
Ile to już lat minęło, gdy ostatni raz jako licealistka wraz z grupą szkolną wypoczywałam w domku drewnianym. Przyznam, że miało to swój niezapomniany urok, i wtedy nie zwracało się uwagi na rodzaj drewna z jakiego były wykonane domki, liczył się klimat i towarzystwo przyjaciół ze szkolnej ławy. Czasy się zmieniły, i owszem, może gdzieś tam jeszcze po drodze w życiu pojawił się nocleg w domku a'la drewnianym. Ale takiego zapachu drewna, i zarazem wygody w dobrym wydaniu jak w Domkach należących do właścicieli
Karczmy na Lednicy nigdy wcześniej nie zaznałam.

Podczas tego urlopu w Polsce chcąc obejrzeć nieznane nam do tej pory wypoczynkowe atrakcje Wielkopolski, postanowiliśmy poznać otoczenie Jeziora Lednickiego i tutaj właśnie skupić swój pobyt. Właściwie te ostatnie dni naszego pobytu w Polsce stały się jego kulminacyjnym i najważniejszym punktem. Dlatego właśnie postanowiłam zrobić cykl artykułów z tego miejsca. I jako pierwsze pojawią się wrażenia z samej miejscówki, gdzie spaliśmy, ale też jedliśmy i wypoczywaliśmy. Bo jak się okazało sama Karczma posiada ogrom atrakcji do zaoferowania dla swoich klientów. Dlaczego to miejsce tak bardzo mnie zachwyciło, że postanowiłam napisać o nim, mimo iż wpis nie jest sponsorowany? Nie zdarza się to często, a przecież rocznie odwiedzamy hotele i tego typu obiekty co najmniej kilka razy.

Może zacznę od samej tradycji tego miejsca, której źródła na dzień dzisiejszy nie poznałam (może uda się porozmawiać na ten ciekawy temat z właścicielami obiektu przy okazji kolejnych odwiedzin, bo przecież Pan Ryszard jest niesamowicie miłym i rozmownym człowiekiem) ale za to poznałam istotę jej działalności, jak przypuszczam. Już pierwszego dnia po przyjeździe do Karczmy i na teren całej posiadłości, zauważyłam jaki urok posiada, i jak bardzo jest zadbana. Po przebudzeniu o poranku, gdy moi mężczyźni jeszcze spali wybrałam się obejrzeć wszystko to, czego wieczorem nie zauważyliśmy.
Przeogromny spokój, mimo wielu budynków, pachnące truskawki na polu, które już pięknie dojrzały i są gotowe do zbioru. W polu pracowało kilka osób, a ja chcąc chłonąć bardziej zapach świeżych owoców, chodziłam tam wzdłuż pola i czułam się jak nowo narodzona. Ponoć nieopodal jest pole kukurydzy w kształcie labiryntu, należące do właścicieli. To nasz drugi dzień pobytu i nadal nie poznaliśmy wszystkiego tu na miejscu, a przed nami jeszcze sporo atrakcji na terenie całego Parku Lednickiego.


Całe gospodarstwo opiera się głównie na kulinarnej działalności. Państwo Henzel szalenie dbają o teren i wielką opieką obdarzają nie tylko klientów, lecz również zwierzęta, którymi się zajmują w specjalnych drewnianych domkach tuż za Karczmą, gdzie odwiedzającym ukazują się dodatkowe atrakcje. Dużą pielęgnacją, co widać, obdarzają rośliny i kwiaty z 'własnego ogrodu'. Właściciel wspomniał o truskawkach, a pod koniec pobytu, podczas naszej krótkiej rozmowy chwaląc obiekt i smaki kuchni, które poznaliśmy głównie na śniadaniach nie wyszczególniłam w tej rozmowie truskawek. A truskawki... One były po prostu boskie! Otrzymaliśmy je również jako dodatek do śniadania.

Ale zgodnie z propozycją właściciela pozwoliliśmy sobie zerwać trochę 'do koszyczka' wieczorem. I wiecie co? Nigdy takich dobrych truskawek nie jadłam! Trafiło się kilka zielono-żółtych i te były jak poziomki. Smaczne, słodkie, soczyste, nie gorzkie - tego nie da się opisać :) Wibrujący smak, słodycz z kwaskiem. Jeśli takie truskawki są w Wielkopolskim, to ja chętnie na zbiory przyjadę każdego roku. A prawdę poznałam nieco później.. Czytając jeden z artykułów o grupie lokalnej - Stowarzyszeniu Światowid, do której Państwo Henzel należą. Jako jedyni w całej
broszurce dysponują plantacjami truskawek, a nawet ekologicznych malin. Firma Henzel z wielkim zaangażowaniem zajmuje się też ogrodnictwem. Byłam, odwiedziłam - potwierdzam, zbiory są wspaniałe i smaczne.
Co prawda my ulokowani byliśmy jakieś 200 metrów przed Karczmą - w domku drewnianym, więc w niczym nie przeszkadzało nam to biesiadowanie, a wręcz przeciwnie - mogliśmy z dala przyglądać się jak wszystko ładnie jest zorganizowane. Zaraz przypomniał nam się nasz ślub w
Karczmie Kummerówka z naszego regionu. Niesamowite wrażenie! Ogrom aut parkujących przed karczmą bardzo nas zaskoczył. W samym obiekcie naliczyłam co najmniej kilka oddzielnych pomieszczeń na parterze i na piętrze, gdzie można zorganizować spotkanie, szkolenie, party, czy wesele. Do tego dochodzą jeszcze zadaszone budki na zewnątrz obiektu, z możliwością grillowania, z ustawioną tutaj wędzarnią (na śniadanko pyszne kiełbasy z własnej wędzarni) oraz kolejne drewniane budki z miejscami na ognisko - te również należące do obiektu tuż przy samej linii brzegowej.

Wszystko w drewnie. Karczma, domki i budki osłaniające stoły zewnętrzne. Nawet karta dań w dwóch wersjach drewnianych - oprawa. Karczma jest ogromna i wykonana jest z głównie z drewna. Każdy szczegół jest solidnie dopracowany i czysty. Stoją tu stoły o różnych wielkościach i z różnym przeznaczeniem, niektóre są pięknie rzeźbione. W oknach znajdują się firanki pochodzące z rękodzieła, a na balkonach doniczki z kwiatami. Króluje tu drewno i kwiaty. Co ważne z Karczmy można wyjść nie tylko jednymi drzwiami, ja naliczyłam co najmniej 6. Świetne rozwiązanie, bo można znaleźć tutaj swój kąt i szybko się przedostać do podjazdu lub do części w której znajdują się atrakcje usytuowane w kierunku jeziora.

Domki są trzy duże przed Karczmą i dwa mniejsze za Karczmą. Właściciel opowiedział, że poszerzył o tę rozbudowę cały obiekt dosłownie niedawno. Prawda jest taka, że domki są nadal budowane, możliwe, że, gdy przyjedziemy tu za rok, lub dwa - naszym oczom ukaże się osiedle domków. Póki co na środku dostojnie umieszczone są trzy słomiane mamuty - piękne, że aż trzeba się przy nich zatrzymać. Muszę przyznać, że domki stanowią idealne uzupełnienie do oferty Karczmy, szczególnie z myślą o przyjezdnych gościach weselnych, ale nie tylko. Wyobraźmy sobie, że trzy domki za Karczmą zostały zajęte przez gości weselnych, w Karczmie odbywa się ślub i dodatkowo przyjeżdżają przypadkowi goście z podróży - tacy, jak my (zwiedzający piękne okolice Lednogóry). Takie domki dają poczucie niezależności i odrębności. Można tutaj spędzić spokojnie noc, a rano udać się na pyszne śniadanie, później wyjść na spacer po całym obiekcie, lub za domkiem zażywać słońca.

Większe domki posiadają salon z odbiornikiem tv, stołem i z sofami, a także oddzielne pokoje na parterze i na piętrze (w każdym jest łazienka z prysznicem). Najbardziej urzekają schody, wykonane z pojedynczych olbrzymich bali. Podobał mi się dodatkowy akcent ludowy - zielone zasłonki w oknach, a także piękna retro lampa... W domku panuje przyjemny klimat, jest zresztą klimatyzator i jeszcze przyjemniejszy cień. Również dobry zapach drewna, za którym tęskniłam przez lata. Po przebudzeniu czułam klimat wsi, gdzieś za oknem słyszałam piejącego koguta.. poczułam zapach truskawek, i zobaczyłam piękny wschód słońca.

No właśnie, wreszcie mogę Wam opowiedzieć o dodatkowych, już nie tylko stworzonych a zaadoptowanych przez właścicieli naturalnych atrakcjach, które ucieszą nie tylko dorosłych podczas pobytu. W czasie, gdy już się nasycicie dobrym posiłkiem, warto udać się 'na tyły' Karczmy, na plac zabaw (cały z drewna i słomy), a także po to, aby obejrzeć mini zwierzyniec, którym opiekują się właściciele. Alpaki, króliczki, kozy, czarne świnki, woły, bażanty i pawie, no i oczywiście kury z kogutami. Nie wiem, czy o jakimś zwierzątku nie zapomniałam? No pewnie, jak mogłam, jest jeszcze bocian, który przechadza się nieopodal tego zwierzyńca i w kierunku jeziora. Bociek czuje się jak widać bardzo zadomowiony i niełatwo go spłoszyć. W ślad bociana kierujemy się nad jezioro, a tam...

Każdego ranka, a także wieczorami odpoczywamy. Idziemy na kładkę drewnianą, położną przy zaadoptowanej plaży, bujamy się na ławkach, a nawet pływamy. Wieczorem jest tutaj kilka innych osób, ale rano, po śniadaniu jedyne co zastajemy to piękne słońce, ciepłą wodę, i świergot ptaków mieszkających nad wodą. W wodzie pływają małe rybki, a przy brzegu widać trzcinę i czarny bez popularny w tym regionie. Widać, że w weekend była tutaj impreza urodzinowa, po której pozostało dogaszone palenisko i kolorowe zawieszki. Odnalazłam tu spokój i wypoczynek najlepszy od wielu lat, a w pamięci zachowam wiele z tych detali ale też słodki smak pomidorów, cudowny zapach truskawek, dobre domowe kiełbaski ze starej wędzarni a także najlepszą jajecznicę jaką jadłam w życiu. Pora ruszać na zwiedzanie okolic - bo jest ich cała masa. O tym w kolejnej części cyklu - Jezioro Lednickie. Koniecznie zajrzyjcie, bo właśnie tuż za polem karczmy pierwsza z atrakcji tego regionu
Muzeum Pierwszych Piastów.


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś o obsłudze i o warunkach, a także o dodatkowych umiejętnościach osób pracujących w obiekcie. Od samego początku widzieliśmy pełen profesjonalizm, czystość i dużo serca włożonego w zadowolenie klienta. Panie kelnerki są bardzo zaangażowane, ładne i pracowite. Mają piękne białe koszule (tudzież tuniki z ludowymi, kolorowymi haftami). Aż przyjemnie popatrzeć! Wszyscy tutaj pracujący lubią dzieci, zresztą dzieci tutaj na imprezach jest wiele. Nasz Alexander dostał jabłko od właściciela, sam o nie poprosił widząc ciekawą próżniową gablotkę, w której były umieszczone owoce. Właściciel osobiście podał Mu największe jabłko :) Dziękujemy serdecznie.

Ponoć w Karczmie organizowane są też warsztaty dla dzieci i dla dorosłych o tematyce kulinarnej. Chętnie kiedyś tu powrócimy, aby czegoś nowego się nauczyć. Póki co polecam Wam to miejsce, które chociaż w samym centrum najznamienitszych ziem Wielkopolski, i znane okolicznym osobom biesiadującym, położone jest niebezpośrednio przy autostradzie, dlatego też nie wszyscy tutaj docierają... W sumie o to chodzi, bo praca Karczmy skupia się na wyjątkowych okolicznościach weekendowych i otwarta jest na wszystkich chętnych poznać kulturę Lednogóry. Jednak jestem pewna, że właściwe osoby, odnajdą tę krainę. Jestem też przekonana, że takimi osobami są czytający tego bloga. Więc gorąco polecam!