Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Crepe Paper Clematis Flower, Pink October

sobota, października 21, 2023

Crepe Paper Clematis Flower, Pink October

15 października w Europie obchodzony jest Dzień Różowej Wstążki. Od roku 1985 październik uznany jest miesiącem świadomości raka piersi. W tym czasie mówimy o profilaktyce, o badaniach, które ratują życie kobiet (i mężczyzn) u jakich rozwinął się złośliwy nowotwór piersi. Porusza się również temat wsparcia, szczególnie w gronie wszystkich dotkniętych tą chorobą. Nagłaśniamy o stylu życia ludzi z rakiem piersi, jak przez niego przejść i jak po nim żyć. Wiemy, że rak piersi w dużej mierze jest dziedziczny i ma tendencję nawrotową, dlatego według mnie warto poznać sposoby jak z nim po prostu funkcjonować. Dziś skupię się na kobietach. 

AMAZONKA. Nie bez powodu tak właśnie nazywa się kobietę jaka pokonuje raka piersi. To silna, mądra, kochająca kobieta, która do końca życia została przez raka okaleczona, a jednak czerpie z dnia codziennego tyle ile może. Myślę o Amazonkach i zawsze widzę nas w różowej barwie. Z tą właśnie myślą mam też dziś trochę kobiecych, 'różowych' zdjęć. Z okazji Europejskiego Dnia Walki z Rakiem Piersi zapraszam na osobisty wpis z moimi przemyśleniami o emocjach Amazonki. Te myśli spisałam kilka akapitów niżej. I oczywiście dotyczą one moich sposobów na życie dotknięte rakiem piersi. Mogę pisać o sobie i o swoich 'siostrach', czyli o Tych, których historię poznałam, które byłyśmy (i jesteśmy) sobie niekiedy wsparciem. Jednak w tej walce z nowotworem, choć chorego otacza się leczeniem w celu wyzdrowienia i zawsze wsparciem, aby nie był samotny, to tak naprawdę miałam okazję przekonać się, że najczęściej jest się samodzielną i obiera się swoją własną drogę w chorobie. Ja nie miałam większych problemów ze samą sobą, od młodych lat nauczona byłam samodzielności. Więc w tym przypadku, oraz gdy już przestałam zajmować się Innymi za których czuję się odpowiedzialna, potrafiłam skupić się na leczeniu i na sobie. O tym egoizmie napiszę na samym dole. 

W tym artykule również postanowiłam pokazać moje clematisy z krepiny, które powstawały wyjątkowo długo po mojej chorobie.. Gdybym miała opisać kwiat, który symbolizowałby kobietę (mnie) zmagającą się z ciężką chorobą to z pewnością jest to ten kobiecy, zmysłowy kwiat clematisu o pięknym różowym pąku, pnący się na cieniutkiej, lecz twardej łodydze z licznymi uszczypnięciami, odgryzionymi listkami. Wijący się tak clematis ma szansę na życie przy bardzo sprzyjajacych warunkach. Nie tylko wytworzonych przez otoczenie. Musi mieć możliwość zaczepienia i sam zdominować ten obszar, miejsce po którym się wspina. Nawet pokąsany przez owady czy ślimaki, lecz osłoneczniony, odpowiednio ukorzeniony ma szansę na rozrost i obfite kwitnienie. Czasem potrzeba go przyciąć. Ja zakochałam się w kwiatach clematisu, których odmian są tysiące, dlatego mogłabym tworzyć go w różnych barwach i wersjach. Uwielbiam jego duże pąki i wąskie łodygi. Jest to bardzo  ciekawe połączenie, i zresztą niełatwa twórczość do wykonania.

Kwiaty z papieru, jakie widzicie, powstały za pierwszym razem, ale nim je wykończyłam minęło kilka tygodni przemyśleń o tym jak chcę je złożyć. Zbiegło sie to z zapaleniem, i w tym czasie powstała w mojej głowie najlepsza wersja. Łodyga jest wygięta i bardzo cieniutka. Chciałam stworzyć clematisy, które chętnie sama widziałabym w swoim ogrodzie. Obecnie mam tam ciemno fioletowe i odmianę burgund warszawskie, a także climbing białe wiosenne o zupełnie innym kształcie liści. Te ostatnie, jak sądzę, dość niechętnie się przyjęły od moich poprzednich imienin ;). Marzeniem ogrodniczki, które na pewno zrealizuję będzie hodowanie odmian różowych i niebieskich, a w bukietach krepinowych  - włączanie stworzonych clematisów do kompozycji kwiatowych. Będę projektowała je w swojej florystycznej twórczości, ponieważ są przepiękne a ja bardzo utożsamiam się z nimi.

Moje clematisy wykonane są z krepiny włoskiej i cieniowane są suchymi pastelami. Jest ich kilka. Tutaj zaprezentowałam Wam ich większą część. Prawie wszystkie są w odcieniach tzw. niebieskich (blado błękitny i lila), oraz dwa rodzaje różowych. W ukryciu pozostał moj 'rodzinny', biały clematis z papieru o zupełnie innym środku, według mnie niepasującym tutaj do tej subtelnej różowej serii. Te z dzisiejszego wpisu są pastelowe, o dość wąskich płatkach i niewielkich środeczkach. W ogrodach nieliczne świeże odmiany są tak oryginalne, dużo więcej jest szeroko płatkowych  o mocno rozpostartych wnętrzach pąka, jakie mi osobiście nie przypadają do gustu. Może to dlatego, że podczas leczenia schudłam ? ;) (Żart)

KOBIECOŚĆ, seksualność, czułość czym jest dla każdej z nas? Wszyscy wiemy, że znając swoje emocje można ułatwić uleczenie swoich chorób. No dobrze. Jednak zazwyczaj po uzdrowieniu przychodzi uczucie pustki, lub lęku, rozsypania. Więc kolejne pytanie. Jak po leczeniu znając swoje ciało możemy uratować swoje emocje? Jak nauczyć się żyć w nowej ale tej samej skórze. Jak po szkodliwej chemioterapii i radioterapii nie pozwolić zabić siebie? Swojej miłości. Być kobietą, która kocha siebie, uratować każdą cząstkę siebie, kochać. Aby żyć w tym wszystkim i sobie z tym radzić naprawdę liczy się przede wszystkim Miłość. Gdy napiszę dziś o miłości, to na pewno będzie Nią wszystko co znajdziecie w tym wpisie. Dziś nie będzie o czymś konkretnym wymienionym z nazwy, czy z imienia, bo to nie jest żaden osobliwy Ktoś. Przede wszystkim konieczne jest zrozumieć, że jest tym wiele rzeczy i ludzi, jest to cały świat, a nawet te trudy i to co niemiłe, wszystko, co mnie dotyka. Bo to tworzy mnie. 

MIŁOŚĆ, szacunek do całego świata, do otaczających nas ludzi, do porastajacej natury, uprawnej ziemi, ale także do każdej materii, której dotknęła ręka człowieka to rezultat. A gdzie jest początek? Jeśli pokocham siebie i też to, co ze mnie zrodzone, lecz też to co zbudowałam, to równym uwielbieniem przyjdzie mi szanować wszystko na tej ziemi, co budują Inni (zawsze 'dotknięte' przez..). Oczywiście łatwiej jest przekazywać miłość osobom, które mamy najbliżej swojego serca. Pewnie chorujące kobiety, które mają rodzinę np. dziecko, męża, rodzeństwo, rodziców mają ogromne szanse i możliwość dzielić się uczuciami i emocjami dosłownie każdego dnia. A co z osobami nieposiadającymi rodziny? Napiszę tak: Jeśli chcę kochać i umiem kochać to nie ma znaczenia w uleczeniu czy jestem matką, mężatką, siostrą, córką czy po prostu jestem Człowiekiem. Oczywiście posiadać każdego dnia tak silne uczucie, które niesie mnie do życia, do wyzdrowienia, to na pewno wyjątkowa łaska jaką otrzymałam. Ale wyobraźmy sobie sytuację odwrotną. Masz rodzinę, brata, matkę, którzy nie są dla Ciebie wsparciem a Ty nie jesteś dla nich najważniejszą osobą, nie ma zaufania i bliskości. Nie ma relacji. W chorobie jesteś tak naprawdę sama (z Ich strony i Twojej, nie mówię np. o przyjaciołach i mężu i synu). Jeśli nikt z Nich nie widzi Twoich radości i smutków, czy zatem możesz liczyć zawsze na rodzinną miłość? 

MIŁOŚĆ, zawsze liczę na swoją wewnetrzną. To miłość jaka nigdy mnie nie zawiodła. Szanować siebie, i po prostu kochać. Kochać wszystkich. To, ile dam miłości od siebie, to uniesie mnie. Wczoraj oglądałam film Johnny. Miłość jest w nas, rodzimy się sobą i nawet jeśli gdzieś się pogubiliśmy, to zawsze możemy wrócić, ale przede wszystkim możemy stać się lepszymi ludźmi, nawet w chorobie. Nieść miłość. Jeśli ktoś nie ma bliskich to może wykorzystać tę miłość dla obcych. Jest tyle możliwości, poświęcić swój czas na pomoc innym ludziom. 'Po prostu bądź'. Miłość Mnie uzdrowi. Nawet jeśli nie fizycznie (choć zakładam, że zazwyczaj zdąży się przed śmiercią cielesną), to wewnętrznie. Dbać o siebie, o swoich bliskich i o swój ogród. Dosłownie! Przez całą swoją chorobę i do teraz pielęgnowałam swoje rośliny. Niestety trudne leczenie nie pozwalało mi na tworzenie kwiatów z papieru. Za to czas gdy byłam najsłabsza podwójnie poświęciłam synowi na rozmowy. Dla mnie największą motywacją jest bycie matką, i każdy dzień spędzony z moją rodziną jest na wagę złota. Mam swoją rolę do spełnienia i muszę ją wypełnić. A największą rolą jest moje życie, samo w sobie, od początku do końca.

CIELESNOŚĆ, kobiecość, seksualność dla każdej kobiety - Jej ciało i cechy, które czynią Ją kobietą są bardzo istotne. Niekiedy cielesność bardzo często przez całe życie zostaje mocno nadszarpnięta. Moje ciało nieraz mnie zawiodło. Ale ostatecznie się nie pomyliło. Genetyka, stres to sprzymierzeńcy chorób fizycznych. Do tego dochodzi sporo innych procentowych obciążeń. Jednak kocham swoje ciało wyjatkową miłością, i może dlatego tak szybko widzę zmiany, jakie w nim zachodzą. Nie zdawałam sobie sprawy, że ono może być jedną wielką tykającą bombą z opóźnionym zapłonem. Moja rodzina i dziadki pracowali z zakładach chemicznych. Mój były partner zaskoczył mnie Jego ogromnymi długami uciekając od rozliczeń z wierzycielami. A najgorsze, że zapewne to zaplanował. Choć pewne tematy mam już za sobą, to odcisnęły piętno na zdrowiu. Co byłoby dziś, gdybym nie znała siebie? Czy to już wszystko zło jakie przygotowało mi życie, a czy to kumulacja problemów jakie trwają od kilkunastu lat, bo zbyt dużo dobrego potem dostałam od życia i musi się zrównoważyć? To samo ciało, które lubię, które daje mi tyle radości, które wydało mi syna na świat, i go wykarmiło, to samo ciało mogłabym znienawidzić po tym ile krzywd mi wyrządziło. A jednak 'kochaj mnie czule'. Zaprzyjaźnij się ze swoją kobiecością, utul jak dziecko. Pokochaj zmiany, pokochaj nową siebie. Dziś tak naprawdę w moim wyglądzie nie zmieniło się wiele. Bo jeśli miałabym napisać zgodnie z prawdą - wizualnie jest lepiej niż było. A założenie na początku leczenia nie było tak optymistyczne. Dzięki temu jak znam swoją fizyczność ten proces przebiegł inaczej niż planowano. Podobnie jak szybki rozwój guza cofnął się po mojej 'interwencji' i oczywiście po ciężkim leczeniu. To nie znaczy jednak, że tak będzie zawsze. Rak bywa zaskakujący, i nie wiem co jeszcze może się zdarzyć. Dziś jestem kobietą, matką i żoną. Wiem już ile mogę znieść w imię miłości. Dlatego. Dziś, gdy cierpisz, gdy wszystko w Twojej fizyczności rozsypało się niczym puzzle, tak naprawdę nie wiesz, że możesz sama je ułożyć. Znajdź brakujący element i wspinaj się niczym clematis.

WYBACZENIE I WSPÓŁCZUCIE. To chyba cechy, które czesto mi towarzyszyły od lat. Jednak ostatecznie od czasu jak zaczęłam się leczyć naprawdę szczerze współczuję i wybaczyłam. Nie wiem skąd u mnie te uczucia tak się rozrosły, bo niegdyś kierowała mną wrogość i złość do niektórych ludzi. Teraz, gdy myślę o tych osobach to po prostu ogarnia mnie smutek, żal i współczucie. Czasem myślę też, że współczuję ludziom, których mogłam kiedyś skrzywdzić ja. Współczuję ludziom jacy mnie zawiedli, i też niektórym znając Ich sytuację do jakiej doprowadzili. Współczuję gdy widzę straty, ale też pęd za pieniądzem. Współczuję ludziom utraconych rodzin, przyjaciół i że nie mają wsparcia oraz prawdziwej miłości. Sobie choroby, czasem braku cierpliwości i niemocy. Wybaczam sobie, że zbyt mocno zaangażowałam się w ratowanie materii (mimo, że zrobiłam to dla mnie i najbliższych) a innym z kolei, że się bali, i że mnie zostawili i zaniedbali. Wybaczam Ich ośmieszanie i wyzywanie. A jeśli dziś stanęłabym z TOBĄ twarzą w twarz to z pewnością bym Ci współczuła.

WIARA. Tego nie powie żaden lekarz, ale gdy uwierzy się w tę układankę, jeśli znajdzie drogę to znaczy, że coś Cię prowadzi. Aby umiejscowić puzzel we właściwym miejscu i wspinać się, musiałam mieć nadzieję. Zrobiłam też wiecej (to w następnym akapicie). Znalazłam brakujący puzzel i zaczęłam. Nie zatrzymałam się nawet jeśli mówiono mi, że to się nie uda. Nawet jeśli wszystko wskazywało, że będzie trudno i mówili, że to się nie powiedzie, szłam swoją ścieżką. Zaufaj ciału i wszystkiemu co boskie. Zaufaj Światu. Naprawdę to nieistotne ile przeżyjesz. Ważne jest JAK to zrobisz. Zrób to po swojemu. Ja mając przed sobą obraz moich umierających rodziców, nie chciałabym kończyć życia cierpiąc przy najbliższych. Walczyć z chorobą z uśmiechem na ustach to mój priorytet. Im więcej trudności tym więcej spokoju. Im bliżej z synem, tym bardziej czule. Każdy z nas kiedyś odejdzie. Być czule.

Nie będę pisała o dietach, ćwiczeniach, zmianie stylu życia bo pewnie wszyscy o tym słyszeli. Napiszę inaczej. Ciepło, światło i ENERGIA. Czy wiesz ile można poprawić, gdy udoskonali się swoją energię życia? Modlitwa, śpiew, taniec, pływanie, słońce, ruch, ciepły dom i zaangażowanie się w nowe projekty. Często po przebytym leczeniu, lub już w trakcie przy okazji rehabilitacji spotyka się ludzi z różnych, organizacji, którzy są niczym Anioły. To co dla chorych robią to jedno. Ale są jeszcze słowa. Wystarczy Ich słuchać. To podpowiedzi. Może to najlepsza chwila, aby zrobić coś nowego? Lub zrobić coś wspólnie z Kimś. Oczywiście często też wtedy nastaje czas zmęczenia, bólu i wyczerpania, zazwyczaj po chemioterapii. Ale zaraz, gdy pojawi się przerwa w tych efektach ubocznych, trzeba wziąć się w garść. Wyjść na swieże powietrze, iść na basen, zjeść potrawy dodające energii. Tworzyć i ćwiczyć, piąć się w górę nawet jeśli boli. Wszyscy myślą, że podróże w słoneczne miejsca to luksus? Czy naprawdę tak mało wiemy o regeneracji ciała i umysłu, i otwieramy usta z zazdrości słysząc, że Ktoś (chory na raka lub nie) wyruszył do Włoch, do Hiszpani, Polski, do Środkowej Europy? Nierzadko pojawiają się hasła: 'bogatemu wszystko wolno', 'ten to ma dobrze', 'temu to się powodzi', 'a o odwiedzinach swojej rodziny nie pamięta'.. 

ENERGIA. Jeśli nie wiedziałeś co robi zimno z Twoim ciałem, to musisz koniecznie przeczytać. Wprowadź w wyszukiwarkę: 'czy rak lubi ciepło?' Pamiętam naszą tygodniową podróż do Włoch w oczekiwaniu na moją biopsję, trzy miesiące z guzem o nieznanym pochodzeniu. Kto wie, może ta podróż uratowała mi życie i dziś jestem a mogło mnie już nie być. A ja dziś jestem. Jestem z najbliższymi, nie pojechaliśmy tam, gdzie jak się okazało wcale nie byliśmy najważniejsi. Ostatnia rzecz i wcale nie w odnośniku 'wiara'. Czy wiesz o tym, że różaniec, inna modlitwa, lub po prostu wypowiadane afirmacje są idealne w przywróceniu energii. Wszystkie głośno powtarzalne, pozytywne zwroty są uleczające, pobudzają energię życia. Powtarzam je po przebudzeniu, w ciągu dnia, i przed spaniem. Bez wzgledu na rezultaty fizyczne robię to codziennie. Zwykło się mówić o Kimś kto stosuje modlitwę, lub medytację, że szuka sposobu aby uwolnić się z grzechów, aby oczyścić własne sumienie. Mówi się, że jak trwoga, to do Boga. Jeśli zrozumiałam Kim tak naprawdę jest Bóg i w czym jest obecny to dlaczego nie miałabym przechodzić tej własnej modlitwy?  To coś, czego nikt nie może mi odebrać. Lubię to.

Na koniec dodam o czymś, przez co trudno przebrnąć. Jest tym trudniej jeśli masz obok osoby, rodzinę, dziecko za których jesteś odpowiedzialna. Moje przyjaciółki, dobre koleżanki wytłumaczyły mi, ale nauczyłam się tego sama. Będąc chorą na raka musisz myśleć tylko o sobie. To tak trochę być egoistką. Ty i Twoi bliscy (w tym koleżanki) musicie wszystko robić z myślą o Twoim zdrowiu. Oczywiście to Ty decydujesz gdzie są tego granice. Im szybciej zrozumiesz, że od tego bardzo często zależy Twoje ŻYĆ, dla innych międzi innymi i od tej Twojej zasady zależeć też może jakość i przyszłość Twojego życia, tym szybciej dobrniesz do końca leczenia. Moja jedna przyjaciółka nie mogła być fizycznie ze mną w czasie mojej choroby, ale zrobiła to mentalnie gdy powiedziała mi, aby wymagać od najbliższych super wsparcia i Ich samodzielności, i że w czasie walki z moją chorobą (okres około 10 miesięcy) wszyscy zdrowi w domu muszą nauczyć się radzić sobie sami, a nawet dobrze byłoby, gdyby pomagali mi. Pamiętam dobrze choroby moich rodziców, więc wiedziałam od początku, że mam większe szanse żyć w chorobie lepiej i dłużej od Nich. Miałam porównanie co i jak powinnam robić. Szczerze powiem, że przez chorobę przeszłam w swoim domu SAMA, ale też przestałam wyręczać domowników w wielu Ich obowiązkach, musieli radzić sobie SAMI. I tak oto dziś już wiem, że syn poradzi sobie z wieloma rzeczami, pozytyw jest też pod postacią wyjątkowych osiągnięć matematycznych. Miał czas, aby odkryć przyjemnośç z nauki.  Mój mąż również zrobił się bardzo samodzielny, a ja nie 'pracuję' już 24 godziny na dobę w domu.

Tak, nienauczeni samodzielności ludzie w obliczu choroby bliskiej osoby muszą się zmobilizować. To mój przywilej. I jeszcze słów kilka o odizolowaniu się od otoczenia. Moja druga przyjaciółka ustawiła mnie do pionu w kwestii spotkań towarzyskich i nawet te z Nią od końca listopada się praktycznie wcale nie odbywały. Gdybym poprosiła i potrzebowała pomocy, na pewno byłaby.. A ja poddałam się leczeniu i najzwyklej w świecie leżałam, odpoczywałam, a potem zbierałam się 'do kupy'. Nie wszyscy rozumieją i nie zdają sobie sprawy, że leczenie raka (niezawsze jest to tak agresywne leczenie) powinno odbywać się w bardzo sterylnym środowisku. Mimo to przyszła zima, przyszły bakterie i wirusy. Tylko raz po wizycie u stomatologa.. w czasie grypy zaczynałam umierać. Ale mogłoby być zupełnie inaczej, gdybym spotykała się z ludźmi regularnie,  gdyby mój syn zapraszał kolegów do domu,  gdyby mój mąż nie zrozumiał co trzeba zrobić, aby w trakcie terapii wytrzymać odpornościowo. Mogłoby wówczas... Ale jestem. Więc skup się na swoim wnętrzu, skup się na uczuciach, zaufaj sobie i swojemu lekarzowi. To przede wszystkim. Nie musisz całemu światu mówić o leczeniu, daj sobie Czas aż będziesz gotowa powiedzieć co Ciebie spotkało. To Ty wyznaczasz granice, nie musisz nikomu się tłumaczyć, zajmować się emocjami Innych (nawet gdy tak by wypadało, bo to rodzina). Daj sobie Czas i pozwól sobie wyzdrowieć. Jeśli chcesz pokonać raka musisz być EGOISTKĄ.

Dziś dla nas i o nas tu piszę. Nie jestem jedyna, w moim otoczeniu są moje dobre i chore na raka koleżanki. Według Organizacji Cancer Research co drugi człowiek w ciągu swojego życia zachoruje na raka, a co ósma kobieta na raka piersi! I naprawdę nie ma to znaczenia co robisz, jak wyglądasz i jaki styl życia prowadzisz. Ważne abyś w porę to wyłapał. Rak staje się chorobą przewlekłą. Ma jednak znaczenie jak będziesz dbać o siebie w czasie leczenia. Ja w czasie terapii odżywiałam się tylko żywnością ORGANICZNĄ i w dużej mierze antynowotworową a pod koniec od pielęgniarki usłyszałam, że wyleczenie zawdzięczam tylko leczeniu, lekom i lekarzom. (?) Na stoliczkach z przekąskami na oddziale chemioterapii i radioterapii odnajdowałam tylko przekąski z glukozą, cukrami, i sztucznymi dodatkami. Czy tak powinno być? :) Niemniej lekarzom ufam w 100%, bo wiedzą co robią a system leczenia jest tutaj w UK wspaniały! Pielęgniarkom jestem wdzięczna za Ich trud i opiekę. Wolontariuszom za pomoc. Przyjaciołom za radość,. Rodzinie za miłość. Sobie za wszystko. Jednak wciąż i każdemu polecam szczególnie poczytać pozycje z których czerpię wiedzę i poradnictwo do życia. Z nich korzystałam w czasie leczenia i przygotowując ten wpis. Oczywiście jest tych książek dużo więcej. Uzdrowienie zaczyna się w głowie. 


Wraz z tymi clematisami życzę nam zdrowia i takiej miłości jaką mam w swoim sercu. Ściskam. 


Źródło: Antyrak David Servan-Schreiber, Trojanki Ewa Guderian-Czaplińska, Potęga Podświadomości Joseph Murphy, Dobrostan Agnieszka Maciąg, Uzdrawiające Medytacje Paul Roland, Oko w Oko z Jaźnią David R. Hawkins, Promyczek Kim Holden, Prawo Rezonansu Pierre Franckh (ostatnia pozycja, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że idę właściwą ścieżką)


Życzenia, bombka z krepiny, świąteczny klimat

czwartek, grudnia 29, 2022

Życzenia, bombka z krepiny, świąteczny klimat

Dzisiejszy artykuł na blogu napisałam już po Świętach Bożego Narodzenia. Wybaczcie moją niedyspozycję internetową, jednak i z konieczności (grypa oraz zapalenie zatok), a także z wyboru, postanowiłam odezwać się jednak w najbardziej dogodnym dla siebie i mojej rodziny momencie. Wypadło to jednak w tym tygodniu, czyli pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem 2023. Tak z myślą o Nas i o Was czytelnikach sprawię swoimi zdjęciami trochę doznań świątecznych, klimatycznych, zimowych (?). Koniecznie zobaczcie moją białą bombkę z krepiny. Dziś przybywam z życzeniami na Nowy Rok, dużo wcześniej niż robię to zazwyczaj, jednak to chyba dlatego, aby nie było tej samej sytuacji jaka teraz miała miejsce przed Świętami, gdy czekałam do ostatniej chwili z życzeniami a wtedy właśnie się rozchorowałam! :) Zapraszam, pod koniec tekstu są życzenia noworoczne dla Was.

Nie muszę Wam chyba pisać jak cieszy mnie ten wpis, ile radości sprawia mi tworzenie, ozdabianie i przygotowywanie wszelkich uroczystości od strony dekoracyjnej. Zdjęcia też są częścią tego klimatu. Jest też kwestia rodzinna, fotografie rodzinne i sam wystrój Domu, miejsca w którym spędzamy przez ostatnie dni grudnia chyba najwięcej czasu, o ile nie powiedzieć, że cały Czas. Jest modlitwa, przytulanie, wspólne kolędowanie, wypakowywanie prezentów, wąchanie choinki, jedzenie pierniczków, oglądanie świątecznych i rodzinnych albumów, zapalanie świec i lampek na różne możliwe sposoby, sesje telewizyjne, podjadanie i wylegiwanie, ostatnio też z racji ograniczonych kontaktów osobistych rozmowy wideo z rodziną..



Oj całe Święta przeleciały to w luźnych, szarawych, ciepłych pulowerkach, to w kombinezonach i pidżamach. W tym roku zrezygnowaliśmy z koszul, sukienki, z krawatów i muszek. Było ładnie, wygodnie i zabawnie. Odrzuciłam też wiele przygotowań, jakie zazwyczaj perfekcyjnie wykonuję na kilka tygodni, dni, czy godzin przed Wigilią. Nie zrezygnowałam ze wszystkich obowiązków, czy potraw ale też byłam zaskoczona, że smakowo udało mi się zrobić np. inne potrawy,  jakich w ogóle nie planowałam jeszcze tydzień wcześniej.. Przepysznie wyszła ryba po węgiersku. Odzyskałam smak na ostatnie dni, za to choroba odebrała mi siły pod sam koniec przygotowań, więc sałatka jarzynowa była przeze mnie wykańczana 2 godziny przed Wieczerzą. Za to część ryb (i to tych najzdrowszych, mój ulubiony łosoś, czy zaplanowane pstrągi) od naszego dobrego kolegi zostawiłam do przygotowania na Sylwestra i Nowy Rok. Było pokręcone wszystko totalnie. Ale nie tylko ja w tym domu żyję i mam obowiązki a co ważne - nie tylko ja mam pomysły!



Są jeszcze moje chłopaki a Ci też odmienieni totalnie w grudniu. Przede wszystkim mogłam w 100% liczyć na Nich. Na mojego męża, który dał z siebie bardzo wlele, a może wykazałby się jeszcze mocniej, ale mi na tym zbyt mocno nie zależało. Najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się dawać instrukcji, ustaliliśmy, że nic nie musi być idealnie, że nie trzeba aby wszystko było jak co Roku, nic nie musi być na tip top i tak samo jak w latach ubiegłych. Ale przez ostatnie tygodnie 'przy okazji' pokazałam chłopakom wiele ciekawostek w kuchni czy w domu, jakie z pewnością przydadzą się Im obu na inne okazje. Czuję z Nich, z Ich kreatywności dumę. Szczególnie z mojego syna, który zaliczył w ostatnich kilku miesiącach, cieżkich dla naszej rodzinki, wiele osiągnięć w szkole a także przyznam - w domu. Bardzo dojrzał, zbliża się po mału do wieku 10 lat, jest bardzo samodzielny. Tak naprawdę Alexander uwielbia miesiąc grudzień, jest to Jego drugi ukochany miesiąc w roku. Tym większy zapał w Nim się pojawił właśnie pod koniec tego Roku.



Jednak byłam zaskoczona jak podszedł tym razem do kwestii Swiąt, Listu do Santa, i jak bardzo było to inne od ubiegłorocznych zachowań. Otoż w tym roku zażyczyl sobie tylko zestaw gumek do tworzenia bransoletek w celu charytatywnym dla porzuconych piesków. Zaangażowal sie w to jeszcze przed Świętami. Poza tym spędził z Nami całe od rana do nocy kilka dni Świąt Bożego Narodzenia. Jest to dość sporym ewenementem ponieważ jest twórczym i kreatywnym chłopcem, spokojnym indywidualistą, twórcom. Cechy ma po rodzicach, cześć odziedziczył po mamie część po tacie, zatem wspaniałe zestawienie niekoniecznie idealne do utrzymywania całodniowych słodkich więzi z 'przełożonymi'. Mnie to bardzo cieszy, bo już widzę oczami matki Kim ma szansę być mój syn w przyszłości. Nie brak Mu empatii, humoru, ale też Charakteru i wigoru! Święta były odstępstwem od normy oraz od naszej codzienności i tak chyba dobrze jest. Były Czasem, gdy nasza trójeczka stała się nierozłączna. Każdy z Nas potrzebuje odmiany, odpoczynku od dnia powszedniego. Każdy z nas może zachować tradycję i szacunek dla niej. I to jest piękne!



Nasi przyjaciele i rodziny, choć jakby w tym roku na odległość, to jednak czuliśmy Ich bliskość. Niestety po tym jak mi odjęło głos na 2 dni, kontakt ze mną został ograniczony głównie do Ich kontaktu z moim mężem. W tej roli On też sobie poradził. Zwykle to ja pełnię funkcję szyi, organizatorki i biorę ster. To ja jestem bardziej wylewna, wygadana, mówię co myślę. Potrafię poprosić, przeprosić, podziękować również zbyt dosadnie. Ale życie pisze rożne scenariusze. Czasem trzeba się wyciszyć. Dla własnego dobra i dla zdrowia. Gdybym miała dziś Wam powiedzieć, że żałuję straconej chwili, zmienionych Świąt w tym Roku, wolnego tempa, innych dań na stole Wigilijnym, nieupieczonych ciast prócz moich - piernika i pierniczków oraz makowca od naszych dobrych znajomych, a głównie tym razem na stole takich kupnych, nie przekazanych prezentów a otrzymanych, i kilku godzin wyjętych z życia? Praktycznie wiem, że tak musiało być. Tym razem to Inni się starali, zadbali, powiedzieli, zrobili, przekazali a nawet na krótko przybyli, Najbardziej żałuję, że nie zdążyłam z kilkoma prezentami jakie oczywiście to ja w swojej głowie sobie zaplanowałam i zaczęłam robić. Ale Nikt tego nie oczekiwał, bo każdy cieszył się swoimi Świętami, chwilą, rodziną, tradycją. Każdy też lubi obdarowywać. Ja nie znam takich osób, przynajmniej nie mam w swoim bliskim gronie, które lubiłyby tylko brać. Żałuję opóźnienia w zdrowiu, w działaniu, spowolnienia jakie przyszło. No niestety są rzeczy nieprzewidywalne. A i tak uważam, że dobrze sobie poradziliśmy z tymi przesunięciami. 



Żalu nie mam do siebie, prócz jedynego, że zbyt późno zabrałam się za tworzenie prezentów. Czas wcześniejszy poświeciłam na cele charytatywne i upominki dla potrzebujacych tu z UK. W dniach dobrego samopoczucia, których było kilka w grudniu, przygotowałam kilka kwiatów doniczkowych. Tym razem były to czerwone gwiazdy betlejemskie z krepiny. W ogóle tego nie zakładałam, mimo, że pragnęłam to zrobić od lat. Idąc jednak tym torem, mam jeszcze tyle do zrealizowania w Polsce... a tam poczta dociera z wielkim opóźnieniem za wzgledu na strajk poczty brytyjskiej.. Kartki od nas doszły też po Świętach, mimo, że to była pierwsza rzecz jaką z okazji zbliżających się Świąt przygotowaliśmy. Czas, który nieplanowany gdzieś nam umknął poświeciłam również na odpoczynek cotygodniowy. Ale też tego nie mogę żałować, bo dzięki temu jednak dziś jestem, czuję się dużo lepiej, tworzę, piszę, uśmiecham się, a nawet odzyskałam głos. Zatem i mówię! :D A to przecież moja jedna z najważniejszych cech osobowości, gadatliwość.

 

Co do prezentów, to też nie jest tak, że ich nie było. Te zakupione i odbierane w sklepach przez funkcję collect były nawet przed czasem. I spontanicznie, oczywiście coś, co mogłam kupić i robię od kilku miesięcy mobilnie, czym zajmuję się ja. Wszystko okazało sie być piękne, niespodziewane i trafne co najważniejsze. Cała reszta na wiosnę i lato, wierzę, że też się uda!  Nie będę opisywała co przyniósł Mikołaj, no może prócz dwóch rzeczy dla Alexandra, z jakich całą rodzinką cieszymy się jak dzieci! Bo jednak Mikołaj dokupił kilka innych prezentów do tych wymarzonych gumeczek ;) Największą niespodzianką były dwie książki 1 i 2 z kolekcji Minalima 'z serii Harry Potter', wyjątkowe wydanie 3D z przepiekną kaligrafią wewnątrz oraz z grubą złoconą okładką. A dla mnie kilka gadżetów i książek do mojej pracowni z krepiny. Może pochwalę się kiedyś w artykule. Poza tym dużo kolorów w tym roku jeśli chodzi o prezenty np. dla męża (bo taki był też mój początkowy plan wystroju w domu). Na Święta miała być barwna choinka, wręcz 'pstrokata' w retro bombki, łańcuszki pełne rażących kolorów. Ale ta wizja zmieniła się wraz z nadejściem grudnia.  Choinka bardzo duża, żywa i pachnąca, jak zawsze była kupiona w tym samym miejscu, lecz ostatnia, czekała na nas, była za wysoka o 60 cm. Więc została ścięta przez ogrodnika tam i tez okazała się tańsza o 20 %. Przywieźliśmy ją z naszym kolegą. My jesteśmy w trakcie wymiany auta. Tak więc przybyło pachnących gałązek ze ścinki choinki i pachnie w całym domu. Jest mnóstwo żywych dekoracji a na te dodatkowe - bombki i zawieszki wydaliśmy grosze. Wymarzyłam sobie przygotować projekt papierowych bombek w naturalnych barwach. Nie udało się w całości spełnić tego planu. Ostatnią moją osobistą rzeczą twórczą do 26 grudnia było wykończenie rozpoczętej bombki z krepiny. Miało być kilka bombek i w tym dwie dla przyjaciół.



Może na kilku zdjęciach dojrzycie ją, tę jedyną bombkę z brokatową lamówką. Jak tylko poczułam się lepiej, skleiłam ją, wreszcie zawisła ostatecznie na naszej choince jeszcze w tym roku, lecz dopiero w drugie święto. Nie jest idealna bo i materiał nie był do niej najlepszy. Papier krepinowy okazał się zbyt rozciągliwy. Mam jednak teraz już na to patent. Na przyszły rok. A nawet dwa rozwiązania już w moim zamyśle się pojawiły. Bo te bombki naprawdę warto zrobić. Są przecudne, retro, urocze i przede wszystkim jest to rękodzieło, które jest nieocenione! Gdy bombka ta wiruje na choince, jest niczym przepiękne zjawisko, wspomnienie rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Takie właśnie bombki są idealne na upominek. Chciałabym móc nimi obdarować Najbliższych i przyjaciół.  Bombka powstała z krepiny białej oraz z brokatu złotego. Jest precyzyjnie wykonana i ma 20 cm długości oraz 20 wysokości. Idealnie komponuje się do naszej naturalnej choinki z ozdobami w kolorach: białym, beżowym, zielonym i brązowym. Bombka zawisła na beżowym sznurku tuż obok moich pierników lebkuchen. 

,

Z ozdób jest też olbrzymi dzwonek 'believe', konik drewniany, drewniana zawieszka z szyszek, tabliczka ' z brokatowym  napisem 'Merry Christmas', kolejna zawieszka konik z napisem: 'Believe in the magic of Christmas', pierniczki gwiazdki, bombki białe, sople, szyszki ze słomy, dzwoneczki 'believe', baletnica od mojego teścia, reniferki szampańskie, łańcuszki z szyszkami i łańcuch szampański  dwie gwiazdki na czubek. Prócz tego żywa girlanda na kominek z lampkami białymi, wieniec na drzwi robiony tydzień przed Christmas i wianek z girlandą na projektor domowy. Jedna z najważniejszych ozdób to świecznik rustykalny drewniany, biały, jaki palił się podczas Wigillijnej Wieczerzy. Nigdy nie uwierzyłabym że w te Święta będzie aż tyle ręcznie stworzonych ozdób świątecznych i tyle prezentów pod naszą choinką, także od przyjaciół. Pod tym względem było bardzo kolorowo i cudnie! Kolorowe kubki tematyczne, czekoladki i  książki. Poza tym na dwa dni przed Świętami nadeszły 3 świąteczne poszewki 1. z lisem, 2. z zajączkami i choinką oraz 3. z dwoma zajączkami. Jest to coś niesamowitego... Jestem pewna, że choinka postoi w naszym salonie do połowy stycznia a może i dłużej aż nie uschnie na wiór!

No i jeszcze była nasza rodzinna sesja choinkowa, domowa ale poświąteczna. Sprawiło nam to wiele przyjemności. W nowych sweterkach z podusiami. Mój pulover przedstawia Londyn, pulover mojego męża jest w pingwinki. Synowi kupiłam holiday sweater Jordana. Super ciepła bluza!  W tle grał gramofon świąteczne piosenki i Kolędy. Dobrze, że moje samopoczucie się unormowało. Czekam na zakończenie leczenia. Zejdzie jeszcze kilka tygodni. Oby do wiosny! Póki co już szykujemy się na zakończenie Starego Roku, a z racji Nowego Roku zrobię bakławę w wersji mniej kalorycznej, mój mąż przygotuje tradycyjne sandwiche na dwa talerze, oraz otworzymy słoik bigosu, jaki podarowali nam dobrzy znajomi. Będzie lekki szampan i rybki pieczone, owoce, oraz orzechy.  Już nie mogę się doczekać Nowego Roku! A Wy?


Chciałabym Wam-Nam życzyć  Zdrowia, oraz sił  i odwagi. 

Dużo Szczęścia na kolejne 12 miesiecy. 

Dbajmy o siebie w 2023 roku!


Magdalena z rodziną. 


Listopadowa-Urodzinowa

niedziela, grudnia 18, 2022

Listopadowa-Urodzinowa

Listopadowa to ja. Jesienna dziewczyna, kobieta, jubilatka. Właśnie taka, jaką widzicie z moim ślubnym diademem we włosach (zawsze chciałam ubrać na party). A to takie nieokrągłe urodziny, ale uwierzcie, że bardzo znaczące dla mnie. Tak sobie wymyśliłam, że czas najwyższy celebrować ten Czas z najbliższymi. To prawda, że nie zawsze mogłam ucztować z rodziną (mam na myśli rodzinę mojego męża, bo moja najbliższa polska rodzina niejako wymarła..). Nieczęsto udawało się spotkać z przyjaciółmi z Polski. Kilometry w pewnym sensie są przeszkodą, aby zgromadzić wszystkie bliskie osoby w jednym miejscu i czasie. Zazwyczaj tym kierowałam się nie organizując swojego party. W tym roku zdecydowałam się to zrobić, zapraszając tylko bliskich z UK.

Na Party zaprosiłam tylko najważniejsze osoby, te z którymi realnie się spotykamy. Rzeczywiście jest tak, że mogłoby ich być trochę więcej. Tyle, że dla mnie bardzo istotne jest kameralne spotkanie. Lokal jak widzicie spełniał wszelkie moje wymagania co do najważniejszych cech tego spotkania. Było wesoło a jednocześnie spokojnie (sala na piętrze), były wygodne stoły w stylu rustykalnym, światła przeróżne także płomienie świec, oraz ładne dekoracje z możliwością wstawienia swoich. Oczywiście poczyniłam pewne kroki w tym kierunku, jakie zostały na kilka godzin przed imprezą wykonane przeze mnie z krepiny. Również topper na swojego torta stworzyłam z papieru sama. To klimat lokalu wieczorową porą sprawił, że na tych urodzinach wszyscy my czuliśmy się znakomicie w swoim towarzystwie.

No właśnie, przecież to my przyczyniliśmy sìę do tego, że te urodziny sie udały, pomimo, że za oknem już zapanowała iście szaro bura pogoda. Kiedy na zewnątrz ludzie próbowali spełnić swoje zachcianki zakupowe w miejskich butikach, ja w myślach spełniałam swoje marzenie zdmuchując płomień świeczek urodzinowych. A potem zajadałam się pysznym dwucześciowym tortem razem z moimi przyjaciółmi. Smaki tortu były dwa, w tym jedna połowa typowo dla dorosłych. Nie, niealkoholowa, lecz z kawą i wiśniami. Druga połowa z myślą o najmłodszych i nie tylko. Dla miłośników lekkich śmietanowych kremów z czekoladą. Tort był ogromny, tak cieżki, że ledwo go trzymałam.  Jeśli chodzi o samo delektowanie się tortem, był on w moich myślach smakowych od kilku miesięcy. Tak naprawdę od pewnego czasu nie jem przetwarzanych słodyczy. Można powiedzieć, że smakują mi wybiórcze słodkości. Kilka produktów i głównie owoce. Stąd tak duży apetyt na urodzinowy tort. 

Na stole pojawiły się też inne smakołyki na ciepło i zimno. Były przystawki, talerze pełne snacków, oraz napoje. W drugiej kolejności podano nam smaczne pizze. Lokal w którym organizowałam urodziny jest pizzerią. Jestem bardzo zadowolona z obsługi w tym miejscu, czuliśmy się tam dobrze obsłużeni. To ważne, szczególnie, że ja nie mogłam i nie chciałam sama zorganizować takiego party w domu. Jest to duże ułatwienie i wygoda, jeżeli temat szykowania potraw odchodzi. Poza tym uważam, że jest to dobra okazja, aby wypaść z domu i po dłuższym czasie zjeść coś poza nim. Taka odmiana jest dla wszystkich dobrym rozwiązaniem.

Takie urodziny sprawiają też, że możesz poczuć sie wyjątkowo, radośnie i doceniona. Jeśli chodzi o mnie, chcę stwierdzić, że w tym dniu moje serce promieniało. Wszystko za sprawą obecności przyjaciół, męża i syna, którzy dali mi mocno odczuć, że ten Dzień jest do tej pory niezapomniany. Dobrze jest kiedy człowiek zadba o siebie 'bardziej' niż zwykle.  Ja np. w ramach tych urodzin zamieniłam klasyczną sukienkę na spódniczkę z wygodną bluzeczką. Zielona dzianinowa bluzka wyglądała odświętnie ze względu na połyskujące nitki w niej. W tym sezonie wybieram takie połączenia ubioru. Lubicie?


Na zakończenie kilka słów o prezentach. Z nich przyznam się jestem bardzo zadowolona i dumna.. Tak, to chyba najlepsze określenie dla tego, jak bardzo zostałam zaskoczona.  Wszystkie prezenty byly 'z przekazem'. Oznacza to, że miały ukrytą symbolikę.  Bardzo cenię osoby, jakie przygotowując upominki znają dobrze marzenia jubilatki. Widzę wkład w trafny wybór i spakowanie. Poza tym pojawiły się też pomysłowe karty, jakie wymagały od darczyńcy pracy handmade. Fantastyczne i zabawne!

Nie zabrakło kilku praktycznych, lecz także wymarzonych prezentów, jak choćby kremy, perfumy. Od pewnego czasu chodził mi po głowie zapach Daisy i wreszcie się doczekałam! Kwiaty to zawsze piękny prezent dla miłośniczki florystyki. Kocham kwiatowe upominki! Świeczka, książka. To taki zestaw bardzo kobiecy, szczególnie pożądany w chłodniejszy czas. Z biżuterią nie rozstaję się nigdy. Drzewko rodziny i szczęścia ma na mnie dobry wpływ. 

Jak Wam minęła jesień? Czy rownież spotykaliście sie z przyjaciółmi? Jak planujecie spedzić Święta Bożego Narodzenia? Do usłyszenia!

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik