Śnieżna Kraina Irlandia. Jest biało, jak nigdy. Styczeń nas zaskoczył, choćby tym, że wreszcie od świątecznej przerwy doczekaliśmy się w Północnej Irlandii ponad tygodnia mrozu i pięknego otulenia na szarych, brudnych drogach. Na szczęście ta urokliwa, biała warstwa pokrywa nie tylko budynki, a też wszystkie suche gałezie i krzaczki wokół naszego domu.
Ten Winterland ma swój urok i sprawił, że przypomniały mi się polskie zimy, polskie stycznie, kiedy jeszcze żyłam w Polsce. Opowiem Wam o przyjemnym obrazie stycznia, mimo, że nie wszystkie stycznie odznaczały się pozytywem i pięknem w powietrzu, nie każdy był sielanką poświateczną w oczekiwaniu na cudowny czas Walentynek... W styczniu po ciężkiej chorobie odeszła moja mama, i był to na pewno najtrudniejszy fizycznie i najbardziej smutny dla mnie miesiąc. Tak naprawdę od tego momentu minęło jeszcze sporo lat, gdy choć nie przy mnie, ale bardzo blisko i o tyle lat dłużej byłam zbliżona najmocniej z moją babcią. Przeżyłyśmy tę bliskość razem dłużej niż z mamą. A teraz kiedy już ich obu nie ma, ja zawsze najmilej wracam do tego przyjemnego, który pamiętam. Razem z babcią ten nasz styczeń był zawsze pełen cyklamenów.
To już było tradycją rodzinną, że w domu pojawiały się cyklameny w różnych barwach. A wszystko za sprawą mojej babci, która cyklameny perskie (pospolicie nazywane 'fiołkami') uwielbiała! Wraz z nadejściem zimy, w osiedlowej kwiaciarni robiło się kolorowo od doniczek cyklamenów. Chyba nie było tam klienta, który wyszedłby bez tego kwiatka w doniczce. Moja mama była głównym 'dostawcą' do domu rodzinnego. Ale wiem, że miłość do tych cyklamenów promieniała od babci. I choć nigdy głośno o tym nie wspominała, zawsze czekała na styczeń i na 'fiołki'..
Cyklameny, jakie podziwiam będąc dorosłą kobietą a których fenomenu jako dziewczynka zrozumieć nie mogłam. Podobały mi się tylko ich barwy, Słodkie i intensywne, różowe, lila, magenta, fioletowe, burgundowe a nawet białe. Taka magiczna paleta barw, przyćmiona, zielonymi liścimi u podstawy ich powyginanych łodyg, soczystych aż do dnia kiedy zarówno jedne i drugie traciły swą wyrazistość. Zwykle było to już w lutym, kiedy za oknem mróz odpuszczał, a wszędzie zaczynało robić się czerwono od koloru róż z okazji Walentynek.
Piękno cyklamenów dostrzegłam, gdy po raz pierwszy zostałyśmy z babcią same. Wiele się wtedy zmieniło, lecz cyklameny pozostały. Nie ma znaczenia jaki był ich rodzaj i kolor, wiem, że zwiędły wyjątkowo szybko. A później jeszcze nie raz kupowaliśmy je dla mojej babci. Raz kwitły delikatnie a innym razem bardzo obficie. Zawsze były podarunkiem od serca. Gdybym teraz miała dla Babci wybrać jeden cyklamen spośrod tych różnorodnych odmian i rodzajów.. oj byłby to dla mnie duży problem! Przepiękne są wszystkie. Zresztą dla wszystkich Babć wystarczy tego kwiecia na naszej planecie. Więc rownież w wyobraźni widzę różne wersje papierowe...
To zastanawiające, bo kiedy od grudnia coś się we mnie przełamało i zamknęłam wiele wspomnień, wówczas otrzymałam ogromne natchnienie do stworzenia tych kwiatów 'zimowych'. Przypomniałam sobie obraz mojej babci, która trzymała doniczkę zawsze blisko swojego fotela. Ponownie w swojej pracowni oczarowałam się mnogością kolorów tych kwiatów, ale też skupiłam się na strukturze łodyg i na fakturze liści. Wreszcie stworzyłam wiele cyklamenów z krepiny i umieściłam je w doniczkach. Te kilka barw, to chyba najlepsze odbicie moich emocji. Bo choć żyję już tylko dniem dzisiejszym, zawsze w styczniu wspominam wraz z cyklamenami moją Babcię.
Te cyklameny 'z myślą o babci', teraz już są Tymi prześlicznymi kwiatami doniczkowymi, jakimi zachwycają się starsi i młodzi. Prawda jest taka, że cyklameny to bardzo wdzięczne i śliczne rośliny. Moje, w wersji rękodzielniczej, niczym nie ustępują żywym. Z pewnością łatwo o nie zadbać, nie żółkną. Nietrudno ułożyć je dowolnie, wygiąć łodygi i płatki w fikuśny sposób. Dokładnie tak powstały. Kilkadziesiąt łodyg, w kilku odcieniach, 'noszą' na sobie rozchylone płatki. Do tego dwa razy więcej ciemno zielonych, sercowatych liści. Jak ja lubię je wycinać i cieniować! Które kolory cyklamenów podobają się Wam?
Moje faworytki są w rożowych odcieniach. Delikatne blado różowe, blush oraz ciemno różowe. Nie mogę się przestać nimi zachwycać. Czerwone 'fiołki' są wyjątkowe, nieczęsto można je dostać w kwiaciarniach. Więc stworzyłam też takie, ciemniejsze i jasne z zielonymi łodygami. Kilka lat temu sama przez chwilę hodowałam w domu cyklamen w kolorze burgundu. Czy wiecie, że 'fiołek' ten potrafi mieć rożnorodne barwy fioletu w jednej doniczce? Cyklamenu w ciemnym kolorze już nie mam, ale uznałam, że takiego też zrobię dla siebie ;).
Co gdybym miała podarować cyklameny przyjaciołom? Czy ma znaczenie Komu i jaki kwiat ofiarowuję? Myślę, że symbolika, jak również historia cyklamenów perskich jest bardzo bogata. Z pewnością nie są to skromne kwiaty. Już ich wizualna głębia oznacza jak są magiczne! Falujące płatki rozwijają się z wygiętych o łabędzich szyjkach pączków. Największe znaczenie ma barwa. Gdybym miała stworzyć cyklamen dla wyjątkowej kobiety, na pewno byłby to 'fiołek' magenta. Im ciemniejszy kolor tym większa moc przekazu. Bardzo w to wierzę.
Same cyklameny największym uznaniem cieszą się w Krajach Bliskiego Wschodu, a ponoć zostały przywiezione z Chin do Europy. Jednak tradycja cyklamenów jest bardzo bogata w wielu krajach. Nie bez znaczenia jest kolor, choć mnie najbardziej interesuje symbolika samego kwiatu. Najpiękniej wybrzmiewa ta chrześcijańska o porównaniu kwiatu cyklamenu, pełnego pokory, czci i skromności do Maryii Panny w chwili niepokalanego poczęcia, i przyrównaniu wygięcia łodygi cyklamenu do Jej matczynej rozpaczy w chwili ukrzyżowania Chrystusa. Cyklamenowy liść symbolizował Jej bolące serce. Stad też kwiaty cyklamenu często zdobią kaplice, i noszą różne ciekawe nazwy.
Ponoć dawniej wszystkie cyklameny były białe, lecz według tej legendy Izraelitów,od pocałunku Pana Lasu zarumieniły się i od pokory cyklameny stały się kwiatami w różnych barwach.. Wierzy się, że kwiaty cyklamenu przynoszą szczęście i odpędzają złe moce. Cyklameny dają nadzieję i wsparcie, jeśli podarujemy je Komuś w dobrej wierze, kto znalazł się w trudnej sytuacji.
Wyjątkiem są fioletowe i ciemne, podarowane osobie, która jest do nas negatywnie nastawiona. Wówczas oznaczają rozstanie i rozejście dróg. Jest kwiatem pożegnania. W zasadzie nie należy ciemnych cyklamenów darować ukochanej osobie. Za to warto podarować Jej karmazynowy lub ten w kolorze magenta. Najbardziej tradycyjna symbolika określa cyklameny jako kwiaty płodności, gdyż kwiat przypomina macicę kobiety.
Ciekawostki: Czy wiedzieliście, że cyklamen jest narodowym kwiatem Cypru oraz Izraela? W hodowli tych kwiatów dobrze pamiętać, że są toksyczne dla zwierząt. Z kolei dla Arabów, ugotowany kwiat jest to smakołyk którym zawija się mięsko i ryż. Co ciekawe każdy z liści cyklamena różni się, nie ma dwóch identycznych. Dziko rosnące cyklameny są zagrożone wyginięciem. Cyklameny uprawiano w ogrodach Królowej Elżbiety I w XVI Anglii. Również Leonardo da Vinci zachwycał się cyklamenami, Jego rysunki pojawiały się w rękopisach na marginesach.
Zaszalałam kosmetycznie już jakiś czas temu. Podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce w listopadzie kupiłam sobie w drodze wyjątku fix do makijażu - mgiełkę Lirene. Już tak mam, że zbyt wielu kosmetyków nie kupuję a nawet wolę pokusić się o stworzenie własnych, naturalnych produktów do pielęgnacji ciała. Mam kilka sprawdzonych produktów do makijażu, jednak ten upatrzyłam sobie dużo wcześniej. Dzięki dobrej recenzji mojej koleżanki postanowiłam go stosować na twarz. Podczas naszych standardowych podróży do Polski, lub na Słowację jesteśmy cały dzień w rozjazdach i pod koniec takiej przeprawy, uwierzcie, niejednokrotnie mój nos błyszczał jak wyglancowane jajko wielkanocne ;) Już nie chcę pomyśleć jak wyglądałabym, gdybym miała tłustą cerę. Tak dorzucając kilka słów z podróży wziętych, a w sumie nietematycznie - nawet podróże , wakacje do Afryki, czy do Portugalii nie były tak intensywne w dotarciu jak te na Słowację. Właśnie z myślą o tej przeprawie i o okazjonalnych sytuacjach postanowiłam kupić (w Rossman) ten, jak się okazało znakomity dla mnie specyfik. Produkty typu fix make up mają za zadanie dopracować makijaż. W tym przypadku stosowania na makijaż, tak, aby był bardziej trwały, a także słyszałam, że można używać ich jako bazę pod makijaż. Nic dziwnego, powiem Wam, bo choć tej drugiej opcji jeszcze nie sprawdziłam (a może powinnam do tej recenzji?) to jestem przyjemnie zaskoczona efektem po spryskaniu na makijaż. Przyznam się Wam, że gdyby nie zachwalanie koleżanki, pewnie nigdy bym nie wypróbowała takiego 'gadżetu'. Kiedyś tak nazywałam tego typu kosmetyki, które w sumie potrzebne nie są... Ale chwileczkę :) Jak nie są potrzebne, skoro używam kilku całkiem niezłych produktów do tworzenia make up'u a jednak pod koniec dnia widać już defekty w pewnych miejscach na twarzy, więc w takich momentach mówię - potrzebuję! Świecący nos, widoczne cienie pod oczami, mazy, skruszały cień do powiek, spływająca i rozmazana szminka, starty róż z policzków - wszystkiemu mówię nie! Mając ten produkt, przekonałam się, że może być inaczej. Więc mgiełka Lirene zawsze ląduje w mojej walizce, jedzie ze mną na urlop, wycieczki i w podróże, podczas których jedyne o czym marzę to wszystko inne prócz zawracania sobie głowy poprawianiem makijażu. Wstaję rano, nakładam makijaż, rozpylam. Gdy mam bardziej aktywny dzień, spotkania z przyjaciółmi przez całą dobę, po prostu po kilku godzinach znów rozpylam i pędzę dalej.
Brak miesiączki, pierwszy test ciążowy i widoczne dwie kreski - nie zawsze oznaczają ciążę. No dobra, w Twoim przypadku okazało się inaczej! Bo, gdy po tygodniu wykonałaś drugi test, wyszedł on po raz drugi pozytywny. A jednak, prawdopodobnie jesteś w ciąży! Większość kobiet w tym momencie zgłasza się do ginekologa. Lekarz jest w stanie stwierdzić w trzecim tygodniu ciąży o niej. Test może być też zlecony przez lekarza, jeśli jest jeszcze zbyt wcześnie, aby on stwierdził ciążę. Testów jest kilka rodzajów. Niektóre są bardziej czułe i producent podaje, że np. już 5 dnia od zapłodnienia ciąża może być potwierdzona. Pamiętajmy jednak, że nic tak nie potwierdzi obecności i zdrowia płodu, jak wykonywane badania u lekarza. Nie zawsze jest to badanie ginekologiczne. Czy wiedzieliście np. że w Irlandii, gdzie żyję, kobiety w ciąży się w ogóle nie bada. No jak to? Ano tak! Na początku wykonuje się test ciążowy, oraz wywiad, badania krwi, moczu a następnie pierwsze usg. Dopiero wtedy kobieta otrzymuje potwierdzenie, że jest w ciąży. Mi akurat bardzo ten system opieki zdrowotnej odpowiada. I zresztą pewnie mojemu dziecku też ;) Osobiście uważam, że im mniej badań wewnętrznych w ciąży tym bezpieczniej dla przyszłej mamy i Jej maleństwa. Przyznam jednak, że gdyby nie badanie USG w Polsce w 16 tygodniu ciąży, pewnie do momentu porodu nie poznałabym płci mojego dziecka, ponieważ na kilku USG wykonywanych w NI nie było widać genitaliów dziecka. Warto więc skorzystać z możliwości dodatkowych badań na własną rękę. Są jeszcze badania prenatalne, stwierdzające ewentualne wady płodu, lub cewy nerwowej, które w zasadzie w UK są pomijane. W Polsce darmowo odbywają się dla kobiet po 35 roku życia. Można je podzielić na nieinwazyjne (to te, które zleci Ci na pewno w Polsce lekarz a prawdopodobnie też lekarz w UK, gdy tu żyjesz, jeśli masz już więcej niż 35 lat). Badania te nie wymagają integrencji w miejsce rozwoju płodu, a ich wyniki dają podstawę do wykonania dalszych badań - inwazyjnych, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Jeśli planujesz potomstwo, lub gdy właśnie test wykonany przez Ciebie wyszedł pozytywny, w takiej sytuacji warto zacząć zażywać kwas foliowy. Leć do apteki i zaopatrz się w opakowanie na przynajmniej kilka tygodni. Im wcześniej tym lepiej. Dlaczego jest to takie ważne? Zdarza się tak, że kobieta na co dzień ma niedobór kwasu foliowego. Natomiast w wyniku tych braków mogą wystąpić wady cewy nerwowej już do 28 dnia od poczęcia, a co za tym idzie - kilka wad rozwojowych płodu. Ponad to jeśli nawet dowiadujemy się o ciąży później to i tak zaleca się stosowanie kwasu foliowego co zmniejsza ryzyko poronienia, urodzenia przedwcześnie. Kwas foliowy znajduje się naturalnie w niektórych warzywach, m.in. w brokule, i innych. Jeśli dość późno dowiedziałaś się o ciąży, należałoby skonsultować z lekarzem ewentualność przyjęcia folianów w formie złożonej. Kwas foliowy zaleca się stosować przez okres 3 miesięcy. Ale stop. Pewnie nie usłyszycie w ogóle o tym, że istnieje przeciwwskazanie do jego spożycia, nawet przez kobiety w ciąży. Są kobiety, które mają mutację w genie MTHFR. Jest to bardzo szeroki temat. Więcej o tym znajdziecie tu. Właśnie jak na przekór taka mutacja w organizmie + spożycie kwasu foliowego może powodować niemożność zajścia w ciążę. Zatem spożywanie tej witaminy (kwasu foliowego) przez kobiety z mutacją genu MTHFR może przeszkadzać w zajściu w ciążę. Lekarz po wykonanych badaniach krwi może zlecić Ci spożywanie witamin, i to on powinien Ci je przepisać. Wyczytałam też, aby wstrzymać się z zażywaniem witaminy A, lepiej jej unikać szczególnie w suplementach. Wszelkie produkty, które spożywałaś wcześniej przed ciążą, mogą być niewskazane w czasie ciąży. Przecież Twoje dziecko - to nowy organizm który dopiero się buduje, więc nie futruj go tym czego potrzebowałaś TY!
Wydawać by się mogło, że kobieta będąca w ciąży musi się jakoś specjalnie odżywiać. Dawniej uważano, że powinna 'jeść za dwóch'. Prawda jest taka, że powinna w miarę możliwości zdrowo się odżywiać i wręcz nie jeść za dwóch! Kobieto nie przejadaj się, bo babcia Ci tak doradza :) Owoce, warzywa i jak najzdrowsze produkty. Dla każdego będzie to co innego. Więcej Tu. Przypadki, kiedy kobieta w pierwszych miesiącach nie ma apetytu na jedzenie, wszystko zwraca i co teraz? Wstajesz - wymiotujesz, kładziesz się spać wymiotujesz. Nie jesz. Warto oczywiście mieć na oku swoje zdrowie i wykonywać badania krwi, które z pewnością zleci Wam lekarz już na samym początku ciąży. Ale te dolegliwości pokarmowe zginą na pewno po kilku tygodniach, a do tego czasu masz pewność, że Twoje maleńkie dziecko korzysta w brzuchu z Twoich zasobów. Tutaj odnośnie odżywiania podam Wam jeden z przykładów, które miałam okazję wśród znajomych poznać. Kobieta była w ciąży i przez pierwsze miesiące po zjedzeniu zwracała, mało jadła i nawet waga jej spadła w pewnym momencie. Martwiła się bardzo, choć Jej wyniki badań były dobre. Lekarz mówił, aby jadła normalnie w miarę możliwości. W czwartym miesiącu dolegliwości zaczęły znikać i wreszcie odpuściły. Kobieta urodziła zdrowe, pulchniutkie dziecko w terminie. Czyli w zasadzie bardziej jeśli chodzi o jedzenie należałoby nie spożywać skażonych produktów, produktów alkoholowych (zrezygnować z używek alkohol, papierosy i inne), aby po prostu swojemu organizmowi w tym czasie nie dostarczać złych substancji. Tylko nie pytaj o lampkę wina raz na kilka miesięcy, wiem, że możesz jej zapragnąć. Pamiętaj - zero alkoholu! Co do palenia papierosów u kobiet, które wcześniej paliły też istnieje mnóstwo sprzecznych teorii. Jedni mówią, aby odstawić, inni by ograniczyć praktycznie do zera. Nie wiem jaka jest prawda, więc proponuję, aby tę sprawę rozważyć we własnym zakresie. Ciąża spowoduje, że zaczniesz się bacznie przyglądać temu co jesz.
Gdy zaszłam w ciążę, czułam się o niebo lepiej niż przed. Zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Można rzec - czułam się jak kwiatek na wiosnę. Więc co ja Ci mogę doradzić? A słyszałam, i wiele czytałam, a nawet widziałam.. Fochy, rozgoryczenie, i inne dolegliwości. No więc. Na początku pojawić się mogą symptomy towarzyszące zmianom zachodzącym w organizmie kobiety. U jednych mdłości, a u innych przyszłych mam bóle piersi. Ja nie czułam fizycznie nic, dopiero w drugim miesiącu ciąży pobolewała mnie głowa, po czym zorientowałam się, że mogę być w ciąży. Potem niczym misu spałam i spałam. Przesypiałam wieczorami ze dwie godziny. :) Poza tym, towarzyszyła mi olbrzymia energia, a brak wyraźnych dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego umożliwił mi idealne, piękne przeżywanie chwili, gdy dowiedziałam się, że będę mamą i całej ciąży. Przez cały ten okres było mi bardzo ciepło, również w pracy w której do ósmego miesiąca pracowałam, a gdzie wcześniej zdarzało mi się marznąć. Polecam ciążę, dla życiowych zmarzlaków! Z fizycznych kwestii, jeszcze może pojawić się kilka zmian w odczuciu. W ostatnim trymestrze ciąży, kiedy to zaskoczyć Cię może zgaga, lub nadkwaśność, - co jest zupełnie normalne i wynika ze zmian hormonalnych a parcie na mocz ze wzrostu i obniżenia płodu. Na koniec ciąży myślałam, że nie wyjdę z toalety lecz nie przeszkodziło mi to wsiąść za kierownicę (po raz pierwszy w UK) i później pojechać na własny poród. Tak więc polecam ciążę na realizowanie nowych przedsięwzięć i odłożonych planów. Kobiety pytają o... rozstępy. A co to są rozstępy? Brzuch kobiety staje się napięty, jeśli kobieta ma elastyczną skórę i brzuch jest przyzwyczajony do naciągnięcia (po tyciu i odchudzaniu), rzadko pojawiają się zmiany w wyglądzie skóry, np. rozstępy. Poza tym rozstępy są w dużej mierze uwarunkowane genetycznie, w zależności od predyspozycji przyszłej mamy. Więc jeśli rozstępy miałaś, to je mieć będziesz, a nawet będą dużo szersze od tych po utyciu. Zaangażuj swojego mężczyznę, lub daj sobie trochę czasu. Polecam smarować brzuch i uda oliwką, lub olejkiem. Dobrze jest z tego zrobić wieczorny rytuał, np. z partnerem, leżąc razem w łóżku.
Psychika kobiety w ciąży jest drugą i o wiele ważniejszą kwestią. Samopoczucie umysłowe kobiety i gotowość kobiety na tę informację, że zostanie mamą. Nie planowałaś ciąży, a tutaj zdziwienie, zapomniałaś tabletki, ale to tylko jedna! No jak to się stało? W ogóle ważne jest czy kobieta jest gotowa na bycie w ciąży. Nie bójc się, to tylko zmiana, do której szybko się przyzwyczaisz! Bardzo ważne jest jakie masz plany, czy jesteś w swoich przekonaniach z partnerem, czy może zdania Wasze, Twoje i Ojca dziecka na temat rodzicielstwa są podzielone. Inaczej może czuć się kobieta w związku, dojrzała i czekająca razem z partnerem na dziecko, a inaczej kobieta (rodzice), którą ciąża zaskoczyła. Zastanawiasz się Komu powiedzieć o ciąży, mamie, facetowi, a może nic nie mówić? Oczywiście, że mówić, cieszyć się, chwalić się, no, może nie wszystkim ludziom. Jeśli cieszy Cię Twoja ciąża, to na pewno lubisz o tym rozmawiać. Ale może nie planowałaś? Charakterystyczne wówczas jest rozgoryczenie, niekiedy nawet lekka depresja i płaczliwość. Poza tym pamiętajmy, hormony kobiet szaleją w pierwszych dniach ciąży, więc to ostatnie może zdarzyć się każdej kobiecie w pewnych etapach ciąży. Następne przeżycia związane z fizycznością towarzyszą, gdy zobaczysz, że Twoje ciało się zmienia. Zmieniają się Twoje piersi, Twój brzuch rzecz jasna a nawet mogą zmienić się pod koniec ciąży nogi. Mogą lekko puchnąć. O tak w ostatnich tygodniach ciąży po raz pierwszy zobaczyłam u siebie inne nogi niż zwykle. Pomyślałam wtedy... miejmy nadzieję, że wrócą do swojej formy ;) bo moje nogi to najmocniej ukochany fragment w moim ciele przez mojego męża. :) Gdy płód rośnie, rośnie brzuch. Kobieta odkrywa, że tyje i nabiera kształtu, niekiedy od razu to akceptuje, a nawet lubi (podobnie było ze mną). Niekiedy przykrywa to ubraniem. Pamiętajcie, że Wasz wygląd w tym przypadku uwarunkowany jest zmianami hormonalnymi, i nie będzie on taki sam po ciąży, z pewnością się zmieni, niestety, lub 'stety' dla każdej z Was będzie to oznaczać co innego. Ja uwielbiałam siebie w ciąży, każdy fragment swojego ciała i siebie po prostu. Myślę, że to kwestia tego, aby radować się nowym życiem. Co prawda wkurzyłam się nieźle, gdy pewna osoba bez mojej zgody zamieściła zdjecia mojego brzucha ciążowego w całej okazałości na facebooku, bo choć uwielbiałam swoje ciało, razem z mężem nie chcieliśmy aby te zdjęcia były upublicznione. Pierwsze ruchy dziecka, to zagwarantowana radość i wszelkie obawy i wszelkie u niektórych 'kompleksy' a nawet smutki znikają. Pamiętaj przyszła mamo - jeśli będziesz myśleć negatywnie, to nie będzie dla Ciebie i Twojego maleństwa najlepsze i będzie odzwierciedlać się też w Twojej fizyczności. Oczywiście zdarzają się trudniejsze ciąże, np. zagrożone, wówczas trudno jest pogodzić się z tym. Niektóre kobiety zaczynają się obwiniać i nie są w stanie cieszyć się w 100 % z całego okresu ciąży. Jednak są to nieliczne ciąże, które w wielu przypadkach udaje się zdrowo donosić i o tym warto pamiętać.
"A ten Pan jest niezaspokojony, bo Jego żona jest w ciąży". Większego głupstwa nie słyszałam.. Tak myślą niektórzy. Kto? Podlotki i dewotki. Również płci męskiej. Może spójrzmy na to od strony kobiety, która jest w ciąży i ma potrzeby seksualne... za dwóch! A to ciekawe mężczyzno, spróbuj zaspokoić swoją kobietę w ciąży :) Jeśli Ci się to uda - gratuluję. Według moich odczuć występuje większa potrzeba na seks z partnerem podczas ciąży. Jest to na pewno związane z pracą hormonów, ale niewykluczone, że jest to głównie wynikiem bliskości dwóch ludzi, którzy zostaną rodzicami. Jednak wiele par obawia się uprawiać seks. Dużo kobiet odrzuca partnerów w ciąży, nieświadomie dając sygnał, że trzeba postępować z nimi inaczej niż do tej pory. To niewątpliwe ma swoją przyczynę. Może być ich kilka. Mogą leżeć po stronie mężczyzny lub kobiety, i być wynikiem przekonań, obawy przed poronieniem, lub wczesnym porodem, i wynikać z nieświadomości. Warto zasięgnąć opinii swojego lekarza na ten temat. Czy płód dziecka jest właściwie ułożony, czy w danym miesiącu mogę uprawiać seks, czy w ostatnim miesiącu ciąży powinnam się kochać? Jeśli lekarz nie ma przeciwwskazań kochajcie się do woli. Pamiętajmy, żeby uważać w ostatnich dniach przed porodem, gdyż seks może wywołać poród i to właśnie będzie już moment, gdy już za chwilę pojawi się Wasze dziecko na świecie. Są również inne przypadki, o których pisałam w poprzednim akapicie - ciąże zagrożone, kiedy seks jest przeciwwskazany i pomimo 'wielkiego apetytu' niestety będziecie musieli sobie go odłożyć na czas po urodzinach dziecka. Jedno jest pewne ciąża seksualnie służy parom. :)
Ten punkt w zasadzie mógłby pasować pod seks, ale z ćwiczeniami już sytuacja jest bardziej wybiórcza. Wszelkie ćwiczenia ciężkie, siłowe, lub biegi, czy podskoki musimy sobie odpuścić. Trochę zabawne, ale ja w ciąży nieźle się nagimnastykowałam w pracy. Dźwigałam, schylałam i różne takie. No. Wreszcie przyszedł moment, że brzuszek trochę przeszkadzał, więc wykonywałam inne ruchy. Podobnie ma być z Wami, nie odpuszczajcie ćwiczeń codziennych całkowicie. Zmieńcie ich nasilenie, ich formę. Prawie do końca ciąży robiłam zakupy na pieszo idąc kilka kilometrów z reklamówkami, bo tak mi było wygodnie. Czasem spacerowałam trzy kilometry bo tak lubiłam - to właśnie idealny sposób na orzeźwienie w ciąży, aby nie siedzieć w domu. Poza tym miałam kilka płyt z ćwiczeniami dla ciężarnych, jedna z nich nawet miała za zadanie przygotować do porodu. Świetna alternatywa dla szkół rodzenia. Ale jeśli Ty masz możliwość i czas, to wybierz się np. razem z przyszłym tatą dziecka do takiej szkoły. My rodziliśmy razem, choć mój mąż wcześniej do tego się nie przygotowywał. Poszło nam świetnie! Ciąża, już sama w sobie, dostarcza Ci mnóstwa gimnastyki każdego dnia!
Sauna i solarium, oraz inne zabiegi - 'upiększające' w ciąży nie są. Wreszcie masz możliwość poczuć się w pełni naturalna i kobieca. :) Czy wiesz, ze nawet najzwyklejsze wydawać by się mogło rytuały codzienne mogą zaszkodzić Twojemu dziecku. Ba, niektóre z nich szkodzą nawet Tobie, o czym ja dowiedziałam się dopiero będąc w ciąży! Zacznijmy może od popularnych farb do włosów z amoniakiem, rozjaśnianych przez kobiety włosów (które nie zdają sobie sprawy co robią ze swoimi włosami). W ciąży odrzuć wszystkie farby tego typu. Lakiery do włosów. To temat rzeka. Więcej Tu. Ile ja ich w życiu zużyłam! A tutaj od pewnego czasu praktycznie w ogóle nie używam, chyba, że na urlopach. A w ciąży bardzo ostrożnie z wdychaniem tego - potraktuj to sporym wietrzeniem, przy otwartym oknie. Pisałam już o tym. Teraz mam wybrane produkty bez parabenów, bez PEG. Podobnie z antyperspirantem pod pachy. Kolejna sprawa to solarium i sauna.. Korzystałam z nich przed ciążą sporadycznie. Oba są zakazane w ciąży. A od momentu, gdy zaszłam w ciążę, do dziś, czyli gdy synek ma już prawie 5 lat skorzystałam z nich może 3 razy przed ślubem! Odpuść sobie kąpiele w gorącej wodzie. Zapomnij też o kapsułach ciśnieniowych i różnych takich bajerach (zawsze warto zapytać, trenera, czy kosmetyczki co możesz robić w ciąży).:) Zatem ciąża to na pewno idealny moment by Twoja wiecznie pomarańczowa buźka zrobiła się klasyczna, kobieca i naturalna.
Wiele kobiet słyszy od innych kobiet, że ciąży towarzyszą problemy z zębami. Ja słyszałam nawet, że niektóre kobiety tracą kilka zębów. Straszne! Jeśli dbasz o swoje zęby przed ciążą, to doskonale wiesz, że wizyty co kilka miesięcy u stomatologa uchronią Cię przed utratą zębów. Więc kochana, tak, jak chodzisz do ginekologa, tak też wybierz się do swojego dentysty. Różnica pomiędzy tymi, a poprzednimi wizytami z czasów, gdy nie byłaś w ciąży polega tylko na tym, że lekarz wiedząc o Twoim stanie dobierze Ci inne lekarstwa, inne znieczulenie, jeśli taka potrzeba zajdzie. Mi w ciąży wypadły dwie plomby, i od razu to załatwiłam. Ostrożnie ze środkami przeciwbólowymi! W UK, gdzie żyję dentysta dla kobiet w ciąży jest bezpłatny, i jest tak, aż do roku po porodzie. Ciąża sprawi, że masz większą kontrolę nad stanem swoich zębów.
Właśnie przeszłyśmy do kolejnego punktu jakim jest spożywanie leków przeciwbólowych. Właściwie ja z tym problemów nie mam. Ponieważ bardzo rzadko zażywam środki przeciwbólowe. Powiedzmy, że w roku zdarza mi się to kilka razy. Możliwe, że nie lubisz się męczyć (kto lubi) i od razu gdy zaboli Cię głowa łykasz tabletkę? Więc proponuję paracetamol. A nawet dwa. A jak znów ból przyjdzie to za kilka godzin jeszcze dwie tabletki. Ale na Boga nie faszeruj dziecka innymi śmieciami, wytrzymaj trochę te ciężkie chwile. Antybiotyki, to już bardzo poważny temat i tutaj Wam napiszę, że nie powinno się ich brać w ciąży. Ja w piątym miesiącu ciąży poważnie zachorowałam, odjęło mi mowę i miałam prawie 39 stopni gorączki. Lekarz przepisał mi Duomox, który po kilku dniach zaczął pomagać i wyzdrowiałam, a synek urodził się zdrowy i w terminie. Jeśli zajdzie potrzeba lekarz przepisze Ci najbezpieczniejszy dla Ciebie i płodu antybiotyk. Pamiętaj, że są sytuacje kiedy trzeba wybrać lepsze zło. Szczepionki w ciąży są powodem do wielu dyskusji na świecie. Ja nosząc brzuszek byłam szczepiona przeciw grypie i przeciw krztuścowi. Ciąża nauczyła mnie rezygnować z tabletek przeciwbólowych całkowicie.
Jeszcze słów parę o unikaniu zagrożeń. Tak naprawdę, gdybyś całe życie wszystkiego unikała, to świata byś nie poznała. Ale! Przez te dziewięć miesięcy rzeczywiście poświęcasz się dla Kogoś, dla kogoś bezbronnego, kto jest od Ciebie zależny. Miej zatem przez ten czas oczy dookoła głowy. Już nie będę pisała o niespotykaniu się z chorymi na grypę, czy anginę, bo chyba to dość oczywiste. Ale może nie przyszyło Ci do głowy, aby podczas najzwyklejszych prac w ogrodzie założyć rękawiczki? A przecież ziemia w Twoim ogródku to miejsce przesiadywania ptaków, biegania kotów i innych zwierząt. Uważaj na toksoplazmozę. Jeśli planujesz dziecko w niedalekiej przyszłości a nie chorowałaś na niektóre choroby zakaźne (ospa, czy różyczka) zawsze warto się zaszczepić i to najlepiej kilka miesięcy przed planowaną ciążą. Nie wiem, czy zadajesz sobie sprawę, że nawet przebyta ospa nie chroni Cię przed wirusem tego typu? Nawet szczepionka nie chroni Cię w 100 %. Pamiętaj jednak, że przyjmując szczepionkę, objawy zakażenia będą bardzo nikłe. Myślisz, jak to? Jak można przechodzić ospę po raz drugi? Nie ospę, ale osoby chore na ospę, od których Ty zarazisz się przekażą Ci chorobę o nazwie półpasiec podobnie szkodliwy jak ospa wietrzna. Więc zawsze unikaj chorych na ospę i chorych na półpasiec. Ostatnia rzecz, jaka przychodzi mi do głowy to promieniowanie elektromagnetyczne wszelkie rtg, i inne. Pod żadnym pozorem nie dopuść do napromieniowania swojego ciała. Jeśli już zdarzyło Ci się coś z powyższych, musisz wiedzieć, że istotne jest w którym trymestrze? Najwięcej zagrożeń i skutków ubocznych powstaje w pierwszym trymestrze ciąży. I jeszcze taka ciekawostka, na zakończenie. Wiele kobiet zamartwia się, że zupełnie na początku ciąży nie wiedząc o niej spożywały leki, alkohol, czy nawet przechodziły leczenie antybiotykiem. Pewnie nie wiecie o tym, że w ciąży do pierwszych 14 dni zarodek nie przejmuje żadnych złych komórek i jest bezpieczny, gdyż jego naturalne środowisko w pierwszych dniach jest samowystarczalne, a następnie w łonie matki po tych dniach zaczyna on żyć łącząc się z organizmem matki.
Już od początku ciąży przygotuj się do porodu. Nastaw się na mega duży ból, bez względu na to, czy rodzić będziesz poprzez cesarkę, czy naturalnie. Po prostu przyjmij sobie, że to będzie wyjątkowy ból. Wiem, że 'czyjaś' babcia urodziła trójkę dzieci, każde po pół godziny, i wręcz wypłynęło... z wodami płodowymi, ale Ty pamiętaj - będzie bolało. Ból ten jest do przeżycia, (ból większy, ból mniejszy) ból się skończy, a Ty będziesz cudowną mamą, która go pokona, gdy na świat przyjdzie Twoje dziecko. Pytasz mnie dlaczego musisz tak cierpieć? Odpowiem Ci. Cierpi się rodząc, można cierpieć umierając. Który akt jest piękniejszy? Który może tę małą istotę uszczęśliwić, a może uszczęśliwi przy okazji innych? Jest wielką niewiadomą co dalej, ale będzie życie! Już wiesz co masz robić.
No i pamiętaj. W obecnych czasach ciąża to wciąż wyjątkowy czas, i jak kiedyś wielkie wydarzenie,. Mnóstwo pytań, szczególnie zadawanych przez kobiety które zostaną matkami po raz pierwszy, lecz fajne jest to, że obecnie te dwie kreski to pora na uzyskanie odpowiedzi, bo temat ciąży jest szeroko omawiany tak że kobieta w ciąży ma szansę uzyskać odpowiedzi. To co przeczytałaś w tym artykule, to moje doświadczenia, moje informacje i spostrzeżenia i wcale nie musisz ich brać pod uwagę, gdy zobaczysz dwie kreski. Polecam Ci przede wszystkim porozmawiać z lekarzem, z położną i wziąć mocno pod uwagę ostatni punkt (o bólu powyżej). Bo najważniejsze w tym wszystkim jest to, abyś szczęśliwie urodziła swoje dziecko. :)
Na Weekendowniku temat kosmetyczny pojawia się bardzo sporadycznie, bo choć kobietą jestem, w kosmetyczce i na półce zaledwie kilka produktów do makijażu i kilka do pielęgnacji posiadam. Co więcej są to kosmetyki głównie sprawdzone, a kilka z nich aktualnie przeze mnie testowane, z ciekawości bądź konieczności. Można powiedzieć, że poszłam za namową mojej babci, której promienista twarz nabierająca samoistnie na lato koloru brzoskwini nie zdradzi Wam Jej wieku. Babcia mówiła mi zawsze, żebym nie stosowała zbyt wielu kremów do twarzy, i nie przesadzała z nowinkami. Tak w sumie jeśli spojrzeć na całokształt, to bliżej mi do babci niż do mojej mamy, pod względem tych zastosowań w danym wieku. Jednak natura w tym względzie w 100 % genetyką 'babciową' mnie nie obdarzyła. Zmarszczki co prawda mam niewielkie, lecz odkąd pamiętam mam cienie pod oczami, które latem są mało widoczne, a zimą niekiedy bardziej. Właśnie to jeden z powodów dla których dbam o okolicę oczu dużo mocniej niż o całą resztę skóry.
Okres zimowy, to czas, gdy oczy narażone są na choroby, stany zapalne i mogą one chorować wraz z nami, choćby z przewiania, czy z zapalenia zatok. Poza tym czas grudniowy, zapracowanie, święta i karnawał też niekorzystnie przyczyniają się do wyglądu naszych oczu. Wiem doskonale po sobie, jako, że należę do ludzi stawiających w moim domu szczęście bliskich ponad moje, gdy przed świętami, lub w podróży zdarza się spać po kilka godzin na dobę. No i oczywiście nie zapominajmy o takich wydarzeniach, jak Sylwester, które mają wpływ na wygląd nas kobiet. Wszystko to, i nie tylko uwarunkowania genetyczne, czy dbałość o zdrowie sprawia, że nasze oczy i ich okolice wyglądają czasem gorzej. A my domowymi i nie tylko sposobami próbujemy to naprawić, skorygować. Dzisiaj nie napiszę o kremach do poprawy wyglądu oczu, a pokażę Wam moje nowe maski na okolice oczu, oraz opowiem o innych sposobach dbałości o zmęczone, tudzież opuchnięte oczy.
Domowe sposoby na zmęczone oczy
Jeśli jesteś kobietą o mocno zacienionych miejscach pod oczami ten akapit i wszystko co w nim napisane potraktuj niejako dodatek do swoich kosmetyków (ewentualnie tego co poniżej w dwóch akapitach). Gdy jednak jesteś babką o standardowym wyglądzie cery w okolicach oczu, która miewa opuchnięte oczy i zacienione np. po nieprzespanej nocy to z pewnością pomogą Ci wszystkie tutaj wymienione zabiegi domowe. Te w kolejnych punktach możesz zastosować w nagłych przypadkach tego wymagających. Od lat wiadomo, że najlepiej uzdrowienia poszukać od natury. Warto zacząć pielęgnację od domowych sposobów, choć uwaga na uczulenia, bowiem wszelkie owoce, warzywa, czy nawet nabiał mogą prowadzić do alergii, czy uczulenia (dodatki chemiczne w produktach). Jeśli chcecie to stosować zwróćcie uwagę skąd pochodzą rośliny, oraz przyjrzyjcie się reakcji skóry. Polecane najbardziej są okłady z zimnego mleka płatkami kosmetycznymi, przez około 15 minut na przemian mocząc w mleku, wyciskając z płatków i stosując na powieki oczu. Zimne mleko zwęża naczynia krwionośne, i łagodzi obrzęki, a jego tłuszcz nawilża.
Kolejno popularny jest ogórek świeży nakładany plasterkami na okolice oczu. Kwas askorbinowy (wit c), oraz kwas kawowy likwidują opuchliznę i odświeżają skórę. Okazuje się, że nawet ubite białko kurze ma ogromne właściwości przeciwdziałające opuchliźnie i zacienieniu. Zawartość ryboflaminy (wit B2) powoduje poprawę krążenia. Należy robić okłady z ubitego białka. Wiadomo też, że zioła i różne herbatki pomagają przy stanach zapalnych. Można jest stosować na szereg dolegliwości nie tylko wewnętrznych, lecz także zewnętrznych. Rumianek, zielona herbata, czy czarna, i inne odmiany herbat, w tym przypadku w saszetkach można swobodnie też położyć na ciepło na naszych powiekach. Herbaty działają kojąco, przeciwzapalnie a czarna zawiera kofeinę zwężającą naczynia krwionośne. Czasem przy urazach oka, warto stosować lekko ciepły kompres na otwarte oko. Na mnie co prawda nie działa ten sposób, ale sama byłam świadkiem dobrego wpływu rumianku na uszkodzone mechanicznie oko. Tu sprawdzi się zasada im bardziej regularnie i w krótkich odstępach, kilka razy, po urazie, tym lepiej.
Maski na zmęczone oczy
Co zrobić, gdy mamy mało czasu, lub gdy oczekujemy natychmiastowych efektów? Mam dla Was gotowe rozwiązania i od razu zaznaczam, że wpis nie jest sponsorowany, tak więc moja opinia będzie bardzo subiektywna i prawdziwa. No, jednak mam do tego prawo, aby ocenić produkt z własnego punktu widzenia. Oczywiście trochę się rozpiszę, także o moich perypetiach, ale może coś z tego dla siebie wywnioskujecie. Właściwie natknęłam się już po napisaniu tego tekstu na opinie rekomendujące u innych blogerek, które testują produkt we współpracy z platformą, a ja zwyczajnie poszłam sobie do drogerii na Słowacji, tuż przed zamknięciem weekendowym i sobie taką maseczkę sama kupiłam - szt 2. Maseczka na oczy w jednorazowych opakowaniach przypominających chusteczki nawilżające do rąk (choć tutaj bardziej estetyczne opakowanie na odwrocie z lila grochy i co ważne w podróży- lekkie) nosi nazwę Hot Eyes Steam. Jak już nazwa wskazuje ma ona działanie ogrzewające, po otwarciu opakowania w styczności z tlenem nagrzewa się ona do 40 stopni. Oczywiście maseczka jest odpowiednio opakowana, a torebki, które w takiej papierowej masce w środku znajdziecie nie mają bezpośredniego kontaktu z oczami. Maskę należy wydobyć z opakowania i założyć na twarz nakładając ją po bokach na uszy. Maska jest bardzo lekka, im dłużej (do 10 minut) pozostaje na naszych oczach, tym staje się bardziej ciężka. Podczas użycia odczuwałam przyjemne ciepło, i bardzo delikatny zapach ziół (w tym w sumie nie lubiana przeze mnie lawenda). Był na tyle przyjemny, że zabieg ten należał do nadzwyczaj miłych i odprężających, a po zdjęciu maski z twarzy, poczułam się bardzo zrelaksowana. Zasinienia pod oczami pojaśniały, a skóra wyraźnie zrobiła się bardziej delikatna i napięta. Z ciekawości po wykonanym zabiegu sprawdziłam, co jest w środku maski, o czym Wam wyżej pisałam, a także postanowiłam przekonać się, czy tak, jak podaje producent jest to maska jednorazowa, czy może wielokrotnego użytku? Oczywiście okazało się to być prawdą i maseczka po kolejnej próbie nie zmieniła się w ciepłą maseczkę na oczy. Jeśli chodzi o skład, niemiecki producent podaje informację na stronie, że zawiera całkowicie naturalne składniki, bez parabenów, i alkoholu. Jednak po otwarciu jednej ze zużytych saszetek zauważyłam coś jakby sreberka. Osobiście nie sądzę, aby przy sporadycznym użytkowaniu były szkodliwe. Aczkolwiek na wszelki wypadek zapytałam producenta o skład, ciekawe czy odpowie? Wiem, że w Polsce można zakupić maski w aptece w specjalnym dużym opakowaniu za około 30 zł, lub 10 zł/szt.
Nie wiem jak Wy, ale ja nawet w podróży zawsze mam przy sobie maskę żelową na oczy. Tego typu produkt od paru lat mi służy na zimno. Pewnie słyszałyście o maskach zakładanych na noc, zaciemniających okolice oczu. Nie mam problemów ze snem.. więc nie mam potrzeby używać 'ułatwiaczy zaśnięcia', lecz choć nigdy nie należałam do śpiochów zdarza się, że śpię krócej niż powinnam. Na pewno kilka razy w roku tak jest, a i w tygodniu też jest tak, że są noce gdy nie dosypiam. Nie mam pojęcia czy stracony sen zostanie mojemu organizmowi w odpowiedni sposób zwrócony, jeśli w ogóle można tak to nazwać, przy okazji mojego dłuższego spania w weekend, aczkolwiek wiem, że trochę mogę podreperować wygląd zmęczonych oczu i skóry wokół nich. Ile jeszcze takich nocy niepełnych się zdarzy, a ile jeszcze przede mną wylotów wczesno porannymi rejsami, kiedy to przed podróżą wcześniej niż o 23 zasnąć nie można, a wstać trzeba nawet o 3.30 nad ranem? Oczy to wiedzą. I nic mi po tym, że jak mawia mój mąż mam pięknie osadzone głęboko oczy, że wcale makijażu nie potrzebuję, bo naturalne cienie są, skoro po takiej nocy trzeba ten makijaż grubo nałożyć. Właściwie przeżyłam dość spore rozczarowanie, gdy moje dziecko niespodziewanie zniszczyło mi w roku ubiegłym moją ulubioną żelową maskę Clarins.
Urywając gumki, uszkodził też część wierzchnią i płyn żelowy zaczął się wydostawać na zewnątrz. Przez jakiś czas nie mogłam znaleźć w ogóle takiej maski, a teraz, gdy znalazłam, nie mogłam wybrać tej najbardziej odpowiedniej. Obecnie choć widziałam też inne bardziej delikatne typy, zdecydowałam się jednak na większą i pokrywającą sporą część oczu i policzków maskę Aqua Peas Cooling Gel Eye Mask. To koralikowa maska żelowa po jednej stronie wypełniona żelem a po drugiej pokryta miłą futerkową tkaniną w kolorze bladego różu ( są też do wyboru odcienie - fiolet, zieleń, błękit ). Co ciekawe maskę można użyć na zimno, wkładając ją do zamrażarki, lub na ciepło, kładąc na kaloryfer, itp. Dla mnie jej zastosowanie jest oczywiste, w tym przypadku wybieram wersję cool. Własnie takie zastosowanie mi odpowiada i daje oczekiwany rezultat. Maska posiada gumkę na rzep, dzięki czemu nie powinna się zsuwać z głowy podczas użycia. Jak dla mnie jest to produkt bardzo dobry, o ciekawej oprawie wizualnej, trochę ciężki po wyjęciu z zamrażarki. Myślę, ze będę poszukiwała produktu zastępczego, lekkiego, jeśli chodzi o zabranie takiej maski w podróż. Jednak do celów domowych w stanie leżącym, jak najbardziej polecam. Efekt oczywisty, duża poprawa wyglądu oczu i samopoczucia po zastosowaniu. Cena w drogerii w UK to zaledwie 3 funty.
Zastanawialiście się kiedyś czy w domu można osiągnąć sukces? Zapytajcie mojego męża! Pewnie Was to nie zdziwi, że jest On największym fanem moich deserów. Chyba jest tak dlatego, że w przygotowywaniu innych potraw jestem dla Niego dobra jak moja teściowa, a o moich deserach mówi 'w życiu lepszych nie jadłem' ;). Co ma wspólnego osiąganie sukcesu z kuchnią, chyba zrozumie każda kobieta, która już spełniła się zawodowo poza domem, a teraz spełnia się w roli żony i matki, poniekąd kucharki domowej, gdzie również dziecko chętnie zjada Jej wyroby, a co więcej bardzo mocno słucha mamy porad i uczy się od Niej wykonywać nawet dość mocno skomplikowane czynności przy kuchennym stole. Moje dziecko uwielbia ze mną gotować. Gdy przygotowuję potrawy pozwalam Mu patrzeć i naśladować mnie (mamy w naszej kuchni też kuchnię naszego dziecka). Czasem cierpliwie czekam, aby się wykazał.. No właśnie z czekoladą jest podobnie, najlepsza jest przygotowywana z miłością, lecz cierpliwie, spokojnie, bez pośpiechu. Samo jedzenie czekolady, to ogromna delektacja, o czym dowiedziałam się dopiero przy moim mężu. Kiedyś pochłaniałam czekoladę o tak, po prostu, rzadko gotowałam, nie miałam dla Kogo.
Teraz.. Zapach, konsystencja, temperatura, wygląd a dopiero na końcu jedzenie i ten smak. Chyba o niczym nie zapomniałam? O chyba zapomniałam.. jeszcze są dodatki. Właśnie taka 'paleta' czekolad powoduje, że odkrywamy ją na nowo. Przyznam się Wam, że nie lubię kuchni angielskiej, lecz równie szybko zrobię sprostowanie, że to właśnie w UK poznałam wiele nieznanych mi wersji smakowych czekolady, ich desery, desery z czekoladą, które tutaj kochają - powalają. Jest tego całe mnóstwo, w tym kilka znanych na całym świecie. Dlatego, gdy chwyciłam w ręce książkę "Chocolate Success" od The Women's Institute autorki Sary Lewis, od razu poczułam ten smak. Piękne ilustracje i znane w UK z różnych części świata przepisy na desery czekoladowe, aż 'wychodzą' z książki. Mając tę książkę i po przygotowaniu już kilku czekoladowych smakołyków wg receptur z niej, uwierzyłam w sukces czekolady, który jest w tym przypadku sukcesem kobiety, i moim własnym. Nauczyłam się tworzyć desery z czekolady, już nie tylko pod postacią domowej czekolady, lecz także w różnych innych formach i smakach. Nauczyłam się celebrować tę chwilę i czerpać z niej to, co najlepsze.
Instytut Kobiet (WI) powstał w 1915 r. w celu ożywienia społeczności wiejskich i zachęcenia kobiet do większego zaangażowania się w produkcję żywności podczas pierwszej Wojny Światowej. Od tego czasu cele organizacji uległy rozszerzeniu, a WI jest obecnie największą dobrowolną organizacją kobiet w Wielkiej Brytanii. WI obchodziło swoje stulecie w 2015 roku, a obecnie ma prawie 220 000 członków. Women's Institute odgrywa wyjątkową rolę w zapewnianiu kobietom możliwości edukacyjnych i szansy na zdobywanie nowych umiejętności, udział w różnorodnych działaniach i prowadzenie kampanii w kwestiach istotnych dla nich i społeczności. Instytut posiada szkołę kucharską w Oxfordshire w Anglii. Szkoła dba o wszystkie poziomy umiejętności dzięki kursom dla początkującego kucharza aż po znakomitego szefa kuchni - wszystko to z myślą o produktach lokalnych i sezonowych. Istnieje również szereg kursów dla rodzin, w których mogą uczestniczyć nawet najmniejsi członkowie rodziny.
Autorka Sara Lewis jest stylistką żywności, ekonomistką a także członkinią Instytutu, była nią już jako dwudziestolatka. Początkowo wydając w magazynie Practical Parenting, Woman i innych, stylizowała przepisy. Obecnie jest uznawaną autorką, pisarką w ponad 90 tytułach kucharskich wydawanych na całym świecie. Sara nieustannie tworzy, opracowuje i pisze kreatywne, inspirujące i fotogeniczne przepisy, które są dokładnie testowane w celu zapewnienia dobrej opinii czytelnika w celach promocyjnych, czasopism i książek. Ułatwia stylizację własnych przepisów lub innych autorów lub chętnie współpracuje z innymi autorami. Prywatnie żyje w Felbridge z mężem i dwójką dzieci.
Co tu dużo mówić, czekolada jest zawsze ulubionym przysmakiem, a przepisy w tej książce pokażą, jak wszechstronny może być ten składnik. Chocolate Success zawiera sześćdziesiąt receptur na pyszne ciasta, wspaniałe budynie i kuszące herbatniki z łatwymi instrukcjami. Wszystkie przepisy mają pieczęć WI niezawodności i wskazówki dla uzyskania doskonałych wyników za każdym razem. Podobnie jak w przypadku każdej książki z całej serii wydanych przez Instytut, w tej książce ostatni rozdział jest poświęcony przepisom bardziej skomplikowanym i pomysłom dla doświadczonego kucharza, który lubi wyzwania. Na uwagę zasługują pięknie ilustracje w całej książce. One sprawiją, że otwieram usta z zachwytu i chcę je przygotować. Później efektem zachwyca się moja rodzinka. Dla mnie czas jesienno-zimowy, to idealny moment, aby odkryć na nowo czekoladę, i delektować się jej smakiem. Przepisami podzielę się z Wami wkrótce. A Ty co robisz dzisiaj czekoladowego?
Tym razem, zupełnie bez trudu, przyszło mi podjąć wyzwanie #30dnibezcukru wraz z Anią ze SlimSizeMe dotyczące wyeliminowania cukru z codziennego menu. Odrzucenie cukru z posiłków przez 30 dni dziś uważam za konieczność, gdyż dotychczasowe próby zgubienia kilogramów poprzez ćwiczenia, czy diety oparte na zmniejszeniu spożywanych kalorii nie przyniosły oczekiwanego przeze mnie efektu spadku wagi na stałe. Poza tym rozwiązanie, które w wyzwaniu zaproponowała Ania jest dla mnie wręcz idealne, gdyż już od paru dni biały cukier zaczęłam zastępować słodzikami, szczególnie pochodzenia roślinnego. Mocno ograniczam nawet to słodzenie. Już na trzeci dzień od pierwszej próby wdrożenia tego wyzwania zauważyłam, że gotowe, kupne słodycze stały się dla mnie po prostu za słodkie, co jeszcze jakiś czas temu było dla mnie niezauważalne a spożywanie ich bez opamiętania doprowadziło do 'nałogu' cukrowego. Zatem wchodzę w to w sumie nie nowe dla mnie doświadczenie (7 lat temu nie spożywałam cukru przez 3 miesiące) ze świadomością, że musi się.udać. Co oznacza wyzwanie SlimSizeMe napiszę poniżej, a w dalszej części przedstawię Wam co dla mnie oznacza to wyzwanie, gdyż postanowiłam w jakiś sposób zrekompensować sobie ten brak cukru i zastąpić go w wybrany sposób. Wiem doskonale, że nie jest to łatwe, szczególnie jeśli w domu ma się jeszcze dwoje ludzi do wyżywienia, którzy decydują o sobie i o swojej diecie (no przynajmniej jeden z nich -mąż), a niestety sami nie potrafią, lub nie lubią być kucharzami w domu. Już niedługo na Weekendowniku szukajcie wpisów z tagiem wyzwanie SlimSizeMe.
Zasady wyzwania – 30 dni bez cukru:
1. Nie kupuję żadnych słodyczy; 2. Nie jem domowych deserów z cukrem oraz ich nie robię; 3. Jeśli mam ochotę na deser lub słodkości – jem owoce lub robię słodkości bez dodatku cukru; 4. Staram się unikać cukru i jego podobnych, ale jeśli będę musiała to użyję zdrowszego zamiennika np. ksylitol, stewia, miód itp.; 5. Dziennie można zjeść jedną porcję domowych słodkości (wyjątkiem są owoce); 6. Moje wyzwanie zaczyna się 4 sierpnia 2017 (piątek ), ale Ty możesz zacząć w dogodnym dla siebie momencie; 7. Wyzwanie kończy się 2 września 2017 (sobota); 8. W przypadku porażki lub grzechu, nie przerywam wyzwania, ale kontynuuje je. Doliczam jeden dzień do wyzwania i to nie jest kara, po prostu zależy mi aby było pełnych 30 dni.
___ __ ___
Koktajle - standardowo w czasie dni z wykluczonym cukrem z diety, wzmaga się apetyt na wszystko inne. Planuję włączyć do menu koktajle z dodatkiem słodkich owoców i zielonych liści. Pamiętajmy przy tym, aby nie dodawać cukru i wykorzystywać wszelkie sezonowe owoce, a także warzywa. Więcej.
Owoce - letnie, soczyste, dojrzałe owoce są bardzo słodkie. Pewnie ja w tym względzie nie mam lepiej od Was (w Irlandii ciężko znaleźć takie), ale i tak zamierzam jeść mnóstwo wszystkich berry, czyli truskawek, borówek, jeżyn, malin, itd. Słodkie truskawki, czy jagody w ogóle nie muszą być dosładzane w cieście. Jedynym wyjątkiem, co prawda nie berry, ale takim owocem, który lubię jest rabarbar (który w Irlandii znalazłam), ale i na to znajdzie się rada. Pod koniec artykułu napiszę co zamiast cukru dodaję do deserów, aby były słodkie.
Owoce - nie tylko te sezonowe, dają nam wiele możliwości przygotowania posiłku, można je jeść surowo, lub zrobić z nich koktajl. Można też samemu przygotować deser. W wyzwaniu pamiętajmy, aby nie kupować gotowych słodyczy, a desery robić samemu, niekiedy używając własnej wyobraźni, a innym razem spoglądając do książki kucharskiej. Ja obecnie korzystam z wielu inspiracji m.in.w książce: Słodka Kuchnia Lidla - Kuchnia Polska według Pawła Małeckiego.
zioła i przyprawy - każdy kto wypróbował większość metod zdrowego odżywiania, lub diet pewnie będzie wiedział skąd moja potrzeba uzupełnienia posiłków w zielone listki, zioła, a także przyprawy. Pewnie nie zastępują one potrzeby cukru, ale dodają smaku potrawom, a niektóre z nich hamują apetyt, a w związku z tym hamują nasza potrzebę zjedzenia słodyczy. Więcej.
herbatki - mogą być ziołowe, ale skupmy się na kwiatach, lub owocach suszonych. Przede wszystkim są zdrowe i możemy je znaleźć w naszym ogródku, lub na łące. Nie wiem jak Wy, ale ja tego typu herbat nie słodzę już od pewnego czasu. Moje ulubienice to lipa, róża, czarny bez. Oczywiście nie obędzie się bez herbaty zielonej.
suszone owoce + ziarna - tak właśnie powstają zdrowe ciastka i batony. Nigdy nie byłam ich zwolenniczką, szczególnie jeśli chodzi o zbożowe. Jednak np, ostatnio wykonałam samodzielnie takie połączenie: sezam, miód, żurawina, rodzynki i suszone owoce. Możecie w warunkach domowych przygotować granolę na śniadanie (podobnie jak robi to moja przyjaciółka), a teraz i ja.. Więcej pojawi się w moim cyklu kulinarnym z książki kucharskiej: Rodzinna Kuchnia Lidla.
miód- do łączenia niektórych składników idealnie nadaje się miód. Oczywiście nie każdy ma możliwość zbierania go z własnej pasieki. Zapewne jednak dokładnie wiecie gdzie go znaleźć w Waszej wiosce, lub mieście. Jako dodatek do deserów stosujemy tylko z konieczności, i dla zdrowia, ponieważ miód zawiera mnóstwo witamin i mikroelementów, lecz paradoksalnie jest bardziej kaloryczny od cukru.
słodziki i subst. słodzące - nie ukrywajmy, że najgorszy cukier, to ten kupny. Nie wiemy dokładnie co w nim się znajduje, oczywiście poza kaloriami. Czasem po prostu najdzie nas ochota na sernik, lub chcemy przygotować lemoniadę. Niestety cytryna to ten owoc, który nie ma słodkiego smaku. Poza tym są takie osoby, które np. ze słodzenia kawy nie potrafią zrezygnować... Wtedy sięgamy po słodzik, lub substancję słodzącą. Do herbaty stosuję słodzik, do robienia biszkoptu, czy ciast zazwyczaj stosuję ksylitol - cukier brzozowy, Za to do bitej śmietany dodaję stewię, która jest pochodzenia roślinnego i ponoć nie zawiera cukru, a jest od niego 300 razy słodsza! Pamiętajmy jednak, aby nie zrobić z wykorzystania słodzików nałogu, a także, aby nie przedawkować. Stosujmy alecane normy również w tej kwestii. O słodzikach napisałam też tutaj.
W lipcu bardzo bliska mi osoba obchodzi urodziny i jak co roku poszukuję dla Niej prezentu urodzinowego. Często też, gdy nie mogę osobiście świętować tego dnia razem z Nią przesyłam Jej prezent drogą pocztową, lub kurierem. Jednak sami wiecie, że pomysłów na prezent może być całe mnóstwo, lecz nie wszystkie na odległość mogą być zrealizowane. Dlatego wciąż poszukuję i zresztą odnajduję nowe, ciekawe upominki. Niekiedy tworzę coś sama, a innym razem postanawiam skorzystać z usług rękodzielnika. Nie ma chyba na świecie piękniejszego rękodzieła niż to tworzone z żywymi rzeczami. I nie ma chyba bardziej poszukiwanego z okazji jubileuszu symbolicznego upominku jakim jest bukiet żywych kwiatów. Ręce florysty mogą wiele. Muszą być przy tym bardzo wprawne, a i podążające za wyobraźnią. Wówczas mamy do czynienia z czymś niesamowicie pięknym, gustownym. Jeśli jeszcze do tego wszystkiego obdarzymy florystę zaufaniem, to nawet przez pryzmat 2 tyś. kilometrów patrząc, odnajdziemy nasz ulubiony, upatrzony i z finezją przystrojony bukiet dla ważnej osoby, którym Ją obdarujemy. Przecież nie zawsze mamy możliwość sami go podarować, a czasem wręcz nie chcemy. Właśnie w tym celu powstała poczta kwiatowa. Bardziej dosłownie mówiąc kwiaciarnie przesyłające kwiaty. Tym niemniej jestem uradowana, że także w mieście, skąd pochodzę i skąd pochodzi moja kochana Jubilatka, funkcjonuje mobilna i wysyłkowa kwiaciarnia. Wiedząc, że o swoje produkty należycie dba, a kwiaty traktuje z ogromną pasją i sercem, postanowiłam z usług tego salonu kwiatowego skorzystać tym razem. Bloomi.
Oczywiście kwiaciarnia w swojej ofercie do sprzedaży posiada kwiaty w różnej formie, także na miejscu przy ulicy Mostowej 2 w Bydgoszczy. Do standardowych bukietów przedstawionych w katalogu, czy na stronie internetowej można dokonać zmian w kolorystyce, czy przybraniu. Wedle życzenia klienta, utalentowane florystki pomogą w doborze kwiatów. Poza ofertą sprzedaży bukietów, kwiatów doniczkowych i upominków kwiaciarnia świadczy usługę dekoracji ceremonii ślubnej, kwiecistą oprawę weselną, a także dekoracji różnych wydarzeń, i spotkań biznesowych. Mocno wierzę w to, że całość w wykonaniu Bloomi wygląda przepięknie, jak choćby na uroczystości weselnej, z której zdjęcie możecie podejrzeć z facebookowego fan page'a Bloomi.
Kwiaty Bloomi są świeże, pięknie pachnące i w ciekawy sposób układane. Znajdziecie tutaj kompozycje dla kobiet i mężczyzn, dla maluszków, młodych mam, dla przyjaciółki, nauczycielki, żony, męża, a także dla osoby, której wyślecie bukiet kwiatowy będąc pewnymi, że ten bukiet w odpowiedniej formie dotrze do Niej. To właśnie powód dla którego zdecydowałam się na skorzystanie z usługi kwiaciarni Bloomi. Flowerbox to popularna nazwa usługi zapakowanych kwiatów w specjalnym opakowaniu, pudełku. Jest to dość nowa usługa w Polsce, my na ślub w UK otrzymaliśmy flowerbox już półtora roku temu od naszych przyjaciół.
Trend nie tylko elegancko się prezentuje, ale również nie wymaga układania do wazonu, podcinania końcówek kwiatów, czy wlewania wody przez osobę obdarowaną. Z wiadomych względów jest to idealne rozwiązanie w sytuacji, gdy taka osoba po prostu sama tego nie może w danym momencie zrobić. Co jeszcze? Flowerboxy zawierają pojemnik lub specjalną gąbkę nasączoną wodą, wraz z odżywką. W ten sposób bez konieczności dbałości o podarunek zachowują odpowiednią żywotność i wygląd. Pudełka są tak przepiękne i trwałe, że można je z powodzeniem wykorzystać do dalszej dekoracji, np. w domu. Często flowerboxy przychodzą spakowane dokładnie jak pudełko z niespodzianką, a dopiero po otwarciu i wysunięciu kwiatów ukazuje się piękny bukiet kwiatów. W Bloomi do bukietu gratis można dołączyć bilecik, podając treść życzeń (to podczas tworzenia zamówienia). Obecnie trwa akcja do pierwszych 20 zamówień boxów kwiatowych dołączona jest świeczka Kringle Daylight gratis od kwiaciarni. Różne świece można też zakupić wchodząc w kategorię upominki na stronie Bloomi. Wszystkie zamówienia realizowane są w wybranym przez kupującego terminie. Kwiaty dostarczane są w cenie zakupu kwiatów, bez dodatkowych opłat. Poniżej kilka zdjęć przepięknych flowerboxów. Kwiaty to najcudowniejszy prezent jaki można otrzymać!