Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antrim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antrim. Pokaż wszystkie posty
Leśny Park Glenariff

sobota, czerwca 30, 2018

Leśny Park Glenariff

W tym roku mamy przepiękne lato, właściwie czuję się jakbym mieszkała w Afryce. ;) Ostatni raz tak przyjemnie czułam się w grudniu na kanaryjskiej wyspie Lanzarote. Choć tu także mogłabym wymieniać sporo plusów na korzyść Wyspy na której mieszkam. Irlandia Północna ma cudowny klimat, świeże powietrze, niezanieczyszczone, wilgotne. Stąd też nawet w upały z ostatnich dni, przy temperaturze 28 stopni czujemy się świetnie, zrelaksowani i wypoczęci. Właśnie w takiej letniej pogodzie, która nie zdarza się tu każdego roku, postanowiliśmy poznać wspólnie z mężem według mnie najpiękniejszy las Irlandii Północnej. 
Miejsce to oddalone od naszego domu jakieś 15 minut drogi autem nosi w sobie wszystkie znamiona natury tej Wyspy, i jest jednocześnie rezerwatem przyrody Glens of Antrim. Żyje tutaj mnóstwo zwierząt, niespotykanych w innych regionach, oraz roślin chronionych - rosnących zupełnie naturalnie. Można napotkać tu m.in czerwoną wiewiórkę, błotniaka, czy irlandzki ego zająca. Różnorodność tego miejsca pod względem przyrodniczym przyciąga turystów z całej Wyspy i z różnych państw. 
Pomimo iż mój mąż namawiał mnie na odwiedziny tego lasu i całego obszaru już od kilku lat, gdyż był tam po przyjeździe do Irlandii razem z kolegą, ja jakoś tak sceptycznie podchodziłam do tej wyprawy. Uwielbiam las, ale zawsze widywałam jasne, dość suche lasy, a ten kojarzył mi się z tropikalnymi lasami, ciemnymi, porośniętymi ogromnymi roślinami, i miałam wrażenie, że jest bardzo ponury. Obiecaliśmy sobie, że przyjdziemy tu, gdy będzie bardzo ciepło i oczywiście danej sobie obietnicy dotrzymaliśmy. 

Teraz już wiem, że zdjęcia, które widziałam u mojego męża i u moich znajomych, nie odzwierciedlają nawet w połowie uroku i piękna tego lasu. Niektórzy mówią, że naturalne zdjęcia są piękne. Ale ja mam wrażenie, że po prostu aparaty tych osób zakłamują rzeczywistość. A w tym lesie jest latem mnóstwo światła i cienia, sporo załamań kolorystycznych. Przyznam, że mój aparat nie jest idealny, ale zachowuje jednak kolor. Piszę o tym, bo wiem, że ta zieleń jest bardzo intensywna, soczysta, stąd tak jej wiele, i taką ją lubię.
Tak, ta zieleń istnieje, mimo, że pewnie wydawać Wam mogłoby się to niewyobrażalne. A  ja w tej zieleni byłam, dotarłam z moim ukochanym mężem, w klimat, który On uwielbia, w zapach, który ja kocham i w zieleń, która jest pozytywna, jest najlepsza. Las Glenariff o tej porze roku jest przecudny i odwiedzimy go na pewno jesienią, aby zobaczyć ciepłe kolory tej pory roku właśnie tutaj.

Jestem bardzo szczęśliwa, że właśnie w momencie, gdy pomyślałam o tej wycieczce, nastały tu bardzo ciepłe dni. Nie było potrzeby założenia długich spodni i super idealnego, pełnego obuwia. Już pod koniec drogi autem dało się czuć wilgotny i rześki klimat, a temperatury tam oscylowały wokół 24 stopni. Ten odcinek drogi jest nam bardzo znany, ponieważ kilkanaście razy w roku przemierzamy ją  po to, aby kilka minut później zatrzymać się przy naszej uwielbionej plaży - Waterfoot Beach. Droga do Glenariff wiedzie między klifami, i drzewami, poniżej znajdują się wąwozy, i rzeczki, a także wodospady. To właśnie jedna z głównych atrakcji, którą chcemy zobaczyć tym razem, gdyż spektakularny widok powyżej znamy już z naszych poprzednich wypraw.
Sto lat temu postanowiono zagospodarować to miejsce i utworzono drewniane ścieżki w wąwozie wzdłuż trasy wiodącej przy rzece . Jest to o tyle atrakcyjne miejsce, że z klifów powstają wodospady. Tak 80 lat temu otwarto Waterfall Walkaway i udostępniono ją dla zwiedzających, aby móc przybliżyć dwa piękne wodospady. Ess-na-Larach i Ess-na-Crub, (nazwy irlandzkie), to dwa wodospady. Pierwszego źródłem jest rzeka Glenariff, a drugiego rzeka Inver.
Pierwszy, wysoki wodospad o jednym nurcie położony jest tuż przy Ścieżce Spacerowej (3 km) zrobionej na palach, i otoczony jest mnóstwem zieleni, paproci i krzewów. Te zdają się wyrastać zewsząd, tworząc jasno zielone puchate chodniki. Paprocie są wielkości człowieka, a może i większe, tak, że robiąc zdjęcia i próbując momentami nadążyć za mężem, czasem mam wrażenie, że znika w otchłani tej roślinności. Cudowne doznanie. Gdy spojrzeć powyżej, ukazują się kolejne wzniesienia Glens. Całość, która tutaj się znajduje to Narodowy Rezerwat Przyrody, z niekiedy stromymi schodami. 
Warto tutaj się zatrzymać na dłużej, posłuchać szumu wodospadu, śpiewu ptaków, wreszcie obejrzeć widoki na rzekę. Tak dotrzesz do drugiego wodospadu, który zazwyczaj posiada trzy nurty i czystą wodę obłożoną dookoła kamieniami. Tutaj postanawiamy zrobić krótką sesję, choć nie jest to łatwe. Trzeba skakać po kamieniach, aby znaleźć się jak najbliżej. Cudowne miejsce, bardzo wyciszone, które w dzień, gdy my przyszliśmy było zupełnie puste. Spędziliśmy tutaj pewnie z 15 minut.
Dalej wyruszamy szlakiem czarnym, ja proponuje mój mąż. Dzięki temu nie jesteśmy na standardowej Ścieżce widokowej (8,9 km), krętej, lecz jednak ostatecznie dotrzemy w to samo miejsce mogąc podziwiać przepiękne paprocie, nurt rzeki Inver porośniętej na kamieniach mchem, dość sporą ilość naparstnic, które o tej porze pięknie się różowią, a także całą okazałość lasu, olbrzymich drzew, które są tutaj pewnie wiele lat. Dla mnie jest to ten moment spaceru, który w pierwszym etapie należy do najbardziej przyjemnych (taki las znam z dzieciństwa). 
W dalszej części droga mocno unosi się do góry, i trudniej ją przejść szybkim tempem. W zasadzie droga naszej wspinaczki znacząco różni się od tej najbardziej popularnej, ale był to ponoć dużo lepszy wybór, jak ocenia mój mąż. Tutaj powstały według mnie najpiękniejsze zdjęcia z całej wyprawy. Tutaj widzę prawdziwy las, i widzę radość na twarzy mojego męża. Na samym szczycie czeka na nas miła niespodzianka, uwieńczenie tego trudnego etapu drogi.
Po zakończeniu tego podejścia pod górę, widzimy cudowny widok na klify i lasy. Mnie najbardziej fascynuje młody lasek bambusowy, przy którym zatrzymuję się na kilka minut słuchając szumu. Jest to dobrze znany mi odgłos z naszego poprzedniego domu (ogrodu) a tutaj, wierzę, że las osiągnie dużo większe rozmiary, i z każdym rokiem ten dźwięk będzie stawał się twardszy. Kocham bambusy i wiem, że to moje miejsce nr 1 w Glenariff Forest Park i będę za nim wręcz tęsknić.
Z kolei zaraz po tym przystanku, gdzie ustawiono ciąg drewnianych przystanków (do piknikowania), przechodzimy w kierunku miejsca parkingowego, wraz z herbaciarnią. Całą trasę z dodatkowym szlakiem tęczy (będącym opcjonalnym objazdem), idąc krótki kawałek drogi przez Tęczową Kładkę nad rzeką Glenariff, a także przechodząc przez czwartą ścieżkę Widokową (1 km) tuż przy kawiarni, pokonujemy w godzinę i 20 minut. Przyznam, że w pierwszym etapie kilka kilometrów szliśmy bardzo szybkim krokiem i dopiero w połowie spaceru zwolniliśmy.
Z dodatkowych atrakcji muszę dodać o kawiarni położonej tuż przy szerszym wodospadzie, a także o herbaciarni, oraz o miejscu do piknikowania, caravan park na wzniesieniu gdzie napotkaliśmy dość sporo rodzin. Jednak my na ten dzień mieliśmy jeszcze jeden ciekawy plan, więc ruszyliśmy w drogę. A tutaj na pewno powrócimy razem z Alexandrem.

weekendownik - koniec wakacji

piątek, sierpnia 25, 2017

weekendownik - koniec wakacji


W ubiegłym tygodniu uświadomiłam sobie, że tak naprawdę wakacje dobiegają końca. Moje dziecko już lada moment przekroczy próg szkolny, ale także dla mnie zakończy się czas nieco dłuższego wolnego poranku, kiedy to mój synek miał przedłużony sen. Co więcej doszłam do wniosku, że to i tak mizerne wyjątkowo lato dobiega już końca. Trochę będzie szkoda tego luzu, i w sumie ciepła, które nam towarzyszyło, niestety lato w Irlandii tym razem mnie kompletnie rozczarowało, bo gdyby nie nasze wczasy w Polsce i wcześniej w Portugalii, kiedy to wylegiwaliśmy na plaży i działeczce, to mielibyśmy lato deszczowe totalnie. Właściwie poza kilkoma słonecznymi dniami w NI, od miesiąca pada deszcz, a od dwóch tygodni towarzyszy temu temperatura 16 stopni, to chyba naprawdę przesada! Postanowiłam jednak nie narzekać, bo już nieraz Wam pisałam o tym jak nie cierpię upałów i chyba to się zemściło.. ;) Więc składam ręce w podzięce za każdy słoneczny dzień, który trafia się tu gdzie mieszkam, zapraszając przyjaciół na grila, bądź podróżując na plażę, bądź wylegując na moim leżaczku (który jeszcze czeka na swoją rolę w tym sezonie?).
Dzień Ojca - Antrim Castle Gardens

czwartek, czerwca 23, 2016

Dzień Ojca - Antrim Castle Gardens



Postanowiliśmy, wraz z moimi chłopakami, że tegoroczny Dzień Ojca (obchodzony w polskim wydaniu) spędzimy poza domem, tym bardziej że pogoda wyjątkowo dopisała. W związku z tym, że mieszkamy w UK, Father's Day wypadł tutaj w innej, wcześniejszej dacie, i tata Alka już otrzymał prezent w postaci sportowej czapki z daszkiem. Doszłam do wniosku, że ten Dzień Ojca, tatuś już jakby obdarowany zostanie tylko i wyłącznie czasem spędzonym ze swoim synkiem, no i oczywiście z Jego mamą, czyli mną. :) Wyruszyliśmy na wycieczkę, do Parku - Antrim Castle Gardens, który posiada idealne ścieżki na przejażdżki rowerem, a także na spacerki. Więcej o parku przeczytacie w relacji z naszego jesiennego spaceru. Zajrzyjcie koniecznie do tego artykułu, bo to naprawdę piękne miejsce. Tym razem w Parku spędziliśmy pół dnia, maszerując tuż za pomykającym swoim rowerkiem - Aleksiu, który był tak zajęty najnowszym gadżetem i oglądaniem pięknych krajobrazów, kwiatów i ruin zamku Antrim, że mogliśmy naprawdę się zrelaksować. Później zaszliśmy aż do centrum miasta, o ile tak można nazwać to małe śródmieście. Naszym celem stały się dwa second handy antyków i porcelany, w których można wyszukać wiele pięknych dodatków do domu z drugiej ręki. Dzisiaj - króciutka relacja, za to przesyłam Wam sporą dawkę zdjęć, z naszego spaceru, w tym także fotografie pięknych, kwiecistych ogrodów.

sobotni spacer w Antrim Castle Gardens

poniedziałek, października 19, 2015

sobotni spacer w Antrim Castle Gardens


Podobno najpiękniejszych chwil nie można zaplanować, bo przychodzą same. Dlatego właśnie mam dla Was nieplanowany wpis z sobotniego popołudnia, które spędziliśmy poza naszym domem. :) W ten weekend mój chłopak pracował, ale ku naszej radości w sobotę skończył pracę bardzo wcześnie. Po wspólnym obiedzie, zaproponował wycieczkę. Zdecydowaliśmy się na spacer w Antrim Castle Gardens.


Ogrody w Antrim to historyczne miejsce w Północnej Irlandii, które liczy sobie 400 lat. Poważna renowacja zabytków dzięki funduszom Heritage Lottery Found przyczyniła się do zachowania miejsca dla przyszłych pokoleń. Spacerując po ogrodach można przenieść się w przeszłość, a zarazem wśród kwiatów i drzew poczuć się w miłym tradycyjnym klimacie. Wewnątrz ogrodu znajdują się odnowione budynki, dom - Clotworthy House, oraz wystawa dziedzictwa - gdzie można dowiedzieć się o historii Gardens Antrim, czyli o tym jak losy członków rodziny tego domu splatają się z rozwojem miasta Antrim i okolic. 

wycieczka do Antrim - mały podróżnik

poniedziałek, stycznia 12, 2015

wycieczka do Antrim - mały podróżnik



Od dawna zauważyłam, że te podjęte zupełnie spontanicznie wyzwania wychodzą mi na dobre. Tak było z pozostaniem w Ballymenie, jak również z naszym staraniem o potomstwo.. ;) Z wieloma zresztą kwestiami, w których nikogo nie słucham... prócz własnego głosu wewnętrznego. No, może czasem tylko swojej rodzinki, właściwie tylko Ich dwóch biorę pod uwagę we własnych planach nawet tych spontanicznych. Tak właśnie dobrnęłam do tego, że z Nimi zawsze jest wyjątkowo. Tym razem do Antrim mieliśmy pojechać właściwie jutro, w związku z moim badaniem w szpitalu. Jednak tak bardzo naszła nas chęć na spacer, gdy  zobaczyliśmy piękną, słoneczną pogodę za oknami naszego domku, że wszyscy - nawet Alexander, z chęcią powiedzieliśmy -Tak. Ja proponowałam, chłopaki potwierdzili. To jest właśnie super, że w naszym domu zawsze wszyscy są chętni na różne wyzwania, nie lubimy siedzieć za często w domu. :) Jesteśmy już trzeci raz, teraz w Ogrodzie Antrim spędziliśmy dobre dwie godziny, słońce przyświecało przez cały czas, co przewidziałam wcześniej. Deszcz spadł już jakiś czas przed naszym przyjazdem, więc było sucho, lecz bardzo chłodno. Idealna pogoda na rodzinny spacer w ciepłych ubraniach. Tym bardziej byłam zadowolona, że dziś tatusiowi Alka przydała się czapka, którą otrzymał pod choinkę. :) Z kolei Alexandra ubrałam w spodnie, które kupiłam Mu w Polsce. Ja klasycznie ubrana w swoją cieplutką czapeczkę i w różowym makijażu czułam się dziś wyjątkowo dobrze. A do tego z moimi chłopcami było  super i wesoło. Szczególnie dobrze rozpoczęliśmy dzień... Rano tata zrobił nam przesmaczną jajecznicę...

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik