Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
dwie kreski? O rety! :)

sobota, marca 03, 2018

dwie kreski? O rety! :)

Brak miesiączki, pierwszy test ciążowy i widoczne dwie kreski - nie zawsze oznaczają ciążę. No dobra, w Twoim przypadku okazało się inaczej! Bo, gdy po tygodniu wykonałaś drugi test, wyszedł on po raz drugi pozytywny. A jednak, prawdopodobnie jesteś w ciąży! Większość kobiet w tym momencie zgłasza się do ginekologa. Lekarz jest w stanie stwierdzić w trzecim tygodniu ciąży o niej. Test może być też zlecony przez lekarza, jeśli jest jeszcze zbyt wcześnie, aby on stwierdził ciążę. Testów jest kilka rodzajów. Niektóre są bardziej czułe i producent podaje, że np. już 5 dnia od zapłodnienia ciąża może być potwierdzona. Pamiętajmy jednak, że nic tak nie potwierdzi obecności i zdrowia płodu, jak wykonywane badania u lekarza. Nie zawsze jest to badanie ginekologiczne. Czy wiedzieliście np. że w Irlandii, gdzie żyję, kobiety w ciąży się w ogóle nie bada. No jak to? Ano tak! Na początku wykonuje się test ciążowy, oraz wywiad, badania krwi, moczu a następnie pierwsze usg. Dopiero wtedy kobieta otrzymuje potwierdzenie, że jest w ciąży. Mi akurat bardzo ten system opieki zdrowotnej odpowiada. I zresztą pewnie mojemu dziecku też ;) Osobiście uważam, że im mniej badań wewnętrznych w ciąży tym bezpieczniej dla przyszłej mamy i Jej maleństwa. Przyznam jednak, że gdyby nie badanie USG w Polsce w 16 tygodniu ciąży, pewnie do momentu porodu nie poznałabym płci mojego dziecka, ponieważ na kilku USG wykonywanych w NI nie było widać genitaliów dziecka. Warto więc skorzystać z możliwości dodatkowych badań na własną rękę. Są jeszcze badania prenatalne, stwierdzające ewentualne wady płodu, lub cewy nerwowej, które w zasadzie w UK są pomijane. W Polsce darmowo odbywają się dla kobiet po 35 roku życia. Można je podzielić na nieinwazyjne (to te, które zleci Ci na pewno w Polsce lekarz a prawdopodobnie też lekarz w UK, gdy tu żyjesz, jeśli masz już więcej niż 35 lat). Badania te nie wymagają integrencji w miejsce rozwoju płodu, a ich wyniki dają podstawę do wykonania dalszych badań - inwazyjnych, jeśli zajdzie taka potrzeba. 
Jeśli planujesz potomstwo, lub gdy właśnie test wykonany przez Ciebie wyszedł pozytywny, w takiej sytuacji warto zacząć zażywać kwas foliowy. Leć do apteki i zaopatrz się w opakowanie na przynajmniej kilka tygodni. Im wcześniej tym lepiej. Dlaczego jest to takie ważne? Zdarza się tak, że kobieta na co dzień ma niedobór kwasu foliowego. Natomiast w wyniku tych braków mogą wystąpić wady cewy nerwowej już do 28 dnia od poczęcia, a co za tym idzie - kilka wad rozwojowych płodu. Ponad to jeśli nawet dowiadujemy się o ciąży później to i tak zaleca się stosowanie kwasu foliowego co zmniejsza ryzyko poronienia, urodzenia przedwcześnie. Kwas foliowy znajduje się naturalnie w niektórych warzywach, m.in. w brokule, i innych. Jeśli dość późno dowiedziałaś się o ciąży, należałoby skonsultować z lekarzem ewentualność przyjęcia folianów w formie złożonej. Kwas foliowy zaleca się stosować przez okres 3 miesięcy. Ale stop. Pewnie nie usłyszycie w ogóle o tym, że istnieje przeciwwskazanie do jego spożycia, nawet przez kobiety w ciąży. Są kobiety, które mają mutację w genie MTHFR. Jest to bardzo szeroki temat. Więcej o tym znajdziecie tu. Właśnie jak na przekór taka mutacja w organizmie + spożycie kwasu foliowego może powodować niemożność zajścia w ciążę. Zatem spożywanie tej witaminy (kwasu foliowego) przez kobiety z mutacją genu MTHFR może przeszkadzać w zajściu w ciążę. Lekarz po wykonanych badaniach krwi może zlecić Ci spożywanie witamin, i to on powinien Ci je przepisać. Wyczytałam też, aby wstrzymać się z zażywaniem witaminy A, lepiej jej unikać szczególnie w suplementach. Wszelkie produkty, które spożywałaś wcześniej przed ciążą, mogą być niewskazane w czasie ciąży. Przecież Twoje dziecko - to nowy organizm który dopiero się buduje, więc nie futruj go tym czego potrzebowałaś TY! 

Wydawać by się mogło, że kobieta będąca w ciąży musi się jakoś specjalnie odżywiać. Dawniej uważano, że powinna 'jeść za dwóch'. Prawda jest taka, że powinna w miarę możliwości zdrowo się odżywiać i wręcz nie jeść za dwóch! Kobieto nie przejadaj się, bo babcia Ci tak doradza :) Owoce, warzywa i jak najzdrowsze produkty. Dla każdego będzie to co innego. Więcej Tu. Przypadki, kiedy kobieta w pierwszych miesiącach nie ma apetytu na jedzenie, wszystko zwraca i co teraz? Wstajesz - wymiotujesz, kładziesz się spać wymiotujesz. Nie jesz. Warto oczywiście mieć na oku swoje zdrowie i wykonywać badania krwi, które z pewnością zleci Wam lekarz już na samym początku ciąży. Ale te dolegliwości pokarmowe zginą na pewno po kilku tygodniach, a do tego czasu masz pewność, że Twoje maleńkie dziecko korzysta w brzuchu z Twoich zasobów. Tutaj odnośnie odżywiania podam Wam jeden z przykładów, które miałam okazję wśród znajomych poznać. Kobieta była w ciąży i przez pierwsze miesiące po zjedzeniu zwracała, mało jadła i nawet waga jej spadła w pewnym momencie. Martwiła się bardzo, choć Jej wyniki badań były dobre. Lekarz mówił, aby jadła normalnie w miarę możliwości. W czwartym miesiącu dolegliwości zaczęły znikać i wreszcie odpuściły. Kobieta urodziła zdrowe, pulchniutkie dziecko w terminie. Czyli w zasadzie bardziej jeśli chodzi o jedzenie należałoby nie spożywać skażonych produktów, produktów alkoholowych (zrezygnować z używek alkohol, papierosy i inne), aby po prostu swojemu organizmowi w tym czasie nie dostarczać złych substancji. Tylko nie pytaj o lampkę wina raz na kilka miesięcy, wiem, że możesz jej zapragnąć. Pamiętaj - zero alkoholu! Co do palenia papierosów u kobiet, które wcześniej paliły też istnieje mnóstwo sprzecznych teorii. Jedni mówią, aby odstawić, inni by ograniczyć praktycznie do zera. Nie wiem jaka jest prawda, więc proponuję, aby tę sprawę rozważyć we własnym zakresie. Ciąża spowoduje, że zaczniesz się bacznie przyglądać temu co jesz.

Gdy zaszłam w ciążę, czułam się o niebo lepiej niż przed. Zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Można rzec - czułam się jak kwiatek na wiosnę. Więc co ja Ci mogę doradzić? A słyszałam, i wiele czytałam, a nawet widziałam.. Fochy, rozgoryczenie, i inne dolegliwości. No więc. Na początku pojawić się mogą symptomy towarzyszące zmianom zachodzącym w organizmie kobiety. U jednych mdłości, a u innych przyszłych mam bóle piersi. Ja nie czułam fizycznie nic, dopiero w drugim miesiącu ciąży pobolewała mnie głowa, po czym zorientowałam się, że mogę być w ciąży. Potem niczym misu spałam i spałam. Przesypiałam wieczorami ze dwie godziny. :) Poza tym, towarzyszyła mi olbrzymia energia, a brak wyraźnych dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego umożliwił mi idealne, piękne przeżywanie chwili, gdy dowiedziałam się, że będę mamą i całej ciąży. Przez cały ten okres było mi bardzo ciepło, również w pracy w której do ósmego miesiąca pracowałam, a gdzie wcześniej zdarzało mi się marznąć. Polecam ciążę, dla życiowych zmarzlaków! Z fizycznych kwestii, jeszcze może pojawić się kilka zmian w odczuciu. W ostatnim trymestrze ciąży, kiedy to zaskoczyć Cię może zgaga, lub nadkwaśność, - co jest zupełnie normalne i wynika ze zmian hormonalnych a parcie na mocz ze wzrostu i obniżenia płodu. Na koniec ciąży myślałam, że nie wyjdę z toalety lecz nie przeszkodziło mi to wsiąść za kierownicę (po raz pierwszy w UK) i później pojechać na własny poród. Tak więc polecam ciążę na realizowanie nowych przedsięwzięć i odłożonych planów. Kobiety pytają o... rozstępy. A co to są rozstępy? Brzuch kobiety staje się napięty, jeśli kobieta ma elastyczną skórę i brzuch jest przyzwyczajony do naciągnięcia (po tyciu i odchudzaniu), rzadko pojawiają się zmiany w wyglądzie skóry, np. rozstępy. Poza tym rozstępy są w dużej mierze uwarunkowane genetycznie, w zależności od predyspozycji przyszłej mamy. Więc jeśli rozstępy miałaś, to je mieć będziesz, a nawet będą dużo szersze od tych po utyciu. Zaangażuj swojego mężczyznę, lub daj sobie trochę czasu. Polecam smarować brzuch i uda oliwką, lub olejkiem. Dobrze jest z tego zrobić wieczorny rytuał, np. z partnerem, leżąc razem w łóżku.
Psychika kobiety w ciąży jest drugą i o wiele ważniejszą kwestią. Samopoczucie umysłowe kobiety i gotowość kobiety na tę informację, że zostanie mamą. Nie planowałaś ciąży, a tutaj zdziwienie, zapomniałaś tabletki, ale to tylko jedna! No jak to się stało? W ogóle ważne jest czy kobieta jest gotowa na bycie w ciąży. Nie bójc się, to tylko zmiana, do której szybko się przyzwyczaisz! Bardzo ważne jest jakie masz plany, czy jesteś w swoich przekonaniach z partnerem, czy może zdania Wasze, Twoje i Ojca dziecka na temat rodzicielstwa są podzielone. Inaczej może czuć się kobieta w związku, dojrzała i czekająca razem z partnerem na dziecko, a inaczej  kobieta (rodzice), którą ciąża zaskoczyła. Zastanawiasz się Komu powiedzieć o ciąży, mamie, facetowi, a może nic nie mówić? Oczywiście, że mówić, cieszyć się, chwalić się, no, może nie wszystkim ludziom. Jeśli cieszy Cię Twoja ciąża, to na pewno lubisz o tym rozmawiać. Ale może nie planowałaś? Charakterystyczne wówczas jest rozgoryczenie, niekiedy nawet lekka depresja i płaczliwość. Poza tym pamiętajmy, hormony kobiet szaleją w pierwszych dniach ciąży, więc to ostatnie może zdarzyć się każdej kobiecie w pewnych etapach ciąży. Następne przeżycia związane z fizycznością towarzyszą, gdy zobaczysz, że Twoje ciało się zmienia. Zmieniają się Twoje piersi, Twój brzuch rzecz jasna a nawet mogą zmienić się pod koniec ciąży nogi. Mogą lekko puchnąć. O tak w ostatnich tygodniach ciąży po raz pierwszy zobaczyłam u siebie inne nogi niż zwykle. Pomyślałam wtedy... miejmy nadzieję, że wrócą do swojej formy ;) bo moje nogi to najmocniej ukochany fragment w moim ciele przez mojego męża. :) Gdy płód rośnie, rośnie brzuch. Kobieta odkrywa, że tyje i nabiera kształtu, niekiedy od razu to akceptuje, a nawet lubi (podobnie było ze mną). Niekiedy przykrywa to ubraniem. Pamiętajcie, że Wasz wygląd w tym przypadku uwarunkowany jest zmianami hormonalnymi, i nie będzie on taki sam po ciąży, z pewnością się zmieni, niestety, lub 'stety' dla każdej z Was będzie to oznaczać co innego. Ja uwielbiałam siebie w ciąży, każdy fragment swojego ciała i siebie po prostu. Myślę, że to kwestia tego, aby radować się nowym życiem. Co prawda wkurzyłam się nieźle, gdy pewna osoba bez mojej zgody zamieściła zdjecia mojego brzucha ciążowego w całej okazałości na facebooku, bo choć uwielbiałam swoje ciało, razem z mężem nie chcieliśmy aby te zdjęcia były upublicznione. Pierwsze ruchy dziecka, to zagwarantowana radość i wszelkie obawy i wszelkie u niektórych 'kompleksy' a nawet smutki znikają. Pamiętaj przyszła mamo - jeśli będziesz myśleć negatywnie, to nie będzie dla Ciebie i Twojego maleństwa najlepsze i będzie odzwierciedlać się też w Twojej fizyczności. Oczywiście zdarzają się trudniejsze ciąże, np. zagrożone, wówczas trudno jest pogodzić się z tym. Niektóre kobiety zaczynają się obwiniać i nie są w stanie cieszyć się w 100 % z całego okresu ciąży. Jednak są to nieliczne ciąże, które w wielu przypadkach udaje się zdrowo donosić i o tym warto pamiętać.


"A ten Pan jest niezaspokojony, bo Jego żona jest w ciąży". Większego głupstwa nie słyszałam.. Tak myślą niektórzy. Kto? Podlotki i dewotki. Również płci męskiej. Może spójrzmy na to od strony kobiety, która jest w ciąży i ma potrzeby seksualne... za dwóch! A to ciekawe mężczyzno, spróbuj zaspokoić swoją kobietę w ciąży :) Jeśli Ci się to uda - gratuluję. Według moich odczuć występuje większa potrzeba na seks z partnerem podczas ciąży. Jest to na pewno związane z pracą hormonów, ale niewykluczone, że jest to głównie wynikiem bliskości dwóch ludzi, którzy zostaną rodzicami. Jednak wiele par obawia się uprawiać seks. Dużo kobiet odrzuca partnerów w ciąży, nieświadomie dając sygnał, że trzeba postępować z nimi inaczej niż do tej pory. To niewątpliwe ma swoją przyczynę. Może być ich kilka. Mogą leżeć po stronie mężczyzny lub kobiety, i być wynikiem przekonań, obawy przed poronieniem, lub wczesnym porodem, i wynikać z nieświadomości. Warto zasięgnąć opinii swojego lekarza na ten temat. Czy płód dziecka jest właściwie ułożony, czy w danym miesiącu mogę uprawiać seks, czy w ostatnim miesiącu ciąży powinnam się kochać? Jeśli lekarz nie ma przeciwwskazań kochajcie się do woli. Pamiętajmy, żeby uważać w ostatnich dniach przed porodem, gdyż seks może wywołać poród i to właśnie będzie już moment, gdy już za chwilę pojawi się Wasze dziecko na świecie. Są również inne przypadki, o których pisałam w poprzednim akapicie - ciąże zagrożone, kiedy seks jest przeciwwskazany i pomimo 'wielkiego apetytu' niestety będziecie musieli sobie go odłożyć na czas po urodzinach dziecka. Jedno jest pewne ciąża seksualnie służy parom. :) 
Ten punkt w zasadzie mógłby pasować pod seks, ale z ćwiczeniami już sytuacja jest bardziej wybiórcza. Wszelkie ćwiczenia ciężkie, siłowe, lub biegi, czy podskoki musimy sobie odpuścić. Trochę zabawne, ale ja w ciąży nieźle się nagimnastykowałam w pracy. Dźwigałam, schylałam i różne takie. No. Wreszcie przyszedł moment, że brzuszek trochę przeszkadzał, więc wykonywałam inne ruchy. Podobnie ma być z Wami, nie odpuszczajcie ćwiczeń codziennych całkowicie. Zmieńcie ich nasilenie, ich formę. Prawie do końca ciąży robiłam zakupy na pieszo idąc kilka kilometrów z reklamówkami, bo tak mi było wygodnie. Czasem spacerowałam trzy kilometry bo tak lubiłam - to właśnie idealny sposób na orzeźwienie w ciąży, aby nie siedzieć w domu. Poza tym miałam kilka płyt z ćwiczeniami dla ciężarnych, jedna z nich nawet miała za zadanie przygotować do porodu. Świetna alternatywa dla szkół rodzenia. Ale jeśli Ty masz możliwość i czas, to wybierz się np. razem z przyszłym tatą dziecka do takiej szkoły. My rodziliśmy razem, choć mój mąż wcześniej do tego się nie przygotowywał. Poszło nam świetnie!  Ciąża, już sama w sobie, dostarcza Ci mnóstwa gimnastyki każdego dnia!

Sauna i solarium, oraz inne zabiegi - 'upiększające' w ciąży nie są. Wreszcie masz możliwość poczuć się w pełni naturalna i kobieca. :) Czy wiesz, ze nawet najzwyklejsze wydawać by się mogło rytuały codzienne mogą zaszkodzić Twojemu dziecku. Ba, niektóre z nich szkodzą nawet Tobie, o czym ja dowiedziałam się dopiero będąc w ciąży! Zacznijmy może od popularnych farb do włosów z amoniakiem, rozjaśnianych przez kobiety włosów (które nie zdają sobie sprawy co robią ze swoimi włosami). W ciąży odrzuć wszystkie farby tego typu. Lakiery do włosów. To temat rzeka. Więcej Tu. Ile ja ich w życiu zużyłam! A tutaj od pewnego czasu praktycznie w ogóle nie używam, chyba, że na urlopach. A w ciąży bardzo ostrożnie z wdychaniem tego - potraktuj to sporym wietrzeniem, przy otwartym oknie. Pisałam już o tym. Teraz mam wybrane produkty bez parabenów, bez PEG. Podobnie z antyperspirantem pod pachy. Kolejna sprawa to solarium i sauna.. Korzystałam z nich przed ciążą sporadycznie. Oba są zakazane w ciąży. A od momentu, gdy zaszłam w ciążę, do dziś, czyli gdy synek ma już prawie 5 lat skorzystałam z nich może 3 razy przed ślubem! Odpuść sobie kąpiele w gorącej wodzie. Zapomnij też o kapsułach ciśnieniowych i różnych takich bajerach (zawsze warto zapytać, trenera, czy kosmetyczki co możesz robić w ciąży).:) Zatem ciąża to na pewno idealny moment by Twoja wiecznie pomarańczowa buźka zrobiła się klasyczna, kobieca i naturalna.


Wiele kobiet słyszy od innych kobiet, że ciąży towarzyszą problemy z zębami. Ja słyszałam nawet, że niektóre kobiety tracą kilka zębów. Straszne! Jeśli dbasz o swoje zęby przed ciążą, to doskonale wiesz, że wizyty co kilka miesięcy u stomatologa uchronią Cię przed utratą zębów. Więc kochana, tak, jak chodzisz do ginekologa, tak też wybierz się do swojego dentysty. Różnica pomiędzy tymi, a poprzednimi wizytami z czasów, gdy nie byłaś w ciąży polega tylko na tym, że lekarz wiedząc o Twoim stanie dobierze Ci inne lekarstwa, inne znieczulenie, jeśli taka potrzeba zajdzie. Mi w ciąży wypadły dwie plomby, i od razu to załatwiłam. Ostrożnie ze środkami przeciwbólowymi! W UK, gdzie żyję dentysta dla kobiet w ciąży jest bezpłatny, i jest tak, aż do roku po porodzie. Ciąża sprawi, że masz większą kontrolę nad stanem swoich zębów. 


Właśnie przeszłyśmy do kolejnego punktu jakim jest spożywanie leków przeciwbólowych. Właściwie ja z tym problemów nie mam. Ponieważ bardzo rzadko zażywam środki przeciwbólowe. Powiedzmy, że w roku zdarza mi się to kilka razy. Możliwe, że nie lubisz się męczyć (kto lubi) i od razu gdy zaboli Cię głowa łykasz tabletkę? Więc proponuję paracetamol. A nawet dwa. A jak znów ból przyjdzie to za kilka godzin jeszcze dwie tabletki. Ale na Boga nie faszeruj dziecka innymi śmieciami, wytrzymaj trochę te ciężkie chwile. Antybiotyki, to już bardzo poważny temat i tutaj Wam napiszę, że nie powinno się ich brać w ciąży. Ja w piątym miesiącu ciąży poważnie zachorowałam, odjęło mi mowę i miałam prawie 39 stopni gorączki. Lekarz przepisał mi Duomox, który po kilku dniach zaczął pomagać i wyzdrowiałam, a synek urodził się zdrowy i w terminie. Jeśli zajdzie potrzeba lekarz przepisze Ci najbezpieczniejszy dla Ciebie i płodu antybiotyk. Pamiętaj, że są sytuacje kiedy trzeba wybrać lepsze zło. Szczepionki w ciąży są powodem do wielu dyskusji na świecie. Ja nosząc brzuszek byłam szczepiona przeciw grypie i przeciw krztuścowi. Ciąża nauczyła mnie rezygnować z tabletek przeciwbólowych całkowicie.

Jeszcze słów parę o unikaniu zagrożeń. Tak naprawdę, gdybyś całe życie wszystkiego unikała, to świata byś nie poznała. Ale! Przez te dziewięć miesięcy rzeczywiście poświęcasz się dla Kogoś, dla kogoś bezbronnego, kto jest od Ciebie zależny. Miej zatem przez ten czas oczy dookoła głowy. Już nie będę pisała o niespotykaniu się z chorymi na grypę, czy anginę, bo chyba to dość oczywiste. Ale może nie przyszyło Ci do głowy, aby podczas najzwyklejszych prac w ogrodzie założyć rękawiczki? A przecież ziemia w Twoim ogródku to miejsce przesiadywania ptaków, biegania kotów i innych zwierząt. Uważaj na toksoplazmozę. Jeśli planujesz dziecko w niedalekiej przyszłości a nie chorowałaś na niektóre choroby zakaźne (ospa, czy różyczka) zawsze warto się zaszczepić i to najlepiej kilka miesięcy przed planowaną ciążą. Nie wiem, czy zadajesz sobie sprawę, że nawet przebyta ospa nie chroni Cię przed wirusem tego typu? Nawet szczepionka nie chroni Cię w 100 %. Pamiętaj jednak, że przyjmując szczepionkę, objawy zakażenia będą bardzo nikłe. Myślisz, jak to? Jak można przechodzić ospę po raz drugi? Nie ospę, ale osoby chore na ospę, od których Ty zarazisz się przekażą Ci chorobę o nazwie półpasiec podobnie szkodliwy jak ospa wietrzna. Więc zawsze unikaj chorych na ospę i chorych na półpasiec. Ostatnia rzecz, jaka przychodzi mi do głowy to promieniowanie elektromagnetyczne wszelkie rtg, i inne. Pod żadnym pozorem nie dopuść do napromieniowania swojego ciała. Jeśli już zdarzyło Ci się coś z powyższych, musisz wiedzieć, że istotne jest w którym trymestrze? Najwięcej zagrożeń i skutków ubocznych powstaje w pierwszym trymestrze ciąży. I jeszcze taka ciekawostka, na zakończenie. Wiele kobiet zamartwia się, że zupełnie na początku ciąży nie wiedząc o niej spożywały leki, alkohol, czy nawet przechodziły leczenie antybiotykiem. Pewnie nie wiecie o tym, że w ciąży do pierwszych 14 dni zarodek nie przejmuje żadnych złych komórek i jest bezpieczny, gdyż jego naturalne środowisko w pierwszych dniach jest samowystarczalne, a następnie w łonie matki po tych dniach zaczyna on żyć łącząc się z organizmem matki.

Już od początku ciąży przygotuj się do porodu. Nastaw się na mega duży ból, bez względu na to, czy rodzić będziesz poprzez cesarkę, czy naturalnie. Po prostu przyjmij sobie, że to będzie wyjątkowy ból. Wiem, że 'czyjaś' babcia urodziła trójkę dzieci, każde po pół godziny, i wręcz wypłynęło... z wodami płodowymi, ale Ty pamiętaj - będzie bolało. Ból ten jest do przeżycia, (ból większy, ból mniejszy) ból się skończy, a Ty będziesz cudowną mamą, która go pokona, gdy na świat przyjdzie Twoje dziecko. Pytasz mnie dlaczego musisz tak cierpieć? Odpowiem Ci. Cierpi się rodząc, można cierpieć umierając. Który akt jest piękniejszy? Który może tę małą istotę uszczęśliwić, a może uszczęśliwi przy okazji innych? Jest wielką niewiadomą co dalej, ale będzie życie! Już wiesz co masz robić.


No i pamiętaj. W obecnych czasach ciąża to wciąż wyjątkowy czas, i jak kiedyś wielkie wydarzenie,. Mnóstwo pytań, szczególnie zadawanych przez kobiety które zostaną matkami po raz pierwszy, lecz fajne jest to, że obecnie te dwie kreski to pora na uzyskanie odpowiedzi, bo temat ciąży jest szeroko omawiany tak że kobieta w ciąży ma szansę uzyskać odpowiedzi. To co przeczytałaś w tym artykule, to moje doświadczenia, moje informacje i spostrzeżenia i wcale nie musisz ich brać pod uwagę, gdy zobaczysz dwie kreski. Polecam Ci przede wszystkim porozmawiać z lekarzem, z położną i wziąć mocno pod uwagę ostatni punkt (o bólu powyżej). Bo najważniejsze w tym wszystkim jest to, abyś szczęśliwie urodziła swoje dziecko. :) 
ulga dla oczu - maski na zimno i na ciepło

sobota, stycznia 13, 2018

ulga dla oczu - maski na zimno i na ciepło

Na Weekendowniku temat kosmetyczny pojawia się bardzo sporadycznie, bo choć kobietą jestem, w kosmetyczce i na półce zaledwie kilka produktów do makijażu i kilka do pielęgnacji posiadam. Co więcej są to kosmetyki głównie sprawdzone, a kilka z nich aktualnie przeze mnie testowane, z ciekawości bądź konieczności. Można powiedzieć, że poszłam za namową mojej babci, której promienista twarz nabierająca samoistnie na lato koloru brzoskwini nie zdradzi Wam Jej wieku. Babcia mówiła mi zawsze, żebym nie stosowała zbyt wielu kremów do twarzy, i nie przesadzała z nowinkami. Tak w sumie jeśli spojrzeć na całokształt, to bliżej mi do babci niż do mojej mamy, pod względem tych zastosowań w danym wieku. Jednak natura w tym względzie w 100 % genetyką 'babciową' mnie nie obdarzyła. Zmarszczki co prawda mam niewielkie, lecz odkąd pamiętam mam cienie pod oczami, które latem są mało widoczne, a zimą niekiedy bardziej. Właśnie to jeden z powodów dla których dbam o okolicę oczu dużo mocniej niż o całą resztę skóry.
Okres zimowy, to czas, gdy oczy narażone są na choroby, stany zapalne i mogą one chorować wraz z nami, choćby z przewiania, czy z zapalenia zatok. Poza tym czas grudniowy, zapracowanie, święta i karnawał też niekorzystnie przyczyniają się do wyglądu naszych oczu. Wiem doskonale po sobie, jako, że należę do ludzi stawiających w moim domu szczęście bliskich ponad moje, gdy przed świętami, lub w podróży zdarza się spać po kilka godzin na dobę. No i oczywiście nie zapominajmy o takich wydarzeniach, jak Sylwester, które mają wpływ na wygląd nas kobiet. Wszystko to, i nie tylko uwarunkowania genetyczne, czy dbałość o zdrowie sprawia, że nasze oczy i ich okolice wyglądają czasem gorzej. A my domowymi i nie tylko sposobami próbujemy to naprawić, skorygować. Dzisiaj nie napiszę o kremach do poprawy wyglądu oczu, a pokażę Wam moje nowe maski na okolice oczu, oraz opowiem o innych sposobach dbałości o zmęczone, tudzież opuchnięte oczy.

Domowe sposoby na zmęczone oczy


Jeśli jesteś kobietą o mocno zacienionych miejscach pod oczami ten akapit i wszystko co w nim napisane potraktuj niejako dodatek do swoich kosmetyków (ewentualnie tego co poniżej w dwóch akapitach). Gdy jednak jesteś babką o standardowym wyglądzie cery w okolicach oczu, która miewa opuchnięte oczy i zacienione np. po nieprzespanej nocy to z pewnością pomogą Ci wszystkie tutaj wymienione zabiegi domowe. Te w kolejnych punktach możesz zastosować w nagłych przypadkach tego wymagających. Od lat wiadomo, że najlepiej uzdrowienia poszukać od natury. Warto zacząć pielęgnację od domowych sposobów, choć uwaga na uczulenia, bowiem wszelkie owoce, warzywa, czy nawet nabiał mogą prowadzić do alergii, czy uczulenia (dodatki chemiczne w produktach). Jeśli chcecie to stosować zwróćcie uwagę skąd pochodzą rośliny, oraz przyjrzyjcie się reakcji skóry. Polecane najbardziej są okłady z zimnego mleka płatkami kosmetycznymi, przez około 15 minut na przemian mocząc w mleku, wyciskając z płatków i stosując na powieki oczu. Zimne mleko zwęża naczynia krwionośne, i łagodzi obrzęki, a jego tłuszcz nawilża. 
Kolejno popularny jest ogórek świeży nakładany plasterkami na okolice oczu. Kwas askorbinowy (wit c), oraz kwas kawowy likwidują opuchliznę i odświeżają skórę. Okazuje się, że nawet ubite białko kurze ma ogromne właściwości przeciwdziałające opuchliźnie i zacienieniu. Zawartość ryboflaminy (wit B2) powoduje poprawę krążenia. Należy robić okłady z ubitego białka. Wiadomo też, że zioła i różne herbatki pomagają przy stanach zapalnych. Można jest stosować na szereg dolegliwości nie tylko wewnętrznych, lecz także zewnętrznych. Rumianek, zielona herbata, czy czarna, i inne odmiany herbat, w tym przypadku w saszetkach można swobodnie też położyć na ciepło na naszych powiekach. Herbaty działają kojąco, przeciwzapalnie a czarna zawiera kofeinę zwężającą naczynia krwionośne. Czasem przy urazach oka, warto stosować lekko ciepły kompres na otwarte oko. Na mnie co prawda nie działa ten sposób, ale sama byłam świadkiem dobrego wpływu rumianku na uszkodzone mechanicznie oko. Tu sprawdzi się zasada im bardziej regularnie i w krótkich odstępach, kilka razy, po urazie, tym lepiej.


Maski na zmęczone oczy


Co zrobić, gdy mamy mało czasu, lub gdy oczekujemy natychmiastowych efektów? Mam dla Was gotowe rozwiązania i od razu zaznaczam, że wpis nie jest sponsorowany, tak więc moja opinia będzie bardzo subiektywna i prawdziwa. No, jednak mam do tego prawo, aby ocenić produkt z własnego punktu widzenia. Oczywiście trochę się rozpiszę, także o moich perypetiach, ale może coś z tego dla siebie wywnioskujecie. Właściwie natknęłam się już po napisaniu tego tekstu na opinie rekomendujące u innych blogerek, które testują produkt we współpracy z platformą, a ja zwyczajnie poszłam sobie do drogerii na Słowacji, tuż przed zamknięciem weekendowym i sobie taką maseczkę sama kupiłam - szt 2. Maseczka na oczy w jednorazowych opakowaniach przypominających chusteczki nawilżające do rąk (choć tutaj bardziej estetyczne opakowanie na odwrocie z lila grochy i co ważne w podróży- lekkie) nosi nazwę Hot Eyes Steam. Jak już nazwa wskazuje ma ona działanie ogrzewające, po otwarciu opakowania w styczności z tlenem nagrzewa się ona do 40 stopni. Oczywiście maseczka jest odpowiednio opakowana, a torebki, które w takiej papierowej masce w środku znajdziecie nie mają bezpośredniego kontaktu z oczami. Maskę należy wydobyć z opakowania i założyć na twarz nakładając ją po bokach na uszy. Maska jest  bardzo lekka, im dłużej (do 10 minut) pozostaje na naszych oczach, tym staje się bardziej ciężka. Podczas użycia odczuwałam przyjemne ciepło, i bardzo delikatny zapach ziół (w tym w sumie nie lubiana przeze mnie lawenda). Był na tyle przyjemny, że zabieg ten należał do nadzwyczaj miłych i odprężających, a po zdjęciu maski z twarzy, poczułam się bardzo zrelaksowana. Zasinienia pod oczami pojaśniały, a skóra wyraźnie zrobiła się bardziej delikatna i napięta. Z ciekawości po wykonanym zabiegu sprawdziłam, co jest w środku maski, o czym Wam wyżej pisałam, a także postanowiłam przekonać się, czy tak, jak podaje producent jest to maska jednorazowa, czy może wielokrotnego użytku? Oczywiście okazało się to być prawdą i maseczka po kolejnej próbie nie zmieniła się w ciepłą maseczkę na oczy. Jeśli chodzi o skład, niemiecki producent podaje informację na stronie, że zawiera całkowicie naturalne składniki, bez parabenów, i alkoholu. Jednak po otwarciu jednej ze zużytych saszetek zauważyłam coś jakby sreberka. Osobiście nie sądzę, aby przy sporadycznym użytkowaniu były szkodliwe. Aczkolwiek na wszelki wypadek zapytałam producenta o skład, ciekawe czy odpowie? Wiem, że w Polsce można zakupić maski w aptece w specjalnym dużym opakowaniu za około 30 zł, lub 10 zł/szt.
Nie wiem jak Wy, ale ja nawet w podróży zawsze mam przy sobie maskę żelową na oczy. Tego typu produkt od paru lat mi służy na zimno. Pewnie słyszałyście o maskach zakładanych na noc, zaciemniających okolice oczu. Nie mam problemów ze snem.. więc nie mam potrzeby używać 'ułatwiaczy zaśnięcia', lecz choć nigdy nie należałam do śpiochów zdarza się, że śpię krócej niż powinnam. Na pewno kilka razy w roku tak jest, a i w tygodniu też jest tak, że są noce gdy nie dosypiam. Nie mam pojęcia czy stracony sen zostanie mojemu organizmowi w odpowiedni sposób zwrócony,  jeśli w ogóle można tak to nazwać, przy okazji mojego dłuższego spania w weekend, aczkolwiek wiem, że trochę mogę podreperować wygląd zmęczonych oczu i skóry wokół nich. Ile jeszcze takich nocy niepełnych się zdarzy, a ile jeszcze przede mną wylotów wczesno porannymi rejsami, kiedy to przed podróżą wcześniej niż o 23 zasnąć nie można, a wstać trzeba nawet o 3.30 nad ranem? Oczy to wiedzą. I nic mi po tym, że jak mawia mój mąż mam pięknie osadzone głęboko oczy, że wcale makijażu nie potrzebuję, bo naturalne cienie są, skoro po takiej nocy trzeba ten makijaż grubo nałożyć. Właściwie przeżyłam dość spore rozczarowanie, gdy moje dziecko niespodziewanie zniszczyło mi w roku ubiegłym moją ulubioną żelową maskę Clarins.
Urywając gumki, uszkodził też część wierzchnią i płyn żelowy zaczął się wydostawać na zewnątrz. Przez jakiś czas nie mogłam znaleźć w ogóle takiej maski, a teraz, gdy znalazłam, nie mogłam wybrać tej najbardziej odpowiedniej. Obecnie choć widziałam też inne bardziej delikatne typy, zdecydowałam się jednak na większą i pokrywającą sporą część oczu i policzków maskę Aqua Peas Cooling Gel Eye Mask. To koralikowa maska żelowa po jednej stronie wypełniona żelem a po drugiej pokryta miłą futerkową tkaniną w kolorze bladego różu ( są też do wyboru odcienie - fiolet, zieleń, błękit ). Co ciekawe maskę można użyć na zimno, wkładając ją do zamrażarki, lub na ciepło, kładąc na kaloryfer, itp. Dla mnie jej zastosowanie jest oczywiste, w tym przypadku wybieram wersję cool. Własnie takie zastosowanie mi odpowiada i daje oczekiwany rezultat. Maska posiada gumkę na rzep, dzięki czemu nie powinna się zsuwać z głowy podczas użycia. Jak dla mnie jest to produkt bardzo dobry, o ciekawej oprawie wizualnej, trochę ciężki po wyjęciu z zamrażarki. Myślę, ze będę poszukiwała produktu zastępczego, lekkiego, jeśli chodzi o zabranie takiej maski w podróż. Jednak do celów domowych w stanie leżącym, jak najbardziej polecam. Efekt oczywisty, duża poprawa wyglądu oczu i samopoczucia po zastosowaniu. Cena w drogerii w UK to zaledwie 3 funty.


maski zwierzaki, świątecznie i karnawałowo z dzieckiem

sobota, listopada 18, 2017

maski zwierzaki, świątecznie i karnawałowo z dzieckiem

Nie ma to jak dobra, nieplanowana zabawa, razem z najbliższymi i z dziećmi. My w tym roku spędziliśmy Halloween w gronie przyjaciół w Polsce, ostatnie dni października były wyjątkowo przyjemnie zaskakujące. Na Andrzejki jesteśmy przygotowani. Jaki okaże się karnawał, a czuję, że będzie niesamowity?! Bardzo fajnie jest ten czas ciekawie przygotować. Są jednak sytuacje nie do końca planowane, szczególnie jeśli jesteście na wyjeździe i nie macie dużych możliwości aby całości dopilnować, a styl party nie zależy tylko od Was. Ja mam tym razem kilka propozycji, które polecam bez dwóch zdań. Dodam, że artykuł nie jest sponsorowany, a jest wynikiem użycia do zabawy przez nasze dzieci dwóch książeczek, a dokładnie zeszytów do ćwiczeń dla dzieci. Co ukryte w zeszytach przeczytacie w dalszej części artykułu. Odkąd mam dziecko przekonałam się, jak bardzo z roku na rok zapominam o swoim wieku i czuję się młodsza, wracam do czasów spontaniczności. Prawdę powiedziawszy wraz z rozwojem mojego dziecka, widzę, że lata biegną jak szalone, ale przez aktywny czas z nim spędzany czuję się lepiej, weselej. Oczywiście w moim przypadku z racji, że jestem mamą na pełnym etacie już samo posiadanie dziecka, to czas przeznaczony praktycznie dla Niego, nasze codzienne rytuały, odrabianie lekcji, ale też zabawa. Do tej pory, do czwartego roku życia Alexandra było głównie tak, że Jego biblioteczkę zasilały "ciocie", babcie, "wujkowie", sporadycznie ja. Teraz dostrzegłam, że moje dziecko odkąd zaczęło chodzić do szkoły, zawęziło swoje zainteresowanie tematyką czytelniczą do ulubionych tematów. Z kolei chcąc nieco te upodobania poszerzyć (o wybrane przeze mnie ;)) postanowiłam wybrać Mu z tych zagadnień ciekawe książki, które napisane są w tak humorystyczny sposób, że moje dziecko chętnie ich słucha, lub aktywnie rozwiązuje.

Tort makowy z musem Kuchnia Lidla

sobota, maja 27, 2017

Tort makowy z musem Kuchnia Lidla


Tak mogłoby być każdego dnia, w naszej szaro-zielonej Irlandii Północnej, gdzie czekamy na gorące dni, na prawdziwe lato, na mocny promień słońca. W zamian za wyczekiwanie, dostajemy... ahhh. Nie mówmy już o tym co było, a o dniu dzisiejszym, o fajnych, rodzinnych chwilach, spędzonych na świeżym powietrzu, na plaży i w ogrodzie, na błogim wypoczynku. I z tego wszystkiego prawie bym zapomniała napisać Wam, że to właśnie był Dzień Matki, najpiękniejszy dzień w roku. Bo Mamę się ma jedną. Oczywiście o uczczeniu tego dnia nie zapomniałam, bo sama jestem mamą od prawie 4 lat nie licząc tych najpiękniejszych w moim życiu 9 miesięcy, kiedy nosiłam mojego Alexandra pod sercem. Szczerze - to były najlepsze miesiące w moim życiu, ciąża to coś wspaniałego, dobre samopoczucie, najpiękniejszy czas, dobry poród, razem z mężem. Dzisiaj wykorzystuję każdy moment, aby czerpać satysfakcję z macierzyństwa, choć już tak lekko nie jest. Przecież dziecko, to mały, chodzący charakter. Ja mogę tylko Mu dopomagać w rozwoju, no i oczywiście dbać o dom. Właśnie oprócz obowiązków, dorzucam takich słodkich przyjemności, nie tylko dla mojej rodzinki, ale też dla mnie - Mamy. Wypieki, desery, inne dania, z miłością do bliskich przygotowuję ostatnio dzięki przepisom ze Słodkiej Kuchni Lidla. Dzisiejszy torcik wykonałam oczywiście trochę go modyfikując, gdyż wiadomo - nie wszystkie owoce o tej porze roku są. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - torcik miał być jadalny dla wszystkich, a w szczególności dla Mamy i dziecka. Tak więc poniżej oryginalny przepis na torcik makowy z musem porzeczkowym, na który sposób wykonania znajdziecie w internetowej Kuchni Lidla. Mój mus był łagodny, truskawkowy, taki, który smakował synkowi. Oryginalny na pewno jest niesamowity, i myślę sobie, że to musi być dobre połączenie - maku z porzeczką. Zapraszam do naszego ogródka, w którym zajadamy torcik :).



kobieta w podróży poślubnej

poniedziałek, kwietnia 24, 2017

kobieta w podróży poślubnej


Dawniej nie marzyłam o podróżach do ciepłych krajów. Nawet gdy byłam 'dwudziestką', raczej kierowałam się do metropolii. Moje życie związane było z dużą aglomeracją, a turystyka tylko i wyłącznie z pracą. Możliwe, że czekałam na odpowiedniego towarzysza, no a dwoje to już całkiem dobra para podróżników. Jednym odpowiada samotna droga a mi jakoś tak ona nie pasuje.. Gdy na świat przyszedł Alexander nawet na myśl nam nie przyszło odległe podróżowanie, pierwsze były priorytety, a naszym był ślub. Możliwe, że tak miało być, że wszystko ułożyło się naturalnie, i poszło swoim torem. Nic nie przyspieszaliśmy. Była przyjaźń, było zakochanie, była miłość, była przyjaźń, rodzina. No i małżeństwo :) Po ślubie Alex miał już 3 i pół roku, i jak się okazuje w niektórych kwestiach stał się już całkiem samodzielny. Po długiej jesieni i wielkiej, dobrej stagnacji przyszła chęć na ogrzanie ciała i ogromna potrzeba słońca, także dla duszy. Już nie pamiętam Kto, ale śmiem twierdzić, że ja pierwsza rzuciłam hasło wyjazdu w kierunku Afryki. Moje marzenia były też marzeniami mojego męża. Z tym, że moje myśli kręciły się wokół Lanzarote, a męża myśli raczej były chęcią miesiąca miodowego. Potem wszystko się odwróciło, bo ja rozkochałam Go w pięknej Lanzarote, a On uczynił tą podróż czymś wyjątkowym dla mnie. Mężatka, lat 37, żyjąca w wilgotnej Irlandii zapragnęła pojechać po raz pierwszy do ciepłych Krajów. "Nigdy nie polecę do Hiszpanii, wszędzie, ale nie tam. Tam wszyscy latają. To takie nudne! Poza tym cała Zielona Wyspa lata na Kanary, więc Kanary też odpadają" - moje słowa. No oczywiście, gdzieś tam w zamyśle zawsze są Malediwy, a potem Japonia, w dalszej wizji może być Portugalia czy Grecja. Ale przecież nie Hiszpania, nie Majorka, nie Ibiza. Nie! Nie! Mamy małe dziecko, więc na pewno odpadają dalsze zakątki. Chwileczkę! Jest taka piękna wyspa, nieodgadniona, nieokiełznana, piękna, lazurowa i nietypowa. Lecimy w podróż poślubną na Lanzarote. Hiszpania, Afryka. Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Zresztą jest koniec roku, a my chcemy się wygrzewać. Poza tym nie wyobrażamy sobie lecieć bez Alexandra, lecimy w podróż poślubną we troje

Oczywiście najważniejsze miłości są zawsze przy mnie - także na Lanzarote. Dlaczego pokochałam Hiszpanię przekonałam się na Lanzarote. Przede wszystkim zaimponowały mi tradycje i ludzie, sympatyczne charaktery. Kobiety przygotowujące naszą willę do zamieszkania tak ogromnie żywiołowe i pracowite, wesołe. Kelnerka w barze szczerze uśmiechnięta, nie fałszywa, nie kokietliwa. Po prostu miła. Dlaczego żyjąc w Irlandii pokochałam Kanary? Na Wyspy Kanaryjskie dolecieliśmy w 4 godziny, a znaleźliśmy się w innym świecie, który pomimo różnorodności natury jest przyjaźnie nacechowany europejskimi akcentami znanymi z ulic naszego miasta. Żyć, nie umierać! Oprócz hiszpańskich restauracji są dyskonty m.in Spar. Super, nie trzeba gotować, wszystko jest pod ręką. Także ryneczek ze świeżymi owocami i warzywami. Idealne dla mnie rozwiązanie w podróży poślubnej ;) .

W gruncie rzeczy mimo tubylców o tej porze roku (koniec jesieni) znalazłam się na Wyspie tylko dla nas. Nie licząc właśnie takich miłych osób, które tutaj mieszkają na stałe, i świadczą na Lanzarote usługi my jesteśmy wśród małej grupy turystów, którzy co prawda tu teraz przebywają, ale jednak w dużej mierze są osobami w wieku średnim wypoczywającymi głównie mniej aktywnie. Hurra! Jestem na Bezludnej Wyspie :) Tak więc możemy się skupić głównie na sobie, na nas. Dzięki temu, jak również dzięki mężowi mogę podziwiać krajobrazy, wyleguję na plaży w spokoju, choć przyjaźnie nastawiona, do sporadycznych przechodniów. Właściwie nie jestem aspołeczna, ale tutaj chcę się wyciszyć. Nawet jeśli poświęcam energię, robię to dla NAS, nie dla innych. Wyszła ze mnie egoistka. Jestem przyjemnie zaskoczona, bo mogę tutaj być taka jak chcę, i nikt mi tego nie zabroni. Mąż wpatrzony we mnie jak w lusterko, posyła mi buziaki. Nasze dziecko uradowane podróżą. Czuję się wyjątkowo i widzę, że On też. Czy tak właśnie wygląda Młoda Para? 

Choć w podróży poślubnej jestem wolna to nie jestem sama :) Fajnie, że mam przy sobie ukochane osoby. Wszyscy mamy ogromną swobodę. Jednak w tej opowieści skupię się na mnie. Kobieta w podróży poślubnej może robić to czego nie ma na co dzień. Dziecko biega po willi samodzielnie, lub ze swoim tatą (który najczęściej jest poza domem w pracy). Wreszcie fajnie, że szczęśliwy mąż, który ma wolne od pracy, robi śniadanie do łóżka i zaprasza na obiad do restauracji. Super mieć chłopaków przy sobie. Oni są jak dwaj przyjaciele, to się nigdy nie zmieni, dzięki temu mam ogromny luz pod niektórymi względami, który tutaj na Lanzarote odczuwam szczególnie. Co zatem robi kobieta w podróży poślubnej? Relaksuje się! Nie sprzątam, nie siedzę w kuchni, nie biegam za dzieckiem, odpoczywam. Zresztą jeśli chodzi o gotowanie to już na większości urlopów praktycznie nie gotuję, no chyba, że akurat wypadają święta. 

Miałam zawsze taką wyobraźnię, aby latem móc nosić na głowie kapelusz i nie rozstawać się z nim na krok, a jedyną przeszkodą, która zawadiacko może mi ten plan pokrzyżować może być mocny wiatr. Tak mi się zawsze wydawało. Kiedyś próbowałam kapelusikowe marzenie zrealizować, to nad polskim morzem, to w ogrodzie naszego domu w czasie cieplejszego lata. Na nic się to nie zdało, bo stale kapelusz zdejmowałam z głowy biegnąc na wprost obowiązkom. Jednak tym razem wiedziałam, że się musi udać. Kupiłam nawet nowy z dużym rondem, granatowy i powiedziałam sobie, że nie groźny mi wiatr z którego słynie większość Wysp Kanaryjskich. W pierwszy dzień po przylocie swobodnie go założyłam i szalony wiatr zerwał mi go z głowy. Było to pierwszy i ostatni raz, nie licząc jednej wizyty na punkcie widokowym w Mirador del Rio. Od tego pierwszego dnia byłam przygotowana, bo miałam wszytą gumkę i o dziwo wiatry na Lanzarote się uspokoiły. Więc nawet gumka nie była potrzebna.

Zmiany w sobie rozpoczęłam już od momentu jak wykupiliśmy bilety lotnicze na Lanzarote, bo to był nasz pierwszy krok w kierunku tej wyspy. Może zacznę od tego, że oprócz kupna kilku rzeczy na letnią pogodę, oraz bielizny nie zrobiłam nic. Nie zaczęłam stosować jakiejś specjalnej diety, a już w samej podróży jedzenie na wyspie (świeże owoce) sprawiło, że schudłam 3 kg. Przed wyjazdem nie zapisałam się do solarium, nie wykupiłam wizyty u kosmetyczki. Zostałam sobą od początku do końca. Przed wyjazdem przygotowałam tylko kartę pamięci 'do działania', czyli opróżniłam tyle miejsca, aby móc robić minimum 700 zdjęć. Zresetowałam umysł, przeczytałam rozpoczętą książkę, aby nie brać jej w podróż. Napisałam kilka artykułów i odstawiłam pisanie bloga na ponad tydzień. Przed samym wyjazdem zrobiłam sobie szybkie ombre w warunkach domowych. Chyba tego mi było trzeba. Najważniejsze to wyruszyć w podróż nie pytając siebie o zbędne rzeczy, być pozytywnie nastawiona i być pewną, że to podróż naszego życia. Naszego, a nie kogoś innego. 

W podróży poślubnej miałam wiele czasu dla siebie. a skoro miałam go aż tak wiele dla mnie, to też więcej dawałam innym. Uśmiechnięta, pachnąca, zadbana, a zarazem naturalna. Z wypuszczonymi włosami, nałożonym kapeluszem, raz pięknie pomalowana, a innym razem bez makijażu. Pierwsze dni, to głównie plażowanie i wypoczywanie w naszej willi, w której zresztą mogliśmy zażywać kąpieli w basenie, z ogródkiem pełnym pachnących róż i kwiatów. Zresztą, gdzie się nie ruszyłam, wszędzie towarzyszyły mi kwiaty, także już od śniadania włożone w wazonik przez mojego męża poprzez te napotkane na spacerze w choćby Costa Teguise (resortowej części wyspy). Wieczorem spędzaliśmy czas przy lampce dobrego wina miejscowego. Nie musiałam przez kilka dni kierować autem. Moim najlepszym sprzymierzeńcem okazało się słońce, dawno niezbrązowiała skóra nabrała nie tylko koloru, ale też blasku.





Uwielbiam żoną być!



oczami dziecka

wtorek, lutego 14, 2017

oczami dziecka


Jedyna, niepowtarzalna więź, miłość najprawdziwsza na świecie. Miłość dziecka. Walentynki to ogromna zabawa dla starszych i młodszych, okazja do pocieszenia swojego ego. Kupujemy bieliznę żonie, aby zadowolić siebie. Robimy czekoladki dla męża, aby podjeść słodkości. a z dzieckiem wystarczy promienny uśmiech, chwila wspólnej spontaniczności. Dziecko, które nie tylko na ulicy, ale też w przedszkolu, i przecież w domu słyszy o Walentynkach, pokazuje nam jak prosta i ciepła jest miłość. Więc. Ani słowa o wspólnych planach na wieczór z mężem, za to sporo rozgłosu na temat rodzinnej wyprawy do Zoo. Nie mówimy o zorganizowanej kolacji 'we dwoje' a o obiedzie. Cały dzień razem, Alexander przeszczęśliwy, uśmiechnięty. Dostał już kilka czekoladek. Jest pięknie, lecz nie ukrywam, my z mężem planujemy randkę we dwoje. Może uda się uśpić Alka wcześniej, aby nie umknął cały wieczór na wspólnym oglądaniu bajek.

Alek: Mamo, dlaczego wszędzie są serduszka? Ja: A bo wiesz Aleksiu, dzisiaj wszyscy ludzie są weseli i mówią bliskim, że Ich kochają. Alek: Mamo, ale przecież ja nie kocham wszystkich, ja kocham Ciebie!

po prostu bądź - Weekendownik

wtorek, lutego 07, 2017

po prostu bądź - Weekendownik



Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie autorka książki "Minimalizm po polsku" - Anna Mularczyk-Meyer, prowadząca Prosty Blog. Przywołałaś moje wspomnienia i odpowiedziałaś na kilka ważnych pytań. Za wygraną w konkursie fantastyczną książkę, która pomogła mi zrozumieć wartość mojego stylu życia dziękuję Retromoderna.


Dzieciństwo. Przyzwyczajenia wyniesione z domu rodzinnego mają duże znaczenie na nasz styl życia, choć przyznam, że sporo można doszlifować i poprawić w dorosłym życiu. Wszystko zaczyna się przecież od momentu, gdy się pojawiamy i to rodzice pracują nad ukształtowaniem naszego młodego świata. W moim domu rodzinnym nigdy nie było biedy, ale też nie obrastaliśmy w bogactwa. Gdybym miała określić sytuację, nazwałabym ją przeciętną, zresztą tak, jak niemal wszystko w latach 80-tych w PRL. Za to nie brakowało wspólnych chwil, posiłków i uśmiechu. U sąsiadów było podobnie, prawie identycznie, mieszkaliśmy w bloku. Moja mama była uporządkowana i nie lubiła nadmiaru w otoczeniu. W naszym mieszkaniu, jak się później okazało brakowało mi jedynie czystej przestrzeni, i stołu do rodzinnych obiadków. Jeśli odpowiada Ci coś, co wywodzi się z Twojego domu rodzinnego, to po prostu to wdróż w swoje życie dorosłe.
mama i szczęśliwy trzylatek

poniedziałek, stycznia 23, 2017

mama i szczęśliwy trzylatek

Przyznam się, że kilka minut zastanawiałam się jak zatytułować ten artykuł. No bo w sumie nie chciałabym nikomu narzucać rzeczy, które może robić z dzieckiem. Bo z pewnością inne chwile są najfajniejsze z trzylatkiem, a już z dziesięciolatkiem mogą wydać się nudne. Mogę sobie wyobrazić, jak czas spędza mama z córką, choć nie mam z tym do czynienia. Więc tytuł najbardziej prosty, który przyszedł mi do głowy. Zawsze, gdy myślę o największym uśmiechu mojego dziecka, a także o wielkiej radości w moim sercu - a do tego ogromnej przyjemności z przebywania z Nim, przychodzi mi na myśl, kilka naszych wspólnych, wyjątkowych chwil. W ogóle wiadomo, że jest tego całe mnóstwo i nasz domowy świat składa się z wielu ciekawych wydarzeń. Ale pomyślmy co takiego może pozostać w pamięci małego dziecka, na co nie pozostanie obojętnym w swoich rozważaniach za lat kilka. Jak myślicie? A teraz od drugiej strony, tej mojej (choć to nie temat dzisiejszy), bo wiadomo, że dopiero obopólne zadowolenie pozwoli na wspólne wspomnienia. Inaczej pamiętam ten czas z moim nowo narodzonym dzieckiem, kiedy była to zupełnie inna hierarchia macierzyństwa, gdy teraz choćby tamta kupa, którą zrobił już po zdjęciu pieluszki wydaje się być bardzo zabawnym doświadczeniem, a sytuacja z obsiusianą sukienką, tuż przed wyjściem z domu, jest teraz niczym w porównaniu z nowymi ciekawymi wydarzeniami w naszym domu. 


W sumie te chwile, które dzieją się spontanicznie, można policzyć na palcach obu dłoni. Bo przecież odkąd Alexander jest na świecie - to mamy na myśli tylko Jego dobro a nasze obowiązki rodzica, a wraz z dorastaniem dziecka w grę wchodzi już głównie Jego wychowanie.. Ułożenie, zdrowe odżywianie, wczesne spanie, zdrowe ząbki. Przyznajcie się ile razy sami daliście dziecku zły przykład? O.. pewnie znajdą się tutaj mamusie, które są idealne i niech tak zostanie, bo w końcu to babcie są od rozpieszczania, a mama jest przykładem do naśladowania. A tatuś ma już dość pokaźną piłeczkę zamiast brzuszka, i też u babci się odżywia? No więc co te dzieci sobie mogą pomyśleć? Dla mnie, ,jako dla matki, priorytetem w moim domu jest tworzenie fajnych wspomnień, tych, które będą trwać przede wszystkim w myślach mojego dziecka. Jak to widzi dziecko? Dziecko jest najbardziej spontanicznym z nas wszystkich. Alexander do dziś wspomina kilka chwil, i zawsze chciałby je powtarzać. Zanim jednak uda Mu się je 'powtórzyć' w miejsce starego pomysłu pojawia się nowy. A czemu ulegamy my, na co mama pozwoliła? Bo już chyba rozumiecie, o czym chcę Wam dzisiaj napisać. No pewnie to takie nasze małe tajemnice (może przed światem), które Alexander pamięta! Nasze dzieci rosną tak szybko, że nawet nie zauważymy, jak wyfruną z domu rodzinnego :) Pośmiejmy się razem z Nimi.

Wspólne skakanie w łóżku.
Już dawno zauważyłam, że mój Alexander jest bardzo elastycznym dzieckiem, zresztą to chyba ulubione zajęcie małych dzieci odbijanie się niczym żabka. Szczerze przyznam, że to też moje ulubione zajęcie, zwykle w ten sposób walczę ze zbędnymi kilogramami, a kiedyś nawet kupiłam w tym celu trampolinę. Latem sporo czasu spędzam z synkiem w ogrodzie, gdzie mamy taką fajną zabawę skakania po numerkach narysowanych kredą, i oczywiście chętnie z synkiem skaczę.. Dwa lata temu kupiliśmy trampolinę, na której czasem znajdę się i ja. Jednak nic tak nie rozwesela mojego dziecka, jak skakanie w łóżku po kąpieli. Ja jestem tą osobą, która trzyma go za ręce i niekiedy skacze też na siedząco - po próbie podskoku na nogach uderzyłam w lampę i teraz zdecydowałam się tego nie robić. Za to trzymam synka za ręce kiedy skacze i wtedy On ma wrażenie, że robię to razem z Nim. Pewnie zastanawiacie się czy nasze łóżko przetrwa takie skoki? Póki co zrobiliśmy to kilka razy, i łóżko ma się dobrze. Poza tym Alex wie, że może skakać tylko w tym łóżku, po innych Mu nie wolno. Uwielbiam słyszeć śmiech mojego dziecka, i sama się przy tym świetnie bawię. 

Zadaj mi pytanie. Mamy takie momenty w ciągu dnia z synkiem, gdy zadaje bardzo dużo pytań. Zwykle jestem bardzo cierpliwa, choć nigdy wcześniej przed urodzeniem Alka nie miałam z tym do czynienia. Moje dziecko potrafi zadać 20 pytań na minutę. Skoro tak naprawdę jestem z Nim głównie w domu, i jestem tym rodzicem będącym z Nim sporą część dnia sam na sam, postanowiłam, że sprawię Mu frajdę (sobie z tym poradzę) i sama dobrze na tym skorzystam. Ogłaszam chwile na pytania. Od pewnego czasu są to słówka angielskie i Alek do tego wraca. Kiedy zauważam, że zaczyna pytać o tysiąc rzeczy na raz, ja zaczynam odpowiadać Mu po angielsku, co przeistacza się w odgadywanie słów po angielsku. Prawdę powiedziawszy jestem w tym dobra, i oboje na tym skorzystamy, bo gdy tylko trafi się słowo, którego nie znam po angielsku - muszę to sprawdzić w słowniku i już wiem o tyle więcej. Wygląda to mniej więcej tak- Alek: okno, Ja: window, Alek: ryba, Ja: fish, itd. Po iluś tam razach - Alek: wystarczy! :D Spróbujcie kiedyś. To super czas z dzieckiem :) 

Zabawa z włosami. Odkąd zaczęłam częściej wydobywać swoje włosy na zewnątrz, i nie spinam ich tylko wysoko w kok, zauważyłam ogromne zainteresowanie Alexandra moimi włosami. W ogóle u mnie jest to tak, że nie lubię, gdy ktokolwiek dotyka mojej fryzury, nie lubię, gdy wychodzą mi gdzieś bokami włosy, lubię je mieć spięte po prostu. Był moment, gdy odrobinę mnie denerwowało, jak wieczorem mój mały synek potrafił mi te włosy 'tarmosić'. W tym roku nastąpił przełom i wręcz pozwalam Mu bawić się moimi rozpuszczonymi kosmykami. Alexander uwielbia wpinać mi wsuwki i czesać paluszkami opadające fale. Czemu Mu tego zabronić? Niech się bawi, i uczy się delikatności. Teraz nawet zwykłe pięć minut takiego modelingu z Jego rączek, i kilka wyrwanych włosów z mojej głowy stanowi powód do śmiechu i do opowieści tacie po powrocie z pracy, o 'czesaniu' mamy włosów.

Mycie zębów. Tak już jest, że pierwszą osobą, która wita Alka po przebudzeniu (a głównie budzi Go) jest mama. Moje dziecko uwielbia spać, na szczęście kiedy już po Niego przychodzę pół godziny przed wyjściem do przedszkola - On chętnie wstaje od razu na nogi. W związku z tym, że czasu wiele nie mamy na poranne 'szykowanie', wymyśliłam kilka trików, które ułatwiają nam poranną higienę i oczywiście, jest to z chęcią i szybko robione prze mojego szkraba, który te nasze poranne sytuacje opowiada i wspomina z uśmiechem. Jednym z nich jest mycie ząbków rano - które oczywiście prawie zawsze odbywa się z mamą. Robimy to wspólnie, mama i Alek, prawie zawsze śpiewając : 'Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda, tak się zaczyna pierwsza przygoda' :) To rzeczywiście jest fajna przygoda!

Skakanie w kałużach. Pamiętacie tę scenę z bajki Świnka Peppa, gdy tytułowa bohaterka wraz z młodszym bratem poszli skakać w błotku? A dlaczego dzieci, tak bardzo to lubią? Pewnie dlatego, że zwykle się Im zabrania brudzić. Piorę na okrągło, a gdy trzeba to także ręcznie. My lubimy kałuże, i zazwyczaj, gdy wracamy z przedszkola napotykamy na kilka po drodze. Zdarzyło się też tak, że zwyczajnie razem podreptaliśmy w sam środek. Najciekawiej jest wówczas, gdy mamy ubrane kalosze na spacerze w Parku. Ale przecież najwięcej frajdy jest wtedy, gdy się nie powinno. Wracając z przedszkola, zazwyczaj ten odcinek drogi jest dość krótki, bo za rogiem parkujemy auto, którym wracamy do domu. Więc jak najbardziej jestem za pobrudzeniem się synka w drodze powrotnej do domu. Nie jest nam groźna ani mokra trawa, śnieg, czy olbrzymie kałuże. Szczęśliwe dziecko = radosna rodzina.

Dziecko planuje. Czy zdarza się Wam zrobić coś naprawdę wyjątkowego dla Waszego dziecka? Nam się to udało po prostu. Dokładnie pamiętam, ciepły wiosenny dzień, gdy wszyscy byliśmy w domu, i nie mieliśmy żadnych obowiązków, oprócz tych związanych z dzieckiem - Alek nie chodził wówczas do przedszkola i w zasadzie cała organizacja Jego dnia należała do nas. Zapytałam wtedy mojego męża, czy chciałby coś konkretnego dziś zrobić, a On na to, że nie ma nic do zrobienia i wówczas wymyśliłam zajęcie dla nas. Powiedziałam Alexandrowi, że dzisiaj to On decyduje co będziemy robić! Był spacer, zakupy w pobliskim sklepie, wspólne zabawy w domu i oglądanie bajek w TV i pizza na obiad. Nasze dziecko jest bardzo zaradne w planowaniu dnia, jednak to dopiero maluszek. Już mogę sobie wyobrazić jakie marzenia chodzą po głowie starszym dzieciom..

Słodycze na kolację. Ostatniej przygody pewnie długo nie zapomnę, choćby dlatego, że sama na tym skorzystałam. No w końcu, kto nie lubi czekolady? Kiedyś zapytałam synka co chciałby zjeść na kolację, a On mi na to, że czekoladę. Tak w sumie, odkąd zaczął On chodzić do przedszkola, tego typu smakołyki naprawdę staram się ograniczać - przynajmniej jeśli chodzi o pory dnia. Była sobota i dobiegała godzina 7 wieczorem, a w naszej magicznej deserowej szafce były dwie tabliczki mlecznej czekolady. Synek musiał się nieźle zdziwić, że Mu pozwoliłam. Aż oczy Mu błyszczały! Tego wieczoru zniknęły dwie czekolady, a my byliśmy naprawdę najedzeni. :) 



DIY modern - bombka 3D

niedziela, grudnia 04, 2016

DIY modern - bombka 3D



Jaki nastrój - takie ozdoby! Tydzień temu przebiegła mi myśl czy i jak udekorować w tym roku choinkę. Dookoła już pełno światełek, i strojnych propozycji choinkowych, aż miło. Właściwie ja nie byłam zdecydowana na mocne zmiany w stosunku do lat ubiegłych jeśli chodzi o ozdoby choinkowe, gdyż postanowiliśmy nie wnosić żywej choinki ze względu na naszą nieobecność w domu w momencie, gdy wypadałoby ją najpewniej ulokować w salonie. W tym roku grudzień spędzamy w podróży poślubnej, w którą wybieramy się też z synkiem, więc nie będziemy mogli nacieszyć się urokiem pachnącego drzewka. Także w tym roku (podobnie jak w ubiegłym z powodu ślubu) skupimy się głównie na innych, niemniej, a może nawet o wiele bardziej przyjemnych atrakcjach. Gdyby nie pewna inspiracja, która tak mnie zafascynowała - to nasza choinka pozostałaby bardzo tradycyjna, taka zresztą, jaką lubimy baaardzo. Jednak któregoś dnia nasz trzylatek przyniósł z przedszkola pracę - papugę z kolorowymi piórkami. Tak bardzo spodobała nam się ta barwnisia, że ustawiliśmy ją w najjaśniejszym fragmencie naszego domu, aby ożywiała to miejsce, a ja patrząc na nią wyobrażam sobie nasze zbliżające się wczasy.. Oczywiście popłynęłam w swojej wyobraźni dalej :) Wymyśliłam, że w tym roku nawet choinka będzie taka kolorowa, jak nasze marzenia, i taka radosna - jak my patrząc na te kolory.. Oczywiście w tym swoim rozmyślaniu, nie zapomniałam zauważyć rzeczy najważniejszej, że moje dziecko bardzo lubi kleić wszystko co Mu wpadnie w ręce. Na szczęście jest to ze skłonnością, do wykorzystania tych najbardziej prostych materiałów. Pewnie ma to po rodzicach. W tym roku nie będziemy kupować ozdób gotowych, a co więcej docenimy chęci synka do klejenia i cięcia nożyczkami. Chcę 'pokolorować' choinkę razem z synkiem w prosty i znany mi z dzieciństwa sposób.

Dzień Ojca - Antrim Castle Gardens

czwartek, czerwca 23, 2016

Dzień Ojca - Antrim Castle Gardens



Postanowiliśmy, wraz z moimi chłopakami, że tegoroczny Dzień Ojca (obchodzony w polskim wydaniu) spędzimy poza domem, tym bardziej że pogoda wyjątkowo dopisała. W związku z tym, że mieszkamy w UK, Father's Day wypadł tutaj w innej, wcześniejszej dacie, i tata Alka już otrzymał prezent w postaci sportowej czapki z daszkiem. Doszłam do wniosku, że ten Dzień Ojca, tatuś już jakby obdarowany zostanie tylko i wyłącznie czasem spędzonym ze swoim synkiem, no i oczywiście z Jego mamą, czyli mną. :) Wyruszyliśmy na wycieczkę, do Parku - Antrim Castle Gardens, który posiada idealne ścieżki na przejażdżki rowerem, a także na spacerki. Więcej o parku przeczytacie w relacji z naszego jesiennego spaceru. Zajrzyjcie koniecznie do tego artykułu, bo to naprawdę piękne miejsce. Tym razem w Parku spędziliśmy pół dnia, maszerując tuż za pomykającym swoim rowerkiem - Aleksiu, który był tak zajęty najnowszym gadżetem i oglądaniem pięknych krajobrazów, kwiatów i ruin zamku Antrim, że mogliśmy naprawdę się zrelaksować. Później zaszliśmy aż do centrum miasta, o ile tak można nazwać to małe śródmieście. Naszym celem stały się dwa second handy antyków i porcelany, w których można wyszukać wiele pięknych dodatków do domu z drugiej ręki. Dzisiaj - króciutka relacja, za to przesyłam Wam sporą dawkę zdjęć, z naszego spaceru, w tym także fotografie pięknych, kwiecistych ogrodów.

3 latka Alexandra

środa, czerwca 08, 2016

3 latka Alexandra



Hej :) no więc mamy w domu już wyrośniętego trzylatka. No tak ,Alexander na pewno należy do dojrzałych jak na swój wiek maluszków. Przede wszystkim myślę, że jest to zasługa genów ;) a w tym kondycji po tacie, witalności po mamie, a charakterku - chyba już nieco wyrobionego. Ostatni rok, to głównie szereg zmian - oczywiście całkowite przejście z pieluch na toaletę, pełna umiejętność rozmowy, czy uczęszczanie na zajęcia wczesno przedszkolne przyczyniły się do ogromnego rozwoju. Jestem bardzo zadowolona z tych zmian, choć przeraża mnie odrobinę samodzielność mojego dziecka, głównie z powodu tego, ze jest On bardzo odważny i aktywny. Ale, jak mówią znajomi,  nie powinniśmy się obawiać, bo jest to zdecydowanie lepsze niż gdyby dziecko było flegmatyczne, czy gdyby np. było niejadkiem. My nie mamy takich problemów. W związku z planami urlopowymi udało się namówić synka do bardzo przyjemnej sesji zdjęciowej - mianowicie rozpoczęliśmy dzień od wizyty u fortografa, gdzie Alex spokojnie pozował do zdjęć na paszport irlandzki. I tutaj wyraźnie widać różnicę w wyglądzie od pierwszego tygodnia Jego życia, kiedy wyrabialiśmy Mu poprzedni paszport - diametralnie się zmienił. Postanowiłam dodatkowo, na własną rękę udokumentować naszą wizytę w atelier i przy okazji mój mąż 'załapał' się na zdjęcie z synkiem. 
5 naleśników z twarożkiem - proste i smaczne

niedziela, maja 29, 2016

5 naleśników z twarożkiem - proste i smaczne



Z pewnością każda z Was przyrządzała już wiele razy w życiu naleśniki. Moje ulubione to zdecydowanie naleśniki deserowe. Prawdę powiedziawszy co smażenie - to staram się używać mniej oleju, kiedyś gdy nie miałam wprawy - one po prostu ociekały tłuszczem. Obecnie moje tradycyjne naleśniki przypominają już te, które robiła moja mama. Są lekkie i cieniutkie, a przy tym smaczne. Ostatnio wpadł mi w ręce niesamowity przepis, który wypróbowałam i postanowiłam się nim z Wami podzielić, bo natrafiłam na naleśniki, które są pulchne, smaczne, nie ociekają olejem pomimo, że są grube (trzeba je porządnie wysmażyć), a do tego są mocno nadziane twarożkiem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że robi się je naprawdę ekspresowo (20 minut). Jest ich tylko pięć sztuk. Ta piątka z powodzeniem zastąpi deser dla całej naszej rodziny, po dwa dla dorosłych i jeden dla Alexandra. Dodatkowym atutem do wykonania tych naleśników, jest fakt, że lubią je dzieci. Mój synek uwielbia to danie, dlatego w ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam je już trzy razy! Jeśli macie problem z tym co nowego zrobić dziecku - proponuję właśnie dzisiejszy przepis. 

5 naleśników z twarożkiem


Zbieramy mlecz lekarski - sezonowe smakołyki

wtorek, maja 10, 2016

Zbieramy mlecz lekarski - sezonowe smakołyki

Tak sobie wymyśliłam, że zrobię dla Was kolejny sezonowy cykl. Poprzedni był o niemniej zdrowych owocach cytrusowych. Pewnie będę mało oryginalna, ponieważ o mniszku lekarskim ostatnio jest bardzo głośno. Jednak to właśnie Wasze artykuły wzbudziły we mnie chęć takiego zapoznania z nieznanym mi dotąd pod względem smaku 'mleczem'. Dzięki Wam nabrałam ochoty na posmakowanie tego chwastu - bo tak naprawdę w Polsce uznawany jest za takowy. Przez wiele lat doceniany był tylko przez babcie i najbardziej przez te wiejskie. Ile dziś bym dała, aby mieszkać na wsi i tak szybciutko przez te kilka tygodni, kiedy mniszek kwitnie zbierać jego w całości. To jedna z tych roślin, których zarówno kwiat, łodyga, korzeń i liście nadają się po uprzednim przygotowaniu do spożycia. Dzisiaj skupię się na krótkim opisie zastosowania mniszka, a także opowiem Wam o naszym zbieraniu mniszka, po raz pierwszy nie po to, aby zrobić wianek, oraz nie dlatego, żeby Aleksiu wręczył go dla mamy. Tym razem mamy chęć poznać Jego smak, bo jeśli przypadnie nam do gustu, to zamierzamy zaoupatrzyć się jeszcze w ciagu kilku kolejnych dni, w większe ilości mleczu. Tak naprawdę tego typu przetwory, jak syrop z mniszka, czy ususzony korzeń mogą być przechowywane i stosowane jeszcze przez kilka miesięcy od momentu sporządzenia. Po tych kilku miesiącach następuje taki okres zastoju, kiedy nie uzbieramy już w całości mlecza. Podobno można zbierać ewentualnie korzeń - wówczas jest słodszy. Z kolei wykorzystamy ten zebrany ususzonego korzenia - żadnych części mniszka lekarskiego.


Jak zauważyliście pisałam tutaj celowo o mniszku wiejskim, bo ten właśnie uchodzi za najcenniejszy. Dlaczego? Otóż taki mniszek, który znajdziecie przy Waszym domku, na łące z dala od autostrad jest oczywiście najmniej skażony ołowiem i zanieczyszczeniami. Najlepszy ponoć jest zbierany na początku maja, i rosnący w dużych skupiskach. My wybraliśmy się po niego specjalnie nad morze, gdzie naprawdę auta docierają już w znikomych ilościach. Podczas zrywania świetnie się bawiliśmy, a przy okazji znaleźliśmy piękne miejsce, gdzie zamierzamy wracać. Okazuje się, że mlecz zbierany bliżej lasu i w klimacie, który panuje w Północnej Irlandii daje bardziej zielonkawy syrop - ale o tym napiszę przy okazji kolejnego artykułu. Jeśli planujecie porządnie zastosować mniszek lekarski, to proponuję zebrać przynajmniej jedno wiaderko pączków i sporą garść tych w całości. Wykorzystujemy kwiaty, liście i korzeń.

Kwiaty - po przywiezieniu pączków wyłożyłam je na papier w domu, na około godzinę, a następnie zamoczyłam w garnku z wodą. Tutaj jest wiele propozycji zastosowań, od syropów, aż do kosmetyków.

Liście - Należy wybrać najładniejsze, najmłodsze, i najlepiej zupełnie na świeżo je oczyścić. Można zmielić na sok, bądź wykorzystać do sałatki, pozostawiając w całości.

Korzeń - Mlecz wyrywamy wraz z korzeniem, a następnie odcinamy korzeń i oczyszczamy. Możemy go podobnie do selera obrać (choć należy to robić bardzo oszczędnie, ponieważ jest go mało). Korzeń warto ususzyć - układając w suchym miejscu z dostępem powietrza i wykorzystać w przyszłości w postaci sproszkowanej (utarty), lub też po prostu zjeść w całości. 

Nie bez powodu mniszek lekarski uchodzi za króla chwastów. Wiadomo, że jest też bardzo ropoznawalnym kwiatem, który dostarcza wielu emocji maluchom - wiosną podczas układania żywobarwnych wianków, za to latem podczas dmuchania przekwitniętych tzw. dmuchawców. Nasze babcie doskonale wiedziały, że mlecz ma szeroką gamę zastosowań także dla zdrowia. Podstawowe spektrum pozytywnego działania mniszka lekarskiego kumuluje się wokół układu odpornościowego, który mniszek wzmacnia, oraz odkażającego, czy to w przypadku ran, skaleczeń, oraz przeciwzapalnego w chorobach wątroby, woreczka żołciowego, nerek, pęcherza moczowego (szczególnie liście), a nawet skóry. Spożywany jako warzywo dostarcza mnóstwo witamin. Liście w sałatce, czy korzeń chrupany - to wzbogacanie oragnizmu w wapń, żelazo, magnez, witaminę A, D, E, C i wiele witamin z grupy B. Ostatnie badania, a także opinie wracających do zdrowia po chorobie nowotworowej ludzi dowodzą, iż mniszek lekarski, a w szczególności jego korzeń zabija komórki nowotworowe. Już w Starożytności stosowano napar z mniszka do leczenia prostaty, a w Chinach do dzisiaj jest wykorzystywany w leczeniu większości rodzajów nowotworu. Istotne w czasie stosowania jest to, iż mniszek lekarski rozpoczyna proces zabijania komórek nowotworowych, jednocześnie pozostawiając nienaruszone zdrowe komórki co wskazuje, że jest lepszy od chemioterapii. Istnieje całe mnóstwo potwierdzonych zahamowań raka - piersi, prostaty, czerniaka, itd. W jaki sposób nasze babcie wykorzystywały mniszka lekarskiego? Przede wszystkim do oczyszczania organizmu z toksyn, siekając liście mniszka i dodając je do sałatek. Tak naprawdę mniszek lekarski jest spokrewniony z sałatą. Bylina ta jest więc doskonałym środkiem na wiosenne oczyszczanie organizmu np. przed planowaną dietą. Jeśli jednak zamierzacie zastosować mlecz - proponuję najpierw sprawdzić, czy możecie go spożywać, ponieważ istnieją przeciwskazania do jego spożycia. Już w najbliższych artykułach znajdziecie kilka przepisów na wykorzystanie mniszka lekarskiego. Zapraszam!

1. Kwiat mniszka lekarskiego
2. Liście mniszka lekarskiego
3. Korzeń mniszka lekarskiego
Waterfoot Beach first time 2016 - mały podóżnik

niedziela, maja 08, 2016

Waterfoot Beach first time 2016 - mały podóżnik



Po południu zgodnie z zapowiedzią pogoda poprawiła się o kilka stopni, a w naszym mieście można było podziwiać już tylko błękit nieba. Do tego około godziny 14 w słońcu było momentami naprawdę ponad 20 stopni. My co prawda na ten weekend mieliśmy inne plany, ale po zapowiedziach pogodowych zmieniły się one radykalnie już wieczorem w piątek. m.in z powodu złej sobotniej pogody przełożyliśmy nasze odwiedziny w Oranmore Rooms and Restaurant  na inny termin i w sobotę pozałatwialiśmy kilka ważnych spraw za to niedziela, jak zwykle upłynęła na rodzinnym lenistwie. Do południa upiekłam szarlotkę, a na popołudnie tata wymyślił nam rozrywkę. Co można robić w bardzo ciepłą i słoneczną niedzielę, kiedy wszyscy są w domu (mama+tata+Alexander). No na pewno nie siedzieć w domu! Jakieś trzydzieści minut drogi od nas znajduje się pierwsza plaża. Na której byliśmy właśnie dzisiaj po raz pierwszy w tym sezonie. Jeśli znacie klimat Półcnocnej Irlandii - pewnie jesteście świadomi, że tutaj na plażę jeżdzi się głównie po to, aby spacerować, bawić się na piasku i opalać - w te bardziej ciepłe dni. A my tym razem przyjechaliśmy w zupełnie innym celu. :) Co prawda nie był to jedyny powód do wyjazdu nad morze, ale swoje zrealizowaliśmy. 

instrumenty muzyczne przyjazne dzieciom/ weekendownik

poniedziałek, lutego 22, 2016

instrumenty muzyczne przyjazne dzieciom/ weekendownik


Mamy poniedziałek z muzyką, a ja przygotowałam dla Was kolejną niespodziankę. Dziś nie będzie typowo, czyli znów odbiegam nieco od stałej formy poniedziałkowego wpisu. Zwykle pokazuję Wam ciekawe płyty z naszej rodzinnej kolekcji. Tym razem postanowiłam pokazać Wam nasze podręczne instrumenty muzyczne - w dużej mierze drewniane, i wykonane z naturalnych produktów. W tym artykule, chciałabym szczególnie podkreślić znaczenie muzyki, a także instrumentów muzycznych w domu - które odgrywają znaczącą rolę w samopoczuciu i rozwoju dziecka. Nie jesteśmy rodziną muzyków, ani też artystów, choć wszyscy lubimy melodie i dźwięki - i oboje potrafimy na kilku prostych instrumentach zagrać, nie pracujemy zawodowo w branży muzycznej. My dorośli zdajemy sobie sprawę, jak ważne znaczenie w naszym życiu odgrywa muzyka. W domu posiadamy kilka starych, oraz kilka nowych, kupionych z myślą o synku podręcznych instrumentów muzycznych. 

naleśniki na trzy różne spodoby

sobota, lutego 20, 2016

naleśniki na trzy różne spodoby







1. Naleśniki drożdżowe

ciasto: 2 szklanki mąki 
1/2 szklanki cukru pudru
2 szklanki mleka
2 jajka
szczypta soli
skórka z 1 cytryny
1/2 kostki drożdży
do przybrania: 1 łyżka masła
syrop klonowy







Sposób przygotowania:

W dużej misce wymieszać mąkę z cukrem. Wlać mleko i mieszać. Następnie dodać 2 całe jajka, szczyptę soli i skórkę z cytryny. Jeśli ciasto jest zbyt gęste, możemy wlać trochę więcej mleka. Wreszcie, wymieszać ciasto z rozdrobnionymi drożdżami. Przygotowane ciasto na 15 minut odłożyć w ciepłe miejsce. Następnie piec placki na kropli oleju po obu stronach na złoty kolor. Przed podaniem, gdy są jeszcze ciepłe, wykładać z łyżką masła i skropić syropem klonowym.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik