Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż poślubna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż poślubna. Pokaż wszystkie posty
weekendownik - zamki do wynajęcia w Irlandii Północnej

sobota, września 09, 2017

weekendownik - zamki do wynajęcia w Irlandii Północnej

Zamki Zielonej Wyspy wyglądają bajecznie nie tylko wiosną i latem, kiedy kwitnie większość kwiatów. Ówcześni właściciele zafascynowani kulturą Dalekiego Wschodu sadzili swoje ogrody i dekorowali komnaty z ogromną dozą orientu, która pozostała po dziś dzień i co więcej stanowi ważny ozdobny element zamków przez cały rok. Oczywiście nie zapominajmy o wnętrzach, które choć posiadają już wiele elementów nowych, nadal nawiązują w pełni do dawnego stylu. Piękne komnaty w przepychu, nierzadko usytuowane na ogród z widokiem na fontannę, lub staw. Część z tych obiektów nie tylko stało się hotelami o wysokim standardzie. Można je wynająć w całości na uroczystość połączoną z noclegiem. Znalazłam też kilka romantycznych zamków, które można zarezerwować na wypoczynek dla kilku osób. Są przecież takie chwile w życiu, że chciałoby się wybrać w inny, odległy czas. Są takie momenty, gdy chcielibyśmy uciec w romantyczną samotność. Wreszcie są takie okazje, które warto spędzić bardzo wyjątkowo i z rozmachem.. Co Wy na to?

Chyba nie ma osoby na świecie, która nie słyszała o przepięknych, romantycznych zamkach Zjednoczonego Królestwa i Irlandii. Obecnie sukcesorami Królestwa są: Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (Królestwo Szkocji, Królestwo Anglii, Irlandia Północna). Irlandia (jako Wolne Państwo Irlandzkie) znajduje się na jednej wyspie razem z Irlandią Północną i pomimo różnic politycznych w zasadzie cała architektura miejska i krajobrazu tych dwóch Krajów pozostaje bardzo podobna. Zamki I oraz NI znajdują się na tej samej wyspie i wyglądają niczym z baśni, a ich cechą charakterystyczną jest budowa z kamienia, oraz piękne ogrody i bliski kontakt z wodą. Dzisiaj chciałabym skupić się na obiektach odrestaurowanych, i przystosowanych na hotele, nie będę pisała ani o Zamkach funkcjonujących jako Muzea, ani też o ruinach zamków (tych w Irlandii i Irlandii Północnej jest multum). U góry i poniżej pierwszy zamek znajdujący się na północy Irlandii Północnej - Bangor Castle. KILK

Prawda jest taka, ze zamków w Irlandii Północnej na wynajem nie znajdziecie aż tak wielu co w Irlandii, ponieważ część północna, jak Wam już wcześniej pisałam, jest pod opieką Królowej Elżbiety i tym samym większością zamków zajmuje się tutaj organizacja National Trust. Dzięki temu w Kraju, gdzie żyję wiele tego typu obiektów, zamków, czy domów można na co dzień oglądać. Wszystko to za symboliczne pieniądze, lub niekiedy nawet za darmo. Za to w celu zbiórki pieniędzy organizuje się w nich szereg płatnych festynów i imprez. Dzięki temu funkcjonują. Z kolei w Irlandii zamki są w dużej mierze pod opieką prywatnych właścicieli, którzy umożliwiają pobyt w nich, widząc w tym zarobek. Zupełnie abstrahując od całej polityki związanej z wynajmem zamków, interesujące jest to jak wiele tych zamków na wyspie jest i po prostu sam fakt, że jest na ich obszarze co podziwiać. Dzisiaj zapraszam do Irlandii Północnej.


IRLANDIA PÓŁNOCNA


Północno-wschodni kraniec wyspy w części Irlandii Północnej oprócz pozostałego i odrestaurowanego Zamku Ballygally z 1625 roku ma na swoim obszarze do zaoferowania romantyczne noclegi i uroczystości w luksusie. Zamek znajduje się przy linii brzegowej z Morzem Irlandzkim i przejeżdżając główną trasą, ciągnącą się wzdłuż klifów bez problemu dotrzemy do niego, szczególnie wieczorem, kiedy jest pięknie oświetlony. Czterogwiazdkowy hotel jest połączony z Zamkiem i posiada pięknie wyposażone pokoje. Obiekt bierze udział w serii wydarzeń związanych z Game Of Thrones Tour. Szereg atrakcji, które ma do zaoferowania, bankiety, kawki, pobyty, a także podziwianie pięknych, słynnych drzwi, odbywać się mają wg harmonogramu weekendowego. Miejsce polecane jest jako jedno z najpiękniejszych na ceremonię zaślubin. Nocleg w pokoju dwuosobowym kształtuje się w cenie około 1 tysiąca złotych.

Moje najnowsze odkrycie to przepiękny obiekt prywatny, Lissanoure Castle, który znajduje się na terenie miasta w którym mieszkam. Panuje tutaj malowniczy, wiejski klimat a sam zamek znajdziecie na północy Irlandii położony w kierunku miejscowości Ballycastle. Piękny budynek mieszkalny, jako baza noclegowa dla gości, zaprojektowano w kształcie podkowy, stwarzając nowoczesny dziedziniec do pozostałości zamku, o którym potwierdzone wpisy są z roku 1610. Zamek postawiono na ruinach starszego datowanego na 1300 rok. Całość obiektu określana na czasy celtyckie, dzisiaj przybiera bajeczny wygląd, dzięki ogromnej pracy rodziny Macartney, którzy prowadzą tutaj też farmę. Dzisiaj odbywają się w nim wspaniałe uroczystości, urodziny, rocznice i wesela w przepięknej oprawie i równie atrakcyjnym otoczeniu. Las, woda, kamienne mostki, ławki, wzniesienia, farma zwierząt a także możliwość dodatkowych atrakcji w trakcie imprez, które pomoże zorganizować dobrze prosperujące biuro rodzinne, to dodatkowe atuty, które przemawiają za skorzystaniem z oferty tego obiektu.

Wspaniała wiadomość! Od marca ubiegłego roku udostępniono cottage przyległy do ściany ogrodu Glenarm Castle. Zamek położony jest w miejscowości Glenarm bardzo blisko od miejscowości w której mieszkam. Do wynajęcia jest apartament trzypokojowy, wraz z kuchnią, i łazienką. Glenarm Castle został zbudowany w roku 1636. Jego fasada jest przepiękna, a okolica bardzo malownicza, spędziliśmy tutaj miły czas z dzieckiem podczas corocznej imprezy w tym regionie. Ciekawe jest to, że w Zamku znajdują się oryginalne antyki, obrazy i biblioteczka ówczesnych właścicieli. Piękne ogrody, labirynty krzewne, a także pobliska farma decydują o świetności tego miejsca. Glenarm Castle udostępnia salę bankietową na uroczystości ślubne nawet na 170 osób.

Helen's Tower Castle z miejscowości Bangor, w pobliżu Belfastu to wieża położona w lasach. Została wybudowana w 1848 roku i posiada trzy piętra, umożliwiając wejście na nią krętymi schodami. Będąc tam możemy nawet ujrzeć brzegi Szkocji. Pięknie odrestaurowana, z dobrym wyposażeniem, kuchnią, łazienką, sypialnią i salonem polecana jest dla dwóch osób. Cena kształtuje się do około 720 zł za dobę w formie self catering.

Południowo zachodnia część Irlandii Północnej to region Fermanagh, który ma do zaoferowania kilka pięknych miejsc, a w tym Castle Coole. Neoklasyczny zamek z kamienia portlandzkiego powstawał od roku 1789 roku. Sporo tutaj zaczerpnięte z różnych krajów, sala balowa i przód w stylu greckim, części tyłu z Francji, a wnętrze przepełnione jest chińskimi zdobieniami. Zamek znajduje się przy jeziorze Erne, w bliskości z lasami i polami golfowymi. Zachowane są w pobliżu prawie w nienaruszonym stanie dziedziniec i stajnie. W pięknych wnętrzach można gościć podczas zaślubin, a także wynająć noclegi, za pokój dwuosobowy zapłacimy około 500 zł. Warto też dodać, że w niewielkiej odległości znajduje się Florence Court House and Gardens, kolejny obiekt luksusowy, w którym odbywają się wszelkie uroczystości, a który na swoim terenie umożliwia nocleg w cottage'ach.
7
W Armagh odnajdziecie ciekawy obiekt zbudowany z lokalnego granitu w stylu normandzkim zamek - Gosford Castle. Zamek znajduje się na terenie parku krajobrazowego, i choć zewnątrz przypomina swoje lata świetności (rozpoczęcie budowy na 1819 rok) to obecnie jest zamknięty bramą, mieszcząc wewnątrz 23 wysokiej jakości apartamenty i cottage na wynajem. Mieszkania są jedno i wielokondygnacyjne. Obiekty są bardzo interesujące, niektóre z widokiem na wieżę zamkową, posiadają ciekawe łuki granitowe, piece, w tym w jednym z obiektów, dawnej stajni wysoki sufit z belkami i kominek wapienny z żeliwnym piecem. Swego czasu stacjonował tutaj nawet cyrk coroczny, a dzisiaj znajdują się tu mieszkania prywatne, także z możliwością okazjonalnego wynajmu. Miejsce jest godne uwagi, choćby ze względu na styl w jakim jest wykonane i całą okolicę przyrodniczą, w tym także ścianę ogrodową znajdującą się wewnątrz.

https://weekendownik.blogspot.com/2018/12/odkrywajac-irlandie-ponocna-peace-maze.html

Już nieco niżej w Irlandii Północnej pod Belfastem znajduje się niesamowite miejsce, nie dość, że bogate w krajobrazy i różnorodność natury, to jeszcze posiadające zamek. Castlewellan Castle  KLIK jest zamkiem powstałym w 1856 roku, który pełni dzisiaj niejako funkcję schroniska. Znajduje się tutaj mnóstwo pomieszczeń, sal i pokoi dla ludzi chcących przeżyć niesamowitą przygodę z przyrodą County Down. Nie znajdziecie tutaj luksusów, ale dobre edukacyjne miejsce dla wycieczek szkolnych, w celu edukacji i zwykłego wypoczynku. Popularne są przyjazdy grup szkolnych, weekendowe, wraz z posiłkami. Do atrakcji tutejszych należą pasma górskie w rezerwacie przyrody,  i wokół jeziora, malownicze - Mourne Mountains, słynna plaża ze złotym piaskiem, położona kilka mill od zamku - Murlough Beach, czy też las - Tullymore Forest Park, z panoramicznymi widokami na powierzchni 630 hektarów. Biblioteka, piwniczna restauracja, a wokół wodospady, jezioro, i największa atrakcja: piękne labirynty z krzewów. oraz moc sportowych atrakcji na terenie zewnętrznym zamku to jego walory nie do przebicia. Ceny kształtują się w zależności od wieku, i od wielkości grupy.

Na południu Irlandii Północnej malowniczo prezentuje się mój faworyt, uznany w 2016 roku za najbardziej romantyczny na ceremonię ślubną, całkiem spory zamek XII wieczny - Belle Isle Castle. Ogólnie Zamek może zapewnić nocleg dla 20 osób, a udostępnia też na uroczystości salę bankietową na 65 osób. Jest to jeden z moich faworytów ze względu na zadbane wnętrza w dobrym stylu, jednocześnie dobrze urządzone, ciepłe i ze smakiem.., a także z powodu pięknej okolicy (470 hektarów). Zamek położony jest na prywatnej wyspie. Piękny dom wraz z ogrodem możecie zasiedlić na dwie doby. Szereg opcji zamieszkania, w zależności od okoliczności, to atut z oferty zamku, domki, cottage, pokoje. Cena za jedną dobę dla 10 osób wynosi 2800 zł, dla 20 osób 4150 zł.


W hrabstwie Down, w wiosce Killyleagh znajduje się uznawany za jeden z najstarszych zamków  z częściami pochodzącymi aż z 1180 roku. Obecnie jest to zamek prywatny będący własnością rodziny Hamilton. Zamek Killyleagh okazjonalnie organizuje koncerty, jednak posiada też w swojej ofercie możliwość zakwaterowania z wyżywieniem we własnym zakresie. Ulokowania mieszczą się w dwóch wieżach w części bramy. W obiekcie mieści się basen, a także różne atrakcje dla gości hotelu. Piękny zamek w stylu szkockim znajduje się w bogatej roślinnie okolicy.

Znów mamy zamek na południu Irlandii Północnej, tym razem dość blisko granicy z Irlandią. The West Wing, Crom Castle to bardzo duży zamek mający swe początki już 350 lat temu, oferujący szeroką gamę noclegową (także dla grupy osób, do 13). Zamek w Newtownbutler posiada restauracje, sale bankietowe, a także konserwatorium, w którym udzielane są śluby. Otoczenie obiektu cechuje bliska obecność dzikiej irlandzkiej zwierzyny, gdyż leży on na terenie rezerwatu przyrody, który jest pod opieką National Trust. W budynkach mieszczą się stałe wystawy dotyczące przyrody Crom. Na terenie mieści się pole golfowe, można łowić ryby, jeździć konno i przepłynąć łodzią na pobliską wysepkę z ruinami. Z godną pozazdroszczenia lokalizacją nad malowniczym jeziorem Erne możesz spędzić romantyczny czas. Cena nie wygląda aż tak pięknie: 11 tyś złotych za 12 osób/2 noclegi.

Narrow Water Castle przy miejscowości Newry przy samej granicy z Irlandią datuje się na 1680 rok. Pensjonat Narrow Water Self Catering Accommodation należący do właścicieli zamku mieści się w prywatnym zabytkowym budynku zamkowym niedaleko małego miasteczka Warrenpoint i oferuje bezpłatny bezprzewodowy dostęp do Internetu, bezpłatny parking oraz dostęp do prywatnych ogrodów i posiadłości zamku. Ten pięciogwiazdkowy obiekt położony jest w odległości 5 minut jazdy od nadmorskiego miasteczka Warrenpoint i 10 minut jazdy od Newry.


Matagorda Lanzarote

wtorek, maja 09, 2017

Matagorda Lanzarote

Kiedy wybierałam lokalizację naszego zakwaterowania w Lanzarote, nie mogłam się zdecydować pomiędzy dwoma regionami Wyspy. Playa Blanca, którą brałam początkowo pod uwagę, wydała mi się jednak jeszcze bardziej wyobcowana, i zbyt oddalona od lotniska. Pomimo kilku miejscówek resortowych m.in Puerto del Carmen, czy Costa Teguise, gdzie także mogliśmy wyszukać interesujący dom to właśnie Matagorda okazała się najspokojniejszą, a zarazem wypośrodkowaną geograficznie na Wyspie dzielnicą. Oglądając internetowe fotografie tej okolicy, doszłam do wniosku, że jest skromna, ale idealna na poranne i wieczorne przebywanie, czyli czas kiedy to zwykle spędza się wspólnie z rodziną przed, lub po wyprawach i zwiedzaniu. To był rzeczywiście strzał w dziesiątkę, głównie z powodu dobrej lokalizacji, ale nie tylko. :) Co odnaleźliśmy tutaj, oprócz spokoju i przyjemności możecie przeczytać niżej. Bardzo polecam, szczególnie rodzinom z dziećmi, które pragną wypoczynku i bliskości plaż.
Villa. Nie ukrywam, że najważniejszą kwestią dla której zdecydowaliśmy się na zamieszkanie tutaj była wyjątkowa villa umiejscowiona tuż przy plaży, jednej z najszerszych na Lanzarote. Znaleźć piękną i wygodną kwaterę z basenem zaledwie 200 metrów od plaży i do tego w mało zaludnionej części miasta to już chyba luksus. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam ten dom na stronie internetowej pośrednika nieruchomości villaplus, pomyślałam, że musi to być nieosiągalne, aby w niej zamieszkać podczas naszego urlopu. Okazało się, że jest dostępna w wybranym przez nas terminie, a także nie kosztuje w tej dacie zawrotnej kwoty, mimo, że jest wynajmowana tylko dla jednej rodziny i posiada prywatny basen. Oczywiście dla zwolenników opcji all inclusive mam informację, że nieopodal znajdują się też inne kwatery z dużym wspólnym basenem, oraz hotel. Dla nas ta opcja była wprost idealna, wymarzona, ponieważ chcieliśmy korzystać z basenu do woli nie musząc chodzić w tę i z powrotem do pokoju hotelowego. Poza tym nie interesowały nas też posiłki ograniczone ramami czasowymi. Jaka była willa? Przede wszystkim czuliśmy się w niej wygodnie i czysto. Posiadała trzy sypialnie, salon, kuchnię i dwie łazienki, miejsca garażowe, suszarnię, ogród i podgrzewany basen. Wszystko w naprawdę dobrym standardzie, z klimatyzacją, zadbane i sprzątane przez wykwalifikowanych pracowników.
Lokalizacja. Pisałam Wam już o położeniu przy Oceanie, ale jeszcze nie dodałam, że z lotniska, i w drodze powrotnej na lotnisko dojechaliśmy w 10 minut. Początkowo trochę zastanawialiśmy się, jak to będzie, gdy nad głowami co chwila lecieć będą samoloty. Głupie myślenie. Nie wiem, jak to możliwe, ale na Matagorda nie słychać dźwięku samolotów, które, gdy pewnego razu liczyliśmy, lądowały nawet co 5 minut. Dla porównania w Bydgoszczy, skąd pochodzę, na moim osiedlu słychać nad głowami lądujący samolot. Wydaje mi się, że brak tego odgłosu, jest to spowodowany przestrzenią i właśnie obecnością oceanu, co tłumi dźwięki. Poza tym na Lanzarote samoloty nie latają nad głowami, a nad wodą, czyli daleko przed głowami i od razu po pojawieniu się lądu wlatują na pas. Matagorda posiada sieć sklepów, restauracji, autobusy, i biura, bankomaty. Od naszej willi były oddalone o zaledwie 400 metrów. Matagorda jest punktem wypadowym na inne części Wyspy, a w szczególności na port Puerto del Carmen, miejscowość już o wiele bardziej komercyjną, do której zdążyliśmy dotrzeć w ostatnim dniu naszej podróży.
Plaża i deptak. Przez całą długość Matagorda po jednej stronie rozciąga się szeroka i efektowna plaża. Jej urok polega na tym, że jest połączona z długim deptakiem-promenadą. Poza tym plaża należy do tak umiejscowionych, w zatoce, że nie ma tutaj mocnych fal. Zatem można się bezpiecznie kąpać, a już na pewno błogo wylegiwać. No i oczywiście spacerować po promenadzie pomiędzy rozmieszczonymi gęsto palmami i ławkami. Co 200 metrów pojawia się wyznaczone zejście na plażę, gdzie znaleźć można m.in. plac zabaw, wieżę widokową i inne atrakcje. Na deptaku swój punkt ma właściciel sprzętów trój i czterokołowych, to też dobry sposób, aby wybrać się nieco dalej na zakupy. Nic nie zastąpi jednak wylegiwania na pięknej plaży, gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie. Piasek ma brązowy odcień i jest cieplutki, za to woda o tej porze roku dla nas wystarczająca (19 stopni). Tak więc moi drodzy zaraz po porankach w domu przy basenie, zabieraliśmy torbę plażową pod pachę, buszowaliśmy po straganach i plażowaliśmy. Tak właśnie odwiedzaliśmy naszą cudowną dzielnicę.




Ville, biura i butiki. Króluje tu niska zabudowa z kamienia z okiennicami. Ville utrzymane są w należytej czystości i odmalowane białym kolorem z akcentami zieleni lub niebieskiego. Wydaje się, że nie ma zbyt wielu mieszkańców, a jednak okazuje się, że domek przy domku stoją odpowiednio wpasowane, aby sobie mieszkańcy w paradę nie wchodzili. Nawet galeria handlowa jest tak ułożona, że pawilony handlowe są gęsto rozmieszczone wewnątrz, a dodatkowo można do każdego wejść od zewnętrznej strony. Znajdziecie tutaj m.in. dyskonty Spar, oraz liczne restauracje, regionalną, chińską, subway'e, a trochę dalej sklep Dino. Zapłacicie w walucie euro, ceny są zbliżone do tych polskich a także do brytyjskich. Swoje biura mają wypożyczalnie aut, np: za 60 Euro wynajmiecie średniej klasy samochód na kilka dni. Paliwo jest niedrogie. Wieczorami Matagorda staje się bardziej konsumencka i w restauracjach tętni życie, widać ruchliwe kelnerki, i żywiołowych kucharzy, unosi się zapach hiszpańskich potraw i śmiech turystów.
Roślinność. Zobaczcie w jaki sposób na zewnątrz hoduje się małe rośliny na Lanzarote. Choć cała Wyspa powstała z erupcji wulkanu, i tak naprawdę niewiele na niej zieleni, to właśnie dzielnica Matagorda wraz z tymi położonymi najbliżej niej, jak Puerto del Carmen, posiadają bogatą roślinność. Od mnóstwa drzew palmowych, poprzez kaktusy, aż po kwiaty pnące, licznie obwieszone na domach, i płotach, jak choćby barwne bugenwille. Spacerując wzdłuż deptaku zauważycie także inne rośliny, pięknie rozmieszczone po bokach aloesy. Szczególnie namawiam, aby wybrać się na spacer do ogrodu palmowego, gdzie setki palm przypomną Wam, że jesteście w Afryce :). Wyrastają z ciemnej jak smoła ziemi i ten klimat wyraźnie im służy. Posłuży i Wam, szczególnie, gdy zjecie świeże owoce, polecam soczystą papaję! Warto zakupić tutaj wyroby, które zawierają w składzie aloes. Mogą to być kosmetyki, ale nie tylko. Poza tym małe aloesy sprzedawane są w doniczkach pamiątkowych. Spróbować koniecznie marmoladę bananową z Lanzarote no i oczywiście, o czym już pisałam - 'księżycowe' wino regionalne ze specjalnie uprawianych na południu Lanzarote winorośli La Giera..




Zostawiam Wam kilka linków z naszej podróży poślubnej:

jadąc na południe Lanzarote - El Golfo

niedziela, kwietnia 30, 2017

jadąc na południe Lanzarote - El Golfo

Lanzarote patrząc moimi oczami mieni się kolorami, od błękitu nieba, poprzez podłoże złociste aż do czerwieni. Jest księżycowa, piękna i po prostu nadzwyczajna. Wytworzona przez lawę, w szczególności zachwyca swoim krajobrazem na południu. Już w poprzednim artykule wspominałam Wam o dwóch głównych kierunkach Jej zwiedzania. Północny ostatnio opisałam z dużym sentymentem. Nie zawaham się i dzisiaj powtórzyć, że ten widok zachodzącego słońca na punkcie widokowym Mirador del Rio wywarł na mnie niezapomniane wrażenie i stał się moim numerem 1 na Lanzarote. Jednak gdy pomyślę o najbardziej ciekawym i jednocześnie przygodowym dniu podczas naszej podróży poślubnej to oczywiście był to cały dzień spędzony na południu Lanzarote, zatrzymując się na dłużej podczas typowego plażowania w zatoce Papagayo. Dzień rozpoczęliśmy już około 10 rano, kiedy to wyruszyliśmy w kierunku południa, a naszym celem końcowym stało się jeziorko w miejscowości El Golfo. Im bliżej w dół, tym bardziej odniosłam wrażenie, że Lanzarote jest rdzawo-czerwona i pozbawiona zieleni. Właściwie tak jest, skoro w miejscowości gdzie mieszkaliśmy - na Matagorda (charakterystyka w następnym artykule) mamy mnóstwo zieleni a nawet ogrody palmowe na wyciągnięcie ręki, to właśnie przyszła pora zmierzyć się z pustkowiem, które jednak już od wielu lat ma wioski zamieszkałe przez ludzi. Taka historia oraz gorący klimat spowodowały przystosowanie się do warunków przez człowieka i odpowiednie wykorzystanie podłoża do uprawy np. winorośli w miejscowości - La Giera, czy choćby stworzenie solin, potrzebnych do konserwowania złowionych ryb. Dzisiaj podróżujemy podziwiając to, co zostawiła wygasła lawa, przeprawiamy się przez 'pustynię', jedną z najstarszych formacji skalnych na wyspie, naturalny i chroniony obszar na wyspie.
Nasza trasa była bardziej zróżnicowana od tej standardowej, zaznaczonej na mapie turystycznej dla odwiedzających południe Lanzarote. Przebiegała w ten sposób, aby w szczególności najdłużej  móc przebywać w miejscach, które wydały nam się najbardziej interesujące, a inne omijać. Stąd też nieco serpentynowa jazda, podczas której niektóre atrakcje podziwialiśmy tylko wysiadając z auta, a inne parkując na kilka godzin. Już kiedy wyruszyliśmy dało się zauważyć bardzo charakterystyczną powierzchnię wyspy, a poruszając się w jej głąb odniosłam wrażenie, że jest bezludna i co więcej bez życia. Jednak kierując się do miejscowości La Giera odkryliśmy już z daleka (choć ponoć dopiero z lotu ptaka dokładnie to widać) uprawę winorośli w specyficznych kamiennych kopułkowatych osłonach z kamieni. Po serii wybuchów wulkanów uprawa czegokolwiek na Lanzarote graniczy z cudem. Jednak jego mieszkańcy znaleźli sposób na uprawę cennej winorośli w specjalnych dołkach otoczonych kamieniami, aby uchronić przed wiejącymi tutaj silnymi wiatrami. Tak naprawdę nigdzie na świecie nie zobaczycie takiego stylu uprawy winorośli. Takich winnic na Lanzarote jest kilkanaście, i łącznie dają one też pracę 1500 osobom. Najczęściej odwiedzaną winiarnią jest Bodega la Giera, która jest największą, a zarazem najstarszą winnicą na Lanzarote. Jeśli przyjrzeć się obszarowi uprawy winorośli, a także sposobowi jej sadzenia nietrudno zrozumieć dlaczego miejscowe wina nie należą do najtańszych. 
Moje Podróże z Pasją

Prawdę powiedziawszy stąd jadąc na zachód już niedaleko do Parku Timafaya jednak my zdecydowanie wybieramy kierunek południowy i mniej więcej w połowie drogi docieramy do wypożyczalni wielbłądów, koni, a także pojazdów A Caballo Lanzarote. Jest to miejsce o tyle fajne, że dla wszystkich znajdzie się atrakcja. Dla starszych przejażdżka gokartami, czy na wielbłądach, dla młodszych oglądanie zwierzyńca i pobyt na placu zabaw. Właśnie tutaj można zagrać w Paintball, przejechać się gokartem, lub wyruszyć na wielbłądach.
Naszym dalszym kierunkiem okazało się samo południe Lanzarote, czyli zatoka Papagayo, a w tym wszystkie plaże tam położone. Miejsce to znacznie odbiega swoim krajobrazem od znanych nam z północy palmowych deptaków. Przede wszystkim już Wam ujawniam, że ostatni, całkiem długi odcinek do dotarcia na ponoć najpiękniejszą plażę Lanzarote to szutrowa droga, którą można przejechać autem po uiszczeniu opłaty 3 euro. Droga przez los Ajaches ma swój urok, jeśli wiemy o jej historii. Monumento Nacional de los Ajaches jest naturalnym obszarem chronionym na Lanzarote. Jest to jedna z najstarszych formacji skalnych ma Lanzarote. Otóż lawa z wulkanu Los Ajaches płynęła do oceanu tworząc niesamowite kształty ze skał nad i pod wodą. Woda tutaj jest bardzo czysta. Wytworzone zatoki są oblegane przez turystów, ale dla nikogo nie zabraknie miejsca, jest ich przynajmniej trzy.

Po zaparkowaniu auta na specjalnym parkingu, dostrzegamy cudowną plażę o zielono-niebieskich odcieniach wody, a tuż przy niej bar o nazwie Casa Vicete Martinez. Można tutaj zatrzymać się na kilka godzin. Warto wstąpić do baru, aby wypić coś chłodnego, a zaraz potem zejść schodami na w sumie nieobleganą plażę. Zamknięta w zatoce, jak w muszli nie ma zbyt wiele miejsca do plażowania, dlatego też kierujemy się na drugą stronę Papagayo, gdzie ukazują nam się większe plaże. Playa del Pozo jest tą na której spędzamy najwięcej czasu, Alexander bawi się w piasku, a my wylegujemy. Po około godzinie postanawiamy nie pozostawać w bezruchu, tym bardziej, że pojawiają się dwie chmury. Ruszamy dalej. To co tutaj można zobaczyć przechodzi najśmielsze nasze oczekiwania. Piasek, skałki, zastygła lawa, i różne odcienie wody oceanicznej, a w dalszej części wzburzone fale wyglądają niesamowicie. Przystanek na wzniesieniach tuż przy Oceanie i dotyk ciepłej piany morskiej niesamowicie relaksują.

Właśnie teraz kiedy przyszedł czas zebrania się w drogę ku kolejnym atrakcjom, zebrały się chmury. W naszym przypadku nie jest to żaden problem, gdyż opalanie mamy za sobą. Poza tym warto zobaczyć ten nieziemski widok, gdy plaża otrzymuje mnóstwo barw, bo chmury przybierają to ciemniejsze, to jaśniejsze odcienie i przesuwają się jak szalone wypuszczając gdzie nie gdzie promienie słońca. Wszystko mocno się barwi i tak samo nadaje to całe mnóstwo doznań każdemu, kto widzi to widowisko. Zatem spokojnie, mozolnie zbieramy się ku górze, rozglądając się, aby zatrzymać ten krajobraz w pamięci na zawsze. Przebieramy się po drodze w jednej z jaskiń, nie chcąc tracić czasu i jedziemy. W tym momencie warto byłoby zatrzymać się na Playa Blanca, która jest jedną z jaśniejszych plaż Lanzarote (kolor piasku). O tym rejonie nawet myśleliśmy do zamieszkania, jednak trafną decyzją okazała się środkowa część wybrzeża z której już wszędzie blisko. Niektórzy ten obszar wybierają, aby móc przedostać się łatwo i szybko na Fuerteventura, ale my takiego zamiaru nie mieliśmy tym razem. Słońce już jest bardzo nisko, więc postanawiamy jechać. Tuż przy drodze ukazują się koryta z solą. Salina de Janubio powstała około 50 lat temu. Te ogrody solne są kopalnią soli kamiennej, którą uzyskuje się poprzez odparowywanie wody. Miejsce to o powierzchni 440.000 m kw. uznawane są za największe i najbardziej ekologiczne na świecie. A wszystko w celu zakonserwowania złowionych tutaj sardynek. Warto to miejsce odwiedzić za darmo Bodega de Sal, choćby po to, aby nabyć wysokiej jakości sól.
I znów pędzimy oczekując czegoś wyjątkowego u celu naszej podróży, marzymy o niesamowitym widoku, o czymś nieodgadnionym, znanym tylko z opisów w Internecie i oczywiście oznaczonym na mapie, którą wraz z prospektami otrzymaliśmy od biura wynajmu naszej villi. Tak samo, jak teraz zmierzam ku końcowi tej opowieści, tak wtedy dało się odczuć pewien plan zakończenia dnia. A jednak. Natura zrobiła nam ogromną niespodziankę i nie mogliśmy nie zatrzymać się, aby zobaczyć dużo bardziej atrakcyjnej 'walki' oceanu z brzegiem, niż ta, którą oglądamy w Północnej Irlandii. Jest znacznie cieplej nawet w barwach niż w NI, Los Hervideros to wybrzeże jak malowane, urwisko z gigantycznymi falami uderzającymi o skały z zastygłej lawy. Te z kolei układają się tutaj w interesujące formy. Jest tutaj kilka zjazdów, my zatrzymujemy się przy najpiękniejszym odcinku Los Hervideros, który oświetlony zachodzącym słońcem pięknie się czerwieni.


Teraz już pozostaje minąć kilka wulkanów, których tutaj na południu jest całe mnóstwo i znajdujemy się w miejscowości El Golfo. Właśnie tutaj można zobaczyć niepowtarzalną czarną plażę, która kontrastuje z czerwonymi skałkami i mocno niebieskim kolorem oceanu. Zatrzymujemy się na niewielkim parkingu, skąd łatwo już dotrzeć do słynnego jeziorka Charco de los Clicos. Idąc kilkadziesiąt metrów pod górkę na punkt widokowy można zobaczyć kolejny nieziemski widok, jaki tylko tutaj ujrzycie. To intensywnie zielone jezioro położone tuż przy niebieskim Oceanie pomiędzy skałami i plażą. Wszystko mieni się w wielu barwach, szczególnie mocno w blasku zachodzącego słońca.

kobieta w podróży poślubnej

poniedziałek, kwietnia 24, 2017

kobieta w podróży poślubnej


Dawniej nie marzyłam o podróżach do ciepłych krajów. Nawet gdy byłam 'dwudziestką', raczej kierowałam się do metropolii. Moje życie związane było z dużą aglomeracją, a turystyka tylko i wyłącznie z pracą. Możliwe, że czekałam na odpowiedniego towarzysza, no a dwoje to już całkiem dobra para podróżników. Jednym odpowiada samotna droga a mi jakoś tak ona nie pasuje.. Gdy na świat przyszedł Alexander nawet na myśl nam nie przyszło odległe podróżowanie, pierwsze były priorytety, a naszym był ślub. Możliwe, że tak miało być, że wszystko ułożyło się naturalnie, i poszło swoim torem. Nic nie przyspieszaliśmy. Była przyjaźń, było zakochanie, była miłość, była przyjaźń, rodzina. No i małżeństwo :) Po ślubie Alex miał już 3 i pół roku, i jak się okazuje w niektórych kwestiach stał się już całkiem samodzielny. Po długiej jesieni i wielkiej, dobrej stagnacji przyszła chęć na ogrzanie ciała i ogromna potrzeba słońca, także dla duszy. Już nie pamiętam Kto, ale śmiem twierdzić, że ja pierwsza rzuciłam hasło wyjazdu w kierunku Afryki. Moje marzenia były też marzeniami mojego męża. Z tym, że moje myśli kręciły się wokół Lanzarote, a męża myśli raczej były chęcią miesiąca miodowego. Potem wszystko się odwróciło, bo ja rozkochałam Go w pięknej Lanzarote, a On uczynił tą podróż czymś wyjątkowym dla mnie. Mężatka, lat 37, żyjąca w wilgotnej Irlandii zapragnęła pojechać po raz pierwszy do ciepłych Krajów. "Nigdy nie polecę do Hiszpanii, wszędzie, ale nie tam. Tam wszyscy latają. To takie nudne! Poza tym cała Zielona Wyspa lata na Kanary, więc Kanary też odpadają" - moje słowa. No oczywiście, gdzieś tam w zamyśle zawsze są Malediwy, a potem Japonia, w dalszej wizji może być Portugalia czy Grecja. Ale przecież nie Hiszpania, nie Majorka, nie Ibiza. Nie! Nie! Mamy małe dziecko, więc na pewno odpadają dalsze zakątki. Chwileczkę! Jest taka piękna wyspa, nieodgadniona, nieokiełznana, piękna, lazurowa i nietypowa. Lecimy w podróż poślubną na Lanzarote. Hiszpania, Afryka. Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Zresztą jest koniec roku, a my chcemy się wygrzewać. Poza tym nie wyobrażamy sobie lecieć bez Alexandra, lecimy w podróż poślubną we troje

Oczywiście najważniejsze miłości są zawsze przy mnie - także na Lanzarote. Dlaczego pokochałam Hiszpanię przekonałam się na Lanzarote. Przede wszystkim zaimponowały mi tradycje i ludzie, sympatyczne charaktery. Kobiety przygotowujące naszą willę do zamieszkania tak ogromnie żywiołowe i pracowite, wesołe. Kelnerka w barze szczerze uśmiechnięta, nie fałszywa, nie kokietliwa. Po prostu miła. Dlaczego żyjąc w Irlandii pokochałam Kanary? Na Wyspy Kanaryjskie dolecieliśmy w 4 godziny, a znaleźliśmy się w innym świecie, który pomimo różnorodności natury jest przyjaźnie nacechowany europejskimi akcentami znanymi z ulic naszego miasta. Żyć, nie umierać! Oprócz hiszpańskich restauracji są dyskonty m.in Spar. Super, nie trzeba gotować, wszystko jest pod ręką. Także ryneczek ze świeżymi owocami i warzywami. Idealne dla mnie rozwiązanie w podróży poślubnej ;) .

W gruncie rzeczy mimo tubylców o tej porze roku (koniec jesieni) znalazłam się na Wyspie tylko dla nas. Nie licząc właśnie takich miłych osób, które tutaj mieszkają na stałe, i świadczą na Lanzarote usługi my jesteśmy wśród małej grupy turystów, którzy co prawda tu teraz przebywają, ale jednak w dużej mierze są osobami w wieku średnim wypoczywającymi głównie mniej aktywnie. Hurra! Jestem na Bezludnej Wyspie :) Tak więc możemy się skupić głównie na sobie, na nas. Dzięki temu, jak również dzięki mężowi mogę podziwiać krajobrazy, wyleguję na plaży w spokoju, choć przyjaźnie nastawiona, do sporadycznych przechodniów. Właściwie nie jestem aspołeczna, ale tutaj chcę się wyciszyć. Nawet jeśli poświęcam energię, robię to dla NAS, nie dla innych. Wyszła ze mnie egoistka. Jestem przyjemnie zaskoczona, bo mogę tutaj być taka jak chcę, i nikt mi tego nie zabroni. Mąż wpatrzony we mnie jak w lusterko, posyła mi buziaki. Nasze dziecko uradowane podróżą. Czuję się wyjątkowo i widzę, że On też. Czy tak właśnie wygląda Młoda Para? 

Choć w podróży poślubnej jestem wolna to nie jestem sama :) Fajnie, że mam przy sobie ukochane osoby. Wszyscy mamy ogromną swobodę. Jednak w tej opowieści skupię się na mnie. Kobieta w podróży poślubnej może robić to czego nie ma na co dzień. Dziecko biega po willi samodzielnie, lub ze swoim tatą (który najczęściej jest poza domem w pracy). Wreszcie fajnie, że szczęśliwy mąż, który ma wolne od pracy, robi śniadanie do łóżka i zaprasza na obiad do restauracji. Super mieć chłopaków przy sobie. Oni są jak dwaj przyjaciele, to się nigdy nie zmieni, dzięki temu mam ogromny luz pod niektórymi względami, który tutaj na Lanzarote odczuwam szczególnie. Co zatem robi kobieta w podróży poślubnej? Relaksuje się! Nie sprzątam, nie siedzę w kuchni, nie biegam za dzieckiem, odpoczywam. Zresztą jeśli chodzi o gotowanie to już na większości urlopów praktycznie nie gotuję, no chyba, że akurat wypadają święta. 

Miałam zawsze taką wyobraźnię, aby latem móc nosić na głowie kapelusz i nie rozstawać się z nim na krok, a jedyną przeszkodą, która zawadiacko może mi ten plan pokrzyżować może być mocny wiatr. Tak mi się zawsze wydawało. Kiedyś próbowałam kapelusikowe marzenie zrealizować, to nad polskim morzem, to w ogrodzie naszego domu w czasie cieplejszego lata. Na nic się to nie zdało, bo stale kapelusz zdejmowałam z głowy biegnąc na wprost obowiązkom. Jednak tym razem wiedziałam, że się musi udać. Kupiłam nawet nowy z dużym rondem, granatowy i powiedziałam sobie, że nie groźny mi wiatr z którego słynie większość Wysp Kanaryjskich. W pierwszy dzień po przylocie swobodnie go założyłam i szalony wiatr zerwał mi go z głowy. Było to pierwszy i ostatni raz, nie licząc jednej wizyty na punkcie widokowym w Mirador del Rio. Od tego pierwszego dnia byłam przygotowana, bo miałam wszytą gumkę i o dziwo wiatry na Lanzarote się uspokoiły. Więc nawet gumka nie była potrzebna.

Zmiany w sobie rozpoczęłam już od momentu jak wykupiliśmy bilety lotnicze na Lanzarote, bo to był nasz pierwszy krok w kierunku tej wyspy. Może zacznę od tego, że oprócz kupna kilku rzeczy na letnią pogodę, oraz bielizny nie zrobiłam nic. Nie zaczęłam stosować jakiejś specjalnej diety, a już w samej podróży jedzenie na wyspie (świeże owoce) sprawiło, że schudłam 3 kg. Przed wyjazdem nie zapisałam się do solarium, nie wykupiłam wizyty u kosmetyczki. Zostałam sobą od początku do końca. Przed wyjazdem przygotowałam tylko kartę pamięci 'do działania', czyli opróżniłam tyle miejsca, aby móc robić minimum 700 zdjęć. Zresetowałam umysł, przeczytałam rozpoczętą książkę, aby nie brać jej w podróż. Napisałam kilka artykułów i odstawiłam pisanie bloga na ponad tydzień. Przed samym wyjazdem zrobiłam sobie szybkie ombre w warunkach domowych. Chyba tego mi było trzeba. Najważniejsze to wyruszyć w podróż nie pytając siebie o zbędne rzeczy, być pozytywnie nastawiona i być pewną, że to podróż naszego życia. Naszego, a nie kogoś innego. 

W podróży poślubnej miałam wiele czasu dla siebie. a skoro miałam go aż tak wiele dla mnie, to też więcej dawałam innym. Uśmiechnięta, pachnąca, zadbana, a zarazem naturalna. Z wypuszczonymi włosami, nałożonym kapeluszem, raz pięknie pomalowana, a innym razem bez makijażu. Pierwsze dni, to głównie plażowanie i wypoczywanie w naszej willi, w której zresztą mogliśmy zażywać kąpieli w basenie, z ogródkiem pełnym pachnących róż i kwiatów. Zresztą, gdzie się nie ruszyłam, wszędzie towarzyszyły mi kwiaty, także już od śniadania włożone w wazonik przez mojego męża poprzez te napotkane na spacerze w choćby Costa Teguise (resortowej części wyspy). Wieczorem spędzaliśmy czas przy lampce dobrego wina miejscowego. Nie musiałam przez kilka dni kierować autem. Moim najlepszym sprzymierzeńcem okazało się słońce, dawno niezbrązowiała skóra nabrała nie tylko koloru, ale też blasku.





Uwielbiam żoną być!



jadąc na północ Lanzarote - Mirador del Rio

czwartek, kwietnia 06, 2017

jadąc na północ Lanzarote - Mirador del Rio

Lanzarote - afrykańska wyspa o powierzchni 845,9 km kw, należąca do Hiszpanii. Miejsce naszej podróży poślubnej, bardzo piękne i różnorodne. Powstała z wulkanu, jednak z nienaruszoną w pełni naturą, dopiero od kilku lat przyciąga nowych turystów. Na Lanzarote słońce świeci aż 330 dni w roku i głównie dlatego wybraliśmy ją na miejsce naszego wypoczynku i miłości w grudniu. Ta podróż okazała się dla nas idealna nie tylko ze względu na pogodę, przy której mogliśmy wygrzewać się na słońcu większą część dnia, lecz także z powodu całkiem przystępnej odległości, z Północnej Irlandii to 4 godziny lotu samolotem. Jak się okazało Lanzarote ma do zaoferowania niezrównanie piękne atrakcje powstałe naturalnie, nietknięte ręką człowieka, o których zobaczeniu wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć. Tego, jakie wyspa wywarła na nas wrażenie nie sposób wyrazić słowami, po prostu trzeba tu powrócić. Nie dość, że mocno czuć tutaj klimat hiszpański jeśli chodzi o styl życia, i populację to jeszcze dodatkowo można poczuć się zupełnie jak w innym świecie.. Różne plaże, piękne odcienie nieba, i liczne wulkany. Mieszkając w jednej z centralnych dzielnic w wygodnej villi z basenem, tuż przy wybrzeżu Atlantyku, oraz przy jednym z najpiękniejszych deptaków mogliśmy praktycznie w kilkadziesiąt minut zasmakować właśnie takich niebywałych doznań -jadąc na północ lub na południe Lanzarote. Odległości zdecydowanie przemawiają za tym, aby po dwóch, trzech dniach lenistwa plażowego wsiąść w auto i po prostu dotrzeć do celu. Tym razem spędzaliśmy większą część dnia w głównym mieście Wyspy na Arrecife, a stąd już czekała nas całkiem przyjemna trasa ku najpiękniejszemu zachodowi słońca jaki kiedykolwiek widziałam... Jakoś tak wzbranialiśmy się przed wypożyczeniem auta do ostatniej chwili, aby te wakacje jak najbardziej nietknięte były tym, co na co dzień mamy. Na Lanzarote wylecieliśmy praktycznie odcięci od świata, i wszystkie sprawy zostawiliśmy daleko w NI, bez laptopa, prawie w ogóle nie włączając tv, a także bez konkretnego planu na wynajem auta. Dopiero będąc tam, westchnęliśmy: Ah jaka ta Wyspa jest piękna! Trzy ostatnie dni to było szybkie wypożyczenie auta i objazd Lanzarote. Raz przeznaczyliśmy na to cały dzień a dwa razy dopiero czas od popołudnia. Ponoć to, co najpiękniejsze na Lanzarote można zobaczyć na południu El Golfo (to w kolejnym artykule) oraz na Północy punkt widokowy Mirador del Rio. Dzisiaj zabieram Was na wycieczkę w kierunku północnym. Mirador del Rio, to nie tylko punkt widokowy, który stał się celem naszej podróży, lecz także cała okolica, i to co znajduje się po drodze. Niektóre centralne punkty warto pozostawić na inne dni zwiedzania. Na odwiedziny południowych atrakcji polecam przeznaczyć cały dzień, bo jest ich po prostu więcej. Jak dla mnie potwierdza się powiedzenie więcej, nie znaczy lepiej, i tak właśnie zakątki szczytowe Lanzarote są dla mnie niezrównanie atrakcyjne. Jadąc na północ..

Zanim jednak opowiem o tym najpiękniejszym, nie sposób pominąć wszystkich napotkanych w kierunku Mirador del Rio miejsc. Zmierzając w górę wyspy zobaczycie kilka sporych rozmiarów wygasłych wulkanów i charakterystyczny rdzawo brązowy odcień, który przepięknie kontrastuje z błękitem nieba. My postanowiliśmy przystanąć, aby zachować kilka ujęć tych pięknych widoków, dawnych wulkanów, po większości których pozostał tylko ślad i nazwa nadana każdemu z nich. Na Lanzarote wulkanów jest aż 300, z czego niektóre uaktywniły się jakieś 100 lat temu podczas trzęsienia ziemi zalewając niektóre wioski lawą. Jeśli mówimy o wulkanach, to najwłaściwszym ich zobrazowaniem jest jednak południowo-zachodnia część Lanzarote, a w szczególności Park Timafaya, który najlepiej przejść w odrębnym dniu. Tutaj na północy znajdziemy kartery w otoczeniu roślinności z powodu bardziej wilgotnego klimatu niż ten na południu.

Oczywiście w naszym planie zwiedzania nie zabrakło miłych przystanków wśród kwiatów. Niewątpliwie w Hiszpanii należą do nich kaktusy, a najbardziej znanym ogrodem, w którym zatrzymaliśmy się w miejscowości Guatiza jest Jardin de Cactus. Ogród kaktusów przyciąga dobrym usytuowaniem dla podróżujących jeszcze wyżej. Sama atrakcja rozmiarowo do największych nie należy, oczywiście nie licząc kaktusów olbrzymów, które można zobaczyć właśnie tu. Choć jak dobrze się przyjrzycie, dostrzeżecie też malutkie dwu-trzy centymetrowe okazy. Jest tutaj aż 9700 sadzonek kaktusów, a na samym wjeździe zobaczycie duże plantacje opuncji dające owoce. Poza tym dzięki żerowaniu na nich specjalnego gatunku wszy sprowadzonej z Meksyku, której larwy dostarczają kwasu karminowego (ten jest naturalnym drogim barwnikiem) wykorzystywane są w przemyśle. Jakby tego było mało, miejsce jest urokliwe i specjalnie tarasowo zaprojektowane na dawnej żwirowni przez Cesara Manrique. Kaktusy są w ogrodzie rozplanowane piętrami, w zależności od wielkości, długości kolców. Sprowadzone z różnych zakątków świata, na powierzchni 500 m kw. stanowią odrobinę roślinności na tej wulkanicznej wyspie. W ogrodzie botanicznym byliśmy naprawdę krótko i udało nam się zrobić kilka zdjęć. Wstęp jest płatny.




Kiedy już wypoczęliśmy w pełnym słońcu wśród zielonych kaktusów, przyszło nam trochę ochłonąć. Intensywny, choć krótki deszcz sprawił, że nie zdecydowaliśmy się wchodzić do wszystkich zakamarków skalnych w kolejnym ciekawym miejscu Lanzarote. Właściwie jaskinie to zupełnie nie moje klimaty, skoro jednak mój mąż pozostawał zainteresowany zobaczeniem takich mrocznych zamkniętych pomieszczeń to ja pozostałam głównie z kilkoma zdjęciami uwieczniającymi deszcz przy wejściu do jaskiń. Jamenos del Aqua i Cueva de Los Verdes są to miejsca, gdzie przygotowano sale koncertowe, taneczne, restauracje, oraz muzeum wulkanologii. Przez naukowców nazywane są jaskiniami sekretów, bo ponoć ich głębokość (ponad 50 m p.p.m) tak naprawdę nie została zbadana. Liczne rozgałęzienia ciągną się od wulkanu La Corona przez około sześć kilometrów, aż do Oceanu Atlantyckiego. Z kolei ciekawostką jest też to, że w sali koncertowej nie występują zniekształcenia głosu. Z tego też powodu sławni muzycy dokonują tutaj nagrań. Po krótkim, acz ulewnym oczekiwaniu na męża oraz spacerze przy drugiej części jaskiń wyruszyliśmy w dalszą drogę. Wejścia są płatne.
Jadąc serpentynami w już powoli zachodzącym słońcu, zmierzamy do najpiękniejszego widowiska Lanzarote. Miejsce Mirador del Rio na zawsze pozostanie w sercach naszej trójeczki. Także Alexander pokochał to urwisko, które zabezpieczone po wcześniejszym posterunku artylerii dziś stanowi punkt widokowy ograniczony szklaną kopułą w najbardziej wysuniętym na północ miejscu, mieszcząc w sobie kawiarnię i sklep z pamiątkami rękodzielniczymi, skąd zakupiliśmy biżuterię na rocznicę ślubu. Z kolei najwyżej osadzony punkt (479 m n.p.m.) ograniczony został balustradą, tak, aby móc zobaczyć tylko niebo i ocean, oraz małą wysepkę La Graciosa (zamieszkałą przez zaledwie 600 osób) wraz z podpływającymi łodziami. Weźcie ze sobą kamerę, a na pewno dobry aparat, bo takich widoków prędko nie zobaczycie. Spektakularna panorama powstaje w wyniku przesuwających się chmur i zachodzącego słońca. Przy dobrej widoczności dostrzeżecie też naturalną lagunę - Salinas i ocean z której uzyskuje się sól w wyniku wyparowania wody w ziemistych szachownicach powstaje sól.  Miejsce jest wietrzne i warto zaopatrzyć się w cieplejsze odzienie. Zapłacicie także tutaj.




W rejonie północnym można znaleźć jeszcze inne atrakcje. m. in. Dolinę Tysiąca Palm w Harii, gdzie ponoć po urodzeniu dziewczynki sadzono jedną palmę, a po urodzeniu chłopca aż dwie. Poza tym jest tutaj Muzeum Miniatur, a także Cesar Manrique House Museum, dom wraz z dziełami projektanta. Dla zainteresowanych, przyjazny link z voucherem umożliwiającym atrakcyjny zakup biletów.



Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik