Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
kosmetyki luksusowe nie tylko 'od święta'

sobota, grudnia 07, 2019

kosmetyki luksusowe nie tylko 'od święta'

Odrobina luksusu należy się każdej z nas. Niewątpliwie takim momentem, aby spełnić swoje marzenia kosmetyczne, są różne uroczystości, święta. To właśnie wtedy można spełnić te zachcianki, szczególnie jeśli produkty nie kosztują mało i są kosmetykami 'z wyższej półki'. Można sprawić sobie prezent samemu, lub otrzymać go od Kogoś. Ja zdecydowanie kupuję kosmetyki tylko 'z okazji', no... może prócz dwóch produktów - podkładu i korektora pod oczy, bo te kończą się w różnym czasie i w zależności od pory roku. Do niedawna było tak też z pudrem wykończeniowym.. Nie trafiłam przez wiele lat na ten swój idealny. Jeden za ciemny, drugi za różowy, trzeci za szybko się zużywał, niekiedy pył leciał na boki a puder sypki kończył się po miesiącu (!). Przez wiele lat nie udało mi się też odnaleźć pudru, który w po kilku godzinach od nałożenia nie pozostawiałby 'ciap' na mojej skórze. Ale to się zmieniło. Teraz znalazłam - puder w kulkach, który o dziwo od 9 miesięcy używania - jeszcze się nie skończył i żeby było bardziej pięknie jest trwały po zaaplikowaniu, i nie tworzy plam na mojej skórze  (1.). 
Gdy pomyślę o moich trzech najlepszych kosmetykach, jakie używając od paru miesięcy sprawiły, że czuję się bardziej zadbana, a co więcej młodsza i bardziej zadowolona z efektu na mojej skórze to niewątpliwie będą produkty, jakie służą mi bezkonkurencyjnie, trzy kosmetyki z którymi już się nie rozstanę. Nie czuję potrzeby wymiany ich na inne. Po pierwsze nie zawiodłam się na nich, a poza tym jeszcze je mam. Rzadko jest tak, abym była w 100 % zadowolona z zakupów produktów poleconych mi przez ekspedientki w drogerii, tym razem jestem zachwycona i w tym przypadku - mowa o makijażystce spotkanej na początku roku w drogerii sieci Sephora, która zaproponowała mi makijaż, a jednocześnie od razu wskazała na kosmetyk idealny dla mojej skóry. Maseczka dwufazowa na noc, nawilżająca, a jednocześnie bardzo odżywcza, poprawiła widocznie jakość mojej skóry.  (2.
Podczas lotów do Polski (i podrózy po świecie) zawsze przeglądam oferty kosmetyczne i ofertę perfumerii pokładowej w samolocie. Co prawda do tej pory, w czasie lotów, a miałam ich około 70 przez ostatnich 7 lat, tylko 5 razy kupiliśmy dla siebie kosmetyki. W zeszłym roku zamarzył mi się dobry produkt, który zobaczyłam w katalogu samolotowym i dostałam go w prezencie w 2019 roku. Kosmetyk niezwykły, bo działa w 100 %! Zamknięte w buteleczce płynne złoto, kwas glikolowy naturalny kwas owocowy przywrócił ożywienie, koloryt i blask skórze. Mam wrażenie, że po użyciu tego kosmetyku moje pory są o połowę mniejsze, nie mam przebarwień, skóra jest gładka i wyrównana. Nie widzę zmarszczek i suchych partii skóry (np. na nosie). A najważniejsze, że kiedy pojawi się u mnie jakikolwiek wyprysk i zastosuję ten produkt - to następnego dnia już wyprysk nie ma stanu zapalnego i znika. Zostaje jakby wysuszony. Zdecydowanie na tak :) (3.)
Skoro tyle zachwytów, przejdę do krótkich recenzji. Nie jest to wpis sponsorowany, więc możecie być pewne, że polecam Wam z ręką na sercu.. Od razu też Wam piszę, że nie jestem specjalistką w kosmetyce i moja recenzja opiera się tylko i wyłącznie na opinii z własnej obserwacji. Odnośnie mojej cery dodam, co istotne, że jestem posiadaczką skóry normalnej na twarzy z tendencjami do przesuszenia w partii nosa (to przypuszczam jest tylko od niewłaściwie dobranych kosmetyków). Mam dość ciemną karnację i szybko się opalam na brąz. Mam lekkie zasinienia pod oczami od wielu lat, i rozszerzone pory. Jestem kobietą 40+, więc moja cera jest dojrzała. Mimo wieku od czasu do czasu na mojej skórze pojawi się bolesny wyprysk. Odkąd używam tych trzech produktów, moja cera jest bezproblemowa!
1. Meteoryty Guerlain - (w moim przypadku odcień najjaśniejszy 02 Clair). Najlepszy puder wykończeniowy jaki do tej pory używałam. Klasyka Guerlain wprowadzona na rynek kosmetyczny w 1987 roku! Wówczas puder sprzedawany był w papierowym (tekturowym) pudełku, obecnie puder znajduje się w opakowaniu, a'la puszka z metalu, otwierane denko od góry. Pierwsze co zwraca uwagę, to właśnie piękne estetyczne opakowanie, które pięknie prezentuje się na półce mojej toaletki. Po otwarciu widzimy gąbeczkę, która ma za zadanie chronić kuleczki przed rozsypaniem. Pod gąbką znajduje się puder w kulkach, w odcieniach od korygującej zieleni, poprzez rozświetlające perłowe kulki, ciepły żółty, aż do cudownych pastelowych różów i filetów, rozpromieniających makijaż. W ofercie Guerlain znajdziecie jeszcze dwa odcienie tego pudru o innych nazwach i numerach - 03., 04, dla posiadaczek ciemniejszej karnacji. Jednak patrząc na nie mimo iż mam dość ciemną cerę - zdecydowałam się na zakup klasyku 02.Postawiłam na świeżą nie opaloną wykończeniówkę. Kuleczki mają dobrą konsystencję, nie rozkruszają się w pył zaraz po muśnięciu pędzlem. Należy kilka razy pokręcić pędzlem, aby nabrać produkt, przy czym uważając, aby nie 'złapać' za mocno pędzlem meteoryta, bo kulka może zostać w pędzlu i wypadnie zagubiona. :) Kosmetyk ma wyjątkowy zapach, wyczuwam fiołki :) Ten zapach jest uzależniający i wiem, że już się z nim nie rozstanę. Puder daje efekt delikatnych wręcz niewidocznych drobinek odbijających światło. Po nałożeniu mamy lekkie zmatownienie. Cera w dotyku staje się mocno delikatna, i aksamitna. Przez cały dzień mamy 'pod nosem' ten piękny zapach..
Co jeszcze? Przede wszystkim to, że po 9 miesięcach używania została mi 1/3 opakowania kulek. Jest wydajny i trwały. Zaraz po nałożeniu - utrzymuje się dosłownie przez cały dzień i nie tworzy plam w makijażu. Efekt jest ledwo widoczny, drobinki mienią się mikroskopijnymi drobinkami, ale tylko gdzie niegdzie. Śmiem twierdzić, że w przypadku cery dojrzałej, takiej jak moja numer 02 clair sprawdzi się zawsze, ponieważ świetnie wpasowuje się na podkładzie, nawet lekko ciemniejszym i sprawia, że twarz jest dobrze ożywiona i delikatnie rozjaśniona. Wiem, że opinii na temat meteorytów Guerlain jest wiele. Większość pozytywnych, ale też trochę negatywnych, że produkt jest 'przereklamowany', czy niewidoczny na twarzy po zaaplikowaniu. Ja jestem bardzo zadowolona - porównując poprzednie marki pudru w kulkach, czy nawet prasowanego jakich używałam, to właśnie marka Guerlain jest niezawodna. Co jeszcze - na koniec kilka słów o efekcie foto po zastosowaniu. Zapewne wiele z Was, które czytają ten wpis zaskoczy fakt, że używając tego pudru, nie muszę robić korekcji zdjęć swojej twarzy. Idealny na sesje fotograficzne, i ponoć to zasługa meteorytów w składzie, drobinek, o których pisałam.. Naprawdę zero plam, zero przebarwień, drobne zmarszczki są przykryte! Celowo robię recenzję po tylu miesiącach używania, aby dokładnie sprawdzić jego wydajność i ewentualne skutki uboczne. Bo jednak puder ten skład ma dość spory. Możecie nawet zauważyć ile kulek zostało w pojemniczku. ;) Nie mam żadnych alergii, uczuleń. Na koniec dodam, że cena pudru tej marki do najniższych nie należy. 269 zł w Sephora, co jednak w przeliczeniu na miesięce w których będziemy go używać wypada całkiem proporcjonalnie. Jest zdecydowanie wart kwoty za jaką trzeba go kupić.


2. Caolion Maska Dwufazowa na noc, żel nawilżający i perły odżywcze. Wspaniała maseczka, którą delikatnie nakładam co drugą noc na twarz, szyję i dekolt po uprzednim umyciu skóry. Myślę, że ten polecony przez kosmetyczkę w Sephora produkt, bardzo poprawił mi nawilżenie skóry mojej twarzy. W szklanym pojemniczku umieszczony jest niebieski żel, w którym wpuszczone są kuleczki - perełki kremu. Należy odrobinę pobrać z jednego i z drugiego palcami i wklepać w skórę. Maseczka ma dość intensywny orzeźwiający zapach. Szybko się wchłania i delikatnie chłodzi przez kilka sekund po nałożeniu. W żelu znajduje się kwas hialuronowy i pantenol. Natomiast w perłach kremu jest kolagen morski oraz połączenie ośmiu olejków z masłem shea. Uwielbiam moją maseczkę, bo po nocy moja skóra jest bardziej promienna i jędrna. Mam wrażenie, że ta maska to taki zastrzyk energii i witamin dla mojej twarzy. Maseczka nie uczula, i z opisu kosmetyczki wiem, że jest dobra też dla cery naczynkowej. Stała cena w perfumerii Sephora to 129 zł. (50 ml)
3. Alpha-H Liquid Gold to kolejny sławny produkt, nie tak dawno dostępny tylko na pokładzie linii lotniczych, obecnie można go już odnaleźć w dobrych drogeriach (internetowych). Jest to złoty bestseller, który rzeczywiście nim jest nie tylko z nazwy! Ponoć to produkt dla cery z problemami, z trądzikiem cery dojrzałej. Stworzony przez australijską firmę, której obecna współtwórczyni od lat zmagała się z problemami skórnymi. Na własnej skórze przekonała się o jakości produktu i postanowiła z firmą współpracować, wiedząc jak innowacyjny jest to kosmetyk. Skład tego płynu jest tak ułożony, aby zawierał jak najmniej chemicznych dodatków i ulepszaczy. Zaskakujące jest to, że w pojemniczku zamykanym denkiem a następnie nakładką, jest ukryty produkt płynny o konsystencji, wyglądzie i zapachu wody! Trochę czuć też alkohol. Produkt ma właściwości antybakteryjne, na pewno w czasie używania na naszej twarzy nie rozwijają się bakterie. Efekt ten jest ważny i podstawowy, a pozostałe - to zmniejszone zmarszczki, właściwie ich nie mam już. Dodatkowo wyrównanie cery, wygładzenie niedoskonałości. To widać po kilku miesiacach stosowania!
Użycie jest proste, zupełnie jak nakładanie płynu micelarnego. Przechylacie tę białą buteleczkę i na wacik dozownikiem wypuszczacie liquid, aby wmasować delikatnie w skórę problematyczną. Najlepsze efekty daje zastosowanie co drugą noc na całą oczyszczoną skórę (jeśli macie cerę suchą, wcześniej nałóżcie krem). Czym jest Liguid Gold? Naturalny pięcioprocentowy kwas glikolowy, kwas owocowy pochodzący z trzciny cukrowej usuwa obumarłe komórki i rozjaśnia. Intensywnie odbudowujący, przeznaczony na poszerzone pory, pozostałości potradzikowe, drobne blizny, zmęczoną skórę, stany zapalne i i nieproszoną pigmentację. Regeneruje skórę w czasie nocy, daje natychmiastowy efekt w postaci promiennego wyglądu, likwiduje stany zapalne, zmiękcza zmarszczki przy dłuższym stosowaniu. Ponadto wyrównuje koloryt skóry, wszelkie przebarwienia - także hormonalne. Jeśli wybieracie się na słońce i nie macie makijażu, poleca się uważać stosując zawsze ochrony słonecznej SPF 15 w okresie używania Alpha-H i do tygodnia po stosowaniu. Na uwagę zasługuje też opakowanie wierzchnie - elegancki schludny kartonik ze złotymi akcentami. Również na buteleczce plastikowej są złote napisy. Niestety bardzo nietrwałe te z przodu (skład jest w innej trwałej formie opisany). Napisy nieestetycznie się starły z pojemniczka, teraz jest prawie całkiem biały. Oczywiście nie przeszkadza to w jego używaniu, ale nie mogę Wam pokazać jak ładnie wyglądał kilka miesięcy temu. Zamieszczam piękny kartonik. Niestety nie wiem ile produktu zostało w butelce, ale jestem przekonana przy przechyleniu, że jest tam jeszcze około połowa liquidu. Cena 50 ml buteleczki to 20 funtów. W Polsce można kupić też większe pojemności za niewiele wyższą cenę. Oczywiście polecam!

Jeśli znacie te produkty, kiedykolwiek używałyście, lub planujecie zakup, podzielcie się swoją opinią, pytaniami. Wierzę, że moja szczegółowa rezenzja Wam się spodobała i jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości - to chętnie podzielę się odpowiedzią na nie.

Aloes dla urody - mydło i inne ręcznie robione kosmetyki

sobota, czerwca 15, 2019

Aloes dla urody - mydło i inne ręcznie robione kosmetyki

O aloesie wiele się słyszy dobrego. Również na temat jego efektownego, dekoracyjnego wyglądu. Ja poznałam jego właściwości po raz pierwszy kilka lat temu dzięki mojej sąsiadce. Odcięła mi wówczas na skaleczenie kawałek ze swego dużego aloesu domowego. Wzięłam ten aloes i przyłożyłam go 3 razy do rany, a ona szybko się zagoiła i co wówczas mnie mocno zdziwiło, w moim przypadku nie ropiała. Wtedy sprawdziłam właściwości aloesu i wszystko się zgadzało. Temat jednak poszedł w zapomnienie, ponieważ nic mi już nie dolegało, byłam zdrowa i piękna, zakochana. Teraz w zasadzie nic w tej kwestii się nie zmieniło, nadal czuję się świetnie. Jednak jakiś czas temu (będzie ponad dwa lata)  kupiłam sobie pierwszy aloes dla ozdoby domu.
Ten niewymagający sukulent tak nam się rozrósł, że od dwóch miesięcy mamy z jednego już dwa, a do tego z kolejnymi malutkimi rozrastającymi się odnóżkami. Co z tym aloesem zrobić? Mąż elegancko mi rozsadził aloesy i postanowiliśmy uciąć kilka liści, które początkowo trzymałam w lodówce. Znalazłam sposoby na wykorzystanie tych liści i poniżej prezentuję je Wam. W dzisiejszym wpisie pojawią się DIY dla urody, jak również dla ducha (dekoracyjne). Wrzucam swój przepis na mydło nawilżające. Jutro będzie dawka dla ciała i dla zdrowia, a także mój przepis na pyszną i orzeźwiającą lemoniadę z dodatkiem aloesu.
Aloes dla ciała, dla urody (od zewnątrz). Tutaj muszę Wam od razu napisać, że tak naprawdę aloes działa na nasze ciało, skórę i organizm także od wewnątrz. Ale jeśli chcecie natychmiastowych efektów poleca się go przede wszystkim zastosować miejscowo. Włosy, skóra, paznokcie, mogą na tym bardzo skorzystać. Ciekawe jest też to, że aloes ma bardzo delikatny, praktycznie niewyczuwalny aromat, który po użyciu na pewno jest przyswajalny dla każdego. Jak działa aloes na skórę? Główne zalety to działanie bakteriobójcze, przeciwzapalne i regenerujące. Dobrze wpływa na podrażnione oczy, na skaleczenia, a nawet na trądzik. Oczywiście należy wykluczyć zastosowanie jeśli jesteśmy na niego uczuleni.
Co jeszcze? Na pewno zauważyliście, że aloesu często podlewać nie trzeba. Skoro liść aloesu zawiera w sobie tak duże ilości wody (jutro napiszę o pozostałych składnikach aloesu), to na pewno jest w stanie sporo jej dostarczyć naszemu ciału.  Aloes wykorzystywany w maseczkach, kremach, a nawet w naturalny sposób pozyskiwany jako żel bezpośrednio z liścia i wcierany w skórę ciała - nawilża ją i regeneruje, a także łagodzi podrażnienia. Nadaje się do każdego rodzaju cery. Uwaga jest jedna, że do zastosowania na rany i oparzenia - poleca się zastosowanie kilkuletniego aloesu, a dokładnie jego liścia o długości minimum 20 cm. Zatem, nie ma lepszej drogi pozyskania wnętrza aloesu, jak z rosnącego w naszym domu aloesu. O tym jak to zrobić oczywiście Wam napiszę w artykułach.
Na oparzenia po opalaniu, a nawet na wysuszone po lecie końcówki włosów, też się nada. Podstawą jest nawilżanie. Zatem po nieudolnym  farbowaniu, czy przy łupieżu, przy ranach na głowie - najlepszy aloes. Co jeszcze? Okazuje się, że jest wręcz idealny na porost włosów, i zupełnie nie blokuje jego stuktury, gdyż wypłukuje się zaraz po zmyciu wodą. Najlepiej sprawdza się po zmieszaniu z olejami roślinnymi (blask i nawilżenie). A jako wcierka - zupełnie naturalny zdjęty z liści łyżeczką i wtarty we włosy, a następnie spłukany. Podczas przyrządzania róznych mikstur, a już tym bardziej przy zastosowaniu bezpośrednio po rozcięciu liścia, jest najlepszy. Nie zapomnijcie, żeby przed nałożeniem na ciało wykonać próbę uczuleniową, na fragmencie skóry. Aloes bowiem może uczulać niektóre osoby. Ponoć najbardziej uczulające mogą być kosmetyki z dodatkiem zielonych części aloesu, które mają największe stężenie minerałów (zazwyczaj wydobywa sie tylko żel aloesowy zawarty w liściach).

Mydełko nawilżające 
 aloesowe z kwiatami jaśminu
Skład: 1 mydło naturalne (u mnie biały jeleń), żel aloesowy z 2 długich liści aloesu (25 cm), 2 łyżki oliwki dla dzieci, drobno pocięte kawałki aloesu, lub listki bazylii, barwnik zielony (lub łyżeczka matcha), płatki jaśminu z mojego ogrodu (można zastąpić innymi ulubionymi kwiatami)

Sposób wykonania: Zetrzeć na tarce mydło i umiescić je w kąpieli wodnej nad garnkiem z wrzątkiem. Przygotować żel aloesowy. Wzdłuż liścia ściąć po bokach kolce i delikatnie odgiąć jedną warstwę liścia. Z drugiej warstwy liścia łyżeczką, lub nożem zeskrobać wzdłuż cały żel. Dodać do płatków mydlanych ciepłą oliwkę, i żel aloesowy oraz barwnik. Zamieszać i cały czas podgrzewając mieszać. Na koniec można wmieszać płatki kwiatów i zielone posiekane listki. Wysmarować naczynie oliwką i wlać mydło. Udekorować kwiatami. Po przestygnięciu już można delikatnie wyjąć. Przechowywać w lodówce kilka godzin.

MAM ZAMIAR WYPRÓBOWAĆ TEŻ:

Aloesowy krem do golenia
przepis pochodzi ze strony https://closetonature.pl/

Tonik z aloesu
pochodzi ze strony http://puregreenflash.pl


Mydełko musujące, oczyszczająco nawilżające
(zmodykikujcie mydełko o aloes przepis od Decoratoria.com.pl


Aby wykonać własnoręcznie kosmetyki z aloesu, wcale nie potrzeba wiele, tak naprawdę im bardziej skromy skład naszej mieszanki, tym lepiej. Ale jeśli macie chęć na pachnące kosmetyki - zastosujcie olejki zapachowe, które lubicie. Jeśli chcecie osiągnąć witaminową mieszankę, co niektórzy dodają kapsułkę witaminy E  podczas mieszania. Ja zupełnie nie wiem po co, ale pewnie jest jakiś w tym głębszy cel. W aloesie jest już witamina E, ale w mniejszym stężeniu. Więc warto skorzystać z porad doświadczonych kosmetyczek. Jest tego znacznie więcej. Są kremy, maści na oparzenia, maseczki i maski do włosów. To już zależy od Waszej wyobraźni i zasobów w kosmetyczce. Jutro przyjrzę się aloesowi i Jego działaniu od wewnątrz. Napiszę Wam o jego składzie i zastosowaniu do jedzenia i pica. Bo aloes to bardzo zdrowa i odżywcza roślina.

Lirene FIX UP! MAKE UP, mgiełka utrwalająca makijaż - Weekendownik

sobota, marca 24, 2018

Lirene FIX UP! MAKE UP, mgiełka utrwalająca makijaż - Weekendownik


Zaszalałam kosmetycznie już jakiś czas temu. Podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce w listopadzie kupiłam sobie w drodze wyjątku fix do makijażu - mgiełkę Lirene. Już tak mam, że zbyt wielu kosmetyków nie kupuję a nawet wolę pokusić się o stworzenie własnych, naturalnych produktów do pielęgnacji ciała. Mam kilka sprawdzonych produktów do makijażu, jednak ten upatrzyłam sobie dużo wcześniej. Dzięki dobrej recenzji mojej koleżanki postanowiłam go stosować na twarz. Podczas naszych standardowych podróży do Polski, lub na Słowację jesteśmy cały dzień w rozjazdach i pod koniec takiej przeprawy, uwierzcie, niejednokrotnie mój nos błyszczał jak wyglancowane jajko wielkanocne ;) Już nie chcę pomyśleć jak wyglądałabym, gdybym miała tłustą cerę. Tak dorzucając kilka słów z podróży wziętych, a w sumie nietematycznie - nawet podróże , wakacje do Afryki, czy do Portugalii nie były tak intensywne w dotarciu jak te na Słowację. Właśnie z myślą o tej przeprawie i o okazjonalnych sytuacjach postanowiłam kupić (w Rossman) ten, jak się okazało znakomity dla mnie specyfik. Produkty typu fix make up mają za zadanie dopracować makijaż. W tym przypadku stosowania na makijaż, tak, aby był bardziej trwały, a także słyszałam, że można używać ich jako bazę pod makijaż. Nic dziwnego, powiem Wam, bo choć tej drugiej opcji jeszcze nie sprawdziłam (a może powinnam do tej recenzji?) to jestem przyjemnie zaskoczona efektem po spryskaniu na makijaż. Przyznam się Wam, że gdyby nie zachwalanie koleżanki, pewnie nigdy bym nie wypróbowała takiego 'gadżetu'. Kiedyś tak nazywałam tego typu kosmetyki, które w sumie potrzebne nie są... Ale chwileczkę :) Jak nie są potrzebne, skoro używam kilku całkiem niezłych produktów do tworzenia make up'u a jednak pod koniec dnia widać już defekty w pewnych miejscach na twarzy, więc w takich momentach mówię - potrzebuję! Świecący nos, widoczne cienie pod oczami, mazy, skruszały cień do powiek, spływająca i rozmazana szminka, starty róż z policzków - wszystkiemu mówię nie! Mając ten produkt, przekonałam się, że może być inaczej. Więc mgiełka Lirene zawsze ląduje w mojej walizce, jedzie ze mną na urlop, wycieczki i w podróże, podczas których jedyne o czym marzę to wszystko inne prócz zawracania sobie głowy poprawianiem makijażu. Wstaję rano, nakładam makijaż, rozpylam. Gdy mam bardziej aktywny dzień, spotkania z przyjaciółmi przez całą dobę, po prostu po kilku godzinach znów rozpylam i pędzę dalej.
ulga dla oczu - maski na zimno i na ciepło

sobota, stycznia 13, 2018

ulga dla oczu - maski na zimno i na ciepło

Na Weekendowniku temat kosmetyczny pojawia się bardzo sporadycznie, bo choć kobietą jestem, w kosmetyczce i na półce zaledwie kilka produktów do makijażu i kilka do pielęgnacji posiadam. Co więcej są to kosmetyki głównie sprawdzone, a kilka z nich aktualnie przeze mnie testowane, z ciekawości bądź konieczności. Można powiedzieć, że poszłam za namową mojej babci, której promienista twarz nabierająca samoistnie na lato koloru brzoskwini nie zdradzi Wam Jej wieku. Babcia mówiła mi zawsze, żebym nie stosowała zbyt wielu kremów do twarzy, i nie przesadzała z nowinkami. Tak w sumie jeśli spojrzeć na całokształt, to bliżej mi do babci niż do mojej mamy, pod względem tych zastosowań w danym wieku. Jednak natura w tym względzie w 100 % genetyką 'babciową' mnie nie obdarzyła. Zmarszczki co prawda mam niewielkie, lecz odkąd pamiętam mam cienie pod oczami, które latem są mało widoczne, a zimą niekiedy bardziej. Właśnie to jeden z powodów dla których dbam o okolicę oczu dużo mocniej niż o całą resztę skóry.
Okres zimowy, to czas, gdy oczy narażone są na choroby, stany zapalne i mogą one chorować wraz z nami, choćby z przewiania, czy z zapalenia zatok. Poza tym czas grudniowy, zapracowanie, święta i karnawał też niekorzystnie przyczyniają się do wyglądu naszych oczu. Wiem doskonale po sobie, jako, że należę do ludzi stawiających w moim domu szczęście bliskich ponad moje, gdy przed świętami, lub w podróży zdarza się spać po kilka godzin na dobę. No i oczywiście nie zapominajmy o takich wydarzeniach, jak Sylwester, które mają wpływ na wygląd nas kobiet. Wszystko to, i nie tylko uwarunkowania genetyczne, czy dbałość o zdrowie sprawia, że nasze oczy i ich okolice wyglądają czasem gorzej. A my domowymi i nie tylko sposobami próbujemy to naprawić, skorygować. Dzisiaj nie napiszę o kremach do poprawy wyglądu oczu, a pokażę Wam moje nowe maski na okolice oczu, oraz opowiem o innych sposobach dbałości o zmęczone, tudzież opuchnięte oczy.

Domowe sposoby na zmęczone oczy


Jeśli jesteś kobietą o mocno zacienionych miejscach pod oczami ten akapit i wszystko co w nim napisane potraktuj niejako dodatek do swoich kosmetyków (ewentualnie tego co poniżej w dwóch akapitach). Gdy jednak jesteś babką o standardowym wyglądzie cery w okolicach oczu, która miewa opuchnięte oczy i zacienione np. po nieprzespanej nocy to z pewnością pomogą Ci wszystkie tutaj wymienione zabiegi domowe. Te w kolejnych punktach możesz zastosować w nagłych przypadkach tego wymagających. Od lat wiadomo, że najlepiej uzdrowienia poszukać od natury. Warto zacząć pielęgnację od domowych sposobów, choć uwaga na uczulenia, bowiem wszelkie owoce, warzywa, czy nawet nabiał mogą prowadzić do alergii, czy uczulenia (dodatki chemiczne w produktach). Jeśli chcecie to stosować zwróćcie uwagę skąd pochodzą rośliny, oraz przyjrzyjcie się reakcji skóry. Polecane najbardziej są okłady z zimnego mleka płatkami kosmetycznymi, przez około 15 minut na przemian mocząc w mleku, wyciskając z płatków i stosując na powieki oczu. Zimne mleko zwęża naczynia krwionośne, i łagodzi obrzęki, a jego tłuszcz nawilża. 
Kolejno popularny jest ogórek świeży nakładany plasterkami na okolice oczu. Kwas askorbinowy (wit c), oraz kwas kawowy likwidują opuchliznę i odświeżają skórę. Okazuje się, że nawet ubite białko kurze ma ogromne właściwości przeciwdziałające opuchliźnie i zacienieniu. Zawartość ryboflaminy (wit B2) powoduje poprawę krążenia. Należy robić okłady z ubitego białka. Wiadomo też, że zioła i różne herbatki pomagają przy stanach zapalnych. Można jest stosować na szereg dolegliwości nie tylko wewnętrznych, lecz także zewnętrznych. Rumianek, zielona herbata, czy czarna, i inne odmiany herbat, w tym przypadku w saszetkach można swobodnie też położyć na ciepło na naszych powiekach. Herbaty działają kojąco, przeciwzapalnie a czarna zawiera kofeinę zwężającą naczynia krwionośne. Czasem przy urazach oka, warto stosować lekko ciepły kompres na otwarte oko. Na mnie co prawda nie działa ten sposób, ale sama byłam świadkiem dobrego wpływu rumianku na uszkodzone mechanicznie oko. Tu sprawdzi się zasada im bardziej regularnie i w krótkich odstępach, kilka razy, po urazie, tym lepiej.


Maski na zmęczone oczy


Co zrobić, gdy mamy mało czasu, lub gdy oczekujemy natychmiastowych efektów? Mam dla Was gotowe rozwiązania i od razu zaznaczam, że wpis nie jest sponsorowany, tak więc moja opinia będzie bardzo subiektywna i prawdziwa. No, jednak mam do tego prawo, aby ocenić produkt z własnego punktu widzenia. Oczywiście trochę się rozpiszę, także o moich perypetiach, ale może coś z tego dla siebie wywnioskujecie. Właściwie natknęłam się już po napisaniu tego tekstu na opinie rekomendujące u innych blogerek, które testują produkt we współpracy z platformą, a ja zwyczajnie poszłam sobie do drogerii na Słowacji, tuż przed zamknięciem weekendowym i sobie taką maseczkę sama kupiłam - szt 2. Maseczka na oczy w jednorazowych opakowaniach przypominających chusteczki nawilżające do rąk (choć tutaj bardziej estetyczne opakowanie na odwrocie z lila grochy i co ważne w podróży- lekkie) nosi nazwę Hot Eyes Steam. Jak już nazwa wskazuje ma ona działanie ogrzewające, po otwarciu opakowania w styczności z tlenem nagrzewa się ona do 40 stopni. Oczywiście maseczka jest odpowiednio opakowana, a torebki, które w takiej papierowej masce w środku znajdziecie nie mają bezpośredniego kontaktu z oczami. Maskę należy wydobyć z opakowania i założyć na twarz nakładając ją po bokach na uszy. Maska jest  bardzo lekka, im dłużej (do 10 minut) pozostaje na naszych oczach, tym staje się bardziej ciężka. Podczas użycia odczuwałam przyjemne ciepło, i bardzo delikatny zapach ziół (w tym w sumie nie lubiana przeze mnie lawenda). Był na tyle przyjemny, że zabieg ten należał do nadzwyczaj miłych i odprężających, a po zdjęciu maski z twarzy, poczułam się bardzo zrelaksowana. Zasinienia pod oczami pojaśniały, a skóra wyraźnie zrobiła się bardziej delikatna i napięta. Z ciekawości po wykonanym zabiegu sprawdziłam, co jest w środku maski, o czym Wam wyżej pisałam, a także postanowiłam przekonać się, czy tak, jak podaje producent jest to maska jednorazowa, czy może wielokrotnego użytku? Oczywiście okazało się to być prawdą i maseczka po kolejnej próbie nie zmieniła się w ciepłą maseczkę na oczy. Jeśli chodzi o skład, niemiecki producent podaje informację na stronie, że zawiera całkowicie naturalne składniki, bez parabenów, i alkoholu. Jednak po otwarciu jednej ze zużytych saszetek zauważyłam coś jakby sreberka. Osobiście nie sądzę, aby przy sporadycznym użytkowaniu były szkodliwe. Aczkolwiek na wszelki wypadek zapytałam producenta o skład, ciekawe czy odpowie? Wiem, że w Polsce można zakupić maski w aptece w specjalnym dużym opakowaniu za około 30 zł, lub 10 zł/szt.
Nie wiem jak Wy, ale ja nawet w podróży zawsze mam przy sobie maskę żelową na oczy. Tego typu produkt od paru lat mi służy na zimno. Pewnie słyszałyście o maskach zakładanych na noc, zaciemniających okolice oczu. Nie mam problemów ze snem.. więc nie mam potrzeby używać 'ułatwiaczy zaśnięcia', lecz choć nigdy nie należałam do śpiochów zdarza się, że śpię krócej niż powinnam. Na pewno kilka razy w roku tak jest, a i w tygodniu też jest tak, że są noce gdy nie dosypiam. Nie mam pojęcia czy stracony sen zostanie mojemu organizmowi w odpowiedni sposób zwrócony,  jeśli w ogóle można tak to nazwać, przy okazji mojego dłuższego spania w weekend, aczkolwiek wiem, że trochę mogę podreperować wygląd zmęczonych oczu i skóry wokół nich. Ile jeszcze takich nocy niepełnych się zdarzy, a ile jeszcze przede mną wylotów wczesno porannymi rejsami, kiedy to przed podróżą wcześniej niż o 23 zasnąć nie można, a wstać trzeba nawet o 3.30 nad ranem? Oczy to wiedzą. I nic mi po tym, że jak mawia mój mąż mam pięknie osadzone głęboko oczy, że wcale makijażu nie potrzebuję, bo naturalne cienie są, skoro po takiej nocy trzeba ten makijaż grubo nałożyć. Właściwie przeżyłam dość spore rozczarowanie, gdy moje dziecko niespodziewanie zniszczyło mi w roku ubiegłym moją ulubioną żelową maskę Clarins.
Urywając gumki, uszkodził też część wierzchnią i płyn żelowy zaczął się wydostawać na zewnątrz. Przez jakiś czas nie mogłam znaleźć w ogóle takiej maski, a teraz, gdy znalazłam, nie mogłam wybrać tej najbardziej odpowiedniej. Obecnie choć widziałam też inne bardziej delikatne typy, zdecydowałam się jednak na większą i pokrywającą sporą część oczu i policzków maskę Aqua Peas Cooling Gel Eye Mask. To koralikowa maska żelowa po jednej stronie wypełniona żelem a po drugiej pokryta miłą futerkową tkaniną w kolorze bladego różu ( są też do wyboru odcienie - fiolet, zieleń, błękit ). Co ciekawe maskę można użyć na zimno, wkładając ją do zamrażarki, lub na ciepło, kładąc na kaloryfer, itp. Dla mnie jej zastosowanie jest oczywiste, w tym przypadku wybieram wersję cool. Własnie takie zastosowanie mi odpowiada i daje oczekiwany rezultat. Maska posiada gumkę na rzep, dzięki czemu nie powinna się zsuwać z głowy podczas użycia. Jak dla mnie jest to produkt bardzo dobry, o ciekawej oprawie wizualnej, trochę ciężki po wyjęciu z zamrażarki. Myślę, ze będę poszukiwała produktu zastępczego, lekkiego, jeśli chodzi o zabranie takiej maski w podróż. Jednak do celów domowych w stanie leżącym, jak najbardziej polecam. Efekt oczywisty, duża poprawa wyglądu oczu i samopoczucia po zastosowaniu. Cena w drogerii w UK to zaledwie 3 funty.


lakiery, żele do włosów - czytaj skład

wtorek, sierpnia 09, 2016

lakiery, żele do włosów - czytaj skład

Przyznam, że długo zbierałam się z napisaniem tego artykułu, ponieważ jest to temat bardzo obszerny i raczej powinien być omawiany przez ekologów, lekarzy, farmaceutów, czy też kosmetologów. Ja do żadnej z tych grup zawodowych nie należę, jednak dzisiaj napiszę Wam tylko i wyłącznie o moich spostrzeżeniach na temat stosowania takich produktów jak lakiery do włosów, czy żele w atomizerze. Dodatkowo chciałabym nieco przybliżyć Wam skład takich produktów, te najbardziej popularne dodatki,  'lepsze' i gorsze. Jako, że od wielu lat lakier do włosów był nieodzownym towarzyszem mojej stylizacji, jestem zwolenniczką wszelkiego rodzaju upięć (koki, kucyki) dlatego uważam że mam w tej kwestii dość sporo do powiedzenia. Właściwie od 17 roku życia stosowałam lakier do codziennego układania włosów, z różnymi przerwami na czas jakiś nietypowych fryzur z krótszych włosów, bądź wtedy, gdy włosy lubiłam nosić rozpuszczone. Jednak przyszedł taki czas, że polubiłam wszelkiego rodzaju upięcia. Biorąc pod uwagę fakt, że jestem posiadaczką bardzo delikatnych włosów wiąże się to z koniecznością utrwalenia fryzury. Pomimo, że włosy są spinane dość mocno zdarza się, że po bokach wychodzą, i wypinają się, ponieważ są bardzo miękkie. W takiej sytuacji należy utrwalić całość. Dawniej do tego celu stosowałam lakier do włosów. Wraz z upływem lat wybierałam lepsze, i bogatsze w składniki. Później, gdy zaszłam w ciążę używałam go w inny sposób, a nawet doszło do tego, że praktycznie zniknął z mojej półki w łazience. Od tego momentu moim towarzyszem został żel do włosów w buteleczce z atomizerem, który mogłam używać praktycznie bezpośrednio punktowo na włosy w razie takiej konieczności. Obecnie nie zadowala mnie tylko konieczność, czy wygoda zastosowania (forma butelki), ale także w dobie kiedy bardziej zwraca się uwagę na ekologię i zdrowie zaczęłam szczegółowo przeglądać opisy składu produktów do stylizacji. Do napisania skłoniłam się dzięki programowi 'Wiem co jem i co kupuję', oraz dzięki różnym blogom, gdzie znalazłam wiele informacji o szkodliwości niektórych substancji. Dzisiaj podsumowuję moje spostrzeżenia i pokazuję Wam mój stylizator, Gel Spray VO5 w atomizerze, który kupuję w drogerii Superdrug w UK. 



Rodzaje aerozolów w zasadzie są dwa. Jeden to butelka pod ciśnieniem. Podobnie jak dezodoranty - popularny lakier do włosów w spray'u zawiera wiele różnych składników chemicznych. Niestety większość szkodliwych a niekiedy też te naturalne, czy witaminowe. Obecnie coraz częściej spotyka się żele i lakiery do włosów w dawnej formie z atomizerem. Producenci wychodzą naprzeciw potrzebom ekologicznym i powracają do takich butelek, które dla niektórych bywają praktyczniejsze w użyciu - np, gdy trzeba spryskać tylko jakąś partię włosów (grzywka, kok) to wówczas jest to lepsze rozwiązanie. Dla innych mogą okazać się niepraktyczne ze względu na długi czas użycia. Dla mnie też pojawił się dość wygodny kosmetyk. Po wielu latach używania lakieru w spray'u zmieniłam sposób utrwalania fryzury na spryskiwanie żelem poprzez atomizer. Jego forma, niewielka buteleczka z dozownikiem bardzo mi odpowiada kiedy chcę ułożyć tylko kilka pasem włosów, a innych nie potrzebuję poprawić. Taka buteleczka jest też poręczna, gdyż można ją zmieścić w torebce i zabrać ze sobą w celu poprawienia look'u. Jeśli jednak stosujesz lakier 'od święta', i utrwalasz całą fryzurę na sam koniec układania to na pewno wolisz go dozować szybko i w większej ilości. Może warto w takim przypadku pozostać przy lakierze w spray'u ale nauczyć się go umiejętnie używać oraz kupować produkty z niską szkodliwością. No właśnie dlaczego lakier może być szkodliwy bezpośrednio dla Ciebie? Na pewno bardzo istotny jest sposób używania, do którego powrócę trzy akapity niżej. Opakowanie produktu ma bardzo duże znaczenie dla środowiska ogólnego. Jednak skład pojedynczej butelki produktu ma działanie w pierwszej kolejności na Ciebie i Twoje najbliższe otoczenie. Zatem jeśli zależy Ci na dobrym samopoczuciu i lepszym zdrowiu, a produkty do stylizacji nakładasz bardzo często to zainteresuj się tym tematem bardziej i poczytaj o toksyczności niektórych składników, czytaj skład. Ja wybrałam opcję żelu w sprayu, ponieważ zauważyłam, że nie ma w jego składzie kilku według mnie najgorszych substancji. Jakie mogą być najbardziej szkodliwe i dlaczego, a które mogą wspomagać pielęgnację włosów? No właśnie, skąd tyle składników w jednym produkcie. Ano zapewne stąd, że chcemy spryskać, lakier musi szybko wyschnąć, włosy muszą być utrwalone, najlepiej elastyczne, niekiedy nabłyszczone, odżywione, ochronione przed słońcem. Aaaa i jeszcze ważna rzecz - produkt powinien być zmywalny przez szampon. Więc z tego wszystkiego wychodzi przynajmniej kilka składników, bardzo często z alkoholem na czele. No i jakby się tak przyjrzeć to w celu obniżenia kosztów wytworzenia warto trochę składniki pozmieniać, podokładać kolejnych tańszych. W ten sposób kupujemy produkty 'nafaszerowane' chemią. Do jednych z najbardziej szkodliwych  należy przede wszystkim alkohol. Jednak wiadomo, że jego obecność jest już praktycznie wszędzie, choć ostatnio można znaleźć lakiery ekologiczne np. z wodnego roztworu żywicy. A dlaczego alkohol jest głównym składnikiem lakierów i żelów w aerozolu? Wikipedia.: "W opakowaniu z pompką mechaniczną lub sprężonym gazem środek aplikowany jest na włosy w postaci aerozolu. Po odparowaniu rozpuszczalnika pozostaje na włosach tzw. żywica". Właśnie w składzie tej tej żywicy, która pozostaje na włosach tworząc powłokę, zawarte są różne związki naturalne, chemiczne i mieszane. Alkohol, gaz (w lakierach w spra'u), polimery (akryl, octan winylu, poliuretan), silikony dla nadania sprężystości, składniki dodatkowe (najczęściej filtry UV, proteiny). 




Szkodliwe składniki:

Ftalany DEHP, DEP, DMP zwiększające sprężystość i elastyczność dostają się za pomocą śliny i mogą powodować poronienia, oraz nieodpowiedni rozwój narządów rodnych w rozwijającym się płodzie, u kobiet przyjmujących za małe ilości kwasu foliowego w czasie ciąży.
Ethylexyl Methoxycinnamate, Benzophenone 3 i 4, Ethylhexyl Dimethyl PABA, Octocrylene, Homosalate, Octyl Salicylate, Avobenzone, Octinoxate filtry chemiczne chroniące przed UVA i UVB. Częste stosowanie powoduje zmiany hormonalne.
Parabeny (wszystkie z końcówką paraben) - to konserwanty w kosmetykach i powodują głównie reakcje alergiczne ale wnikają one do krwi i powodują powstawanie guzów (rak piersi).
Aluminium - sama nie wiem dlaczego, ale można znaleźć także w różnych kosmetykach do pielęgnacji włosów. Aluminium hamuje potliwość (zwykle znajduje się w antyperspirantach). "Jego wdychanie powoduje rozwój chorób układu znerwowego (Alzheimer). Może też integrować z ludzkim DNA i naśladować pracę estrogenów, co może mieć wpływ na rozwój raka piersi" żródło: arturtopolski.pl.
SLS (Sodium Lauryl Sulfate) i SLES (Sodium Laureth Sulfate) detergenty, zwykle znajdują się w szamponach. Na pewno powodują uczulenia i wypadanie włosów. Poza tym mogą być zanieczyszczone dixanem rakotwórczym o działaniu mutagennym.
PEG (Glycol Poliethylene), PPG, Sorbitan Diisostearate, Laureth-4 emulgatory, środki zwiększające lepkość ciekłych preparatów. Do produkcji tych składników używane jest trujący tlenek etylenu, który uszkadza strukturę genetyczną komórek i jest uznany za środek rakotwórczy.
Parafina (paraffine oil, synthetic wax), lanolina (lanolin), oleje silikonowe ..silicone, ..silanol, ..siloxane, ..methicone (wygładzanie) alergie, zatykanie porów, zmiany trądzikowe, odkładanie w organizmie, przedwczesne starzenie się, magazynowanie w wątrobie, i węzłach chłonnych.
Konserwanty i Formaldehyd to substancje nad którymi nadal trwają badania w kierunku ich rakotwórczości, jest pewne, że powodują podrażnienia i reakcje alergiczne. Więcej szczegółów znajdziecie w artykule: http://www.naturnika.pl/pl/i/Niebezpieczne-skladniki-w-kosmetykach/6
Bardzo ważne jest czytanie składu w przypadku kobiet w ciąży. Istotny jest szczególnie okres pierwszego trymestru. Szkodliwe są witamina A i jej pochodne, tetracykliny, kwas salicylowy, triklosan, olejek rozmarynowy, olejek bergamotowy, kwasy owocowe AHA, fluor w płynach do płukania jamy ustnej. O szczegółach przeczytasz: https://parenting.pl/portal/kosmetyki-zakazane-w-ciazy



Pamiętajmy, że nie zawsze to, co jest napisane na opakowaniu jesteśmy w stanie odczytać. Nieraz producenci stosują mało znane nazwy składników. Oczywiście idealnie byłoby, aby wszystkie składniki były zdrowe, naturalne, a do tego, aby nasza fryzura po ich zastosowaniu zostawała utrwalona przynajmniej pół dnia. Niestety tak kolorowo nie jest, bo choć produktów zdrowych dla włosów znajdziesz coraz więcej, to okazuje się, że nie zawsze pozostają takie zdrowe dla dróg oddechowych, a jeśli nawet te znajdziemy, to już nie są tak trwałe. Fryzura po kilku godzinach od spryskania 'rozsypuje się'. Zatem zastanów się, czy jesteś w stanie odnaleźć produkt bez skazy i idealny dla siebie na stronach sklepów? Polecam sklepy ekologiczne, jest ich całe mnóstwo. Jeśli jednak jesteś na etapie poszukiwań (lub tak, jak ja czekasz aktualnie na dostawę odpowiednich preparatów) a na razie wolisz wyszukać coś z niewielką ilością szkodliwych składników w sklepie, to wówczas warto zacząć odpowiednio nakładać preparaty - co jak się okazuje ma kluczowe znaczenie. Szczególnie w przypadku jeśli jesteś w ciąży postaraj się odstawić na bok lakiery do włosów. Czytaj skład nie tylko lakierów i żelów do włosów, ale też wszystkich używanych kosmetyków. Gdy już stosujesz lakier w spray'u, lub żel w dozowniku rób to z odpowiedniej odległości, otwórz szeroko okno, i najlepiej wyjdź od razu z pomieszczenia w którym wystylizujesz włosy. Pamiętaj też, że jeśli nie ma takiej potrzeby, nie warto rozpylać lakieru wokół siebie, a tylko punktowo (grzywka), a niekiedy tylko na mokre włosy (jeśli aktualnie planujesz nosić je rozpuszczone jak ja, czy skręcone w loki). Właśnie taki efekt da żel w dozowniku spryskany po umyciu. Oczywiście nie zapomnij, aby wyczesać lakier z włosów przed snem, postać sucha lakieru w spray'u ma tendencję do całkowitego wyczesania. Żel lepiej zmywać.


Dobre składniki:

Prowitamina B5, witamina E - poprawiają stan włosów, odżywiają je.
Oleje roślinne, np rycynowy, kokosowy, arganowy - służą nie tylko do utrwalania. Również nadają połysk i nawilżają.
Siemię lniane ponoć wspomaga bardzo dobrze porost włosów. Przygotujesz sama odpowiednią miksturę. Wystarczy gotować ziarenka 15 minut, a powstały śluz przelać do buteleczki z dozownikiem i nakładać na włosy. 
Sól morska jest to najtańszy sposób na wzmocnienie włosów. Niektórzy mówią, że przesusza włosy, dlatego należy dobrać ten składnik odpowiedni do włosów. Ponoć wzmacnia też naturalny skręt włosów.
Jedwab naturalny służy głównie wygładzeniu włosów, sprawia, że są delikatne i śliskie. Jednak stosując go należy połączyć kurację z zastosowaniem szamponu oczyszczającego (przynajmniej raz na dwa tygodnie), aby  inne produkty, np. nawilżające mogły swobodnie dostać się do wnętrza włosa. 
Aloes jest naturalnym środkiem wygładzającym włosy. Poza tym włosy stają się delikatne i maksymalnie nawilżone i błyszczące. Tutaj również możesz sporządzić go sama. 
Nafta kosmetyczna najlepsza na wypadanie włosów, również zapobiega łamaniu się włosów i rozdwajaniu końcówek. Stosujemy naftę na włosy przed ich umyciem i spłukujemy razem z szamponem. 

Ja zdecydowałam się na produkt w postaci żelu w butelce dozującej. Produkt ten co prawda nie posiada zadowalających mnie w 100 % substancji (zawartość Benzophenone-4), ale używam go w odpowiedni sposób czekając już na odbiór produktów stylizujących włosy ze sklepu z kosmetykami naturalnymi. Odkąd używam żel w atomizerze nie miewam bólu głowy, a stan moich włosów poprawił się bardzo. Polecam  gel do włosów VO5 i zaznaczam, że nie jest to wpis sponsorowany. 

korzeń mniszka lekarskiego - sezonowe smakołyki

środa, maja 18, 2016

korzeń mniszka lekarskiego - sezonowe smakołyki

Już ponad tydzień minął od czasu, gdy po raz pierwszy wybraliśmy się z rodzinką na poszukiwanie zdrowych mniszków lekarskich. Po znalezieniu zdrowych okazów i zebraniu ich do domu, przystapiłam do działania. Zafascynowana Waszymi przepisami na miodek z mniszka - zainteresowałam się tym chwastem i zaczęłam czytać o tej roślinie mnóstwo informacji. Otrzymałam kilka przepisów na wykorzystanie kwiatów, liści i korzeni mniszka. Niektóre sprawdziłam, innymi tylko z Wami się tutaj dzielę. Znalazłam też parę ciekawych artykułów na angielskich stronkach, i te z przyjemnością przekazuję dalej - przetłumaczone na język polski. Kończąc ten cztero-artykułowy cykl o mniszku lekarskim, dzisiaj chciałam Wam przedstawić moim zadaniem najlepszy pod względem zastosowania, choć najmniej urodziwy - korzeń mniszka lekarskiego. Wiadomo, że taki korzeń można dosypać praktycznie wszędzie, więc możecie go wykorzystać w niewielkich ilosciach do sałatek, do herbaty, czy do maseczek na twarz (działa przeciwtrądzikowo). Korzeń mniszka lekarskiego ma działanie moczopędne, oczyszczające - na wątrobę, drogi żółciowe, stymuluje wydzielanie żółci. Sprzyja obniżaniu cholesterolu, zawiera dużo garbników, soli mineralnych (sporo potasu), żelazo, wapno, kwas foliowy, magnez, oraz witaminy E i A. Badania dowodzą, że stałe stosowanie korzenia mniszka lekarskiego może zniszczyć większość komórek nowotworowych. 

liście mniszka lekarskiego - sezonowe smakołyki

poniedziałek, maja 16, 2016

liście mniszka lekarskiego - sezonowe smakołyki



Kilka dni temu w Ballymenie mieliśmy trzy piękne dni, jeden z nich spędziliśmy w naszym ogrodzie zajadając się różnymi ciekawymi potrawami. Zabawy na trampolinie, dart, i wylegiwanie się na słońcu wzmagały apetyt do tego stopnia, że postanowiłam przygotować kilka grillowanych smakołyków, a między innymi oczywiście były mięska i kiełbaski. Ponieważ każdy z nas lubi inne mięsa z grilla, znalazły sie też paróweczki dla najmłodszego członka rodziny, który na widok nóżek drobiowych wykrzywia się odrobinkę, a kiełbasę raz ugryzie i już dla Niego wystarczy. Niemniej sałatka była wspólna dla wszystkich i to tym razem tatuś odrobinę się skrzywił na gorzkawy smak listków, w niej włączonych. Mowa oczywiście o liściach mniszka lekarskiego, których celowo nie blanszowałam, aby ani jedna witaminka nie uciekła. Mi osobiście gorzkawy, ostry smak bardzo odpowiada do sałatek tego typu. Jeśli jednak nie lubicie takich ostrych smaczków - to zapraszam, w dalszej części podam Wam sposób złagodzenia smaku liści, wraz z przepisem na moją smaczną sałatkę. Wiemy oczywiście, że liście mniszka lekarskiego można wykorzystywać nie tylko do sałatek. Dla zwolenników makaronów polecam wspaniałe pesto - na które mi już niestety listków nie wystarczyło. Możecie przygotować bogatą w witaminy i oczyszczającą zieloną zupę. Jeśli jeszcze zastnawiasz się co ciekawego warto zrobić z liści mniszka - to już odpowiadam, że jest on też idealny dla urody. Wiadomo, że świetne działanie ma spożywany jako pożywienie, czyli do wewnątrz. Ale okazuje się, ze można też od zewnątrz, i tutaj idealne dla cery są napary, jak również maseczki. 


kwiat mniszka lekarskiego - sezonowe smakołyki

środa, maja 11, 2016

kwiat mniszka lekarskiego - sezonowe smakołyki

Ponoć najważniejszą częścią mniszka lekarskiego jest jego korzeń. Nic dziwnego - bo bez niego nie byłoby z pewnością łodygi i kwiatu. Właśnie dlatego zamierzam pozostawić korzeń na ostatni dzień cyklu poświęconego mleczowi. Szczerze powiedziawszy przystapiłam chyba w najbardziej odpowiedniej kolejności do sprawdzenia kilku przepisów, które otrzymałam od mamy mojej koleżanki. Jako pierwsze pojawiają się żółciutkie kwiaty mniszka lekarskiego. Żółte, piękne i wiosenne. One wręcz pozytywnie mnie nastrajają i przyjęta ostatnio spora dawka herbatki z tego kwiatu bardzo mi smakowała. Osobiście zrobiłam i wypróbowałam herbatę z kwiatu mlecza, oraz syrop. Poniżej przedstawiam te dwie, atakże kilka innych ciekawych propozycji na przygotowywanie smakołyków z płatków mniszka lekarskiego. Zanim jednak do tego przejdę, chcę Wam opowiedzieć o przygotowaniach do ich sporządzenia. Kwiaty mlecza zbieraliśmy z pola tuż przy lesie, tam gdzie właściwie nie docierają auta. Pąki były spore, i zdrowe. Uzbieraliśmy je chyba w 15 minut i wyszło tego jedno wiaderko. Po przywiezieniu do domu opłukałam wszystkie, a następnie położyłam na ręczniku wszystkie kwiaty płatkami do dołu, tak, aby wyszły z nich robaczki. Po godzinie są gotowe do użycia. Zaczynamy!
Syrop z kwiatu mniszka lekarskiego

Składniki:

ok 150 kwiatów mleczu
1 litr wody
2 szklanki cukru
sok z 2 cytryn

Sposób wykonania:

1. Płatki z kwiatów mniszka wybrać do garnka z wrzącą wodą i około minutę gotować. Na koniec przykryć pokrywką i pozostawić na całą noc w garnku.
2. Następnego dnia rano przez gazę przelać całą zawartość z garnka do drugiego garnka. W ten sposób powstanie odcedzony wywar, który będzie bazą do wykonania syropu z mniszka. Mój wywar był dość zielonkawy, aż musiałam to skonsultować. Jednak wynika to z pewnością z klimatu w którym rozwija się mniszek.
3. Wywar ten należy znów zagotować, po dodaniu do niego cukru i soku z cytryny. Przemieszać i gotować na małym ogniu ponad godzinę. Im dłużej tym syrop będzie gęściejszy. 
4. Syrop możecie dodawać do herbaty, lub do ciast. Można go przechowywać jeszcze około pół roku w chłodnym miejscu.
Herbata z kwiatu mniszka lekarskiego

Składniki:

10 sztuk pączków mniszka
1 szklanka wody
kilka kropli soku z cytryny
cukier wg uznania

Sposób wykonania:

1. Można wykonać z wywaru z płatków mniszka. Zaleca się jednak wykonanie z całych pączków. 
2. Zalać pączki mniszka gorącą wodą i przykryć na 10 minut. 
3. Następnie usunąć pączki i skropić sokiem z cytryny, ewenualnie dosłodzić. 
4. Herbatę z mniszkiem można łączyć z owocami, ziołami, lub innymi herbatami oraz przygotować jako lemoniadę. 


Ciasteczka owsiane z kwiatem mniszka lekarskiego

Składniki:

1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki miodu
2 jajka
5 kropli olejku waniliowego
1/2 szklanki maki wrocławskiej
1/2 szklanki płatków owsianych
1/2 szklanki płatków mniszka

Sposób wykonania:

1. Wymieszać olej, miód, olejek waniliowy i jajka.
2. Wymieszać mąkę, płatki owsiane, płatki mniszka.
3. Połączyć rzadkie składniki ze stałymi składnikami.
4. Rozgrzać piekarnik do 175 stopni.
5. Wyłożyć na papierze ciastka. Uformować je według uznania.
6. Piec w piekarniku około 15 do 20  minut.
Wino z kwiatu mniszka lekarskiego 

Składniki:

1 garnuszek płatków mniszka
4 litry wody
2 pomarańcze ze skórką
1 cytryna ze skórką
6 szklanek cukru
1 op. drożdży winiarskich
2 szkl. rodzynek

Sposób wykonania:

1. Do wina wybieraj płatki tylko mocno żołte, nie zielone.
2. Doprowadzić wodę do wrzenia i zalać nią płatki mniszka. Pozostawić pod przykryciem przez trzy dni.
3. Pomarańcze i cytryny obrać i wyciąć dokładnie biały miąższ (usunąć). Pozostawić połowę skórek, bez białego miąższu. 
4. Dodać skórki do mieszaniny mniszka i zagotować. Zdjąć z ognia i dodać cukier. Wymieszać dokładnie.  Ostudzić.
5. Dodać plasterki pomarańczy i cytryny, oraz drożdże i rodzynki. 
6. Przełożyć wszystko do garnka z otwartą pokrywą i nakryć gazą, lub przescieradłem bawełnianym., zabezpieczyć gumką. 
7. Miedzy 2 a 7 dniem mieszanina przestanie fermentować. Należy przecedzić mieszaninę do butelek. 
8. Nie zamykać butelek korkiem, a zabezpieczyć gazą i gumką przez 1 dzień, tak, aby cała fermentacja się zakończyła. Po tym czasie zamknąć korkiem. 
9. Najlepiej przechowywać przez sześć miesięcy do momentu pierwszego spożycia. 
Balsam z kwiatu mniszka lekarskiego

Składniki:

150 ml oleju z mniszka 
15 gram wosku pszczelego
10 kropli olejku lawendowego
10 kropli olejku z rozmarynu
10 kropli olejku orientalnego

Sposób wykonania:

1. Przygotować olej z mniszka lekarskiego zaparzając suszone mlecze w oliwie z oliwek, lub w oleju lekkim. 
2. W małym naczyniu podgrzać olej z mniszka lekarskiego, a następnie dodać wosk, i podgrzewać, aby się stopił. 
3. Zdjąć z ognia i po jakimś czasie dodać wszelkie olejki. Dokładnie wymieszać i wlać do mniejszych pojemniczków. 

męska rzecz z myślą o Niej

piątek, lutego 12, 2016

męska rzecz z myślą o Niej

Dawno już minęły czasy, gdy małżeństwa obdarowywały się przy każdej okazji zestawem bielizny, skrapetek. Takie prezenty są raczej zarezerwowane dla teściowej (mamusi faceta). Oczywiście moja ocena jest wzięta głównie z własnego doświadczenia. Nie będzie zatem bielizny, nie będzie płyt muzycznych, również nie znajdziecie tutaj akcesoriów związanych z treningiem, które to wiadomo - facet używa i lubi - ale jednak ten wybór pozostawmy Mu do samodzielnego dopasowania. Poza tym niejeden zwolennik ćwiczeń ma już ulubione buty, spodnie, koszulkę, pulsomierz i kto wie co tam jeszcze ma - to co uwielbia! Nie napiszę Wam, abyście swojemu ukochanemu sprezentowały kolejną książkę Jego ulubionego gatunku do kolekcji. Ani też żadnych szalonych i drogich ferrari, czy broni, chyba dobrze się czujecie? Oni lubią sobie takie cacka kupować sami - wtedy czują się naprawdę macho. Wiadomo, że prezent - najlepiej jeśli jest taką rzeczą, którą otrzymujemy w postaci niespodzianki, bądź spełnionego zakupu przez inną osobę wymarzonej przez nas samych rzeczy, której nie możemy lub jeszcze nie kupiliśmy z jakiś powodów sami. Jeśli znamy gust (a znamy) naszego partnera taki zakup przychodzi nam bardzo łatwo. Gdy dokładnie wiemy co Mu się spodoba, tym łatwiej zdecydować czym możemy sprawić Mu niespodziankę. Ale nas interesują bardzo niebanalne prezenty.


zadbane stopy - scrub very berry

wtorek, stycznia 19, 2016

zadbane stopy - scrub very berry



Kobiece nogi to najważniejszy z Jej atutów - ponieważ tak naprawdę ich odsłanianie jest kobiece (noszenie kiecki). Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie mojego kobiecego świata bez zadbanych nóg. Oczywiście depilacja i balsamowanie - to podstawa, ćwiczenia - pomogą zachować młody wygląd nóg. Jednak pamiętajmy, że nosząc buty na obcasie, bądź zimą - kiedy noga jest uwięziona w kozakach i ciepłym, grubym obuwiu - szczególnie na niewygodę i uszkodzenia narażone są nasze stopy. Przecież to także część naszych nóg - niekoniecznie na pokaz zimą, ale warto dbać o nie przez cały rok, nawet jeśli nie chodzimy na basen, ponieważ to od nich zaczyna się piękno naszych nóg i to od stóp bardzo wiele zależy jeśli chodzi o zdrowie naszego organizmu. Do artykułu skłonił mnie mój ostatni zakup scrubu do pięt, a tak naprawdę przy okazji, przypomniałam sobie o czasach swukrotnie obdartych  pięt - gdy nosiłam swoje 'pierwsze' szpilki, oraz moment po ciąży, gdy zwyczajnie mi popękały. O tym pierwszym pisać chyba nie muszę - bo mówi się, że nowe buty mają prawo raz zetrzeć (choć teraz obuwie jest na tyle wygodne, że po zakupie nowych butów mi nie zdarza się już obtarcie pięt). Są kobiety, które nie noszą butów na wysokich obcasach, aby nie deformować i nie niszczyć stóp. Znane mi też są dziewczyny, które zniszczyły sobie nogi biegając nadmiernie w sumie w wygodnym, markowym obuwiu? Skupię się jednak na sobie, chociaż większych problemów ze stopami nigdy nie miałam.. Natomiast poczas całej mojej pielęgnacji zupełnie zdziwiła mnie druga sytuacja ze zniszczeniem skóry stóp, gdy dosłownie zaraz po urodzeniu Alexandra, pomimo standardowej dbałości o nogi - zaczęły mi pękać pięty. Piszę o tym, bo każdej z Was może się to przytrafić, lub kiedyś się przytrafiło.


oczyszczanie skóry Glow Skin Works

piątek, stycznia 08, 2016

oczyszczanie skóry Glow Skin Works

Wszystkie kobiety na świecie pragną odzyskać blask skóry. Wiele z nas obawia się, że stosując codzienny makijaż skóra straci swoją jędrność, a twarz zyskuje dodatkowe zmarszczki. Prawda jest taka, że nie dbając o odpowiedni demakijaż - niestety może się tak stać. W tym roku pod choinką znalazłam tą wymarzoną szczotkę do oczyszczania twarzy. Właściwie myślałam, że już się nie uda jej zdobyć w tym roku, jednak okazało się, że powróciła na półki sklepowe drogerii Superdrug w drugiej połowie grudnia, dzięki czemu stałam się jej posiadaczką i to po obniżonej cenie. Szczerze powiem, ze nie jestem pewna ile dokładnie kosztowała, bo tak, jak wspomniałam dostałam  ją w prezencie. Jednak, aby się upewnić do tego wpisu sprawdziłam, i aktualna cena to 24 funty. Od momentu zastosowania nowej szczoteczki do oczyszczania skóry twarzy Glow Skin Works poczułam, że moja twarz jest niesamowicie odświeżona i bardziej elastyczna. 


Myślałam o tym, aby zrobić dla Was recenzję jeszcze w starym roku, ale uznałam, że przetestuję ją dłużej więc rezenzja pojawia się dopiero dzisiaj. Szczotka soniczna do oczyszczania skóry twarzy marki Glow Skin Works ma za zadanie za pomocą wibracji dokładnie oczyścić skórę twarzy, dzięki czemu po użyciu uzyskujemy jej naturalny blask i następuje wyrównanie kolorytu skóry. Oczyszczone są pory, co sprawia, że skóra wygląda świeżo i nie pojawiają się zaskórniki. Szczotka wykonuje aż 300 ruchów oscylacyjnych na sekunde, co pozwala na 6 razy dokładniejsze oczyszczanie twarzy niz w przypadku użycia samych dloni. Istotnym elementem maszynki jest możliwość wymiany szczotek indywidualnie do potrzeb. Wymienne końcówki do szczoteczek są kompatybilne z wszystkimi głowicami Glow Skinworks. Maszynka jest wodoodporna, więc można ją stosować po prysznicem.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik