Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty
Wschód Wyspy Irlandii - w poszukiwaniu inspiracji

czwartek, lutego 18, 2021

Wschód Wyspy Irlandii - w poszukiwaniu inspiracji

Ostatnio najbardziej oddałam się twórczości, i także edukacji mojego syna w domowych warunkach. Moje myśli o izolacji, o przyszłości życia, a także o tym co mnie i moich bliskich pcha do przodu w trudnych czasach pandemii przywołały moje wspomnienia o tych małych wydarzeniach z codzienności wziętych. Myślę, że to wielkie szczęście żyć w zgodzie z naturą, żyć w Kraju spokojnym, trochę 'wiejskim'. Postanowiłam Wam wreszcie napisać o niektórych naszych wyprawach, o których nie pisałam wcześniej a jakie odbyliśmy głównie w poprzednim roku. Tak naprawdę jest tego sporo, dużo więcej z całego roku, ale nie wszystko mogę zawrzeć w jednym wpisie. Jeśli chodzi o ostatnich kilka miesięcy oczywiście musieliśmy dostosować się do restrykcji i zwolnień jakie także na wyspach UK i Irlandii panowały. Zdecydowanie przebywaliśmy w odosobnienu, i jedynie na świeżym powietrzu. Z kolei ostatnie tygodnie, gdy ogłoszono całkowitą blokadę - to moment gdy skupiłam się już tylko na nauczaniu syna. Jesli chodzi o poznawanie innych kultur. Jak to sie mówi - co się odwlecze, nie uciecze. W naszym domu zawisła ogromna mapa świata, prezent Walentynkowy, który już zapinowany, utwierdza nasza familię w tym, że przygoda z podróżami dopiero się zacznie na dobre... 
Ja i moja rodzinka, my zdecydowanie najmilej zawsze wspominamy te wyprawy, które spędzamy na świeżym powietrzu. Chociaż, fajnie też byłoby tak móc powrócić do czasu, kiedy mogliśmy bawić się bez oporów na krytym basenie i w jacuzzi, gdy Alexander po raz pierwszy uczył się pływania bez koła ratunkowego... na styropianowej desce. Irlandia, zarówno Północna, jak i Rebublika zawsze pozwala nam się odkryć na nowo. W każdej porze roku ma do zaoferowania swoje piękno. Nas fascynuje podróżowanie po niej rodzinnie. W miesiącach cieplejszych odwiedzamy ogrody, parki i obszary górskie a zimą spacerujemy i zwiedzamy muzea, a także relaksujemy się w wynajętych obiektach self catering. Zawsze (o każdej porze roku) przyjemnie jest przejść się promenadą nad brzegiem Morza.  Mamy do morza i do oceanu prawdziwy rzut beretem! 




Już po raz trzeci odwiedziliśmy okolice Hrabstawa Down - miejsca położone poniżej i wzdłuż wybrzeża stolicy Irlandii Północnej, Belfastu. Na poprzedniej naszej trasie byliśmy w znanych i bardzo znaczących punktach na mapie np; Zamek Królewski Hillsborough. Przeczytacie o tym tutaj: (KLIK). Kilka lat temu Bangor, (KLIK), Newtownards (KLIK), Holywood, (KLIK), Portaferry (KLIK). Pozostało nam jeszcze w okresie letnim zobaczyć jeden znany zamek, Ward Castle. A tym razem pokażę Wam bardzo znaczące w Irlandii miejsce, wioskę w której znajduje się najstarszy zamieszkany do dziś zamek, oraz zabiorę Was na spacer w położonym całkiem niedaleko od Belfastu -Lisburn, mieście przemysłu lniarskiego. Na koniec takie marzenie, wspomnienie. Może uda się nam też w tym roku popływać?


Wybrzeża Wyspy Irlandii rozciągają się dookoła wyspy, oferując spokojny wypoczynek w nadmorskich apartamentach, gdzie zaczerpnąć można sporą dawkę jodu, ale też zapewniają niezapomniane widoki podczas spacerów wzdłuż licznych zatok. Niby jest to obszar turystyczny, ale czuć tutaj taki spokój, nie ma wielu ludzi, co powoduje, że można odpocząć nie tylko fizycznie ale też umysłowo. Nie ma to nic wspólnego z relaksem znanym mi z polskiego Wybrzeża Bałtyckiego, zgiełku i wspomnień lata, plaż przepełnionych wczasowiczami (co również ma swoje plusy). Na Wyspach jest to inny rodzaj urlopu, według mnie bardzo potrzebny każdemu człowiekowi. Nie bez powodu to właśnie takie zatoki odwiedzają poeci, pisarze, aby nabrać weny twórczej. Oczyścić umysł. No cóż, każdemu artyście tego potrzeba.




Od Lisburn do Killy Leagh. To pierwsze miasto leży tak naprawdę w sąsiedztwie stolicy Irlandii Północnej, Belfastu, zaledwie kilka mil od niego. Zazwyczaj tętni tu życiem, uliczki są odwiedzane przez mieszkańców, ale też przez turystów. Kiedy tu bylismy, panował stoicki spokój, a my spacerowaliśmy przez kilka godzin głównie w Parku - przy Walled Gardens, skąd rozpościerają się cudowne widoki. Park publiczny przynależy do miasta od 1903 roku, a ogrody od XVII wieku. To właśnie tutaj odkryto rzędy tarasów piaskowcowych, ze schodami i balustradą z 1677 roku. Są czynne w sezonie. Poza tym w parku ukryty jest też schron przeciwlotniczy z II Wojny Światowej, oraz pomniki i fontanna. Park łączy się z wejściem do słynnej Katedry, głównego Kościoła Irlandzkiego.


W mieście narodził się w 1698 roku przemysł lniarski, a jego założycielem był protestant Francuz Louis Crommelin. Tak naprawdę obszar dookoła miasta otaczały młyny, oraz pola lniane. Było kilka fabryk z przeznaczeniem na wytwórstwo tkanin. Głównie kwitnął tu przemysł związany z wytwarzaniem pościeli. Kilka zabytków do dziś o tym przypomina. Miejscem gdzie poznać można tajniki tkactwa, jakie znałam z teorii, i o których czytałam obszerne książki 20 lat temu, pracując w tej branży - jest Muzeum Lisburn i Irish Linen Centre. Dla kontrastu, idąc uliczkami, przy tym klasycznym muzeum, warto też wejść do awangardowego muzeum Science, gdzie zetkniecie się ze sztuką nowoczesną i drugim obliczem miasta. Bo Lisburn takie jest. Widać to nawet przebywając w centralnym punkcie miasta!


Jest jeszcze kilka ciekawych miejsc, które chętnie odwiedzilibyśmy. Myślę, że nadchodzi odpowiedni moment, aby w Lisburn w sezonie nasz siedmiolatek zobaczył Ulster Aviation Society, gdzie corocznie odbywają się pokazy lotnicze na Balmoral Show (Dni Rolnicze). Wykonywane są przez lotników Royal Air Force Station. Poza tym w starym hangarze można podziwiać 40 samolotów i helikopterów, zgromadzonych od 1968. Dla żądnych aktywności poleciłabym Park SkyForest, centrum aktywności, gdzie prócz wspinaczki także popływać można kajakiem, i zagrać w paintball. Dla lubiących spacery, i zabawy na świeżym powietrzu proponuję odwiedzić Wallace Park, w którym na ogromnej przestrzeni zorganizowano atrakcje dla najmłodszych i ich rodzin. Ciekawostką jest to, że Park jest siedliskiem dla ptactwa i... nietoperzy! Na koniec warto wstąpić do rzemieślniczego browaru Hilden mieszczącego się w gruzińskim domu od roku 1824. Grywana jest tutaj tradycyjna irlandzka muzyka na żywo, a w sierpniu odbywa się tu festiwal piwa. Z kolei w maju na skwerze w mieście panuje Continetal Market - z tradycjonalnymi potrawami z różnych krajów (26 wystawców).

Teraz przenoszę Was nieco bardziej  na wschód Irlandii - bardzo blisko brzegu Zatoki Strangford (zdjęcie tytułowe), i o dziwo nie tylko związane z rybołóstwem, ale też jak Lisburn z przemysłem lnianym, i co jeszcze bardziej ciekawe także z festiwalem mlecznej czekolady. Nie wiadomo, który z tych walorów wioski Killy Leagh jest najważniejszy. Więc może zacznę po kolei. Przede wszystkim wioska słynie z zamku, najstarszego takiego na całej wyspie, który jest zamieszkany po dziś dzień przez młodsze pokolenie pierwszych właścicieli. Ten piękny obiekt z szeroko otwartymi bramami, nawiązujący swą budowlą do słynnych zamków francuskich znad Loary, którą zyskał w XIX wieku, jest najbardziej charakterystycznym miejscem w całej wsi. Został on wybudowany w XII wieku w celu obrony od najazdów Szkotów i Anglików,  i jest miejscem historycznym. 


Jednakże zamek zasłynął też z czasów obecnych, i odbywających się tu koncertów, jak również serialowej produkcji filmowej. To tutaj i na biegnących obok uliczkach skoncentrowane jest życie miejscowej ludności. Uwierzcie mi, jest tutaj bardzo uroczo! (Spacer ogromnie nas relaksował). Stąd pochodzą znani na cały Kraj a także niektórzy wyemigrowani do Ameryki bohaterowie narodowi. Niewątpliwie jedną z takich osobistości był Hans Sloane, który urodził się tu i przez wiele lat pasjonował się botaniką, medycyną, oraz zbieractwem nad brzegiem Strangford jaj ptasich i nadmorskich roślinności -przekazując je później do British Museum, jako założyciel. Sir Sloane był też osobistym lekarzem króla Jerzego II. Następnie przebywał w celach badawczych na Jamajce, skąd przywiózł informacje o tamtejszej, nieznanej wówczas w Anglii naturze, i później zwiózł mnóstwo okazów botanicznych. Była to także wiedza o jamajskim kakao, rozgrzewającym, leczniczym napoju. Następnie Sloane łącząc je z mlekiem opracował aromatyczną mieszankę - pitną czekoladę mleczną. Informację o kakao przekazał w Londynie. Z kolei patent na mleczną czekoladę udostępnił Johnowi Cadbury w Birmingham, gdzie w fabryce Cadbury rozpoczęto jej wyrób.


Kochani nie wiem jak Wy, ale ja gorącą czekoladę uwielbiam, równie mocno, jak szampana z truskawkami. Mimo iż od jakiegoś czasu na co dzień staram się unikać tych rozkosznych smakołyków, są też takie chwile kiedy ulegam i wraz z bliskimi daję się ponieść temu, co najlepsze. Dlatego też z przyjemnością odwiedzę z rodziną Dziedziniec zamkowy w Dzień Czekolady, aby posmakować oferty różnych wytwórców. Mam nadzieję, że w tym roku odbędzie się to wydarzenie!



u Retro Barbera i w Muzeum Kolejnictwa, Enniskillen

piątek, października 23, 2020

u Retro Barbera i w Muzeum Kolejnictwa, Enniskillen

W te wakacje, w przerwach od lock down na Wyspie na której mieszkamy, udało nam się zrobić kilkudniowe tripy, coś a'la letnie wczasy. Będziemy je na pewno miło wspominać, kiedy syn powrócił już do zajęć szkolnych od września. Drugim naszym wakacyjnym wyjazdem była kilkudniowa wyprawa w kierunku Krainy Jezior - Enniskillen, gdzie wypoczywaliśmy oczywiście raz relaksując się totalnie, a raz poznając historię i zabytki tego obszaru. Jak to do mnie podobne 'wycisnęłam' z miejsca ile się da, tak, aby każdy był zadowolony. Wiedząc, że następiło spore poluzowanie restrykcji w Irlandii, zorganizowałam mojemu młodszemu chłopakowi wizytę u fryzjera po kilkumiesięcznej przerwie od takich salonowych zabiegów (obcinałam chłopakom włosy sama zgodnie z nową modą ;), zakupiliśmy maszynkę i byłam na etacie fryzjerki). 
Weekendownik
Może nie byłoby w tym Enniskillenowym obcinaniu nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przy okazji tego wyrównania włosów spod ręki prawdziwego retro barbera (męskiego fryzjera), zwiedziliśmy mieszczące się tam Muzeum Kolejnictwa, powstałe ze zgromadzonych przez ostatnich kilkanaście lat esponatów i kolekcji tegoż Fryzjera, Jego rodziny, oraz przyjaciół. To Muzeum to perełka regionu, ponieważ zawiera bardzo dużo drobnych ekspozycji, jakich nie zobaczycie w większych tematycznych Muzeach związanych z transportem, także w takich, które my już odwiedziliśmy KLIK. Jest to miejsce mieszczące na niewielkiej powierzchni tysiące mniejszych i większych gadżetów vintage, którym jednak polecałabym się dokładnie przyjrzeć. 
Weekendownik
Pamiętam bardzo dobrze czasy kiedy byłam dzieckiem, małym podróznikiem, a w te podróże zazwyczaj wybierałam się z moim tatą. Kolej to miejsce, które zawsze będzie przywoływać we mnie pozytywne wspomnienia i ciepłe uczucia. Ahoj przygodo! Nie ważne czy te przygody kojarzą mi się z przejażdżką, czy też - jak mojemu synowi z kolekcją Lego pociągów i z pewnością z lubianym od dawna bohaterem Ciuchcią Thomasem, a może w Twoich wspomnieniach byłyby to pociągi kolekcjonerskie (modele), które układasz, lub myśl o pracy w transporcie, jaką wykonywał Ktoś z Twoich bliskich - w tym Muzeum podobnie jak my przeżyjesz ciekawą przygodę, przeniesiesz się w czasie.
No i czywiście przy okazji obetniesz włosy. ;) W przypadku naszego syna cięcia nie było wiele, ale i tak wprawne nożyczki poszły w ruch. Wreszcie włoski zostały docięte profesjonalnie. Gdyby nie fakt, że dalej czekało na Niego mnóstwo wrażeń, pewnie usnąłby w fotelu. Najbardziej mojemu dziecku podobał się właśnie fotel i zawieszki dookoła niego. Skórzane ławki tego dnia nie były pełne oczekujących z wiadomych względów. Zresztą ja osobiście jestem zdania, że w Muzeach nie powinniśmy niczego dotykać.

No więc warto po takim 15 minutowym cięciu syna, i naszym wyczekiwaniu z boku 'na stojąco' wyruszyć na zwiedzanie. Kiedy już zasilisz niewielką opłatę za cięcie, niech Cię nie zwiedzie pełne różnych biletów zrekonstruowane biuro rezerwacji (przypominające kasę) z dworca kolejowego, które przywitasz na wstępie. W Railway Museum za wejście się nie płaci. Działa ono jako Organizacjia Charytatywna. Również podczas obchodów i festynów współpracownicy aktywnie pracują na mieście Enniskillen, sprawiając radość młodszym i starszym.

Weekendownik

A teraz kolejno podglądaj wiele artefaktów z ziem hrabstwa Fermanagh i okolicznych oddziałów Kolei Żelaznej działającej do roku 1957. Mundury, znaki i instrumenty sygnalizacyjne, dokumenty i narzędzia do ich wystawiania, typu pieczęci, maszyny do pisania, telegrafy. Na ścianach i w ramach są nawet plakietki, prasa, zdjęcia. Oczywiście jak na kolej w dobrym wydaniu przystało - na stoliczkach rozstawione są zastawy, naczynia, w których spijali herbatki zamożniejsi goście kolei. Ze znakami kolei. Wszystko to przypomina mi taką kolekcję eksponatów z duchem, jaką w wydaniu kawiarnianym widzieliśmy w Muzeum Kawy w Pradze. KLIK. Na niewielkiej powierzchni, aż brak miejsca, aby dokładać kolejnych eksponatów, ale całość wprawia o zawrót głowy i aż żyjesz tym światem, tym zapachem, tymi wspomnieniami. 

Okazuje się, że nie jest to Twoje ani też z Twojego świata, mimo iż czujesz się tutaj jak u siebie... Kilka, kilkanaście, a może i kilkadziesiąt osób swtorzyło, i tworzy ten retro świat, gromadzi kolekcję, upychając kolejne zdobycze, aby pokazać historię piękną, kolei jakiej już nigdy nie będzie. Tak naprawdę kilkoro dawnych pracowników Kolei podjęło się tego wyzwania. To członkowie rodziny Johnston posiadający prócz kolejowej przeszłości zawodowej umiejętności fryzjerskie zdecydowali się otworzyć The Headhunters Barber Shop and Railway Museum w Enniskillen, gdzie polecam wstąpić każdemu, Kto lubi takie ciekawe połączenia, i chciałby zobaczyć retro Irlandię. Wspaniałe wnętrza, sympatyczni fryzjerzy, to bardzo miło nas zaskoczyło! 

Malta - villa z basenem w Mellieha

niedziela, września 06, 2020

Malta - villa z basenem w Mellieha

Jak to możliwe, że kiedy przybywasz na w sumie nie planowane dużo wcześniej wczasy, na wymarzoną od zaledwie kilku tygodni wyspę, czujesz, że to będą wakacje idealne, i czujesz, że spełnią wszystkie kryteria idealnego urlopu a Kraj do którego dotarłeś jest wspaniały? Możliwe. Zaraz Wam o tym opowiem. Opowiem Wam krótko o Malcie i jej klimacie, o usytuowaniu - bo w końcu Malta to niewielka wyspa  (podobnie jak małe Lanzarote, gdzie byliśmy w podróży poślubnej kilka lat temu). To przede wszystkim dobra destynacja, jaka wybraliśmy. Miejscówka okazała się idealna, z prywatnym basenem w którym spędzaliśmy wszelkie wolne chwile, przebywając a naszej wynajętej willi. Malta to wspaniali, i bardzo inteligentni ludzie, a co za tym idzie, nie ma nudy, i jest bezpieczeństwo podczas turystyki. Ale wszystko po kolei. 

Weekendownik
Pewnie wiecie doskonale, że na blogu piszę głównie o pozytywach, i nieliczni wiedzą, że od kilku lat zaczęłam też z bardzo optymistyczną myślą podchodzić do swojego życia. To nie gra, to po prostu tak życie mnie ukierunkowało i obserwacja osób napotkanych na mojej drodze, które uśmiechają się szeroko do zdjęć i do ludzi a w sercu noszą smutki. Z takich obserwacji wyniosłam najwięcej - także z tych własnych doświadczeń, patrząc na moją przeszłość, lata wstecz. Dzisiaj chcę w swoim życiu widzieć pozytywy, a tym bardziej nie planuję na blogu 'marudzić'. Chcę optymistycznie pisać. Cieszy mnie to, że mogę Komuś sprawić przyjemność moim postem, lubię kiedy otrzymuję wiadomości i komentarze, że to jak piszę i to co robię (art) sprawia też Im przyjemność. 

Weekendownik
Najbardziej cieszy fakt, że są wśród moich czytelników osoby chcące doścignąć przysłowiowego króliczka. Oby tak dalej, i tylko pozytywnie, a najlepiej oficjalnie się przywitać. :) Czekam na kolejne wiadomości, od moich wielbicieli. Jak to się mówi dam dokładnie tyle, ile chcecie. Ja będę się mocno starała, aby te wpisy sprawiały dalszą radość, frajdę czytelnikom. Właśnie dlatego mimo iż nie zawsze w życiu układa się po myśli człowieka, przecież są lepsze i gorsze dni - ja znów wrzucę bardzo optymistyczny tekst o naszym pobycie na Malcie. Zachęcam Was do urlopu na tej gorącej i idealnej wyspie (gdy tylko będzie taka możliwość), bo będzie to dla Was wyjazd niezapomniany. Przede wszystkim Malta mimo iż oddzielona od Europy Środkowej, nie jest odległa od niej. Z Polski to prawdziwy 'rzut beretem', od nas z drugiej wyspy UK to plus godzinka lotu.

Weekendownik
Malta jest niewielka, a mieści w sobie ogromną różnorodność kultur, choć najbardziej wpływowa pozostała nie tylko na styl życia, i tradycje, ale też na architekturę, religia - Chrześcijaństwo. O tym świadczą też m.in położone na tak małej wyspie setki kościołów, jak również sami rodowici mieszkańcy Malty, ich zachowanie, styl życia. Wspaniały Kraj, wspaniali ludzie! Dodatkowo, gdy patrzeć na Maltę pod względem wypoczynku istotny wydaje się klimat śródziemnomorski, pełen słońca, a jednocześnie niedokuczliwy. Wspaniała woda morska, w której można spędzać nie tylko godziny, ale całe dni! To od Was zależy też jak przyjemnie się ulokujecie, a znaleźć na Malcie wyjątkowy lokal, z kilkoma sypialniami, prywatny w pełni i za przyzwoite pieniądze nie jest łatwo.

Weekendownik
Ja zazwyczaj poszukuję zaczynając kryterium doboru od całkowitej prywatności (stay alone), z basenem (private), co oznacza, że cały basen jest tylko dla naszej rodziny. Na koniec kieruję wyszukiwarką, aby odszukała w dobrej cenie interesującą mnie destynację. O chwilach spędzonych w wynajętej prywatnej willi z basenem w miejscowości Mellieha trudno nie myśleć z sentymentem. W końcu to był czas, gdzie mogliśmy się 'wybyczyć' na maksa. Mogliśmy także zażywać kąpieli w dużym basenie (tylko my na wyłączność).  Usytuowany był na tarasie, troszkę w takim klasycznym stylu, ale odpowiadało nam to doskonale. Na tarasie od 8.30  świeciło słońce, a nasz dzień zaczynał się - praktycznie właśnie przy nim i w nim - na smacznym śniadaniu, najczęściej w postaci owoców i jeszcze raz owoców, w które zaopatrywaliśmy się codziennie w położonym o kilkaset metrów dalej dyskoncie spożywczym. 

Weekendownik
Mam kochanego męża (naprawdę taki jest), który wraz z synkiem zaliczał 20 minutowy spacerek, podczas, gdy ja przygotowywałam już śniadanie. Na naszym śniadaniowym stole przeważnie pojawiały się śliwki, brzoskwinie, karambole, mango, papaje, i inne świeże smakołyki. Na drugie śniadanie, tuż przed wyjściem na zwiedzanie Malty zdarzały się tradycyjne słodkości tego kraju, Bardzo przypadł nam do gustu popularny nugat maltański i próbowaliśmy też różnych odmian maltańskich ciastek. Popołudniami, w przerwach pomiędzy zwiedzaniem kolejnych atrakcji, lub po powrocie, kiedy nie jedliśmy lunchu poza willą, mogłam swobodnie przygotowywać posiłek w kuchni. Bywało tak, że wieczorami, przyrządzaliśmy sobie kolację z krewetek i różnych ryb.

Weekendownik

W willi panował stoicki spokój, który zakłócały jedynie nasze pluski w basenie, śmiechy, i muzyka. Połączona tylną ścianą ogromna willa podzielona była na dwa budynki (drugi należał do właścicieli), jakich okien nawet chcąc nie można było ujrzeć. Musieliśmy dzwonić, jeśli potrzebowaliśmy kontaktu. Tak skonstruowane są maltańskie kamienne wille sprzed 10-20 lat, wchodzi się do ganku, mijając niewielki ogród, w dziedzińcu drogi rozchodza się na kilka części. Właściciele byli bardzo pomocni, widzieliśmy się z nimi 3 razy. Przy powitaniu i odjeździe, a także w dniu, kiedy poszukiwaliśmy auta na wynajem. Pisałam Wam już o tym w artykule o Mellieha (KLIK). 


Tutaj dodam, że ceny wynajęcia niewielkiego auta dwulatka dla małej rodzinki to koszt około 80 euro na 4 doby. No chyba, że macie jakieś specjalne życzenia (mustangów nie wynajmują), to pewnie będą to koszty specjalne. My takich życzeń na urlopie nie mieliśmy jak do tej pory. :D Ale to racja - marzenia trzeba spełniać, szczególnie zaś jeśli są właśnie Waszymi marzeniami. Więc warto dopasować sobie urlop pod siebie. Wspaniałe widoki z tarasów, także te o zachodzie słońca, i bliskość do Morza - to też atuty tego pobytu. Willa i jej położenie bardzo ułatwiły nam poznawanie wyspy - Malty. 


Villa with pool


Tego co odczuliśmy będąc tutaj, nie poczulibyśmy stacjonując na Gozo. (odwiedziliśmy Gozo w jeden dzień). Nasz urlop był znakomity, jak z bajki. Objechaliśmy całą wyspę wzdłuż i wszerz. Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się na ten urlop we wrześniu ubiegłego roku (na czas pandemii nie lecieliśmy nigdzie). Zobaczyliśmy wszystko co zaplanowane, a nawet więcej, bo np. wizyta w Vallettcie wypadła 2 razy ;) Gdybyśmy tylko nie marzyli o poznawaniu innych Krajów, już lada moment siedzielibyśmy w samolocie na Maltę.

Weekendownik
Podobnie mamy z Wyspą Lanzarote, do której jest sentyment i myśl o znakomitym afrykańskim klimacie i też luksusowa willa jest w naszych wspomnieniach. Na wczasach kanaryjskich podobnie jak tutaj objechaliśmy wszystkie atrakcje wyspy. (KLIK) Wille będę polecać, mimo iż te wpisy nie są sponsorowane. Willa (maltańska) jest niedroga, wygodna w dobrym standardzie i co ważne bezpieczna. Na koniec informacja - jeśli chcielibyście więcej szczegółów i namiar na wille, moich znajomych i wybranych czytelników chętnie obdaruję kontaktem na  destynacje. Zapraszam. :) 


spacer po Lough Erne Resort

poniedziałek, sierpnia 17, 2020

spacer po Lough Erne Resort

Kiedy planowałam wraz z męzem tegoroczne wakacje, byłam pewna, że nie zdecydujemy się na wylot z Kraju, na inne wyspy, czy do Europy Środkowej a nawet do naszych rodzinnych stron. Wreszcie ziściło się moje odkładane marzenie, aby poznać lepiej kraj w którym żyjemy, dotrzeć choćby do kilku miejsc, które mam na liście Zielonej Wyspy, jako moje must have. Jest tego całkiem sporo. Udało się parę zakątków zobaczyć, nawet dwa bardzo znane Zamki na skalę Krajową i Królewską. 

Weekendownik
Biorąc pod uwagę, że obecne lato w NI miało zaledwie kilka gorących i kilkanaście ciepłych i słonecznych dni (a zapowiadało się w czerwcu tak dobrze..) i mimo iż deszczu się nie boimy, lecz wolimy podróżować w przyjemniejszej atmosferze pogodowej - jestem przekonana, że to lato było i tak bardzo owocne w wycieczki i wczasy. Trochę żal, że w tym sezonie kąpaliśmy się zaledwie dwa razy w Morzu i w Oceanie Atlantyckim..Ciekawe? Może jeszcze ten sezon dla nas się nie skończył? 

Weekendownik

Miniony lipiec to między innymi kilkudniowe wakacje w Krainie Jezior Irlandii Północnej, a dokładnie stacjonowaliśmy w przepięknym, prywatnym studio nad jednym z jezior Loughe Erne, które okazało się idealnym rozwiązaniem w czasie koronawirusa, a także dobrą i nowoczesną opcją przygotowania posiłków i spania pomiędzy kolejnymi wycieczkami po okolicznych atrakcjach. Miejscowością jaką wybraliśmy do odpoczynku okazało się przepiękne Enniskillen w Hrabstwie Fermanagh. To miasto położone pomiędzy wijącymi się dwoma jeziorami.

Weekendownik
Pierwszym miejscem jakie zobaczyliśmy i odwiedziliśmy w dniu przybycia w dość wczesnych godzinach porannych do Enniskillen był Resort położony nad Lough Erne. Dwie godziny później mieliśmy rezerwację na zwiedzanie pewnego obiektu w centrum Enniskillen. Resort nad jeziorem to miejsce obowiązkowe do zobaczenia w czasie podróży po Fermanagh, ponieważ podobnego nie spotkacie nigdzie indziej na świecie. O tym wszystkim za chwilę. 

Weekendownik
Być może udało mi się choć odrobinę pokazać na fotografiach uroki obiektu i natury wokół niego, szczególnie, że mogłam swobodnie robić fotografie w czasie gdy tutaj byliśmy - w pierwszym dniu około 9.30 rano, kiedy resort nie tętni życiem (większość osób wówczas relaksuje się na zabiegach jakie oferuje spa). Możliwe, że gdyby nie czas pandemii skorzystalibyśmy z pływania w basenie i zatrzymalibysmy się na dłuższy pobyt. 

Weekendownik
Od razu nadmieniam, że mój wpis nie jest sponsorowany, i opisuję go głównie z perspektywy spaceru i ewentualnych atrakcji jakie tutaj są, wśród przyrody tego miejsca. Mimo, że jest to pięciogwiazdkowy hotel ze SPA, nasz charakter odwiedzin był w pełni rekreacyjny, taki jaki lubimy najbardziej. Spa spróbowałam z ciekawości dawniej w innych dwóch obiektach, i to nie moje klimaty. Do wielu zabiegów chyba jeszcze 'nie dojrzałam'.. ;) Nie jestem zwolenniczką zabiegów kosmetycznych wszelkiego typu, z sauny nie korzystam ze względów 'zdrowotnych', zresztą już od kilku lat nie chodzę do niej. Więc wybaczcie ale skupię sie głównie na innych walorach Resortu, nadmieniając co możecie tutaj robić prócz kontemplacji pięknej natury.

Weekendownik
Do obiektu warto przyjechać z kilku powodów. Jak to w przypadku takich miejsc bywa, na pewno będą to idealne wakacje dla osób bezdzietnych, lub takich rodzin, z nieco większymi pociechami, które przystosowały swoich potomków do zabaw dla 'dorosłych'. A tak poważnie, rzeczywiście moje dziecko basen lubi od najmłodszych lat, wiadomo jednak, że wciąż pozostaje pod kontrolą rodziców w tej kwestii, więc choć resort oferuje opiekę nad dzieckiem - ja nie wyobrażam sobie aby został sam z animatorką w miejscu, gdzie nie ma żadnego placu zabaw dla najmłodszych czy Parku Rozrywki, a i niewiele dzieci tutaj się relaksuje wraz z rodzicami. Za to są kajaki, łódki, jest mini pole golfowe, konie. Nieźle.

Weekendownik
No więc możecie robić tutaj parę ciekawych rzeczy. Przede wszystkim Resort oferuje położony tuż obok ogromny park golfowy. Teren ośrodka jest bardzo rozległy, bo cały półwysep na którym leży to jakieś 600 akrów! Hotel główny mieści 120 pokoi, znaną restaurację Catalina z możliwością spożywania posiłku w ogródku z widokiem na jezioro, bary, spa (wyspecjalizowane tajskie), basen kryty, saunę (z terapią światłem), pokoje zabiegowe, łaźnia parowa z kryształowym aromatem, tropikalny prysznic. 

Weekendownik
Ponad to na całej przestrzeni zielonej wysepki znajduje się kilkadziesiąt białych stylowych domków, o ciekawej konstrukcji, nieznanej mi wcześniej w hotelarstwie typu self catering i loże z widokami na ten sceniczny krajobraz jaki tutaj stworzono nad jeziorem. Niektóre z miejsc noclegowych (loże), przypominają małe zamki, i tak są wyposażone. Co najważniejsze z każdego z tych domów macie wolną przestrzeń do jeziora i dojdziecie swobodnie na kładkę, aby dalej przechadzać się nią we wspaniałej atmosferze. 

Weekendownik
Jestem pewna, że ten obiekt funkcjonując w Polsce, musiałby posiadać co najmniej drugie tyle domków. I choć wyznacznikiem udanego urlopu dla Irlandczyka (czy Anglika) wcale nie jest pogoda, a dobre towarzystwo, a dla Pań tych narodowości - zabiegi pielegnacyjne i.. lenistwo, ja jestem pewna, że jednak pole golfowe wymaga suchej nawierzchni, by zwyczajnie pograć pół dnia w golfa (my też gramy). Jaka pogoda, takie wakacje. Obiekt trochę był wyciszony, ale śmiem twierdzić, że to wina koronawirusa, a nie pogody, bo ta zapowiadała się dobrze jak na realia wyspiarskie (17 stopni o poranku). W 2017 roku Resort został ogłoszony hotelem roku. Nie bez powodu..
Weekendownik
Zwróćcie uwagę na kształt i położenie, tego półwyspu. Być może gdy dorzucę jeszcze kilka wpisow z tego urlopu, zauważycie jak ciekawe jest to hrabstwo i samo miasteczko Enniskillen, oczarowujące, chyba nigdzie indziej niespotykane. Do wielu zakątków, wysepek po dziś dzień dopływa się tylko łodzią. Mieszkańcy tego obszaru kupują dom przy jeziorze z własnym miejscem cumowania i mając łódkę. W takim obiekcie my mieliśmy nocleg. Z kolei Resort jest przystosowany zarówno do pływania łódkami (obiekt oferuje wycieczki łodzią po jeziorze), jak i do podróży drogami. Tak też my dostarliśmy na wyspę SPA.

Weekendownik


Z ważnych cech hotelu wymienianych wśród atutów niewątpliwie muszę nadmienić o przesmacznej kuchni, słynnej z dań azjatyckich, lecz także z miejscowych, regionalnych specjałów. Ponoć w całym resorcie panuje przyjemna atmosfera, którą stwarzają pracownicy. W okolicy Resortu znajduje się kilka obiektów historycznych. Jest parę zamków, a raczej ich ruin, m.in. Monea Castle, a odwiedziny tych miejsc polecamy szczególnie osobom, które lubią wędrówki w lasach. My choć lubimy naturę, zdecydowaliśmy się na zwiedzanie w innych miejscach, obejrzeliśmy ważne obiekty historyczne podczas tej wyprawy. Jednak nie martwcie się, do wszystkich atrakcji dostaniecie się do 30 minut, podróżując autem. 


Mellieha Malta

niedziela, lipca 12, 2020

Mellieha Malta

Taka niewielka wyspa Malta - 27 km długości i 14 km szerokości głównej wyspy (są trzy), a tyle atrakcji i różnorodności. Niewątpliwie dla osób, które planują urlop połączony z wycieczką na sąsiadujące mniejsze wyspy - Gozo lub Comino, warto wziąć pod uwagę stacjonowanie w północnej części Wyspy Malta. Plusów noclegu w górnej części Wyspy jest całe mnóstwo włącznie z przepięknymi piaszczystymi plażami, zabytkami, ale przede wszystkim najważniejszym atutem wyboru tej destynacji noclegowej powinno być to, że bez problemu w kilkanaście minut znajdziecie się na północnym nabrzeżu i przedostaniecie się trajektem na sąsiadujące wyspy. Region Mellieha.
Niektórzy twierdzą, że jest to serce Malty, mimo iż stolicą na dzień dzisiejszy pozostaje wyjątkowa Valletta, jakiej ustąpiła miejsca nietknięta reką nowoczesności Mdina. Trudno się temu stwierdzeniu dziwić, jeśli samemu (jak my) poczuło się tetniącą maltańskim życiem Melliehę tak bardzo mocno... Przemieszczając się też w inne regiony wyspy, w poszukiwaniu tradycji, i najbardziej charakterystycznego klimatu tego państwa mamy więc w tej ocenie dobre porównanie.
Gościnni Maltańczycy, sklepy, w tym dwa dyskonty, plaże, ale też natura, częściowo naruszona przez nowe budownictwo. Poruszając się stąd w kierunku centralnej części Malty można odkrywać dziewiczą Wyspę dosłownie - niektóre trasy główne wiodą po skarpach, inne po drogach poszerzonych. Architektura Malty również zachwyca a co najważniejsze jest wkomponowana w naturę. Uwierzcie mi tak znakomitej atmosfery, wygody, relaksu, dobrych relacji z mieszkańcami, a jednocześnie spokoju i związku z religią, a w szczególności z Matką Bożą nie odczuwaliśmy w żadnej innej części Malty.
Szkoda, że w wielu opisach tego pięknego kraju słyszymy tylko o jej walorach turystycznych i wypoczynkowych, o kraju idealnym do zabawy dla młodych ludzi, gdzie swoboda nie zna granic, i o życiu nocnym na Malcie. Nie jest to bliskie prawdy, bo podróżując wcześniej po różnych europejskich kurortach, porównując, mogę stwierdzić: to właśnie tutaj około 22-23 godziny panowała cisza. Czytając opisy w Internecie nie dowiadujemy się o najistotniejszych cechach Malty. Na Malcie przede wszystkim w piękny sposób historia zarówno ta architektoniczna, jak i ta mentalnościowa spotyka się z tradycją, i zresztą po dziś dzień jest kultywowana.
Pytanie tylko czy przyjeżdżamy to wszystko zobaczyć, czy chcemy poznać Maltę? Czy chcemy się po prostu bawić. W tym pierwszym przypadku należałoby przede wszystkim starać się zrozumieć Jej rodowitych mieszkańców, i wówczas idealnie byłoby trafić na dobrego przewodnika, rodem z Malty, lub cieszyć się sympatią 'elastycznego' gospodarza, który uwielbia swój Kraj, kocha ludzi, i jest chętny do pomocy już w pierwszej chwili od Twojego przyjazdu do Jego posiadłości.
My mieliśmy to ogromne szczęście i praktycznie za każdym razem na naszym urlopie, choć nie zawsze o tym pisałam, mieliśmy dobrego opiekuna. Dwukrotnie urlop kupiliśmy prywatnie, ale poprzez firmę pośredniczącą. Portugalia, Lanzarote, gdzie w kilku kwestiach pobytowych pomagał nam pośrednik i to całkiem przyzwoicie, jak na firmy współpracujące z prywatnym właścicielem willi. Dwukrotnie w przypadku zakupu noclegu mieliśmy okazję poznać osobiście gospodarza. W Grecji rezerwowałam willę zupełnie prywatnie KLIK, pisałam Wam o wyjątkowej właścicielce Marion, na której pomoc mogłam liczyć wtedy, gdy tego potrzebowałam...
Tym razem Malta. Zakup noclegu przez pośrednictwo w prywatnej willi również z basenem na wyłączność, ale kontakt z właścicielami podobnie jak w Grecji -znakomity! Dzisiaj nie piszę o willi i ulokowaniu, więc szczegóły wygody zamieszkania zdradzę Wam w innym wpisie, ale nie mogłabym nie napisać o tym, że to nasza Pani gospodarz pokazała nam serce Malty. A wystarczyło bardzo niewiele, bo ta energiczna Maltanka przy okazji zawiezienia nas do najlepszej wypożyczani aut w miasteczku, w 10 minut oprowadziła nas po centrum Melliehy, opowiadając krótko historię tego miejsca i wskazując gdzie mamy się udać i na co zwrócić uwagę.
I tak właśnie zaczęło się nasze oczarowanie północną częścią Malty, gdzie mieliśmy ogromne szczęście zamieszkać. Stojąc tam wtedy już po Jej odjeździe, po procedurze wynajmu auta w biurze (za dobrą kwotę) wspominając opowieść o wierze Maltańczyków, szacunku do ludzi, i powierzeniu swych trosk Matce Boskiej - osobistą historię naszej Pani Gospodarz, wcale nie ruszyliśmy od razu do Valletty. Zrobiliśmy to po dwóch dniach i aż dwukrotnie nam się udało być w stolicy Malty.
Ale tym razem spacerowaliśmy po Mellieha, oczarowani magią serca wyspy, docierając do urytych jej skarbów, i podziwiając jej przesłanie, ale też przepiękne widoki ze wzniesienia przy kościele Matki Boskiej Zwycięskiej. Bo Malta to Kraj ludzi wierzących, jest więc przepełniona kościołami, symboliką, miejscami modlitwy. Wszystko to  otwarte dla chętnych, dla przyjezdnych. Właśnie tu można poczuć klimat Malty.
XIX wieczny, majestatyczny kościół parafialny Church of Our Lady of Victory jest bardzo ważnym miejscem dla mieszkańców,. Gdy spojrzycie ze wzgórza - widać tu nawet sąsiadujące wyspy, Comino i Gozo. Widać też zatokę Mellieha, i rozciągające się plaże. W skale pod kościołem, nieco z boku mieści się grota z kaplicą z 409 roku Grotto of The Madonna, gdzie poszliśmy schodami. Z kolei z centralnej części miasteczka można do wnętrz kościoła przejść schronami (udostępnione do zwiedzania).
Przed kościołem we wrześniu odbywają się uroczystości związane z obchodami upamiętniającymi zwycięstwo Rycerzy Maltańskich nad Turkami w 1565 roku. Podczas imprezy przy placu kościelnym odbywają się koncerty, i lokalni rzemieślnicy wystawiają swoje wyroby. Natomiast w kościele ma miejsce prezentacja najcenniejszych skarbów. Jeśli nie dotrzecie tutaj w tym dniu, to i tak polecam Wam przechadzkę po wzniesieniu, ale też pod nim. Na skale w części Kościoła mieści się punkt widokowy, oraz bistro i kawiarenka, wraz z mini placem zabaw dla dzieci. Można wypić dobrą kawę, lub drinka.
Jednak spacerując po okolicznych uliczkach w zwykły dzień, daje się poznać tradycyjny klimat Mellieha, wąskie uliczki odchodzą od głównej drogi także na tyle wąskiej, że napotykające się dwa autobusy  po przeciwnych stronach drogi muszą czekać na instrukcje policji, która w takich przypadkach ma mnóstwo pracy, ruch zaostaje zatrzymany obustronnie na jakieś 10 minut. Niektórzy zawracają i kierują się bocznymi jeszcze węższymi ulicami. Mamy szczęście bo dziś przechadzamy się tędy, podziwiając architekturę zarówno starszych (opuszczonych), jak i nowych kamienic. Odwiedzamy restaurację, gdzie jemy tradycyjną, pełną jarzyn zupę maltańską, a na koniec ku uciesze Alexandra lodziarnię, z której robię kilka ujęć narożnej kamienicy (zdj. poniżej).
Od niedawna to właśnie Melieha znajdująca się na skraju wyspy stała się ośrodkiem wypoczynkowym. W części Arhash jest tu kilka dobrych kurortów wypoczynkowych, i restauracji. Bardzo szybko się rozwija i powstają tutaj nowe ekskluzywne wille, chociaż jeszcze jakiś czas temu to inne miejscowości uchodziły za centra wakacyjne Malty. Mimo iż piaszczyste plaże są w większości pełne tłumów, gdy przybędziecie na którąkolwiek z nich, odniesiecie wrażenie, że każdy znajdzie dla siebie kąt na plaży. Plaże leżą wzdłuż głównej drogi północy Malty. Parkujemy przy ulicy głównej. Można to zrobić praktycznie przez całą długość, kilkanaście kilometrów ciągną się miejsca parkingowe, skąd schodami schodzi się na plażę.
Na plaży Mellieha wypoczywaliśmy dwa razy. O urokach ogromnej Mellieha Bay mogłabym opowiadać w nieskończoność. Przede wszystkim jest to największa plaża spośród kilku miejskich plaż regionu północnego. Na Mellieha Bay jest pare restauracji, pizzeria, natryski, są wypożyczalnie sprzętów. Rodowici mieszkańcy Mellieha zjeżdżają tutaj w weekendy całymi rodzinami w zasadzie nie po to, aby się wykąpać, a w celu piknikowania i grillowania (można to robić w wygodnych do grillowania częściach plaży).
Dla nas turystów najważniejszym atutem tej plaży jest miękki i równy piasek, co jest bardzo istotne w przypadku rodzin z dziećmi i osób starszych. Mimo, że nie jestem zagorzałą miłośniczką plażowania i kąpieli, najistotniejsza dla mnie okazała się woda Morza Śródziemnego, o idealnej temperaturze do długich kąpieli i zabaw z dzieckiem. Tego trochę brak na północy Irlandii nad Atlantykiem, gdzie czasem zdarza nam się plażować. Pod koniec września kąpaliśmy się przez cały czas pobytu na Mellieha Bay, z jedną przerwą na pizzę. Ta morska woda sama unosi ciała (poważnie). Musielibyście to poczuć!
W regionie Mellieha nie brak też innych atrakcji, między innymi zabytków. Przy zatoce Anchor Bay, której nazwa wywodzi się od kotwic często znajdowanych przy jej brzegach wybudowano w 1979 roku Popeye Village specjalnie do filmu o tej samej nazwie. Obecnie jest ona skansenem i Parkiem Rozrywki. Pisałam Wam o tym miejscu w odrębnym artykule KLIK
Kolejnym ciekawym miejscem jest widoczna na zdjęciu Strażnica św. Agaty (Czerwona wieża), zbudowana przez Joanitów w XVII  wieku (przez Wielkiego Mistrza Zakonu), czasem otwarta dla zwiedzających. Warto się do niej wybrać nie tylko do Muzeum, jakie tam się mieści, ale choćby dlatego, że pod nią znajdują sie kolorowe jeziorka. Jest to Rezerwat Ptaków Ghadira. Poniżej: wynajęta przez nas willa z basenem z oryginalnego pisakowca. Zapraszam na artykuł, już wkrótce. ;)


Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik