Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tata. Pokaż wszystkie posty
oczami dziecka

wtorek, lutego 14, 2017

oczami dziecka


Jedyna, niepowtarzalna więź, miłość najprawdziwsza na świecie. Miłość dziecka. Walentynki to ogromna zabawa dla starszych i młodszych, okazja do pocieszenia swojego ego. Kupujemy bieliznę żonie, aby zadowolić siebie. Robimy czekoladki dla męża, aby podjeść słodkości. a z dzieckiem wystarczy promienny uśmiech, chwila wspólnej spontaniczności. Dziecko, które nie tylko na ulicy, ale też w przedszkolu, i przecież w domu słyszy o Walentynkach, pokazuje nam jak prosta i ciepła jest miłość. Więc. Ani słowa o wspólnych planach na wieczór z mężem, za to sporo rozgłosu na temat rodzinnej wyprawy do Zoo. Nie mówimy o zorganizowanej kolacji 'we dwoje' a o obiedzie. Cały dzień razem, Alexander przeszczęśliwy, uśmiechnięty. Dostał już kilka czekoladek. Jest pięknie, lecz nie ukrywam, my z mężem planujemy randkę we dwoje. Może uda się uśpić Alka wcześniej, aby nie umknął cały wieczór na wspólnym oglądaniu bajek.

Alek: Mamo, dlaczego wszędzie są serduszka? Ja: A bo wiesz Aleksiu, dzisiaj wszyscy ludzie są weseli i mówią bliskim, że Ich kochają. Alek: Mamo, ale przecież ja nie kocham wszystkich, ja kocham Ciebie!

pielgrzym

środa, grudnia 14, 2016

pielgrzym



27  grudnia 2008 roku  Po niespełna dwunastu miesiącach życia na emigracji w NI, naszła mnie ogromna chęć aby wyruszyć w moją własną pielgrzymkę w bardzo interesujące miejsce nazywane świętą górą Północnej Irlandii. Slemish Mountain. Zyjąc wcześniej na południu Słowacji i niegdyś będąc ministrantem w kościele katolickim, odbyłem kilka pielgrzymek wraz z przyjaciółmi ze zgrupowania do którego należałem. W ogóle odkąd pamiętam zawsze mocno związany byłem z Bogiem, a dodatkowo chętnie wędrowałem odnajdując Go we wszystkim co po drodze napotkałem. Przez ładnych parę lat udzielałem się w skautingu, a siebie odnalazłem uprawiając sztuki walki i styl życia węgierski - baranta. Wiązało się to z częstymi wędrówkami i aktywnym trybem życia. Właściwie jak przybyłem do Ballymeny, skupiłem się na pracy, co bardzo mi zaczęło odpowiadać. Jednak przez cały czas natura i wędrówki pozostały dla mnie czymś ważnym, i wartością z której nie mógłbym całkowicie zrezygnować. Teraz, kiedy o tym opowiadam jestem już mężem i ojcem, głównie skupionym na naszej rodzince, choć wspólnie spacerujący, podróżujący (także na Górę Slemish) i właściwie to nie tęsknota, a raczej miłe doświadczenia powodują, że wspominam świetnie te wcześniejsze samotne wędrówki.

Pamiętam moment, jak podziwiałem z okna domu, gdzie zamieszkaliśmy z żoną już kilka lat temu, a także z widokówki kupionej w księgarni zupełnie na samym początku mojego pobytu w Północnej Irlandii -górę, oddaloną od naszego okna pewnie jakieś kilkanaście mil - wybaczcie za brak dokładności z google maps, ale wówczas w ogóle nie korzystałem z internetowych wskazówek. Zwykle do tego celu używałem wyczucia, wyobraźni, kompasu, własnych nóg, i wiedzy zdobytej podczas różnych obozów. To praktycznie zostało mi do dzisiaj, a z kolei moja żona jest bardziej związana z elektroniką, choć na szczęście oboje bez tego potrafimy świetnie sobie radzić. Tak więc pozostawiony sam sobie (nie samotny), po tym jak otrzymałem od zmęczonego 12 godzinną pracą kolegi odmowę na moją propozycję wspólnej pieszej wyprawy na Slemish, skoro świt wyruszyłem w trasę sam. Pamiętam, że temperatura w ciągu dnia utrzymywała się w granicach od 3 do 7 stopni.
Dzień Ojca - Antrim Castle Gardens

czwartek, czerwca 23, 2016

Dzień Ojca - Antrim Castle Gardens



Postanowiliśmy, wraz z moimi chłopakami, że tegoroczny Dzień Ojca (obchodzony w polskim wydaniu) spędzimy poza domem, tym bardziej że pogoda wyjątkowo dopisała. W związku z tym, że mieszkamy w UK, Father's Day wypadł tutaj w innej, wcześniejszej dacie, i tata Alka już otrzymał prezent w postaci sportowej czapki z daszkiem. Doszłam do wniosku, że ten Dzień Ojca, tatuś już jakby obdarowany zostanie tylko i wyłącznie czasem spędzonym ze swoim synkiem, no i oczywiście z Jego mamą, czyli mną. :) Wyruszyliśmy na wycieczkę, do Parku - Antrim Castle Gardens, który posiada idealne ścieżki na przejażdżki rowerem, a także na spacerki. Więcej o parku przeczytacie w relacji z naszego jesiennego spaceru. Zajrzyjcie koniecznie do tego artykułu, bo to naprawdę piękne miejsce. Tym razem w Parku spędziliśmy pół dnia, maszerując tuż za pomykającym swoim rowerkiem - Aleksiu, który był tak zajęty najnowszym gadżetem i oglądaniem pięknych krajobrazów, kwiatów i ruin zamku Antrim, że mogliśmy naprawdę się zrelaksować. Później zaszliśmy aż do centrum miasta, o ile tak można nazwać to małe śródmieście. Naszym celem stały się dwa second handy antyków i porcelany, w których można wyszukać wiele pięknych dodatków do domu z drugiej ręki. Dzisiaj - króciutka relacja, za to przesyłam Wam sporą dawkę zdjęć, z naszego spaceru, w tym także fotografie pięknych, kwiecistych ogrodów.

3 latka Alexandra

środa, czerwca 08, 2016

3 latka Alexandra



Hej :) no więc mamy w domu już wyrośniętego trzylatka. No tak ,Alexander na pewno należy do dojrzałych jak na swój wiek maluszków. Przede wszystkim myślę, że jest to zasługa genów ;) a w tym kondycji po tacie, witalności po mamie, a charakterku - chyba już nieco wyrobionego. Ostatni rok, to głównie szereg zmian - oczywiście całkowite przejście z pieluch na toaletę, pełna umiejętność rozmowy, czy uczęszczanie na zajęcia wczesno przedszkolne przyczyniły się do ogromnego rozwoju. Jestem bardzo zadowolona z tych zmian, choć przeraża mnie odrobinę samodzielność mojego dziecka, głównie z powodu tego, ze jest On bardzo odważny i aktywny. Ale, jak mówią znajomi,  nie powinniśmy się obawiać, bo jest to zdecydowanie lepsze niż gdyby dziecko było flegmatyczne, czy gdyby np. było niejadkiem. My nie mamy takich problemów. W związku z planami urlopowymi udało się namówić synka do bardzo przyjemnej sesji zdjęciowej - mianowicie rozpoczęliśmy dzień od wizyty u fortografa, gdzie Alex spokojnie pozował do zdjęć na paszport irlandzki. I tutaj wyraźnie widać różnicę w wyglądzie od pierwszego tygodnia Jego życia, kiedy wyrabialiśmy Mu poprzedni paszport - diametralnie się zmienił. Postanowiłam dodatkowo, na własną rękę udokumentować naszą wizytę w atelier i przy okazji mój mąż 'załapał' się na zdjęcie z synkiem. 
Zbieramy mlecz lekarski - sezonowe smakołyki

wtorek, maja 10, 2016

Zbieramy mlecz lekarski - sezonowe smakołyki

Tak sobie wymyśliłam, że zrobię dla Was kolejny sezonowy cykl. Poprzedni był o niemniej zdrowych owocach cytrusowych. Pewnie będę mało oryginalna, ponieważ o mniszku lekarskim ostatnio jest bardzo głośno. Jednak to właśnie Wasze artykuły wzbudziły we mnie chęć takiego zapoznania z nieznanym mi dotąd pod względem smaku 'mleczem'. Dzięki Wam nabrałam ochoty na posmakowanie tego chwastu - bo tak naprawdę w Polsce uznawany jest za takowy. Przez wiele lat doceniany był tylko przez babcie i najbardziej przez te wiejskie. Ile dziś bym dała, aby mieszkać na wsi i tak szybciutko przez te kilka tygodni, kiedy mniszek kwitnie zbierać jego w całości. To jedna z tych roślin, których zarówno kwiat, łodyga, korzeń i liście nadają się po uprzednim przygotowaniu do spożycia. Dzisiaj skupię się na krótkim opisie zastosowania mniszka, a także opowiem Wam o naszym zbieraniu mniszka, po raz pierwszy nie po to, aby zrobić wianek, oraz nie dlatego, żeby Aleksiu wręczył go dla mamy. Tym razem mamy chęć poznać Jego smak, bo jeśli przypadnie nam do gustu, to zamierzamy zaoupatrzyć się jeszcze w ciagu kilku kolejnych dni, w większe ilości mleczu. Tak naprawdę tego typu przetwory, jak syrop z mniszka, czy ususzony korzeń mogą być przechowywane i stosowane jeszcze przez kilka miesięcy od momentu sporządzenia. Po tych kilku miesiącach następuje taki okres zastoju, kiedy nie uzbieramy już w całości mlecza. Podobno można zbierać ewentualnie korzeń - wówczas jest słodszy. Z kolei wykorzystamy ten zebrany ususzonego korzenia - żadnych części mniszka lekarskiego.


Jak zauważyliście pisałam tutaj celowo o mniszku wiejskim, bo ten właśnie uchodzi za najcenniejszy. Dlaczego? Otóż taki mniszek, który znajdziecie przy Waszym domku, na łące z dala od autostrad jest oczywiście najmniej skażony ołowiem i zanieczyszczeniami. Najlepszy ponoć jest zbierany na początku maja, i rosnący w dużych skupiskach. My wybraliśmy się po niego specjalnie nad morze, gdzie naprawdę auta docierają już w znikomych ilościach. Podczas zrywania świetnie się bawiliśmy, a przy okazji znaleźliśmy piękne miejsce, gdzie zamierzamy wracać. Okazuje się, że mlecz zbierany bliżej lasu i w klimacie, który panuje w Północnej Irlandii daje bardziej zielonkawy syrop - ale o tym napiszę przy okazji kolejnego artykułu. Jeśli planujecie porządnie zastosować mniszek lekarski, to proponuję zebrać przynajmniej jedno wiaderko pączków i sporą garść tych w całości. Wykorzystujemy kwiaty, liście i korzeń.

Kwiaty - po przywiezieniu pączków wyłożyłam je na papier w domu, na około godzinę, a następnie zamoczyłam w garnku z wodą. Tutaj jest wiele propozycji zastosowań, od syropów, aż do kosmetyków.

Liście - Należy wybrać najładniejsze, najmłodsze, i najlepiej zupełnie na świeżo je oczyścić. Można zmielić na sok, bądź wykorzystać do sałatki, pozostawiając w całości.

Korzeń - Mlecz wyrywamy wraz z korzeniem, a następnie odcinamy korzeń i oczyszczamy. Możemy go podobnie do selera obrać (choć należy to robić bardzo oszczędnie, ponieważ jest go mało). Korzeń warto ususzyć - układając w suchym miejscu z dostępem powietrza i wykorzystać w przyszłości w postaci sproszkowanej (utarty), lub też po prostu zjeść w całości. 

Nie bez powodu mniszek lekarski uchodzi za króla chwastów. Wiadomo, że jest też bardzo ropoznawalnym kwiatem, który dostarcza wielu emocji maluchom - wiosną podczas układania żywobarwnych wianków, za to latem podczas dmuchania przekwitniętych tzw. dmuchawców. Nasze babcie doskonale wiedziały, że mlecz ma szeroką gamę zastosowań także dla zdrowia. Podstawowe spektrum pozytywnego działania mniszka lekarskiego kumuluje się wokół układu odpornościowego, który mniszek wzmacnia, oraz odkażającego, czy to w przypadku ran, skaleczeń, oraz przeciwzapalnego w chorobach wątroby, woreczka żołciowego, nerek, pęcherza moczowego (szczególnie liście), a nawet skóry. Spożywany jako warzywo dostarcza mnóstwo witamin. Liście w sałatce, czy korzeń chrupany - to wzbogacanie oragnizmu w wapń, żelazo, magnez, witaminę A, D, E, C i wiele witamin z grupy B. Ostatnie badania, a także opinie wracających do zdrowia po chorobie nowotworowej ludzi dowodzą, iż mniszek lekarski, a w szczególności jego korzeń zabija komórki nowotworowe. Już w Starożytności stosowano napar z mniszka do leczenia prostaty, a w Chinach do dzisiaj jest wykorzystywany w leczeniu większości rodzajów nowotworu. Istotne w czasie stosowania jest to, iż mniszek lekarski rozpoczyna proces zabijania komórek nowotworowych, jednocześnie pozostawiając nienaruszone zdrowe komórki co wskazuje, że jest lepszy od chemioterapii. Istnieje całe mnóstwo potwierdzonych zahamowań raka - piersi, prostaty, czerniaka, itd. W jaki sposób nasze babcie wykorzystywały mniszka lekarskiego? Przede wszystkim do oczyszczania organizmu z toksyn, siekając liście mniszka i dodając je do sałatek. Tak naprawdę mniszek lekarski jest spokrewniony z sałatą. Bylina ta jest więc doskonałym środkiem na wiosenne oczyszczanie organizmu np. przed planowaną dietą. Jeśli jednak zamierzacie zastosować mlecz - proponuję najpierw sprawdzić, czy możecie go spożywać, ponieważ istnieją przeciwskazania do jego spożycia. Już w najbliższych artykułach znajdziecie kilka przepisów na wykorzystanie mniszka lekarskiego. Zapraszam!

1. Kwiat mniszka lekarskiego
2. Liście mniszka lekarskiego
3. Korzeń mniszka lekarskiego
Waterfoot Beach first time 2016 - mały podóżnik

niedziela, maja 08, 2016

Waterfoot Beach first time 2016 - mały podóżnik



Po południu zgodnie z zapowiedzią pogoda poprawiła się o kilka stopni, a w naszym mieście można było podziwiać już tylko błękit nieba. Do tego około godziny 14 w słońcu było momentami naprawdę ponad 20 stopni. My co prawda na ten weekend mieliśmy inne plany, ale po zapowiedziach pogodowych zmieniły się one radykalnie już wieczorem w piątek. m.in z powodu złej sobotniej pogody przełożyliśmy nasze odwiedziny w Oranmore Rooms and Restaurant  na inny termin i w sobotę pozałatwialiśmy kilka ważnych spraw za to niedziela, jak zwykle upłynęła na rodzinnym lenistwie. Do południa upiekłam szarlotkę, a na popołudnie tata wymyślił nam rozrywkę. Co można robić w bardzo ciepłą i słoneczną niedzielę, kiedy wszyscy są w domu (mama+tata+Alexander). No na pewno nie siedzieć w domu! Jakieś trzydzieści minut drogi od nas znajduje się pierwsza plaża. Na której byliśmy właśnie dzisiaj po raz pierwszy w tym sezonie. Jeśli znacie klimat Półcnocnej Irlandii - pewnie jesteście świadomi, że tutaj na plażę jeżdzi się głównie po to, aby spacerować, bawić się na piasku i opalać - w te bardziej ciepłe dni. A my tym razem przyjechaliśmy w zupełnie innym celu. :) Co prawda nie był to jedyny powód do wyjazdu nad morze, ale swoje zrealizowaliśmy. 

Tort bananowy z toffi i śmietanowym kremem

piątek, maja 06, 2016

Tort bananowy z toffi i śmietanowym kremem



Mój ostatni wypiek cieszył się ogromnym zainteresowaniem na fanpage'u bloga, dlatego postanowiłam wrzucić przepis z cyklu słowackie pyszności wg Adrany Polakovej. Tort, o którym dzisiaj mowa przygotowałam wcześniej z okazji urodzin mojego męża i chociaż wstępnie nie planowałam zamieszczać wpisu dotyczącego tego wypieku, wrzucam sposób wykonania. Nie mogłabym opuścić tego punktu, ponieważ tort jest tak przepyszny i lekki, że z ręką na sercu polecam Wam go zrobić. Jest to przepis pochodzący ze słowackiego wydania Cukierni Lidla i idealnie nadaje się na specjalne okazje m.in. takie jak urodziny, czy imieniny. Bananowy tort z toffi i śmietanowym kremem smakuje wyjątkowo dobrze, ale oprócz tego bardzo estetycznie wygląda. Jest łatwy w krojeniu i w przygotowaniu. Jedyne z czym możecie mieć więcej pracy - to krem toffi (który Adriana nazwała tutaj karmelowym), no i oczywiście biszkopt. Wiadomo, że aby nasz biszkopt wyszedł smaczny, puszysty i wilgotny - trzeba go starannie wykonać. Baaaa. Aby biszkopt w ogóle wyszedł należy nie tylko zwórcić uwagę na dokładną ilość składników, ale też na idealny sposób wykonania - jak najbardziej zgodny z przepisem. Tutaj mamy ciekawy biszkopcik z mąką orzechową. Jednak jeśli nie jesteś przekonana do orzechów, możesz użyć standardowej mąki (lub własnego przepisu na biszkopt). Piszę to ponieważ sama właśnie tak zrobiłam - odrobinę zmodyfikowałam styl wykonania tego biszkoptu i z efektu jestem bardzo zadowolona. Pozostaje jeszcze przygotowanie kremu toffi. Tutaj możecie wykazać się własną inwencją i wykonać go bardzo szybko - około 10 minut. (poprzez skarmelizowanie cukru, dodanie śmietanki, i masła), lub skorzystać z przepisu Adriany, długie gotowanie puszki skondensowanego mleka słodkiego. Połączenie orzechów, toffi i bananów daje niesmowity efekt smakowy, którego nigdy wcześniej nie znałam. Zapraszam do wypróbowania. 

Tort bananowy z toffi i śmietanowym kremem

Browncheese z malinowym sosem

czwartek, kwietnia 14, 2016

Browncheese z malinowym sosem

Nasza rodzinna miłość do serników jest oczywista i zostało to 'zapieczętowane' przez naszego synka, który jeśli Mu dać taką możliwość mógłby nawet jeść sernik trzy razy dziennie zamiast głównych posiłków.. Dzisiaj mamy sernik, do którego przymierzałam się od dłuższego czasu, a ostatecznie wykonałam go wczoraj - na moje szczęście po dokładnym sprawdzeniu przepisu na video na stronie słowackiej Kuchni Lidla - ponieważ okazuje się, że ksiażka kucharska z której korzystam nie zawiera tak podkreślonego wypisanego faktu, aby ciasto zrobić dzień wcześniej - przed planowanym wyłożeniem na stół. To w przypadku Browncheese okazuje się najbardziej istotnym faktem - ponieważ po upieczeniu ciasto w ogóle nie nadaje sie do spożycia w formie - stałej (do krojenia). Natomiast dla wszystkich łasuchów, którzy nie mogą się doczekać - pozostaje włożyć w pucharek;) oczywiście żartuję! To ciasto musi być przechowywane po upieczeniu i ostudzeniu sporo godzin w lodówce. Ale gdy już wyczekacie - nie pożałujecie, bo ten sernik smakuje jak... jak cudowny sernik, rozpływający sie w ustach, jak smakowita czekolada - rozpływająca sie w ustach, jak maślane ciasteczka rozływające sie w ustach, jak maliny - ropływające sie w ustach... Dziś imieniny Tibora, mojego męża :).


Browncheese z malinowym sosem
instrumenty muzyczne przyjazne dzieciom/ weekendownik

poniedziałek, lutego 22, 2016

instrumenty muzyczne przyjazne dzieciom/ weekendownik


Mamy poniedziałek z muzyką, a ja przygotowałam dla Was kolejną niespodziankę. Dziś nie będzie typowo, czyli znów odbiegam nieco od stałej formy poniedziałkowego wpisu. Zwykle pokazuję Wam ciekawe płyty z naszej rodzinnej kolekcji. Tym razem postanowiłam pokazać Wam nasze podręczne instrumenty muzyczne - w dużej mierze drewniane, i wykonane z naturalnych produktów. W tym artykule, chciałabym szczególnie podkreślić znaczenie muzyki, a także instrumentów muzycznych w domu - które odgrywają znaczącą rolę w samopoczuciu i rozwoju dziecka. Nie jesteśmy rodziną muzyków, ani też artystów, choć wszyscy lubimy melodie i dźwięki - i oboje potrafimy na kilku prostych instrumentach zagrać, nie pracujemy zawodowo w branży muzycznej. My dorośli zdajemy sobie sprawę, jak ważne znaczenie w naszym życiu odgrywa muzyka. W domu posiadamy kilka starych, oraz kilka nowych, kupionych z myślą o synku podręcznych instrumentów muzycznych. 

naleśniki na trzy różne spodoby

sobota, lutego 20, 2016

naleśniki na trzy różne spodoby







1. Naleśniki drożdżowe

ciasto: 2 szklanki mąki 
1/2 szklanki cukru pudru
2 szklanki mleka
2 jajka
szczypta soli
skórka z 1 cytryny
1/2 kostki drożdży
do przybrania: 1 łyżka masła
syrop klonowy







Sposób przygotowania:

W dużej misce wymieszać mąkę z cukrem. Wlać mleko i mieszać. Następnie dodać 2 całe jajka, szczyptę soli i skórkę z cytryny. Jeśli ciasto jest zbyt gęste, możemy wlać trochę więcej mleka. Wreszcie, wymieszać ciasto z rozdrobnionymi drożdżami. Przygotowane ciasto na 15 minut odłożyć w ciepłe miejsce. Następnie piec placki na kropli oleju po obu stronach na złoty kolor. Przed podaniem, gdy są jeszcze ciepłe, wykładać z łyżką masła i skropić syropem klonowym.

najpiękniejsza walentynkowa kartka

niedziela, lutego 14, 2016

najpiękniejsza walentynkowa kartka


Zewsząd słyszę pytania - 'Czy obchodzisz Walentynki?', 'Czy jesteś zwolenniczką świętowania Walentynek'?. O ile w roku ubiegłym mogłabym się nad odpowiedzią zastanowić, ponieważ już kolejny rok z rzędu obchodziliśmy je w podobny sposób - miłośnie z moim, wtedy jeszcze narzeczonym - o tyle w tym roku jakby nabrałam pewności, że święto to ma dla nas znaczenie. Pierwsza rzecz, która na pewno zmieniła istotę odbierania dnia 14 lutego przeze mnie to fakt, że  w tym roku ten dzień spędzamy już jako małżeństwo i jest to poniekąd pierwsza taka sytuacja w moim życiu, kiedy moim Dużym Walentym jest mój mąż. Jednak nie jest to najważniejsza przyczyna ucztowania w Walentynki naszej miłości. W tym roku - kolejnym już z rzędu wspólnym, rodzinnym moim Małym Walentym okazał się mój synek. Jak mogłabym nie świętować okazji w których moje dziecko (niedługo trzylatek) przychodząc z przedszkola informuje mnie, że będą Walentynki! W tym roku utwierdziłam się w przekonaniu, że nasz kalendarz świąt będzie chyba najbardziej współgrał ze świadomością naszego Alexandra. Tak, to prawda - ponieważ żyjemy w Państwie, gdzie ten dzień jest wesoło obchodzony i podkreślane jest Jego znaczenie, oraz znaczenie bliskości i miłości oraz ważnych dla dziecka osób, bliskich dla Jego serduszka. Takimi osobami są dla dziecka niewątpliwie Jego rodzice, dziadkowie, opiekunowie - także Panie przedszkolanki, które dbają - aby Ich podopieczni mogli takie dni odpowiednio celebrować, a przy okazji rozwijać dziecięce umiejętności.

Rzeczywiście - przyznam się Wam, że tym razem serce bardzo mi podskoczyło, gdy Pani po zajęciach wręczyła mi pracę Alka, którą wykonał sam, z pomocą opiekunek (przy wypisywaniu). Tą pracą była najpiękniejsza laurka-kartka, jaką kiedykolwiek w życiu dostałam. Do tej pory zebraliśmy już kilka ładnych obrazków i wyklejanek naszej pociechy, lecz ta mnie bardzo zaskoczyła, bo powiem Wam, że ja (chyba) takiej nigdy w życiu sama nie wykonałam, lub po prostu o tym nie pamiętam. Poza tym bardzo interesujące jest to, że moje dziecko uwielbia kleić takie papierowe obrazki - przy czym w domu zawsze chce uczestniczyć przy klejeniu (naprawczym) pomagając tacie w reperacji swoich zabawek. Ulubionym zajęciem domowym synka jest rysowanie, z kolei przy próbach malowania i klejenia - nigdy nie zauważyłam Jego skupienia. Więc w domu z tego na razie zrezygnowaliśmy. Budujące jest to ile pożytecznych rzeczy dziecko robi w na zajęciach przed przedszkolnych, których po prostu nie miałabym okazji teraz wdrożyć wychowując i edukując go tylko w domu. W takim razie z całą pewnością mogę stwierdzić, że ten dzień 14 lutego jest ważnym świętem pod każdym względem. Walentynkom mówię TAK! 
randka z mężem /Caffe Nero/

środa, lutego 03, 2016

randka z mężem /Caffe Nero/


Kilka dni temu zostałam zaproszona przez mojego męża na randkę. Komu, jak komu, ale Jemu na pewno nie odmówiłabym! Zresztą, choć początkowo przyjęłam Jego słowa jako zabawne - później zorientowałam się o co chodzi. Chodzi o to, że właśnie ze mną i tylko ze mną On chce wyjść. Super :) Tak więc wykorzystamy czas wolny (bez dziecka), który mamy nie tylko przeznaczając go, na zrobienie zakupów, czy krótko mówiąc - siedzenie i pierdzenie w fotele. Świetnie - skoro mamy taką możliwość, to jak najbardziej wyjdziemy z domu. Mój mężczyzna wie doskonale czego mi najbardziej brakuje w UK oprócz chwil tylko we dwoje.. wiadomo. No więc uwielbiam klimat kawiarniany, kawę cappuccino - podaną mi do stolika i jej zapach tuż przy mnie. 
Uwielbiam  lekki gwar rozmów i dźwięk muzyki, uwielbiam pracę pani barmanki, i widoki zza szyby na przechodniów. Uwielbiam cały ten wystrój i wszelkie dodatki z kawiarnią związane - firmowe filiżanki, tylko takie jedyne w swoim rodzaju w danej kafejce... i obrazy wiszące na ścianach, i smak wina, którego tym razem nie mogłam wypić ponieważ kierowałam autem. Za to było ciacho czekoladowe (ponoć czekolada to fajny afrodyzjak), które my uwielbiamy zajadać w Caffe Nero - naszej ulubionej kawiarence w mieście w którym mieszkamy. Tego jestem pewna - mężczyzna, Jego zapach i kawiarenka - to właśnie było TO. 



mamy 2016 rok

wtorek, stycznia 05, 2016

mamy 2016 rok





Moi drodzy mamy pierwsze dni stycznia, i już się zaczęło... Co? Wiadomo - Nowy Rok się rozpoczął! Mamy też kolejne plany, których zdobycie to przede wszystkim:

2016 rok  

1. Marzenia 2. Zapisanie planów w kalendarzu 3. Ewentualne poprawki 4. Organizacja planów 5. Ewentualne zmiany planów 6. Realizacja marzeń

Sami widzicie, jak to wygląda u nas. Pewnie podobnie będzie w tym roku. Tyle tylko, że marzenia są już inne. Marzenia, marzenia, marzenia.. zamieniamy je - na ich realizację. Hola, hola  - 3 stycznia to bardzo uroczysty dzień w domu - kiedy usiedliśmy i podsumowaliśmy minione wydarzenia, i zapisaliśmy rodzinny kalendarz, planując nowe przedsięwzięcia. Dużo zmian nas czeka - ponieważ nigdy nie jest tak, aby wszystko poszło według pierwszej myśli.. Zresztą sami przekonaliśmy się, że życie niesie wiele niespodzianek i nawet to, co już uznaliśmy za niemożliwe - samo przyszło niespodziewanie i tylko wystarczyło pozwolić temu wejść w życie. To tyle o naszym rodzinnym kalendarzu. Inaczej ma się mój osobisty kalendarz - tutaj zawsze jest niesamowita organizacja - po prostu jestem do tego stworzona i zawsze moje cele zostają zrealizowane dokładnie tak, jak zanotowałam. Mój kalendarz jest tylko w moich rękach i 4 stycznia rozpoczęłam jego zapisywanie - podczas, gdy mój mąż po raz pierwszy od kilku dni poszedł do pracy. Od razu wzięłam się za realizację planów. Wykonałam kilka ważnych telefonów, wysłałam maile, oraz udałam się na pocztę i ruszyłam w Nowym Roku dokładnie tak - jak to przewidziałam. Co jeszcze mogę Wam zdradzić - a kilka kwestii dotyczących bloga. Po pierwsze, jak już wiecie będą lepsze zdjęcia, robione nowym aparatem, po drugie - będzie zmiana wizerunku bloga, a raczej jego zdjęcia tytułowego, po kolejne - konkursy i jeśli się uda ruszymy z konkursem od sponsora. Poza tym niezmiennie będę prowadziła poniedziałki z muzyką, oraz cykl kulinarny w niedzielę, a także przewiduję w piątek nowy cykl w którym znajdziecie wszelkie recenzje, kosmetyczne, książkowe, produktowe. Ponieważ nie lubię się dzielić swoimi wszystkimi marzeniami - pewnie poznacie je w trakcie realizacji. Za to możecie poznać kilka najważniejszych zrealizowanych marzeń z roku 2015, z których jestem bardzo dumna.


świąteczny klimat w naszym domu

sobota, grudnia 26, 2015

świąteczny klimat w naszym domu


Mamy drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia i jest to ten moment kiedy znalazłam chwilę, aby opowiedzieć Wam o tegorocznych Świętach w naszym domu. W tym Roku jest dość wyjątkowo - spędzamy je w UK (i tak powinno być). Od kilku lat, odkąd mieszkamy tutaj jako rodzina - do tej pory tak naprawdę chętnie wracaliśmy do domów rodzinnych i nasze dotychczasowe świętowanie odbywało się w pewnym sensie w podróży. Były to bardzo miłe chwile, głównie ze względu na odwiedzanie najbliższych, ponieważ są osoby, z którymi mamy idealne relacje, i pomimo sporej odległości chcemy je nadal kontynuować.  Nasze przygotowania do świąt rozpoczęły się już w pierwszej połowie grudnia. Przede wszystkim nie mogliśmy się doczekać na wystrojenie domu i pomimo wcześniejszych planów kupna żywej choinki około 20 grudnia, pobiegliśmy po sztuczne drzewko, które moze jeszcze się przyda w innym roku... Ubieranie choineczki było wręcz uroczyste :), wesołe, z muzyką w tle i co najważniejsze - w trójkę.



W tym mijającym już roku naszym głównym założeniem było pięknie spędzić ten czas TYLKO w trójkę i tak naprawdę nam się to udało, w czym w dużej mierze pomógł fakt, że przechodziłam w tym momencie zapalenie gardła. W obawie o moją możność mówienia w następnym tygodniu (z racji zbliżającego się najważniejszego w tym roku dnia w życiu naszej rodzinki) - postanowiłam nigdzie nie dzwonić, oraz odmówić zaproszeń tutejszych przyjaciół. Co więcej zgodnie z planem, nie byłam obecna na portalach społecznościowych, na które zwykle dziennie przeznaczam około 2 godziny. Cały czas... i z całym szacunkiem dla moich chłopaków świetnie się bawiłam z moją rodziną. 




rodzinna lista muzyczna - ubieramy choinkę

piątek, grudnia 11, 2015

rodzinna lista muzyczna - ubieramy choinkę


Nie ma chyba bardziej rodzinnego i przyjemnego czasu, jak okres wspólnego wyczekiwania przed Świętami Bożego Narodzenia. Jest to idealnym moment, aby wspólnie przygotować się do przyjścia Dzieciątka, czyli Wieczerzy Wigilijnej. Wspólne wypieki, strojenie domu, pakowanie prezentów czy też słuchanie świątecznych piosenek. Ukoronowaniem tych wszystkich starań jest  spotkanie rodzinne w ukochanym domu, z bliskimi, łamanie się opłatkiem, wspólne jedzenie potraw, z kolendami w tle, Pasterka. Oczywiście nie każdy może dokładnie tak spędzać ten czas, przedświąteczny, świąteczny. Niekiedy z wyboru, ze względu na oddalenie, wykonywany zawód, a innym razem z konieczności - choroba, czy nieobecność Bliskiej Osoby. Myślę, że każdy z nas, nawet ten nieobecny w domu, może posłuchać świąteczną listę przebojów. Jest to możliwe nawet bez udziału innych osób, (choć przyznam, że z rodziną i przyjaciółmi jest zdecydownie lepiej). Inne atrakcje przedświąteczne polecam robić wspólnie z Kimś ważnym dla nas, ponieważ to jedyny okres w roku, kiedy można być naprawdę blisko, a okres zimowy szczególnie nastraja nas do takiej bliskości, do potrzeby cieła domowego ogniska. Właśnie wczoraj, był taki wyjątkowy dzień, kiedy nasza trójeczka (Alexander, tata, i mama) już w południe zgromadziliśmy się w salonie i rozpoczęliśmy rodzinne strojenie choinki. Wszystko ze świątecznymi utworami muzycznymi w tle, z których zresztą ułożyłam playlistę razy trzy - czyli piętnaście naszych ulubionych świątecznych piosenek. Początkowo pomyślałam, aby taką listę stworzyć Wam w jednen z muzycznych poniedziałków. Jednak mam w zanadrzu jeszcze jedną ciekawą płytkę z taką muzyką wydaną specjalnie na święta, o której chciałabym więcej napisać przy okazji cyklu, więc zwyczajnie... nie starczy poniedziałków do Świąt Bożego Narodzenia.

Alexander



Począwszy od  pierwszych pięciu, które wyjątkowo przypadły do gustu naszemu synkowi - głównie ze względu na teledyski :). Tak więc, tanecznym krokiem, o dziwo (!) nasze dziecko od razu wiedziało o co chodzi.. Alek szybciutko zabrał się za strojenie choinki, ponieważ od poprzedniego popołudnia stała nieubrana w dekoracje. Już wcześniej zapytał mnie co będziemy z nią robić. Ogromnie uradowany, najpierw na dolnych poziomach, a później na krześle cały środek choinki ubierał sam, a gdy już nie było bombek zapytał - Mamo czy to już koniec?

Romantic Hits On Saxophone - poniedziałki z muzyką

poniedziałek, grudnia 07, 2015

Romantic Hits On Saxophone - poniedziałki z muzyką


Jaki jest nieśmiertelny przepis na wyjątkowy album? Na pewno znane kompozycje w dobrym nowym brzmieniu to coś, co ponownie przypomni ulubione utwory. Taką płytę posiadam już ponad dwa lata i zaliczam ją do owych, domowych perełek. Romantic Hits On Saxophone CHV Music Factory to składanka popularnych utworów w wersji saksofonicznej.  Miałam to wielkie szczęście, że zakupiłam ją w UK w second handzie w dobrej jakości, za kilka funtów. Wiem, też, że pojawiła się trzecia część tych składanek i być może gdzieś znajdziecie. Płyta jest o tyle wyjątkowa, że posiada 40 pięknych instrumantalnych utworów, z których przynajmniej połowę wręcz uwielbiam... do tego saksofon, uchodzący za najbardziej seksualny wśród wszystkich instrumentów muzycznych. Jego dźwięk - czasami szorstki, czasami liryczny – potrafi doskonale przekazywać emocje. Zwłaszcza, jeśli towarzyszy mu doskonały akompaniament klasycznego jazzowego zestawu instrumentów -fortepianu, gitary, kontrabasu i perkusji. Dla mnie ta kolekcja jest idealna na wieczory, szczególnie wieczory we dwoje, kiedy nasz synek już śpi. Muzyka saksofoniczna, a dokładnie ta, może także stanowić tło do konwersacji z osobami, które odwiedzają nas. Wiem, sprawdziliśmy i było bardzo przyjemnie, podczas takiego spotkania. 



tatusianki - kołysanki poniedziałki z muzyką

poniedziałek, listopada 23, 2015

tatusianki - kołysanki poniedziałki z muzyką

"Tatusianki-Kołysanki" relaksacyjna muzyka dla dzieci. „Kołysanki – tatusianki” to płyta na której popularni i lubiani aktorzy, wokaliści i prezenterzy śpiewają prześliczne kołysanki – muzyka Marcin Kindla/słowa Wojciech Byrski. Odczarowujemy mit kołysanek, które w teorii mamy śpiewają swoim dzieciom a jak pokazuje życie i doświadczenie robią to też ojcowie, i robią to doskonale. Znani i popularni ojcowie pokazali nam – słuchaczom najbardziej intymne i przepiękne arkana ojcowskiej miłości. To płyta nie tylko dla najmłodszych słuchaczy, to przepiękny nastrojowy album dla każdego, bo przecież każdy z nas był kiedyś dzieckiem.

 To powrót do cudownych lat beztroskiego dzieciństwa pełnego miłości. Na płycie z której część dochodu zostanie przekazana Domowi Aniołów Stróżów z Katowic, zaśpiewali: Marcin Perchuć, Olivier Janiak, Paweł Małaszyński, Artur Gadowski, Olek Klepacz, Arkadiusz Jakubik, Ferid Lakhdar, Marcin Kindla, Tomasz Karolak, Krzysztof Kiljański.

1. Krzysztof Kiljański - "Na trzy"  2. Ferid Lakhdar - "Lepiej gdy ktoś jest" 3. Artur Gadowski - "W parę słów" 4. Olivier Janiak - "Alchemik" 5. Paweł Małaszyński - "Olbrzymy" 6. Olek Klepacz - "Naśnij" 7. Arkadiusz Jakubik - "Na dzień dobry - dobranoc" 8. Marcin Kindla - "Od kiedy Cię mam" (Dla Nikosia) 9. Tomasz Karolak - "Co w nas śpi" 10. Marcin Perchuć - "Tatusianki"



Broughshane Waterfowl & Wildlife Centre - jesienna wycieczka

sobota, listopada 14, 2015

Broughshane Waterfowl & Wildlife Centre - jesienna wycieczka

Już w roku ubiegłym odkryliśmy fantastyczne miejsce, tętniące naturą nieopodal naszego miasta Ballymena. Miasteczko Broughshane odwiedzamy kilka razy w roku, przede wszystkim po to, aby zrelaksować się spacerując po sporym obszarze ścieżką wzdłuż rzeki prowadzącą m.in. do dwóch interesujących nas miejsc. Zwykle idziemy wszędzie, ponieważ poruszając się  Buttermilk Bridge riverside Path in Broughshane można znaleźć przejścia w różne kierunki miasteczka. Droga, o której wspominam w wyodrębnionej części miasta prowadzi nas przede wszystkim do placu zabaw - który zwykle odwiedzaliśmy w cieplejszych porach roku, oraz do miejsca nazywanego przeze mnie zwierzyńcem, Broughshane Environment Waterfowl & Wildlife Trust - będące światem wodnym i ptactwa miejscem wygospodarowanym przez mieszkańców miasteczka. Przede wszystkim jest to cudowne miejsce, gdzie wraz z rodziną można spędzić dzień spacerując wśród natury, poznać ptactwo hodowlane tego regionu, dowiedzieć się wielu cennych informacji o nich i chętnie powrócić tutaj ponownie. O odmianach łabędzi i ptactwa poczytacie na stronie oficjalnej BEWWT. Oprócz tego w okolicy roi się od dzikich zwierząt, w tym wydry, jeże, ptaki wodne, nietoperze, motyle i owady, które można łatwo przeoczyć, ale są one niezbędne w biosferze i wspieraniu innych stworzeń. Oprócz mikro owadów, takich jak robaki i pszczoły, obszar ma też większe latające dzikie zwierzęta. W centrum znajduje się około 4 różnych gatunków nietoperzy. Z rzadko spotykanych zobaczycie również  bażanta, kuropatwę, cietrzewia. Staw jest bogaty w żyjące odmiany ryb. Istnieje szeroka gama przyrody poza centrum, której nie zobaczycie wewnątrz 'zwierzyńca', za to można napotkać je na drodze. Sa to króliki, lisy, czy wydry.



Czym tak naprawdę jest Waterfowl Wildlife Trust


czas bliskości, czas rozstania..

czwartek, listopada 12, 2015

czas bliskości, czas rozstania..



Nieuchronnie zbliża się ten moment kiedy będziemy musieli, na krótko co prawda, ale rozstać się z naszym synkiem, oczywiście chodzi o pozostawienie Go pod opieką innej osoby. Muszę Wam się przyznać, że trochę mi ta myśl zaprząta ostatnio głowę. Dlatego postanowiłam tematem się zainteresować, jako, że przed urodzeniem własnego dziecka nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z podobną sytuacją, nie mogłam też zaobserwować w rodzinie, lub u znajomych jak to dokładnie wygląda, i czego mogę się spodziewać. Z takim krótszym pozostawieniem - jednodniowym mieliśmy ostatnio bardzo pozytywne doświadczenie, kiedy musieliśmy wraz z partnerem wyjechać bez synka do innego miasta. Po tym dniu przekonałam się, że rozstanie z dzieckiem oprócz negatywów, przynosi też sporo plusów nie tylko dla rodziców, lecz także dla dziecka. Oczywiście bardzo istotne jest Komu powierzymy opiekę nad dzieckiem, koniecznie musi to być odpowiednia osoba, najlepiej bliska rodzinie, lub przynajmniej taka, której można zaufać, że zadba o naszego szkraba. Zazwyczaj taka pierwsza decyzja o rozstaniu z dzieckiem zostaje podjęta wówczas, gdy mama wraca do pracy i wtedy często jest tak, że drugi rodzic opiekuje się w tym czasie dzieckiem. Akurat naszej rodziny ta sytuacja na razie nie dotyczy, mamy trochę inne plany na najbliższe dwa lata, niemniej do każdego rozstania - nawet takiego kilkudniowego warto się przygotować. Chodzi tutaj o gotowość teoretyczną, a nie jedynie praktyczną. Tak więc dzisiaj chciałabym podkreślić fakty dotyczące pierwszego rozstania. Odpowiedzi na pytanie kiedy i czy w ogóle już pora na rozstanie znalazłam rozmawiając, czytając, i doświadczyłam po ostatnim krótkim rozstaniu. Może czytając mój artykuł Wy także zaczerpniecie pewnych sugestii? 



Kiedy warto się rozstać

nauka alfabetu - wykorzystanie kolorowanek

poniedziałek, listopada 09, 2015

nauka alfabetu - wykorzystanie kolorowanek


Dzieci uwielbiają się bawić. W ten sposób poznają świat. Warto wykorzystać czas wolny spędzony z dzieckiem na zabawę, w której my rodzice będziemy dostarczać Mu wiedzy o alfabecie. Przyda się ona już przedszkolakowi na początku Jego edukacji. Wiadomo, że w niektórych krajach dzieci w wieku 4 lat startują już do szkoły. Jednak nic, nawet konieczność rychłej szkoły nie powinno rozpoczynać się na zasadzie przymusu dziecka do nauki – po prostu się bawcie, a zobaczycie, że być może niebawem samo spontanicznie będzie potrafiło rozpoznawać poszczególne litery. Zauważyłam zainteresowanie mojego dziecka konkretnymi literami, i podjęłam decyzję, aby Mu je przybliżyć. Długo zastanawiałam się czy sama w domowych warunkach powinnam wyprzedzać naukę alfabetu przed przedszkolem anglojęzycznym, do którego synek juz w przyszłym roku będzie uczęszczał. Utwierdziła mnie w przekonaniu rozmowa z dyrektor polskiej szkoły w naszym mieście, że jest to dobre rozwiązanie, gdyż małe dziecko swobodnie sobie z dwoma, trzema językami poradzi.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik