Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castlerock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castlerock. Pokaż wszystkie posty
Downhill Beach najpiękniejsza plaża Irlandii Północnej

sobota, lipca 07, 2018

Downhill Beach najpiękniejsza plaża Irlandii Północnej

Nasze wyprawy na północ Irlandii odbiegają nawet nieco dalej niż odwiedzona ostatnio plaża, która w sumie jest jednym z najwyżej położonych piaskowych miejsc wypoczynkowych w NI, ale wówczas, gdy tam byliśmy kilka lat temu w marcu na Święta Wielkanocne naszym celem były głównie szczyty, klify i wszelkie zabytki wybrzeża Downhill, a także kurort Portstewart. Nie mogliśmy się wówczas spodziewać, że dokładnie w Easter pogoda tak mile zaskoczy temperaturą 20 stopni, i że warto byłoby udać się zjazdem na rozległe plaże ciągnące się od Coleraine aż po Magillan Point, najdalej wysunięty punkt NI.
Tak też wtedy, oczarowani pięknem okolicznych zabytków, jak i teraz po ponad dwóch latach -  wyjątkowością natury tego obszaru - dziś zapraszamy na jej dolną część, na najpiękniejszą według nas plażę Irlandii Północnej - Benone Strand, Downhill Beach. Myślę, że jest to druga tak mocno atrakcyjna plaża jaką widzieliśmy w życiu, i aż trudno uwierzyć, że znajduje się w kraju w którym żyjemy. W kraju, gdzie zwykle temperatury, nawet w lecie nie przekraczają 25 stopni, i zazwyczaj poniżej tej temperatury na tej plaży można głównie spacerować i ją podziwiać, bo jest co.
W tym roku gorąca pogoda zaskoczyła nas do tego stopnia, że nie mogliśmy wręcz wytrzymać, aby tylko relaksować się w ogrodzie. Pomimo miejsca półcienia po jednej stronie przy naszym domu i relaksu w basenie kupionym przy okazji urodzin synka, od momentu rozpoczęcia wakacji przez nasze dziecko nie byliśmy w stanie wysiedzieć tylko w mieście, czy w ogródku. Postanowiliśmy kilkukrotnie wyjechać z naszego miasteczka.  Mamy swoją ukochaną plażę, na którą wybieram się nawet bez męża razem z synkiem (15 min drogi od nas). Udało się tam nawet pływać (woda morska bez ogromnych fal). Nasze skóry nabrały już porządnego koloru lata, ale wspomnienia znad gorących plaż poza miejscem zamieszkania, z Polski w maju, a szczególnie z ubiegłorocznych majowych wczasów w Portugalii, nie pozwalały nam spokojnie przeżywać tego gorącego początku wakacji nie plażując.


Tak właśnie w upalny dzień lipca wyruszyliśmy na północ. Niecałą godzinę drogi od naszego miasta, ukazały nam się: przepiękne Wybrzeże Benone i wjeżdżając od Downhill, plaża o takiej samej nazwie. Wjazd na plażę autem pod przejazdem kolejowym był tego dnia niemożliwy, stąd też musieliśmy chwilę odczekać, aby zwolniło się miejsce parkingowe przed wjazdem na plażę, wiele osób zrezygnowało z pobytu na tej plaży kierując się dalej do kolejnego wjazdu, bliżej zachodniej części Wyspy. Standardowo w Irlandii na tę część plaż można wjechać po piasku na plażę, co jest praktykowane tutaj przez kierowców. My postanowiliśmy zaparkować auto w pobliżu i pozostać na wymarzonej plaży, aby spokojnie wypocząć i móc podziwiać formacje skalne, wjeżdżające pod nimi  pociągi i świątynię Mussenden (Mussenden Temple).


Wyboru nie żałowaliśmy, o czym świadczy najwyższa ocena tej plaży ze wszystkich ostatnio odwiedzonych i porównywalna tylko z Praia dos Salgados w Portugalii. Właściwie, gdyby nie fakt, że woda tutaj w Downhill w Oceanie Atlantyckim była kilka stopni zimniejsza i nie mogliśmy w niej być dłużej niż 15 minut jednorazowo, to oceniłabym irlandzką plażę na najwyższym poziomie. Myślę, że dla osób, które w ogóle nie tolerują chłodnej wody podczas kąpieli - nie będzie to plaża idealna. 

My jednak jesteśmy już przyzwyczajeni do niskich temperatur, a bardziej przeszkadzają w czasie kąpieli tylko fale. To jednak kwestia dnia i pogody i trzeba mieć trochę szczęścia. Jako, że my należymy do osób bardzo szczęśliwych (w ciągu ostatnich dwóch miesięcy kąpaliśmy się już kilkanaście razy w morzach, jeziorach i w Oceanie) tak więc tę sferę mamy swobodnie wypełnioną i choć zimne fale nie są nam przeszkodą zanurzyliśmy się tylko dwa razy. Co najważniejsze, woda jest przepięknie czysta, wręcz przejrzysta, słona, i przyjemna.

Przy wjeździe napotkacie domy wczasowe, toalety publiczne, brak jest punktu gastronomicznego. Szerokość piaszczysta plaży jest oczywiście uzależniona od przypływu, odpływu, ale jest to plaża co najmniej dwa razy szersza od tych w Gdańsku, a jej długość to około 7 mil. Właśnie ten odcinek plaży jest jednym z najbardziej malowniczych zakątków NI. Delikatny, jasny piasek otoczony jest wydmami i skałami, a z góry w oddali można podziwiać wyjątkowe widoki na Hrabstwa: Antrim, Derry, i Donegal. Z samej plaży widać dość dokładnie Irlandzki Półwysep Inishowen.


Dwie sceny z filmu "Gra o Tron" zostały nakręcone właśnie na tej plaży. Ponad to plaża wielokrotnie zdobyła już nagrodę Blue Flag (Błękitna Flaga), zgodnie z międzynarodowym programem kąpielisk pod względem jakości wody, działań na rzecz edukacji ekologicznej, zarządzania środowiskowego, bezpieczeństwa oraz jakości usług. Wszystko to ma przejaw w zrównoważonym rozwoju mającym na celu zwiększenie świadomości ekologicznej turystów a także społeczności lokalnych, a możemy rozpoznać taką plażę po powiewającej błękitnej fladze i tablicy informacyjnej.
Przydatne linki:

Downhill Demense&Mussenden Temple mały podróżnik

poniedziałek, kwietnia 06, 2015

Downhill Demense&Mussenden Temple mały podróżnik

Witam z mojego ogródeczka, mamy 20 stopni w cieniu i wygrzewamy się, relaksujemy. Podczas gdy Alexander edukuje siebie na łonie natury, rysując kredkami na dużych białych kartach swoje wspaniałe pomazanki, ja mam pewnie około godzinki dla siebie. Wreszcie mam czas, mogę się z Wami podzielić moimi wrażeniami z naszego wypoczynku przy Oceanie. Tak patrzę na pranie, które suszy się u nas w ogródku - po powrocie z wycieczki.. Sporo tego się suszy, bo działo się, oj działo :) Na nic nie zwracaliśmy uwagi, pełen luzzz. Alex wyszalał się do woli i tak, jak Mu wyobraźnia podpowiadała. Ma starte kolano, od biegania po promenadzie w Portrush. Przywiózł nawet jedną parę rozdartych jeansów. Tak sobie myślę, że w końcu to chłopiec i wcale mnie to nie dziwi.. Dziś jednak opowiem o pierwszym etapie naszego wypadu, jakim była zabawa i wzięcie udziału w evencie o nazwie Eggs Trial organizowanym w Północnej Irlandii. Zabawa ta z okazji Świąt Wielkanocnych, które tutaj, gdzie mieszkamy mają nazwę Easter przyciągnęła tu sporo rodziców z małymi dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym, a także młodzież i turystów. My chyba do żadnej z tych grup społecznych nie zaliczamy się, bowiem Alexander jest jeszcze trochę mały, aby podejść rozumnie do całego przedsięwzięcia, z kolei my na pewno nie jesteśmy ani młodzieżą, ani też turystami.. My po prostu dopiero teraz się lekko ogarnęliśmy ;)  Alexander podrósł i zaczynamy dłuższe wycieczki po Północnej Irlandii. Poznajemy tradycje, i ważne miejsca - te najważniejsze na Wyspie. Jest jeszcze sporo tutaj takich miejsc, które pragniemy zobaczyć, poznać, a mamy na to caaałe życie. No, może tylko rok, dwa, trzy zanim i jeśli wrócimy do Polski. Wstępnie zaplanowaliśmy wyjechać na ten urlop do Derry, ale uznaliśmy, że potrzebujemy zatrzymać się nad wodą, spacerować, i spacerować. Plan ułożyłam już w połowie marca, pod koniec marca wiedzieliśmy, że odwiedzimy takie miejscowości jak - Portstewart, Castlerock, Portrush, Bushmills, i Coleraine. Jednak zupełnie przed wyjazdem zrezygnowaliśmy z wypadu do znanej destylarni whiskey w Bushmills. W ramach tego miejsca pojechaliśmy do dwóch innych, gdzie spędziliśmy cały - ostatni dzień urlopu. Jeszcze przed ulokowaniem w pensjonacie w piękny i bardzo ciepły dzień - Poniedziałek Wielkanocny bawiliśmy się na świeżym powietrzu w miejscu rekreacyjnym o nazwie Mussenden Temple&Downhill Demense. Jeśli macie chęć poczytajcie o tym wspaniałym historycznym miejscu. Może kiedyś przyjedziecie do UK, warto obejrzeć taki zabytek, szczególnie też z tego względu, że takie zwiedzanie zapewni Wam wspaniałe doznania wizuale, oraz umożliwi spędzenie czasu przy Oceanie, na plaży. Poza tym miejsce nadaje się jak najbardziej na zaślubiny :) i na wczasy.
Pozwólcie, że skupię się jednak na imprezie, która właśnie miała za zadanie uzmysłowić obecnym charakter tego zabytku. Mi bardzo podoba się to, że cała posiadłość rozmieszczona jest na ogromnym polu, co umożliwia zdrowy relaks i spacer rodzinny. Nam bardzo to przypadło do gustu, gdyż uwielbiamy takie długie przechadzki. Całość tej 'podróży' polegała na zaobserwowaniu podczas zwiedzania pewnych ważnych i oznaczonych na specjalnej mapce miejsc, które należało wpisywać w odpowiednie wykropkowane na mapce pola. Wielką frajdę z tego miały dzieci, były chyba szybsze od rodziców w odnajdywaniu oznaczeń podczas zwiedzania. Organizatorzy zapewnili też możliwość płatnych posiłków i kilka innych atrakcji. Dla najmłodszych były dmuchane skocznie, z których nasz Maluch nie skorzystał - po zwiedzeniu zabytków zapadł On w dwugodzinny sen. Dla starszych były kolejki ciągnięte przez quady, oraz tzw. segway glides. Dla najstarszych możliwość lotu helikopterem, i obejrzenia pięknych krajobrazów Portstewart z lotu ptaka. Pod koniec odebraliśmy swoje jajo czekoladowe - które nam się należało po wypełnieniu wszystkich pól mapki zwiedzania. Jajeczko zjedliśmy wieczorem w pensjonacie.
Zanim jednak dotarliśmy do naszego miejsca noclegowego - udaliśmy się ze śpiącym w wózku synkiem do pobliskiej miejscowości Bellaney do najstarszego zachowanego wraz z prawie całkowitym wyposażeniem tradycyjnego domku wybudowanego w 1691 roku. Jest to zabytek o nazwie Hezlett House, w którym znajdują się  izby zamieszkałe w ciągu lat przez liczne pokolenia rodziny Hezlett. Domek jest bardzo urokliwy, ma naturalną słomiano - drewnianą strzechę, unosi się w nim specyficzny gliniany, wilgotny zapach staroci. Poza tym wstęp w ramach eventu z którego właśnie wracamy okazał się bezpłatny. Mnie domek oczarował, mogłabym w nim nawet spędzić kilka nocy. Oczywiście, gdyby tylko była taka możliwość ;)


Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik