Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ojcowski Park Narodowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ojcowski Park Narodowy. Pokaż wszystkie posty
Ojcowski Park Narodowy - tu zjesz smacznie!

sobota, września 29, 2018

Ojcowski Park Narodowy - tu zjesz smacznie!

Ponieważ uwielbiamy jeść, a temat restauracyjny i kawiarniany mam 'we krwi', zawsze będąc na urlopie lubię odwiedzić niejedną jadalnię, zaspokajając swój apetyt na kulinarne nowości, męża i dziecka apetyt.. w ogóle. Cieszę się ogromnie, że koniec wakacji mieliśmy tak udany i w sumie podczas paru dni spędzonych w Ojcowskim Parku Narodowym stołowaliśmy się aż w kilku ciekawych punktach gastronomicznych. Okazuje się bowiem, że ta okolica z tradycjonalnym i dobrym stołowaniem ma naprawdę wiele wspólnego. Śniadania ze względu na piękną pogodę od samego rana celebrowaliśmy przy wynajętym domu, gdzie mogliśmy  wygrzewać się na słońcu, przy szumiącym Prądniku. Natomiast całe dni, aż do wieczora upływały na chodzeniu, zwiedzaniu... no i oczywiście na delektowaniu się tym, co do zaoferowania miały lokalne restauracje, kawiarnie i bary.
Wszędzie było dobrze, w każdym z nich najedliśmy się, i klimat w tych miejscach był znakomity. W zasadzie można je rozpatrywać ze względu na radość poszczególnych członków naszej rodziny. Dla mnie istotne jest, aby moje dziecko zjadło z apetytem, ale też miało możliwość zająć się czymś. Oczywiście dobrze jest, aby rodzice potrafili to zorganizować na własną rękę (kredki, blok rysunkowy, itd.), ale wybaczcie na urlopie wolałabym tylko odpoczywać ;). Chodząc tyle kilometrów po wzniesieniach i spacerując nie spodziewałabym się, że mój pięciolatek zamiast się zmęczyć, będzie jeszcze więcej wydawał energii z siebie.. Tak więc idealne wakacje to takie, że inni pomyślą za nas. W sumie w Ojcowskim Parku Narodowym za wiele prócz natury, lodów i gofrów dziecku nie zaoferujecie.. A może jednak? 
Zaczynam od dwóch świetnych gastronomicznie, a do tego klimatycznie -pstrągarni i kawiarni. Dla mnie jako dla matki i żony, a zresztą wielbicielki potraw rybnych na najwyższym poziomie i jedynym w swoim rodzaju smaku okazał się - Pstrąg Ojcowski. Położone w samym centrum OPN stawy z hodowanym tutaj pstrągiem tęczowym, a także z umiejscowioną na świeżym powietrzu wędzarnią i tarasem leżakowym, a także z łódką z możliwością pływania - to pewnego rodzaju ewenement w Polsce.
Pomysłowe przedsięwzięcie właścicielek, mamy i córki, dzięki któremu można poznać smak polskiej ryby, zdrowej, świeżo przyrządzonej, jednocześnie wypoczywając na łonie natury w trakcie urlopu w tych cudnych okolicznościach przyrody. Swojsko podane, w swojskim klimacie. Sympatyczni ludzie obsługujący tu, życzliwi i weseli, a do tego moje uradowane dziecko mające swoje 'pole do popisu' ;) Łódka, trawka, ścieżka edukacyjna, traktor do zabawy, kamienie, piasek i smaczna obiado-kolacja. Dla mnie miejsce niezwykłe, szalenie wygodne i chciałabym tu jeść każdego wieczoru. Mój mąż był bardzo najedzony, i zadowolony, więc... Super!
Kawiarni Niezapominajki na pewno nie zapomnimy na długo, bo nasze dziecko wcale nie chciało jej opuścić. Miejsce zaplanowano w dużej mierze pod młodszych turystów, bo nie dość, że jest tu sporo deserków dla małego podniebienia, typu lody naturalne, czy naleśniki, to jeszcze stoi tutaj specjalnie wykonany na potrzeby bawiących się dzieci całkiem spory statek z drewna z piłeczkami.
Przez cały czas relaksu na statku bawiło się kilkoro dzieci, tworząc zgraną załogę z kapitanem na czele ;) Wiadomo. Idealne rozwiązanie dla rodzin, jedyne znalezione miejsce do odpoczynku na leżakach i w stu procentach z myślą o bawiących się obok dzieciach. Tego w Ojcowskim Parku Narodowym w sumie brakuje.. Zabawne w tym wszystkim tylko okazały się komentarze dwóch pań powyżej średniej wiekowej.
Dwukrotnie zarzucały, komentując na tyle głośno, abym ja siedząca blisko nich mogła to usłyszeć, że "to nie jest miejsce do takich zabaw", bo "tu się je" :P i "czy te dzieci nie mogłyby się trochę ciszej zachowywać?". Pewnie panie tego nie przeczytają, o czym napisałam teraz, bo Panie nie są 'na czasie' i jeżdżą do OPN tylko po to, aby wypocząć, i oczywiście chętnie bym powiedziała do nich 'dwa słowa' na miejscu, gdyby nie mój kochany mąż. :) A tak przynajmniej Panie (i mój mąż) spokojnie dokończyły jedzenie, a moje dziecko świetnie się bawiło. 
Dziękuję mężu, Ty zawsze wiesz jak sprawić, aby wilk był syty i owce całe. No cóż, skoro jest tam świetnie dla rodzin, (większość bywalców to właśnie rodzinki z dziećmi) to polecam, bo jest też pysznie. Jadłam domową szarlotkę, moje dziecko naleśnika, a mąż tartę warzywną. Wewnątrz też znajdziecie dobry nastrój, muzykę, i kominek, który ogrzewa i nadaje miły nastrój kawiarence. Ten ostatni element polecam w chłodne dni.
Pewnie nie wszyscy wiecie, ale każdy zjedzony kęs w Ojcowskim Parku Narodowym jest jak podróż w czasie w dawne lata, smaki dzieciństwa, ludzi, którzy w tych okolicach dorastali. 'Jak za dawnych czasów' to drewniany niebieski domek, w którym wszystko jest odwzorcowane sprzed wielu lat. To też budka stojąca tuż przy drodze w kierunku Pieskowej Skały, z grillem, piecem, i ławkami dla zatrzymujących się, aby dobrze zjeść jak za dawnych czasów.. Zatrzymujemy się i podchodzę - chwytam kiełbasę z grilla - pachnie super, coś dla męża, i dla mnie jak znalazł.
Potem okaże się, że dla synka też! Kiełbasa sporo kosztuje (za kilogram) ale jest niezwykle lekka, więc cena okazuje się niższa niż za sklepowe kiełbasy. Kupuję jeszcze ciasto ze śliwkami domowej roboty, zjemy w domku po powrocie... My już ruszamy, ale Wy zjecie tu jeszcze Chleb Praojców ze smalcem, i inne rarytasy przyrządzone domowymi sposobami, na miejscu. My nie mogliśmy czekać. Ponoć chleb jest bardzo dobry, i poza sezonem organizowane są tutaj warsztaty jego wypieku. Zachwycające miejsce, z wesołymi obsługującymi osobami, które uczestniczą w przygotowaniu jedzenia. Polecam!
Na koniec Restauracja Herbova, w Pieskowej Skale, a dokładnie leżąca w Zamku Pieskowa Skała. Miejsce jest niezwykłe o tyle, że to właśnie z niej rozpościera się wyjątkowy widok z Zamku w Pieskowej Skale. Jeśli więc przyjechaliście do Zamku w Skale, to musicie tu dotrzeć, kwestia tylko, czy zechcecie zatrzymać się na dłużej np. na kawie. Wchodząc przez bramę Zamku, bez problemu tu dotrzecie.
My ze względu na ogromny upał spróbowaliśmy tylko dobre sorbety w pucharku, kawę, herbatę i uciekaliśmy już. Oczywiście podają tu obiady i przekąski, jak na królewską restaurację przystało. Miejsca ulokowane są na niższym poziomie i na wyższym - tarasie, gdzie warto przysiąść nawet na pół godziny. Widok jest przepiękny i to tutaj ukazują się ogrody Zamku. Ceny są przystępne, więc polecam odwiedzić. Dobre miejsce na spotkanie towarzyskie. 

Betlejemka i Pod Kometą - Wille w Ojcowie

sobota, września 22, 2018

Betlejemka i Pod Kometą - Wille w Ojcowie

Leży na skraju centralnej zabudowy Parku Ojcowskiego, przy Dolinie Prądnika, u wylotu Doliny Sąspowskiej - Betlejemka. Domek, wraz z drugim zabytkowym obiektem 'Pod Kometą' to miejscówka, gdzie wypoczywaliśmy podczas ostatniego urlopu w Polsce. Podróżując do Krakowa zdecydowaliśmy się właśnie na to miejsce ze względu na położenie w środkowej części Parku Narodowego. Ogromnym atutem jest niewątpliwie usytuowanie w pobliżu wielu atrakcji, a także restauracji, sklepu i barów. Na pewno to umiejscowienie 'Pod Kometą' - w samym sercu Ojcowa stawiało ten nocleg na wysokiej pozycji wśród tych ulokowań, które brałam pod uwagę. A jest ich sporo do zaoferowania w Ojcowskim Parku Narodowym.
Zdecydowanie jednak to środowisko naturalne panujące w pobliżu oczarowało nas do tego stopnia, że do tej pory wspominamy kilka dni tam spędzonych. 'Pod Kometą' otoczony jest pięknym, zielonym 70 arowym ogrodem, w którym unosi się zapach róż, a pod jabłonkami leżą dojrzałe jabłka - jedne czerwone, inne zielone. Pod jabłonką nawet pewnego dnia dostrzegłam sarenkę. Zresztą widać, że nie tylko dzikie zwierzaki tutaj czują się dobrze, dostrzegamy też leniwie wylegującego się  to na parapecie drewnianej willi, to na trawce, w słońcu - kota właścicieli. 

Właściciele to bardzo miła rodzina, która zamieszkuje willę 'Pod Kometą', gdzie mieści się też biuro. wszędzie widać zamiłowanie właścicieli do kwiatów, szczególnie do róż, których pnączami drewniany dom jest otoczony. W piwnicy 'Pod Kometą' dostrzegłam bardzo starą, swojsko urządzoną spiżarnię. Łatwo można zauważyć, że tutaj się żyje, ale też pracuje. Domownicy dbają o obiekt, o willę, o czystość ale też o cały teren. Są bardzo pomocni, jednocześnie nie narzucając się. Udostępnione pole leżakowe, a także miejsca do posiłków i do grillowania są zadbane i rozmieszczone w kilku miejscach posiadłości. Przyjemnie się tutaj wypoczywa, jest cisza, i tylko od czasu do czasu echo się niesie..
Co więc robić w takim sielskim miejscu? W Betlejemce można wynająć pokój, lub apartament. Rano, obowiązkowo polecam dobre śniadanie, jest tu kilka możliwości. W apartamencie jest stół, gdzie na szybko można coś przyrządzić, i warto po prostu skorzystać z miejsca do posiłku na tarasie, bądź niżej w jednym z trzech przeznaczonych do tego stołów ogrodowych. Podobnie wieczorami, po powrocie z wypraw, chętnie tu przysiądziecie. Polecam rozpalić grilla, lub na szybko zjeść posiłek a czas przeznaczyć na spacer wokół domu, wsłuchując się w szum Prądnika, jak zrobiłam to ja. Za to przed południem w słoneczny dzień słońce świeci tak bardzo, że tylko wypoczywać! Plażing i relaks na polu leżakowym, lub na tarasie. Warto trochę nabrać kolorów. Tak właśnie spędzaliśmy ten urlop.
Trochę historii obiektu. Źródło - https://khit.pttk.pl Wiadomo, że duży wkład w rozwój turystyki w propagowaniu terenu i natury Ojcowa miało Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, które starało się stworzyć miejsca noclegowe dla odwiedzających. Głównym zadaniem Oddziału w Olkuszu było zorganizowanie schroniska i właśnie w 1913 roku Willa Pod Kometą pełniła funkcję schroniska, kiedy to PTK wynajęło obiekt od właścicieli. Przez lata schronisko miało stałą frekwencję, lecz po wybuchu I Wojny Światowej, uległo zniszczeniu wyposażenie Willi. Podobnie rzecz się miała w innych schroniskach utworzonych na terenie Ojcowa.
Przez lata wille służyły turystom do noclegów a po tamtejszych wczasach pozostała Księga Pamiątkowa - Pamiętnik Wycieczkowy, w którym udokumentowane zostały wpisy wycieczek w Dolinie Sąspowskiej, Pod Kometą, nawet zagranicznych i między innymi takie oto wpisy:

... Komu zbrzydnie miasto, kino, radjowrzaski,
nauka, kurierek, Marszałek, Posłowie, 
Niech biegnie wziąwszy placki, koce, laski...

Autorka dodała od siebie:
...Aby odpocząć w uroczym Ojcowie...

Ojców i Skała - natura, którą trzeba zobaczyć wędrując

sobota, września 15, 2018

Ojców i Skała - natura, którą trzeba zobaczyć wędrując

Dzisiaj opowiem Wam o dwóch wyprawach, które odbyliśmy podczas pobytu w Ojcowskim Parku Narodowym, a dzięki którym poznaliśmy to miejsce od strony natury. Tak naprawdę, aby pokonać wszystkie trasy i szlaki w OPN warto rozplanować zwiedzanie na kilka dni, no chyba, że podobnie jak ja potraficie doskonale zorganizować wędrówkę i trzymacie się kurczowo wyznaczonych celów. Wówczas wystarczą na to maksymalnie dwa dni. Poza tym w Parku Narodowym na bieżąco trwają renowacje i niektóre punkty raczej zdecydujecie się ominąć (niestety). Aczkolwiek mieliśmy sporo szczęścia i zapału, aby w jeden dzień ruszyć w dwóch różnych kierunkach Parku Ojcowskiego i jeszcze do czasu aż zaczęło się ściemniać wróciliśmy do wynajętej przytulnej chatki 'Betlejemki' (o której napiszę Wam w kolejny weekend), gdzie padliśmy ze zmęczenia na tarasie.
Jeśli jesteście, podobnie jak my osobami lubiącymi spacerować, pokonywać kilometry i 'knieje' to ten post pewnie Was zainteresuje. Czasem czytam, że, aby wędrować potrzeba specjalnego obuwia, ubioru i w ogóle sprzętu, i trochę się uśmiecham pod nosem, bo myślę, że najwięcej to chyba potrzeba wigoru i .. czasu. Jeszcze nie tak dawno oglądałam program Cejrowskiego, gdzie emitowano odcinek w którym mali Azjaci poruszali się po górzystych terenach w klapkach! ;) Potrzebujecie minimum jeden dzień, można wypożyczyć rower (będzie urozmaicenie), wygodne buty (trampki, tenisówki, lub inne), zwiewne ubranie (leginsy, getry, dres, sukienka też może być ;), plecak lub torbę, kapelusz tudzież chustkę, okulary przeciwsłoneczne, może być kurtka przeciwdeszczowa dla nieprzyzwyczajonych do przypadkowej ulewy, prowiant z napojem i wyruszamy! Uwaga: około 8 do 10 kilometrów przed nami. 
Jako że Dolinę Prądnika mieliśmy właściwie na miejscu, przebywaliśmy tutaj 24 h na dobę przez dwie doby, pozostałe dwie musieliśmy gdzieś odbić. Jednak o rzece Prądnik muszę koniecznie Wam napisać, bo płynął tuż przy terenie naszego noclegu, nawet miałam okazję tej zimnej rwącej wody dotykać i pluskać się w niej w upały. Dolina Prądnika rozciąga się bardzo mocno, przebiegają tędy szlaki czerwony, niebieski, żółty, zielony, czarny. W zasadzie jest też skupionych większość atrakcji, w tym staw z pstrągami tęczowymi, gdzie zorganizowano na wolnym powietrzu wędzarnię i grillowanie tych ryb, staw Beta. Jest to obecnie 'Centrum' Parku Ojcowskiego, którego widok można ujrzeć z góry Jonaszówki. Dolina Prądnika wiedzie dużo dalej, z dwoma Zamkami, kilkoma zabytkowymi budynkami, i ze wszelkimi formacjami skalnymi. O tych ostatnich (głównie) napiszę Wam dziś w dalszej części tego wpisu.
Ci z Was, którzy regularnie czytają moje sobotnie posty podróżnicze, wiedzą, że wybieram noclegi tak zlokalizowane, aby to, co najbardziej mnie interesuje było 'pod ręką', czyli łatwo się domyślić dlaczego Dolinę Prądnika dość szczegółowo Wam opisuję. W Dolinie panuje niezwykły spokój, nie ma wiatru, echo się niesie. Dookoła jest mnóstwo zieleni, drzew i rzeczka o której już Wam wspomniałam. O poranku, bez względu na późniejszy w ciągu dnia upał panuje tu duża wilgotność i ciemność. Obszar spowity jest poranną mgłą, podobnie jest po zachodzie słońca. Mimo iż byliśmy tu w naprawdę upalne dni - wieczorem było tu szaro, a rano bardzo mglisto. Ma to ogromny urok.Tuż przed naszym wynajętym domem rozpościerał się najpiękniejszy według mnie punkt widokowy z Jonaszówki, gdzie weszliśmy po śniadaniu od razu na drugi dzień po przyjeździe do Ojcowa.
Nazywana jest Grubym Jankiem, ma około 20 metrów wysokości, a dookoła jej porasta roślina rzadka - Ostnica Jana. Niesamowity widok z jej skały, do której z dołu prowadzi ścieżka z poręczą, przyciąga wszystkich turystów. Warto wejść na górę, gdyż wspinaczka nie zajmuje więcej niż 15 minut, a widok jest nieopisany. Możecie tu przysiąść na ławce i poczytać o górze i skale Jonaszówce z tablicy informacyjnej, ale przede wszystkim to tutaj warto zaczerpnąć wspaniałych promieni słonecznych i rozejrzeć się wokoło. Na przeciwko są skały Czyżówki, Figowe, Ostrogi i Bystra a w oddali nawet widać Zamek Ojcowski.
Po zejściu ruszamy w kierunku Bramy Krakowskiej mijając drugi staw pstrągów, idąc ścieżką - szlakiem niebieskim. Zanim dostaniemy się do tej formacji skalnej, o której odwiedzeniu marzyłam, mijamy po drodze kilka znanych skał. Napiszę o nich później bo tak naprawdę bliżej przyglądamy się im dopiero w drodze powrotnej, wracając na obiad. Tuż przy Bramie Krakowskiej znajduje się bardzo ciekawa jaskinia zwana Krowią. Skała jest niewielka, lecz wszyscy tu zaglądają. Wewnątrz  jest sucha, zbudowana z twardych wapieni skalistych
Nazwa pewnie wywodzi się stąd, iż w takich jaskiniach archeologowie znajdowali kości zwierząt. Podobno trzymano tam krowy i owce. W schronisku tym kręcono scenę do filmu Ogniem i Mieczem. Jaskinię odwiedziliśmy wszyscy po kolei, a tuż obok spotkaliśmy bardzo uprzejmego dorożkarza, który opowiedział nam o znajdującym się blisko Źródle Miłości, gdzie też udaliśmy się, i jeszcze przed wejściem przez Bramę Krakowską, opluskaliśmy się w źródełku. Ponoć woda nie jest zdatna do picia, ale będąc w OPN należy tutaj przyjść z osobą, którą się kocha...
Historia źródełka sięga jeszcze czasów przed I Wojną Światową, dawniej było to naturalne źródło, a w okresie międzywojennym poprzez przesunięcie przekopem pełniło funkcję dostarczania wody dla Wytwórni Wód Mineralnych. Następnie po likwidacji Wytwórni, ponownie otwarto w oryginalnym miejscu. W źródle znajduje się woda o odczynie zasadowym i wydajności 0,7-2 l na sekundę. Poniżej Źródła Miłości znajdziecie Źródło pod Świerkami. A w środku w źródełku miłości żyje skorupiak studniczek tatrzański.
W nastroju miłosnym ruszamy wreszcie już ku Bramie Krakowskiej. W gruncie rzeczy nie jest to jedyna brama w Parku Ojcowskim, jednak jest to największa i najbardziej obrazowo przypominająca bramę formacja skalna. Jej nazwa pochodzi od tego iż tutaj w Parku Ojcowskim biegł dawniej szlak handlowy z Krakowa na Śląsk, a tabliczkę informacyjną zawieszono w momencie powstania drogi z Krakowa do Ojcowa. Obecnie tabliczka została zdjęta, z powodu protestów przyrodników. Około 15 metrowe boki skalne jurajskie wapienne powstały w wyniku procesów erozyjnych, a także zjawisk krasowych i wietrzenie mechaniczne.
W lewej części kolumny zamontowany jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Tuż przy Bramie rosną dwa nasadzone cisy, a skały spowijają rośliny takie jak: murawa kserotermiczna, kostrzewa blada i porosty. To tutaj odkryto wiele lat temu nowy gatunek ślimaka i nazwano go niepozorką ojcowską. Należy do endemitów, bardzo rzadkich gatunków, i ze względu na to znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt. Widok z każdej strony Bramy Krakowskiej jest bardzo interesujący, szczególnie patrząc w kierunku miejsca skąd przyszliśmy widoczne są przepiękne Skały Koronne. Od obszaru Bramy Krakowskiej odchodzą aż trzy szlaki czerwony, żółty i niebieski. My dalej zmierzamy szlakiem niebieskim poprzez wąwóz Ciasne Skałki w kierunku Jaskini znanej w całej Polsce.
Idąc jakieś 40 minut szklakiem niebieskim, wąwozem i lasami, i kolejno szlakiem czarnym jakieś 10 minut docieramy do obiektu udostępnionego dla turystów - Jaskini Łokietka. Nie jest to dla mnie wyczekiwana atrakcja, ponieważ nie lubię takich zimnych i wilgotnych miejsc, marzę o tym aby wydostać się z lasu na osłoneczniony teren, ale przyznam, że miejsce i sama jaskinia są co najmniej oryginalne, a poza tym, jak pewnie wiecie spowija je pewna ciekawa legenda.
Wchodząc do jaskini, przejdziecie jakieś 20 metrów do bramy w kształcie sieci pajęczej. Legenda głosi, że w jaskini po ucieczce z Krakowa przed wojskami czeskimi na 6 tygodni schronił się Władysław Łokietek, a grotę zasłonił pająk snując pajęczynę na otworze wejściowym. W Jaskini jest kilka korytarzy i sal, m.in sala Rycerska, Sypialnia, czy Kuchnia. W jaskini panuje chłód i wilgotność jest spora, 7 do 8 stopni. Łączna długość korytarza i sal wynosi 270 m.
Jaskinia jest znana od wielu lat, a uznana za zabytek została w 1927 roku. Pierwszą jej nazwą była - Jaskinia Królewska. Ze względu na popularność wśród turystów przystosowano ją do zwiedzania i została odpowiednio zabezpieczona, a także oświetlona wewnątrz. Ponad to odbywają się tutaj seanse z przewodnikiem a w ramach ceny za zwiedzanie otrzymujemy sporo informacji. Przed Jaskinią jest kasa biletowa wraz ze sklepem z pamiątkami. Warto przed wejściem zjeść coś, i nałożyć cieplejsze ubranie.
Po takim zwiedzaniu kiszki marsza grają, mimo iż zabraliśmy kilka przekąsek, a przed pokazem w jaskini zjedliśmy cały duży kubełek malin. Moglibyśmy wrócić czarnym szlakiem około godzinę drogi stąd - do miejsca z którego wyszliśmy, przy Jonaszówce. Jednak nikt z nas nie zamierza wracać do domu, bo jest dopiero dość wczesne popołudnie. Mamy też zaplanowane pod wieczór relaksowanie się przy stawie i posmakowanie Pstrąga Ojcowskiego jako obiado-kolację. Skoro nie czujemy zmęczenia, a pragniemy więcej atrakcji, trzeba iść dalej. Po powrocie do Bramy Krakowskiej zaglądamy na godzinę do kawiarenki przydrożnej, o nazwie Niezapominajka, której na pewno nie zapomnimy, gdzie zajadamy ciepłe przekąski i desery, pijemy coś ciepłego i trochę nabieramy sił do dalszej wyprawy i powrotu do domu.
Teraz interesuje nas drugą część naszej wyprawy (nieco krótsza), przy szklaku zielonym, wzdłuż ulicy, gdzie kolejno zatrzymujemy się spoglądając na wznoszące się skały, m.in skały koronne, zmierzając w kierunku do budki ze sprzedażą biletów do Jaskini Ciemnej. Udajemy się zatem na górę, która jest kręta i stroma. Wchodzenie jest męczące, ale nie trwa dłużej niż 15 minut. Po dotarciu na poziom Jaskini, czekamy na przewodnika i w międzyczasie wchodzimy na poziom punktu widokowego Wzgórze Okopy.
Ścieżka doprowadza na Górę Koronną, a stąd widać niesamowite masywy skał wapiennych o różnych formach z których najciekawsza jest 'Rękawica' inaczej nazywana pięciopalcówką. Ta piękna skała, zbudowana jest z mas jurajskich i wznosi się na jakieś 85 metrów od dna doliny. Naprzeciw zobaczycie Bramę Krakowską, i kilka gór. Badania archeologiczne na terenie Wzgórza Okopy wykazały ślady osadnictwa od neolitu do średniowiecza.
Nazwa skały 'Rękawica' wzięła się z pewnej legendy, jak na Ojcowski Park Narodowy przystało. Ponoć podczas jednego z najazdów tatarskich ludzie szukali schronienia w Jaskini Ciemnej. Wówczas Bóg przysłonił swoją ręką widok na wejście do Jaskini, aby uchronić ludność. Rzeczywiście skała ma kształt dłoni i pięciu jej palców. Najlepiej widać to z punktów widokowych z góry, choć również z dołu możecie temu się przyjrzeć.
Schodzimy trochę niżej i możemy ruszyć do Jaskini Ciemnej, która leży w Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Wiele lat temu odkryto tu sporo znalezisk z epoki kamienia, a badania potwierdziły obecność śladów człowieka na okres około 120 tyś lat temu. Około 50 tysięcy lat temu Neandertalczycy zaprzestali tutaj osadnictwa z powodu ogromnych zmian klimatu. Ponoć później w fazie zlodowacenia były tutaj kolejne grupy Homo Sapiens.
Jaskinia posiada jedną ogromną komorę, zwężającą się w tunel. W jaskini znaleziono zwierzęce kości i zęby niedźwiedzi, a także kości wilka, lisa rudego, lisa polarnego, hieny jaskiniowej, lwa jaskiniowego, oraz rosomaka. Ponadto znaleziono tutaj także przypalone kości zwierzęce, które podobno służyły do przypalania zamiast drewna w okresie zlodowacenia. W znalezisku udało się też wyszczególnić z warstwy osadu sporo wyrobów krzemiennych. W jaskini zamieszkiwało siedem taksonów nietoperzy, oraz różne bezkręgowce i pajęczaki. Temperatura oscyluje wokół 7 stopni.
Jaskinia jest udostępniona do zwiedzania, utworzono nawet rekonstrukcję obozowiska Neandertalczyów, a także platformę widokową na Dolinę Prądnika. Jaskinia nie jest oświetlona, otrzymaliśmy świeczki, a samo zwiedzanie przebiegało krócej niż w Jaskini Łokietka. Ogromne wrażenie robi widok z Góry Koronnej, dlatego szczególnie polecam odwiedziny tego miejsca osobom uwielbiającym piękno krajobrazu gór. Poza tym wejście, jak też zejście należy do dość trudnych.
Po takiej przeprawie (także podczas zejścia) warto odrobinę odpocząć, w sumie idąc spacerem w kierunku naszego miejsca noclegu. Po drodze ukazują się piękne widoki kolejnych znanych skał. U wylotu Wąwozu Smardzowickiego i Wąwozu Wrześnik widzimy zbudowaną z jurajskich wapieni skalistych Igłę Deotymy. Powstała ona w wyniku procesów krasowych. Nazwa pochodzi od pseudonimu artystycznego Jadwigi Łuszczewskiej, która kiedyś odwiedziła Park Ojcowski i mieszkała w jednej z zabytkowych willi -Willi 'Pod Koroną' nieopodal Igły i tutaj czerpała natchnienie dla swojej twórczości.


Igła Deotymy stoi dokładnie pomiędzy Skałami Panieńskimi, a Skałami Kawalerskimi. Tuż obok Igły Deotymy rosną ojcowskie brzozy, a sama Igła otoczona jest pnączami - winobluszczu, który na jesień przybiera mocno czerwony kolor. Pewnie wtedy jest to równie uroczy widok jak teraz, który jednocześnie mocno kontrastuje z wszechobecną w OPN zielenią. Idąc dalej kierujemy się już w górę rzeki Prądnik, docierając z powrotem do Jonaszówki.
Jest jeszcze w Parku Ojcowskim, kilka skalnych formacji, o których tutaj Wam nie napisałam, nie wszędzie pewnie udało się dotrzeć. Natomiast skały, które zrobiły na nas wrażenie, a obejrzeliśmy je przejeżdżając w kierunku Pieskowej Skały to Maczuga Herkulesa i Skała Werynhora.

zabytki Ojcowa - dwa niezwykłe drewniane budynki

sobota, września 08, 2018

zabytki Ojcowa - dwa niezwykłe drewniane budynki

Kochani, wraz z zakończeniem wakacji rozpoczynam cykl miesięczny, który będzie uwieńczeniem naszej kilkudniowej wyprawy do Ojcowskiego Parku Narodowego, miejsca, gdzie świat zatrzymał się dla naszej rodzinki podczas letniego urlopu w Polsce. Kiedy wybieraliśmy się tutaj, nie przypuszczałam nawet, że ten przepiękny Narodowy Park ma dla nas tyle do odkrycia. Tak myślę, że każdy, kto tutaj dotrze, znajdzie 'coś' wyjątkowego i niezapomnianego dla siebie. Dla naszej trzyosobowej 'ekipy' niewątpliwie jest to zieleń, przyroda OPN. Mnie osobiście ucieszyły punkty gastronomiczne, o których napiszę Wam w kolejnych artykułach.
Formy skalne i szlaki, też sprawiły, że szybciej zabiło serce, i że ta wyprawa uradowała nie tylko oczy, ale też nasze ciała wprawiła w ruch. Z kolei, jeśli miałabym opowiedzieć o swoich osobistych doznaniach kulturowych to nigdy nie zapomnę dwóch ciekawych architektonicznie budynków, pięknych w formie, i jakże barwnych, a do tego tak mocno urokliwych. I tak myślę sobie, że takich nigdzie indziej nie znajdziecie. A co decyduje o ich wyjątkowości? Już Wam piszę poniżej.
Kapliczka Św. Józefa, potocznie zwana na Wodzie, powstała na przekór Carowi w miejscu łazienek zdrojowych. Związana jest z nią pewna historia, otóż: w czasach zaborów Ojców już był uzdrowiskiem, i po likwidacji łazienek zdrojowych car zakazał postawienia 'na ziemi ojcowskiej' kaplicy. W związku z tym, postawiono ją na wodzie i zakazu nie złamano. Ta piękna kaplica, jest w całości wykonana przez miejscowych robotników z drewna w bladym beżowym kolorze, w blasku słońca sprawiającego wrażenie żółtego. Uwieńczona została ażurową wieżyczką, co stanowi o jej uroku (mnie to szalenie się podoba). 
Oczywiście do najbardziej interesujących jej cech należy  fakt, że wznosi się tuż nad dwoma brzegami potoku Prądnik. Wygląda to spektakularnie, i zachęca turystów do odwiedzenia tego niesamowitego miejsca. Kapliczka stanowi zabytek na Szlaku Architektury Małopolski. Kaplica posiada aż trzy ołtarze i po dziś dzień odprawiane są w niej Msze Św. Nad ołtarzem głównym wznosi się obraz namalowany w 1901 roku przez jedną z kuracjuszek. 
Miejsce dookoła kapliczki otaczają wzgórza, przecięte wąwozami, natomiast samą kapliczkę polana o nazwie Goplana, która jest pamiątką po dawnym ogromnym Domu Zdrojowym 1895-1907 roku. Warto zejść nieco, i przyjrzeć się niebywałej konstrukcji 'od dołu'. Polecam również uczestniczyć we Mszy Świętej, lub w dniu wyprawy wybrać się na Zamek Pieskowa Skała (dokładnie na trasie).
Nie ukrywam, że drugi zabytek wcześniej zaplanowałam zobaczyć będąc w Ojcowie, bo nieczęsto zdarza się widzieć budynek w którym rośnie drzewo, lub inaczej: który jest dostosowany do wyrastającego pnia drzewa. Co prawda nie sposób nie zauważyć go jadąc główną drogą pomiędzy Zamkiem Ojcowskim, a Kościółkiem na Wodzie, bo od razu rzuca się w oczy. Lecz często jest zastawiony autami, lub zasłonięty turystami. Ma przepiękny zielony kolor, ciekawą architekturę, zdobienia, i ładne kremowe oblamówki wokół okien.
W sezonie jak już pisałam jest otoczony autami i autokarami, więc dość trudno ukazać jego piękno na fotografii. Z jednej strony jest ulica główna, gdzie parkują auta, a z drugiej główny parking i miejsce postoju autobusów. Zresztą budynek od dawna pełni funkcję kas biletowych (przystanek autobusowy), a od pewnego czasu jest też oddziałem PTTK, gdzie można kupić różne informatory, pamiątki i mapy, oraz uzyskać informację turystyczną (noclegi, i szlaki, itp. ).
Do budynku wejdziecie z jednej strony i możecie wyjść z drugiej. Wewnątrz w tym świeżo wyremontowanym budynku przysiądziecie, tuż przy konarze drzewa i dowiecie się wszystkiego co dotyczy nie tylko Ojcowskiego Parku, lecz również odnośnie całej Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Ponoć tutaj znajdują się też toalety. Wychodząc z budynku warto unieść głowę, bo tuż z jego dachu wyrasta piękna korona drzewa liściastego.. Potocznie zwany 'Na postoju', został wybudowany w 1930 roku i od samego początku pełnił funkcję poczekalni dla podróżujących autobusem.
Muszę przyznać, że nie spodziewałam się aż tak nietypowych atrakcji w Parku Narodowym. Fascynuje mnie budowla ziemi Małopolski, coś czuję, że świetnie odnalazłabym się w tym pełnym drewna i zdobień Regionie. Dodatkowo bardzo ważne jest włączenie tego mocno w naturę, i krajobraz terenu. Coś pięknego!

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik