywiezioną ze Słowacji 2 lata temu. Wyruszamy na dłuższy spacer poza dom i nasz ogródek :) Po drodze lepimy bałwanka, nie jest duży, ale w dużej mierze ulepiony przez Alexandra. Zrobiliśmy go w 10 minut, bo już pędzimy dalej. Trzeba dotknąć krzaczków i trochę nimi potrząsnąć, aby rozsypać śnieg... :) Oglądamy ścieżki pazurków ptaszków, odciśnięte na śniegu i ułożone w małe slalomiki... :) Alek szaleje, a na twarzy ma czerwone policzki. Jestem przeszczęśliwa! Tatuś w pracy, jednak my sobie we dwoje poradzimy - bo się zimy nie boimy ;) Jak widać w śniegu wszystko dozwolone :) Wywrotki, i wstawanie, bieganie w dobrych bucikach - które i tym razem się sprawdziły, są ciepłe, lekkie i bezpieczne. Oby jeszcze ta zima potrwała kilka dni. Chcemy spacerować jak najwięcej i kulać się do woli. Może więc czas kupić sanki, gdy tatuś będzie miał wolne? O tak!!!

Belfast Christmas Market

sobota, grudnia 21, 2013

Belfast Christmas Market


weekendownik

Dzisiaj już 21 grudnia 2013 r., więc ostatni moment na wycieczkę do stolicy Północnej Irlandii -Belfastu, aby przyjrzeć się temu, co przygotowano na powitanie Świąt. Już od 19 listopada, tj. oficjalna data rozpoczęcia okresu świątecznego, rozbłysły ulice miasta. Najwięcej atrakcji dla mieszkańców, ale też dla gości ulokowano przy Belfast City Hall. Otwarty jest Jarmark zwany Christmas Market. Europejskie jedzenie, oraz wyroby rzemieślnicze, czyli masa pomysłów na prezenty - to oferta corocznego jarmarku. No właśnie. Może pod Choinką znajdzie się coś z tego Jarmarku, który nas oczarował? 

weekendownik

weekendownik

Oczywiście jedzenia było mnóstwo, przeróżne kuchnie wystawiały swoje posiłki. Znalazły się tez polskie wyroby, pozdrowiliśmy kucharza gotującego na polskim straganie. Bigosu nie skosztowaliśmy, bo już w domu jest przygotowany na święta. Pięknie prezentowały się tez bursztynowe wyroby znad Bałtyku, choć i tu -nie w mój gust, gdyż ten kamień nie należy do moich ulubionych. Chodząc napotkaliśmy nawet karuzelę, w którą chętnie bym wsiadła z synkiem, ale gdy podrośnie. Za to prawie cały swój czas przeznaczony na odwiedzenie Market Christmas poświęciliśmy na przerzucanie wyrobów Hand made. Uwagę naszą, przykuły cudne proste zawieszki z dzwoneczkami, które podziwiał nasz synek. Można je zawiesić nie tylko na Choince.



weekendownik

Idąc dalej wzdłuż straganów odnaleźliśmy dziergane ubrania z Peru. Kolorowe sweterki dla dzieci, które mają wyrobiony kaptur a'la szlafmyca z pomponem, prześliczne. Oczywiście gdy już obejrzeliśmy to co warte uwagi, zdążyło się ściemnić, i mogliśmy podziwiać oświetlenie straganów, budowli i drzewek.Nabraliśmy apetytu na jedzenie -wszędzie pełno dobrych potraw, i pełno 'głodomorów'... Paella, bułka z mięskiem i ciasteczka świąteczne do torebki kupiliśmy na drogę powrotną. Ciekawe co Gwiazdor pięknego wybrał na Market Christmas..?
weekendownik


weekendownik


Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik