sobota, marca 24, 2018
Lirene FIX UP! MAKE UP, mgiełka utrwalająca makijaż - Weekendownik
Zaszalałam kosmetycznie już jakiś czas temu. Podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce w listopadzie kupiłam sobie w drodze wyjątku fix do makijażu - mgiełkę Lirene. Już tak mam, że zbyt wielu kosmetyków nie kupuję a nawet wolę pokusić się o stworzenie własnych, naturalnych produktów do pielęgnacji ciała. Mam kilka sprawdzonych produktów do makijażu, jednak ten upatrzyłam sobie dużo wcześniej. Dzięki dobrej recenzji mojej koleżanki postanowiłam go stosować na twarz. Podczas naszych standardowych podróży do Polski, lub na Słowację jesteśmy cały dzień w rozjazdach i pod koniec takiej przeprawy, uwierzcie, niejednokrotnie mój nos błyszczał jak wyglancowane jajko wielkanocne ;) Już nie chcę pomyśleć jak wyglądałabym, gdybym miała tłustą cerę. Tak dorzucając kilka słów z podróży wziętych, a w sumie nietematycznie - nawet podróże , wakacje do Afryki, czy do Portugalii nie były tak intensywne w dotarciu jak te na Słowację. Właśnie z myślą o tej przeprawie i o okazjonalnych sytuacjach postanowiłam kupić (w Rossman) ten, jak się okazało znakomity dla mnie specyfik. Produkty typu fix make up mają za zadanie dopracować makijaż. W tym przypadku stosowania na makijaż, tak, aby był bardziej trwały, a także słyszałam, że można używać ich jako bazę pod makijaż. Nic dziwnego, powiem Wam, bo choć tej drugiej opcji jeszcze nie sprawdziłam (a może powinnam do tej recenzji?) to jestem przyjemnie zaskoczona efektem po spryskaniu na makijaż. Przyznam się Wam, że gdyby nie zachwalanie koleżanki, pewnie nigdy bym nie wypróbowała takiego 'gadżetu'. Kiedyś tak nazywałam tego typu kosmetyki, które w sumie potrzebne nie są... Ale chwileczkę :) Jak nie są potrzebne, skoro używam kilku całkiem niezłych produktów do tworzenia make up'u a jednak pod koniec dnia widać już defekty w pewnych miejscach na twarzy, więc w takich momentach mówię - potrzebuję! Świecący nos, widoczne cienie pod oczami, mazy, skruszały cień do powiek, spływająca i rozmazana szminka, starty róż z policzków - wszystkiemu mówię nie! Mając ten produkt, przekonałam się, że może być inaczej. Więc mgiełka Lirene zawsze ląduje w mojej walizce, jedzie ze mną na urlop, wycieczki i w podróże, podczas których jedyne o czym marzę to wszystko inne prócz zawracania sobie głowy poprawianiem makijażu. Wstaję rano, nakładam makijaż, rozpylam. Gdy mam bardziej aktywny dzień, spotkania z przyjaciółmi przez całą dobę, po prostu po kilku godzinach znów rozpylam i pędzę dalej.