Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
listopadowa Warszawa

sobota, listopada 16, 2019

listopadowa Warszawa

Postanowiłam powrócić w tym roku do Was z wpisem o Warszawie, gdzie udaliśmy się w zeszym roku. Z okazji rocznicy śmierci mojej babci, której to uroczystości pogrzebowe przywiodły nas między innymi do stolicy Polski, ten nostalgiczny wpis. Rok temu, aby być przy Jej pożegnaniu, i dotrzeć do mojego rodzinnego miasta zdecydowaliśmy się lecieć do stolicy Polski. Jeśli mam być szczera to bardzo długo z odwiedzinami naszej polskiej Warszawy zwlekałam, odkładając to na później już przez kilka lat. Podczas, gdy mój mąż Wegier urodzony na Słowacji pokazał mi już zarówno stolicę Węgier Budapeszt, jak i stolicę Słowacji Bratysławę, ja w nieskończoność 'migałam się' od wyprawy do Warszawy.
Robiłam to dla 'świętego spokoju'. Nie będę Wam rozpisywała dokładnie historii mojego życia (oraz krótkiego pomieszkiwania w Warszawie) i szczegółów tej niechęci, bo już pewnie na paru blogach, tudzież pod zdjęciami blogerów warszawskich zrobiłam 'cięte' komentarze. A to ma swoje podstawy. Z Warszawy, tej sprzed lat pamiętam najbardziej - wielogodzinną pracę organizacyjną, bardzo zróżnicowane typy osobowości ludzi (pracowników), i... korki drogowe, w których przyszło mi stać nawet 1,5 godziny w jedną stronę drogi do pracy.
To ostatnie bardzo dało mi się we znaki, było najbardziej odczuwalne, nie tylko w czasie mojej pracy w Warszawie. Stolicę odwiedziłam też prywatnie, wówczas korki osiągnęły już 'szczytową' formę, bo przejeżdżaliśmy wtedy przez Warszawę 2 godziny! Gdy teraz porównuję tamten czas i nasz ostatni wyjazd zorganizowany już nieco inaczej, mam wrażenie, że nastąpiła wręcz oszałamiająca poprawa pod względem komunikacyjnym, dzięki czemu teraz w Warszawie, wybierając się tutaj nie w godzinach szczytu, można spędzić bardzo klimatyczne chwile.
Oczywiście gdy dzisiaj mam też porównanie - żyjąc w małym mieście Irlandii Północnej do tego co jest na drogach stolicy, i ustosunkowując się do tego (ruchu drogowego) to nie zazdroszczę mieszkańcom Warszawy. Ale jak wiecie wzszystko ma swoje plusy i minusy, a zwolenników klimatu dużych miast też nie brakuje. W Warszawie nudzić się nie można! Szczególnie jeśli przyjeżdża się tutaj na urlop, w odwiedziny, czy na kilka dni. 
Tak przełamała się moja niechęć do stolicy. A mając czas na spacery, spokojne kolacje w restauracjach, czy po prostu na rekonesans po polskich antykwariatach, byłam oczarowana jej urokiem. Zresztą Wa-wa bardzo spodobała się też mojemu meżowi. Co więcej moje dziecko polubiło mocno Warszawę i wspomina ją po dziś dzień. Jaka jest ta Warszawa jesienią, co do niej przywodzi i co zostanie w pamięci? Pod względem klimatycznym, wiedząc, że w Polsce panuje klimat umiarkowany, dla mnie Warszawa po prostu 'płacze'. Szaro, mglisto, chłodno.
Niespodziankę pogodową mieliśmy w jednym z kilku dni listopadowych, kiedy od rana powitało nas piękne słońce. O tym jak spędziliśmy ten dzień już Wam pisałam i powrócę zupełnie pod koniec tego artykułu. Prawda jest taka, że Warszawa dla nas na zawsze będzie symbolizowała żałobę, tak zresztą jak miejsca w Warszawie bardzo symbolizują Wojny, i walkę o Niepodległość. 101 lat temu nasz Naród odzyskał ją na zawsze.
Tak, jak ja wspominam te chłodne wieczory listopadowe ubiegłoroczne, tak wielu ludzi od lat przywołuje w czasie jesiennych dni pamięć o poległych z rodziny, którzy oddali swe życie za Ojczyznę, za Polskę. Warszawa to czysta nostalgia: parki prowadzące do znanych i znaczących w historii Polski placów. Przy Placu Krasickich - Pomnik Powstania Warszawskiego w moim jesiennym ujęciu spod polskich brzozowych drzew (które kocham), jakże ważny w tym czasie, symbolizujący Powstańców Warszawy walczących za wyzwolenie stolicy do października 1944 roku.
Przypadek sprawił tak naprawdę, że tutaj się znaleźliśmy, i dotarliśmy też do Grobu Nieznanego Żołnierza na Placu Marszałka Piłsudskiego. Grób stoi tu od 1925 roku. Symbolizuje nieznanych żołnierzy polskich poległych w walkach za honor Ojczyzny. Odnowiony po ogromnym zniszczeniu w czasie II Wojny Światowej, (niegdyś był też w tym miejscu Pałac Sobieskich). Tablice upamiętniające poległych nieznanych, zapalony znicz wieczny, a także Warta Honorowa wprawiają w zadumę... 
Pomników upamiętniających jest w Warszawie więcej. Nie dotarliśmy we wszystkie miejsca i dzielnice, ale tak naprawdę stacjonowaliśmy w pobliżu Placu Grzybowskiego, na ulicy Próżnej. Pisałam Wam o tej ulicy odrębny artykuł: krótka historia Ulicy Próżnej i Placu Grzybowskiego, Zachęcam do przeczytania, bo to bardzo ważne miejsca Warszawy.
Warszawa w listopadowy dzień, a także wieczorem, rozbłyska cudnymi klimatycznymi refleksami świetlnymi - jesiennymi lampionami przy restauracjach śródmiejskich, czy też błyskiem nowoczesnych gmachów w modrnistycznej części. W tle Pałac Kultury, najwyższy budynek w Polsce, na którego szczyt można wejść po uiszczeniu opłaty. To symbol socjalistyczny, pozostały tu po okresie komunistycznym w Polsce ale bez niego Warszawa nie byłaby już naszą - tą samą stolicą!
Popołudniowy spacer mniejszymi uliczkami Warszawy, gdzie jeszcze odnaleźć można tradycyjne kawiarenki, czekoladziarnię, jubilera, czy też stare zakłady rzemieślnicze jest dopełnieniem tego spaceru. Piękne są te zabytkowe kamienice w Starym Mieście, takie jak Fukierowska ze złoceniami, Klucznikowska z medalionami, w której mieszkał klucznik miasta, posiadajacy do jego bram klucze.
Pod Lwem - z freskami 'Dziewczęta z dzbanami' autorstwa Zofii Stryjeńskiej z 1928 roku, i narożna kamienica Kranichowska z renesansowym zegarem słonecznym, Wilczkowska z podwójnym portalem gotyckim. Kościół Jezuitów, kolumna Zygmunta przy Placu Królewskim i oczywiście Zamek Królewski. Restauracje zachęcają swoimi zewnętrznymi dekoracjami do wejścia..Tak upływa w Warszawie listopad.

A co przygotowało Miasto Warszawa dla zwiedzających w listopadzie? Jak Wam już pisałam ten czas dla Polski jest ogromnie uroczysty. To miesiąc wspomnień o toczacych się walkach na ulicach Warszawy. Polska świętuje odzyskanie Niepodległości, ale też odbudowę Kraju. Od kilku lat organizowane są z tej okazji imprezy społeczne, a także 'darmowy listopa'd w Warszawie, do którego również przyłączyło się miasto Kraków.
Co to oznacza dla turystów i dla zwiedzających w listopadzie Warszawę i Kraków? To możliwość odwiedzenia w tym miesiącu rezydencji kólewskich, obejrzenia jak mieszkali królowie zupełnie za darmo! Jak się okazuje już po raz ósmy odbywa się taka akcja, w tym roku pod hasłem 'królewski splendor'. W darmowym zwiedzaniu biorą udział: Zamek Królewski w Warszawie, Zamek Królewski na Wawelu w Krakowie, Muzeum Łazienki Królewskie oraz Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie.
Więcej o akcji, która trwa przez cały czas przeczytacie w artykule: Darmowy Listopad w Rezydencjach Królewskich. Jeśli planujecie odwiedziny Warszawy (lub Krakowa), to polecam Wam teraz ten czas. Nam udało się w roku ubiegłym zwiedzić w listopadzie Pałac Królewski Łazienki, wraz z kilkoma Muzeami, Oranżerią, o czym rozpisałam Wam bardzo dużo w roku ubiegłym w artykułach i m.in.: Łazienki Królewskie Warszawa
To Warszawa królewska, pałacowa, zamkowa, bogata, a do tego jakże romantyczna. Bogactwo Narodowe w dużej mierze ocalone, odbudowane, piękny Park Łazienkowski, gdzie wszystkim polecam się o każdej porze roku wybrać na spacer. Tak naprawdę Park jest czynny i otwarty za darmo do spacerowania przez cały czas, a w listopadzie można bezpłatnie zobaczyć wnętrza tutejszych zabytków.


Łazienki Królewskie Warszawa

sobota, stycznia 19, 2019

Łazienki Królewskie Warszawa

Stolica Polski, jakże różnorodna, gdzie nowoczesność silnie kontrastuje z zabytkami, gdzie wyobraźnia turysty przechadzającego się jej ulicami zmusza do myśli wokół trudnych czasów wojen.. ale może też pozwolić sięgnąć do nieznanych, choć namacalnych, bardzo przyjemnych, dawnych lat, które zwiedzającym obecnie Warszawę spacerowiczom, wydadzą się wręcz królewskie. I bardzo dobrze, bo właśnie taka jest też Warszawa, którą udało się zachować, tą, którą udało się uratować, odbudować i stworzyć... Łazienki Królewskie to moje marzenie do odwiedzenia, już od dawien dawna, czego nie zrobiłam będąc w Warszawie jakieś 18 lat temu. Jesienią marzenie udało się zrealizować, i ocenić Warszawę z zupełnie innej perspektywy, bo jest piękna i zasługuje na lepsze oceny niż dotychczas jej dawałam. W stolicy nigdy nie chcielibyśmy zamieszkać, zdecydowanie wolimy nasze małe miasto w Irlandii Północnej. Jednak, gdyby tak móc spacerować po tej Warszawie, to byłyby to na pewno spacery po Łazienkach Królewskich.
Pewnie nie zdziwi Was, że tak ułożyłam grafik naszego kilkudniowego pobytu w zimnej wówczas Warszawie, aby najbardziej słoneczny dzień spędzić z rodziną w Parku przy Alejach Ujazdowskich,. Zaczynając ten wcale niekrótki obchód weszliśmy najpierw do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Tutaj szalenie zachwyciły nas wszelkie susze, które jak się okazało zarówno mi, jak i mojemu mężowi Węgrowi kojarzą się z wiązankami wazonowymi z czasów PRL. Szczególnie pięknie prezentowały się judaszowe srebrniki, czyli miesięcznica w jesiennej odsłonie. W słońcu pięknie srebrzyła się i szeleściła na wietrze.
Nasza wizyta tutaj była krótka, gdyż celem tej wyprawy okazał się inny, niewyobrażalnie piękny Park, i umieszczone w nim zabytki, które prawie w całości udało się odwiedzić, mając to wielkie szczęście, że akurat z okazji 100 lecia odzyskania Niepodległości w Polsce, muzea obiektu  Łazienkowskiego znajdowały się na liście 'darmowego zwiedzania w listopadzie'. Sam Park Łazienkowski można oglądać za darmo, jednak standardowo wejścia do kilku obiektów tutaj są płatne. Zatem mogliśmy zaoszczędzić sporo pieniędzy, wchodząc do tych, które nas zainteresowały. Miejsce to ma niesamowity klimat, gdyby tylko pogoda dopisywała mogłabym właśnie tutaj przychodzić każdego dnia i spacerować tak pomiędzy Pałacem na wodzie, Oranżerią, a Amfiteatrem, aż wreszcie docierając do pomnika Fryderyka Chopina, gdzie latem posłuchałabym Walca Wiosennego. ;)


Niemniej w Pałacu Łazienkowskim, akurat przygrywano dla dzieci utwory wybitnych kompozytorów, udało nam się nagrać sporą część Eine Kleine Nachtmusik. Pałac Łazienkowski, zresztą, jak i cały Park silnie związany jest z kulturą i sztuką, którą królowie polscy cenili nade wszystko. Jestem oczarowana wnętrzem klasycystycznego Pałacu na wodzie. Biały Pałac położony jest na sztucznie wytworzonym stawie, z przejściowymi, po obu stronach, dwiema kładkami. Mnóstwo tu rzeźb, złoceń, obrazów i bogatych dodatków. Pałac otoczony jest wodą i piękną roślinnością, o każdej porze roku możemy tą obecność natury odczuć w inny sposób. 
Pałac wraz z innymi obiektami niegdyś był letnią rezydencją władców Polski. Pierwszym Królem, który tutaj odpoczywał na salonach był Stanisław August Poniatowski. Kolejnymi właścicielami była rodzina książęca Poniatowskich, a następnie zakupił go car Aleksander I. W okresie międzywojennym był własnością Państwowych Zbiorów Sztuki. W 1944 roku Niemcy wywozili stacjonujące tutaj sprzęty, natomiast po upadku Powstania Warszawskiego podpalili wnętrza Pałacu. Najstarsze i najcenniejsze wnętrza zostały spalone. Były to. m.in pomieszczenia kąpielowe, na których powykładane były piękne płytki holenderskie, a także cenne dzieła - malowidła Marcello Bacciarellego w sali Salomona, i inne. Niemcy próbowali również wysadzić Pałac, co jednak im się nie udało.


Już w 1945 roku rozpoczęła się odbudowa Pałacu i została zakończona w 1960 roku. Wówczas odnowiono salę kąpielową, zamawiając kafle holenderskie z tej samej wytwórni, nie udało się odmalować malowidła Jana Bogumiła Pierscha - Dianę w kąpieli, a także malowidła Bacciarellego z Sali Salomona. Później Pałac został własnością Muzeum Narodowego. A od 1995 roku stanowi Instytucję samodzielną. Pomiędzy 2012 a 2015 nastąpiła renowacja obiektu, gdzie odrestaurowano rzeźby, wzmocniono, kładki i zrekonstruowano dach. Ponad to w Sali Balowej odkryto malowidła ścienne Jana Bogumiła Pierscha. Poniżej kilka pięknych ujęć Sali Balowej.


Wnętrza Pałacu zasługują na szczególną uwagę, rozpościera się z nich wyjątkowo piękny widok, ale też będąc w środku odczujecie (szczególnie w słoneczny dzień) bajeczną grę świateł. Podobnie jest w Starej Pomarańczarni. Oranżeria została wzniesiona w latach 1786-1788. Wstępnie przechowywano w niej drzewka pomarańczowe, aby latem zdobić nimi alejki ogrodów Łazienek. Pomarańczarnia posiada główny budynek od strony południowej z 17 stoma osiami na drzwi, i okna. Architektura wywodzi się z Wersalu. W latach, kiedy tętniło w Łazienkach życie królewskie, zbudowano w jednym ze skrzydeł Starej Oranżerii Teatr Dworski zwany - Stanisławowski. Natomiast we wnętrzach ogrodu zimowego znajdował się ogromny zbiór posągów marmurowych i kopii gipsowych pochodzących z kolekcji królewskiej.


W latach 2012-2014 podczas konserwacji odsłonięto przepiękne malowidła Jana Christiana Kamsetzera, co stało się jednym z najważniejszych wydarzeń konserwatorskich obecnych czasów. Malowidła stanowią aż 60 % powierzchni Ogrodu Zimowego i Teatru Królewskiego. Chodząc po Starej Oranżerii jesienią mamy wrażenie jakby otulało nas słońce. Została tak zaprojektowana, aby przez cały dzień było w niej mnóstwo słońca. Całość włącznie ze ścianami przywołuje klimat ciepłych ogrodów. Podczas naszego zwiedzania młodzi artyści uczyli się rysunku w sali zimowej, kilka osób oglądało eksponaty. Przechodząc do kolejnych sal Starej Oranżerii, gdzie wystawiona jest rzeźba współczesna.. Kilka eksponatów mnie zachwyciło, m.in. Macierzyństwo..


Dawniej przed budynkiem znajdował się pomnik Stanisława Augusta. Kilka lat temu powstał tu Ogród Holenderski wg Nieka Roozena. Nie miałam przyjemności podziwiać jeszcze rozkwitu tulipanów, hortensji i wielu innych kwiatów w tym miejscu, jednak mam nadzieję, że właśnie w ciepłym okresie tutaj powrócimy. Póki co mogę tylko dodać, że ogród ten zachował ponoć dawny, pierwotny charakter, wzbogacony o centralnie położoną fontannę, a także rozmieszczone symetrycznie rzeźby i kolumny. Szczególnie przyjemnie było podziwiać rzeźby znanych nam z opowieści władców.


W Parku Łazienkowskim zasadzono niegdyś kilka ogrodów. My przechadzamy się po nich, docierając do poszczególnych budynków. Samych bram do Parku Łazienek jest aż 10! Mijamy najstarszy Ogród Królewski, którego początki datuje się na 1262 rok, w dawnym miejscu zwierzyńca dla celów polowań. To w miejscu Pałacu na Wyspie istniała wówczas XVII wieczna Łaźnia Lubomirskiego. Po zagospodarowaniu terenu na ogrody - utworzono ogrody włoskie. A dzięki doradcy króla - Moszyńskiemu, ogród zyskał sporo ze stylu angielskiego. Ogród Królewski to przede wszystkim staw, trawniki, drzewa, rabaty kwiatowe, ogród z fontanną, wyspa z Pałacem, wyspa z amfiteatrem,  i Pałac Myślewicki w którym obecnie mieści się stała wystawa Muzeum Narodowego - Muzeum Łowiectwa i Powozownia.



Ogród Chiński jest zaprojektowany zgodnie z wzorcami historycznymi Chin. Jako pierwszy zaraz po nadaniu przez Króla nazwy drogi wilanowskiej na Aleję Chińską, zbudowany został marmurowy mostek chiński (odkryty przez archeologów w roku 2012). Pawilon Chiński i Altana Chińska - to nawiązanie do drogi mlecznej. Stoją tutaj latarnie, a także u bram do ogrodu ukazują się dwa lwy, które zostały podarowane dla Łazienek przez Muzeum Rezydencji Księcia Gonga. Lwy są symbolem bogactwa i dostatku.

Po sprzedaży Parku Łazienkowskiego dla Cara Rosji - Aleksandra I w roku 1817, część Łazienek a dokładnie Belweder został własnością Jego brata. Tuż nieopodal znajduje się Ogród Romantyczny stylem nawiązujący do ogrodów angielskich. W ogrodzie, zgodnie z zasadą tworzenia ogrodu romantycznego powstało kilka pawilonów. Należy do nich m.in. w nawiązaniu do budowli greckich - Świątynia Sybilli (Diany). Wzniesiona z drewna i pomalowana na biało. Przed wejściem do niej znajdują się dwa białe lwy z żeliwa. Otaczają ją tuje popularne w krajach śródziemnomorskich. Istnieje tu jeszcze Świątynia Egipska również z 1822 roku, z elementami na wzór architektury starożytnego Egiptu. Widać cztery lwy tryskające wodą, przy pawilonie, który kiedyś był pomieszczeniem do hodowli fig.


Wokół roślinność typu paprocie, rododendrony, olchy, wierzby. Po ogrodach przechadzają się pawie indyjskie. Na południowej granicy ogrodu romantycznego wybudowano w XIX wieku Nową Oranżerię, w której dawniej hodowano egzotyczne rośliny, a która dziś jest wysokiej klasy restauracją - Belvedere. Cały ogród romantyczny pełen jest drzew - topole, wierzby, dąb. A w XX wieku wzbogacony został o nowe gatunki takie jak klon ginnala, magnolia kobus,  i inne.. kierujemy się w stronę wejścia (wracamy).

Ukazuje nam się pomnik Fryderyka Chopina (pod wierzbą), i kilkadziesiąt rzędów ławek, w ogrodzie modernistycznym. Panuje tutaj charakterystyczny dla XX wiecznych ogrodów układ. Róże, tuje, cisy w układzie geometrycznym. Własnie tutaj odbywają się koncerty w każdą letnią niedzielę. W podobnym układzie stoi biała marmurowa rzeźba - Jutrzenka. Kolejna jest część naturalistyczna - łąka kwietna otoczona jest trawnikiem, oraz ścieżką sąsiadującą z drzewami jabłoni, czereśni i wiśni. Są też świerki, lipy i kasztanowce. Przyjemny był ten spacer - oczarowałam się taką Warszawą. :)


Łazienki Warszawskie - Muzeum Łowiectwa

sobota, stycznia 05, 2019

Łazienki Warszawskie - Muzeum Łowiectwa

Nasz nieplanowany pobyt w Warszawie to czas pożegnania z moją babcią, która zmarła w listopadzie. To również czas pierwszych, naprawdę zimnych dni w Polsce. Dla nas, przyjezdnych wprost z dziesięciostopniowych temperatur w Irlandii Północnej, to spora zmiana i powód, aby oczekując na lot powrotny do NI większość urlopu spędzić w ciepłym domu, lub po prostu na stołowaniu się w smacznych restauracjach. Tak w 50 procentach było, jednak nie wyobrażamy sobie, aby kilka dni przebywać tylko w pomieszczeniach zamkniętych. Większość tego czasu, który zamieszkiwaliśmy w apartamencie w Warszawie, to mglista, szara i mocno współgrająca z naszym samopoczuciem po odejściu babci, nostalgiczna pogoda. Zawsze jednak, gdzie spojrzę na moje działania, bez względu na pogodę, niepogodę - tam musi być element specjalnie dla mojego dziecka. Ten czas w Warszawie to był moment odpoczynku, wyciszenia, ale też spacerów. Śledząc dokładnie pogodę, na miejscu, mogliśmy zaplanować wreszcie odwiedziny w najpiękniejszym według mnie miejscu Warszawy - Łazienkach Królewskich. 
Mój mąż po raz pierwszy był ze mną w stolicy Polski, lecz wiem, że sama dokładnie nie poznałam tego miasta, w którym przed laty na pewien czas zawodowo pomieszkiwałam. Piękne jest to, że mogliśmy wreszcie wspólnie odwiedzić Warszawę. To fantastyczne, że ja mogłam od całkiem innej strony ujrzeć ją, bo kiedyś nie miałam na to w ogóle czasu. Tym razem planowaliśmy na bieżąco, z dnia na dzień i oczywiście wyszliśmy na chłód nie raz, nie dwa ;) Oprócz spaceru po Starówce, i po kilku innych znanych ulicach, szczególnie nieopodal Pałacu Kultury, postanowiliśmy zobaczyć Park Łazienkowski i kilka atrakcji, które w stolicy Polski się znajdują. Nie wiedzieliśmy jeszcze tylko, który to będzie dzień, gdy odwiedzimy Park Łazienkowski. Wyszło, że był to ostatni, cały dzień naszego krótkiego urlopu - najbardziej słoneczny, lecz mroźny. Idealna bezdeszczowa pogoda na przemierzanie Parku. O tym napiszę Wam w kolejnym artykule, a dzisiaj zabieram Was w miejsce, które szalenie nas urzekło, również nas rodziców, choć przybyliśmy tam z myślą o Alexandrze.
Oddział Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Łazienkach Królewskich to punkt odwiedzony specjalnie ze względu na nasze dziecko, choć, jak Wam już wcześniej wspomniałam wystawa, która oczarowała także nas - starszaków ze względu na niesamowity klimat stworzony tam, i ilość eksponatów, a także z powodu dużego zaangażowania przez osoby pracujące tam. Wiem, że ten wpis nie będzie się cieszył uznaniem wśród zwolenników ochrony zwierząt, ale dla naszej rodziny jest to zjawisko normalne, że odwiedzamy miejsca życia (zoo) a także poznania zwierząt nieżyjących już (Muzea), których niekiedy nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji widzieć i pewnie nigdy ich nie ujrzymy. My rodzice jesteśmy świadomi w kwestii ochrony zagrożonych wyginięciem gatunków, i jednocześnie nie popieramy zabijania zwierząt jeśli nie jest to konieczne w celu pożywienia.
Uświadamiamy w tym nasze dziecko. Kiedy przybyliśmy na wystawy łowiectwa, nasze dziecko nie zdawało sobie sprawy, że eksponaty są prawdziwe (nie tłumaczyliśmy Mu tego). Natomiast w odpowiednim momencie (odstępie czasu) po wizycie w Warszawie opowiedzieliśmy Mu krótką historię eksponatów (szczególnie tych egzotycznych) i o tym, że w dzisiejszych czasach po prostu zwierząt nie zabijamy dla skóry, dla zabawy zarówno na terenie naszego Kraju (w Polsce) jak i w wielu miejscach na ziemi. Eksponaty zostały zgromadzone przez lata, a część powypychanych egzotycznych zwierząt została przesłana i podarowana Muzeum przez pewnego podróżnika. Tak, jak myślałam, moje dziecko jest na tyle rozumne, że doskonale sobie  zdaje sprawę z tego o czym Mu opowiadamy. Jednak chodząc już do drugiej klasy szkoły podstawowej w NI, nie miał jeszcze możliwości nauki o florze i faunie, a myślę sobie, że dla Niego temat zwierząt jest bardzo interesujący i byłby już w sam raz do nauki.
Po dwugodzinnej przechadzce w Parku Łazienkowskim odwiedziliśmy budynek w którym dowiedzieliśmy się wiele o zwierzakach. W kilku salach, nadzorowanych pod opieką umiejętnych i posiadających dobrą wiedzę przewodników i pracowników Muzeum, można zobaczyć różne wystawy. Niejednokrotnie są tutaj organizowane warsztaty plastyczne i jest to miejsce wycieczek szkół. My mieliśmy ogromne szczęście przybyć do Warszawy, kiedy z okazji 100 lecia odzyskania Niepodległości, wejściówki do wielu atrakcji były darmowe, m.in. do tego Muzeum. Najbardziej interesujące dla najmłodszego członka rodziny okazały się trzy wystawy. Szalenie spodobała nam się Oko w oko - wystawa zwierząt egzotycznych, gdzie znajdują się gatunki z różnych kontynentów, a w dużej mierze pozyskane z prywatnej kolekcji podróżnika, myśliwego - Romana Huberta Hupałowskiego. Przepiękne - spoglądające lekko i dostojnie antylopy ze strefy okołorównikowej oraz olbrzymie bizony a także marale ze strefy umiarkowanej. Uwagę przykuwa olbrzymi biały niedźwiedź polarny ze strefy okołobiegunowej. Również i tutaj zobaczyć można najniebezpieczniejsze zwierzaki Afryki - lwa, lamparta, bawoła afrykańskiego, słonia i nosorożca czarnego. Dowiedzieliśmy się też jak wygląda najmniejsza antylopa świata - antylopka karłowata. 
Dwa pomieszczenia w których znajduje się rodzima europejska wystawa łączy wspólna nazwa - W polu i w kniei. W jednej salce czułam się dosłownie jak w lesie, moje dziecko poszukiwało jeża, znajomego i ulubionego zająca. Gdy napotkaliśmy dzika, nie trzeba było na drzewo zmykać, bo ten okazał się łagodny... Wilk, lis, bóbr, a nawet borsuk, taka duża drużyna polskich zwierząt, znana mojemu dziecku głównie z wierszy Brzechwy, które czytamy dość często przed zaśnięciem...Poza tym sporo informacji, które są bardzo zgodne ze środowiskiem życia zwierząt w Polsce - o lasach, borach, bo to głównie środowisko odpowiednie do bytowania tych gatunków, o których Wam pisałam. Był też piękny i groźny niedźwiedź brunatny, czy żubr, czyli zwierzęta żyjące w miejscach niedostępnych na co dzień dla pospolitych ludzi. Wszystkie, jak żywe. A do tego cała kolekcja trofeów myśliwskich. W salce słychać odgłosy zwierząt i bardzo przyjemnie się zwiedza. Ponad to w salce umieszczono gablotkę z odciskiem łap poszczególnych zwierząt, co z pewnością jest bardzo pomocne dla tropicieli, poszukujących tych gatunków podczas wypraw.
W drugiej salce na wystawie o tej samej nazwie umieszczono ptactwo charakterystyczne dla środowiska Polski. Głównie to ptaki zamieszkujące Polskę, ale także przylatujące tutaj tymczasowo. I tak, zwróciliśmy uwagę na dużą ilość sów siedzących na drzewach, spora część żyje w lasach. Jest też wiele ptaków błotnych i łąkowych. Bocian bardzo spodobał się naszemu synkowi i okazało się, że jest tak duży, że są prawie równego wzrostu. Aż 108 gatunków i 181 okazów - najmniejsze i największe ptaki naszych okolic, które niezwykle rzadko można dostrzec gołym okiem w czasie ich wędrówek i życia. 
Równie interesujące były, dla nas dorosłych wystawy związane z myśliwymi i ich gabinetami. Polski Salon Myśliwy XIX i XX wieku zawiera liczne trofea na ścianach, a także kolekcję broni palnej. Przepiękne obrazy autorstwa polskich malarzy związane z polowaniem, leśnictwem, i wsią polską,  a także fotografie, rzeźby, odznaczenia i stare dokumenty. Ostatnim punktem nie odwiedzonym przez nas jest powozownia, gdzie warto zajrzeć jeśli macie więcej czasu. My podobne kolekcje oglądaliśmy już w NI, a także w różnych skansenach w Polsce.
Muzeum Łowiectwa jest niezwykle kolorowe, jak żywe, świeże. Miejsce to, mi kojarzy się z dworem polskim, z krajobrazem Polski (budowla w której mieszczą się wystawy), a także wszystko co ten dwór otacza w lasach i polach. Przywołuje to obraz dawnej Polski z lat dzieciństwa, kiedy to częściej, choć nie mieszkałam na wsi to jednak przebywałam na wsi przynajmniej raz do roku... Piękne wspomnienia, których na co dzień nie mamy w NI. Tutaj nie było możliwe, aby moje dziecko to dostrzegło.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik