środa, grudnia 14, 2016
pielgrzym
Pamiętam moment, jak podziwiałem z okna domu, gdzie zamieszkaliśmy z żoną już kilka lat temu, a także z widokówki kupionej w księgarni zupełnie na samym początku mojego pobytu w Północnej Irlandii -górę, oddaloną od naszego okna pewnie jakieś kilkanaście mil - wybaczcie za brak dokładności z google maps, ale wówczas w ogóle nie korzystałem z internetowych wskazówek. Zwykle do tego celu używałem wyczucia, wyobraźni, kompasu, własnych nóg, i wiedzy zdobytej podczas różnych obozów. To praktycznie zostało mi do dzisiaj, a z kolei moja żona jest bardziej związana z elektroniką, choć na szczęście oboje bez tego potrafimy świetnie sobie radzić. Tak więc pozostawiony sam sobie (nie samotny), po tym jak otrzymałem od zmęczonego 12 godzinną pracą kolegi odmowę na moją propozycję wspólnej pieszej wyprawy na Slemish, skoro świt wyruszyłem w trasę sam. Pamiętam, że temperatura w ciągu dnia utrzymywała się w granicach od 3 do 7 stopni.

