Kilkenny, tutaj czas się zatrzymał

czwartek, października 14, 2021

Kilkenny, tutaj czas się zatrzymał

Gdybym miała powrócić do jednego z miejsc z mapy naszych tegorocznych wakacyjnych podróży, z pewnością byłoby to irlandzkie miasteczko Kilkenny. Średniowieczne miasto, położone na południowym wschodzie w hrabstwie Leinster, jest prawdziwą wizytówką Irlandii. Wystarczy jedna wizyta tutaj, baaa nawet jedno spojrzenie na galerię, aby zrozumieć dlaczego tak zachwyca nie tylko turystów z całego świata, lecz także mieszkańców wyspy, oraz sąsiadów z krajów Zjednoczonego Królestwa.

Może zacznijmy od moich odczuć, a potem od opisu atrakcji Kilkenny. Achh jak żałuję, że już w czasie naszego ubiegłorocznego pobytu w Wicklow, nie mogliśmy zatrzymać się tutaj w Kilkenny na dłużej, podczas, gdy przekazywałam do jednego z butików moją kompozycję kwiatową. Niestety wówczas byliśmy tu dosłownie przejazdem, oczarowani pięknem gór irlandzkich Wicklow. Nie starczyło już czasu, aby spędzić tu cały dzień. Mam do tego miasta ogromny sentyment... choćby z jednego względu. Mieszkańcy i sklepikarze Kilkenny, podobnie jak ja uwielbiają kwiaty!

Irlandczycy z Kilkenny wręcz kochają ozdabiać swoje drzwi wejściowe, a właściciele butików rozwieszają w nich girlandy i kompozycje nad wejściami, witrynami i wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe! Ludzie kochają tu dekorować, panuje klimat rękodzielniczy, dużo jest staroci i bibelotów. Przy tym wszystkim czuć obecność utalentowanych, a jednocześnie prostolinijnych osób interesujących się handlem, kosmetyką, rzemiosłem, muzyką i modą.

Wchodząc do butików, widzisz miłe, uśmiechnięte ekspedientki. Wstępując do pubu słyszysz gwarną, irlandzką muzykę. Klimat się udziela, tym bardziej, że sklepiki są barwne, kwieciste, a przy tym nierzadko w stylu vintage. Zupełnie, jakby czas się zatrzymał! Ludzie miejscowi lubią turystów. Z uśmiechem zwalniali na moście św Jana podczas, gdy my robiliśmy kilka zdjęć pamiątkowych dla naszej famili.

Turystów w Kilkenny też nie brakuje, przechadzają się głównymi uliczkami Kilkenny. Spacerujących jest wielu na John Street Kilkenny, oraz na Rose Street Kilkenny. Szczególnie można to zauważyć wstępując też za mury parku miejskiego, (mury starego miasta), otaczającego Zamek Kilkenny, po jednej stronie rzeki Nore. Długi parking na głównej ulicy przed murami zwykle jest cały zastawiony. Natomiast obiekt zamkowy, (trawniki, a także ławki) jest zapełniony. Tak też było podczas naszej wyprawy, mimo raczej średnio słonecznego dnia. 

Powiem Wam, że czuć tu i tego dnia irlandzki klimat. Może jeszcze mocniej niż byłoby to odczuwalne w bardzo słonecznym dniu wakacji. Stara irlandzka architektura wtapia się w krajobraz. Zdjęcia są piękne, kamienne mury i ulice wspaniale kontrastują z barwnymi sklepikami i ozdobami miejskimi. To jest niesłychanie tutejsze. Dużo tu szarości, lecz także zieleni oraz słodkich pasteli. Uwielbiają je właśnie takie florystki jak ja! Zatem warto wstąpić na kawkę, na aromatyczne bla bla, udać się do perfumerii po flakonik angielskiej wody toaletowej, a potem wejść do galerii lub second hand'u i wybrać sobie na pamiątkę symboliczny upominek z irlandzkiego miasteczka Kilkenny. 
Przez cały rok odbywają się tutaj festiwale. Np. w sierpniu jest Arts Festival, łączący wszelkie dziedziny w jedną całość. To czas gwarnej muzyki i wystaw, różnych kulturalnych prezentacji. W październiku robi się w mieście smakowicie, bo trwa w najlepsze festiwal kulinarny, a z kolei festiwal komediowy ma miejsce w czerwcu i gości wielu artystów i aktorów, a także wszystkich zaciekawionych irlandzkimi przedstawieniami. I tak mogłabym jeszcze wymienić kilka atrakcji festiwalowych. Jednak Kilkenny to nie tylko festiwale.

Browar Kilkenny działa tu od wielu lat. Drukarnie, warsztaty rzemieślnicze, stare młyny, stacje radiowe a także teatr. Oczywiście nad wszystkim górują miejsca kultury i ich budynki, a przede wszystkim aż cztery kamienne mosty, Opactwo Dominikanów (Black Abbey), Katedra Św. Marii (St. Mary's Church) z 1205 roku, a także średniowieczny Zamek Kilkenny (Kilkenny Castle). Ten ostatni wygląda wprost jak z bajki. Jego frontowa część to z pewnością wizytówka miasta. Obiekt Zamkowy to jest też miejsce spacerów rodzinnych, pełne krzewów różanych, z fontanną po środku parku.

W zamku mieści się bogata galeria Butlera (dawnego właściciela). Ze strony jednego skrzydła zamkowego, można zejść na promenadę wokół rzeki Nore, skąd rozpościerają się piękne widoki na przepływające łódki. Rejs po rzece w Kilkenny można odbyć zamawiając go na stronie internetowej. Jest to na pewno ciekawe przeżycie. My zaplanowaliśmy jeszcze spacer po drugiej stronie zamku, idąc alejką lipową, podziwiając piękną architekturę miasta, średniowieczne mury, pomniki, a przede wszystkim cudowny krajobraz z mostu Jana.
Zamek w Kilkenny założyli w 1195 roku Normanowie. Wewnątrz ponoć mocno czuć ducha dawnych lat. Perskie dywany sprzed 600 lat, galeria obrazów, gobeliny w stylu chińskim, czy marmurowy, wiekowy kominek. Jest też drewniany dach malowany na różne wzory. Jednak widnieje też informacja, że zdjęć wnętrz robić nie wolno, a przede wszystkich nie można ich publikować. W takich momentach przeważa we mnie jednak zamiłowanie do natury i do spacerów, szczególnie, że płacić za samo oglądanie nie będę. ;)
Kilkenny to z pewnością miasto, w którym można się zrelaksować, spacerować. Podczas gdy kobietki odwiedzają butiki, mężczyźni mogą odwiedzić kilka zakątków, w zależności od wieku i upodobań. W czasie wycieczek ukierunkowanych na zwiedzanie na uwagę zasługują też: Średniowieczne Muzeum Mil, Rothe House and Garden, Tholsel - ratusz Kilkenny, Narodowa Galeria Rękodzieła, Katyler's Inn - jeden z najstarszych pubów irlandzkich (1324 r.), oraz okoliczne atrakcje - jaskinia Dunmore czy wodospad Kilkane. 
Na koniec muszę dodać, że miasto otrzymało kilka nagród, w tym pierwsze miejsce na najpiękniejsze miasto w Europie w 2017 ogłoszone przez Japońskie Stowarzyszenie Biur Podróży JATA (Japan Association of Travel Agents). Przy czym węgierskie Sopron było na pozycji 20, a polskie ZALIPIE znalazło się tylko na 26 miejscu rankingu, KLIK!? Ciekawostką dla miasta Kilkenny jest to, że do miejscowego College'u uczęszczał Jonathan Swift. Kilkenny to miasteczko w którym czas się zatrzymał. 



na wakacjach w Wexford Lavender Farm

czwartek, października 07, 2021

na wakacjach w Wexford Lavender Farm

Na farmę lawendy próbowaliśmy dostać się już dwa lata temu, podczas naszego pobytu w Polsce. Wówczas planowaliśmy połączyć odwiedziny z noclegiem, i z warsztatami na farmie. Mimo, że ja jakoś specjalnie za zapachem lawendy nie przepadam, wydawała mi się to dość oryginalna oferta. Sam fakt prowadzenia plantacji, z pasji do tworzenia ciekawego miejsca przez lokalnych farmerów, które staje się jednocześnie atrakcyjnym polem do sesji zdjęciowych, oraz miejscem wycieczek rodzin z dziećmi, to atrakcja warta odwiedzenia. Zawsze marzyłam, aby takie pole zobaczyć, zrobić kilka efektownych 'lila' zdjęć... Niestety pole lawendowe wówczas było zamknięte, a nasz urlop w Polsce dobiegał końca. Wiedziałam jednak, że kiedyś pole lawendy odwiedzimy i udało się to zrealizować w te wakacje, nie w Polsce, a w Irlandii.

Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy z tego, że lawenda tak naprawdę kwitnie tylko w wakacje. Mimo, że jakiś czas temu w naszym ogródku rosła lawenda, ja nie myślałam, że dla jej wyglądu i koloru ma znaczenie nawet dany miesiąc lata, co widać najwyraźniej w miejscach ogromnych plantacji i pól lawendy. Zawsze myślałam o tym jakie zdjęcia mogłabym wykonać na takim polu. Przeglądając zdjęcia, rożne sesje, muszę przyznać, że ogromna ilość lawendy na jednym polu wygląda bardzo efektownie na fotografiach. Kolory aż biją po oczach. Mi jednak najbardziej podoba się sucha lawenda i jej stonowany kolor, oraz zapach...

Kochani! I bardzo dobrze. My dotarliśmy do pola lawendy dokładnie w przedostatnim dniu wakacji, był to nasz przedostatni dzień wczasów. Lawenda nie miała już tak ostrego koloru, lecz wciąż wyglądała bajecznie i delikatnie pachniała. Po lawendzie nadal przeskakiwały trzmiele i bączki. Kiedy tutaj dotarliśmy, okazało się, że na farmie jest tylko kilkanaście osób, zaledwie trzy rodziny i kilka indywidualnych osób. O ile w polu lawendy nie ma to większego znaczenia, o tyle już posiłkowanie się po dwóch godzinach zabaw na farmie, w czasach koronawirusa, jest bardziej bezpieczne, kiedy w kwiarence nie przebywa zbyt wielu ludzi.
Ale po kolei. Oczywiście pierwszym etapem po przybyciu na farmę było przechadzanie się po polach lawendy. Tutaj są aż dwa pola. Jedno z nich, ze słynnymi drzwiami do fotografii godnych Instagrama. Drugie pole jest całkowicie przestrzenne, bez jakichkolwiek barwnych dodatków. Na tym polu ja osobiście czułam się bardzo przyjemnie, zrobiliśmy na nim najwięcej zdjęć. Kolejno zainspirowani naturalnym, swojskim klimatem, odwiedziliśmy farmę zwierzaczków wiejskich. Karmiliśmy kozy, i zaglądaliśmy do kurnika. Ile w tym wszystkim było radości i śmiechu!
Po takim przyjemnym kontakcie ze zwierzakami, zrelaksowani i chętni wrażeń (szczególnie nasz syn), odwiedziliśmy lawendowy plac zabaw. To rewelacyjne miejsce jest tak rozplanowane, że można swobodnie się bujać, wchodzić na drewniany zamek, skakać po oponach i przechodzić cały ten drewniany plac kilka razy, nie martwiąc się, że wejdziemy Komuś w drogę. Prócz tego pociąg z czterema beczkami i oczywiście zjeżdżalnie. Dla nikogo nie zabraknie atrakcji!
Na samym końcu pola, w trawie, jest kilka gier planszowych w rozmiarach XXL. Snake and ladder to jest nasza ulubiona gra, w którą z chęcią razem pograliśmy. Potem wybraliśmy się na krótki spacer i zrobić parę ostatnich zdjęć. Tutaj pokazuję Wam dosłownie niewielką część, abyście zobaczyli co można robić na farmie lawendy. Jednak nasza rodzinna galeria w Wexford Lavender Farm jest dużo większa i myślę, że będzie ona dla naszej familii znakomitą pamiatką na lata. Zresztą cały kilkudniowy pobyt w hrabstwie Wexford, to barwna galeria i piękne wspomnienia!
Po kilku godzinach relaksu na polach lawendy, jestem pewna, że podobnie jak my, każdy z Was nabierze apetytu. Okazuje się, że tuż przy wyjściu odnajdziecie idealne miejsce na przekąskę, lub lunch. Jedzonko można wziąć na zewnątrz, wypijając sok, wodę, lub filiżankę dobrej kawy, czy herbaty. W kawiarence można też kupić rękodzieło różne, z nadrukami, haftami, czy malunkami lawendy. Można tutaj nabyć wyjątkowe dodatki dekoracyjne do domu. Wspaniałe miejsce!
Z farmy lawendy możecie przywieźć sobie bukiet lawendy do wazonu, lub jako kompozycję. Myślę, że jest to bardzo przyjemna wiadomość dla miłośników tych kwiatów. My na pamiątkę zabraliśmy kilka jej gałązek. Był to wspaniały wypad, który zadowolił całą naszą rodzinkę. Byłam bardzo zaskoczona, że mój syn tak dobrze się tu odnalazł. Podobały Mu się nie tylko zwierzyniec i plac zabaw, lecz także zachwyciło Go samo pole lawendy, i kwiaty otaczające farmę - dalie i gladiole. 
Jeśli zdecydujecie się odwiedzić Wexford Lavender Farm, koniecznie zajrzyjcie na ich stronę. KLIK Tam jest więcej informacji na temat otwarcia farmy. Z tego co się orientuję funkcjonuje ona od maja do września, kiedy lawenda rośnie, i kwitnie. Należy również dokonać rezerwacji parkingu, aby zapewnić sobie miejsce. Kosztuje to dosłownie kilka funtów i macie zapewniony wjazd na całą farmę na dowolną ilość godzin. Dla nas była to przedpołudniowa wycieczka, jaka przedłużyła się do 13.45.
Z takiego miejsca aż żal wyjeżdżać, tym bardziej, że właśnie wtedy przed godziną drugą popołudniu ze spowitego szarą powłoką nieba zaczęło wydobywać się piękne słońce. Idealna zapowiedź letniego, słonecznego popołudnia! Jednak, my mieliśmy w planach odwiedzić dziś jeszcze jedno miejsce w tym regionie. Dlatego już w ładnym słońcu ruszyliśmy po kolejną przygodę w hrabstwie Wexford, związaną z plażowaniem, więc pokierowaliśmy się jeszcze nieco niżej wyspy Irlandii...
Kolejna godzina drogi i znaleźliśmy się na przepięknej plaży Rosslare poniżej miasta Wexford. Spędziliśmy tutaj czas aż do zachodu słońca. Wexford to kraina nadmorska, hrabstwo przepięknych zamków i małych starodawnych domków, oraz pubów. Każda wyprawa jaką tu odbyliśmy pozostawiła barwne i typowo irlandzkie wspomnienia. Cudownie było znaleźć się na słynnym południowo-wschodnim wybrzeżu wyspy Irlandii, wygrzewając się w ostatnich ciepłych promieniach słońca (20 stopni) tuż przed zakończeniem wakacji...



na wakacjach w Pickie Park, Bangor

niedziela, października 03, 2021

na wakacjach w Pickie Park, Bangor

To były fantastyczne wakacje! Cała nasza rodzinka zrealizowała swoje wymarzone plany, znaleźliśmy się wszędzie tam, gdzie zapragnęlimy. Najważniejszym punktem, ważniejszym nawet od spacerów w przepięknych ogrodach, było rodzinne i zabawne spędzanie czasu. Priorytetem w te wakacje, była radość naszego dziecka i całej naszej familii. Ponieważ nie podróżowaliśmy nigdzie samolotem, nie komplikując sobie życia, przez wypełnianie różnych formularzy, my postanowiliśmy dobrze bawić się na całej wyspie irlandzkiej. Owszem, dużo podróżowaliśmy, dużo widzieliśmy, ale gdzieś pomiędzy tym dbaliśmy też o relacje z przyjaciółmi. I tak moje dziecko spędziło część wakacji ze swoją najlepszą przyjaciółką, nawet po kilka dni. Raz u nas, raz u Niej. My również utrzymywaliśmy się z tą rodziną w ścisłej bańce i spędziliśmy z Nimi wiele fajnych chwil, Były wypady nad wodospady, a także na plaże, czy po prostu spacery. Niemniej nasze pociechy to wciąż jeszcze dzieciaczki -8 latki, i nie we wszystkie podróże mogliśmy pozwolić dzieciom ruszać razem z jedną rodziną i rozdzielać się od nas rodziców. 

Właśnie jedną z takich podróży była ostatnią wyprawa naszej rodzinki w wakacje. W ostatnim tygodniu przed rozpoczęciem roku szkolnego wyruszyliśmy tylko w trójeczkę, zjeżdżając każdego dnia dalej, dalej na południe Irlandii.  Zaczeliśmy od Bangor w Irlandii Północnej w temperaturach upalnych. O tym dziś wpis. Ostatecznie znaleźliśmy się na samym południu Irlandii. Jako ciekawostkę napiszę Wam, że planowaliśmy tym razem odwiedzić cały zachód wyspy, poczynając od Donegal aż chociażby do Galway. Jednak na trzy dni przed wyprawą, podczas rezerwacji noclegu, zrobiliśmy zupełny odwrót, i zorganizowałam dokładnie pod kątem pogody - podróż po wschodniej i centralnej części Wyspy. My zachód Irlandii, to pewne, odwiedzimy jeszcze. I będzie to wtedy, gdy tam będzie wiele słońca. Za jazdą aż po Wexford przemawiała właśnie przepiękna i jeszcze letnia w pierwszych dniach, i pod koniec tego urlopu -przyzwoita, aura. Bo kiedy w Donegal i Sligo był deszcz i 16 stopni, tam gdzie byliśmy my było kolejno od 25 do 18 stopni, i prawie zawsze słońce. Ani razu nie spadł deszcz!
I tak oto w jednym z bardziej gorących dni, o poranku, spakowani, i wyluzowani wyruszyliśmy w odległą podróż, zaczynając rodzinną przygodę od miejscowości Bangor, oddalonej od naszego miasteczka o niespełna półtorej godziny trasy. Bangor powitało nas już w przedpołudniowych porach pięknym, niebieskim, czystym niebem i słoneczkiem, oraz całkiem sporą ilością turystów. W Bangor byliśmy już w chłodniejszych miesiącach, kilka lat temu, kiedy niestety z najważniejszej atrakcji - czyli parku rozrywki dla rodzin z dziećmi nie mogliśmy wtedy skorzystać. Był zamknięty. KLIK I choć jakoś tak wcale usilnie nie planowaliśmy tutaj w tym celu powrócić, a raczej po prostu rekreacyjnie (jest to miejscowość wypoczynkowa), to w tym roku pomyślałam, że jest to ostatni gwizdek, aby tu poszaleć z dorastającym synem!
Jestem pewna, że mam rację, ponieważ nasz syn ma już sporo nowszych zainteresowań, związanych z innymi dziedzinami zabaw i nauki. Z roku na rok zauważam, jak bardzo poważny jest w swoich marzeniach, i dobrze wyłapałam, że tego Mu po prostu jednak trochę brakowało. Każdy ośmiolatek pragnie, aby spontanicznie zabawić się w takim miejscu, poszaleć, pograć, i spędzić dzień z rodzicami. Zazwyczaj jakiekolwiek parki rozrywki odwiedzaliśmy w Polsce, ponieważ w Irlandii jest tylko kilka takich miejsc. Podsumowując - dzień w Pickie Park będzie niezapomniany dla naszego ośmiolatka i dla nas rodziców.. 
Po przybyciu i przedstawieniu największego pakietu tokenów, mogliśmy rozpocząć zabawę. Oczywiście na pierwszy rzut poszły łabędzie - rowery wodne, które 'pływają' po jednym z dwóch basenów specjalnie na tę okazję przystosowanych. Kiedy wsiadaliśmy do łabędzia, wszystkie po kolei były wypożyczane. Natomiast za naszym drugim podejściem (gdy chłopaki wzięli łabędzia po raz drugi w ciągu dnia), ludzie już czekali w kolejce na wypożyczenie. W tym dniu było naprawdę sporo odwiedzających Pickie Park. Jednak, gdy my tutaj dotarliśmy mogliśmy jeszcze swobodnie przez godzinę zażywać kilku atrakcji bez stania w kolejce. Dlatego polecam przyjazd przed południem.
Kolejną atrakcją były wagoniki, na jakie moi chłopcy wsiadali dwa razy w ciagu dnia. Bardzo fajna zabawa, dużo radości. Jak dobrze widzieć Ich takich rozbawionych! Gdzieś w oczekiwaniu na przejażdżkę kolejką wąskotorową mój syn wypatrzył sobie celowanie do tarczy z wodą. Bawilismy się wszyscy troje na maksa! Po podróży kolejką, która objeżdża dookoła cały Pickie Park, postanowiliśmy trochę zrelaksować się sportowo. Ponieważ wszyscy lubimy pograć w golfa, spędziliśmy tam pewnie około godzinę. Całe pole minigolfa jest trafnie skonstruowane i w związku z tym nie ma nudy. Moje dziecko aż dwukrotnie trafiło za pierwszym razem piłeczką do otworów. Chwile uwieczniono na fotografiach.
Z ciekawszych atrakcji, jakie wywołały dużo uśmiechu, było kierowanie disco kaczką po wodzie. Nawet wymagało to trochę umiejętności. Ale widziałam, że chłopaki dość szybko sobie poradzili z ułożeniem kaczuszki, a potem nieźle się kręcili po basenie w rytm muzyki. Oczywiście nie mogło zabraknąć jazdy syna autodromem, z czego uwieczniłam tylko jedno zdjęcie, ponieważ w zabawie brały udział też inne dzieci. Bujanie się na klasycznej karuzeli krzesełkowej to stały punkt w wesołych miasteczkach. My co prawda już kręciliśmy się na większych tego typu karuzelach w Polsce, ale i tak nasze dziecko świetnie się tu bawiło. 
Na godzinę przed odjazdem w dalszą trasę postanowiliśmy zjeść obiad, zupę i trzy różne zestawy obiadowe, w tym dziecięcy. Jest tutaj spory wybór dań i napojów, jednak wiadomo, jak wszędzie w takich miejscach swoje trzeba odczekać, no i oczywiście ze spokojem zjeść. Po takiej kilkugodzinnej zabawie, posiłki wchodziły naszej familii niemiłosiernie. A ja ogromnie się uradowałam, bo od tej chwili nie muszę gotować, a zajadam pyszności przygotowywane przez innych aż do końca urlopu! Była to wielka przyjemność usiąść na wolnym powietrzu i patrzeć, jak ogromne kolejki zebrały się wokół basenów, które my już mieliśmy zaliczone! ;)
Szczerze powiedziawszy to właśnie teraz otrzymałam od moich kochanych chłopaków pochwałę za super organizację podróży o wczesnych godzinach, bo to dokładnie o tej porze rozpoczynał się największy upał tego dnia, a my już lada moment będziemy ruszać dalej w kierunku naszego miejsca noclegowego oddalonego ponad trzy godziny drogi stąd. Im dalej na południe, tym nieco mniej stopni. Jednak ten dzień nadal był pełen słońca i radości z jazdy autem. Na zakończenie wizyty w Pickie Park syn poszedł posterować jeszcze kilkoma maszynami, m.in. statkami. Kilka pamiątkowych zdjęć zrobiliśmy na sam koniec dnia tutaj. I udaliśmy się dalej w kierunku parkingu.
Przechadzając się właśnie tędy, promenadą tuż przy porcie Bangor, przypomniałam sobie jak tutaj jest pięknie, i jakie jest to cudowne rekreacyjne miasteczko, do którego już planujemy przyjechać ponownie po prostu na urlop. Myślę sobie, że jeśli jest szczęście, zdrowie, i do tego piękne słońce nad głową - to wczasy zawsze są udane. I tego się trzymamy, i tak organizujemy urlopy! A na koniec, przebrałam moje (wygodne?) ubranie na kieckę (cały dzień wyjątkowo miałam legginsy i obuwie sportowe). Wszyscy nałożyliśmy klapki i  ruszyliśmy samochodem już w kierunku południa Irlandii po nowe doznania wakacyjne...

Jeżówki Supreme z krepiny + prezent kalendarz 2022

czwartek, września 30, 2021

Jeżówki Supreme z krepiny + prezent kalendarz 2022

Lato dobiegło końca. Nie oznacza to jednak, że w naszym ogrodzie jest bezkwieciście i szaro. Początek jesieni to zakończenie sezonu letniego i wciąż barwny ogródek. Dobry ogrodnik wie, które kwiaty udekorują jego ogród. Mój 'ogród' z papieru już od sierpnia zdobią przepiękne jeżówki. W mojej pracowni w sierpniu pojawiły się dwie krepinowe jeżówki do letniego projektu - purpurowa i różowa. A ponieważ bardzo lubię te kwiaty, które zresztą (nie tak bujnie) kwitną też jesienią, postanowiłam uzupełnić dość mocno tę kolekcję o kolejne. I tak powstały jeżówki w kolorach niczym tęcza, rozweselające każdy dzień, nawet ten deszczowy. Mimo, że jeżówki najpiękniej ukazują swe piękno latem - jeżówki z papieru można dowolnie uformować. Ich płatki można dostosować w zależności od wyobraźni, opadające, unoszące się, podwinięte.. Wszystko wedle życzenia, tak, aby wyglądały jak najbardziej naturalnie.

Floral Stories Weekendownik Workshop

Uwielbiam ich przeróżne warianty kolorystyczne i kształty główki (jeżowej), oraz liści. Stworzyłam z krepiny różne długości, a nawet kształty, z dużym dopracowaniem środka. W drugim artykule możecie je wszystkie zobaczyć! Zajrzyjcie też w poszukiwaniu nowej kartki z kalendarza na tegoroczny październik (OCTOBER 2021) KLIK. Kolejno powstały też jeżówki supreme - ostatnio bardzo modne, o puchatej główce niczym pompony. O tym rodzaju jeżówki przeczytacie właśnie dzisiaj. Dziś również pokuszę się o napisanie o zastosowaniu Echinacea, a także trochę ciekawostek o jeżówkach.. Kwiaty te planuję tworzyć przez cały rok. Zapraszam Was zarówno do tego artykułu, jak i do drugiego, jaki publikuję równorzędnie. Pokażę Wam moje cuda z kwiaciarni papierowej. Na dole tekstu mam też dla Was kolejne kartki z kalendarza z jeżówkami- na miesiąc październik (October 2022).

Floral Stories Weekendownik Workshop

Jeżówki to obecnie jedne z bardziej znanych, przyjętych w ogrodnictwie, wdzięcznych bylin, które zdobią rabaty kwiatowe, gdzieś pomiędzy trawami, i innymi astrowatymi. Są niesamowicie dekoracyjne, aktualnie przeżywają swój renesans. Myślę, że to zasługa odcieni płatków, które w zależności od wzrostu i fazy kwitnięcia przybierają nieco inne kolory, od żywobarwnych, aż do bladych, wyblakłych przekwitających główek. Podobnie kształtuje się forma ich płatków, zdecydowanie należą do grupy stokrotek, pięknie obrazujących porę dnia i roku. Dla mnie są to bardzo romantyczne kwiaty, wręcz idealne na działkę lub do ogrodu. Ale czy tylko tam się sprawdzą? Myślę, że jeżówki są idealne do bukietów i wszelkich dekoracji, ponieważ sprawiają, że bukiety nabierają kolorów!

Floral Stories Weekendownik Workshop

Z kolei o atrakcyjności tego kwiatu w ogrodzie, świadczy też fakt, że gdy się rozrośnie w kolejne kwiatostany, kwitnie przez kilka miesięcy do jesieni. Niekiedy płatki jeżówki nie zdążą nawet spaść przed pierwszymi przymrozkami. Jeśli tak się stanie, można podziwiać jej pąki nawet do zimy. Tak naprawdę jeżówki sklasyfikowane są do 10 różnych odmian, ale obecnie jest ich znacznie więcej. Od kilku lat bardzo pożądane są też odmiany kwitnące przepięknie, bogato i ponoć do tego o intensywnej woni. Nie przypominają one już tak bardzo tradycyjnej, tej znanej od wielu lat jeżówki, z jeżową kuleczką, ponieważ ich środek złożony jest głównie z pomponiastych płatków.

Floral Stories Weekendownik Workshop
Jeżówki supreme, bo o nich mowa, są ponoć bardziej efektownymi przedstawicielkami Echinacea. Jest to oczywiście rzecz gustu - mi osobiście podobają się te z brązowo-rudym środkiem, kojarzące się z sielskim ogródkiem cioci. Niezaprzeczalnie jednak te o których dzisiaj napiszę, są bardzo oryginalne i są wytworem nie tylko natury, który podziwiam! Dlatego właśnie postanowiłam, że w mojej kolekcji kwiatów z krepiny nie może ich zabraknąć. Wykonałam dwie jeżówki supreme według własnego projektu. 

Floral Stories Weekendownik Workshop
Jeżówki Supreme z krepiny mają 50 cm długości i obwód główki 15 cm. Są w kolorze bieli i różu, z dodatkiem brązowej krepiny. Stworzyłam te jeżówki z krepiny włoskiej w  delikatnym, zachwycającym kolorze różu, pięknie kontrastującym z barwą liści i łodygi. Charakterystyczny pomponik otoczony jest kilkunastoma płatkami. Jeżówka jest dość ciężka, co sprawia, że w bardzo naturalny sposób  układa się w wazonie. Przepięknie wygląda w pojedynkę, lub w duecie w wysokim przezroczystym wazonie. Efektownie też prezentuje się w promieniach porannego słońca. Zobaczcie sesję, jak promienie słońca dotykają tych pomponików. Jak tańczą na całej główce jeżówki.

Floral Stories Weekendownik Workshop
Nazwa jeżówka pochodzi od greckiego słowa ekhinos, co oznacza jeżowca. Zapewne chodzi o kolczasty środek. Obecnie jeżówki naturalnie rosną we wschodniej,  i srodkowej Ameryce Północnej. Echinacea Purpurea używana jest w medycynie tradycyjnej. Niestety to zastosowanie sprawiło, że obecnie dwa gatunki uznane zostały za zagrożone. Największy wpływ echinacea purpurea odgrywa na układ immunologiczny człowieka. Soki, ekstrakty, są pomocne w leczeniu przeziębień oraz infekcji dróg oddechowych. Natomiast należy bardzo uważać i zastanowić się nad spożyciem tego typu preparatów - przyjmując jednocześnie inne leki, lub zioła. Łączenie ziół echinacea z innymi ziołami i lekami może powodować szerg działąń niepożądanych. Syropów i wywarów z echinacea nie powinno się podawać dzieciom przed 12 rokiem życia i kobietom w ciąży. 

Floral Stories Weekendownik Workshop
Dawniej jedna z odmian Echinacea była stosowana przez mieszkańców Ameryki Północnej już w XVIII wieku na nerwobóle, zapalenia stawów i ukąszenia węży oraz owadów. Ponad to niektóre plemiona zabezpieczały się przed przeziębieniem żując jej korzenie. W związku z popularnością Echinacea w latach 30tych XX wieku, rozpoczęto hodowle w Europie w celach handlowych. Niemcy i Szwajcaria, to pierwsze kraje w których sprzedawano syropy z Echinacea, pomocne na przeziębienie oraz sepsę. Do dzisiaj nie określono, który ze składników echinacea ma najlepsze zastosowanie w medycynie. Dlatego też osobiście uważam, że nadal najbardziej interesujące są jeżówki ze względu na walory ozdobne w ogrodzie i w kompozycjach kwiatowych. Dajcie znać czy w Waszych ogródkach macie jeżówki?
Floral Stories Weekendownik Workshop



DLA CIEBIE!

Bardzo się cieszę, że zainteresowałam Cię moimi projektami kwiatów z krepiny. Przyjemnie jest obejrzeć zdjęcia natury, a także prac jakie powstają za sprawą tej natury.. Jest to ogromnie inspirujące. Chciałabym móc zawsze otaczać się kwiatami, i zachować ich obraz na długo. Wiadomo jednak, że kwitną one tylko w określonym czasie. Więc tworzę moje papierowe rośliny. Dodatkowo zdecydowałam się zachować ich obraz na nieprofesjonalnym,  fotograficznym kalendarzu. Na blogu trwa akcja organizowana przeze mnie: prezent dla moich czytelników i przyjaciół - kalendarz kwiatowy w języku angielskim ze zdjęciami moich kwiatów z krepiny. Dzisiaj jeżówki supreme z krepiny i kalendarz na październik 2022 roku. A tutaj podgląd kalendarza z jeżówkami na październik br. KLIK.
Floral Stories Weekendownik Workshop

W poprzednich artykułach podarowałam między innymi pliki kalendarza August ze stokrotką afrykańską the veldt (na sierpień 2022), oraz uzupełniłam kartkę kalendarza na miesiąc sierpień 2021 -  August 2021 w oddzielnym poście Dahlie z krepiny. Jeśli jesteś zainteresowana/ny takimi prezentami (tymi miesiącami), polecam zaglądać w etykietę po prawej stronie bloga - Kalendarz. Tam będą wszystkie wpisy ze stworzonymi przeze mnie kalendarzami dla moich czytelników. Wystarczy obejrzeć kalendarz, i jeśli jesteś chętna/ny, zgłosić się do mnie po odbiór. Za darmo otrzymasz pliki z kartką miesiąca z kalendarza, który następnie sobie wydrukujesz, lub zgrasz na swój pulpit. Warunki pobrania i użytkowania opisałam w pierwszym wpisie KLIK. Zapraszam.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik