Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawiarenki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawiarenki. Pokaż wszystkie posty
Muzeum Kawy i Cukiernia Alchymista - Praga

sobota, stycznia 25, 2020

Muzeum Kawy i Cukiernia Alchymista - Praga

Chciałabym Was zaprosić na wyjątkową serię o Pradze. Tak sobie pomyślałam, że ta stolica na pewno zasługuje na to, aby bliżej ją poznać. Gdy zdecydowaliśmy się na przylot, podczas rezerwacji, niejako bardziej pasujący nam wówczas lot z naszego państwa - udając się do rodziny mojego męża na Słowację, stało się to okazją do pobytu kilkudniowego w Republice Czeskiej. Byliśmy tu dłużej niż we Wiedniu, dłużej niż zazwyczaj w Budapeszcie, a nawet spędziliśmy w Pradze więcej czasu niż kiedykolwiek w Bratysławie. Doskonale wiedziałam, że po tym i tak będziemy mieli pewien niedosyt.
Aby poznać Pragę, tak naprawdę trzeba tu zamieszkać, lub wracać, wracać co rok, i wracać w różnych porach roku. My zdecydowaliśmy się na Pragę w okresie na przełomie roku 2019/2020 i można powiedzieć, że dotknęliśmy Pragi świątecznej, zimowej, zobaczyliśmy ją uturystycznioną, poznaliśmy namiastkę kulturalnej Pragi. I od tego zagadnienia właśnie zacznę, choć już w jednym z poprzednich wpisów pokazałam Wam jak w Pradze spędziliśmy naszą czwartą rocznicę ślubu. Ostatecznie przygotowałam kilka wpisów z odwiedzin w muzeach, tak aby później pokazać Wam to wszystko w ogólnym artykule, i na koniec przespacerować się ulicami Pragi...

Bo Praga prócz najważniejszych w niej zabytków miejskich, i tego, że cała jest jednym wielkim zabytkiem, co czyni ją niezwykle piękną i jak dla mnie romantyczną.. ma też swoją duszę otwartą dla wszystkich ludzi, dla starszych i młodszych, nie czyniąc podziału na bogatych i biednych, jest ogromna, i oryginalna pod każdym względem. Olbrzymia terytorialnie, nacjonalistycznie, ale też równie mocno różnorodna. 
To w Pradze moje myśli falowały z doznań wzrokowych, na kubki smakowe, zobaczyłam rzeczy, które krążyły mi po głowie już od dawna. Usłyszałam dźwięki opery - już tak długo nie odwiedzonej..W Pradze mieści się ponad dwieście ciekawych galerii, muzeów państwowych i prywatnych kolekcji, mniej i bardziej znanych. Wystarczy po prostu wybrać dla siebie te najbardziej interesujące. Dla mnie było takich kilka. Wiedziałam, że to co w nich zobaczę zaspokoi mój niedosyt utrzymywany przez ostatnie lata... Oczywiście w tej naszej exploracji nie mogło zabraknąć przyjemności dla dziecka. Alexander też zobaczył wymarzone muzeum.. o tym w następnych postach.A dzisiaj bardzo pachnąco i kulturalnie.

A konkretnie.. Alchymista - Praga

Dzisiaj zabieram Was do pachnącego Muzeum Kavy i do wnętrz kawiarenki Alchymista w Pradze. Jeśli uczucie miłości do pachnących kawiarenek, bez względu na to czy pijecie w danym momencie życia kawę, czy też nie - jest Wam znane, to wpis jest dedykowany dla Was. Myślę, że właśnie Was powinno zaciekawić odwiedzenie muzeum i kawiarenki, których wcale nie znajdziecie w Starym Mieście Praga, ani też w Centrum. Za to dotrzecie do niej, po drugiej stronie rzeki Wełtawa na północy Pragi. Jadąc ze Starego Miasta (około 20 minut tramwajem) - znajdziecie się tam, gdzie mieści się niezwykle kulturalne i pachnące miejsce.
Tam nie tylko usiądziecie na pysznym cieście, i wypijecie aromatyczną kawę czy czekoladę. Osoby pracujące tutaj, każdego dnia włączają w wystrój magię sztuki, i nie dziwi nawet to, że w dwóch salkach przyległych odbywają się regularnie teatrzyki marionetek z rodzinnej kolekcji Loutkovej. (O tym w kolejnych wpisach). Z cukiernią Alchymista sąsiaduje kolekcja będąca muzealną ekspozycją dotyczacą historii uprawy, parzenia i w dużej mierze zbiorów narzędzi do przechowywania i zaparzania kawy. Muzeum Kavy.

https://www.facebook.com/cukrarna.alchymista/
Dla mnie przyjazd tutaj dosłownie na 2 godziny, to najciekawsza część jednego z popołudni spędzonych w Pradze. To spełnione marzenie, i dotknięcie na chwilę wpomnień z czasów kiedy zapach kawy towarzyszył mi w pracy w kawiarni, którą zarządzałam. Właściwie to nawet coś więcej... bo choć kiedyś sprzedawałam słynną kawę Kopi Luwak, teraz mogłam zobaczyć prototyp jej ziarenek, czyli wydalone przez zwierzątka ziarenka kawy. Choć o kawie bardzo dużo czytałam i uczyłam się jej parzenia, teraz wyczytałam i zobaczyłam znacznie więcej w gablotach. Mogłam zobaczyć stare, klasyczne sprzęty i zastawy z różnych części świata, czy drogie wiele lat temu papiery służące do pakowania kawy na sprzedaż.
O tej porze dnia, kiedy za oknem już zaszło słońce, i nieźle w Pradze morzi... do Alchymista warto wstąpić na rozgrzewającą kawę, czy czekoladę. Wewnątrz Alchymist panuje niesamowity klimat, w witrynkach wyjątkowe niczym dzieła sztukaterii torty, pięknie dekorowane, lecz z domowej cukierni. Na suficie ekstrawaganckie i kolorowe malunki. Na tyłach piękny, bujny ogród, cały w zieleni, jak rownież w pomieszczeniach dodatkowych - galeria Scarabeus.  Kawiarnia Alchymista oferuje świeżo mieloną kawę, a zapach otula odwiedzajacych...


Z kolei w muzeum, mimo pory dnia, wszystko w gablotkach rozświetlone. Popołudniami nie ma wielu zwiedzających, więc mogłam spokojnie przyjrzeć się wystawionym w gablotach młynkom, zaparzaczom, tygielkom, perkalatorom, pojemniczkom, puszkom, czy rozwieszonym dookoła obrazom i retro plakatom. W jednej z gablot wyłożone są nawet banknoty z nadrukiem w tematyce kawy!
 

Co ważne wystawa w Muzeum Kawy gromadzi nie tylko eksponaty z ziemi czeskiej, ale też z całego Świata, od początku istnienia kawy, poprzez dzieje ukazując przepiękne fotografie w dużej mierze z okresu przedwojennego i kultury jej picia, a także wprowadza atmosferę panującą w przedwojennych kawiarenkach. W Muzeum znajduje się bardzo duża kolekcja pojemnikow i młynków. Mi się to szalenie podoba i przenosi mnie to właśnie do kawiarni w której kiedyś pracowałam, gdzie ze sprzedażą takich bibelotów miałam do czynienia przy okazji mielenia kawy na wagę..
Wybierając się do Muzeum Kawy w Pradze warto też zwrócić uwagę na terminy wystaw, które tutaj mają miejsce, w galerii. Kawiarnia wraz z całym kompleksem organizuje też liczne teatrzyki (loutkowe) i wystawy przy okazji których można wstąpić właśnie na kawę do Alchymist. Bardzo polecam to miejsce miłośnikom kultury i kawy.

inspiracja na kolejne Walentynki - Coffee Chocoa na randce z moim mężem

sobota, lutego 16, 2019

inspiracja na kolejne Walentynki - Coffee Chocoa na randce z moim mężem

Kiedy otwierają nową kawiarnię w moim mieście, nie potrzeba dużo czasu, aby wzbudzić moje zainteresowanie, niekiedy potrafię wejść spontanicznie i obejrzeć lokal, kartę dań, i po prostu wyjść. Pomyślicie - dziwaczka. No cóż, ale tak właśnie szykuję się do celebrowania nowych miejsc na przyszłe randki z mężem. A może tak właśnie szukam sposobu na spędzenie czasu z mężem poza domem. Na pewno miłość do męża zwycięża miłość do kawy, ale ta druga  jest też interesująca. A skoro nie zawsze można połączyć czas wolny z czasem wolnym męża, i przez to nie zawsze jest możliwość wyjścia tylko we dwoje, kiedy Alexander jest w szkole, ja tylko obserwuję, robię plan (takie marzenie) i po prostu wychodzę, aby powrócić aż będzie ta idealna chwila.Przyznam, nie zawsze to ja inicjuję wyjścia na miasto, ale mój mąż po prostu jest dobrym słuchaczem (moich myśli), i to się dzieje.. ;) prędzej, czy później.
Były też takie lata, kiedy wchodziłam do kawiarni sama i zostawałam. Tak było w innym związku, dawno temu. Miałam swoje ulubione restauracje i kawiarnie, siadałam sama. Moim zdaniem wynikało to z chęci odpoczynku, zasmakowania nowych, lub też ulubionych dań i z miłości do siebie samej. Co prawda, były to lata kiedy jeszcze nie miałam założonej rodziny, gdy nie było na świecie Alexandra, gdy nie byłam mężatką. Ale nie mogę powiedzieć, że miałam wtedy czas (brakiem czasu na wspólne wypady, bardzo często ludzie tłumaczą się na swoje lenistwo, w dbałości o urozmaicanie doznań w związku), bo wówczas prowadziłam własną działalność i tak naprawdę pracowałam od świtu do wieczora, niekiedy nawet po 14 godzin dziennie. Po skończonej pracy, mając świadomość, że mój partner zakończy pracę jeszcze 2 godziny po mnie, wsiadałam w auto i jechałam do ulubionego lokalu, gdzie w jednym z zakamarków zaszywałam się w kąciku i celebrowałam 'swój czas', przegryzając jakimś ciepłym daniem niekiedy z książką w ręku. Wystarczyła godzina, i  tak moje życie biegło...
Potem była kawiarnia w galerii handlowej w moim rodzinnym mieście, gdzie zapach kawy unosił się każdego dnia. Byłam jej kierownikiem, prowadziłam też sprzedaż drogiej porcelany a także sprzedaż kawy i czekolady na wagę. Wnętrza lokalu były ogromne, tętniło tu życie kawiarniane i pewnie na długo jeszcze by tak tętniło, gdyby w pobliżu nie otwarto nowej galerii handlowej.. Dawne czasy, z którymi jednak mam do dziś wiele wspólnego, bo zapach kawy po dziś dzień je przywołuje, bo takie romantyczne obrazy z tamtej galerii ściennej naszej kawiarni niekiedy zdarza mi się widzieć rozwieszone w salonach w UK  - gotowe do sprzedaży, lub w sklepach z drugiej ręki (nie dokładnie takie same, ale bardzo podobne, w stylu kawiarnianym). 
Zawsze kiedy pomyślę o kawiarni, te obrazy przemykają po mojej głowie. Jest na nich para kochanków, w zasadzie nie zawsze młodych, a raczej doświadczonych. Czasem są to osoby przytulone w tańcu, a niekiedy skierowane ku sobie przy okrągłych stolikach. W dłoni trzymające filiżankę kawy, a może czekolady? Na stoliczku leży czerwona róża, a w oddali pianista gra na fortepianie. Są tylko Oni, Ona w czerwonej, lub czarnej sukience, a On w garniturze. Ona w pięknym koku z pomalowanymi ustami, a On z nienagannie ułożonymi włosami pochylony ku niej.


Randki z mężem w kawiarni są wspaniałe. Widzę nas w tej scenerii. Są pewne różnice, lecz jakby się tak bliżej przyjrzeć -nieznaczne. W kawiarni czujemy się atrakcyjni, a świadczy o tym choćby fakt, że panie siedzące nieco dalej przychodzą delikatnie do nas, aby powiedzieć nam o tym, że promieniejemy. Że widzą nas i są uradowane, że chętnie nam zrobią zdjęcie. I o to chodzi. Każdego dnia celebrujemy własne życie, dbamy o siebie, ale przede wszystkim o dom, o dziecko, i choć nie pracuję, nie zawsze mam okazję zabłyszczeć, bo po prostu nie zawsze udajemy się na kawę sami. Często robimy to z dzieckiem. Kobieta zakochana, musi roznosić aurę, dla swojego męża, dla kochanka z którym żyje, być czasem tylko dla Niego. A ta aura, jest skierowana właśnie tylko dla Niego. Mój mąż nie pracuje każdego dnia, ale sporo podróżujemy, gdy jesteśmy na miejscu - On woli odpoczywać w domu. Taki czas, aby stał się adorowany i męski jest dla niego niezbędny. Chwile wyjść do ludzi, do świata są bardzo wartościowe i powodują, że możemy znów się odnaleźć. Więc kiedy jest chwila bez dziecka, i gdy jest fajna okazja po prostu jesteśmy dla siebie - POZA domem. Na randce.


Wyjście do restauracji, kawiarni we dwoje to świetna okazja, aby porozmawiać. Zawsze bawiło mnie, jak w filmach w scenach typu:'wyjście do kawiarni' ludzie poruszali ważne tematy. Możliwe, że tylko wtedy warto wyskoczyć na randkę, aby zakomunikować komuś zaręczyny, lub z okazji zbliżającego się rozstania ;) Ale ja myślę sobie, że najprzyjemniejsza rozmowa w kawiarni (oczywiście pomijając pierwsze randki, kiedy poznajemy się dosłownie) to rozmowa o rzeczach, o których nie rozmawiamy w domu. My o sprawach codziennych, ważnych, lub też stałych mówimy zawsze w domu. Podczas wyjścia na miasto rozmawiamy o wszystkim i o niczym. W ten sposób uczymy się siebie, widzimy swoje reakcje na nowości. Mówimy, słuchamy, oglądamy wystawy sklepowe, gdy idziemy do kawiarni, i przyglądamy się wnętrzu kawiarni opisując co nam się podoba. Smakujemy potrawy i karmimy się nawzajem. Obserwujemy ludzi i ich zaangażowanie. Czasem tylko gdy zaczniemy rozmawiać o naszym dziecku, to nastąpi spojrzenie na siebie i śmiech, i już wiemy, że stop. 
No właśnie,  lubimy wyjść z mężem do nowego punktu gastro w mieście, żeby poznać nowe smaki. Risotto w tajskiej wersji na słodko, znacznie różni się od ulubionego leczo, z którego smaku nigdy nie zrezygnujemy, ale jemy je w domu co najmniej kilka razy w roku. I o ile mojemu mężowi moje obiady bardzo smakują (a na pewno sycą), o tyle ja po prostu zjadam 1/3 tego co On i czasem robię sobie coś lekkiego, jakby z innej listy dań dodatkowo, aby nie jeść ciężkich potraw. Jednak czasem mam chęć zjeść nie z własnej kuchni. Nie ukrywam, że wolę smakować kuchni innych kucharek, a na urlopach już zwykle nie gotuję, delektuję się tym co podają inni. Dlatego właśnie lubimy odwiedzać różne kawiarnie i restauracje na świecie, podczas naszych wycieczek.
Cały czas mam w głowie obraz pięknej brunetki w czerwonej sukience, wtulonej wręcz w swojego kochanka (może męża) na parkiecie baru z dawnych lat. Wychodząc razem na miasto wcale nie musicie kupować sobie ekskluzywnych ubrań, choć wiele z nas chętnie pobiegło by po nową kieckę,  (a ich partner przed randką nie zdążyłby nawet kupić nowej koszuli ;)), to należałoby podjeść do tematu bardziej roztropnie. Czy każda randka z mężem musi być nie bagatela wydatkiem dla Was? Wystarczy ubrać wyjściową sukienkę, lub jakiś delikatny sweterek, i przypomnieć sobie co takiego macie, lub dostałyście, czego jeszcze nie miałyście na sobie. Może są to nowe kolczyki od męża, a może komplet seksy bielizny pod spodem? :D Czasem wystarczy użyć ulubionych perfum ukochanego, aby pobudzić zmysły...A on właśnie wrócił od fryzjera z ciekawą fryzurą. Naprawdę nadal nie wiesz czym się możecie zaskoczyć? Randka jest obietnicą, a nie spełnieniem, zaskakujące może być nie tylko to, co zrobicie na niej, ale to co po niej się może wydarzyć.
Chocoa to nowy lokal gastronomiczny w moim mieście w UK, mieszczący się w odrestaurowanym ceglanym budynku. Ciekawa jest kolorystyka brązowo-błękitna zarówno fasady, jak i wnętrza, poprzez zamieszczenie tam wielu elementów złotych i świetlnych niekiedy w słońcu (lub w świetle lamp) mamy wrażenie, jakby błękit stawał się delikatną zielenią, a brąz trąci rudością. Świeży styl, wygodne fotele, i wysoki sufit sprawiają, że we wnętrzu czujemy się wygodnie i dyskretnie. Chocoa w zasadzie jest kawiarnią przeniesioną z innego punktu do ścisłego centrum Ballymeny. Gastronomia wzbogacona została o bistro, w którym pojawiają się wciąż nowe, zaskakujące dania.


Przede wszystkim można zjeść tutaj regionalne wyroby z regionalnych produktów. Znajdziecie tutaj sandwich'e, i wszelkie tosty, zupy, a także mnóstwo berry, we wszelkich potrawach. Maliny, jeżyny nie tylko w deserach. Pomidory, białe serki, zielone liście - świetnie ożywiają wszelkie potrawy. Smaczne dodatki rybne, z lokalnych wód smakują mi osobiście najbardziej. Z ciast ulubione w Irlandii cheesecake, i apple pie domowej roboty, a również popularne w UK raspberry ruffle. Ponoć w Chocoa pyszna jest kawa i czekolada, choć jeszcze ich nie zdążyliśmy wypróbować, zapełniliśmy lunchem swoje brzuchy ;) Tym razem właśnie tak, w tle z aromatyczną herbatą.. Było pysznie!


Ciekawostki z Chocoa. Już przy wejściu mój mąż zauważył, że posadzka lokalu wyłożona jest monetami. Wyczytałam, że właściciele zebrali 30.000 monet po 1p! na wyłożenie tego 'dywanu'. Idealnie trafiliśmy, bo podczas naszych odwiedzin w lokalu zwolniło się miejsce przy ‘Paradise Garden Wall', dekoracyjnej ścianie kwiatowej, która powstała całkiem niedawno w kawiarni. Widzicie kilka ujęć nas, w tle tej pięknej ściany kwiatowej, stworzonej przez dwie wspaniałe twórczynie - Claire z Flower Walls NI, i Laurę Lee-Elliott projektantkę wnętrz.

Ojcowski Park Narodowy - tu zjesz smacznie!

sobota, września 29, 2018

Ojcowski Park Narodowy - tu zjesz smacznie!

Ponieważ uwielbiamy jeść, a temat restauracyjny i kawiarniany mam 'we krwi', zawsze będąc na urlopie lubię odwiedzić niejedną jadalnię, zaspokajając swój apetyt na kulinarne nowości, męża i dziecka apetyt.. w ogóle. Cieszę się ogromnie, że koniec wakacji mieliśmy tak udany i w sumie podczas paru dni spędzonych w Ojcowskim Parku Narodowym stołowaliśmy się aż w kilku ciekawych punktach gastronomicznych. Okazuje się bowiem, że ta okolica z tradycjonalnym i dobrym stołowaniem ma naprawdę wiele wspólnego. Śniadania ze względu na piękną pogodę od samego rana celebrowaliśmy przy wynajętym domu, gdzie mogliśmy  wygrzewać się na słońcu, przy szumiącym Prądniku. Natomiast całe dni, aż do wieczora upływały na chodzeniu, zwiedzaniu... no i oczywiście na delektowaniu się tym, co do zaoferowania miały lokalne restauracje, kawiarnie i bary.
Wszędzie było dobrze, w każdym z nich najedliśmy się, i klimat w tych miejscach był znakomity. W zasadzie można je rozpatrywać ze względu na radość poszczególnych członków naszej rodziny. Dla mnie istotne jest, aby moje dziecko zjadło z apetytem, ale też miało możliwość zająć się czymś. Oczywiście dobrze jest, aby rodzice potrafili to zorganizować na własną rękę (kredki, blok rysunkowy, itd.), ale wybaczcie na urlopie wolałabym tylko odpoczywać ;). Chodząc tyle kilometrów po wzniesieniach i spacerując nie spodziewałabym się, że mój pięciolatek zamiast się zmęczyć, będzie jeszcze więcej wydawał energii z siebie.. Tak więc idealne wakacje to takie, że inni pomyślą za nas. W sumie w Ojcowskim Parku Narodowym za wiele prócz natury, lodów i gofrów dziecku nie zaoferujecie.. A może jednak? 
Zaczynam od dwóch świetnych gastronomicznie, a do tego klimatycznie -pstrągarni i kawiarni. Dla mnie jako dla matki i żony, a zresztą wielbicielki potraw rybnych na najwyższym poziomie i jedynym w swoim rodzaju smaku okazał się - Pstrąg Ojcowski. Położone w samym centrum OPN stawy z hodowanym tutaj pstrągiem tęczowym, a także z umiejscowioną na świeżym powietrzu wędzarnią i tarasem leżakowym, a także z łódką z możliwością pływania - to pewnego rodzaju ewenement w Polsce.
Pomysłowe przedsięwzięcie właścicielek, mamy i córki, dzięki któremu można poznać smak polskiej ryby, zdrowej, świeżo przyrządzonej, jednocześnie wypoczywając na łonie natury w trakcie urlopu w tych cudnych okolicznościach przyrody. Swojsko podane, w swojskim klimacie. Sympatyczni ludzie obsługujący tu, życzliwi i weseli, a do tego moje uradowane dziecko mające swoje 'pole do popisu' ;) Łódka, trawka, ścieżka edukacyjna, traktor do zabawy, kamienie, piasek i smaczna obiado-kolacja. Dla mnie miejsce niezwykłe, szalenie wygodne i chciałabym tu jeść każdego wieczoru. Mój mąż był bardzo najedzony, i zadowolony, więc... Super!
Kawiarni Niezapominajki na pewno nie zapomnimy na długo, bo nasze dziecko wcale nie chciało jej opuścić. Miejsce zaplanowano w dużej mierze pod młodszych turystów, bo nie dość, że jest tu sporo deserków dla małego podniebienia, typu lody naturalne, czy naleśniki, to jeszcze stoi tutaj specjalnie wykonany na potrzeby bawiących się dzieci całkiem spory statek z drewna z piłeczkami.
Przez cały czas relaksu na statku bawiło się kilkoro dzieci, tworząc zgraną załogę z kapitanem na czele ;) Wiadomo. Idealne rozwiązanie dla rodzin, jedyne znalezione miejsce do odpoczynku na leżakach i w stu procentach z myślą o bawiących się obok dzieciach. Tego w Ojcowskim Parku Narodowym w sumie brakuje.. Zabawne w tym wszystkim tylko okazały się komentarze dwóch pań powyżej średniej wiekowej.
Dwukrotnie zarzucały, komentując na tyle głośno, abym ja siedząca blisko nich mogła to usłyszeć, że "to nie jest miejsce do takich zabaw", bo "tu się je" :P i "czy te dzieci nie mogłyby się trochę ciszej zachowywać?". Pewnie panie tego nie przeczytają, o czym napisałam teraz, bo Panie nie są 'na czasie' i jeżdżą do OPN tylko po to, aby wypocząć, i oczywiście chętnie bym powiedziała do nich 'dwa słowa' na miejscu, gdyby nie mój kochany mąż. :) A tak przynajmniej Panie (i mój mąż) spokojnie dokończyły jedzenie, a moje dziecko świetnie się bawiło. 
Dziękuję mężu, Ty zawsze wiesz jak sprawić, aby wilk był syty i owce całe. No cóż, skoro jest tam świetnie dla rodzin, (większość bywalców to właśnie rodzinki z dziećmi) to polecam, bo jest też pysznie. Jadłam domową szarlotkę, moje dziecko naleśnika, a mąż tartę warzywną. Wewnątrz też znajdziecie dobry nastrój, muzykę, i kominek, który ogrzewa i nadaje miły nastrój kawiarence. Ten ostatni element polecam w chłodne dni.
Pewnie nie wszyscy wiecie, ale każdy zjedzony kęs w Ojcowskim Parku Narodowym jest jak podróż w czasie w dawne lata, smaki dzieciństwa, ludzi, którzy w tych okolicach dorastali. 'Jak za dawnych czasów' to drewniany niebieski domek, w którym wszystko jest odwzorcowane sprzed wielu lat. To też budka stojąca tuż przy drodze w kierunku Pieskowej Skały, z grillem, piecem, i ławkami dla zatrzymujących się, aby dobrze zjeść jak za dawnych czasów.. Zatrzymujemy się i podchodzę - chwytam kiełbasę z grilla - pachnie super, coś dla męża, i dla mnie jak znalazł.
Potem okaże się, że dla synka też! Kiełbasa sporo kosztuje (za kilogram) ale jest niezwykle lekka, więc cena okazuje się niższa niż za sklepowe kiełbasy. Kupuję jeszcze ciasto ze śliwkami domowej roboty, zjemy w domku po powrocie... My już ruszamy, ale Wy zjecie tu jeszcze Chleb Praojców ze smalcem, i inne rarytasy przyrządzone domowymi sposobami, na miejscu. My nie mogliśmy czekać. Ponoć chleb jest bardzo dobry, i poza sezonem organizowane są tutaj warsztaty jego wypieku. Zachwycające miejsce, z wesołymi obsługującymi osobami, które uczestniczą w przygotowaniu jedzenia. Polecam!
Na koniec Restauracja Herbova, w Pieskowej Skale, a dokładnie leżąca w Zamku Pieskowa Skała. Miejsce jest niezwykłe o tyle, że to właśnie z niej rozpościera się wyjątkowy widok z Zamku w Pieskowej Skale. Jeśli więc przyjechaliście do Zamku w Skale, to musicie tu dotrzeć, kwestia tylko, czy zechcecie zatrzymać się na dłużej np. na kawie. Wchodząc przez bramę Zamku, bez problemu tu dotrzecie.
My ze względu na ogromny upał spróbowaliśmy tylko dobre sorbety w pucharku, kawę, herbatę i uciekaliśmy już. Oczywiście podają tu obiady i przekąski, jak na królewską restaurację przystało. Miejsca ulokowane są na niższym poziomie i na wyższym - tarasie, gdzie warto przysiąść nawet na pół godziny. Widok jest przepiękny i to tutaj ukazują się ogrody Zamku. Ceny są przystępne, więc polecam odwiedzić. Dobre miejsce na spotkanie towarzyskie. 

Cafe Kino (kawiarnie z kinem w Polsce) - Weekendownik

sobota, kwietnia 07, 2018

Cafe Kino (kawiarnie z kinem w Polsce) - Weekendownik

Znalezienie miejsca gdzie ze smakiem wypijesz kawę z przyjaciółmi i doznasz czegoś nowego, miejsc o ciekawym klimacie, tzw. 'z duszą' w dzisiejszych czasach nie jest już wielkim wyczynem. Smaczna kawiarnia, dobra restauracja, często kuchni tradycjonalnej, czy sieciówki gastronomiczne, odnajdziesz na całym świecie. Wracasz tam ponieważ odpowiada Ci smak, klimat, i inne czynniki. Co, jeśli poszukujesz wciąż nowych doznań kulturalnych, czegoś zupełnie nowego? Tak naprawdę wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło: ciekawe miejsca na spotkania z przyjaciółmi. Właśnie tą drogą odnalazłam w swoim rodzimym mieście bardzo fajną kawiarnię, o której wcześniej nie wiedziałam, a funkcjonuje już pewnie kilka lat.

Po przyjeździe na urlop do Polski postanowiliśmy uczcić swoją drugą rocznicę ślubu razem z przyjaciółmi i zainteresowała mnie nadzwyczaj oferta pewnej kawiarni. Cafe Kino przy ulicy Długiej 32 to, jak się domyślacie, nie tylko kawiarnia, lecz także kino. Kawiarnia posiada salę projekcyjną z ekranem o pokaźnych wymiarach, gdzie odbywają się seanse filmowe ogólnodostępne dla wszystkich gości lokalu. Repertuar Cafe Kino - znajdziesz tutaj: Repertuar. Zamawiasz coś z menu (wybór słodkości, sałatek, koktajli, czekolad, kaw i alkoholu), siadasz wygodnie i możesz oglądać projekcję filmu ze znajomymi. Oprócz tego można indywidualnie zamówić rezerwację na zamkniętą imprezę, a w salach obok realizować szkolenia, lub okolicznościowe spotkania - to w piwnicy lokalu. Na piętrze panuje bardziej typowa dla kawiarni i baru atmosfera, z muzyką filmową w tle. Mnóstwo stolików, krzeseł i w części logii sporo poduszek, gdzie rozsiądziecie się wygodnie. Trzy pomieszczenia a w nich świetnie rozmieszczone miejsca na posiłek w gronie przyjaciół. 
W Cafe Kino, czułam się świetnie, bardzo podobała mi się sala kinowa, nagłośnienie i barowy klimat, a także w naszym przypadku w takim ważnym dniu możliwość wypicia drinka. Wszystko to czyni takie miejsce bardzo towarzyskim, ponoć odbywają się tutaj nawet party taneczne. W innych miastach: Filmowa Cafe - Nowa Huta Osiedle Teatralne 10 Świetne oświetlenie, przytulne siedzenia, dobra kawa, w odrestaurowanym wnętrzu na pierwszym piętrze dawnego kina Świt (Kraków). W Warszawie kino kawiarni jest kilka. Kino Kawiarnia Stacja Falencja  oprócz projekcji filmowych i możliwości relaksu przy kawie charakteryzuje się znajdującą się w obiekcie księgarnią. Można zakupić tutaj książki. Ponoć jednym z bardziej klimatycznych miejsc kulturalnych Warszawy jest kino kawiarnia Pałac Międzylesie W budynku pałacu otrzymacie sporą dawkę kultury i wszelkich doznań. Jest to rozrywka na wysokim poziomie, gdzie zjecie smaczny posiłek, wynajmiecie salkę kinową z możliwością wypicia kawy i nie tylko, a także obejrzenia eksponatów historycznych znajdujących się w tutejszym Muzeum. To miejsce, które przybliży Wam historię Międzylesia i Warszawy, no i oczywiście idealnie nadające się do tego, aby obejrzeć dobry film na specjalne zamówienie.
Poszukajcie kameralnego kina, kino kawiarni w swoim mieście. Możliwe, że także u Was znajdziecie takie interesujące miejsce. Poza tym proponuję też przejrzeć repertuar kin pod chmurką, czyli kin plenerowych. To ostatnio bardzo modna forma oglądania filmów na świeżym powietrzu, również z kawą, jedzeniem w ręku. Dodatkowym atutem jest przebywanie na świeżym powietrzu, co jest idealne w sezonie letnim. Więcej na ten temat znajdziecie w tym artykule. Nie wiem jak Wy, ale mi takie innowacyjne rozwiązanie oglądania filmów bardzo odpowiada. Zamierzam w tym roku zasiąść na takim leżaczku, lub piknikowo - dokładnie jak kilka lat temu w Belfaście na trawce przy Hali Miejskiej na filmie "Casablanca".
            
Wrocław zimą

poniedziałek, marca 13, 2017

Wrocław zimą

Nie wiem jak Wy, ale ja mogłabym zwiedzać przez cały rok. Co prawda więcej możliwości mamy w cieplejszych miesiącach, ale jeśli w grę wchodzi przede wszystkim obejrzenie zabytków, czy atrakcji wewnątrz budynków, co w dużej mierze zdarza się podczas podróży do miast - naprawdę można sobie pozwolić to zrobić zimową porą. W czasie naszej dwudniowej wycieczki po Wrocławiu mieliśmy to szczęście zobaczyć nie tylko Wrocław z perspektywy wizyt w zamkniętych pomieszczeniach, ale też w wolnych chwilach spacerowaliśmy na Rynku wrocławskim i w innych czarujących miejscach tego pięknego miasta. Znane nam są widoki towarzyszące dziadkowi mrozowi w słońcu, jak i w olbrzymim zaszadzeniu. Każdy z tych krajobrazów bardzo nas oczarował, a najbardziej olśniewał sam Breslau. Idealnym dla nas terminem okazał się 13 luty, kiedy bilety lotnicze Ryianair z lotniska w Belfaście były w bardzo dobrej ofercie cenowej. To tylko jeden z plusów dlaczego warto było znaleźć się tutaj właśnie tuż przed Walentynkami. Dla nas największym prywatnym zadowoleniem okazało się spotkanie z naszymi przyjaciółmi, rodzicami chrzestnymi Alka. Jestem uradowana z tych chwil, kiedy wraz z moją przyjaciółką mogłam przechadzać się ulicami miasta z którego Ona pochodzi. :) Mam nadzieję, że w tym artykule trochę Was zachęcę do takiej wyprawy także z dzieckiem, bo Wrocław posiada całe mnóstwo atrakcji dla starszych i młodszych. Niektórych nie mogliśmy zobaczyć ze względu na porę roku właśnie. Pamiętajmy jednak, że zawsze można Tu powrócić latem.

Główną atrakcją, na której postanowiliśmy się skupić to tego stopnia, że tam zarezerwowaliśmy sobie nocleg, był najwyższy budynek mieszkalny we Wrocławiu - Sky Tower o wysokości 212 m. Wszyscy wiedzą, że Wrocław jest bardzo dużym miastem i przemieszczenie się z jednej na drugą stronę miasta może zająć całkiem sporo czasu. Warto zatem przed planowaną podróżą dobrze zastanowić się jaka okolica jest dla nas idealnym połączeniem dojazdowym. O Sky Tower napisałam już odrębny artykuł. Tutaj dodam tylko, że ulokowaliśmy się w jednym z trzech budynków w bardzo atrakcyjnej cenie noclegu w apartamencie na 11 piętrze. Oczywiście w Sky Tower zajdziecie szereg możliwości bazowych także na wyższych piętrach. Wszystko indywidualnie w zależności od oczekiwań. Polecam zajrzeć na stronę ST, bądź na ofertę trivago. Nam udało się ulokować o bardzo wczesnej godzinie, co z moich ocen w przypadku Wrocławia prawie graniczy z cudem, gdyż najwcześniejsze zameldowania w wielu hotelach są od godziny 14. Według mnie wybór tego miejsca był idealnym rozwiązaniem. Mogliśmy tutaj spędzić romantyczne chwile rodzinne, zobaczyć Wrocław z 49 piętra, a także spotkać się z przyjaciółmi towarzysko.

Teraz, gdy zobaczyłam Rynek Wrocławia, wiem, że jest najpiękniejszym, jaki do tej pory widziałam. Nie sądziłam nawet, że można tak bardzo zachłysnąć się Starówką. Wiem, tutaj nie używa się tego nazewnictwa, ale on po prostu jest Stary. Jak dla mnie największe wrażenie zrobiła kostka wyłożona przy ratuszu, kolorowa a w szczególności wybrukowany herb Wrocławia. Przepięknym fragmentem Rynku jest Stary Ratusz, a także malowane, stare drzwi Piwnicy Świdnickiej. Wokół mnóstwo jest odrestaurowanych, zabytkowych kamienic, fragmenty możecie zobaczyć na niektórych fotografiach. Mi bardzo spodobały się latarnie tutaj rozmieszczone. Na chwilę odwiedziliśmy Spiż, browar, który ma ogromną historię. Ponoć pijalnia piwa rozlewa najlepsze piwo w mieście. :) Alexandrowi spodobały się jatki sąsiadujące z Rynkiem, i co ciekawe najbardziej zafascynowała go drewniana pozytywka, a nie jak się spodziewaliśmy figury zwierzątek rzeźnych. Stara uliczka z szeregiem rzemieślniczych sklepów jest bardzo urokliwa.



Dużo byłoby pisać o miejscu, które oglądaliśmy objęci walentynkowo, omijając wesołych, szczęśliwych przechodniów. Jednak naszym przystankiem w dniu dzisiejszym 14 lutego była mojej psiapsiułki ulubiona pijalnia czekolady E. Wedel, w której rozkoszowaliśmy się prawdziwą, gęstą czekoladą na gorąco i wszelkimi jej odmianami. Ostatnio taką (podobną w smaku i konstystencji) czekoladę piłam w jednej z kawiarni bydgoskich. Z kolei wszyscy przecież wiemy, że czekolada E. Wedel ma już 160 letnią tradycję. Prawdę powiedziawszy wszystko w tym miejscu zachwyca, prócz cen, które według mnie są szokujące, nawet biorąc pod uwagę fakt, że pijalnia ma tak duży prestiż, i umiejscowiona jest pod adresem Rynek 59. Szkoda również, że firma została sprzedana japońskim właścicielom już jakiś czas temu. Niemniej właśnie w takim miejscu, pachnącym dla nas nadal historią polskiej czekolady, a na pewno słodką miłością, spędziliśmy czas przed wyjazdem do Bydgoszczy, gdzie prawdziwie wesoło ucztowaliśmy Dzień Św. Walentego w piątkę.



Walentynki, to też dzień, kiedy pomimo wcześniejszego niezdecydowania, odwiedziliśmy wspaniały obiekt, którym jest Panorama Racławicka. Na szczęście był to na tyle zoptymalizowany czas, że nawet nasz niespełna czteroletni synek nie nudził się, a zainteresował malowidłem, dzięki czemu my rodzice mogliśmy wysłuchać spokojnie opis lektora, o miejscu w którym się znaleźliśmy. Wszystko trwało może około 45 minut, jednak ten czas i wizja przedstawionej na obrazie olejnym bitwy pod Racławicami mocno pozostanie w mojej pamięci. Muzeum w którym mieści się słynny obraz, posiada dużą rotundę specjalnie wybudowaną, aby ukazać całe malowidło. Namalowany na płótnie obraz został rozwieszony wewnątrz rotundy i można go całkowicie obejrzeć przechodząc dookoła. Dzieło malowane było przez dziewięciu znanych malarzy. Obraz powstawał już od 1893 roku, kiedy Kossak, Boller i Styka zarysowali pierwsze szkice. Najciekawszym elementem, oczywiście oprócz całej przedstawionej bitwy jest połączenie obrazu wraz z elementami statystycznymi (głównie piaskiem, drzewami) krajobrazu co daje tak wielki efekt wizualny, że dochodzi do wrażenia obecności na polu bitwy. Bardzo się cieszę, że udało nam się zobaczyć to niesamowite dzieło.

W zasadzie moją relację rozpoczęłam bardzo 'od końca', dlatego teraz wrócę do początku. Naszym ogromnym marzeniem było sprawienie radości Alexandrowi, który niedługo wkroczy w wiek czterech lat. Tak więc co On mógłby robić zimą we Wrocławiu? Otóż postanowiliśmy jako pierwszy najważniejszy punkt programu tej podróży, zaraz po zakwaterowaniu w naszym apartamencie zrealizować wizytę w Zoo. Nie wyobrażam sobie, nie tylko ze względu na posiadanie dziecka, ale również w związku z zamiłowaniem do zwierząt, flory i fauny nie zobaczyć jednego z najstarszych w Europie ogrodów zoologicznych. Miejsce to wyjątkowe, dodatkowo posiadające Afrykarium czyli rozbudowane oceanarium, baseny, akwaria dla zwierząt. Jak dla mnie jest to miejsce niezwykłe, a do tego ciepłe, co zimową porą należy do przyjemności! Oczywiście nie wykorzystaliśmy w pełni tego, że jesteśmy w Zoo, ponieważ o tej porze roku większość zwierząt ukrytych jest przed mrozem. Powrócimy tutaj w cieplejszych miesiącach, zresztą, gdy nasz synek będzie już trochę większy. Zauważyłam Jego spore zainteresowanie wodnym światem i było tak niepohamowane, że w przypadku wizyty w całym obiekcie musielibyśmy przeznaczyć na to cały dzień. Bilety do tego obiektu nie należą do najtańszych, nam udało się znaleźć ciekawą ofertę na portalu z zakupami grupowymi.








Zaraz po tej zabawnej dwugodzinnej wyprawie po tropikalnym świecie zwierząt pokierowaliśmy się w kierunku najstarszej dzielnicy Wrocławia. Po Ostrowie Tumskim spacerowaliśmy już popołudniu, zanim jednak do tego doszło zjedliśmy pyszny obiad w gmachu Hali Targowej i stamtąd pieszo przeszliśmy wśród najstarszych zakątków miasta. Zatrzymaliśmy się na chwilę w przepięknej Katedrze Jana Chrzciciela. Następnie obeszliśmy całą okolicę przyglądając się bacznie zabytkom, pomnikowi św. Jana Nepomucena, Wyspie Piasek a także dwóm innym kościołom. Przechodząc przez Most Tumski nie zapomnieliśmy o kłódeczce. Ten dzień wspominam bardzo nostalgicznie, gdyż z samego rana przywitała nas biała zima, a to także ma swój urok, szczególnie jeśli za śniegiem bardzo się tęskni. Nie spodziewałam się takiej zmienności w klimacie i choć niektórzy mówili, że kolory na Rynku są mocno przesadzone na zdjęciach z Internetu, a śniegu na pewno we Wrocławiu nie będzie podczas naszego pobytu to ja chyba mam wielkie szczęście, bo nam się trafiło i jedno, i drugie. W dwa dni. Liczę, że do Wrocławia powrócimy w miłym towarzystwie, i zobaczymy pozostałe atrakcje w bardzo ciepłe dni.




Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik