Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąż. Pokaż wszystkie posty
Garden's Heart - Crepe Paper White Rose

środa, marca 17, 2021

Garden's Heart - Crepe Paper White Rose

Z okazji naszej 5 rocznicy ślubu.. Marzec to dla naszej rodziny wyjątkowy miesiąc. Wspomnienie z wydarzenia marcowego prowadzi naszą rodzinkę przez życie. Połączyliśmy się w związek małżeński, i już lada dzień będziemy świętować drewnianą rocznicę! Wspaniałe doświadczenie, którego życzę każdej kochającej się parze. Nie muszę chyba Wam pisać jak mocno wiążące kobietę i mężczyznę.  Moje myśli krążące wokół tej pięknej daty sprawiły, że wreszcie zdecydowałam się wykonać z białej krepiny białe róże.. do bukietów ślubnych. Oczywiście najbardziej pasującym pod każdym względem kwiatem jest róża biała, na którą pomimo różnorodności we florystyce ślubnej decyduje się wiele par młodych.
Weekendownik Workshop
Mimo, że mój bukiet w dniu ślubu kościelnego w marcu nie miał róż, wiem doskonale dlaczego kwiaty te tak często są wybierane. Przede wszystkim róże pasują do kobiety, jak żadne inne. Pięknie komponują się z innymi kwiatami. Róże dobrze wypełnają kompozycję ze względu na kształt i układ płatków. Mają wiele gatunków i całą gamę kolorystyczną do wyboru, a ile jest przy tym samych odcieni bieli i kremu! Białe róże są moimi ulubionymi i to te cieszą się największym uznaniem na wszelkie uroczystości: ślubne, komunijne i chrzciny. Dlaczego je wielbię? Białe róże odkąd sięgam pamięcią podobają mi się najbardziej ze wszystkich róż. Szczególnie odmiany rabatowe, cięte o dużym pąku i mocnej łodydze. 

Weekendownik Workshop

Weekendownik Workshop


Białe róże, którymi usłana jest droga.. Panny Młodej. Ponoć przynoszą Jej szczęście podczas ślubu i wesela. U nas stroiły bukiet na ślubie cywilnym. Białe róże symbolizują światło w życiu i czystość myśli, oraz szacunek, które dajemy Komuś wręczając Mu bukiet białych róż. Róże białe często dedykowane są dzieciom na znak niewinnej i czystej miłości. Także kobietom, matkom oraz Matce Boskiej i osobom świeckim w kulturze chrześcijańskiej. Ponad to są w swym wyglądzie niezwykle delikatne. Z pewnością wszyscy kochają ogrody różane (KLIK), mimo, że nie wszyscy lubią ogrody białych róż, i białych kwiatów, które w założeniu już są romantyczne. Potrzebują one zielonego tła, a wówczas w dzień przepięknie sie prezentują a w nocy są mocno rozświetlone w blasku księżyca. Podobnie jest z bukietami. Biała róża promienieje i w pewnym sensie błyszczy na tle innych kwiatów. Choć obecnie niekoniecznie róże białe łączy się z zielonymi gałązkami. Znacznie częściej występują w kompozycjach współgrając z innymi białymi, czy z pastelowymi kwiatami, tudzież z trawą pampasową, prawie zawsze bez wielu liści.

Weekendownik Workshop

Właśnie dlatego najciekawszymi odmianami wydają się być róże białe z naturalnym kremowym, szampańskim, ecru, waniliowym, morelowym, różowym i wreszcie z odcieniem kości słoniowej zwykle po wewnętrznej stronie płatków. Już samo umiejscowienie takich róż z innymi białymi kwiatami sprawia, że bukiet nie jest jednorodny. Taki bukiet posiada kilka tonacji, i bardzo refleksyjny wygląd. A jak wiadomo róża ma zawsze lekko rozchylone płatki, których kolorystyka wraz ze etapem rozkwitu zmieni się. Jest to bardzo facsynujące i zresztą pozwala to również twórcom takim jak ja - florystom papierowym, na stworzenie indywidualnej róży w takiej formie, w jakiej potrzebujemy ją skomponować. Ja dodatkowo miałam możliwość dopracować odcień krepinowych płatków przy użyciu suchych delikatnych pasteli, w odcieniu popielatego beżu. W ten sposób powstała taka (całuśna) róża herbaciana (tea rose). Patrz wiersz Boyla. Oczywiście może przetrwać więcej niż róża świeża, bo w jej stworzenie włożyłam całe swoje serce.. I nadal je wkładam. (Zwiędły Listek Asnyka).

Weekendownik Workshop

Weekendownik Workshop


Pierwszą taką różę (kilka innych odmian tworzę od roku) wykonałam z krepiny włoskiej białej o niższej gramaturze, cieniując miejscowo płatki, dzięki czemu wyszedł efekt gradient. Z kolei liście z krepiny niemieckiej przygotowałam z użyciem projektu Lia Griffith z książki, którą posiadam. Tak, zdecydowanie podoba mi się ten projekt, którego liście są odpowiedniej wielkości do moich róż, co jest bardzo ważne aby całość wyglądała realistycznie. Poza tym projekt ten pozwala również osadzić liście na oddzielnej łodydze i tym samym dopasowywać listki do dowolnej kompozycji, bądź wcale ich nie dołączać. U mnie jeden bukiet z różami i liśćmi, a drugi minimalistyczny bez zielonych elementów. W bukiecie ułożyłam je z zaledwie kilkoma listkami. Bardzo mi się to podoba!

Weekendownik Workshop

Weekendownik Workshop

A White Rose


The red rose whispers of passion,

And the white rose breathes of love;

Oh, the red rose is a falcon,

And the white rose is a dove.


But I send you a cream-white rosebud,

With a flush on its petal tips;

For the love that is purest and sweetest

Has a kiss of desire on the lips.


John Boyle O’Reilly

  Weekendownik Workshop


Biała Róża


Słońce całuje listek białej róży 
złocistym promieniem, 
A ona oczy swe niewinne mruży 
z tęskniącem westchnieniem.

Upragnionego szczęścia płoną raje 
W tem cichem westchnienieniu. 
I już na wieki słońcu się oddaje, 
Drżąc w jego promieniu.
Różycki
Weekendownik Workshop

Weekendownik Workshop

Petals Of The White Rose


Dreaming by the morning moon

protected in a tight cocoon

so pale in the gloom

Petals of the white rose


Stretching at the sun light smiles

reflecting on its dew drop tiles

a glow that's seen for miles

The waking of the white rose


Delicate as the summer breeze

pearly white of royal genes

a queen within the garden green

the blooming of the white rose


Soft as love you give it when

hearts should touch a frail friend

before the gift of life might end

The message of the white rose


As we cry these tender woes

and say goodbye to them we know

they'll fly wherever spirits go

On petals of a soft white rose.


James Haley

Weekendownik Workshop


Weekendownik Workshop



Pierwsze cztery róże są masywne wielkością, jak widać. Stworzyłam dość sporo płatków i długą łodygę. Zdecydowałam się na krepinę włoską, ponieważ róże z krepiny niemieckiej, choć estetyczne, eleganckie sprawiają wrażenie 'grubo płatkowych', co ciekawie wygląda w pojedynkę, lecz już nieładnie w bukietach.... To mnie trochę odciąga od tworzenia z tej krepiny, ponieważ komponuję raczej nie solo, a do wiązanek.. Druga kwestia, że w swojej twórczości wolę pracować na rozciągniętej krepinie, lubię tworzyć kwiaty z rozciągliwej krepiny. Takie rozciągnięte wydają mi się realistyczne. Anemon (KLIK). W przypadku niemieciej krepiny widzę kwiaty ścisłe w pąku typu jaskry (KLIK). Zobaczycie je także w kolejnych wpisach. Może spróbuję wykonać różę z niemieckiej krepiny za jakiś czas, ale będzie to róża nierozwinięta zbyt mocno i odmiana mniejsza.

Weekendownik Workshop

Na koniec, jak zawsze trochę ciekawostek. O różach i o ich pielęgnacji można pisać setki artykułów, a i tak trzeba dodać, że do róż świeżych musicie mieć rękę umiejętnego ogrodnika. Wszyscy wiedzą też chyba, że na świecie istnieje bardzo wiele odmian róż, nowe hodowle wciąż zaskakują niezwykłością kwiatów, oraz nazewnictwa. Wiec zdecydowałam się przytoczyć Wam kilka z nich, które wydają mi się bardzo pokrewne mojej pracy z krepiny. Poza tym muszę dodać, że każda róża jest oczywiście nieco inna, nie ma dwóch takich samych, nawet w danej rabacie, nawet na jednej łodydze, w przypadku róż wielokwiatowych... każda róża jest nieco inna!

Weekendownik Workshop

White Rose Avalanche - to jedna z większych hybryd, o sporej ilości płatków i dość masywnej łodydze,  Rose Pope John Paul II, piękna biała bardzo duża i wdzięcznie rosnąca róża, czy Rose Chopin, wewnątrz nieco mocniej kremowa, piękna i romantyczna. Z kolei dość niesforna, niesymetrycznie rozwinięta róża John F Kennedy Rose jest bardziej ecru i jest godną przedstawicielką białych hybryd o ciemnych liściach. Jednymi z najbardziej znanych róż we florystyce są Kristall Rose, czy duże - Rose Polar Star. Moja róża mocno przypomina różę Rose Vendela Off White, i stawiam na tę różę w mojej kolekcji. A jak nazywa się Twoja ulubiona biała róża, czy potrafisz ją nazwać?


Jestem twórcą. Jeśli chcesz wykorzystać mój projekt, pomysł, lub zdjęcie - zapytaj mnie. 
Vanda Orchidea z krepiny dla mojego męża + Calendar 2021 February

sobota, maja 09, 2020

Vanda Orchidea z krepiny dla mojego męża + Calendar 2021 February

Maj to szczególny miesiąc, w którym obchodzimy kilka rodzinnych i nie tylko rodzinnych uroczystości. Już całkiem niedługo nasz uwielbiony dzień w całym roku - Dzień Matki. Dla nas najważniejszy ze wszystkich świąt w roku. Takie okazje jak Dzień Matki, czy inne okazje wręcz 'proszą', aby ukochanej osobie podarować piękny kwiat. Od pewnego czasu znalazłam swój sposób na to, aby obsypywać kwiatami solenizantów, jubliatów, najbliższych i też przyjaciół rodziny. Wspaniałe jest to, że taki upominek daje wyraz moim uczuciom i jest tworzony z sercem.

Kilka dni temu mój mąż obchodził urodziny i tak postanowiłam, że w tym roku, mimo iż z dala od bliskich i przyjaciół, bez imprezy urodzinowej - ten Dzień ma sprawić Mu ogromną radość. Przede wszystkim w związku z tym, że charakter nadchodzących majowych uroczystości będzie inny, pomyśleliśmy, że na wszystkie uroczystości zakupimy torty, i zrobią je osoby spoza rodziny. Dodatkowo chciałam, aby mój mąż poczuł się inaczej niż zwykle - zaplanowałam dla T. przepiękny kwiat. Oczywiście z krepiny. Nie miałam pojęcia na jaki kwiat się zdecyduję, bo uważam, że do mężczyzny, którego kocham, pasuje prawie każdy kwiat. Uwielbiam kwiaty.
Nie rozróżniam tutaj pasujących odmian - do mężczyzn, czy do kobiet. Po prostu miał być przepiękny i ... czerwony. Podpowiedź przyszła oczywiście na stronie Kwiatowych Dizajnerek (fp). Tam ujrzałam inspirację Anny. A mój kwiat był już gotowy po dwóch dniach, bez tutoriali, i bez szkoleń. Był taki, jak go sobie wyobraziłam i tak też go krok po kroku zrobiłam. Moim przekazem był kolor kwiatów. Zafascynowały mnie osobiście łodygi i liście. A jak wiecie - dla mnie temat gałązek, liści i  zieleni jest wciąż bardzo pożądany. I tak oto..
Jest storczyk stworzony z miłości (;)), który ze względu na budowę łodygi i układ liści nazwałabym - Vanda, a ze względu na rodzaj kwiata mógłby być praktycznie jednym z wielu storczyków. Odmian orchidei jest całe mnóstwo, i mimo iż wszystkie są o tej samej ilości płatków, z pręcikiem - różnią się właśnie kolorami, wielkością, kształtem tych płatków i ilością pączków. Rozróżnić je też można ze względu na warunki w jakich są hodowane. A ponieważ orchidea mojego męża jest 'wyhodowana' przeze mnie, to ja postanowiłam, że jednak będzie to storczyk Vanda. 
Vanda Orchid uznawana jest za królewską. Wielkość w odpowiednich warunkach może osiągnąć nawet 3 metry wysokości! Storczyk mojego meża osiągnął 70 cm, i większy już nie urośnie, To bardzo idealnie, bo w sam raz pasuje do szklanego wazonu, w jakim go umieściłam. Takie naczynie wspaniale pokazuje piękno storczyka. Widać strukturę liści a w przypadku żywych okazów można też bez problemu dostrzec ogromne korzenie (jak liany). Storczyki te w zasadzie są hodowane bez ziemi i doniczki, i zwykło się je eksponować, zawieszając na linkach (w szklarniach). W naturalnym środowisku, czyli w Azji, Nowej Gwineii i w Australii po prostu rosną dziko, zawieszone pomiędzy gałęziami w wysokich koronach drzew :)
Prawdopodobnie to przypadek, że zdecydowałam się na storczyka, jako prezent dla ukochanego, ale nie przypadek, że wybrałam kolor czerwony, a dokładnie krepinę w kolorze cranberry, rozjaśnioną kredkami różowymi. Tak więc płatki połyskują wewnątrz (refleksy świetlne), a w zależoności od miejsca ekspozycji, i oświetlenia, a nawet pod różnymi kątami - zmieniają barwę z bordo, na czerwień, i kolejno - na wiśnię :). Liście. Standardowo pozostawiłam na przygasłą zieleń, ponieważ ona sprawia, że kwiat wygląda minimalistycznie i delikatnie. Na jeden element jeszcze nie odkryłam patentu - korzenie. Według mnie, jest on zbędny, ponieważ nie zamierzamy wywieszać orchidei z 'korzeniami', a trzymać ją w wazonie, lub wyłożyć na ścianie. I choć w szklanym wazonie korzenie wypadłyby wizualnie rewelacyjnie, ja dla uzyskania zbliżonego efektu dorzuciłam suszoną trawę. Wygląda to całkiem dobrze.
A może to nie przypadek, że właśnie ten kwiat pojawił się w prezencie dla mojego męża? Wiadomo, że wręczając obdarowanemu kwiaty, mamy jakieś kryterium doboru. Nierzadko przekazując kwiaty, symbolicznie są to po prostu nasze uczucia, czy intencje względem tej Osoby. W moim bukiecie ślubnym były żywe orchidee białe i różowe - piękno, niewinność, radość, szczęście, czystość uczuć. Chcąc, nie chcąc (w kontekście moich słów na początku artykułu) orchidea od starożytności była jednak symbolem męskości, pożądania, zmysłowości, siły i płodności. Z jego kwiatów robiono afrodyzjak do picia...
To mój osobisty Heros, i dla Niego ten kwiat ;) A starożytni Grecy wierzyli iż takie bulwiaste orchidee o długich korzeniach są symbolem narodzin chłopca, z kolei odmiany o delikatnych pędach zwiastun urodzenia dziewczynki. Faktem pozostaje, że po dziś dzień storczyk jest symbolem miłości, piękna i płodności, a czerwony cechuje charakterystyka związana z pasją, siłą i odwagą. (zdj. mąż razem z tortem urodzinowym w motywach serc ludowych węgierskich - szeretet magyar folk art szíve :))


DLA CIEBIE!

Bardzo się cieszę, że zainteresowałam Cię moimi projektami kwiatów z krepiny. Przyjemnie jest obejrzeć zdjęcia natury, a także prac jakie powstają za sprawą tej natury.. Jest to ogromnie inspirujące. Chciałabym móc zawsze otaczać się kwiatami, i zachować ich obraz na długo. Wiadomo jednak, że kwitną one tylko w określonym czasie. Więc tworzę moje papierowe rośliny. Dodatkowo zdecydowałam się zachować ich obraz na nieprofesjonalnym, fotograficznym kalendarzu. Na blogu trwa akcja organizowana przeze mnie: prezent dla moich czytelników i przyjaciół - kalendarz kwiatowy w języku angielskim ze zdjęciami moich kwiatów z krepiny. Dzisiaj uzupełniona kartka z kalendarza na February 2021 - orchidea Vanda z krepiny. Zajrzyj koniecznie na najnowszą kartkę KLIK -na February 2022. Tam hortensje z krepiny (dość nietypowa kolorystyka, a jednak). 

W poprzednich artykułach podarowałam między innymi 2 okładki kalendarza. Na rok 2022 z moim portretem z dalią krepinową KLIK oraz uzupełniłam okładkę kalendarza 2021 z moim portretem i z anemonem z krepiny, to w oddzielnym poście KLIK. Jeśli jesteś zainteresowana/ny takimi prezentami (tymi miesiącami), polecam zaglądać w etykietę po prawej stronie bloga - Kalendarz. Tam będą wszystkie wpisy ze stworzonymi przeze mnie kalendarzami dla moich czytelników. Wystarczy obejrzeć kalendarz, i jeśli jesteś chętna/ny, zgłosić się do mnie po odbiór. Za darmo otrzymasz pliki z kartką miesiąca z kalendarza, który następnie sobie wydrukujesz, lub zgrasz na swój pulpit. Warunki pobrania i użytkowania opisałam w pierwszym wpisie KLIK. Zapraszam.


Jestem twórcą. Jeśli chcesz wykorzystać mój projekt, pomysł, lub zdjęcie - zapytaj mnie. 


kobieta w podróży poślubnej

poniedziałek, kwietnia 24, 2017

kobieta w podróży poślubnej


Dawniej nie marzyłam o podróżach do ciepłych krajów. Nawet gdy byłam 'dwudziestką', raczej kierowałam się do metropolii. Moje życie związane było z dużą aglomeracją, a turystyka tylko i wyłącznie z pracą. Możliwe, że czekałam na odpowiedniego towarzysza, no a dwoje to już całkiem dobra para podróżników. Jednym odpowiada samotna droga a mi jakoś tak ona nie pasuje.. Gdy na świat przyszedł Alexander nawet na myśl nam nie przyszło odległe podróżowanie, pierwsze były priorytety, a naszym był ślub. Możliwe, że tak miało być, że wszystko ułożyło się naturalnie, i poszło swoim torem. Nic nie przyspieszaliśmy. Była przyjaźń, było zakochanie, była miłość, była przyjaźń, rodzina. No i małżeństwo :) Po ślubie Alex miał już 3 i pół roku, i jak się okazuje w niektórych kwestiach stał się już całkiem samodzielny. Po długiej jesieni i wielkiej, dobrej stagnacji przyszła chęć na ogrzanie ciała i ogromna potrzeba słońca, także dla duszy. Już nie pamiętam Kto, ale śmiem twierdzić, że ja pierwsza rzuciłam hasło wyjazdu w kierunku Afryki. Moje marzenia były też marzeniami mojego męża. Z tym, że moje myśli kręciły się wokół Lanzarote, a męża myśli raczej były chęcią miesiąca miodowego. Potem wszystko się odwróciło, bo ja rozkochałam Go w pięknej Lanzarote, a On uczynił tą podróż czymś wyjątkowym dla mnie. Mężatka, lat 37, żyjąca w wilgotnej Irlandii zapragnęła pojechać po raz pierwszy do ciepłych Krajów. "Nigdy nie polecę do Hiszpanii, wszędzie, ale nie tam. Tam wszyscy latają. To takie nudne! Poza tym cała Zielona Wyspa lata na Kanary, więc Kanary też odpadają" - moje słowa. No oczywiście, gdzieś tam w zamyśle zawsze są Malediwy, a potem Japonia, w dalszej wizji może być Portugalia czy Grecja. Ale przecież nie Hiszpania, nie Majorka, nie Ibiza. Nie! Nie! Mamy małe dziecko, więc na pewno odpadają dalsze zakątki. Chwileczkę! Jest taka piękna wyspa, nieodgadniona, nieokiełznana, piękna, lazurowa i nietypowa. Lecimy w podróż poślubną na Lanzarote. Hiszpania, Afryka. Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Zresztą jest koniec roku, a my chcemy się wygrzewać. Poza tym nie wyobrażamy sobie lecieć bez Alexandra, lecimy w podróż poślubną we troje

Oczywiście najważniejsze miłości są zawsze przy mnie - także na Lanzarote. Dlaczego pokochałam Hiszpanię przekonałam się na Lanzarote. Przede wszystkim zaimponowały mi tradycje i ludzie, sympatyczne charaktery. Kobiety przygotowujące naszą willę do zamieszkania tak ogromnie żywiołowe i pracowite, wesołe. Kelnerka w barze szczerze uśmiechnięta, nie fałszywa, nie kokietliwa. Po prostu miła. Dlaczego żyjąc w Irlandii pokochałam Kanary? Na Wyspy Kanaryjskie dolecieliśmy w 4 godziny, a znaleźliśmy się w innym świecie, który pomimo różnorodności natury jest przyjaźnie nacechowany europejskimi akcentami znanymi z ulic naszego miasta. Żyć, nie umierać! Oprócz hiszpańskich restauracji są dyskonty m.in Spar. Super, nie trzeba gotować, wszystko jest pod ręką. Także ryneczek ze świeżymi owocami i warzywami. Idealne dla mnie rozwiązanie w podróży poślubnej ;) .

W gruncie rzeczy mimo tubylców o tej porze roku (koniec jesieni) znalazłam się na Wyspie tylko dla nas. Nie licząc właśnie takich miłych osób, które tutaj mieszkają na stałe, i świadczą na Lanzarote usługi my jesteśmy wśród małej grupy turystów, którzy co prawda tu teraz przebywają, ale jednak w dużej mierze są osobami w wieku średnim wypoczywającymi głównie mniej aktywnie. Hurra! Jestem na Bezludnej Wyspie :) Tak więc możemy się skupić głównie na sobie, na nas. Dzięki temu, jak również dzięki mężowi mogę podziwiać krajobrazy, wyleguję na plaży w spokoju, choć przyjaźnie nastawiona, do sporadycznych przechodniów. Właściwie nie jestem aspołeczna, ale tutaj chcę się wyciszyć. Nawet jeśli poświęcam energię, robię to dla NAS, nie dla innych. Wyszła ze mnie egoistka. Jestem przyjemnie zaskoczona, bo mogę tutaj być taka jak chcę, i nikt mi tego nie zabroni. Mąż wpatrzony we mnie jak w lusterko, posyła mi buziaki. Nasze dziecko uradowane podróżą. Czuję się wyjątkowo i widzę, że On też. Czy tak właśnie wygląda Młoda Para? 

Choć w podróży poślubnej jestem wolna to nie jestem sama :) Fajnie, że mam przy sobie ukochane osoby. Wszyscy mamy ogromną swobodę. Jednak w tej opowieści skupię się na mnie. Kobieta w podróży poślubnej może robić to czego nie ma na co dzień. Dziecko biega po willi samodzielnie, lub ze swoim tatą (który najczęściej jest poza domem w pracy). Wreszcie fajnie, że szczęśliwy mąż, który ma wolne od pracy, robi śniadanie do łóżka i zaprasza na obiad do restauracji. Super mieć chłopaków przy sobie. Oni są jak dwaj przyjaciele, to się nigdy nie zmieni, dzięki temu mam ogromny luz pod niektórymi względami, który tutaj na Lanzarote odczuwam szczególnie. Co zatem robi kobieta w podróży poślubnej? Relaksuje się! Nie sprzątam, nie siedzę w kuchni, nie biegam za dzieckiem, odpoczywam. Zresztą jeśli chodzi o gotowanie to już na większości urlopów praktycznie nie gotuję, no chyba, że akurat wypadają święta. 

Miałam zawsze taką wyobraźnię, aby latem móc nosić na głowie kapelusz i nie rozstawać się z nim na krok, a jedyną przeszkodą, która zawadiacko może mi ten plan pokrzyżować może być mocny wiatr. Tak mi się zawsze wydawało. Kiedyś próbowałam kapelusikowe marzenie zrealizować, to nad polskim morzem, to w ogrodzie naszego domu w czasie cieplejszego lata. Na nic się to nie zdało, bo stale kapelusz zdejmowałam z głowy biegnąc na wprost obowiązkom. Jednak tym razem wiedziałam, że się musi udać. Kupiłam nawet nowy z dużym rondem, granatowy i powiedziałam sobie, że nie groźny mi wiatr z którego słynie większość Wysp Kanaryjskich. W pierwszy dzień po przylocie swobodnie go założyłam i szalony wiatr zerwał mi go z głowy. Było to pierwszy i ostatni raz, nie licząc jednej wizyty na punkcie widokowym w Mirador del Rio. Od tego pierwszego dnia byłam przygotowana, bo miałam wszytą gumkę i o dziwo wiatry na Lanzarote się uspokoiły. Więc nawet gumka nie była potrzebna.

Zmiany w sobie rozpoczęłam już od momentu jak wykupiliśmy bilety lotnicze na Lanzarote, bo to był nasz pierwszy krok w kierunku tej wyspy. Może zacznę od tego, że oprócz kupna kilku rzeczy na letnią pogodę, oraz bielizny nie zrobiłam nic. Nie zaczęłam stosować jakiejś specjalnej diety, a już w samej podróży jedzenie na wyspie (świeże owoce) sprawiło, że schudłam 3 kg. Przed wyjazdem nie zapisałam się do solarium, nie wykupiłam wizyty u kosmetyczki. Zostałam sobą od początku do końca. Przed wyjazdem przygotowałam tylko kartę pamięci 'do działania', czyli opróżniłam tyle miejsca, aby móc robić minimum 700 zdjęć. Zresetowałam umysł, przeczytałam rozpoczętą książkę, aby nie brać jej w podróż. Napisałam kilka artykułów i odstawiłam pisanie bloga na ponad tydzień. Przed samym wyjazdem zrobiłam sobie szybkie ombre w warunkach domowych. Chyba tego mi było trzeba. Najważniejsze to wyruszyć w podróż nie pytając siebie o zbędne rzeczy, być pozytywnie nastawiona i być pewną, że to podróż naszego życia. Naszego, a nie kogoś innego. 

W podróży poślubnej miałam wiele czasu dla siebie. a skoro miałam go aż tak wiele dla mnie, to też więcej dawałam innym. Uśmiechnięta, pachnąca, zadbana, a zarazem naturalna. Z wypuszczonymi włosami, nałożonym kapeluszem, raz pięknie pomalowana, a innym razem bez makijażu. Pierwsze dni, to głównie plażowanie i wypoczywanie w naszej willi, w której zresztą mogliśmy zażywać kąpieli w basenie, z ogródkiem pełnym pachnących róż i kwiatów. Zresztą, gdzie się nie ruszyłam, wszędzie towarzyszyły mi kwiaty, także już od śniadania włożone w wazonik przez mojego męża poprzez te napotkane na spacerze w choćby Costa Teguise (resortowej części wyspy). Wieczorem spędzaliśmy czas przy lampce dobrego wina miejscowego. Nie musiałam przez kilka dni kierować autem. Moim najlepszym sprzymierzeńcem okazało się słońce, dawno niezbrązowiała skóra nabrała nie tylko koloru, ale też blasku.





Uwielbiam żoną być!



pielgrzym

środa, grudnia 14, 2016

pielgrzym



27  grudnia 2008 roku  Po niespełna dwunastu miesiącach życia na emigracji w NI, naszła mnie ogromna chęć aby wyruszyć w moją własną pielgrzymkę w bardzo interesujące miejsce nazywane świętą górą Północnej Irlandii. Slemish Mountain. Zyjąc wcześniej na południu Słowacji i niegdyś będąc ministrantem w kościele katolickim, odbyłem kilka pielgrzymek wraz z przyjaciółmi ze zgrupowania do którego należałem. W ogóle odkąd pamiętam zawsze mocno związany byłem z Bogiem, a dodatkowo chętnie wędrowałem odnajdując Go we wszystkim co po drodze napotkałem. Przez ładnych parę lat udzielałem się w skautingu, a siebie odnalazłem uprawiając sztuki walki i styl życia węgierski - baranta. Wiązało się to z częstymi wędrówkami i aktywnym trybem życia. Właściwie jak przybyłem do Ballymeny, skupiłem się na pracy, co bardzo mi zaczęło odpowiadać. Jednak przez cały czas natura i wędrówki pozostały dla mnie czymś ważnym, i wartością z której nie mógłbym całkowicie zrezygnować. Teraz, kiedy o tym opowiadam jestem już mężem i ojcem, głównie skupionym na naszej rodzince, choć wspólnie spacerujący, podróżujący (także na Górę Slemish) i właściwie to nie tęsknota, a raczej miłe doświadczenia powodują, że wspominam świetnie te wcześniejsze samotne wędrówki.

Pamiętam moment, jak podziwiałem z okna domu, gdzie zamieszkaliśmy z żoną już kilka lat temu, a także z widokówki kupionej w księgarni zupełnie na samym początku mojego pobytu w Północnej Irlandii -górę, oddaloną od naszego okna pewnie jakieś kilkanaście mil - wybaczcie za brak dokładności z google maps, ale wówczas w ogóle nie korzystałem z internetowych wskazówek. Zwykle do tego celu używałem wyczucia, wyobraźni, kompasu, własnych nóg, i wiedzy zdobytej podczas różnych obozów. To praktycznie zostało mi do dzisiaj, a z kolei moja żona jest bardziej związana z elektroniką, choć na szczęście oboje bez tego potrafimy świetnie sobie radzić. Tak więc pozostawiony sam sobie (nie samotny), po tym jak otrzymałem od zmęczonego 12 godzinną pracą kolegi odmowę na moją propozycję wspólnej pieszej wyprawy na Slemish, skoro świt wyruszyłem w trasę sam. Pamiętam, że temperatura w ciągu dnia utrzymywała się w granicach od 3 do 7 stopni.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik