Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
muzyka do treningu, ulubiona 15 -stka

poniedziałek, lutego 08, 2016

muzyka do treningu, ulubiona 15 -stka



Witam w ten piękny poniedziałek! Dlaczego taki fajny? Słońce wyszło na niebie, nie pada, jest wiec bardzo przyjemnie. Dzisiaj jedziemy ponownie do Ikea dokupić kilka rzeczy do domu. Poza tym wstałam dość wcześnie rano i dzięki temu pięknemu słońcu byłam strasznie zmotywowana do ćwiczeń. Prawdę powiedziawszy od tygodnia stosuję poszerzony trening - ponownie o brzuszki (100 brzuszków), Stąd też dzisiejszy poniedziałek z muzyką postanowiłam przygotować właśnie z muzyką do treningów. Muzyka jest głównie rytmiczna, ponieważ stosuję ćwiczenia aerobowe - tutaj macie propozycję aż 9 żywiołowych piosenek (i teledysków), które pozwolą przejść cały około 40 minutowy trening. Kolejnych 6 - to moje perełki, jeśli chodzi o brzuszki, gdyż bywały czasy, gdy wykonywałam ich około 300 seriami. Tych kilka piosenek jest dość 'mocnych' także w słowa, więc jeśli nie są dla Was odpowiednie (wybaczcie), możecie je przeselekcjonować. 

nauka alfabetu - wykorzystanie kolorowanek

poniedziałek, listopada 09, 2015

nauka alfabetu - wykorzystanie kolorowanek


Dzieci uwielbiają się bawić. W ten sposób poznają świat. Warto wykorzystać czas wolny spędzony z dzieckiem na zabawę, w której my rodzice będziemy dostarczać Mu wiedzy o alfabecie. Przyda się ona już przedszkolakowi na początku Jego edukacji. Wiadomo, że w niektórych krajach dzieci w wieku 4 lat startują już do szkoły. Jednak nic, nawet konieczność rychłej szkoły nie powinno rozpoczynać się na zasadzie przymusu dziecka do nauki – po prostu się bawcie, a zobaczycie, że być może niebawem samo spontanicznie będzie potrafiło rozpoznawać poszczególne litery. Zauważyłam zainteresowanie mojego dziecka konkretnymi literami, i podjęłam decyzję, aby Mu je przybliżyć. Długo zastanawiałam się czy sama w domowych warunkach powinnam wyprzedzać naukę alfabetu przed przedszkolem anglojęzycznym, do którego synek juz w przyszłym roku będzie uczęszczał. Utwierdziła mnie w przekonaniu rozmowa z dyrektor polskiej szkoły w naszym mieście, że jest to dobre rozwiązanie, gdyż małe dziecko swobodnie sobie z dwoma, trzema językami poradzi.

zaczynamy przygodę ze Świnką Peppą

wtorek, października 13, 2015

zaczynamy przygodę ze Świnką Peppą


Świnka Peppa, towarzyszy naszemu synkowi od kilku miesięcy, kiedy to zmieniłam pakiet programów u dostawcy telewizji z której korzystamy na terenie UK. Moje dziecko 'zaprzyjaźniło' się z tą zabawną, co prawda różowiutką świnką i gdy tylko zauważy Jej postać gdziekolwiek, zaraz słychać Jego okrzyk radości. Super, i ja cieszę się bardzo, a także mam nadzieję, że zostanie tak jeszcze choćby na jakiś czas, bo przyglądając się bajeczce emitowanej w telewizji i wszelkim zabawkom z serii o śwince - mam bardzo dobre i pozytywne odczucia. Przekaz jest ciepły, do tego zabawki wykonane porządnie, wielo funkcyjnie, z myślą o dzieciach w różnym wieku. Bezpieczne, ciekawe, edukacyjne i nawet niedrogie. Może kolor świnki jest nieco bardziej dziewczęcy, bo przecież sama Ona (no świnka po prostu) różowa jest, ale nam to za bardzo nie przeszkadza i postanowiliśmy już kilka razy zakupić zabawki i gadżety z Jej emblematem. Wcześniej był to kuferek upominkowy dla córci naszej znajomej do której wybraliśmy się we wrześniu. W skład takiego zestawu wchodzi otwierany, plastikowy kuferek świnka z zestawem dla małej księżniczki. Z upominku Lenka bardzo się ucieszyła, z kolei przyznam się Wam - chętnie, kupiłabym taki niejeden, gdybym miała dla Kogo  :) szczególnie, że kuferek jest całkiem spory i może przydać się każdej małej strojnisi. 


Z kolei w naszym domku od wczoraj pojawiły się puzzle olbrzymy, które synek dostał w nagrodę za dobre sprawowanie, gdy był z ciocią Izą, podczas naszej (rodziców) sobotniej nieobecności w domku. W miejscowym centrum zabawek Smyths byliśmy głównie z racji zakupienia zabawki dla synka naszych przyjaciół, ale przy okazji w sklepie tym, podczas dobrej godziny przeglądania asortymentu postanowiłam bliżej zaznajomić się z produktami o śwince Peppa. Alexander wyszedł z niebieską torebką zapełnioną 24 elemantami puzzli Peppa Pig, pochodzących z fabryki Jumbo. Zestaw puzzli po ułożeniu na jednej stronie przedstawia obrazek 60X90 Peppę z przyjaciółmi podczas festynu, natomiast na odwrocie znajduje się czysta czarno biała kolorowanka do pokolorowania załączonymi 5 sztukami kredek woskowych, przedstawiająca Peppę i rodzinę w kuchni. Dziecko może kolorować wielokrotnie, układać do woli, i mazać pocierając suchą ścierczką. Uwielbiana na całym świecie Peppa doczekała się więc miejsca w naszym domu i na razie układanka cieszy się ogromnym zainteresowaniem synka, który radzi sobie świetnie za układaniem i początkowo z pomocą nas rodziców - kolorowaniem obrazka, pomimo, że zestaw przeznaczony jest dla dzieci 3+. Z pewnością dla takich dzieci będzie idealna. Kupując ją możecie sprawić każdemu dziecku wielką frajdę. Peppa z pewnością z mody nie wyjdzie, Jej postać jest ponadczasowa. W domku skupimy się chwilę na naszych puzzlach, a już niebawem my rodzice pewnie zaopatrzymy synka w inne zabawki z motywem z bajki Świnka Peppa, którą bardzo lubi.

wielojęzyczność

czwartek, sierpnia 06, 2015

wielojęzyczność


Dzisiaj temat, który już dawno temu chciałam poruszyć. Ostatnio jest on w naszym domu numer 1. O ile kilka miesięcy temu nie byłoby takie naturalne pisać o tym, kiedy jeszcze nie odczułam jak nauka języka wpływa na życie naszej rodziny, tak teraz już mogę się w tej kwestii wypowiedzieć. Wielojęzyczność. Może tak mi się tylko zadaje, ale myślę, że sprawa wielojęzyczności ciekawi sporo osób na świecie. Wiele młodych a w ostatnich latach również starszych osób kształci się, i rozwija znajomość języka obcego i języka w ogóle. Czytamy więcej książek, uczestniczymy w kursach językowych, podróżujemy, mieszkamy w różnych krajach, z których nie pochodzimy. Mamy wokół siebie -w szkole, w pracy, wśród przyjaciół osoby obcego pochodzenia. Okazuje się, że w porozumiewaniu ludzi język nie stanowi już bariery. 

Korzyści płynące z wielojęzyczności:

  1. Znajomość języka ojczystego pozwala na utrzymywanie bliskich kontaktów z rodziną i otoczeniem.
  2. Ogromne korzyści dla rozwoju intelektualnego. Z badań wynika, że dzieci dwujęzyczne (wielojęzyczne) częściej niż ich jednojęzyczni rówieśnicy radzą sobie z wychwytywaniem istotnych informacji, z planowaniem. Są bardziej kreatywne i łatwiej uczą się kolejnych języków. Bardzo istotny przy tym jest poziom znajomości języka.
  3. Kolejne korzyści. Wielojęzyczność odgrywa rolę w procesie kształtowania tożsamości i poczucia przynależności młodego człowieka. Bez tego nie ma możliwości dobrego rozwoju emocjonalnego również w budowaniu pewności siebie i samoakceptacji ważne jest poszanowanie kultury języka. 
  4. Korzyści dla rozwoju społeczeństwa i kultury. Postrzeganie świata osoby wielojęzycznej jest bogatsze.
  5. Korzyści ekonomiczne. Znajomość dodatkowych języków zwykle niesie za sobą zawodowe i majątkowe korzyści. Osobom wielojęzycznym łatwiej o dobra pozycję zawodową.
  6. Korzyści zdrowotne. Wynik badań wskazuje, na późniejsze starzenie się mózgu osób wielojęzycznych (późniejszy rozwój chorób starczych np. Alzheimer).
Fun Factory

niedziela, sierpnia 02, 2015

Fun Factory




Dzisiejszy dzień należał do dzieci. Ze świadomością, że pogoda nie dopisuje zorganizowaliśmy około południa spotkanie naszych pociech w Fabryce Zabawy (Fun Fuctory) miasta w którym mieszkamy. Właściwie to przyłączyliśmy się do naszych znajomych, a dokładnie Ich kilkuletnia córka bardzo zapragnęła zabrać ze sobą naszego synka. Tak oto, po raz kolejny, Alexander szalał po nadmuchanych zabawkach w fabryce. Myślę, że każdy z Was (a już na pewno osoby posiadające dzieci) był przynajmniej raz w tego typu 'zabawowni'. Jeśli nie - to ja trochę opowiem.




Tak naprawdę Fabryka Zabawy powstała z myślą o rodzicach, chcących spędzić ze swoimi dziećmi miłe chwile, którym towarzyszyć będzie zarówno wspaniała zabawa w gronie innych dzieci jak i aktywny wypoczynek.  Fabryka Zabawy jest tak skomponowana, aby w przytulnej atmosferze każdy obiekt lub zabawka umieszczona na terenie bawialni mogła rozbudzić wyobraźnię dziecka i pozwolić Mu na kreatywną zabawę, która w efekcie zwiększy Jego koordynację ruchową i poprawi Jego sprawność fizyczną i intelektualną. Dzięki towarzystwu innych dzieci istnieje mozliwość bardziej płynnej nauki zastosowania zabawek.
liczymy, poznajemy zwierzątka! - zestaw edukacyjny Wilga

środa, lipca 29, 2015

liczymy, poznajemy zwierzątka! - zestaw edukacyjny Wilga


Pogoda w Północnej Irlandii, już od kilku dni płata nam figla. Postanowiła o nas zapomnieć, nie dopisuje.. Ułożyliśmy więc sobie odpowiednio dobrany harmonogram domowy i bawiąc się - uczymy. Alexander układa swoje pierwsze puzzle, poznaje nowe zwierzątka, uczy się liczyć. Dzisiaj w ruch poszła nowa książka do nauki liczb z zestawem edukacyjnym, które kupiłam synkowi wraz z innymi książeczkami w Polsce. W skład kompletu wydawnictwa Wilga wchodzi kółko do liczenia, takie obrotowe - którym sam po boku książki obraca, oraz 10 kart dwustronnych z obrazkami (liczby i zwierzaki), które Alek układa w odpowiednie pola. Komplet jest przeznaczony dla dzieci od 3 lat, dlatego Alexander przegląda go tylko razem ze mną. Cała książeczka -'Strach Piotruś Poznaje Liczby' (mowa oczywiście o strachu na wróble) wykonana jest ze sztywnego kartonu i zawiera ciekawą opowieść. Na tę chwilę odczytuję synkowi ją, podczas, gdy układając wspólnie przewracamy poszczególne strony. Na stronach zawarte są wskazówki dla dziecka, które ułatwiają wypełnianie układanek w odpowiednie pola. Te instrukcje zostały zabawnie napisane w formie rymowanki. Każda rymowanka dotyczy innej liczby, a co za tym idzie -innego zwierzaczka z hodowli Pana Pszeniczki, o którym jest opowieść. Ulubionym fragmentem Alexandra z Jego układanki są strony z krowami i cielaczkami, oraz te z owcami i jagniątkami, gdzie znajdują się miejsca od cyfry 3 do 5.

mamy trampolinę!

niedziela, lipca 05, 2015

mamy trampolinę!



Podczas odwiedzin Alka u koleżanki zauważyliśmy, jak uwielbia bawić się na trampolinie. Zaobserwowaliśmy też jak zachowuje się na większej trampolinie, podczas pobytu u rodziców chrzestnych w Polsce. Nasz synek jest niesamowicie aktywny, wszędzie wchodzi, biega cały dzień, gra w piłkę, pełno Go w niebezpiecznych miejscach i przy tym wszystkim nic nie jest w stanie Go wymęczyć. Według mnie ta niespożyta energia, nie może znaleźć ujścia. Postanowiliśmy kupić synkowi dużą ogrodową trampolinę, w której na razie pod naszym nadzorem będzie hasał. Skoki na trampolinie to nie tylko świetna zabawa to idealny sposób, aby zachęcić nasze dziecko do ćwiczeń na świeżym powietrzu. Myślimy, że znajdzie się wewnątrz miejsce dla kolegów, koleżanek Alka, którzy będą chętnie razem się bawić. Z czasem trampolina przyczyni się do poprawy rozwoju fizycznego, zwiększając koordynację, równowagę i siłę. Nasza trampolina posiada wszystkie niezbędne certyfikaty bezpieczeństwa i przekraczające normy UE testy na trwałość produktu. 

Komplet zakupiliśmy w dobrej, promocyjnej cenie. Z zakupem postanowiliśmy nie czekać, gdyż zauważyliśmy, że w tym roku pogoda naprawdę dopisuje. Póki co, zaraz po zmontowaniu przez mężczyzn: Tibor, Jego Brat i Alexander, ten najmłodszy od razu wlazł do środka, nie czekając na zaproszenie i nie chciał wyjść przez dobre dwie godziny. Oczywiście doskonale wiedział, ze może sobie pozwolić na wszystko, i 'jak tylko chce'. Jedyny problem był z odizolowaniem Go od butli, z którą prawie się nie rozstaje (uwielbia pić napoje). Ja po odwiezieniu Wujka do domu, dorzuciłam synkowi bluzę wprost do środka, gdzie pozostałam trochę obserwując jak nasz Maluch szaleje, fantastyczne uczucie siedzieć tam w środku, i troszkę też poszaleć razem z Nim. Pomimo, że jestem wysoka - miejsca starczyło dla nas  z nadmiarem. Zrobiłam kilka fotografii pamiątkowych. O dziwo w aparacie znalazłam też taką przecudną fotkę, którą, jak się później dowiedziałam sam sobie zrobił nasz synuś, ukazując tym samym swoją roześmianą i uradowaną buźkę na zdjęciu. Och, co ta trampolina zrobiła z naszym synkiem...


rowerowi

niedziela, kwietnia 12, 2015

rowerowi




Weekend właśnie zakończył się, i to jego zakończenie, czyli popołudnie niedzielne, nasze wraz z tatą w domku, okazało się lepsze (w dobrą pogodę) niż mogliśmy się spodziewać. Po odebraniu rowerów ze sklepu, gdzie zmontowano nam wszystkie części wyruszylismy na pierwszą wspólną przejażdżkę. Wyszło słońce, i namówiłam mojego mężczyznę, aby wyszykował się do biegu :). Pojechaliśmy do Ecos Park na ścieżki rowerowe i z zadowolonym tatą, uprawiającym jogging i jeszcze bardziej uradowanym Alexandrem w foteliku spędziłam dobrą godzinkę jeżdżac po raz pierwszy na swoim rowerze. Okazuje się, że jest to rodzaj roweru przeznaczonego na różne drogi, nie tylko miejskie. Synek początkowo, gdy założyliśmy Mu kask na głowę, był bardzo niezadowolony. Jednak, gdy tylko wyruszyliśmy w trasę - uśmiechał się przez cały czas. Ja oczywiście czułam się fantastycznie. Ostatni raz jeździłam na rowerze prawie trzy lata temu! Po jeździe  nie mam żadnych zakwaszeń mięśni, gdyż regularnie trenuję na rowerze domowym. Za to Tibor po powrocie do domu nie czuł się najlepiej, już kilka lat nie biegał i teraz dało Mu się to we znaki. Po takim wspaniałym popołudniu, pozostałą część dnia zostaliśmy w domu. Ja, zrelaksowana, mogłam wreszcie przeczytać kolejny rozdział ksiązki, którą obcenie czytam, podczas gdy Alexander 'padł' ze zmęczenia i przespał prawie dwie godziny do wieczora. Niestety najstarszy z domowników musiał bardzo wypoczywać po swoich biegach. 'Nie przejmuj się kochanie, następnym razem będzie lepiej'. Z kolei dla Was, moich czytelników mam taką informację, że niedługo po tym weekendzie pojawi się zaległy wpis z naszej ostatniej części wycieczki świątecznej, patrzcie wpis z 7 kwietnia. Przepraszam za moje opóźnienie, szczególnie tych, którzy artykuły czytają regularnie. Kiedyś napisałam Wam, że stukam na klawiaturze, gdy mam tylko taką możliwość. Pozdrawiam
pizzerinki, zabawa i kucharzenie, trening czyni mistrza

sobota, stycznia 31, 2015

pizzerinki, zabawa i kucharzenie, trening czyni mistrza

Narobiła mi apetytu na pizzę prowadząca program telewizyjny Perfekcyjna Pani Domu. Do tego zaraz po tym programie wzięłam się za porządki w domu, które zwykle wykonuję raz na kwartał, dokładnie umyłam lodówkę, okap, piecyk i kuchenkę mikrofalową. W czasie tych zajęć postanowiłam, że proponowane pizzerinki dla całej rodziny, a w szczególności dla naszego synka będziemy robić już jutro. Znalazłam ciekawy przepis w moich zeszytach  i obmyśliłam sobie listę zakupów dodatkowych do planowanych, którą szybciutko spisałam na kartce. Po powrocie ze sklepu zabraliśmy się do dzieła. Tym razem w dwójkę z synkiem, choć tatuś był w domu, oglądał mecz w telewizji. Zastawiłam blat hokerami kuchennymi  i po wyrobieniu ciasta usadziłam Alexandra na nim zaraz przy mnie. Formowaliśmy kuleczki, a później z nich  małe placuszki (zupełnie jak modelinę), na których chwilę później, po wylaniu sosu pomidorowego układaliśmy dodatki w postaci warzyw, serów, wędlin, ryby i paróweczek. Alexander kosztował różnych składników, jeszcze przed upieczeniem. Na pierwszym miejscu akceptacji standardowo znalazły się pomidor i paróweczki, za to synek wypluwał kukurydzę i tuńczyka. Kilka warstewek i nawet tego nie zauważy jedząc. Na koniec nałożyłam sery i udekorowałam różniście w buźki. Jeszcze kilka zdjęć dla udokumentowania wkładu synka w naszą kolację i na 15 minut placuszki idą do piekarnika. Zrobiłam trzy rodzaje pizzy, dwa z serem mozarella i jeden z serem feta. Wszyscy uwielbiamy różnorodność, a już na pewno nasz synek. Zajadanie też ma swoją procedurę, przede wszystkim Alex już od kilku tygodni wdrapuje się na krzesło honorowe i je z talerzyka przy dużym stole z nami. Zjadł jedną całą pizzerinkę, a potem dzieliłam po połowie z dwóch innych rodzajów, resztę dojadł na kolację. Tak naprawdę zrzucał tylko kukurydzę. Oczywiście daliśmy posmakować tatusiowi (właściwie 10 sztuk takich placków zaspokoiło Jego apetyt wczesnym wieczorem). Wszyscy uśmiechnięci, najedzeni, po prostu zadowoleni. Nuda w kuchni nam nie grozi. Alexander poznaje smaki, zapachy i kolory. Tylko mamusia jutro zwiększy swój poranny trening o jedną partię ćwiczeń. :)



Pizzerinki


Składniki:


Ciasto- 600 g mąki, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 12 łyżek mleka, 150 g masła, 200 gram startego żółtego sera, 

Sos- 6 pomidorów bez skórki, 1/2 cebuli, przyprawy

Dekoracja- ser mozarella, ser feta, cebula, tuńczyk w sosie własnym, parówki cieńkie, szynka, pomidory, liście szpinaku, liście sałaty, papryka świeża, kukurydza z puszki, oliwki czarne, bazylia.


Wykonanie:


1. Z podanych składników zagnieść ciasto, podzielić je na 14 części, z każdej uformować kuleczki i rozgnieść na okrągłe, płaskie  placuszki. 

2. Cebulę posiekać i wrzucić do rondelka. Dodać resztę składników na sos. Gotować 15 minut. Placki polać sosem.

3. Ponakładać składniki, nałożyć sery i na to udekorować pizzę resztą składników. My stworzyliśmy buźki. Trzy rodzaje placuszków. Pierwsze to z serem feta, oliwkami, tuńczykiem i kukurydzą; drugie z paróweczkami, pomidorami, serem mozarella, kukurydzą i papryką; trzecie z szynką, serem mozarella, papryką, kukurydzą i pomidorami.  

Piec w temperaturze 220 stopni przez 15 minut. 




mama + nożyczki

sobota, stycznia 24, 2015

mama + nożyczki


Gotowanie, sprzątanie, zabawa, spacer, czytanie, pisanie, obcinanie, ma sie to coś. Czyli jak to mawiają Francuzi o kobiecie, która potrafi radzić w domu i poza Nim z głową i wdziękiem - czyli konkretnie i pięknie zarazem: Avoir du chien! Tym razem skupię się na ostatniej czynności, jaką udało mi się zrobić dzisiaj. W sumie bardzo istotnej, bo od kilku już dni po głowie chodził mi ten temat ten 'na głowie' synka. Przed świętami postanowiliśmy podciąć odrobinę włosy Alexandra, ponieważ dwie próby ścięcia u fryzjera zakończyły się fiaskiem, my rodzice sobie poradziliśmy na swój własny sposób. Tym razem po miesiącu ja zdecydowałam się sama, trzeci raz od pół roku zmienić długość włosów Alexandra. Myślę, że w tym okresie buntu synka (który trwa już parę miesięcy) idealnym rozwiązaniem jest przeczekać wizyty u barbera, bo kończą się One zdenerwowaniem i płaczem. Jedynym autorytetem, który jest w stanie poskromić synka w tej kwestii jest Mama. Oczywiście chodzi o to, ze w domu są inne możliwości niż poza nim. Ja ścinam włoski synka na blacie kuchennym, daję Mu łopaki do zabawy. W ten sposób mam dokładny obraz Jego główki przed sobą, a w razie czego Go obracam. Pierwsza nasza wspólna  przygoda z nożyczkami miała miejsce już jakiś czas temu, i odbywało się to w łazience z efektem całkiem niezłym. Teraz próba łazienkowa kończy się zwykle bieganiem, uciekaniem, zabawą w sypialniach, bądź przy próbie w wannie chlapaniem mamy (co uniemożliwia dokładne obcięcie). Na blacie w zasadzie nie ma drogi ucieczki (choć jest długi ;)), gdyż barierę ochronną stanowi mama. Aby w ogóle podejść do tematu obcinania, trzeba mieć sporo cierpliwości i z pewnością przyda się wcześniejsze doświadczenie w tej kwestii. Ja z nożyczkami byłam przez lata na bakier (nie lubię wycinać), aż któregoś razu stałam się posiadaczką gęstej grzywki. Okazało się po umyciu, obcietej  przez koleżankę nie do końca dokładnie. Moja perfekcyjna natura odezwała się w tym przypadku i tak zaczęłam ciachać i przez pewien okres na mojej głowie widniała grzywka. Uwierzcie, ścinanie grzywki naprawdę potrafi nauczyć wyczucia nożyczek, ;). Dziś nie trenuję na sobie, ani na swojej grzywce, której nie noszę, bo wydaje mi się, że pogrubia twarz, (a ja uwielbiam kształt swojej buzi) a za to umiejętności wykorzystuję na synku i czasem na moim mężczyźnie (to już maszynką). Jednak wszyscy od czasu do czasu lubimy odwiedzić fryzjera i mam nadzieję, że za kilka miesięcy nasz Maluszek w ogóle zapomni o strachu przebywając tam z tatusiem. Na szczęście w przyszłości będą chodzić we dwoje i pewnie będzie to też jedno z ich wspólnych zajęć do momentu aż Alexander sam zadecyduje o losie swoich włosów. Może podobnie jak Jego tata zapuści na jakiś czas włosy, a może wygoli się na łyso dla wygody (lub nie daj Boże z konieczności). Na razie synek zwykle nosi klasyczną i wygodną fryzurkę, która zupełnie naśladuje cięcie taty. Jest to najpopularniejsze męskie cięcie z podgolonymi bokami, a dłuższymi włoskami na czubku głowy. Jest praktyczna i uniwersalna. Wygląda dobrze nawet bez żadnego układania. Na wyjście z domku tata zwykle poprawia Alkowi włosy i stawia na gumę. :) Gdy Alexander będzie już kilkuletnim chłopcem bardzo pragnęłabym, aby Jego fryzura była dostosowana do Jego charakteru i zajęć. Jedno jest pewne - dzisiaj znów mój synek wygląda bosko! Czyściutki, wypachniony, wykąpany, obcięty .. golasek. 

plecak - smycz - pingwinek

środa, listopada 19, 2014

plecak - smycz - pingwinek



Uffff.. Odetchnęłam z ulgą. Po dwóch dniach poszukiwań znalazłam to, czego szukałam - plecaczek ze smyczą dla Alexandra - czyli bardziej przyjemna, praktyczna dla dziecka i rodziców wersja szelek do chodzenia. Jestem zadowolona z zakupu i  spokojna, gdyż dwie pierwsze, dość udane próby chodzenia przy rodzicu w nowym nabytku mamy za sobą. Idzie nam coraz lepiej, ale pewnie potrzebujemy jeszcze kilka wyjść z domu, aby Alexander przyzwyczaił się w pełni do swojego 'towarzysza', którym został pingwinek firmy Clippasafe. Jest to plecak z otwieraną na zamek kieszonką na różne akcesoria, które możemy zabrać maluszkowi ze sobą. Może to być np. butelka z napojem. Dodatkowo posiada regulację długości szelek, więc może być spokojnie stosowany również za rok, dwa. Cena bardzo przyzwoita, jak na tę funkcjonalność. Zdecydowałam się na zakup w celu nauki chodzenia dziecka w pobliżu rodzica, oraz do nauki chodzenia dziecka za rączkę rodzica w mieście i publicznych - bardziej zatłoczonych miejscach. Tym razem nie dokonałam zakupu w sklepie internetowym, chcieliśmy przymierzyć produkt na Alexandra. Po pierwszym dniu przeglądania oferowanych artykułów w sklepach w centrum miasta, już miałam  swój typ i to był także typ Alexandra. Poza tym zależało mi na czasie, aby jak najszybciej zacząć ćwiczyć z Alkiem chodzenie w ten sposób. Wybierając dwa spośród czterech znalezionych po kilkugodzinnym poszukiwaniu  produktów typu plecak byłam pewna, że to jest idealny gadżet dla naszego dziecka. Alexandrowi spodobało się ubieranie, a najbardziej przypadł Mu do gustu pingwin, którego przedstawiam na zdjęciu ze sklepu i z domku. Wracaliśmy z zakupów z zabezpieczonym synkiem, widząc raczej wśród przechodniów na mieście pozytywne uśmiechnięte twarze skierowane w stronę naszego synka. I o to chodzi, żeby właśnie tak ludzie reagowali na potrzeby innych. Bo przecież nie chodzi nam o uwięzienie dziecka, tylko o Jego bezpieczeństwo i systematykę w nauce. Niestety jakiekolwiek zabiegi typu tłumaczenie, chwytanie za rękę, czy rozmowa w domu nie pomagały w tym, aby nasz synek szedł z nami za rękę w zatłoczonych miejscach. Za to był ciągły bieg -szczególnie w drugim kierunku, czyli tzw. uciekanie. Może powinniśmy w takim razie przeczekać ten moment i wozić dziecko głównie w wózku? Nie! Dość trzymania dziecka na uwięzi, lub wkładania Go do wózka, gdy zaczyna być nieposłuszny w najbardziej ciekawym dla Niego momencie. Niech ogląda kwiatki, liście i nauczy się chodzić z nami i pokazywać nam wszystko to, co Go interesuje. Myślałam ostatnio bardzo wiele, szczególnie po rozmowie z koleżanką, którą spotkałam ostatnio w Kościele. Potem o zabezpieczeniu dziecka w ten sposób wiele czytałam, także opinii i wypowiedzi matek na ten temat . Niektóre mówią stanowczo 'nie' takiej metodzie -pisząc przy tym, że One nigdy nie miały takich problemów z uciekającym dzieckiem. Inne piszą, że taki pomocnik przydał się naprawdę. Kilka dni temu spotkaliśmy w sklepie znajomych z synkiem, który w taki sposób jest prowadzany od dwóch tygodni. Posłuszny, uśmiechnięty i zadowolony chłopczyk! Trochę mamę prowadzał, a i trochę mama Jego prowadziła. Oni, rodzice chłopca kilkunasto miesięcznego bardzo sobie chwalą to rozwiązanie i namówili nas, żebyśmy się nad tym zakupem zastanowili. Wczoraj spojrzałam na swoje dziecko i zabrałam Go do sklepu. Uradowany wybrał pingwinka. Dzisiaj to ponowiliśmy i było tak samo. Od jutra codzienny trening przy domku nas czeka, a potem znów na miasto. Miejmy nadzieję, że do tego czasu zanim nauczymy się używać ten nowy sprzęcik, nasz synek nie zmieni zdania.. Nawet jeśli zmieni... mamy plecak, który przecież zawsze się przyda. :)


pewnie - na wagę

poniedziałek, listopada 17, 2014

pewnie - na wagę


Zastanawiałyście się co zrobić, aby odzyskać formę i figurę po ciąży? Oczywiście odpowiedź jest jedna -trzeba ćwiczyć, wrócić do aktywnego trybu dnia. Tym bardziej jeśli wcześniej byłyście w ciągłym ruchu i lubiłyście trening, ale nie tylko wtedy. Czasem zdarza się, że po prostu czas zacząć ćwiczyć, bo nie ma innego sposobu, aby poczuć się lepiej. Zdrowa dieta pomoże odzyskać nam siły, ale raczej nie uczyni cudów z naszym ciałem. Ja byłam zawsze aktywna, choć nigdy nie miałam figury modelki. Natomiast raz w życiu miałam nadwagę, z którą zresztą poradziłam sobie w dwa miesiące ćwicząc aerobik i tańcząc. Nie jest to łatwe i wymaga dużego nakładu siły i czasu, pewnie lepiej jest zaczynać z półapu normy, kiedy ćwiczymy bez świadomości, że chcemy zgubić kilka kilogramów. No niestety po ciąży też świadomość taka się pojawia  w każdej z nas. Wówczas próbujemy przeróżnych metod. Ale jak z kilkumiesięcznym bobasem mamy znaleźć czas na gimnastykę? Najlepiej pomyśleć o tym od razu po zakończeniu połogu. Dowiedziałam się, że na zajęcia fitness przychodzą mamy z kilkumiesięcznymi dziećmi, które jeszcze nie chodzą, wszystko zależy też od aktywności malucha. Ćwiczenia dla mam organizują kluby fitness, tańca, czy studia jogi. Nikt dziwnie na Ciebie nie patrzy, gdy coś musisz przy dziecku wykonać, a zdarza się nawet, że po zakończonych ćwiczeniach mam, instruktor organizuje jakieś króciutkie ćwiczenia z dziećmi. Super sprawa! Niestety choć piszę o tym, bo jakiś czas temu słyszałam od polskiej koleżanki - mamy o Jej sposobie na zrzucenie kilogramów -mnie ten temat nie dotyczył. W pierwszych miesiącach po ciąży zgubiłam samoistnie duży nadbagaż w postaci wagi, i wyglądałam naprawdę świetnie, niestety po odstawieniu Alexandra od piersi moja waga znów wzrosła kilka kilogramów i kiedy przyszedł moment, w którym chętnie znalazłabym taki klub -Alexander zaczał raczkować i zaraz potem chodzić. Zresztą w pobliżu nie było tego typu treningów, nawet w lokalnym klubie. Zdecydowałam się ostatecznie na ćwiczenia w domu, które przynoszą mi najwięcej satysfakcji, początkowo kilka miesięcy temu starałam się robić to w czasie, gdy synek śpi, czyli zazwyczaj późnym wieczorem, czasem w ciągu dnia. Waga po mału przesuwała się w dół. Największy sukces to to moja satysfakcja z tego co dla siebie robię. Jednym słowem czuję się ożywiona, a później zrelaksowana. Po dwunastym miesiącu Alexander intensywnie zaczął mi towarzyszyć, ponieważ zmieniłam pory aerobiku. Okazuje się, że jest to niezła zabawa dla nas, ale przede wszystkim dla Niego. Niestety nie zawsze jest tak idealnie zabawnie. Teraz synek przechodzi okres buntu, który jest przejściowy, na wszystko o czymkolwiek mówimy odpowiada 'nie!' Tak więc nasze ćwiczenia przedłużają się, lub skracają -bo nie ma szans na to, aby je dokończyć. Za to można z tego zrobić dobrą zabawę, no chyba, ze już nie ma czasu, bo okazuje się, że trzeba już zjeść obiad. Tak czy inaczej moje dziecko najpewniej używa naszej wagi łazienkowej. To robi nawet bez udziału mamy  a waga nigdy nie wskazuje ani mniej, ani więcej niż powinna. :)

z myślą o chłopcu

czwartek, listopada 13, 2014

z myślą o chłopcu



Cudownie jest być mamą rosnącego małego chłopca. Moje marzenie się spełniło, na to liczyłam i dokładnie takiej roli potrzebowałam. Mój maluch jest bardzo charakterny. Może to przywilej bycia chłopcem, a może po prostu cecha dziecięca..? Wspaniałe jest to, że umie określać swoje potrzeby i stawiać opór w sytuacjach dla Niego niekorzystnych. Tak On już ma, zauważyłam, że od dwunastego miesiąca bardzo szybko rozwija się emocjonalnie. Z tego właśnie powodu zaczęłam intensywnie zaznajamiać się z tematem 'nocniczka', czyli konkretnie mówiąc nauką samodzielnego siusiania przez chłopca. No nie wiem, czy ten temat Wam bardzo do gustu przypadnie, ale dla mnie jest teraz numer jeden. :) Myślę, że synek jest już gotowy, aby zacząć Go usamodzielniać. Słyszałam zdanie moich koleżanek, jedna twierdzi, że niektóre mamy przesadzają w kwestii nocnikowania, od innej wiem, że trzeba czekać zupełnie spokojnie aż dziecko podrośnie. Właśnie okazuje się, że czekać nie można. Jeśli przegapimy 'ten moment', to możemy narobić maluszkowi niepotrzebnych stresów. Cyt. 'Odzwyczajanie się od pieluch i nauka korzystania z nocniczka to nie tylko kolejny problem, z którym każdy rodzic musi sobie poradzić  -to przede wszystkim ważny etap w życiu dziecka, pierwszy mały krok ku samodzielności! Właśnie w tym czasie dziecko rozwija świadomość własnego ciała i naturalnych potrzeb'. Mówimy o okresie u chłopców po 18 miesiącu życia. Maluszek potrzebuje pomocy i zainteresowania rodziców, a nawet i opiekunów, oni wszyscy muszą ze sobą 'współpracować'. Książeczka Simone Cave i dr Caroline Fertleman - 'Nauka nocniczka dla Chłopców' - o niej mowa dzisiaj, to według mnie dobry poradnik, napisany bardzo naturalnie i polecany przez portale społecznościowe dla rodziców. Nie będę się rozpisywała zbyt obszernie na temat wydawnictwa i tworzyła recenzji, chciałam skupić się jedynie na tym ważnym temacie i na mojej przygodzie, a właściwie starcie w ten świat nocniczkowy.. Może tylko na temat samej okładki dodam, że dziecko może być szczęśliwe bez względu na rodzaj, cenę i kolor nocniczka. :) Ważne, aby w odpowiednim momencie zacząć trening i aby nocnik był jak najbardziej wygodny. :) Piszę o chłopcu, bo takiej płci jest mój siedemnastomiesięczny Alexander, nie narzucam nic w kwetii dziewczynek, bo nie mam pojęcia i doświadczenia w tym całym procesie fizjologicznym u nich. Choć sama jestem kobietą, nie jestem w stanie oceniać dziewczęcej natury poniżej trzeciego roku życia - z którą miałam do czynienia w przypadku dziewczynki od naszych znajomych. Ona w tym wieku była 'za pan brat' z nocnikiem. Z kolei z książki dowiedziałam się na przykład, jak ważne są znaki, które dziecko daje swoim zachowaniem, gdy jest już świadome własnych potrzeb. Oczywiście widziałam je i nawet podziwiałam u mojego synka, i chyba sama intuicyjnie wzięłam, w związku z tym, do ręki książeczkę, którą dobre kilka miesięcy temu podarował nam kolega. My zbliżamy się po mału do dwudziestego miesiąca, czyli momentu, kiedy Alex już na pewno osiągnie fizyczną gotowość. Pozostaje tylko zakupić jakiś dobry nocnik i zaczynamy! Wam polecam taki poradnik, jest w nim oprócz treningu wiele cennych ciekawostek o zachowaniach dziecka i rodziców. Może masz swój sprawdzony sposób, może jesteś doświadczoną mamą, mamą kolejnego dziecka, a może po prostu Twoje dziecko pokocha nocniczek od razu? Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne, oraz o tym, że chłopcy potrzebują metody innej niż dziewczynki, nieważne, czy łatwiejszej, czy trudniejszej.. Innej. Ja tam nic nie tracę czytając, bo raz, że miło spędzam czas, a dwa - dla mojego chłopca, wszystko! :)

jak kręcisz tą głową paniusiu?

poniedziałek, sierpnia 25, 2014

jak kręcisz tą głową paniusiu?


Pamiętaj, to, co wysyłasz w świat - to wróci do Ciebie jak echo. 



No i co? Kobiety mają lepiej? Ech... Jak zrzucić kilogramy skoro wszystko boli. Tabletki wspomagające są feeee, bo mogą uszkodzić mózg i inne organy. W moim przypadku kilka lat temu zakończyło się to bezsennością dwutygodniową. Skakanie też nie jest na dłuższą metę, skoki doprowadzają do obciążenia stawów  i osłabiają kolana, szczególnie gdy dzwiga się ogromny nadbagaż własnego ciała. Kiedyś uwielbiałam skoki na trampolinie, oczywiście tej aerobowej, skończyło się to dwutygodniową opuchlizną w kostkach obu nóg. Jedzenie surowych warzyw zupełnie odpada (nawet w sałatkach), nie wiem kto wymyślił takie diety? Chodziłam kiedyś na wizyty do centrum dietetycznego, gdzie wypracowano dla mnie specjalną dietę bogatą w naturalne jarzyny. No niestety w moim przypadku zakończyło się to zapaleniem wewnętrznym i wylądowałam w szpitalu. Odpowiedź jest prosta, aby stosować cokolwiek w celu schudnięcia najlepiej wcześniej udać się do lekarza na szereg badań, bo niestety nie każdy może, nie wszystko może. :) Tak sobie myślę faceci mają lepiej wracają do ćwiczeń po kilkumiesiecznej przerwie i już widać im mięśnie po miesiącu, baaa nawet efekty treningu są widoczne w ich osiągnięciach. Mój Mężczyzna zajął ostatnio trzecie miejsce w takich zawodach na siłowni w podnoszeniu ciężarków. On trenuje dwa, trzy razy w tygodniu godzinę a ja codziennie nawet i półtorej. Jaka tu sprawiedliwość? A moje efekty? Mozolnie waga przesuwa się w dół, ale jeszcze nie osiągnęła poniżej oczekiwanej normy... Nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć jadać owoce morza i japońskie, oraz chińskie potrawy też zdecydowanie, w szczególności po godzinie 20-stej ...  Jednak lampki Martini Roso, które dostaliśmy od przyjaciół - to ja sobie dzisiaj nie odmówię! ;)A w naszym życiu jak zwykle stawiamy na najwspanialsze katalizatory naszego związku 1. dużo seksu, 2. jeszcze więcej miłości, i 3. szczypta zazdrości :) :) :)

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik