Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mały podróżnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mały podróżnik. Pokaż wszystkie posty
Jesienny spacer w Wiosce Gracehill

sobota, października 17, 2020

Jesienny spacer w Wiosce Gracehill

W malowniczej jesiennej scenerii starych zadrzewień, zaledwie pół godziny drogi od Belfastu i 5 minut od miasteczka Ballymena, na jej przedmieściach, przenieśliśmy się 250 lat wstecz spacerując w Osadzie Morawskiej. W maleńkiej wsi Gracehill ponoć właśnie jesienią (a niektórzy twierdzą, że także zimą) jest najbardziej uroczo. Nie żałuję, że liście tej jesieni (w Irlandii) jeszcze w dużej mierze nie spadły z drzew. Nie odsłonił się cały zabytkowy Plac Morawski... W ogóle jesień z dębowymi liśćmi w krajobrazie ma przecież najwięcej uroku. Na moich zdjęciach nie ujrzycie wszystkich budynków w jednym ujęciu, bo zasłaniają ten widok pełne liści pomarańczowo-zielone korony drzew..Weekendownik

Dokładnie w Dniu Nauczyciela odwiedziliśmy Moravian Village wyjątkowe miejsce, które stanowi zachowane dziedzictwo, zachwyca stylem i układem, oraz samą historią. Dla wyznawców Kościoła Morawskiego (protestanci w Anglii) z pewnością stanowi też kolebkę tego Kościoła w Irlandii, na ziemiach w okolicach Ballymena. Mimo iż nie są to najstarsze budynki morawskie w Irlandii, do dziś przyznaje im się miano kościoła macierzystego ze względu na to, iż zostały w tym Kraju zbudowane przez Bractwa Morawskiego w całości jako osada. Plac w Gracehill - to Centrum z krzyżującymi się uliczkami, na których zachowane zostały budynki sprzed wielu lat, po środku którego znajduje się zielony park ze stawem i co najistotniejsze, stare drzewa, tworzace wspaniałe tło dla tych uliczek. 

Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik
Obecnie mieści się tutaj czynny najważniejszy - Kościół Morawski, który wraz z kilkoma innymi budynkami jest miejscem odwiedzanym nie tylko przez turystów, ale też przez mieszkańców Irlandii i UK. Cała osada jest bardzo atrakcyjna pod względem architektury. Styl gruziński pozostał ten sam, lecz teraz życie toczy się tutaj zupełnie inaczej niż w latach założenia. Funkcjonuje tutaj restauracja, oraz Muzeum, a jeszcze kilkadziesiąt lat wstecz działała także poczta. W Gracehill Village organizowane są imprezy zarówno kościelne, jak i festyny krajowe. Ponieważ Członkowie Bractwa uchodzili za bardzo kształcący się naród, powstawały też w otoczeniu ich działań morawskie szkoły, z bibliotekami pełnymi książek. Obecnie, od roku 1975 jest to obszar ochrony przyrody, dostępny dla odwiedzających, natomiast książki są sprzedawane przez stronę Trust Old School Moravian w sklepie na Amazon.
Weekendownik
Budynki i zabytki:
 
Manufaktura Tkacka  (Weaving Manufactory) to budynek z 1764 roku w którym odbywało się tkactwo lnu. W późniejszych latach (1768) dobudowano tu budynki mieszkalne. Stara Szkoła (The Old School) - oryginalny budynek był z 1765 roku jako Dom Samotnych Śióstr ze szkołą na tyłach. Następnie był Szkołą Kobiet, Akademią aż wreszcie Państwową Szkołą. Jakiś czas temu został oderestaurowany i w części głównej jest Old School Muzeum, oraz restauracja. Kościół, (The Church) wybudowany w 1765 roku a w 1798 roku dobudowano kopułę z zegarem i z dzwonem. Dom Okienny (The Windows House) pochodzi z lat 1768-1792 to miejsce sanktuarium. Był użytkowany do  roku 1974, a obecnie jest prywatną kwaterą. 
Weekendownik

Dom Brethera (Single Brethera House) zastapił mieszkanie wcześniejsze. W czasie edukacji w piwnicy mieściła szkoła dla chłopców, a na parterze kasa oszczędnościowa z roku 1831. To mój ulubiony budynek w całym kompleksie. Klasykę morawskiego domu, styl zabudowania z drewnianą czerwoną werandą, po dziś dzień widać w budynku Tradycyjny Dom (Traditional House). Ponieważ nie wszystkie domy wokoło placu były budynkami instutucjonalnymi, warto przyjrzeć się temu domowi z ciętego kamienia, aby zobaczyć jak żyli pozostali mieszkańcy tej osady. Obok na placu głównym od roku 1774 stoi Hotel (The Hotel), z niebieskimi drzwiami i pięknymi naświetleniami. Dawniej lokowali się w nim goście, przyjezdni rodzice uczniów przebywających w sąsiadujących internatach dla chłopców i dla dziewcząt. 

Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik
Akademia Kobiet (The Ladies Academy) założony w 1797 roku był początkowo internatem dla Kobiet. Jednak po jego przeniesieniu do Szkoły Głównej w 1873 roku stał się Domem Samotnych Sióstr. Na koniec napiszę o istotnych elementach natury jakie tutaj odnajdziecie. To przede wszystkim God's Acre, ze ścieżką Braci, oraz ścieżką Sióstr, prowadzące do Cmentarzyska Moravian. A także Dąb Montgomery (The Montgomery Oak in the Village Square). Oba są miejscami medytacji, ten ostatni także relaksu. Wcześniej znajdowały się tu lipy, a teraz podwójne rzędy drzew z których jeden sękaty Dąb ku pamięci Johna i Mary Montgomery - rodziców Jamesa Montgomery, Szkota, morawskiego poety i twórcy hymnów.

Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik
Trochę historii. Uznaje się aż na XV wiek początki osadnictwa morawskiego w Gracehill, kiedy to rektor Uniwersytetu Praskiego, angielski teolog John Hus zafascynował się pismami Wiklifa. W 1415 roku zmarł On spalony na stosie za głoszenie ideologii reformatorskich w kościele katolickim. Ten pierwszy protestant poprzedził o 100 lat późniejsze tezy Lutera. Z kolei zwolennicy samego Husa, których wierzenia (Zjednoczeni Bracia) głoszone były w Ameryce, Afryce, a nawet na Karaibach, ostatecznie osiedlili się w Anglii, gdzie Ich tezy cieszyły się poparciem różnych ważnych osób. John Wessley i Jego współpracownicy rozpowszechniali zasady nowego Kościoła. Natomiast w Irlandii poprzez te kanały społeczeństwa, dotarły te wierzenia do Johna Cennika. Ten ostatni jest oficjalnym założycielem Morawskiego Kościoła w Irlandii.

Weekendownik
Tak w 1746 roku tymi teoriami kaznodziei Cennika zainteresował się kupiec z Ballymeny o nazwisku Dean, prosząc o głoszenie nauk w swoich okolicach. Z początkowo zainteresowanych kilkudziesięciu osób, już po kilku dniach powstała grupa ponad 2 tysięcy reformatorów. Mimo takiego powodzenia kościoła morawskiego w tym regionie, spora część okolicznego społeczeństwa nie była zgodna z poglądami Cennika na terenie Ballymena. Dlatego też kaznodzieja musiał na jakiś czas usunąć się ze środowiska kościelnego. Jednak w 1748 roku wsparty pomocą biskupa Down, Connor zaczął ponownie głosić religię oraz przeprowadził się do Crebilly a następnie w 1749 roku przeniósł się na wieś w pobliżu Gracehill, gdzie prowadząc bardzo aktywny zawodowo tryb życia zmarł w wieku 39 lat w wyniku bardzo wysokiej gorączki.
Weekendownik

Weekendownik

Weekendownik
Jednak poglądy i wierzenia lokalesów były kontynuowane przez kolejne lata i właśnie na tej ziemi wydzierżawionej przez lorda O'Neilla powstała osada, w której zamieszkali Bracia. Powstały zabudowania z kamienia podobnego do tego wykorzystywanego w innych częściach Europy. Oczywiście w centralnym punkcie Placu znajdował się Kościół Morawian z odrębnym wejściem dla kobiet i dla mężczyzn, w otoczeniu domów dla kongregacji, oddzielne dla sióstr stanu wolnego i braci stanu wolnego, ze wspomnianą w tekście szkołą dzienną, wraz z internatami - dla dziewcząt, dla chłopców. W XVIII wieku wieś Bractwa Morawian funkcjonowała bardzo dobrze, skupiając mieszkańców wokół Kościoła, z podziałem na grupy społeczne, np: wdowy, panny oraz z podziałem na wykonywane zawody na rzecz osady. Zajmowali się handlem i rzemiosłem, i za to otrzymywali mieszkanie. Wioska była samowystarczalna. 
Weekendownik


Pomiędzy zabudowaniami, za kościołem mieści się Moravian Cementery. Jest to bardzo spokojne miejsce, pachnące lasem, z dwiema ścieżkami wiodącymi do dwóch wejść. Wewnątrz, pomiedzy pomnikami pochowanych ciał mężczyzn (po lewej stronie) i pochowanych ciał kobiet (po prawej stronie) znajduje się utarta ścieżka ograniczona wiekowymi drzewami. Pomniki są płaskie, umiejscowione przy ziemi, kształtem i wielkością takie same, ponieważ Bracia uważają, że po śmierci wszyscy są sobie równi. Wracając z tego spaceru czułam nostalgię, ale też taką wewnętrzną radość z tej wyprawy, z której przywiozłam sporo informacji o regionie w którym mieszkam, jakie od paru lat były dla mnie niewiadomą.

źródło informacji: Czerpałam z tablic i map znajdujących w obiekcie, oraz ze strony BBC.


Playmobil FunPark Malta

czwartek, czerwca 18, 2020

Playmobil FunPark Malta

Podróże razem z dziećmi muszą uwzględniać ich potrzeby, ich chęć zabawy i poznawania świata. Zawsze, gdy ruszamy do innych Krajów, jestem pewna, że  odwiedzimy jakieś zabawne, i ciekawe miejsce z naszym synem. Urlop to bardzo aktywny czas dla rodziców ale też dla dzieci. Korzystamy z tego czasu najbardziej jak się da. Co można robić z dzieckiem na wczasach, oprócz odwiedzin uroczych miasteczek, czy zażywania natury? Na pewno warto odnaleźć takie atrakcje, których  nie spotkacie w swoim otoczeniu. My właśnie takich szukamy!
Dzisiaj pokażę Wam takie miejsce, które polecam odwiedzić z dziećmi na Malcie. Nie możecie go pominąć podczas urlopu na maltańskiej wyspie. Dlaczego akurat tam? W kraju w którym żyjemy, nie ma takich atrakcji dla rodzin, to pewne. Jednak odwiedzin w aquaparkach, czy w akwariach, fokarium możemy zaznać w innych państwach, gdzie przebywamy od czasu do czasu. W Polsce nie brak parków rozrywki, zdarzyły nam się takie zabawy :)
Do wyjazdu na Maltę nie udało nam się zobaczyć żadnego play parku związanego z konstrukcjami. Największym marzeniem mojego syna było móc poukładać klocki na świeżym powietrzu. Właściwie chodziło o dwu-trzy godzinny relaks  dla syna na Malcie, gdzie spacerując trafiliśmy tylko na jeden plac zabaw. Gdy dowiedzieliśmy się, że na Malcie funkcjonuje Playmobil Centrum Zabaw zaplanowałam synowi niespodziankę przy okazji wyjazdu w południową część wyspy głównej, gdzie odwiedzaliśmy inne miejsca.
Playmobil Funk Park to przyjazne miejsce dla rodzin z dziećmi, gdzie wśród olbrzymich konstrukcji, można poczuć się jak w bajce. To również miejsce organizacji spotkań typu urodziny, czy imprezy świąteczne. Przy okazji można kupić w bardzo dobrych cenach najnowsze modele klocków Playmobil w sklepie znajdującym się tuż obok. Zaskoczę Was ale my przywieźliśmy z Playmobil niewielki 'pojazd' wodny stworzony na bazie styropianu (bardzo lekki), którym Alexander mógł bawić się później na lądzie i w wodzie.
W Playmobil zrobiliśmy sobie 'przystanek' w cieniu, w drodze do dalszych atrakcji wyspy. Powiem Wam, że we wrześniu w ten dzień temperatury sięgały ponad 30 stopni, na co nie liczyliśmy podróżując przez cały dzień.. Nie ukrywam, że nie jesteśmy zwolennikami takich upalnych dni - właśnie dlatego wybieramy żredni sezon na wczasy zagraniczne. ;)
Część Parku Zabaw Playmobil usytuowana jest w budynku zamkniętym, gdzie rownież znajduje się bar, skąd 'wychodzą' ogródki letnie na zabawny plac zabaw z olbrzymimi konstrukcjami palm, statków pirackich, wież, zamków, oraz platorma do zabaw w wodzie. Wszystko na dużym i bezpiecznym podłożu, na piasku, miejscami dobrze zacienione.
Tak więc można przez godzinę, dwie spędzić tu wesoło czas, zrelaksować się w ogródku zajadając tradycyjne potrawy, lub przystawki maltańskie (u nas była pizza wege i bruschetta a także lemoniada i mochito) jednocześnie uczestnicząc w zabawach z dzieckiem. Okazało się, że w takie ciepłe dni , lokalne rodziny niechętnie odwiedzają Playmobil Fun Park, więc plac był prawie na wyłączność dla Alexandra. ;)

Z kolei czas spędzony wewnątrz obiektu podzieliliśmy na kilka etapów zgodnie z tematyką - City Life, Rescue, Aquarium, Pirates, Police, Knights, Fairy Tale. To przede wszystkim frajda w budowaniu olbrzymich zamków - mój mąż i syn, oraz zabawy w różnorodnych domkach dla lalek, czy na 'posterunku policji' - ja i syn ;) W Playmobil Fun Park nie brak też bardziej aktywnych form zabawy -wspinanie się po zamku, oraz skoki w suchym basenie z piłkami.
Nietrudno było zrobić mojemu dziecku zdjęcia oamiatkowe, były tylko dwie inne rodziny z dziećmi, mimo to udało się porozmawiać z dziećmi maltańskimi. Tak więc można nawązać przyjaźnie. No i oczywiście pod koniec warto wybrać jakiś kreatywny, lub konstruktywny  zestaw ze sklepu. Ceny są bardzo atrakcyjne, zabawkę można wypróbować. Na odchodne dziecko otrzymuje też drobny upominek. To był fajnie spędzony czas w drodze na połudne Malty.

  • PLAYMOBIL FunPark
  • HF80, Industrial Estate,
  • Hal Far, BBG 3000,
  • Malta EU.


Marsaxlokk - najbardziej kolorowa wieś rybacka Malty

sobota, maja 23, 2020

Marsaxlokk - najbardziej kolorowa wieś rybacka Malty

Cykl o naszej podróży po Malcie postanowiłam rozpocząć od pokazania Wam pewnej kolorowej wsi rybackiej położonej na południu Wyspy. Jeśli wcześniej gdzieś w Internecie Wam 'mignęły' barwne zdjęcia łódek nabrzeżnych kontrastujące z piaskowymi budynkami, błękitem nieba tudzież  turkusowymi wodami zatoki Morza Śródziemnego - to właśnie jest Marsaxlokk. W sumie, gdyby tak przyjrzeć się całej Malcie, wykluczając jedynie Gozo (drugą maltańską wyspę, która jest dość tradycyjna i surowa, bardziej piaskowa i naturalna), to można śmiało stwierdzić, że Malta ma naprawdę pełną gamę kolorów. 💙
Są to kolory natury i dość intensywny ciepły beż starych budowli, ale też kolory drzwi, ram okiennych, i rzemiosła z jakiego słynie (szkło). Dlaczego wybrałam tą miejscowość jako pierwszą na post? Bo to właśnie w Marsaxlokk mogłam przyjrzeć się jej barwom, spacerować z rodziną wzdłuż tego kolorowego nabrzeża, podziwiać to wszystko. Tak, to fakt, że w tych wszystkich podróżach chyba najbardziej uwielbiam chodzić nabrzeżem 💙 
Choć na Malcie można spotkać mnóstwo turystów, właśnie nad brzegiem miasteczka Marsaxlokk, z tych pięknych kamienic położonych na końcowej uliczce wyglądali miejscowi ludzie. Są Oni uśmiechnięci, pozdrawiający - machając ręką, chętni do rozmowy, zapraszający do wejścia kelnerzy.. Tak było też w Grecji, i tak czułam się też na Malcie. Najlepiej odczułam to właśnie we wsi Marsaxlokk. Tutaj wszyscy przenieśli się bliżej brzegu, gdzie trwał targ. W Marsaxlokk drugą rzeczą charakterystyczną jest właśnie targowisko. Największe odbywa się w niedzielę, my byliśmy w środku tygodnia. 💙 
W momencie kiedy dotarliśmy tutaj, jadąc drogą w kierunku atrakcji położonych na południu Malty - targ po mału już się kończył. Ponoć najlepiej odwiedzić go dużo przed południem. Oczywiście dotyczy to tylko osób zainteresowanych. Szczególnie tych, które lubią owoce morza. My zakupy w czasie maltańskich wakacji robiliśmy w miejscowości Melieha - gdzie wynajmowaliśmy willę. Mielismy pod dostatkiem świeżych ryb, dań maltańskich, kafejek, ale też butików i straganów odzieżowych. O tej porze dnia, wczesnym popołudniem, można już cieszyć się większą przestrzenią Marsaxlokk. Dokładnie tak, jak lubię.💙
Niektórzy mieszkańcy spolegliwie wysiadują nad brzegiem, niektórzy lokalni sprzedawcy już tylko są tutaj po to, aby doczyścić stragany, lub po prostu porozmawiać z przyjezdnymi. Życie jakoś tak wolniej tu się toczy. Malta jest niewielka, a ponieważ wieś położona jest dość centralnie, przybywa tu wielu Maltańczyków na zakupy. Marsaxlokk jest miejscowością przez którą przewija się sporo turystów takich jak my, i takich, którzy przyjeżdżają tu bardzo wcześnie by zrobić zakupy. Z Marsaxlokk można dostać się do różnych atrakcji. Mimo pory popołudniowej, miałam problem ze znalezieniem miejsca do zaparkowania auta! Na szczęście po kilku minutach udało się.💙 
My zaczynamy naszą wizytę od lodów kręconych, równie kolorowych jak cała ta wieś :) Choć odrobinę ochłody w ten upalny dzień. Mimo iż na tej wyprawie przez parę godzin słońce było zakryte niebem i nie świeciło zbyt mocno - żar 'lał się ' z nieba. I lód po prostu topił się szybciej niż był zjedzony. W sumie cieszyliśmy się, że tym razem nie było upału ponad trzydzieści stopni celcjusza. Prawda jest taka, że pogoda na Malcie we wrześniu jest naprawdę letnia, a nam pasuje słoneczny upał głównie wtedy, gdy jesteśmy na plaży, lub w basenie.💙
Niemniej... narzekać nie będę. W UK temperatury powyżej dwudziestu stopni celcjusza są na wagę złota! Więc na urlopie niech będzie cieplej. W Marsaxlokk pierwsze co zauważycie to łódki nazywane przez tubylców luzzu. Mają charakterystyczny kształt i są bardzo kolorowe, a głównym malunkiem na zakończeniach jest oko Ozyrysa, mające odstraszać złe duchy. Taka tradycja. Niech Was jednak nie zwiedzie lukrowy wygląd - który mógłby kojarzyć się tylko z celami turystycznymi. Otóż łodziami tymi nadal rybacy wyruszają na połów. 💙
Oczywiście nie oznacza to, że nie udostępnią łódki na krótką przeprawę z jej właścicielem. Do przejażdżek używa się krótszych łódek, a do połowu tych dłuższych z charakterystyczną długą rufą. Ich barwy i stan, wynikają z codziennej dbałości, regularnego malowania (1 raz w roku), czyszczenia, ale też to świadczy o bardzo dobrym drewnie użytym do budowy łodzi. Gdy dzień handlowy się kończy, to właśnie ten moment, aby przyjrzeć się tym łódkom, jedna, przy drugiej - wyglądają jak z obrazka. :) Co dziwne druga strona nabrzeża też zachwyca. Otóż przy głównej drodze rozstawione są kawiarenki.💙


Udało mi się sfotografować uroczą część placu przy Kościele w Marsaxlokk. Stoi tutaj też mały pomnik. Nieco dalej, tam gdzie zazwyczaj tętni życie handlowe jest pomnik rybaka wracającego z połowu do swych dzieci i mniejszy- kotka chodzącego wokół nich. To takie tradycyjne życie wiejskie, które Maltańczycy cenią sobie najbardziej. W Marsaxlokk jadąc w kierunku południowym spędziliśmy zaledwie parę godzin. Było bardzo przyjemnie i wesoło. Doskonale rozumiem ewenement tego miejsca, i zachęcam do odwiedzin.💙


Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik