Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
 Noisette climbing rose - pink and green Spring 2021

środa, kwietnia 28, 2021

Noisette climbing rose - pink and green Spring 2021

Weekendownik Workshop

Świeżość, to hasło przewodnie wiosny, które towarzyszy mi nie tylko w twórczości z krepiny, ale też w życiu codziennym. Właśnie taka jest ta wiosna, jaką aktualnie oddycham i jaką podziwiam. Może Was zainspiruję? Już od miesiąca wokół mnie królują dwie barwy, nie wiedząc, że właśnie one są w 2021 roku szalenie trendy! Także w mojej garderobie oraz na półeczce mojej toaletki znajdują się rzeczy i kosmetyki w dwóch cudownych i mocnych barwach. Zieleń i róż to bardzo modne tej wiosny kolory. Zresztą nie jest istotne kiedy i w którym roku, bo tak naprawdę odcienie różowego czy zieleni zawsze świetnie ze soba współgrają. Widać to przede wszystkim w kwiatach - jak widzicie poniżej: zielone listki i pączki o odcieniu blush pink. Choć u mnie w papierowej kwiaciarni reprezentantką stylu jest papierowa róża Noisette Blush Rose, to przyznam, że też w mojej garderobie pojawiły się takie słodkie stylówki, a lada dzień przyjdą do mnie jeszcze bardziej barwne (różowo zielone) kwieciste sukienki, które będę mogła nosić w podróży wiosennej.. :) 


"So fresh" w wersji zielono różowej można wedle uznania stworzyć z udziałem ubioru, detali codziennego użytku, kwiatów, a nawet perfum! Jestem zauroczona kombinacją tych dwóch kolorów. Pistacjowa zieleń i pastelowy róż, czy neonowe wersje, lub głębsza zieleń z różem blush..  w stylizacjach, w wystroju wnętrz a nawet w potrawach. Nic dziwnego, bo wiele zaciągnięto z natury. Bo choćby świeże liście i kwiaty właśnie tak kontrastują. Zaczerpnięto z tego wzornictwo na obrusy, zasłony czy tapety. Ale jest jeszcze coś. Nie tylko pięknie to wygląda, to może też ciekawie pachnieć! Najnowsze 3 linie zapachowe Spring Marc Jacobs, zresztą z serii limitowanej, mają cudowne zapachy zainspirowane wiosną. Daisy Love - z nutami: fig, pink peony, fig milk accord. Poczujecie pink pepper, green tea blossom, matcha tea accord w drugiej propozycji: Daisy Eau So Fresh Spring. Oraz ostatnia Daisy Spring z cardamom, pink rose bund, rosewood. Przemawia do mnie ten zapach i jest po prostu cudowny! Każda z kobiet ma wybór i dopasuje do siebie najbardziej odpowiedni.



Nie ważne czy będą to Tej wiosny stylowe ubrania, perfumy, czy może piękne, zwiewne kwieciste sukienki. Myślę, że tej wiosny można zachwycająco wyrazić siebie, swoją naturalność, delikatność, dziewczęcość, czy kobiecość. Wyraź to! Ja poza kilkoma detalami, jakimi uzupełniłam swoją wiosenną 'półkę' wycinam i kleję bardzo dużo kwiatów w pastelowych i różowych barwach. Rzeczywiście przyjemnie pracuje mi się w tych barwach. Jakiś czas temu stworzyłam swoje pierwsze róże ogrodowe. Wybrałam delikatny, różowy kolor blush, który uwielbiam. Zresztą róże w odcieniu koloru różowego są jednymi z moich ulubionych. Róże wykonałam z krepiny włoskiej. Sprawiłam, że roże są w pełni rozkwitu i uwidoczniły się wewnętrzne pręciki (w moich różach z krepiny w złotym kolorze).


Blush Noisette Rose wyhodowana od 1811 roku i kilka lat później sprowadzona przez Phillipe Noisette do Francji, została zaprezentowana przez Jego brata w Paryżu w roku 1817. Wywodzi się ona z większej róży Old Blush oraz  z róży piżmowej. Choć przypomina pierwszą z nich, jest od pierwowzoru nieco mniejsza, lecz co na to zresztą wskazuje nazwa, jest delikatnie różowa, prawie biała. Zdecydowałam się na Noisette Roses - uznane różami historycznymi i jednymi z pierwszych, jakie były prototypem wraz z szampańską historyczną różą do stworzenia mieszanek po 1817 roku. Róże Noisette w ogrodach kwitły jeszcze przed David Austin. Dla mnie są słodkim ideałem, jak końcówka wiosny...


Blush Noisette cieszą oczy w formie pnączy w ogrodach, jednak dobrze wyglądają też we wszelkich kompozycjach. Aranżacje róż ogrodowych (Garden Roses) wprowadzają do wnętrza dużo delikatności. Sa odrobinę 'tandetne', trochę 'cukierkowe', ale przede wszystkim bardzo delikatne.. To te róże, których nie mogło zabraknąć w mojej kolekcji kwiatów z krepiny. Są to pierwsze pnące róże jakie wykonałam. Moje pączki Blush Noisette przepięknie kontrastują z  zielonymi listkami i z mocno różowymi eustomami. Ogrodowy efekt został osiągnięty poprzez złocisty środek tych romantycznych pastelowych róż. Róże noisette zachwycająco wyglądają w ogrodzie, jak również te dojrzałe (rozbielone) płatki są niecodziennym rozwiązaniem dla moich kompozycji. Wygląda to tak, jakby przenieść ogród do swojego wnętrza!



Jestem twórcą. Jeśli chcesz wykorzystać mój projekt, pomysł, lub zdjęcie - zapytaj mnie. 



The Craft Village, Londonderry - Derry

sobota, kwietnia 27, 2019

The Craft Village, Londonderry - Derry

Gdyby tak przenieść się w inny, bardziej kolorowy  świat, gdyby móc choć na chwilę przechadzać się uliczkami cudownego, tradycyjnego miasteczka, nietkniętego przez czas, nie zrażonego poglądami politycznymi mieszkańców - przyjaznego dla przyjezdych gości, dla wyznawców różnych religii.
To niewielkie 'miasteczko' w centrum miasta, wioska rzemieślników, tworzących najstarsze wyroby regionu Ulster znajduje się w mieście Londonderry - Derry w Irlandii Północnej, na jednej z głównych handlowych ulic Starego Miasta. Ten skwer o nazwie The Craft Village, skupia kilkanaście sklepików, w tym kawiarnie i regionalne bistro. Kilkanaście tradycyjnych branży, w tym twórców handmade, robiących z tkanin, włóczek, dekorujących, a także cukierników i kucharzy można tutaj spotkać, a bynajmniej kupić ich rzemiosło.
Wioska ma swój plac, gdzie organizowane są różne imprezy sezonowe a także spotkania. W samym środku rzemieślniczej wioski mieszczą się punkty gastronomiczne, i jest tu także zabytkowy cottage, miejsce bardzo przyciągające turystów, przykuwające oko, a od niedawna jest to nie tylko galeria, to także parzalnia kawy.
W Cottage Craft Gallery, mieści się też Coffee Shop w którym kawę parzy i uczy jej zaparzania uśmiechnięty, pochodzący z RPA właściciel. My do Londonderry - Derry wybraliśmy się w pod koniec Świąt Wielkanocnych, a przy Wiosce Rzemieślniczej zatrzymaliśmy się jeszcze przed otwarciem większości sklepików.
Błogi spokój tutaj panujący pozowolił na wstępny rekonesans tego 'słodkiego' miejsca, które mieliśmy okazję zobaczyć po raz pierwszy a zarazem niczym nie przypominał radosnego i pełnego zgiełku spotkania ze sklepikami, o jakim wspominała moja znajoma.
To taka mała zapowiedź na przyszłość, kiedy wszystkie butiki będą otwarte. Trochę szkoda, ale mieliśmy inne plany dotyczące tego regionu NI, oraz wybiegajace dalej niż Londonderry - miasto stanowiące niejako granicę z Irlandią, gdzie pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę a potem wprost do Narodowego Parku Glenveagh w Irlandii.
Ta mała wioska - to taka odskocznia od historycznych murów i kościołów miejskich, z których słynie Londonderry - Derry. To również fragment miasta w dickensowskim stylu, i o ciekawym układzie, z balustradami, schodami, odzwierciedlenie XVIII wiecznych uliczek, i XIX wiecznego placu, dom (cottage) wraz ze starymi okienkami, słomianą strzechą i bardzo starą pompą studzienną i oraz apartamenty z balkonami, i kolorowymi drzwiami.
Dzielnica handlowa ma w ofercie mnóstwo gadżetów na prezenty w bardzo charakterystycznym dla mieszkańców Wyspy stylu. Tu milkną spory, tu spotykają się miłośnicy kultury, sztuki i artyści w przeróżnym wydaniu. Tutaj można naprawdę wypocząć, ale też rodzinnie się zabawić i zjeść. Polecam odwiedziny i zakupy.
Irish shop - sklep z irlandzkimi pamiątkami
Craft Centre - Centrum informacyjne, wszystkich rzemieślników
Derry Designer Makers - skupia w jednym miejscu najlepszych artystów Irlandii Północnej
The Green Man - sklep, w którym kupisz lokalne pakowane produkty
City of Derry Crystal - kryształy, w najlepszym irlandzkim wykonaniu
Blue Moon - sklep medycyny alternatywnej, kadzidła, kamienie, zapachy mieszają się z niesamowitą  atmosferą
The Pickled Duck Cafe - serwuje śniadania i lunch, z lokalnych produktów
Cafe Gate - nowo otwarta kawiarenka w bardzo starym stylu z białymi krzesłami gęsto porozstawianymi  w lokalu
Funky Cakes - okazjonalne ciasta, babeczki i torty, bardzo finezyjnie robione na specjalne zamówienie
Coffee Shop -  mieszcząca się w malowniczym, bielutkim cottage'u kawiarenka, w której wypijemy kawę i zjemy pysznego naleśnika
Cafe Del Mondo -  "Happiness is life served up with a scoop of acceptance, and topping of tolerance and sprinkles of hope"
Dance Specialist - oprawa wizualna na imprezy, fryzury i makijaż
Foyle Books - antyki, bardzo stare książki i możliwość zakupu kserokopii bestsellerów, książki historyczne, religijne związane z Irlandią
Craft Collective
Angelic Light - kolejny sklep z artykułami spirytystycznymi
The Sacred Tree -sklep holistyczny z talizmanami, kadzidłami, itp.
Soda and Strach - restauracja, bistro w najlepszym wydaniu
No19 - usytuowany w najbardziej eleganckim miejscu butik, w którym spotyka się irlandzka (north-west) sztuka papierowa z płócienną, prace ołówkiem rysowane z pracami z włóczki, itp. (a jeszcze nie tak dawno poszukiwałam ciekawych kwiatów do dekoracji domu) ;) 

kwiecista inspiracja wiosenna - rysujemy kredą

sobota, marca 30, 2019

kwiecista inspiracja wiosenna - rysujemy kredą

Wiosna, zieleń, kolory, zapachy i kwiaty. Wszędzie kwiaty! W ogrodzie pierwsze krokusy pojawiły się już miesiąc temu. Przed domem kwitną narcyzy, a w drodze do szkoły już przekwitają drzewka wiosenne.. Czy myśleliście kiedyś, aby 'wnieść' do domu te piękne dary natury, i wręcz 'zasadzić' je w swoich pokojach, w kuchni, czy w sypialni? Oczywiście można to zrobić w naturalny sposób, stworzyć kąciki natury, roślinne miejsca w domu, czy choćby postawić kilka dużych donic. Możliwości jest wiele. My choć mamy od pewnego czasu kilka roślin domowych nie lubiących częstego podlewania, choć czasem pędzę do domu z bukietem świeżych kwiatów, choć przy domu oczekujemy już na przydomową hortensję, a latem na pierwsze pąki łubinu i na wyrośnięte z ubiegłorocznego sadzenia lawendę, szałwię to wciąż jako ulubieńcy turystyki i podróżowania (głównie do bliskich w kierunku środkowej Europy) jesteśmy zmuszeni podziękować naturze w domu. Tym bardziej uśmiecham się szeroko, gdy mogę wykorzystać na ożywienie naszego domu wszelkie inspiracje zaczerpnięte z różnych stron (np. Pinterest), lub podpowiedziane przez mojego męża, który studiował Architekturę..
Wraz z wiosną w moim domu nabieramy większych chęci do tworzenia nowych rzeczy. Chyba cała nasza trójeczka właśnie najchętniej rysuje. Mój mąż ma do tego dobrą rękę, ja mam wyobraźnię i chęci do zmian, a nasz sześciolatek uwielbia naśladować rodziców. Może właśnie dlatego mimo największej pasji do wycinania i konstruowania ( z kartonów) chwyta za kredki i kredy dokładnie wtedy, gdy robimy to my rodzice. Super! Tak właśnie powinno być. Farb, ołówków, kredek i pisaków w domu nie brakuje ;). Pomysły rodzą się głównie w głowie, ale do realizacji potrzeba nie tylko pomysłu, ale właśnie i materiałów. Specjalny blok, farby, pędzle, ołówki, a ostatnio kreda artystyczna.
Dokładnie! Z nią można poszaleć. Pewnie niejeden z Was  posiada w domu tablicę, a niektórzy nawet mają ścianę tablicową. My do takich rodzin właśnie należymy. Spora część ściany, a jest duża, w większości tygodni w roku pozostaje pusta. No tak, ściana jest u naszego synka, a on dopiero ma 120 cm wzrostu i jedno krzesło pod ręką ;) więc, szczególnie wtedy, gdy odwiedzają Go większe grupy przyjaciół - także tych dwa, trzy lata starszych - ściana nabiera kolorów. Kredę, także kolorową Alexander ma odkąd zrobiliśmy ścianę.
Ale dopiero teraz kredę mam i ja. Ten ostatni (ponoć) zestaw 25 kolorów dostałam na Dzień Matki w NI. Dzień Matki już jutro - 31'th March. Powiem Wam, że jest to jeden z bardziej oryginalnych prezentów, jakie kiedykolwiek miałam. Już wczoraj wyrysowałam na ścianie mnóstwo kwiatów z okazji Wiosny i tego pięknego Swięta. Efekt jak na pierwszy tego typu rysunek nie jest zły, a co najważniejsze kwiaty są kolorowe, są duże, wręcz olbrzymie i widoczne. Napis tworzyłam po raz pierwszy. Nie jest z tym u mnie najlepiej, bo z kaligrafią nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. ;)
Kredy o takiej średnicy standardowo używa się już głównie tylko do rysunku, ja posłużyłam się białym kolorem do pisania i tak sobie myślę, że wyszło dość czytelnie? Bo tak naprawdę w obecnych czasach napisy tworzy się już głównie specjalnymi flamastrami kredowymi, a nawet rysunki na tablicach rysuje się taką farbą. Nie wiem czy będę miała chęć zamienić kiedyś kredę klasyczną na farbę, lub flamaster, ale jeśli Wy jesteście na wyższym etapie 'tablicowej' zabawy, lub uwielbiacie pisać to jest to coś dla Was. Tu w linkach znajdziecie aż trzy odnośniki na temat specjalnych pisaków, i sposobu wytworzenia farby kredowej samemu. A także metody pisania, np. poprzez szablony i wypełnianie ich farbą w płynnej postaci liquidu (którą zrobicie sami z kredy suchej lub z użyciem tutorialu).
Zdradzę też, że planuję poszerzyć rysunek na całą szerokość ściany. Ja chyba jednak pozostanę przy klasycznej metodzie rysowania tego rysunku, oraz przy dokładnie takim stylu rysunku. W przypadku ściennego rysownictwa też można obierać różne style. Niewykluczone, że wypróbuję metody rozmazywania (jedno ze zdjęć z Pinterest). Jednak od myśli, do jej sprecyzowania i w późniejszej kolejności do tworzenia, zazwyczaj potrzebuję trochę czasu. Wiosna to moment kiedy pomysły płyną jak szalone, sama natura jest ich inspiracją. Więc zobaczymy kiedy to nastąpi.
Już od pewnego czasu przekładam z pomocą męża -doradcy na specjalny papier swoje pomysły związane z roślinami. Sprawia mi to ogromną frajdę. Mam kilka własnych rysunków, zaczynając od tych pierwszych mniej atrakcyjnych, aż po najnowsze, bardziej przykuwające oko. Jednak w  tym całym hobby, chodzi głównie o dobrą zabawę (z mężem, a czasem z naszym synkiem), a także o udekorowanie naszego domu właśnie. Lubię przestrzenne,  nieobłożone meblami i detalami wnętrza, ale postanowiłam nie zostawiać pokoi zupełnie 'pustych', chcę koloru, chcę złoceń i kilka ciekawych akcentów, choćby miały zajmować jako tło dla paru prostych mebli -całą ścianę!
A jeśli nie dysponujecie całą ścianą to nic nie szkodzi. Możecie wykorzystać mniejszą tablicę, oprawić ją w ramę, lub ostatecznie po narysowaniu i zapisaniu pięknie przyozdobić kwiatami. Im więcej kwiatów, tym lepiej :) Mogą być kwiaty rysowane i kwiaty doczepiane - sztuczne, żywe i z papieru. Ale to już tematyka nieco odmienna, bo dekoracje z papieru uwielbiamy i szalenie podoba mi się taka tendencja tworzenia ścianek ślubnych, czy pamiątkowych z tablicą w tle i z … kwiatami w tle.
Zobaczcie na poniższych fotografiach, jak to się bajecznie prezentuje. No i wreszcie sama tematyka rysowania kredą nie musi wcale dotyczyć czarnej ściany, czy ściany tablicowej. Przecież kreda artystyczna, czy liquid kredowy (farba) jest do wykorzystania na ścianach o różnych kolorach. Ile możliwości, tyle pomysłów. Najważniejsze, aby miło spędzać czas na ciekawych pasjach, i aby nie siedzieć przed telewizorem, w te dni, gdy za oknem jeszcze nie do końca czuć wiosnę. :) 
Lustro w salonie

sobota, stycznia 26, 2019

Lustro w salonie

Zastanawiałam się jak zatytułować ten wpis, jaka tematykę dokładnie wybrać aby napisać Wam o miejscu jakie ostatnio udało mi się wypełnić - nad kominkiem. Kominek nie wszędzie jest spotykany w domach (szczególnie polskich), za to w UK już praktycznie w każdym domu on jest. Wybrałam tematykę lustra, to o nim dziś będzie mowa i to głównie w wersji nad kominkiem. Miejsce w pewnym sensie świeciło od lat pustką w naszym domu. O ile tak mogę powiedzieć.. bo zawsze coś tu wisiało, leżało, a jednak... Lustro miałam na myśli od dawna, ale kiedyś wyczytałam o jego nie najlepszym oddziaływaniu na otoczenie i mieszkających w domu ludzi. A może czegoś nie doczytałam? 
Dzisiaj napiszę, gdzie lustro zawiesić można, a nawet trzeba i jak to zrobić. Oczywiście te porady to będzie tylko dodatek do wpisu, w którym głównie pokażę propozycje luster. Tak naprawdę, nie każdy z Was może w takie zasady - głównie feng shui wierzyć i z nimi żyć w zgodzie. Ponieważ lustrami jestem oczarowana, skupię się głównie na pokazaniu Wam dlaczego lustro jest zawsze na czasie, i zaproponuję Wam również aranżacje. Spora część z Pinterest, a kilka z mojego domu.



Dlaczego w domu powinno być lustro? Nie miałam wcześniej pojęcia, że wielu zwolenników kultury dalekiego wschodu poleca posiadanie tego mebla w domu, a w szczególności - w salonie. Zawsze wydawało mi się, że lustro jest wynikiem narcyzmu, a nawet przekłamania. Możliwe, że tak jest, jeśli lustro jest źle ustawione, źle skonstruowane, lub też, jak niektórzy mówią 'wyszczuplające', 'pogrubiające', czyli łatwiej to ujmując - zniekształcające sylwetkę. Pewnie zauważyliście w niektórych sklepach w przymierzalniach takie lustra, gdy po powrocie do domu, okazuje się, że kupione ubranie zupełnie inaczej na Was leży niż podczas mierzenia w przymierzalni sklepowej?



No właśnie! Ale jeśli przyjąć, że jest idealne, że dobrze odzwierciedla nasz wygląd, i pasuje do wnętrza naszego domu, to wówczas lustro może czynić cuda. Możliwe, że za mocno to ujęłam w słowa, ale tak rzeczywiście jest. Ponieważ lustro prócz podstawowego atutu jakim jest na pewno - możliwość przeglądania się, ma jeszcze kilka innych zalet. Moim marzeniem było piękne lustro, ale nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. A tak naprawdę lustro pozwala poszerzyć horyzonty, nie tylko te namacalne, pozwala przejrzeć się 'w sobie'.. O tym w dalszej części tego wpisu. Marzenie o lustrze spełniłam właśnie teraz i to ten element którego brakowało w naszym salonie.

Teraz trwa duży 'wow' na lustra, podobnie jak z tendencją złotych dodatków, ale może nieco słabiej od 'mody na rośliny w domu'. Ale czemu by nie iść zgodnie z trendem, jeśli on nam pasuje i gdy wiemy, że to właśnie jest dobry detal - jeden z najważniejszych dla naszego codziennego otoczenia, którym jest przecież nasz dom. Potrzeba światła, rozświetlenia, i powiększenia otoczenia to chyba dla mnie największe przesłanki jakimi ja kierowałam się przy wyborze lustra. Wysokie lustro optycznie wydłuża wnętrze, a szerokie poszerza. Tak więc musiało być duże, o jednej tafli, bez znacznych załamań w tafli, z delikatnym szlifem i w masywnej ramie. Większość dni w roku w Irlandii Północnej, gdzie żyjemy, jest szarych, deszczowych, i w domu mimo trzech okien usytuowanych po obu stronach naszego salonu po prostu jest dość ciemno. Myślę też o przemalowaniu ścian na biało (ale to zrobimy na wiosnę). Lustro świetnie rozświetla, szczególnie jeśli umieścimy je naprzeciw jasnych detali.


Lustro jest wręcz obowiązkowym elementem domu zgodnie z kulturą chińską, ponieważ może uleczyć duszę mieszkańców, pobudzić do działania, poprawić energię w przestrzeni. Pamiętajmy, aby lustro powiesić tak, by nie znajdowało się naprzeciw okna, a także w linii prostej, nie ustawione ukosem (tzn. kładąc na półkach, jeśli jest możliwość zawieszenia). Najgorszą z możliwych wersji jest zawieszenie lustra na przeciw drugiego lustra (zdj.) wówczas panuje tutaj nieskończona pustka, i choć pięknie to wygląda, to tak, jak jak w labiryncie, można 'się pogubić'.. Nie wieszajmy luster powyżej szyi, nawet jeśli to pięknie wygląda we wnętrzu, zresztą 'ucięta' głowa chyba w lustrze się nie przejrzy? Poza tym ponoć nie zaleca się lustra w sypialni. Tak naprawdę w każdym pomieszczeniu powinno być tylko jedno lustro, jeśli jest więcej - energia uchodzi. Zatem jedno, a duże lustro jest lepsze od kilku mniejszych. Jeśli powiesimy lustro naprzeciw ważnej dla nas rzeczy (drogocenna ozdoba), lub w sklepach wizawi kasy - to możemy liczyć na powodzenie.

Ja znalazłam już miejsce na lustro, a właściwie to miejsce czekało dość długo na 'udekorowanie' go czymś ogromnym. Moje lustro wisi dokładnie w środku naszego salonu, a odtąd salon stał się głównym, centralnym punktem naszego domu. Wcześniej była nim kuchnia, która jest jeszcze większa od salonu. Ale to już zupełnie inna historia, bo ja zmierzam do tego, aby Wam napisać, że jeszcze nie wiem co na stałe zawiśnie na przeciw lustra, teraz jest to głównie ściana (póki co o kolorze magnolia, ale będzie biała). Nieco niżej jest ciąg szafek i telewizor, których nie widać. Starałam się zrobić idealne zdjęcie, możliwe, że gdzie nie gdzie zobaczycie fragment mnie ;)

Moje lustro jest ogromne, i wisi nad kominkiem. Tej wielkości nie widać na zdjęciu, ponieważ nasz kominek jest też ogromny, i w zasadzie był używany jako półka dla różnych ramek i zdjęć (obudowa jest drewniana). Nie chcieliśmy go przemalować na biało, lub jasno, jak to teraz robią wszyscy dekoratorzy. Mimo iż kominek nie jest bardzo elegancki i nie jest też modelem najnowszym, nie chciałam, aby to wnętrze pokoju dziennego stało się całkowicie klasyczne i eleganckie, więc został taki jak przed zmianami. Zależało mi, aby zostawić ten ciepły element w centralnym miejscu, a nad nim zawiesić eleganckie lustro dekoracyjne, złocone, również drewniane. Takie drewniane meble wnoszą dobrą energię do przestrzeni. Nie chcieliśmy mieć też wnętrza pospolitego i minimalistycznie - nowoczesnego. Skoro jednak aż dwa elementy, zarówno kominek, jak i lustro są w kolorze ciepłym, to musi być coś przełamującego te barwy. I tutaj właśnie ożywiłam to paprocią, a także roślinami.


Już chwilę wcześniej Wam nadmieniłam kolejny atut lustra. Lustra są modne już od wielu wieków, a w przeglądarkach podobnie jak z innymi meblami można poszaleć. Antyczne, rzeźbione, vintage, francuskie, retro, szlifowane, prostokątne, owalne, metalowe (również na czasie), jest tego całe mnóstwo. Zauważyłam jednak, że zarówno w Anglii, w Polsce, we Francji, jak i w innych krajach - jeden styl zawsze jest modny, a teraz szczególnie łączy się go we wnętrzach z minimalistycznymi meblami - to jest lustro w ramie rzeźbionej, ozdobne. Wygląda to tak jakbyśmy dorzucili ten jeden element, bardzo zdobiony, do całości i dzięki temu - zostaje on mocno zaakcentowany. I pełni on swoją funkcję idealnie. Czyli wszystko o czym wspomniałam wcześniej też znajduje swoje zastosowanie, a prócz tego mamy jeden piękny mebel w domu. U nas dawniej były to obrazy, zawieszki a teraz jest to właśnie lustro zdobione. 

Dla zwolenników mniej dekorowanych luster, jest teraz całe mnóstwo propozycji, o ciekawych kształtach. W zasadzie najmodniejsze są te o nieregularnych kształtach, a'la vintage i te które królowały, szczególnie w Ameryce jakieś 50 lat temu - w metalowych oprawach. Wszystko co retro, powraca, w nieco innej odsłonie, ale wraca. Teraz lustra owalne wrzucane są do złotych ram z metalu, niekiedy do drewnianych. Bardzo podobają mi się lustra okrągłe nad kominkiem, jednak z racji posiadania w naszym salonie dużego stolika kawowego dokładnie w tym kształcie, zdecydowaliśmy się na lustro prostokątne. 
Przyszłościowe mogą być lustra stylizowane na starocie, przecierane, szlifowane w koronki tafle. To ostatnio ogromny szał w tym temacie. I wcale nie mowa o antykach, które mają też ogromne ceny. Przeglądałam ofertę kilku salonów, a nawet osobiście oglądałam w salonach meblowych w UK takie lustra. Coś pięknego! Jednak jedynym warunkiem, aby wyglądało to naprawdę świetnie będzie wysoka cena, bo wnętrze sobie dopasujecie (lub lustro do wnętrza). Wykonanie takiego lustra wcale nie jest łatwe, a wiadomo, że wiąże się to z odpowiednimi nakładami finansowymi i z dobrym materiałem. Zresztą pewnie wszyscy wiecie, że już samo klasyczne lustro im większe tym droższe, a w pięknej oprawie jest w stanie kosztować tyle co dobrej jakości kanapa.

Tak więc jeśli marzy Wam się lustro w mozaikę, czy ze specjalnym szlifem, lub z efektem pogłębienia wnętrza - przygotujcie się na ceny rzędu kilku tysięcy złotych. Poczekam i przemyślę, czy ten styl się przyjmie (zdj.), może potanieje ;) To lustra do bogatych i wystawnych pomieszczeń, i mogą znaleźć swoich kupców. A tak poważnie - to zdecyduję się tylko jeśli nasze nowe lustro mi się znudzi. Lub raczej 'opatrzy'? A póki co tworzę przestrzeń wokół lustra, i na przeciw niego, bo czegoś mi tu jeszcze brakuje.. :) I jeszcze takie pytanie do Was, czy też myślicie podobnie jak ja, że olbrzymie lustra świetnie się prezentują w wysokich kamienicach?

Gdańska Wytwórnia Lodów Naturalnych Vege/Fit

sobota, czerwca 02, 2018

Gdańska Wytwórnia Lodów Naturalnych Vege/Fit

Upał 30 stopni i długo wyczekiwana przez nas słoneczna pogoda. Nasz urlop. Nad miastem Gdańsk piękne niebieskie niebo, a my zatrzymujemy się tym razem w miejscu  skąd rozpościera się cudowny  widok na to Stare miasto, w punkcie Amber Sky, nad Motławą. Tuż obok wesoło biesiaduje spora grupa Irlandczyków, wiemy, bo poznajemy po śpiewach i rozmowach.. Są też oryginalne tańce, panów jest pewnie kilkunastu, cała ulica słyszy tę zabawę. Mówią między sobą o Belfaście - stolicy kraju, gdzie żyjemy w Irlandii Północnej. Potem patrzymy co się dzieje. Panowie zbierają pieniądze, a po chwili oddają przechodniej rodzince, która idzie obok. Na LODY. Tuż obok diabelskiego młyna Amber Sky ulokowano budkę z lodami lodziarni Gdańska Wytwórnia Lodów Naturalnych. Drugi znany punkt znajduje się przy ulicy Długiej 70, Gdańsk. Kolejne - Sopocki deptak Monciak, czy na plaży w Jelitkowie. Rodzice zachwyceni gestem kabareciarzy ulicznych, dziecko  też  na pewno się ucieszy. My już to wiemy, bo właśnie zajadamy się tymi wspaniałymi lodami, siedząc naprzeciwko całego wydarzenia i wiem już też, że tutaj kiedyś powrócimy. Gdańsk znamy bardzo dobrze, ale takich lodów jak te, nigdy wcześniej  nie jedliśmy. No i klasyczna budka w białym kolorze, z logo loda w rożku, obok której po prostu nie wypada się nie zatrzymać. Budka komponuje się z okoliczną atrakcją, ale też wskazuje na letni charakter sprzedaży. 30 stopni w cieniu, a miejsce to jest przepełnione ludźmi, którzy mają ochotę na ten smak! Lody, lato, lody. A jaki to smak?



Mają soczyste smaki i równie dobre kolorki. A ponoć lody te wytwarzane są z naturalnych składników, tak więc mają zupełnie oryginalne kolory, bez żadnych barwników. Znakomicie! Więc jemy  zdrowiej, naturalnie i smacznie. U mnie w kubeczku trzy gałki (musiałam posmakować jak najwięcej). Mam kolor czerwony - truskawka, lekko słodka, rozpływająca się w ustach. Mam również kolor brązowy, to wyjątkowo wyrazista czekolada. Ostatni smak, trzecia gałka w kubeczku to mój faworyt smakowy - mandarynka ze świeżą miętą. No, powiem Wam, że nie sądziłam jak bardzo może to zasmakować. Mandarynka z listkami, nie dość, że kwaskowa, to jeszcze pachnąca... Mmmm niebo w gębie. A z kolei mój małżonek np. zażyczył sobie nietypowego wafelka, takie są w ofercie Gdańskiej Wytwórni Lodów Naturalnych - ciemne wegańskie, brązowe wafle. Pychotki! Spróbowałam ;) Moje dziecko zadowolone, skomponowało sobie lody, podobne jak te rodziców.



Ponoć właścicielka bardzo dba o sposób wytwarzania lodów. Składniki są pierwszej jakości i zawsze świeże, z wysokiej półki. W wytwórni na bieżąco wymyślane są nowe smaki (6 premierowych codziennie), które niekiedy bywają dość nietypowe, zaskakujące są nie tylko ich nazwy, ale też smak. Jestem ciekawa, czy w pamięć zapada taki smak jak słone krakersy? Słony karmel, czy sorbet z winogron z białym bzem to nieznane mi wcześniej nazwy. A chętnie bym zjadała tak oryginalnego loda :) Nic straconego, następnym razem :) No powiem Wam, że moja mandarynka z miętą była czymś tak powalającym, że nie żałuję tej chwili, gdy akurat takie smaki wyłożono do kuwet. Bardzo trafne smaczki na upał, zresztą ja uwielbiam sorbety, i lody wodne, owocowe, orzeźwiające. Ciekawa jest też oferta dla osób odżywiających się wege, otóż codziennie znajdziecie też takie propozycje, ale też lody niesłodzone (słodzone stewią) co ucieszy osoby na diecie. Lody bez konserwantów, z produktów polskich, regionalnych, wspierając regionalny rynek. Od niedawna można posmakować tam lody alkoholowe, lub wytwarzane na mleku kokosowym czy na mleku ryżowym. Widać, że właścicielka bardzo dba o zaspokojenie  aktualnego zapotrzebowania smakowego klientów.


Informacyjnie: 1 gałka lodów w cenie 4 zł, prawda, że nie 'zabija' cena? Przeczytajcie mój artykuł o tym, gdzie można zjeść dobre i nietypowe lody w Budapeszcie: Gelarto Rosa.
Jeść Zdrowiej - Kuchnia Lidla.pl

sobota, kwietnia 14, 2018

Jeść Zdrowiej - Kuchnia Lidla.pl

A dziś będzie.. No jak będzie i o czym? Będzie wiosennie i prosto, kolorowo, a zarazem jednostajnie. To w zdjęciach. W przepisach, w książce - bo to o niej dziś,  mnóstwo odmienności. Nawiązanie do tradycji, ale już w mniej oczywistym stylu. Przepisy wprost z domowego przepiśnika, ze znanymi nazwami i dodatkami, ale w nowatorskich i modnych ostatnio wersjach. Czasem rzeczywiście zdarzyło się, że ugięłam się do zaleceń zdrowego stylu życia (żywieniowego), ale raczej ze mnie klasyczna kucharka (gospodyni domowa), przyzwyczajona do pospolitych smaków i sposobów przygotowań. A tu patrzcie, nie mam wyjścia, a może mam?
Moja przyjaciółka zarzuciła mnie książkami i narzuciła mi nowy rodzaj żywienia, jakoby kupując i zdobywając dla mnie książki, które mi podarowała wskazała mi drogę ku poprawie jakości życia. Czy z niej skorzystam, wybór należy do mnie. Mogłabym powiedzieć, że wyboru wielkiego akurat ja nie mam, nowotworowe choroby genetyczne w mojej bliskiej rodzinie powinny być mobilizacją do zmiany nawyków żywieniowych, a tutaj tyle podpowiedzi z dwóch książek, o tym jak można w inny sposób przygotować znane mi do tej pory potrawy. A dokładnie, dzisiaj jedna książka, Kuchni Lidla, Jeść zdrowiej, z taką prostą okładką, ale za to barwnym wnętrzem i treścią, ciekawymi zdjęciami i jeszcze bardziej interesującymi przepisami.
Nie ukrywajmy, kilka nurtów żywieniowych znamy już od od lat, lecz moda na te style coraz mocniej inspiruje ludzi w różnym wieku. Odkrywamy drogę do lepszego samopoczucia, poprawy skóry, cery, wyglądu włosów, a nawet ustąpienia niektórych dolegliwości chorobowych. Lidl po raz kolejny chce wyjść na przeciw oczekiwaniom konsumenta, i zebrał to w jedną całość opracowując dzięki znanej dietetyczce Hannie Stolińskiej - Fiedorowicz, współautorce książki, różnorodne przepisy, które łatwo przyrządzicie w domowych warunkach. Przede wszystkim chodzi o to, że Lidl od pewnego czasu do swojego asortymentu zaczął wprowadzać zdrowe produkty i linie zdrowej żywności, a teraz planuje kontynuować ten nurt.
Strategia obejmuje produkty bio, m.in. kawa, łosoś i inne, które zawsze pochodzą z certyfikowanych hodowli. Napoje roślinne Pilos (nabiał bez GMO, krowy karmione paszą wolną od GMO), czy linia wędlin z czystą etykietką Pikok Pure, makarony bezglutenowe, czy gama bakalii i nasion firmy Alesto. Jest tego nieco więcej, i o tym dużo informacji dowiadujemy się z książki. Będzie jeszcze więcej. Otóż Firma Lidl, planuje do 2025 roku ustanowić szereg zmian w swojej działalności handlowej. Zmierza ku zmniejszeniu zawartości soli i tłuszczu o 20 % w swoich produktach. Ponad to firma chce całkowicie zrezygnować ze sprzedaży jajek z chowu klatkowego. W dalszej kolejności będzie także prowadziła surowe kontrole na sprzedawanych owocach i warzywach pod względem pozostałości pestycydów.


Ogromne zainteresowanie społeczności tematem zdrowego odżywiania to powód dlaczego Lidl zdecydował się na podążanie za panującymi trendami. Książka Lidl w pewien sposób je systematyzuje. Wiele pojęć z zakresu zdrowej żywności zostaje objaśnionych, tak aby przeciętny konsument wiedział w jaki sposób może je wdrożyć do swojej diety codziennej. Pięć najpopularniejszych stylów żywieniowych, które można zastosować we własnej kuchni, to zdaniem dietetyka droga do polepszenia jakości w naszej kuchni. Weganizm, wegetarianizm, jedzenie bez laktozy, jedzenie bez glutenu i styl odżywiania fit. Zapraszam na nowy cykl kulinarny - Jeść Zdrowiej - Kuchnia Lidla.pl.

Bydgoska Starówka. Kolorowa wiosna w mieście.

poniedziałek, kwietnia 02, 2018

Bydgoska Starówka. Kolorowa wiosna w mieście.

Moje Miasto rodzinne o którym jeszcze kilka lat temu nie powiedziałabym tylu superlatywów, jak dzisiaj. Moja Bydgoszcz, dawniej taka skromna, a dzisiaj bardzo otwarta na wszelkie imprezy, festyny, odnowiona, piękna i gotowa przyjmować turystów. Teraz, gdy przekraczam próg lotniska, wiem, że spotkają mnie tutaj niezapomniane chwile. W tym roku postanowiłam przygotować święta w domu w Bydgoszczy i w ferworze tych przygotowań nieomal nie zauważyłabym tegorocznego jarmarku na Starówce miasta. Gdy tylko usłyszałam o kramikach przedświątecznych, postanowiłam, że przerwę swoje zmagania z kuchnią (głównie) i wybierzemy się rodzinnie na spacer połączony z zakupami.
Z pobytu na Jarmarku najbardziej uradowane było moje dziecko. Już na miejscu synek wdał się w dłuższą pogawędkę z klownem, otrzymując od Niego baloniki, w tym jeden kwiatek. Pokierowaliśmy się również w miejsce, gdzie zakręcił kołem fortuny wygrywając żółty gwizdek świecący. Na jarmarku kupiłam śliczną serwetkę, którą później ozdobiłam koszyczek święconki, tasiemki w różnych barwach a także dokupiłam dwie pościele. Wam proponuję w takim miejscu zakup rękodzieła kuchennego, z drewna, jak również jedzenia, np. wędzonych kiełbas i mięs. A tak poza tym? Poza tym warto zwyczajnie pospacerować z balonami, z pistoletem wodnym (przyniósł Alexander), popatrzeć, powąchać, zjeść (choćby gofry bąbelkowe).
Ja łapałam promienie słoneczne i przyglądałam się wszystkiemu.. Błękit nieba w tym dniu był wyjątkowy, a na straganach pięknie odbijały się malowane ornamenty kwiatowe. Żółć była bardziej żółta, i my również przybraliśmy nieco inne, słoneczne oblicze. Przy Starówce odnajdziecie szereg lokali handlowych. Mnóstwo kawiarni, sklepików, kramików i restauracji. Przykuwają uwagę nowe nazwy, dotąd mi nie znane. Wiadomo, zabytki są już od dawna. A teraz bardziej reprezentatywne. Jednak dziś przyglądałam się innym rzeczom, dziś podziwiałam kwiaty i barwy wiosny. Przyjechaliśmy od ulicy mostowej, gdzie w pobliżu Kawiarni Sowa zostawiliśmy auto, a przechodząc obok właśnie tej cukierni przypomniały nam się ubiegłoroczne kolory wiosny, gdy szliśmy tędy z moją teściową - babcią Alexandra.
Był to dla nas bardzo fajny czas, dokładnie dzień po naszym ślubie, kiedy spacerowaliśmy obok pięknie ustrojonych wystaw sklepowych, gdy Alek zabrał zajączka z jednej z nich i nie chciał się z nim rozstać... :). Jest tutaj kilka kwiaciarni, a w nowym pasażu handlowym cudna pracownia układania kwiatów. Stąd przyjaźnie 'wyglądają' na nas żółte żonkile. Podchodzę, wącham. Nie kupuję - dom już pełen kwiatów i żonkili 'czeka' na nasz powrót. Ale nie tak szybko. Idziemy dalej. I pozostajemy tutaj na dłużej - właśnie na Jarmarku Wielkanocnym. Mówię Wam jak tu pięknie. Uwielbiam Wielkanoc za te smaki, za tradycje, za bogactwo wzorów, kolorów i za wszelkie świeże kwiaty, które o tej porze rozkwitają.
Tu znajdziecie wszystko w jednym. Po zakupach możemy iść dalej. Fontanna, biblioteka miejska, a także nowe bary i restauracje - na to zwróciłam uwagę. Świetna nazwa  - Ministerstwo Śledzia i Wódki, może kiedyś odwiedzimy (to już bez synka). Co wewnątrz, to pewnie wiadomo, ale zaraz przypomniały mi się czasy gdy byłam małą dziewczynką. Czy wtedy obchodziło się tak kolorowo Wielkanoc? Pewnie na wsiach tak, a w blokowiskach, skąd pochodzę to już był taki standard - babka wielkanocna i sałatka i hej Święta. ;) Tak więc przechodząc na ulicę Długą, w drodze zatrzymując się na Dyngusowe szaleństwa synka z pistoletem wodnym, wkraczamy w dla mnie dość nową strefę miasta. Pisałam Wam już o zabytkowym tramwaju w Bydgoszczy, ale nie przyjrzałam się dokładnie gastronomi ulicy i nowościom na niej znajdującym się. A jest tego od kilku lat dość sporo.
Miasto postanowiło zainwestować w poprawę wizerunku tej słynnej , lecz obumarłej części Starówki. Już kilkanaście lat temu wyremontowano deptak, a obecnie piękną kostkę wypełniono złoconymi tabliczkami z grawerowanymi autografami znanych ludzi. Aleja znanych autografów każdego roku jest wydłużona o nowe tabliczki. Na ulicy Długiej zatrzymujemy się ponownie (kilka dni temu bez Alexandra świętowaliśmy tu z przyjaciółmi naszą drugą rocznicę ślubu) w świetle słońca tym razem, przy Kawiarni Cafe Kino Długa 32. Polecam Wam ten obiekt ze względu na atmosferę panującą tutaj. W kawiarni mieści się sala ze sporym projektorem, można nie tylko wypić kawę, zjeść coś smacznego, ale również wznieść toast z przyjaciółmi. W lokalu, w jednej z sal odnaleźliśmy wspaniały klimat, nawet tutejsze dekoracje nawiązują do panującej już wiosny. Miejsce bardzo barwne, a i wybrany film pełen barw.. były to barwy miłości.
Dalsza część ulicy Długiej to piękne butiki, kilka znanych od lat sklepików rzemiosła, oraz nowe lokale gastronomiczne. Restauracja w meksykańskim stylu na Długiej 35, przyciąga nie tylko wesołą wystawką wiosenną, lecz także zabawnymi nazwami dań, jak choćby uśmiechnięty pomidor, radosny osioł, Pan Artur. Pewnie jakie nazwy, takie jedzenie. Warto wejść na dłużej, dla tych co lubią ostrzejsze jedzonko. Ponoć w lokalu panuje wesoły nastrój, a jedzenie jest w przyzwoitych cenach. My po obiedzie nasyceni nie zatrzymujemy się. Ostatnim punktem na ulicy Długiej nr lokalu 13-17, na który zwróciliśmy uwagę, jest Muzeum Mydła i Historii Brudu, gdzie nie tylko kupicie mydełka, lecz także dowiecie się całej historii brudu, obejrzycie ciekawe eksponaty związane z myciem i toaletą.
Wystawka witryny Muzeum, bardzo nawiązująca kolorystycznie - beżowo- szaro, no bo w końcu jakie kolory można łączyć z brudem, lub z mydłem? Nas ten obiekt jeszcze na dzisiaj nie zainteresował, więc nie weszliśmy do środka - pokierowaliśmy się z powrotem w kierunku Starego Rynku. Zanim jednak zawróciłam - przyglądam się barwnym rzeźbom na budynku muzeum mydła - piękne, mocno fioletowe, przyozdabiane złoceniami. Uroczy, odrestaurowany budynek. Tu nieopodal znajduje się zejście schodami - tuż przy kawiarnia Asia, proponuję udać się tam w kierunku Bydgoskiej Wenecji, aby zajrzeć na Wyspę Młyńska. A kierując się z Długiej lub z dołu (z Wyspy Młyńskiej przy rzece Młynówce, ulice biegną równolegle) do parkingu, na ulicy Jezuickiej 7 odkrywam nieznany mi dotąd sklep z tradycjonalnymi folkowymi gadżetami. Folkstar w Bydgoszczy.
Można tu znaleźć polską sztukę ludową, głównie z Łowicza, a także z różnych części Polski. Pewnie większości z Was nie muszę przybliżać działalności tej Sieci Handlowej, ponieważ jest już znana w całej Polsce. Jednak dla mnie okazuje się to miejsce wyjątkowe, tym bardziej, że dokładnie dwa lata temu w Wielkanoc w stylu folkowym zorganizowaliśmy nasz ślub i zaproszenia dla gości weselnych były właśnie ze zdobieniami ludowymi. Oko zawieszam na pięknych ornamentach, a także na kwiatach w witrynie. Kolorów jest mnóstwo! To lubię o tej porze roku. Zatrzymuję się.
Potem idąc już spiesznym krokiem dalej, prostopadle do parkingu, na ulicy Podwale 2 widzę dawniej odwiedzany często przeze mnie budynek. Od kilkunastu lat prosperuje tu świetna pizzeria, restauracja z kuchnią włoską - Dolce Vita. To miejsce, gdzie dawniej zatrzymywałam się na niedzielny obiad. Wewnątrz zjecie nie tylko pizzę. W restauracji jest b.smacznie i przyciąga ono oryginalnością, panuje w niej niepowtarzalna atmosfera. W pizzerii pizze wypiekane są w specjalnych piecach, dzięki czemu ciasto jest wyjątkowo kruche i aromatyczne. Na budynku już z daleka widać przepiękne zdobienia ścienne - kwiaty. Zieleń, czerwień i odrobina żółci. Pięknie to wygląda.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik