Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany. Pokaż wszystkie posty
mniej znaczy więcej, czyli oszczędzamy na... latanie

sobota, września 23, 2017

mniej znaczy więcej, czyli oszczędzamy na... latanie

Dzisiejszy post będzie co dla niejednych jak przysłowiowy wrzód na tyłku, a innym może się trochę wydać dziwaczny. Bo Kto lubi o pieniądzach rozmawiać, przecież wszyscy tak naprawdę uwielbiają je wydawać? Co niektórzy uśmieją się po pachy, a Ci drudzy uśmiechną się w duszy, bo niektóre sytuacje wydadzą Im się dość znajome. zamierzam tu napisać o tym co dla mnie jest normalne, i dla nas jako dla rodziny jest codziennością. Obiecuję, że jutro będzie już trochę cieplej, smaczniej w kulinariach! Ostatnio po raz kolejny (tym razem znajoma w UK) zadano mi pytanie: skąd mam pieniądze na podróże kilka razy w roku do różnych miejsc, skoro nie pracuję poza domem. Dowiedziałam się, że Innych na to nie stać. A ja naprawdę wiem skąd mam pieniądze i skąd muszę je wziąć, aby realizować swoje cele życiowe, niekiedy obowiązki, a doprawdy czasami przyjemności. Patrząc na mnie na pewno nikt nie pomyśli, że jestem biedna. Budowy ciała nie mam wychudzonej, a i kilka rzeczy wartościowych posiadam, co prawda nie pracuję z naszego wyboru, który na dzień dzisiejszy jest dla nas wygodny i idealny. Żyjemy chwilowo z jednej pensji i niektórych może zadziwiać, lub denerwować nawet, że 'na marzenia nas stać'. :)  Zresztą już od kilku osób usłyszałam, że na emigracji chyba mi żyje się 'lepiej', skoro mogę wyjeżdżać co tydzień na wycieczkę do innego miasta, a i do Polski, na Słowację, czy na Węgry nierzadko latam. A teraz jeszcze wyruszyliśmy w świat. :) Tak, coś w tym jest, bo kraj w którym żyję po prostu umożliwia mi to wszystko. Bo tutaj mogę realizować to czego nauczyłam się w Polsce (w przypadku mojego męża - to, czego nauczył się na Słowacji). To wcale nie są pieniądze, a dużo więcej, dzięki czemu zyskujemy także je. Na potrzeby a także na realizację marzeń . To kiedyś było coś, co może podchodziło jeszcze pod nazwy: cwaniactwo, kuta na cztery łapy, wyrachowana a teraz bardziej to wszystko robię w odniesieniu do własnej osoby. Jakoś tak od lat wypracowałam sobie pewien system wartości i priorytety (bo dawno temu, byłam zupełnie inną osobą). Gdy poznałam swojego męża, oboje się w swoich założeniach dopełniliśmy. Ja zaczęłam wdrażać Jego dawno nabyte nawyki, a On zapragnął pieniądze wspólnie 'zaoszczędzane' odpowiednio lokować. Jednym słowem, pieniędzy nie potrafimy rozrzucać na byle co, a przeznaczamy je na wymarzone i wartościowe cele. Druga sprawa, że oboje należymy do osób nie marnujących pieniędzy i lubimy żyć z umiarem, cenimy wszelkie sposoby uszczuplania kosztów. Podoba nam się też poważny stosunek do ochrony środowiska, i choć nie jesteśmy 'ekologiczni w 100 % ' to są rzeczy, na które mamy swój styl, swój pogląd, bardziej przychylny otaczającemu nas środowisku. Gdy przyjechałam do Irlandii Północnej wiele z tutejszych zwyczajów bardzo mi się spodobało. Jednak, gdy usłyszałam, że tutaj za wodę się nie płaci, pierwsze co przyszło mi do głowy to myśl o braku wody w Afryce... Później pomyślałam, że woda to podstawowy składnik życia na ziemi, i skoro Królowa dba o ten system w UK, to troszczy się o swoje społeczeństwo. Tak naprawdę to chyba od nas samych zależy jak do tego podejdziemy i my jako rodzina bardzo to udogodnienie lubimy.. Jest wiele takich możliwości, aby szanować Ziemię i niekoniecznie jest to związane tylko z segregowaniem śmieci. Żyjąc oszczędnie, sami zauważymy jak nam się to opłaca. Dzisiaj Wam o tym opowiem.


Nie sposób o inteligencji w kuchni nie napisać, skoro bardzo często jestem na diecie, i jeśli w domu mam męża, który lubi zjeść (choć od tego nie tyje), a z domu rodzinnego wyniósł zasadę, że 'co zjesz to Twoje'. Może i powiedzenie trafne, ale liczą się też inne doznania. W sumie bardzo dobrze się składa, że mój wybranek lubi zjeść, bo ja chętnie gotuję i lubię rozpieszczać bliskich.. A przecież sama kuchnia nie wystarcza aby zaspokoić idealnie potrzeby trzech osób. Ponieważ bywam człowiekiem tnącym wszelkie stereotypy, gdy zobaczyłam w domu teściów stosunek zawartości lodówki i kuchni do pozostałej zawartości domu, postanowiłam udowodnić, że nasze potrafi być nie tylko to co znajduje się w naszej kuchni. Kuchnia jest też ważna np.ze względu na małe dziecko, które lubi podjeść rarytaski, a z kolei czasem nie zjada wybranych podstawowych posiłków, bo Mu nie smakują. Jak zatem w kuchni oszczędzać i czy w ogóle na jedzeniu można oszczędzić? Nie marnuję jedzenia. Próbowałam wielu stylów w życiu, aby być zadowoloną, a jednocześnie poszukiwałam też idealnej opcji, aby nasza rodzina nie wydawała większości pieniędzy na jedzenie. Tak naprawdę o tym, że oszczędzamy na jedzeniu dowiemy się z perspektywy czasu. Każdego dnia (a właściwie co tydzień) przekonujemy się, że pieniądze, gdyby była potrzeba na luksusy nam nie starczają... gdyby była taka potrzeba. Przede wszystkim moja lodówka nigdy nie jest wypchana po brzegi. Posiłki planuję z góry. Zakupy robimy z głową i bardzo często z kartką. Mamy wybrane produkty, które kupujemy co tydzień i skoro są sprawdzone nigdy z nich nie rezygnujemy. Mamy pewną rezerwę na nowe produkty, które zmieniamy w zależności od potrzeb i apetytu. Część pieniędzy pozostawiamy na wypadek gdyby... przyszedł nowy apetyt, lub gdybyśmy zaplanowali raptem gości. Spotkania przeważnie planujemy z tygodniowym wyprzedzeniem. Wszystkie posiłki przygotowuję sama, także ciasta i desery, tak więc nie wydajemy na zakup wielu słodyczy, czy przekąsek. Uwierzcie, lub nie, w moim domu nic z jedzenia się nie wyrzuca. Oszczędzamy 30 funtów miesięcznie.

Codzienne zakupy tylko z rabatami. Robimy zakupy w dwóch sklepach, w polskim - niektóre świeże produkty, wędliny, lub warzywa gdzie otrzymujemy rabaty i w Tesco, gdzie często otrzymujemy kupony rabatowe na zakupy. W Tesco połowę naszego koszyka zakupów to produkty markowe tesco everyday. Tańsze produkty w większości są bardzo smaczne i tańsze o 20-50 %. Przy okazji zakupów w Tesco często kupuję odzież, typu skarpetki, czy kapcie, i całkiem dużo odzieży dziecięcej marki FF co sprawia, że doliczane są punkty, a wychodząc ze sklepu nie muszę pędzić do innych sklepów po spodnie dresowe dla dziecka - bo stare są za małe, a ostatnie ładne się wytarły. W tesco zdarza nam się kupować produkty żywnościowe ważne do dziś. Czyli produkty, które zjemy po powrocie do domu, bo tak naprawdę mamy na nie apetyt już teraz. Tesco w całej swojej kampanii stworzyło program o tym jak rodziny powinny kupować, aby ograniczyć wydatki. Kiedyś, gdy już to u siebie w domu stosowałam, całkiem przypadkowo obejrzałam program w telewizji na ten temat i wszystko się zgadzało z tym co robię u siebie w domu. Możliwie dużo zabawek dla dziecka (drobnych) jak farbki, kartki, kolorowanki, a nawet książki kupuję w sklepie Funciku, czyli za symbolicznego funta. Oszczędzamy 30 funtów miesięcznie. 

Gdy jesteśmy na etapie zakupów warto dodać temat wody. Zacznę od tego, że owszem pijemy ją i używamy do różnych czynności. Jeśli chodzi o picie, postanowiliśmy ograniczyć zakup wody mineralnej do dwóch tygodniowo na całą rodzinę, natomiast także pijemy wodę przegotowaną i odfiltrowaną z dzbanka. Temat wody w Irlandii jest ciekawy o tyle, że za wodę się nie płaci, ale za butelki i etykiety już tak. Co za tym idzie, można byłoby się pławić w wodzie, nawet choćby nie kupnej, a tej kranowej. My postanowiliśmy skorzystać na tej kranowej do picia, lecz nie do mycia. Dodatkowo kupiliśmy już dawno temu parowar w którym gotujemy warzywa. Oszczędzamy 20 funtów miesięcznie. 

Skrócone mycie pod prysznicem. Jeśli jesteś zainteresowany oszczędnością nie tylko wody, ale i czasu to pora zastanowić się po co odbywać godzinne kąpiele w wannie? Skoro wodę trzeba ogrzewać, to pomimo, ze w UK jest darmowa i tak za jej podgrzanie trzeba zużyć sporo prądu.. i oleju. Według Waterwise, średnia kąpiel używa 80 litrów wody, a czterominutowy prysznic z głowicą prysznicową oszczędzającą wodę zużywa zaledwie 32 litry. Prysznic dwuminutowy może zaoszczędzić 40 funtów rocznie na rachunkach. Od kilku lat kąpię się raz w tygodniu pomimo, że wody mam pod dostatkiem, a moje poranne i wieczorne prysznice są... dwuminutowe.

Zatrzymujemy ciepło w domu. Pamiętacie czasy, gdy nie było okien plastikowych, i wszyscy uszczelniali ramy specjalnymi gumami, lub gąbkami. Otóż to. Gdy tak patrzę na Irlandię Północną to zaraz mi się przypominają tamte czasy. Niestety połowa tutejszych domów ogrzewana jest nadal w systemie olejowym ustawianym na czas. Są to ogromne koszty biorąc pod uwagę, że lata tutaj niewiele, a i domy zazwyczaj jeśli nie okna, to przynajmniej drzwi mają stare, drewniane. Tutaj mamy wspaniały dom, który jest świeżo po remoncie, ale nie ukrywajmy, że nawet taki zadbany dom musi być często ogrzewany, szczególnie jesienią i zimą a nawet latem - kiedy trzeba ogrzać wodę. Zatrzymując na różne sposoby ciepło w domu, powodujemy mniejsze zużycie oleju i prądu. Uszczelniliśmy dodatkowo drzwi, i mamy specjalną kotarę. W roku ubiegłym przywiozłam z Polski ze swojego mieszkania piękne grube, kremowe i białe zasłony, które sprawiły, że jednak rzadziej musimy ogrzewać. Dywany chronią od zimna w pokojach. Ponoć takie rozwiązanie pozwala zaoszczędzić i to się sprawdza w kwocie 30 funtów rocznie. Ostatnio wyczytałam też o wkładach do kominków, jeśli nie są zapalane. Przyznam, że nasz komin używaliśmy tylko kilka razy i już poważnie myślimy o zamontowaniu poduszki kominowej, co mogłoby dodatkowo pozwolić rocznie zaoszczędzić 20 funtów. Łączne oszczędności roczne to 50 funtów.

Żyjąc w Irlandii nauczyłam się oddychać rześkim powietrzem. Oczywiście staramy się, aby w domu było ciepło, ale czasem zimą już godzinę po rozłączeniu pieca temperatura spada na 18-19 stopni. Przyznajcie, że dla osoby wychowywanej w blokowych warunkach to bardzo mało? Za to normy zdrowotne uznawane przez lekarzy i pielęgniarki środowiskowe za odpowiednie to 21 stopni celsjusza w salonie i 18 stopni celsjusza wszędzie indziej - idealna temperatura w domu, aby zapewnić wygodę, nie tracąc pieniędzy i energii. To fakt, że trzymamy się prawie zawsze 20 stopni, jednak nie więcej. A jakie temperatury są u Was? Należy dodać, że wietrzymy dom tylko wtedy, gdy nie jest włączony piec, i zamykamy drzwi od chłodniejszych pomieszczeń (łazienka). Według odpowiednich obliczeń takie ustawienie termostatu w domu nie tylko pomaga w utrzymaniu zdrowia, ale także pozwala zaoszczędzić około 75 funtów rocznie w momencie obniżenia temperatury o jeden stopień.

Energooszczędne oświetlenie Ludzie już od lat szukają takich rozwiązań domowych, które umożliwiają zaoszczędzanie w opłacaniu za prąd. Nawet samorządom udaje się sporo zatrzymać z oszczędnego oświetlania miast poprzez zastosowanie odpowiedniego systemu oświetleniowego. Najlepszą żarówką, która to spełnia - jest LED. Taka żarówka w czasie jej działania zmniejsza w pewnym procencie zużycie prądu (oczywiście jest to zależne od wielkości kw, a także od indywidualnego użytkowania). Koszt zakupu żarówki LED nie jest mały, Jednak mimo wysokiej ceny w stosunku do starej, zwykłej żarówki, ta LED działa znacznie dłużej, i zwraca się jej koszt zakupu. Zwykłą żarówkę w tym momencie trzeba już wymienić. Można to łatwo wyliczyć. Poza tym ważne jest też, że oświetlenie LED jest bardzo ekologiczne, powoduje np: spadek emisji gazów cieplarnianych, a utylizacja opraw LED jest łatwa, bo łatwo poddają się recyclingowi, i nie zawierają rtęci. Na kilku żarówkach LED zaoszczędziliśmy w poprzednim roku około 30 funtów.

Cieszę się, że żyję w UK, jestem naprawdę z tego stylu życia zadowolona. Pierwsze co tutaj bardzo mi się spodobało to stosunek do rzeczy zużytych przez pierwszego właściciela, oraz do nowych choć niepotrzebnych. Wiem, że w wielu krajach ludzie na własną rękę próbują to rozwiązać, jednak nie jest to na skalę krajową. Natomiast w Irlandii Północnej znaleziono idealne rozwiązanie dla takich produktów i sama już niejednokrotnie z tego korzystałam wydając rzeczy, jak też nawet kupując. Recycling rzeczy, odzysk, drugie życie, obrót, ponowne wykorzystanie. The British Heart Fundation zbierają meble bezpłatnie do sprzedaży w swoich sklepach. Sklepy Hospice to miejsca, gdzie można oddać zużyte rzeczy. Można też wyłożyć je przed domem, lub do specjalnych pojemników, oraz zanieść do sklepu. W takim sklepie kupiłam zupełnie nową kawiarkę, nowe serwety na stół, czy nawet wyparzacz do butelek dla dziecka. Nie zwykłam już zbyt często 'biegać' po takich sklepach, i nie kupuję w nich ubrań od pewnego czasu, jednak czasem właśnie w nich odnajduję coś przypadkowo, podczas wizyty w celu poszukiwań np. książeczek dla synka, lub kartek okolicznościowych. W Irlandii nikt nie wstydzi się wejść do takiego sklepu, a wręcz przeciwnie... nie ma chyba osoby, która nie weszłaby tam choćby raz na jakiś czas. Poza tym jestem chyba największym przykładem na to, że taka taktyka nabycia rzeczy z drugiej ręki jest opłacalna. Gdy przyjechałam do NI pracowałam przy recyclingu odzieży. Całą wyprawkę dla mojego dziecka zebrałam właśnie w mojej pracy. Ciuszki z metkami takich firm jak Gap, Next, Mark and Spencer, H and M, No Name, i wiele wiele innych, nowiutkich z metkami, lecz do wygotowania w domu rzeczy zniosłam dla nas. Dla siebie torebki znanych firm, buty, sukienki, a nawet płaszcze. Wtedy trochę z wypłat wydałam, ale nie było rzeczy, która nie byłaby przeze mnie noszona.. Licząc te produkty mogę śmiało stwierdzić, że zaoszczędziłam setki o ile nie tysiące funtów w podsumowaniu kilku lat, gdy prawie w ogóle nie kupowałam ubrań. Nie podliczę tych oszczędności, ale mogę śmiało powiedzieć, że na zakupie różnych produktów z takich sklepów oszczędzam minimum 50 funtów rocznie.

Na ubraniu też można zaoszczędzić. Zresztą nigdy nie lubiłam przesadnie inwestować w swój ubiór i tak, jak wyżej wspomniałam marka znana pojawia się w mojej garderobie bardzo przypadkowo, lub jako prezent, a czasem naprawdę w drodze wyjątku, bo mi się coś szalenie podoba. Dziecko do szkoły chodzi ubrane w uniformie i posiada rzeczy do domu, ale też na wyjście. Stosujemy taktykę - nosić kilka ubrań na zmianę, i kilka na specjalne okazje, a gdy się wysłużą po prostu wydajemy je dalej i kupujemy sobie nowe. Nie lubimy mieć przeładowanych szaf i garderoby. Buty zazwyczaj kupuję w Polsce, a sukienki na Alliexpress lub z wyprzedaży. Po takich oszczędnościach mogę sobie pozwolić na kupno dość drogiego płaszcza. Na rozsądnym kupowaniu odzieży można zaoszczędzić niezliczone kwoty, ale skoro nigdy nie należeliśmy do fashionatów, przyjmijmy, że udaje nam się uskładać rocznie 300 funtów.

Czy na innych wydatkach już uznawanych za oszczędności też można zaoszczędzać? Oczywiście że tak. Przyjmijmy, że uzbieraliśmy po pół roku jakieś 900 funtów (czego oczywiście nie widzimy namacalnie, ale możemy to odczuć). Możemy sobie pozwolić na wyjazd do Polski, kupno biletów i utrzymanie tam przez około 10 dni, lub dorzucamy oszczędności i jedziemy na wczasy wypoczynkowe na tydzień. I jak planujemy podróż? My od dwóch lat lecimy z bagażem podręcznym, bez wykupowania dodatkowych bagaży. Jest to nie tylko oszczędność, lecz także ogromna wygoda. W naszych torbach znajdują się nawet prezenty, i odpowiednie do potrzeb ubrania. Dość nietypowy okazał się raz bagaż o ciężarze do 6 kg, gdy lecieliśmy w podróż poślubną na wyspę Lanzarote. Gdy pierwszy raz spojrzałam na opis bagażu, przy rezerwacji, to trochę mina mi zrzedła... Potem pomyślałam: a co tam, najwyżej wezmę dwa ciuchy na zmianę! Jednak każdego dnia chodziliśmy inaczej ubrani, tak więc widać, że można się zmieścić? Często słyszę, jak osoby opowiadają, że wracają z urlopu z domu rodzinnego obładowane jedzeniem... i dodatkowymi bagażami. Zastanawiam się po co? Będąc w domu rodzinnym można się aż przejeść, a przesyłka raz, dwa razy w roku - to miły gest ze strony najbliższych, który może być świątecznym upominkiem od rodziców, czy rodzeństwa, przyjaciół i odwrotnie. Ja nie wiem jak to robię, ale w swoim podręcznym bagażu potrafię przewieźć też prezenty. Raz zdarzyło się, że zabrałam nawet zasłony, a innym razem filiżanki do których miałam sentyment. Jak jeszcze zaoszczędzić na przewoźniku? My często bilety kupujemy w cenie wyprzedażowej. Na podróżach można zaoszczędzić. W takiej sytuacji jesteśmy w stanie nawet odłożyć 200 funtów jednorazowo, ale bez tego na samych bagażach oszczędzamy cztery razy w roku najmniej po 30 funtów - 120 funtów rocznie. 

Szaro-zielona Irlandia, taka 'pipidówa' farmerska, w większości miasteczek prawie jak na wsi, wszędzie daleko, zawsze deszcz, i autobus przejeżdżający tylko centralnymi ulicami i tylko raz na godzinę ( przy czym należy zauważyć, że zdarza się jego opóźnienie 10 minutowe na przykład ). Dotrzeć trzeba do pracy, do szkoły, czy do sklepu. Z tym ostatnim to raczej niewielki problem, bo centrum jest umiejscowione centralnie, aczkolwiek gorzej z dotarciem do pracy, czy np. do szpitala. Powiedzieć się chce krótko. Tu trzeba samochodu. I znów ukłony dla tego kraju, bo sami jego mieszkańcy radzą sobie świetnie z pokonywaniem kilkukilometrowych odległości. Warto byłoby też dodać, że na paliwie można zaoszczędzić, jeżdżąc rowerem, lub chodząc pieszo. Jednak dla takich moto fanów jak ja, którzy po prostu lubią jazdę autem, mimo uwielbienia dla dwukołowców nie wchodzi to codzienne odstawienie auta w grę. Co można zrobić, aby ułatwić innym życie, a samemu zaoszczędzić na paliwie do swojego auta? Można wozić innych do pracy swoim autem, można jeździć z kimś innym autem płacąc Mu symboliczne pieniądze od osoby. Można wożąc trzy razy w tygodniu kogoś do pracy robić przy okazji zakupy po drodze, lub załatwić sprawy w urzędzie. W ten sposób oszczędzając kilka funtów tygodniowo, oszczędzany rocznie nawet około 300 funtów. Plusem dróg w NI jest dobra organizacja ruchu rondami, nie czekamy w korkach, jest możliwość swobodnie się poruszać i jechać po kilku znajomych z pracy. Oszczędzając funty, oszczędzamy też planetę i zmniejszamy  ilość wydalanych spalin na drogach.

Może niektórzy z Was uznają mnie za dziwaczkę, ale skoro znalazłam wśród całej populacji męskiej jednego takiego jak ja, o tych samych założeniach, mojego męża, więc już jest nas dwoje dziwaków. Śmiem twierdzić, że takich par jak my, jest trochę na tym świecie. Mój mąż uwielbia rachować, ja planuję i oboje prowadzimy wspólny zeszyt wydatków, podsumowujemy koszty, planujemy, tworzymy zarysy, spisujemy realizacje. W każdym razie nie zdarzyło nam się jeszcze nigdy pomylić. Co niektórzy stwierdzą, że nie mają na to czasu a ja myślę, że nie mają do tego chęci, lub brak Im motywacji. Jeśli już choć odrobinę Ciebie zmotywowałam, to chwytaj za notes, długopis, i kalkulator i podsumuj wszystkie oszczędności mojej rodziny, wtedy zobaczysz, że się opłaca. Nie? Nie będziesz podliczać moich oszczędności? Więc oblicz swoje wydatki. A jeśli nadal Cię nie zmotywowałam to zobacz rubrykę etykiet na moim blogu - tutaj byliśmy (na samym dole mojego bloga) i wyobraź sobie, że to wszystko przez ostatnich parę lat zobaczyliśmy, odkąd jesteśmy rodziną... z domowych oszczędności. Bo przecież nie z luksusów na emigracji, o których często słyszy się od Polaków żyjących w Polsce, lub od Polaków żyjących na emigracji, którzy nie mówią prawdy. Lub od Polaków pracujących na emigracji, zarabiających kokosy, ściągających rodziców do opieki nad swoimi dziećmi, czasem tylko po to, aby pracować na spłacanie rat kredytów zaciągniętych w Polsce..


Na czym może zaoszczędzić trzyosobowa rodzinka, rodzinka wieloosobowa, czy bezdzietne małżeństwo, a może osoba samotna?

Na tym, że jest jeszcze w pojedynkę... lub nadal rodzinką dwu, lub trzyosobową (warto w tym czasie podróżować i skorzystać z możliwości noclegu w jednym pokoju), wydajemy mniej na posiłki, zakupy, itd. 

Na niezagracaniu mieszkania niepotrzebnymi gadżetami, ozdobami, bibelotami, kupowanymi w Galeriach Handlowych i przez Internet

Na kosmetykach - nie przesadzamy z ilością, szamponów, kremów i wizyt u fryzjera. 

Na nieudawaniu Kogoś Kim nie jesteśmy, niepapugowaniu innych osób, niedorównywaniu modzie, jeśli tak naprawdę po zakupie ciuchów stwierdzamy, że nam się nie podobają. Po co mam kupować to samo, co nosi 50 % moich znajomych, skoro wolę sobie kupić delikatną złotą biżuterię.

Na lekach i szczepionkach, wizytach u specjalistów, gdyż wszystkie podstawowe są refundowane, w państwie w którym żyjemy. 

Na taryfie połączeń telefonicznych, mamy idealnie skomponowaną taryfę, w której w rozmowie w ramach jednego operatora na terenie miasta nie płacimy nic, a podczas rozmów do wybranego kraju, mamy niskie ceny za minutę połączenia, z kolei będąc w Polsce rozmawiamy z tego numeru za grosze. 

Na ogromnej wyobraźni, która pozwala mojemu mężowi znakomicie przewidywać wydatki, a mi podpowiada, jak zawsze móc stworzyć 'z niczego coś'. 

Do tego wszystkiego w naszym przypadku potrzeba jeszcze dwoje osób dorosłych o podobnych priorytetach, aby całość napędzała się siłą natury. 

 Inni mogą działać w pojedynkę, mogą też np, mieć swój warzywniak i robić przetwory ;) (do czego ja akurat za bardzo nie mam zamiłowania). 

Na byciu Kimś lepszym, udoskonaleniu siebie, wyborze dobrej drogi, i poprawianiu swoich błędów młodości. Na umiejętnym wykorzystywaniu własnych i cudzych doświadczeń. 

Można oszczędzać ubierając dziecko, w rzeczy po Jego starszym rodzeństwie, czy przyjaciołach. Podobnie z zabawkami. 

Robiąc drobne naprawy w domu, zamiast zamawiania usługi fachowca. też można zaoszczędzić. 

Wreszcie coś, czego nauczyłam się już dawno temu. Dziś poprzez dbanie o miejsce w którym mieszkam, niezależnie czy to moje, czy nie moje,  jestem w stanie wiele zaoszczędzić i przede wszystkim zaoszczędzić sobie i innym wielu stresów. Ten, który myśli, że Mu się upiecze, i 'co tam', na pewno jest w błędzie. Wiadomo, że w życiu nie da się wszystkiego upilnować, wyjść ze wszystkiego bez szwanku, i żyć jak w muzeum. Cóż byłoby to za życie? Ale jeśli lubimy to, co nas otacza.. tworzymy swoją dobrą przestrzeń, a ta przestrzeń lubi nas. 


kobieta w podróży poślubnej

poniedziałek, kwietnia 24, 2017

kobieta w podróży poślubnej


Dawniej nie marzyłam o podróżach do ciepłych krajów. Nawet gdy byłam 'dwudziestką', raczej kierowałam się do metropolii. Moje życie związane było z dużą aglomeracją, a turystyka tylko i wyłącznie z pracą. Możliwe, że czekałam na odpowiedniego towarzysza, no a dwoje to już całkiem dobra para podróżników. Jednym odpowiada samotna droga a mi jakoś tak ona nie pasuje.. Gdy na świat przyszedł Alexander nawet na myśl nam nie przyszło odległe podróżowanie, pierwsze były priorytety, a naszym był ślub. Możliwe, że tak miało być, że wszystko ułożyło się naturalnie, i poszło swoim torem. Nic nie przyspieszaliśmy. Była przyjaźń, było zakochanie, była miłość, była przyjaźń, rodzina. No i małżeństwo :) Po ślubie Alex miał już 3 i pół roku, i jak się okazuje w niektórych kwestiach stał się już całkiem samodzielny. Po długiej jesieni i wielkiej, dobrej stagnacji przyszła chęć na ogrzanie ciała i ogromna potrzeba słońca, także dla duszy. Już nie pamiętam Kto, ale śmiem twierdzić, że ja pierwsza rzuciłam hasło wyjazdu w kierunku Afryki. Moje marzenia były też marzeniami mojego męża. Z tym, że moje myśli kręciły się wokół Lanzarote, a męża myśli raczej były chęcią miesiąca miodowego. Potem wszystko się odwróciło, bo ja rozkochałam Go w pięknej Lanzarote, a On uczynił tą podróż czymś wyjątkowym dla mnie. Mężatka, lat 37, żyjąca w wilgotnej Irlandii zapragnęła pojechać po raz pierwszy do ciepłych Krajów. "Nigdy nie polecę do Hiszpanii, wszędzie, ale nie tam. Tam wszyscy latają. To takie nudne! Poza tym cała Zielona Wyspa lata na Kanary, więc Kanary też odpadają" - moje słowa. No oczywiście, gdzieś tam w zamyśle zawsze są Malediwy, a potem Japonia, w dalszej wizji może być Portugalia czy Grecja. Ale przecież nie Hiszpania, nie Majorka, nie Ibiza. Nie! Nie! Mamy małe dziecko, więc na pewno odpadają dalsze zakątki. Chwileczkę! Jest taka piękna wyspa, nieodgadniona, nieokiełznana, piękna, lazurowa i nietypowa. Lecimy w podróż poślubną na Lanzarote. Hiszpania, Afryka. Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Zresztą jest koniec roku, a my chcemy się wygrzewać. Poza tym nie wyobrażamy sobie lecieć bez Alexandra, lecimy w podróż poślubną we troje

Oczywiście najważniejsze miłości są zawsze przy mnie - także na Lanzarote. Dlaczego pokochałam Hiszpanię przekonałam się na Lanzarote. Przede wszystkim zaimponowały mi tradycje i ludzie, sympatyczne charaktery. Kobiety przygotowujące naszą willę do zamieszkania tak ogromnie żywiołowe i pracowite, wesołe. Kelnerka w barze szczerze uśmiechnięta, nie fałszywa, nie kokietliwa. Po prostu miła. Dlaczego żyjąc w Irlandii pokochałam Kanary? Na Wyspy Kanaryjskie dolecieliśmy w 4 godziny, a znaleźliśmy się w innym świecie, który pomimo różnorodności natury jest przyjaźnie nacechowany europejskimi akcentami znanymi z ulic naszego miasta. Żyć, nie umierać! Oprócz hiszpańskich restauracji są dyskonty m.in Spar. Super, nie trzeba gotować, wszystko jest pod ręką. Także ryneczek ze świeżymi owocami i warzywami. Idealne dla mnie rozwiązanie w podróży poślubnej ;) .

W gruncie rzeczy mimo tubylców o tej porze roku (koniec jesieni) znalazłam się na Wyspie tylko dla nas. Nie licząc właśnie takich miłych osób, które tutaj mieszkają na stałe, i świadczą na Lanzarote usługi my jesteśmy wśród małej grupy turystów, którzy co prawda tu teraz przebywają, ale jednak w dużej mierze są osobami w wieku średnim wypoczywającymi głównie mniej aktywnie. Hurra! Jestem na Bezludnej Wyspie :) Tak więc możemy się skupić głównie na sobie, na nas. Dzięki temu, jak również dzięki mężowi mogę podziwiać krajobrazy, wyleguję na plaży w spokoju, choć przyjaźnie nastawiona, do sporadycznych przechodniów. Właściwie nie jestem aspołeczna, ale tutaj chcę się wyciszyć. Nawet jeśli poświęcam energię, robię to dla NAS, nie dla innych. Wyszła ze mnie egoistka. Jestem przyjemnie zaskoczona, bo mogę tutaj być taka jak chcę, i nikt mi tego nie zabroni. Mąż wpatrzony we mnie jak w lusterko, posyła mi buziaki. Nasze dziecko uradowane podróżą. Czuję się wyjątkowo i widzę, że On też. Czy tak właśnie wygląda Młoda Para? 

Choć w podróży poślubnej jestem wolna to nie jestem sama :) Fajnie, że mam przy sobie ukochane osoby. Wszyscy mamy ogromną swobodę. Jednak w tej opowieści skupię się na mnie. Kobieta w podróży poślubnej może robić to czego nie ma na co dzień. Dziecko biega po willi samodzielnie, lub ze swoim tatą (który najczęściej jest poza domem w pracy). Wreszcie fajnie, że szczęśliwy mąż, który ma wolne od pracy, robi śniadanie do łóżka i zaprasza na obiad do restauracji. Super mieć chłopaków przy sobie. Oni są jak dwaj przyjaciele, to się nigdy nie zmieni, dzięki temu mam ogromny luz pod niektórymi względami, który tutaj na Lanzarote odczuwam szczególnie. Co zatem robi kobieta w podróży poślubnej? Relaksuje się! Nie sprzątam, nie siedzę w kuchni, nie biegam za dzieckiem, odpoczywam. Zresztą jeśli chodzi o gotowanie to już na większości urlopów praktycznie nie gotuję, no chyba, że akurat wypadają święta. 

Miałam zawsze taką wyobraźnię, aby latem móc nosić na głowie kapelusz i nie rozstawać się z nim na krok, a jedyną przeszkodą, która zawadiacko może mi ten plan pokrzyżować może być mocny wiatr. Tak mi się zawsze wydawało. Kiedyś próbowałam kapelusikowe marzenie zrealizować, to nad polskim morzem, to w ogrodzie naszego domu w czasie cieplejszego lata. Na nic się to nie zdało, bo stale kapelusz zdejmowałam z głowy biegnąc na wprost obowiązkom. Jednak tym razem wiedziałam, że się musi udać. Kupiłam nawet nowy z dużym rondem, granatowy i powiedziałam sobie, że nie groźny mi wiatr z którego słynie większość Wysp Kanaryjskich. W pierwszy dzień po przylocie swobodnie go założyłam i szalony wiatr zerwał mi go z głowy. Było to pierwszy i ostatni raz, nie licząc jednej wizyty na punkcie widokowym w Mirador del Rio. Od tego pierwszego dnia byłam przygotowana, bo miałam wszytą gumkę i o dziwo wiatry na Lanzarote się uspokoiły. Więc nawet gumka nie była potrzebna.

Zmiany w sobie rozpoczęłam już od momentu jak wykupiliśmy bilety lotnicze na Lanzarote, bo to był nasz pierwszy krok w kierunku tej wyspy. Może zacznę od tego, że oprócz kupna kilku rzeczy na letnią pogodę, oraz bielizny nie zrobiłam nic. Nie zaczęłam stosować jakiejś specjalnej diety, a już w samej podróży jedzenie na wyspie (świeże owoce) sprawiło, że schudłam 3 kg. Przed wyjazdem nie zapisałam się do solarium, nie wykupiłam wizyty u kosmetyczki. Zostałam sobą od początku do końca. Przed wyjazdem przygotowałam tylko kartę pamięci 'do działania', czyli opróżniłam tyle miejsca, aby móc robić minimum 700 zdjęć. Zresetowałam umysł, przeczytałam rozpoczętą książkę, aby nie brać jej w podróż. Napisałam kilka artykułów i odstawiłam pisanie bloga na ponad tydzień. Przed samym wyjazdem zrobiłam sobie szybkie ombre w warunkach domowych. Chyba tego mi było trzeba. Najważniejsze to wyruszyć w podróż nie pytając siebie o zbędne rzeczy, być pozytywnie nastawiona i być pewną, że to podróż naszego życia. Naszego, a nie kogoś innego. 

W podróży poślubnej miałam wiele czasu dla siebie. a skoro miałam go aż tak wiele dla mnie, to też więcej dawałam innym. Uśmiechnięta, pachnąca, zadbana, a zarazem naturalna. Z wypuszczonymi włosami, nałożonym kapeluszem, raz pięknie pomalowana, a innym razem bez makijażu. Pierwsze dni, to głównie plażowanie i wypoczywanie w naszej willi, w której zresztą mogliśmy zażywać kąpieli w basenie, z ogródkiem pełnym pachnących róż i kwiatów. Zresztą, gdzie się nie ruszyłam, wszędzie towarzyszyły mi kwiaty, także już od śniadania włożone w wazonik przez mojego męża poprzez te napotkane na spacerze w choćby Costa Teguise (resortowej części wyspy). Wieczorem spędzaliśmy czas przy lampce dobrego wina miejscowego. Nie musiałam przez kilka dni kierować autem. Moim najlepszym sprzymierzeńcem okazało się słońce, dawno niezbrązowiała skóra nabrała nie tylko koloru, ale też blasku.





Uwielbiam żoną być!



po prostu bądź - Weekendownik

wtorek, lutego 07, 2017

po prostu bądź - Weekendownik



Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie autorka książki "Minimalizm po polsku" - Anna Mularczyk-Meyer, prowadząca Prosty Blog. Przywołałaś moje wspomnienia i odpowiedziałaś na kilka ważnych pytań. Za wygraną w konkursie fantastyczną książkę, która pomogła mi zrozumieć wartość mojego stylu życia dziękuję Retromoderna.


Dzieciństwo. Przyzwyczajenia wyniesione z domu rodzinnego mają duże znaczenie na nasz styl życia, choć przyznam, że sporo można doszlifować i poprawić w dorosłym życiu. Wszystko zaczyna się przecież od momentu, gdy się pojawiamy i to rodzice pracują nad ukształtowaniem naszego młodego świata. W moim domu rodzinnym nigdy nie było biedy, ale też nie obrastaliśmy w bogactwa. Gdybym miała określić sytuację, nazwałabym ją przeciętną, zresztą tak, jak niemal wszystko w latach 80-tych w PRL. Za to nie brakowało wspólnych chwil, posiłków i uśmiechu. U sąsiadów było podobnie, prawie identycznie, mieszkaliśmy w bloku. Moja mama była uporządkowana i nie lubiła nadmiaru w otoczeniu. W naszym mieszkaniu, jak się później okazało brakowało mi jedynie czystej przestrzeni, i stołu do rodzinnych obiadków. Jeśli odpowiada Ci coś, co wywodzi się z Twojego domu rodzinnego, to po prostu to wdróż w swoje życie dorosłe.
pierwsza rocznica ślubu i spełniony Rok 2016

piątek, grudnia 30, 2016

pierwsza rocznica ślubu i spełniony Rok 2016

Drodzy Znajomi i Przyjaciele! Dzisiaj wybiła nasza pierwsza rocznica ślubu. Jest to niesamowity czas, przede wszystkim dlatego, że mogę z czystym sumieniem i bez stresu (związanego ze ślubem, przygotowaniami) napisać, że być żoną naprawdę warto. Przekonałam się i zresztą jest to także zdanie mojego męża, że dla nas życie w pełnej rodzinie i w związku małżeńskim jest dużo lepsze od życia bez ślubu. Takie nowe życie nam wyraźnie służy, i daje ogromne poczucie sensu i bezpieczeństwa. W tym roku dodatkowo zrealizowaliśmy plan ślubu kościelnego, który odbył się w marcu w Polsce, a na sam koniec roku wyruszyliśmy w trójeczkę w naszą podróż poślubną na wyspę Lanzarote. Okazuje się, że decyzja o podróży z małym dzieckiem wcale nie odebrała nam wszelkich przyjemności i radości z tego urlopowania. W tym roku przeżyliśmy wiele pięknych, wspólnych chwil, kilka ciekawych wycieczek, a także pierwsze odwiedziny rodziny mojego męża w naszym domu w Northern Ireland. Alexander skończył już trzy latka i jako ogromny sukces uznajemy zaaklimatyzowanie się synka w przedszkolu w Północnej Irlandii, a także wybór szkoły na przyszły sezon szkolny dla Niego.


Istnieją nowe plany na 2017 Rok, których wymieniać nie będę, ale jestem pewna, że uda nam się je zrealizować. Pozostając w temacie planów i marzeń na Nowy Rok, chciałabym Wam życzyć przede wszystkim radości, wytrwałości, i realizacji planów, a także miłości. Pozdrawiam serdecznie wraz z Najbliższymi i zapraszam na niespodziankę, w postaci krótkiego filmu z naszej wycieczki na północ Lanzarote - Mirador del Rio. To niesamowite najwyżej wysunięte miejsce, punkt widokowy na sąsiednią wyspę La Graciosa, o którym z pewnością napiszę w jednym z postów podróżniczych. Właśnie z Mirador del Rio, specjalnie na naszą rocznicę ślubu przywieźliśmy sobie biżuterię z wypalonej lawy wulkanicznej, kupioną w sklepie z suwenirami. W tym błękicie nieba zmieszanym z purpurą zachodzącego słońca, wspomnieniem pełnym gorących uniesień, kończymy Stary Rok 2016!



plan wycieczkowy na ten rok - tu chcemy być w NI !

sobota, stycznia 23, 2016

plan wycieczkowy na ten rok - tu chcemy być w NI !


Każdego roku w lutym, kiedy zaczyna się w Północnej Irlandii wypogadzać - również dla nas rozpoczyna się sezon wycieczkowy. Korzystamy z cieplejszych dni i odwiedzamy nieznane nam (rzadziej już znane) miejsca. Choć zwykle poruszamy się w okolicach oddalonych od naszego domu do 50 mil - ze względu na brak elastyczności z dzieckiem, a także wykorzystane urlopy mojego męża na wyloty do naszych domów rodzinnych na Słowacji i w Polsce. Czasami zdarzają się całodniowe, lub kilkudniowe wyjazdy - te już z noclegiem, w przypadku, gdy miejsce naprawdę jest warte obejrzenia i odwiedzając po drodze kilka innych zakątków w drodze powrotnej. Rzeczywiście, co by nie mówić - po pierwsze, Irlandia Północna jest zupełnie inna od Polski i Słowacji, jest interesująca nie tylko ze względu na zabytki, ale także ze względu na infrastrukturę dróg i kulturę kierowców (chyba o tym już kiedyś Wam wspominałam). Żeby nie zapeszyć powiem, że lepiej mi się tutaj podróżuje, nie tylko ze względu na piękne zabytki i historię. Podoba mi się tu - jeszcze oprócz tych wszystkich względów jakie Wam przed chwilą wymieniłam czystość panująca na ulicach i ogólna dbałość o kulturę i zabytki, oraz odpowiada mi niebywale sam fakt zamieszkania w tym kraju wielu obcokrajowców ( spora populacja Polaków żyjących w naszym regionie) - fakt, który sprawia, że chcę poznać tę kulturę i tradycje, a co za tym idzie również historię Północnej Irlandii choćby dla mojego potomka.


mamy 2016 rok

wtorek, stycznia 05, 2016

mamy 2016 rok





Moi drodzy mamy pierwsze dni stycznia, i już się zaczęło... Co? Wiadomo - Nowy Rok się rozpoczął! Mamy też kolejne plany, których zdobycie to przede wszystkim:

2016 rok  

1. Marzenia 2. Zapisanie planów w kalendarzu 3. Ewentualne poprawki 4. Organizacja planów 5. Ewentualne zmiany planów 6. Realizacja marzeń

Sami widzicie, jak to wygląda u nas. Pewnie podobnie będzie w tym roku. Tyle tylko, że marzenia są już inne. Marzenia, marzenia, marzenia.. zamieniamy je - na ich realizację. Hola, hola  - 3 stycznia to bardzo uroczysty dzień w domu - kiedy usiedliśmy i podsumowaliśmy minione wydarzenia, i zapisaliśmy rodzinny kalendarz, planując nowe przedsięwzięcia. Dużo zmian nas czeka - ponieważ nigdy nie jest tak, aby wszystko poszło według pierwszej myśli.. Zresztą sami przekonaliśmy się, że życie niesie wiele niespodzianek i nawet to, co już uznaliśmy za niemożliwe - samo przyszło niespodziewanie i tylko wystarczyło pozwolić temu wejść w życie. To tyle o naszym rodzinnym kalendarzu. Inaczej ma się mój osobisty kalendarz - tutaj zawsze jest niesamowita organizacja - po prostu jestem do tego stworzona i zawsze moje cele zostają zrealizowane dokładnie tak, jak zanotowałam. Mój kalendarz jest tylko w moich rękach i 4 stycznia rozpoczęłam jego zapisywanie - podczas, gdy mój mąż po raz pierwszy od kilku dni poszedł do pracy. Od razu wzięłam się za realizację planów. Wykonałam kilka ważnych telefonów, wysłałam maile, oraz udałam się na pocztę i ruszyłam w Nowym Roku dokładnie tak - jak to przewidziałam. Co jeszcze mogę Wam zdradzić - a kilka kwestii dotyczących bloga. Po pierwsze, jak już wiecie będą lepsze zdjęcia, robione nowym aparatem, po drugie - będzie zmiana wizerunku bloga, a raczej jego zdjęcia tytułowego, po kolejne - konkursy i jeśli się uda ruszymy z konkursem od sponsora. Poza tym niezmiennie będę prowadziła poniedziałki z muzyką, oraz cykl kulinarny w niedzielę, a także przewiduję w piątek nowy cykl w którym znajdziecie wszelkie recenzje, kosmetyczne, książkowe, produktowe. Ponieważ nie lubię się dzielić swoimi wszystkimi marzeniami - pewnie poznacie je w trakcie realizacji. Za to możecie poznać kilka najważniejszych zrealizowanych marzeń z roku 2015, z których jestem bardzo dumna.


urządzamy pokoik dwulatka

środa, września 09, 2015

urządzamy pokoik dwulatka


Witajcie! Dzisiaj bardzo proszę Was o pomoc, może macie do zaoferowania, lub dopowiedzenia cokolwiek w temacie stworzenia pokoiku dla chłopca - dwulatka. Otóż, sprawa wygląda tak, że wraz z tatą Alexandra zamierzamy w niedługim czasie zorganizować naszemu synkowi pokój na najbliższe dwa - trzy lata. Chcemy, aby był funkcjonalny, praktyczny, schludny, urządzony dość minimalistycznie. Właściwie idealnie byłoby w takim wypadku stworzyć pokoik w drewnie i z dużym akcentem bieli. Może być odwrotnie - biały z dodatkami drewnianymi. Mile widziane są jakieś pastele, lub jeden - dwa kolory żywsze, gdzie nie gdzie, które odrobinę podkreślą charakter tego dziecięcego miejsca. W takim wymarzonym pokoiku musi znaleźć się łóżko. Może być jeszcze takie dla kilkulatka, choć nie jestem pewna, czy nie lepiej zakupić trochę większe? Jak myślicie? Jeśli znacie godne polecenia produkty zasłyszanej, sprawdzonej Wam marki, chętnie o niej poczytam, zajrzę na stronę i być może zakupię. 




wtorkowa

wtorek, lutego 10, 2015

wtorkowa



Nic tak nie dodaje skrzydeł jak sukces. Choć miałam już swoje 'pięć' minut w każdej dziedzinie życia wierzę, że najlepsze dopiero przede mną. Gdy kończy się jakaś fajna przygoda, zaczyna się inna, więc już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć co mnie teraz spotka??? :)

Kobiecość. Kobiecości nie można stracić. Przecież każda kobieta jest z natury kobieca, niezależnie od tego ile ma lat, ile waży i jak wygląda. Kiedy krzątam się rano, jeszcze trochę potargana,  i widzę mojego synka wpatrzonego we mnie jak w obrazek, to czuję się kobieca i piękna. Oczywiście, gdy widzę swojego mężczyznę gapiącego się na mnie w specyficzny sposób, to zyskuję jeszcze większą pewność siebie. Jednak jest coś, co kobieta odzyskuje, poprzez uwagę obcych osób, szczególnie jeśli sama się do tego przyłożyła. Największą pewność siebie, dzięki treningom, sylwetka smukleje, dzięki zdrowemu odżywianiu promienieje cera. Gdy dobrze śpimy, jesteśmy silniejsze, piekniejsze i bardziej witalne. Może dlatego niektóre kobiety twierdzą, że odzyskały kobiecość?

Problemy. Myślę, że każda z nas staje się silna, kiedy musi pokonać jakieś problemy...

Ja i... Znajduję czas dla siebie. Kilka godzin luzu w tygodniu należy się wszystkim rodzicom. Muszę znaleźć choćby urywek czasu, by móc zrobić coś dla siebie, ćwiczę, czytam, jeżdżę na rowerze, ale chętnie też umawiam się ze znajomymi, bo to daje mi wiedzę o świecie innym niż mój, bo to daje mi inny pogląd na życie, od tego wyobrażonego w mojej głowie... Na pewno nie jestem nieśmiała, ale tych, których nie znam trzymam na dystans. Po prostu działam ostrożnie, szczególnie jeśli już na Kimś się zawiodłam. Potrafię uważnie przyglądać się człowiekowi i zwykle dokładnie wyczuwam złe intencje w moim kierunku. Od lat mam tych samych przyjaciół i bardzo to cenię.

Wdzięczność. Całe życie szukałam szczęścia, nie dostrzegałam, że znajdowało się ono na wyciągnięcie ręki. Bo tak naprawdę istnieje tylko jeden skuteczny środek na zadowolenie z życia i innych. Ja go odnalazłam, widzę każdego dnia, wieczorami robię posumowanie rzeczy dobrych, które w ciągu dnia mi się przytrafiły. Widzieć tylko te rzeczy, które sprawiają, że się uśmiecham... Ja jestem szczęśliwa! :)

Plany. W moim życiu, gdy nie miałam rodziny stosowałam wielkie przedsięwzięcia nie zwracając uwagi na skutki, potrafiłam w krótkim czasie zrobić karierę zawodową, potem bardzo szybko zająć się własną działalnością gospodarczą, natychmiast i nagle zerwać wieloletni związek z mężczyzną, z który przestałam być szczęśliwa. Potrafiłam wsiąść do auta, nie będąc pewnym siebie kierowcą, a wysiąść z niego już pewna na sto procent, że sobie poradzę. Wyremontowałam całe mieszkanie w kilka miesięcy, potem wsiadłam w samolot i zostawiłam je z dnia na dzień, aby odnaleźć szczęście w 'innym świecie'. Jest tego całe mnóstwo... Dziś stosuję strategię małych kroków, gdyż jak do tej pory sprawdza się w moim życiu, które jest dla mnie najważniejsze. Rodzina

plecak - smycz - pingwinek

środa, listopada 19, 2014

plecak - smycz - pingwinek



Uffff.. Odetchnęłam z ulgą. Po dwóch dniach poszukiwań znalazłam to, czego szukałam - plecaczek ze smyczą dla Alexandra - czyli bardziej przyjemna, praktyczna dla dziecka i rodziców wersja szelek do chodzenia. Jestem zadowolona z zakupu i  spokojna, gdyż dwie pierwsze, dość udane próby chodzenia przy rodzicu w nowym nabytku mamy za sobą. Idzie nam coraz lepiej, ale pewnie potrzebujemy jeszcze kilka wyjść z domu, aby Alexander przyzwyczaił się w pełni do swojego 'towarzysza', którym został pingwinek firmy Clippasafe. Jest to plecak z otwieraną na zamek kieszonką na różne akcesoria, które możemy zabrać maluszkowi ze sobą. Może to być np. butelka z napojem. Dodatkowo posiada regulację długości szelek, więc może być spokojnie stosowany również za rok, dwa. Cena bardzo przyzwoita, jak na tę funkcjonalność. Zdecydowałam się na zakup w celu nauki chodzenia dziecka w pobliżu rodzica, oraz do nauki chodzenia dziecka za rączkę rodzica w mieście i publicznych - bardziej zatłoczonych miejscach. Tym razem nie dokonałam zakupu w sklepie internetowym, chcieliśmy przymierzyć produkt na Alexandra. Po pierwszym dniu przeglądania oferowanych artykułów w sklepach w centrum miasta, już miałam  swój typ i to był także typ Alexandra. Poza tym zależało mi na czasie, aby jak najszybciej zacząć ćwiczyć z Alkiem chodzenie w ten sposób. Wybierając dwa spośród czterech znalezionych po kilkugodzinnym poszukiwaniu  produktów typu plecak byłam pewna, że to jest idealny gadżet dla naszego dziecka. Alexandrowi spodobało się ubieranie, a najbardziej przypadł Mu do gustu pingwin, którego przedstawiam na zdjęciu ze sklepu i z domku. Wracaliśmy z zakupów z zabezpieczonym synkiem, widząc raczej wśród przechodniów na mieście pozytywne uśmiechnięte twarze skierowane w stronę naszego synka. I o to chodzi, żeby właśnie tak ludzie reagowali na potrzeby innych. Bo przecież nie chodzi nam o uwięzienie dziecka, tylko o Jego bezpieczeństwo i systematykę w nauce. Niestety jakiekolwiek zabiegi typu tłumaczenie, chwytanie za rękę, czy rozmowa w domu nie pomagały w tym, aby nasz synek szedł z nami za rękę w zatłoczonych miejscach. Za to był ciągły bieg -szczególnie w drugim kierunku, czyli tzw. uciekanie. Może powinniśmy w takim razie przeczekać ten moment i wozić dziecko głównie w wózku? Nie! Dość trzymania dziecka na uwięzi, lub wkładania Go do wózka, gdy zaczyna być nieposłuszny w najbardziej ciekawym dla Niego momencie. Niech ogląda kwiatki, liście i nauczy się chodzić z nami i pokazywać nam wszystko to, co Go interesuje. Myślałam ostatnio bardzo wiele, szczególnie po rozmowie z koleżanką, którą spotkałam ostatnio w Kościele. Potem o zabezpieczeniu dziecka w ten sposób wiele czytałam, także opinii i wypowiedzi matek na ten temat . Niektóre mówią stanowczo 'nie' takiej metodzie -pisząc przy tym, że One nigdy nie miały takich problemów z uciekającym dzieckiem. Inne piszą, że taki pomocnik przydał się naprawdę. Kilka dni temu spotkaliśmy w sklepie znajomych z synkiem, który w taki sposób jest prowadzany od dwóch tygodni. Posłuszny, uśmiechnięty i zadowolony chłopczyk! Trochę mamę prowadzał, a i trochę mama Jego prowadziła. Oni, rodzice chłopca kilkunasto miesięcznego bardzo sobie chwalą to rozwiązanie i namówili nas, żebyśmy się nad tym zakupem zastanowili. Wczoraj spojrzałam na swoje dziecko i zabrałam Go do sklepu. Uradowany wybrał pingwinka. Dzisiaj to ponowiliśmy i było tak samo. Od jutra codzienny trening przy domku nas czeka, a potem znów na miasto. Miejmy nadzieję, że do tego czasu zanim nauczymy się używać ten nowy sprzęcik, nasz synek nie zmieni zdania.. Nawet jeśli zmieni... mamy plecak, który przecież zawsze się przyda. :)


z myślą o chłopcu

czwartek, listopada 13, 2014

z myślą o chłopcu



Cudownie jest być mamą rosnącego małego chłopca. Moje marzenie się spełniło, na to liczyłam i dokładnie takiej roli potrzebowałam. Mój maluch jest bardzo charakterny. Może to przywilej bycia chłopcem, a może po prostu cecha dziecięca..? Wspaniałe jest to, że umie określać swoje potrzeby i stawiać opór w sytuacjach dla Niego niekorzystnych. Tak On już ma, zauważyłam, że od dwunastego miesiąca bardzo szybko rozwija się emocjonalnie. Z tego właśnie powodu zaczęłam intensywnie zaznajamiać się z tematem 'nocniczka', czyli konkretnie mówiąc nauką samodzielnego siusiania przez chłopca. No nie wiem, czy ten temat Wam bardzo do gustu przypadnie, ale dla mnie jest teraz numer jeden. :) Myślę, że synek jest już gotowy, aby zacząć Go usamodzielniać. Słyszałam zdanie moich koleżanek, jedna twierdzi, że niektóre mamy przesadzają w kwestii nocnikowania, od innej wiem, że trzeba czekać zupełnie spokojnie aż dziecko podrośnie. Właśnie okazuje się, że czekać nie można. Jeśli przegapimy 'ten moment', to możemy narobić maluszkowi niepotrzebnych stresów. Cyt. 'Odzwyczajanie się od pieluch i nauka korzystania z nocniczka to nie tylko kolejny problem, z którym każdy rodzic musi sobie poradzić  -to przede wszystkim ważny etap w życiu dziecka, pierwszy mały krok ku samodzielności! Właśnie w tym czasie dziecko rozwija świadomość własnego ciała i naturalnych potrzeb'. Mówimy o okresie u chłopców po 18 miesiącu życia. Maluszek potrzebuje pomocy i zainteresowania rodziców, a nawet i opiekunów, oni wszyscy muszą ze sobą 'współpracować'. Książeczka Simone Cave i dr Caroline Fertleman - 'Nauka nocniczka dla Chłopców' - o niej mowa dzisiaj, to według mnie dobry poradnik, napisany bardzo naturalnie i polecany przez portale społecznościowe dla rodziców. Nie będę się rozpisywała zbyt obszernie na temat wydawnictwa i tworzyła recenzji, chciałam skupić się jedynie na tym ważnym temacie i na mojej przygodzie, a właściwie starcie w ten świat nocniczkowy.. Może tylko na temat samej okładki dodam, że dziecko może być szczęśliwe bez względu na rodzaj, cenę i kolor nocniczka. :) Ważne, aby w odpowiednim momencie zacząć trening i aby nocnik był jak najbardziej wygodny. :) Piszę o chłopcu, bo takiej płci jest mój siedemnastomiesięczny Alexander, nie narzucam nic w kwetii dziewczynek, bo nie mam pojęcia i doświadczenia w tym całym procesie fizjologicznym u nich. Choć sama jestem kobietą, nie jestem w stanie oceniać dziewczęcej natury poniżej trzeciego roku życia - z którą miałam do czynienia w przypadku dziewczynki od naszych znajomych. Ona w tym wieku była 'za pan brat' z nocnikiem. Z kolei z książki dowiedziałam się na przykład, jak ważne są znaki, które dziecko daje swoim zachowaniem, gdy jest już świadome własnych potrzeb. Oczywiście widziałam je i nawet podziwiałam u mojego synka, i chyba sama intuicyjnie wzięłam, w związku z tym, do ręki książeczkę, którą dobre kilka miesięcy temu podarował nam kolega. My zbliżamy się po mału do dwudziestego miesiąca, czyli momentu, kiedy Alex już na pewno osiągnie fizyczną gotowość. Pozostaje tylko zakupić jakiś dobry nocnik i zaczynamy! Wam polecam taki poradnik, jest w nim oprócz treningu wiele cennych ciekawostek o zachowaniach dziecka i rodziców. Może masz swój sprawdzony sposób, może jesteś doświadczoną mamą, mamą kolejnego dziecka, a może po prostu Twoje dziecko pokocha nocniczek od razu? Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne, oraz o tym, że chłopcy potrzebują metody innej niż dziewczynki, nieważne, czy łatwiejszej, czy trudniejszej.. Innej. Ja tam nic nie tracę czytając, bo raz, że miło spędzam czas, a dwa - dla mojego chłopca, wszystko! :)

prażone pestki dyni - sezonowe smakołyki

wtorek, października 14, 2014

prażone pestki dyni - sezonowe smakołyki


Zainspirowana pomysłem znajomej na wykorzystanie dyni, czyli najbardziej popularnego i wartościowego jeśli chodzi o zastosowanie owocu jesieni, ruszyłam do boju. Czyli do wariacji kuchennych z wykorzystaniem znanego jako warzywo, zdrowego, niedocenionego owocu dyni. W tym roku w planie bowiem same smakowitości i nie tylko, jeśli chodzi o moje dwie dyniusie, które już czekały kilka dni... Jedną z nich postanowiłam dziś oczyścić z nasion, i wydobyć z niej farsz. Otóż przypomniałam sobie o pestkach, które zwykle jadam u mojej przyjaciółki Ani w Polsce... To po prostu jest rewelacja dla podniebienia. Moja Ania zwykle w ogródku ma dyń kilkanaście, natomiast ja tylko tyle, ile kupię w sklepie.. ;) Więc nic nie może się zmarnować! :) Pozostałości, czyli tzw. miąższ włożyłam do zamrażarki.

Wyczytałam dziś bowiem, że wstydem byłoby cokolwiek wyrzucić z tego jedynego z owoców, który w pełni daje się wykorzystać do dań, i do wystroju.. I tak co do wystroju mam już dobrze zarysowany plan, jeśli chodzi o potrawy to nie zabraknie z pewnością marynat - które my z moim partnerem bardzo lubimy zjeść. Co do reszty, to z myślą o moich chłopakach, bo ja jakoś nie przepadam za dynią w wersjach gotowanych. Jednak zupka będzie, i łagodna dla Alka, i pikantna dla starszych. Wracając do dzisiejszych pestek, bo już na więcej ze względu na domowe porządki mi czas nie pozwolił... Bardzo zaskoczyłam Tibora, który po powrocie z pracy zastał coś całkiem wyjątkowego 'na ząb'. On takie niespodzianki uwielbia, szczególnie, gdy stwierdza przynajmniej raz w tygodniu, jak ja to robię - zawsze z niczego-coś potrafię przygotować. Idealne na dziś do przekąski podczas meczu, który oglądamy -prażone w miodzie pestki z dyni. Nasze są imponujące, na słodko-słono-ostro, czyli tak, jak MY lubimy najbardziej i w ilości (z  jednej dyni), która w zupełności nam wystarczy. Poniżej podaję przepis. 

Kocham Cię Życie!

środa, czerwca 11, 2014

Kocham Cię Życie!











Jak to jest, gdy kobieta niezależna spotyka na swej drodze mężczyznę, o którym marzyła skrycie całe ponad trzydzieści lat? A jak to jest, kiedy pomimo wieku po trzydziestce, kobieta rodzi dziecko? Zupełnie tak samo jak u innych, również tych młodszych kobiet. Tyle tylko, że po urodzeniu dziecka widzę zmiany w sobie, zresztą, również mój partner jest zupełnie inną osobą. Nie ma już czasu na wszelkie nastroje, dobre, czy złe. Wszystko co robię -głównie dla synka, czuję się spełniona. Każdy dzień nabiera kolorów z moją rodziną. Wspólne podróże, dom, i chwile przy naszym stole, kiedy razem jemy posiłki. Osiągnęłam wiele, i wiele złego zrobiłam. Bilans się podsumował. A ja już zupełnie inna, choć ta sama... Cóż piękniejszego może nam się przytrafić niż miłość do samej siebie, za to wszystko co dziś mam, za to z kim przebywam... 
                          
Kocham Cię Życie :)


Nowe Życie Emigracja

środa, grudnia 18, 2013

Nowe Życie Emigracja



Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik