Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belfast. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belfast. Pokaż wszystkie posty
Belfast, stolica Irlandii Północnej

sobota, maja 02, 2020

Belfast, stolica Irlandii Północnej

Belfast jest stolicą Irlandii Północnej. Jest to bardzo młoda stolica, jak wiadomo Irlandia Północna została wyodrębniona z Wyspy Irlandii jak państwo należące do Zjednoczonego Królestwa w roku 1921. Od samego początku Belfast kojarzył się mieszkańcom, i nie tylko Im, jako symbol kraju skółconego - co można do dnia dzisiejszego zaobserwować pod postacią licznych murali, obrazujących wydarzenia jakie miały tutaj miejsce, czy też widząc wysoki mur oddzielający katolicką część miasta od protestanckiej. Jeśli lubicie podziwiać ścienne malowidła - to Belfast bardzo Wam się spodoba!
Polecam udać się na zachód od Centrum Belfastu, Shankhill Road, lub na Falls Road, lub na wschodni brzeg rzeki w Belfaście, gdzie mieszkańcy eksponują swoje przekonania. Taki właśnie jest ten Belfast, i jego współczesna historia, który jednak nas jako rodzinę żyjącą w Irlandii Północnej podczas wycieczek nie bardzo interesuje. Mimo iż niektóre murale są bardzo kolorowe, my omijamy szerokim łukiem wszelkie polityczne, czy tego typu widowiskowe 'atrakcje' w czasie pobytu w Belfaście i staramy się czerpać z dobrodziejstw i przyjemności jakie umożliwia NAM to miasto.
Naszym podstawowym kierunkiem zazwyczaj są lotniska (aż dwa w Belfaście), Ikea, kościół i polska parafia, i różne atrakcje. Belfast przede wszystkim już za pierwszym razem przwitał nas pogodnym przyjęciem ze strony jego mieszkańców. Mimo iż w większości mają swoje osobiste poglądy, widać, że turyści są przez naród brytyjsko-irlandzki miło przyjmowani. Ludzie cechuje życzliwość i swoboda wypowiedzi. Widać też swobodę ubioru, umiejętność czerpania radości z życia, i uwielbienie młodych duchem do życia barowego (KLIK), a tych pozostałych do relaksu na łonie natury.
Nie dziwi więc fakt, że mieszkańcy poza odwiedzinami w pubach (KLIK), równie często wybierają się na przechadzkę do parków znajdujących w Belfaście (KLIK) lub na jego obrzeżach (KLIK). Nas zaskoczyło, że w samym centrum miasta przy popularnym ratuszu, czyli XIX wiecznym gmachu City Hall organizowane są liczne imprezy na świeżym powietrzu. Zresztą otoczenie tego pięknego budynku porośnięte jest trawą. Latem odbywają się tutaj w formie pikniku projekcje filmowe na dużym ekranie, a zimą Belfast organizuje przy pięknie ozdobionej hali ratusza Bożonarodzeniowy Market - Belfast Christmas Market. (KLIK i KLIK)




Tak myślę, że to właśnie ten kierunek powinni obrać wszyscy, którzy przyjechali po raz pierwszy w odwiedziny stolicy Irlandii Północnej, nawet jeśli mają na to tylko kilka godzin. Ratusz zachwyca nie tylko na zewnątrz, ale też zaprasza do środka, gdzie ujrzycie sporo ciekawych egzeplarzy brytyjskich eksponatów. W Muzeum zasiadziecie na tronie królewskim, czy też ubierzecie togę na co dzień noszoną przez radnych. W holu ratusza mieszczą się zabytkowe witraże.
Z budynku ratusza możecie udać się w dowolnie wybranym kierunku. Warto odstawić auto na jednym z podziemnych parkingów i kilka miejsc obejrzeć idąc pieszo. Przechodząc ulicami Belfastu prócz murali i podwieszanych lamp solarnych na pewno zauważycie całe mnóstwo skrzyżowań ogromnych i ruchliwych ulic, często jednokierunkowych, gdzie 'rysują się' stare kamienice naprzemiennie z nowymi puszczonymi do nieba biurowcami i centrami handlowymi. W kilku z nich mieszczą się popularne Centra Handlowe, jak choćby Primark.
Są też bardziej ekskluzywne sklepy i butiki markowych produktów. Jednym z takich Centrów, o którym powinniście wiedzieć jest oczywiście Victoria Square. Ten olbrzymi obiekt handlowy powinien przyciągnąć zagorzałych zakupowiczów. Nas najmocniej zainteresował ze względu na ciekawą konstrukcję. Polecam wejść na teren tego centrum i udać się na platformę widokową - w przeciętny pod względem pogody dzień, jaki zazwyczaj tutaj ma miejsce (niezbyt duże słońce) z ostatniego oszklonego piętra ujrzycie panoramę na Belfast.
I tutaj już widać szereg kontrastów - klockowate domy i budynki z cegły, naprzemiennie z kamiennymi kościołami, zielone wzniesienia górzaste na tle wody i stoczni. Pewnie doskonale wiecie, że Belfast to miasto portowe, położone w zatoce. Co więcej na pewno słyszeliście już, że w stolicy Irlandii Północnej mieści się Muzeum Tytanica, jedno z nielicznych. Bo to właśnie tutaj w Belfaście zbudowano słynny statek Titanic. Bez względu na to, czy jest to niedobra historia miasta, czy też powód do dumy (?), obecnie to właśnie w Belfaście możecie po wstępnej rezerwacji dowiedzieć się o Titanicu wiele ciekawostek, i poczuć się jak na statku wybierając jedną z opcji zwiedzania tego właśnie Muzeum. Tuż obok Muzeum Tytanica mieszczą się inne ciekawe kompleksy związane z nauką - to atrakcje, które zainteresują starszych i młodszych.
O tym czy Belfast Wam się sposoba nie przekonacie się bez pewnego planu przechadzki, a już na pewno nie przyjeżdżając tutaj na jeden dzień - bo miasto jest w sumie niewielkie, ale atrakcje pozostają bardzo rozciągnięte na mapie Belfastu i okolic. Zatem mając do dyspozycji kilka wyjetych godzin z paru dni pobytu - dobrze podzielić to sobie na etapy. Dzisiaj pokazuję Wam Belfast z jednego spaceru - co zajmuje kilka godzin, a poniżej zamieszczam jeszcze kilka linków do miejsc jakie możecie odwiedzić dodatkowo. Zajrzycie koniecznie w podlinkowane artykuły, tam więcej szczegółów.
Będąc w centrum Belfastu zatrzymajcie się przy kilku sławnych rzeźbach. Według mnie najbardziej charakterystyczne są te współczesne, a nawet futurystyczne - Big Fish (przy której lubimy się zatrzymywać) Spirit of Belfast, Balls on the Falls, Beacon of Hope, czy modernistyczne rzeźby typu The Lion. W Belfaście jest mnóstwo ciekawych miejskich dzieł, a rzeźby są bardzo oryginalne, nowoczesne i wręcz krzyczące w przekazie. Z kolei jednym z najbardziej rozpoznawalnych i starych obiektów monumentalnych położonych obok rzeki jest Albert Memorial O'Clock. Z pewnością przyczynia się do tego fakt, że jest mniejszą kopią londyńskiego Big Bena.
Gdy tutaj będziecie nie omińcie pięknej fontanny - wodopoju, o nazwie Calder Memorial, który powstał w roku 1859 służąc w tamtych latach przewożnikom i ich koniom tuż przy starej linni brzegowej. Obecnie wodopój działa, choć filiżanek przy nim nie widać. :) Wodopój jest najstarszym w Belfaście. Dokładnie tutaj najlepiej uwidocznione są skrajności miejskich budowli - nowoczesność przeplata się z klasycznymi kamienicami. Warto przespacerować się ulicami w Centrum, ekskluzywne butiki, w starych odrestaurowanych budynkach, całe mnóstwo bistro, czy barów.
Położona całkem blisko Placu Alberta, najstarsza część Belfastu mieści w sobie Joy Entry. To właśnie w tym miejscu spotyka się największa część mieszkańców spędzających wieczory poza domem. Odrestaurowane kamienice, a pomiędzy nimi wąskie przejścia i kluby w jakich można posłuchać nie tylko granej na żywo muzyki tradycyjnej(KLIK). Oczywiście w Belfaście wypijecie też dobre ciemne piwo, jak również słynny gin w najstarszym pałacu ginowym w Irlandii Północnej. Aby zobaczyć zabytkowy lokal, ale też poznać dawne zwyczaje picia dobrego trunku, odwiedźcie zabytkowy (!) bar The Crown (KLIK). Taki właśnie jest Belfast.
Gdy już obejdziecie główne ulice miasta, przyjrzycie się nowym i starym budynkom (polecam także zerknąć na Grand Opera House, oraz uczelnię Queens University Belfast), wypijecie kawę w kawiarni, lub piwo w jednym z dobrych barów, koniecznie zajrzyjcie do Parku przy Ulster Museum. Na przechadzkę po parku przeznaczcie kilka godzin, nie zapomnając aby wejść do Muzeum. Jestem przekonana, że po całym dniu przyglądania się ulicom i zabytkom stolicy Irlandii Północnej będziecie oczarowani także tym drugim etapem zwiedzania. To właśnie tutaj mieści się XIX wieczna Wiktoriańska Palmiarnia, która od marca jest otwarta każdego dnia (bezpłatnie) (KLIK), a od kilku lat udostępniona została obok druga atrakcja - Wąwóz Tropikalny (bezpłatnie) (KLIK).
Wy i Wasze pociechy będziecie zachwyceni parkiem i tymi tropikalnymi szklarniami, szczególnie, że to wszystko jest nieopodal głównych ulic centrum. Stąd wszędzie 'po drodze'. A jeśli wiecie jak w UK dba się o rośliny - to spodziewajcie się od wiosny niesamowitego widowiska i zapachów. Latem w Parku kwitną długie rabaty róż. My uwielbiamy tu przychodzić z dzieckiem. Można tu spotkać starszych i młodych. Ci ostatni (głównie studenci) najwięcej czasu zwykli spędzać piknikując w przerwach od wykładów - na trawie. Już chyba muszę Wam napisać, abyście koniecznie wchodzili w moje linki, bo podlinkowałam je ze względu na przepiękne zdjęcia i artykuły dotyczące wyjątkowych miejsc w Belfaście, jakich w tym wpiscie nie chciałam wrzucać...
Pora rozejrzeć się dookoła Belfastu. Spójrzcie tylko, że jest całkiem rozległy. i właśnie na jego obrzeżach jest kilka ciekawych atrakcji. Jeśli jestem przy temacie kwiatów, to po prostu muszę polecić Wam park z różanymi ogrodami, jakich nigdy wcześniej nie miałam okazji widzieć nigdzie na świecie. Sir Thomas and Lady Dixon Park jest jednym z kilku takich wyjątkowych parków - jeśli chcecie się przekonać, zajrzyjcie do wpisu z targów w tym miejscu (KLIK). Dla rodzin z dziećmi polecam odwiedzić Zoo. Jest pełne egzotycznych zwierząt i atrakcji dla dzieci. Poza tym warto tutaj przyjechać ze względu na położenie - mieści się na pięknych wzgórzach. (KLIK). Całkiem niedaleko Zoo usytuowany jest na Wzgórzu - Zamek w Belfaście. (KLIK).



słynny pałac dżinowy - The Crown Liquor Saloon Belfast

sobota, listopada 02, 2019

słynny pałac dżinowy - The Crown Liquor Saloon Belfast

Dzisiaj zabieram Was w bardzo oryginalne miejsce, które znajduje się w Belfaście, stolicy Irlandii Północnej. To pałac dżinowy, czyli ekskluzywny pub w kótrym podaje się dżin (i nie tylko) z 1826 roku. Dla mnie jesień i zima to oczywiście idealny czas, aby odwiedzać wszelkie punkty gastronomiczne, restauracje, kawiarnie. To ten moment szczególnie w Irlandii, gdy już pogoda nie zachęca zbytnio do spacerowania po mieście. Ale przede wszystkim ta chwila, gdy w czasie lepszej pogody, mimo możliwości spacerowania ulicami jeszcze chcecie doznać czegoś baaardzo charakterystycznego dla danego Kraju. Znacie nas już bardzo dobrze i wiecie, że chętnie zaglądamy do tradycyjnych restauracji podczas naszych wycieczek. Tym razem zrobiliśmy to przy okazji odwiedzin bliskich z Polski, którzy przyjechali do nas do Irlandii Północnej. Razem postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej tradycyjnym punktom na mapie Belfastu. 
Czekałam chwilę z tym postem, i nie ukrywam, że osobiście pofatygowałam się, aby zerknąć na lokal o którym napiszę Wam dzisiaj, bo wtedy w dniu zwiedzania, kiedy nasi meżczyźni poszli do tytyłowego The Crown Liquor Saloon w Belfaście, ja z kobiecą częścią naszej paczki robiłyśmy zakupy w popularnym Primark w tym samym mieście. W ubiegłym tygodniu przy okazji wizyty w stolicy weszłam do salonu na chwilę, i już Wam donoszę co zobaczyłam teraz a czego nie dowiedziałam się od mojego meża z uprzedniej wizyty, a także co mąż zachwalał wtedy. My zrobiliśmy wówczas taki podział, bo tak było nam wygodnie, ale jest to miejsce dla wszystkich, dla kobiet i mężczyzn, bardzo eleganckie i ponadczasowe, gdzie przysiądziecie i w intymnej atmosferze (po uprzedniej rezerwacji boksu, w specjalnej sekcji) wypijecie a nawet zjecie. 
Więc może zacznijmy od tego, że czas pospolitego irlandczyka to praca w tygodniu (w domu, na farmie lub w mieście), a po pracy lenistwo. Dokładnie tak, jak czytacie. Pogoda, ale też niezróżnicowanie rozrywek położonych w otoczeniu przeciętnego irlandczyka cechuje prostota. Życie farmera toczy się głównie na wsi, i pracuje taki mężczyzna na wsi. W każdym Kraju tak się żyje, tyle, że w Irandii jest to główne źródło dochodu większości mieszkańców, hodowla owiec, farmy warzywne, ogrody, szklarnie, hodowle bydła.. Jest tego mnóstwo. Jednak, gdy przychodzi weekend w przypadku mieszkańców większych miast, lub gdy jest sobotni wieczór to też wiejscy farmerzy - większość z nich  (co jest charakterystyczne tutaj od wielu lat) spotyka się w pubach, tudzież barach, aby w towarzystwie znajomych wypić rozgrzewajacy i dobry alkohol. Nierzadko jest tak przy meczach, lub zawodach konnych. Od czasu do czasu przy akompaniamencie irlandzkiej muzyki na żywo. Wiadomo, że kultura wspólnych biesiad tutaj raczej nigdy nie zaniknie, choć już naród stał się dużo bardziej domatorski niż dawniej.

 https://imgur.com/

Wszystko jest dla ludzi, zarówno mniejsze, jak i większe bardziej stylowe kluby. Młodzież w Belfaście ma też swoje ulubione miejsca, gdzie może nie tylko odpocząć, ale również się pobawić. Nie ma jednak nic bardziej intersującego dla ludzi w różnym wieku, również dla podróżnych, którzy przybywają gościnnie do Irlandii niż zobaczyć stary, odrestaurowany i właściwie nietknięty czasem pub. W takim barze można usiąść w pięknych wnętrzach i nie tylko wypić tradycyjny alkohol, ale przede wszystkim zostać zaskoczonym obsługą w dawnym stylu.
The Crown Liquor Saloon to stary, elegancki, narożny salon dżinowy położony w Centrum ruchliwego Belfastu, przy ulicy 46 Great Victoria St., Belfast, do którego dotrzecie bez większego problemu. O ile w tygodniu jest szansa, że przysiądziecie przy barze w lokalu, podobnie jak nasze chłopaki, o tyle w weekend koniecznie zarezerwujcie sobie stolik, a najlepiej wydzielony boks, gdzie usiądziecie w gronie przyjaciół, w kameralnym drewnianym wydzielonym pequeos. Bar the Crown jest obecnie pod opieką National Trust, Organizacji, która zadbała o jego renowację, a także przyczynia się do rozpowszechniania tego miejsca nie tylko w Irlandii.
Salon The Crown jest to najlepszy w Wielkiej Brytani pałac dżinowy (gin palace) z okresu wiktoriańskiego. Oznacza to, że dawniej w tym ekskluzywnym barze sprzedawano dobry dżin. Takie bary powstawały w dużych przemysłowych miastach, a ten dokładnie wtedy, gdy zbudowana została kolej między dwoma największymi wówczas miastami Belfast-Lisburn. Obecnie nawet jeśli nie jesteście zainteresowani wypiciem tradycyjnego ciemnego piwa, możecie poprosić kawę, i zostaniecie potraktowani bardzo życzliwie, wręcz jak prezydent. O wszechstronnej karcie menu można się przekonać, choćby po wizycie Księcia Harrego razem z wówczas jeszcze narzeczoną Meghan Markle, którzy podczas wizyty w Belfaście w marcu 2018 roku pomiędzy swoimi rozplanowanymi wizytami, przybyli do The Crown Liquor Saloon na lunch.
Właściwie moglibyśmy pomyśleć, że jest to bar wprost dla odwiedzających Irlandię, czy turystów, co ma mało wspólnego z prawdą, ponieważ nie leży on w gastronomicznej i turystycznej części stolicy (Temple Bar). Jednak można tu spotkać rdzennych miejscowych w większym procencie niż tych podróżnych. Zatem, tym bardziej nie stracił on cech tradycyjnego eleganckiego pubu krajowego, wszystko tu smakuje jak dawniej. Ta perełka również wygląda, jak sprzed dwustu lat.  Zewnętrzna część The Crown Bar, mieszczącego się w starym odrestaurowanym budynku, obłożona jest z płytek polichromatycznych. Również podłoga przed wejściem złożona ze skomplikowanej mozaiki płytek we wzór Korony Brytyjskiej. Wewnątrz ujrzymy też płytki, głównie drobno i efektownie kładzone na podłodze. Natomiast pierwsze co rzuca się w oczy to epokowe gazowe oświetlenie, i wszechobecne drewniane boazerie na ścianach i suficie.
Drewniane sekcje ze stolarki włoskiej są tak wydzielone, aby zatrzymać intymność wewnątrz. Mają charakterystyczne miękkie skórzane siedzenia, aby goście mogli zabawić tu nieco dłużej, a co więcej posiadają specjalne dzwonki służące do wezwania barmana, oraz starodawne metalowe narzędzia pierwotnie służące do zapalania papierosów, wbudowne w płytki. Blaty ceramiczne, starodawny bar,  na górze stara old restauracja, wszędzie obrobione wręcz idealnie sufity i co jeszcze? Klasyczne kufle, większość zachowanych sprzed lat, elegancka obsługa i profesjonalni barmani. Oczywiście jak na ekskluzywny lokal przystało - kolorowe witraże sprawiające dodatkowo barwny efekt, z kolorowymi szkiełkami (klowny, wróżki, i również owocowe motywy), które są nawet w toaletach!
Nie wiem jak Wy ale my i nasi znajjomi, mimo, że nie jesteśmy wielbicielami alkoholu - miejsc takich na mapie nie odpuszczamy!

Sir Thomas and Lady Dixon Park- Letnie Targi Róż

sobota, lipca 20, 2019

Sir Thomas and Lady Dixon Park- Letnie Targi Róż

Sir Thomas and Lady Dixon Park znajdujący się na południowych obrzeżach Belfastu, stolicy Irlandii Północnej, to jeden z najważniejszych ogrodów różanych na świecie. Jest to miejsce historyczne i jednocześnie dostępne zupełnie za darmo dla zwiedzających. International Rose Garden położony jest od nas godzinę drogi. Aż dziw, że nidgy wcześniej tutaj nie dotarliśmy wielbiąc i odwiedzając ogrody napotkane na naszych ścieżkach podróżniczych. To niesłychane, że nadal tak niewiele wiemy o Kraju w którym już sporo lat mieszkamy. Z drugiej sytrony patrząc, nidgy nie jest za późno, aby doświadczyć nowych 'spotkań', rozwijać się. Szczególnie naszemu dorastającemu synkowi będziemy wciąż pokazywać nieznane wcześniej miejsca, które nas tutaj w UK otaczają...
Tym bardziej żywiołowo dzisiaj o tym piszę, ponieważ wiem, że sporo moich znajomych, głównie tych z UK czyta regularnie moje wpisy i jestem pewna, że niektórzy nie znają tego miejsca, podobnie jak my jeszcze do ubiegłego tygodnia. Będę uradowana jeśli i polscy przyjaciele zainspirują się tym wyjątowym Parkiem, a dokładnie jego różanymi ogrodami, i ruszą w poszukiwaniu podobnych na świecie. A może Ktoś chętnie zobaczy to piękno, będąc u nas w odwiedzinach? ;)  Jestem pewna, że jeśli czytacie ten wpis - uwielbiacie róże, lub przynajmniej je podziwiacie, podobnie jak ja. Bo jeśli chodzi o mnie kwiaty kocham, ale róże nigdy nie były tymi do których wzdychałam najmocniej.. Piękno róży zrozumiałam dopiero będąc w tutaj, a właściwie przemieszczając się po kilku ogromnych placach z tysiącami różnych odmian róż.
Ten widok, ten zapach, i ta dbałość ogrodników.. Takich ogrodów nie ma wiele na świecie. Najbardziej znane są we Francji, Niemczech, Włoszech i aż dwa w Wielkiej Brytanii, w tym Ogród Królewski. Jest też wśród innych ten jedyny, właśnie u nas w Irlandii Północnej. Obecnie, i zawsze w lipcu trwają tutaj wystawy różane, a także odbywa się tu Międzynarodowy Konkurs Róż. Wczoraj jury Międzynarodowe wyłoniło i uhonorowało w ramach tego konkursu najpiękniejsze róże w różnych kategoriach. Natomiast do końca weekendu trwają w Parku wspomniane targi. 
Tydzień temu głównie plażując na najpiękniejszej z plaż NI, przeżywaliśmy wakacje ze wzmożoną siłą, ze względu na piękną pogodę, która w NI nawet latem trafia się dość sporadycznie. Jednak wiedząc, że ten obecny weekend nie będzie już tak urokliwy - w niedzielę zdecydowaliśmy się wstąpić właśnie tutaj. No muszę Wam napisać, że tak bardzo oczarowaliśmy się tym miejscem, i byliśmy mocno zaskoczeni ilością rabat różanych, oraz placów (jest ich aż 10, w tym jeden w fazie zmian), że zostaliśmy tu do późnych godzin popołudniowych. Na planowane zakupy w Ikea Belfast zostały nam ledwo dwie godziny ;) 
Takie szaleństwo w spacerowaniu po ziemiach UK mamy we krwi już od samego początku zamieszkiwania Wyspy, kochamy naturę, także taką wypielęgnowaną. Natura Irlandii jest dzika, i ponoć się podoba, jest inna niż w Europie Środkowej, jest zielono i wilgotno, kochamy ten klimat. Choć trzeba przyznać, że w pielęgnacji róż rodowici z UK (Brytyjczycy) mają dobrą rękę...
Ale czym różni się ten ogród od innych, które odwiedziliśmy wcześniej? Ogród Różany Sir Thomas and Lady Dixon jest jednym z najlepszych na świecie. Kwitnie tutaj ponad 45 tysięcy róż. Róże pielęgnuje się tu w specjalnych rabatach, ułożonych w okręgi, każde pole to inny rodzaj róż. Przed wejściem do nich wystawione są plakietki informacyjne z opisami i zdjeciami róż laureatek. Dla przykładu jest też jeden z ogrodów poświęcony Księżnej Dianie (róże z Anglii).
Pierwszy konkurs tego typu odbył się w Paryżu w 1907. Jednak jakby cofnąć się do początków honorowania hodowców społeczeństwo brytyjskie przyznawało złote medale regionalnym miłosnikom róż już od 1883 roku. A formalny Konkurs Międzynarodowy ma początek od 1928 roku i został ustanowiony przez Royal National Rose Society. W całym przedsięwzięciu chodzi o to, że róże laureatki osiągają większy sukces komercyjny, są rozpoznawalne, są sprzedawane w sklepach i równie chętnie są kupowane.
Wiadomo, że róża która przyjmuje się w różnym środowisku, różnorodnej glebie, i klimacie - ma najwięszke szanse na wygraną. Jest to odpowiednio testowane przez znawców na podłożach w różnych częściach świata. Jury nie zapomina też o walorach wizualnych i zapachowych - bo to też dla róż cechy charakterystyczne. Tak więc ocenia się róże ze względu na cechy, i kategorie, wyłaniając pakiety wygranych.
Dla nas spacer po Ogrodzie miał walory wizualne i estetyczne. Niewykluczone, że w naszym ogrodzie będziemy róże hodowali, podobnie jak nasi obecni sąsiedzi, u kórych pięknie pną się i rosną wyjątkowe odmiany. W obecnym ogrodzie mamy dwa krzaczki róż, które wypuściły już piękne pąki. Dba o nie mój mąż. Ja zajmuję się łubinami, powojnikami, lawendą i szałwią. Myślę, że gdyby bardziej zająć się hodowlą róż i poszerzyć ją we własnym ogrodzie, idealnie byłoby zainteresować się wynikami ostatniego Konkursu, i znów zajrzeć do Ogrodu Sir Thomas and Lady Dixon. Wybrać te najtrwalsze i najpiękniesze..
W Ogrodzie spacerowalismy kilka godzin, przystawajac w wielu miejscach. Były też przystanki na ławce, a także zabawa na ogromnym placu zabaw dla dzieci. Nie było wówczas upału, za to głównie słońce. Dzień wydawał sie idealny na taki spacer. Zapach róż unosił się wszędzie. Gdybym miała powąchać te wszystkie kwiaty, chyba bym zemdlała. Jest ich ogrom. Kiedyś myślałam, że róża pachnie tylko różą, lub dziką różą... Jak bardzo się pomyliłam! Są kwiaty róż pachnące frezjami, lub piwoniami. Jednak zapach róż jest przodującą nutą zawsze. Będąc w takim ogrodzie można te wonie naprawdę odróżnić. Każda pachnie inaczej. Niesamowite!
Do tego te różane kolory i zdrowe pąki od których trudno oderwać wzrok. Odnaleźliśmy najmniejsze, ale też największe róże. Pąk, który aż się prosił, aby go podziwiać miał średnicę ponad 20 cm! Niektóre róże w ogóle nie przypominają róż, a raczej mają wygląd egzotycznych krzewów. Są róże, które mają więcej pąków niż liści, a są też takie, których pąki na łodygach aż się uginają. Jestem oczarowana różą w kolorze burgundu (zdjecie powyżej). W Ogrodzie jest kilka ścieżek - łąka polnych kwiatów, czy labirynt. Jest tutaj także przepiękny Ogród Japoński, Coffee House i aż dwa parkingi.
Gdyby Ktoś był zainteresowany, poniżej po jednym dniu przedstawiam planogram imprezy. Resztę informacji znajdziecie na stronie z której pochodzi informacja o programie.:

Friday 19 July 2019
  • 1pm - 5.30pm The Singing Sisters
  • 2.30pm - 4.30pm The VIPS 3pc
  • 7.30pm - 8.30pm Third Carrick Silver Band
Saturday 20 July 2019
  • 12pm - 1pm Bailies Mills Accordian Orchestra
  • 1.30pm - 2.30pm CWA Brass Band
  • 3pm - 5pm The Big Kahuna
Sunday 21 July 2019
  • 12 noon - 1pm Ormeau Concert Band
  • 1.30pm - 2.30pm Downshire Brass Band
  • 3pm - 5pm Peach
Tropical Ravine Belfast

sobota, czerwca 01, 2019

Tropical Ravine Belfast

Tak naprawdę nie dzisiaj, w Dzień Dziecka, ale z okazji Dnia Matki (tym razem polskiego święta), wybraliśmy się w ubiegłym tygodniu do Ogrodu Botanicznego w Belfaście. To już nasza druga wizyta w tym roku, i dziwnym zbiegem okoliczności, a raczej moim planem było dokładnie w Mother's Day w marcu - odwiedzić Palmiarnię, a teraz dotrzeć do Wąwozu Tropikalnego. 
Oba budynki, zarówno szklarnia, jak i ten odnowiony już wiktoriański budynek wąwozu, w którym znalazła się bogata kolecja tropikalnych roślin mieszczą się samym centrum Belfastu, w pobliżu najważniejszych ulic i budowli, i w bardzo bliskiej odległości od Uniwersytetu. Często studenci przychodzą tutaj odpocząć w przerwach pomiędzy zajęciami. Niekiedy wygląda to tak, że cały Park zapełniony jest młodymi ludźmi..
Myślę, że nierzadko jest tak, że te osoby chętnie wchodzą tutaj, aby się zrelaksować wśród wyjątkowych roślin, i w ciepłej temperaturze. To naprawdę bardzo przyjemne w niedalekiej odległości od Queen's University miejsce, a do tego wstęp do niego jest bezpłatny. 
Budynek został porządnie odrestaurowany w bardzo nowoczesny i praktyczny sposób, z uwzględnieniem położenia na pagórku. Wygląda to w ten sposób, że wchodząc od strony położonej najwyżej jesteśmy odrazu na najwyższym poziomie, a wchodząc od strony palmiarni (niżej położone drugie wejście) - możemy obserwować rośliny z dołu przez szklane okna, i dostać się schodami, lub windą na wyższe poziomy.
Oczywiście wewnątrz też można przechodzić pomiędzy poszczególnymi pomieszczeniami, i kondygnacjami. Wszystko jest wewnątrz oszklone i zabezpieczone, tak, aby wizytorzy mogli bezpiecznie podziwiać wnętrze pełne egzotycznych, tropikalnych roślin.
My poruszaliśmy się środkowym poziomem. Zejścia do najniższego poziomu (wąwozu) były zamknięte. Ale możliwe było podziwianie roślin z góry, co bardzo mnie cieszy, gdyż uwielbiam przypatrywać się strukturze olbrzymich roślin, szczególnie - liściom palmowym w całej okazałości.
Z kolei rośliny kwitnące, typu hibiskus są posadzone blisko balustrady, która otacza całe to widowisko. Dzięki temu można przyjrzeć się pąkom, a nawet obejrzeć dokładnie te kwiaty, czy wykonać ciekawe fotografie, i zbliżyć się do tych pięknych, mocno rozrosłych drzewek.
Pomimo panującej na zewnątrz słonecznej, ale dość chłodnej wiosennej pogody, tutaj można bez wątpienia przechadzać się w lżejszych ubraniach. Tu można poczuć się jak w innym 'świecie'. Ten świat jest pełen zieleni i wilgotności, ciepła. Jest pachnący...
Dodatkowym efektem, czego nie widać na zdjęciach, jest dżwięk Amazonii, który nawiązuje do klimatu i do okoliczności w jakich naturalnie takie rośliny rosną. Dźwięki zostały nagrane przez artystę Augustine'a Leudara w Amazonii. Śpiew ptaków, odgłosy wodospadu, szum drzew, subtelne szelesty, przechadzki insektów, czy odgłosy zwierząt. W budynku jest wodospad, który wraz z odgłosem opadającej wody stanowi atrakcję już na samo wejście.
Mnie najbardziej zafascynowała palma która naturalnie rośnie w Australii. Ma mocną strukturę i może osiągać olbrzymie rozmiary. Takich palm, tutaj było kilka, gdyż szczególnie dobrze rozrastają się w grupach.
Musze dodać, że mimo iż wszystkie rośliny osadzone są bardzo nisko w tzw. wąwozie, można je podziwiać z ciekawych perspektyw i dzięki tej odpowiednio wykonanej formie szklarni, istnieje w niej wręcz naturalne światło, bardzo jasne. Jest to widoczne na zdjęciach. 
Zresztą już w artykule poprzednim wspominałam Wam o ogromnej inwetsycji w odnowienie tego miejsca, której koszty ponoć w największym procencie pochłonęły specjalne, energooszczędne, potrójne szyby zatrzymujące ciepło. 
Całe miejsce posiada odpowiednie opisy i tabliczki zwieszone przy balustradach w miejscach zasadzonych roślin. Można dowiedzieć się o poszczególnych gatunkach, o ich pochodzeniu. Wiedza, przekazana jest w bardzo różnorodny sposób,. Niektóre z punktów są interaktywne.
Strukturę i formę liści można obejrzeć na tabliczkach z odlewem i z opisem. A także po wcześniejszym zgłoszeniu przyjżeć się im pod mikroskopem. Jest tego znacznie więcej, Są też ruchome tabliczki, z którymi chętnie i aktywnie zapoznawał się nasz Alexander. Taka wyprawa z dzieckiem w miejsce pełne natury poparta ciekawą formą edukacji jest z pewnością pełna wrażeń. A moje dziecko wspomina dobrze tę wycieczkę po dziś dzień.
Alexander szczególnie mocno upodobał sobie dużych rozmiarów bananowce, które przypominały Mu nasze wakacje w Grecji. To jest dla Niego najpiękniejsza palma jaką do tej pory poznał. Oczywiście obowiązkowo musiałam wykonać Mu pamiątkowe zdjęcie, na specjalnym punkcie widokowym, z bananowcem w tle.
Jestem pewna, że powrócimy tutaj, aby przejść się wąwozem i poczuć jeszcze większą symbiozę z tym miejscem. Póki co mogę Wam napisać, że tym razem chciałam po prostu zobaczyć na własne oczy to sławne w Belfaście miejsce. Dzisiaj piszę krótką relację, ale za to macie możliwość podziwiać mnóstwo zdjęć. 
Wychodząc z budynku, nie zapomnijcie zatrzymać się przy stawie tropikalnym, który znajduje się już przy zejściu ze schodami. Nieopodal w donicach przy oknach hodowane są duże kaktusy. To dla zwolenników tych kolczastych roślinek.
Mi kaktusy bardzo podobają się. Zresztą mam w domu kilka. A tutaj w pięknych dużych i do tego ceglanych donicach (bardzo oryginalnie) umieszczone są w oknach. Teraz kiedy zejdziemy na dolny poziom, możemy zobaczyć widowisko, niczym z troipikalnego lasu...
Przy wyjściu umieszczono stanowisko edukacyjne, gdzie dowiecie się o wszystkim z filmu. Obok są toalety i duże akwarium, które jest interesującym dodatkiem do całości.
Z odwiedzin tutaj z sentymentem wspominać będę nie tylko doznania związane z obcowaniem z naturą. Podobały mi się także piękne tablice, grafika, a także umieszczenie w obiekcie mnóstwa zdjęć vintage z dawanych lat, kiedy Botanic Gardens powstał.
Spotkałam się już z różnymi opiniami dotyczącymi tego miejsca. Niektórzy zarzucają projektowi odejście od dawnego klasycznego uroku. Jednak osobiście uważam, że jest to bardzo innowacyjna konstrukcja, która jest pewnym przeciwieństwem standardowych budowli tego typu.
Bardzo podoba mi się cały budynek z cegły (wiktoriański). Niezbyt ciekawa jest biała kolorystyka żeliwnej konstrukcji dachu, ale budynek został wykończony z duchem nowoczesności. Na pewno zainteresuje najmłodszych zwiedzających.
Ciekawostką jest to, że w budynku istnieje możliwość obejrzenia struktury roślin pod mikroskopem, myślę, że gdy Alexander podrośnie z chęcią skorzystamy z takiej edukacji. Na specjalne zgłoszenie można nawet wypróbować kilka jadalnych kwiatów, a także wziąć do domu sadzonki roślin.
W budynku odbywają się tez przeróżne warsztaty, np. ostatnio organizowane są zajęcia w których można stworzyć własne naturalne balsamy z tropików. Może to być idealny moment na spotkanie przy filiżance herbaty z innymi miłośnikami natury, czy choćby wielbicielami produktów w formie naturalnej.
https://www.belfastcity.gov.uk/tourism-venues/TropicalRavine/TRcontact.aspx
Area 
Monday
Tuesday  to Sunday         
Tropical RavineClosed to the public (except bank holidays)10am - 4pm
Palm HouseClosed to the public (except bank holidays)10am - 4pm

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik