Pełnia lata w Kilcoan Gardens na Półwyspie Magee'a

sobota, września 18, 2021

Pełnia lata w Kilcoan Gardens na Półwyspie Magee'a

Dokładnie za kilka dni zakończy się kalendarzowe lato, które w tym roku w Irlandii dopisało wyjątkowo. Jak już Wam wspominałam kwiaty nawet zakwitły, i kwitną do tej pory w moim ogrodzie. Sprzyjało im słońce w większej ilości niż zazwyczaj obserwowałam to latem. W całej Środkowej Europie panowały już tygodnie upałów, z kolei u nas na Zielonej Wyspie obserwowaliśmy więcej słońca, i zwyżkę temperatur o dwa, trzy stopnie. W efekcie doczekaliśmy się kilku tygodni pięknego słońca, a nawet możliwości regularnego plażowania na 100% oraz kąpieli w Morzu i w Oceanie. 

Może właśnie dlatego w tym roku pogoda sprzyjała podróżującym, takim jak my, podczas kilkudniowych urlopów, lub jednodniowych wycieczek. Jeśli mowa o wyprawach zorganizowanych w większości na świeżym powietrzu, to marzeniem podróżnika jest, aby były one w ładnych, bezdeszczowych dniach. Nie znaczy to, że nie przyzwyczailiśmy się do spacerów w dni szare i deszczowe. Jednak znaczy to, że naszą skórę muska cieplutkie słońce, że wreszcie możemy zrzucić ciepłe obuwie i ubrania, (mimo, że tu nad Oceanem zazwyczaj chmury szybko suną po niebie, niekiedy przysłaniając to piękne słońce). Dla roślinności ogrodów w Irlandii tak mocne słońce jest też odmianą pogodową, do jakiej nie są przyzwyczajone. Mimo, że kwiaty kochają takie ciepłe zmiany- efektami zmian pogodowych może zaskoczyć się przede wszystkim ogrodnik. My też byliśmy.. zachwyceni.

Na Półwysepce Magee'a, w hrabstwie Antrim, gdzie na pewno powrócimy jeszcze kiedyś, wyjątkowo zakwitły w tym roku Ogrody Kilcoan. Kwiaty osiągnęły w tym sezonie ogromne rozmiary, do tego stopnia, że jak się domyślamy, te nieco niższe gatunki po prostu ukryły się w większych bylinach. A może zostały przesadzone przez właścicielkę? Kilcoan to jeden z kilku publicznych, prywatnych ogrodów we wschodniej części Irlandii Północnej. Można je odwiedzić za niewielką opłatą.
Kilcoan Gardrens odwiedziliśmy tego lata, planując to już od zeszłego roku. Wyczekiwaliśmy na otwarcie po blokadzie spowodowanej Covid. Pewnej niedzieli wyruszyliśmy w kierunku tego zachwycającego miejsca. Droga do ogrodów trochę mnie zaskoczyła, gdyż jest to wciąż odcięte od świata miejsce, głęboko ukryte wśród lasów, pól, z kilkoma wzgórzami i w sąsiedztwie zatoki, oraz jeziora. Dotarcie tutaj jest nie lada wyczynem, ponieważ trzeba przeprawić się na półwysep, krętymi wzniesieniami. To już dość niecodzienne. Ale za to widoki, oraz to, co można zobaczyć na miejscu, wynagradzają tę przeprawę. 
Przede wszystkim to właśnie ten grunt, w takim położeniu, umożliwia hodowlę różnorodnej roślinności w Kilcoan Gardens. Cały układ ogrodu nie jest przypadkowy. Podobnie mogliśmy zaobserwować w June's Blake Gardens KLIK, układ spadzisty ogrodów, dobry odpływ wody i idealne podłoże do uprawy kwiatów w ogródku, bylin, a także ziół. Stojąc tuż przed wjazdem na posesję można ujrzeć cały ogród z góry, nie widać jedynie otulonego drzewami wiejskiego ogrodu (the Cottage Garden) umiejscowionego przy samym domu Kilcoan. Obejrzyjcie dokładnie pierwsze i trzecie zdjęcie z tego artykułu, na których widać ten wspaniały widok z góry. 
Po przyjeździe ogromnie zaskoczyło mnie, że w ogrodzie była hodowla malw! Uwielbiam te kwiaty, które kochają słońce. Jak widać w tym roku wreszcie doczekałam się pięknych malw na ziemiach irlandzkich. Jakiś czas temu w Kilcoan zostało zasadzone pole kwiatów ciętych, złożone z ośmiu rabat kwiatów jednorocznych, a także kilku całorocznych wysp bylin. (widok z początku oraz z końca artykułu). Poza tym jest tu kilka grządek bylin, a także granica prerii. Sad pełen jest drzewek i krzewów. 
W centralnym punkcie zasadzono z wielką dbałością ogród warzywny, oraz z wyznaczonym oddzielnie wejściem ogród ziołowy. W jednym z nich, przeznaczonym do uprawy roślin w celu suszenia na herbatę, można nawet przysiąść na ławeczce. Krąży tutaj mnóstwo pszczół i owadów. Nie bez powodu Kilcoan Gardens jest zwycięzcą Brytyjskiego Najprzyjaźniejszego Ogrodu Pszczół 2012. Ogród jest siedliskiem dla licznych gatunków dzikich zwierząt, takich jak zające, nietoperze, borsuki, i różne gatunki ptaków, oraz ćmy, motyle i pszczoły.
To na obszarze Kilcoan w rozległych polach, i w młodych lasach ukryte są stawy pełne zwierząt. Ogrody są otwarte w miesiącach wiosenno-letnich za opłata kilku funtów. Z kolei jesienią i zimą właścicielka przygotowuje z suszonych kwiatów wieńce i głównie prowadzi kwiaciarnię zimową. Zresztą także w czasie letnim w kwiaciarni Kilcoan powstają piękne kompozycje świeżych kwiatów. Uwielbiam ten słodki styl w jakim tworzy się w Kilcoan. Dla mnie to najpiękniejsza wersja florystyczna.
Prowadzone są tutaj także warsztaty. Przykładem może być kurs ziołowy, który jest przeznaczony dla osób jakie chcą rozpocząć uprawę zielnika we własnym ogrodzie, i wykorzystania go do własnych potrzeb. Na takim kursie jest między innymi prezentacja rozmnażania bylin, a uczestnik otrzymuje pakiet nasion, ziół, oraz przepisy na ziołowe potrawy. Na stronie Kilcoan Gardens zgłosić się można na kursy układania bukietów, czy aranżacji wieńca. 
W ogrodzie jest też kurnik, a także zagroda dla owiec, są pawilony ze starej stodoły, oraz kawiarenka. Po takim wypoczynku, warto wyruszyć na szlak leśny. Mogliśmy nawet zobaczyć fragment Szkocji pomiędzy drzewami.. To, co mnie zaskoczyło po przyjeździe: idealnie stworzony podjazd dla odwiedzających i otwartość właścicieli. W tym ogrodzie można poczuć się jak w swoim przydomowym ogródku. Tylko chodząc tu, przemierzasz kolejne metry kwadratowe ogrodu, z mnóstwem kwiatów i to nigdy się nie kończy! Możesz spędzić tutaj nawet kilka godzin. Na koniec warto zakupić kwiaty.
Po ogrodzie leniwie przechadza się domowa kotka, wskazując zacienione miejsca, gdzie czasem trzeba się ukryć podczas tego słonecznego spaceru. W jego czasie wykonałam całe mnóstwo zdjęć. To także moje małe marzenie, które się spełniło. Odkryłam piękne trawy, przyjrzałam się budowie kilku kwiatów. Chłonęłam ten widok, a także niesamowitą woń. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie The Cottage Garden (wiejski) i już Wam piszę dlaczego. 
Przyznam, że byłam w ogromnym szoku, gdy ujrzałam ten zakwiecony wiejski ogród. Mimo, że żyję w Irlandii już sporo lat i znam dobrze angielskie ogrody, nie spodziewałam się aż tak wysokiego i gęstego od kwiatów ogródka. Większość roślin osiągnęło już wtedy (jakiś miesiąc temu) wysokość 1-2 metrów. Niesamowite jest to, że mój syn po prostu był aż zakryty tymi łodygami i pąkami, gdy spacerował pomiędzy nimi. Powiem Wam, że to było tak radosne, i niebywałe, że śmialiśmy się przez cały czas tej przechadzki, gdy mój syn ukrywał się w tym gąszczu kwiatów!
Dopiero w momencie, gdy zauważyłam jak ruszają się tu wszystkie łodyżki, i jak mocno bujają się pączki, uzmysłowiłam sobie jaki to żyjący ogród. Tam było tak głośno od wszystkich owadów, że niewątpliwie można nazwać to ich królestwem (do którego łaskawie nas wpuściły)! To one rządziły, a my byliśmy tutaj gośćmi,. Na szczęście mile widzianymi. Uważnie mijaliśmy wszystkie odmiany kwiatów, wręcz ocierając się o pszczółki. Moje dziecko nawet słówkiem nie pisnęło, że się boi.
Nie jestem w stanie wymienić wszystkich kwiatów jakie widziałam i które powąchałam. Najbardziej zapamiętałam odmiany które lubię. Oczywiście są to łubiny, lilie, malwy, dzwonki, naparstnica, piwonie, stokrotki, jeżówki oraz ogromne ilości lwich paszcz (snapdragon). Po płocie pną się vintage roses, a także clematisy. Ponoć tych pierwszych w całym ogrodzie jest aż 140 odmian. Jest też oddzielne miejsce dla kosmosów. Wygląda to bajecznie. Niektóre bardziej delikatne odmiany kwiatów hodowane są w tunelach foliowych, np. anemony. Ostatni raz takie ilości kwiatów widziałam tylko w ogrodach Antrim Castle. 
Dzień spędziliśmy wyjątkowo, będziemy dobrze wspominać pełnię lata w Kilcoan Gardens. Jeśli chodzi o mnie, mogłabym w tym miejscu spędzić cały dzień. Jestem oczarowana tym, że ogród mimo tylu odmian pozostał bardzo naturalny, przyjazny dla zwierząt. Wiadomo, że wymaga to ogromu pracy, ale też wiedzy o roślinności i glebie. A trzeba też dodać, że właścicielka, która pasjonuje się ogrodnictwem, jest też florystką. Tworzy i sprzedaje bukiety i wianki, aranżacje świąteczne, oraz okazjonalne. Co ciekawe wszystko to z dbałością o środowisko, używane są materiały pochodzące z recyklingu. 
Kochani! Wiem, że to już koniec lata. Nawet u nas w Irlandii temperatury już spadły do 17 stopni. Słoneczko dziś tak bardzo mnie nastroiło, że postanowiłam jeszcze napisać ten jeden słoneczny artykuł sezonowy z Kilcoan Gardens w tle. Obiecuję, że to nie jest ostatni wakacyjny wpis (z naszych wczasów), jak zawsze z lekkim opóźnieniem, ponieważ gdzieś pomiędzy nimi zamierzam pokazać Wam też moje kwiaty z krepiny. Te które tworzyłam ostatnio. :) Ciekawi jesteście jakich kwiatów projekt pojawi się w kolejnym wpisie? Zapraszam.
 


Spacer w historycznym mieście Armagh, Irlandia Półn.

niedziela, września 12, 2021

Spacer w historycznym mieście Armagh, Irlandia Półn.

Historyczne miasto Armagh to centrum religijne wszystkich mieszkańców Irlandii, najstarsze miasto Wyspy. Położone jest na południu Irlandii Północnej, na siedmiu wzgórzach, z jakich rozpościerają się widoki na stare, kamienne budynki. Nazwa Armagh to w tłumaczeniu: Wzgórze Machy (legendarnej królowej, która założyła tu gród). O mieście Armagh pisałam Wam już w jednym z wcześniejszych artykułów relacjonujących naszą wyprawę w tym kierunku. Pierwszy wpis, pokazujący najstarszą bibliotekę Irlandii Północnej Robinson Library (KLIK) był wstępem do dzisiejszego artykułu. 

I choć w mieście nie tylko spacerowaliśmy, i zwiedzaliśmy, (pojawi się jeszcze jeden wpis z relacją z odwiedzin planetarium), to zdecydowanie kilkudniowy trip, nasz urlop na tym obszarze można właśnie nazwać spacerem. Już planując ponad rok temu wypoczynek w tych okolicach, wiedziałam doskonale, że docelowo znajdziemy się w dwóch zamkniętych obiektach, ale sama wyprawa będzie miała charakter spaceru. Spacer po historycznym mieście Armagh... Opowieść zaczęłam kilka tygodni po powrocie z Armagh, w lipcu. Napisałam o pierwszym dniu naszego przyjazdu, było ich jak zawsze kilka. Pewne jest, że w trzecim dniu, już poznaliśmy większość największych atrakcji tego w sumie niewielkiego miasta. Za to pozostałe dni pełne były swobody i spacerów.

 

Dwa ostatnie dni, to czas, kiedy spacerowaliśmy ulicami, lecz także ogrodami Armagh. Nie ukrywajmy, gruzińska architektura jest tutaj wszechobecna. Takie właśnie widoki zobaczyliśmy ze wzgórz Armagh. Każdego dnia naszej kilkudniowej wyprawy, mimo zwiedzania, staraliśmy się przeznaczyć trochę czasu na błogi wypoczynek. Przyjemnie było zrelaksować się w wynajętym przez nas apartamencie. Pogoda wyjątkowo nam dopisywała, więc pokusiliśmy się też o wygrzewanie na słońcu, choć to nie było naszym głównym celem na ten wyjazd. W dniu powrotu do domu, niebo się zachmurzyło, spowite było szarą warstwą chmur, co możecie nawet zaobserwować na kilku przedpołudniowych zdjęciach Placu Teatralnego. Tak pożegnało nas Armagh.

Mimo iż teraz czytając wpis na fotografiach widzicie ogromną katolicką Katedrę Św. Patryka w Armagh, ja zacznę artykuł opisowo, kontynuując treść pierwszego wpisu, na wzgórzu Wikariuszy nr 5., gdzie tuż obok Biblioteki Robinsona mieści się kolejna atrakcja, dawna diecezja kościoła anglikańskiego, oraz druga równie ważna anglikańska Katedra Armagh (także pod wezwaniem Świętego Patryka). Jest to odbudowana Katedra z XIX wieku, otoczona przepięknymi ogrodami, w jakich zatrzymaliśmy się już na chwilę przy okazji zwiedzania Biblioteki Robinsona. 

Wychodząc z Armagh Robinson Library warto tak zorganizować wizytę, aby wejść do Muzeum w budynku diecezji, a kolejno do Katedry oraz pospacerować w ogrodach. Zbudowany w 1772 roku budynek nr 5 (widzicie poniżej), wkomponowany w pozostałe kamienice, wtapia się w architekturę miejsca. Jednak wewnątrz są tutaj dwa ogromne, ośmioboczne pomieszczenia z oszklonymi sklepieniami, wykorzystywane dawniej przez Robinsona do rejestru diecezjalnego. Aktualnie w nim rejestru już się nie prowadzi, ale ukazano tutaj wiele przykładów akt kościelnych. W Muzeum tym odnaleźć można starożytne monety, cenne dokumenty, wczesnochrześcijańskie artefakty, oraz unikatowe elementy sztuki. Wspaniałe - klejnoty Tassiego z XVIII wieku, jakie zamawiali m.in. rosyjska Katarzyna Wielka, czy francuski Ludwik XIV.

Moje dziecko było zachwycone pokazami multimedialnymi, trójwymiarowym modelem Armagh City i różnymi aktywnościami, jakie tutaj Mu zaoferowano. Uważam, że warto w budynku zatrzymać się na 20 minut i posłuchać ciekawych historii przewodnika (pracownika Urzędu Stanu Cywilnego) związanych z Armagh. Kilka zdjęć poniżej wrzuciłam zdjęcie okna z widokiem z wnętrza No 5. na Katedrę po przeciwnej stronie uliczki. Dokładnie taki sam widok można ujrzeć opuszczając Muzeum i przedostając się do bramy tejże Katedry. My postanowiliśmy wejść do Kościoła, i nie robiąc fotografii, kolejno zmierzaliśmy na spacer do ogrodów położonych tuż przy Katedrze.
Można do nich dotrzeć z dwóch stron, główne wejście znajduje się poniżej Katedry z Market Street. Ogrodów jest kilka, są duże i reprezentacyjne, pomimo, że nie ma tutaj sporo roślin i kwiatów, są pięknie opracowane w rabaty, znad których widać szeregi kamiennych rzędów domów. Wygląda to spektakularnie i pozwala docenić piękno Armagh, krajobrazów miejskich kamienic starego pochodzenia, zamieszkałych po dziś dzień.
Ścienna mozaika, a obok rabaty różane i pnące róże pachnące słodko w całym ogrodzie, wprawiają w błogi nastrój. Ogrody mają kilka działów, poprzez ścienne wejścia stworzone z kamieni przechodzi się do kolejnych. W jednym z ogrodów rosną drzewka, na wzór sadu, w kolejnym są zioła, a w jeszcze innym, przepełnionym różami, są ławki, aby móc tutaj odpocząć wwąchując się w zapachy kwiatów i ziół. Nowoczesna rzeźba Briana Boru (powstała w 2015), największego z irlandzkich królów, została wbudowana w jednym z ogrodów. 
Anglikańska Katedra Świętego Patryka jest jednym z najbardziej znaczących i znanych na świecie miejsc kultu. W jej podziemiach ukryte jest pięć starożytnych rzeźb celtyckich. Święty Patryk to właśnie tutaj wybudował swój pierwszy kościół przybywając tu z góry Slemish (KLIK). Kolejno w 445 roku naszej ery, na miejscu obecnej Katedry budował On pierwszy Kościół na wzniesieniu. Od 1268 roku powstał projekt nowej Katedry, wraz z kryptą pełną kosztowności. P
o przybyciu Arcybiskupa Robinsona w 1765 roku odnowiono katedrę, i umiejscowiono grobowce. Spoczywają  tu ciała kilku ważnych dla Irlandii osób. Obecnie znajduje się w niej m.in. grobowiec króla Boru, przeniesiony z Dublina.
Druga z Katedr - rzymskokatolicka pod którą położono kamień węgielny w Dniu Świętego Patryka w 1838 roku, również została wybudowana na wzgórzu, wiele lat później od siostrzanej Katedry Kościoła Anglikańskiego. Od XVII wieku katolicy w Irlandii żyli pod rygorami prawa karnego, nie powstawały kościoły katolickie. Długo czekano na Kościół dla tego wyznania. Imponująca budowla zaprojektowana była wstępnie na wzór krzyża. Na zdjęciu nie widać majestatu tego miejsca, samo Jej obejście zajmuje chyba z 30 minut, wejście po schodach też dobre 10 minut. Na niższym poziomie są stacje drogi krzyżowej w dużych odstępach.
Stojąc na szczycie schodów zobaczycie niesamowity widok na miasto, ponad posągami..Jedna z nich to statua Arcybiskupa Josepha Dixona, a druga Arcybiskupa Armagh Daniela McGettigana. Wewnątrz naprawdę nie wiadomo na co zwrócić uwagę w pierwszej kolejności. Na wprost mamy piękne ekrany ołtarzowe, i ambonę, a po przeciwnej stronie organy na których od 50 lat gra najsłynniejszy organista baron George Minne urodzony w Belgii 1924 roku. Mogę sobie wyobrazić dźwięk tych organów. Budowla zdecydowanie mi imponuje.
Spacer po mieście Armagh to jest wielka estetyczna przyjemność. Ulice są odrestaurowane, czyste, zadbane. W powietrzu unosi się spokój. Ponoć miasto odżywa przy okazji różnych festynów i wydarzeń kulturalnych. My przechadzając się po deptaku zauważamy tylko nielicznych miejscowych, więcej turystów. Wszyscy w porannych godzinach siedzą w kawiarniach i barach pod placem teatralnym. Możliwe, że w oczekiwaniu na spektakl jaki odbędzie się w Centrum Teatru i Sztuki Marketplace.
Ten nowoczesny budynek, który kolorystycznie jednak idealnie jest wkomponowany w styl gruziński, mieści się w samym sercu Armagh. Jest to prawdziwe centrum rozrywki w jakim każdy odnajdzie coś dla siebie. Ciekawe spektakle, prezentacje, a także wieczory komediowe. Dla najmłodszych przygotowano przedstawienia (w czasie gdy tutaj przebywaliśmy jeszcze nie w pełni to funkcjonowało po odblokowaniu covidowym). Jest tu balet, i są kameralne koncerty. Prócz tego to właśnie tutaj odbywają się warsztaty i wystawy rękodzielników a także różnych mniejszych firm. Konferencje, spotkania dla grup do 400 osób też znajdują tutaj możliwości prezentacji. 
Armagh jest określane mianem świętych i uczonych, stąd pochodzi wielu wybitnych ludzi. Występuje też ogromne zainteresowanie Astronomią. W Armagh znajdziecie Planetarium, w jakim spędzicie ciekawy rodzinny dzień, także oglądając tematyczne pokazy filmowe w kopule budynku. Poza tym w mieście jest także najstarsze w Irlandii Północnej Obserwatorium, będące jednocześnie zabytkiem. Dookoła tych dwóch obiektów wyznaczony jest teren Astroparku, w którym zresztą z chęcią spacerowaliśmy w drugim dniu pobytu w Armagh. (relacja i opis wkrótce pojawi się na blogu.)
Poniżej widzicie tablicę ze wskazówkami ciekawych i ważnych miejsc Armagh z Placu Teatralnego. wśród nich odnajdziecie m.innymi Pałac Biskupi i miejski Park. Pałac funkcjonował w roli Domu Biskupów od 1770 roku do 1975 roku. Wśród łąk i ścieżek otaczają Dom ogrody sensoryczne z przeznaczeniem dla pełnosprawnych i niepełnosprawnych turystów, z fontanną, a także arboretum. Biskupi zabytkowy Pałac powstał w stylu neoklasycystycznym i osadzony jest na 300 akrach ziemi. Obecnie jest miejscem Rady Miasta i Parkiem publicznym.
Shambles Yard to rynek, który odbywa się we wtorki i w piątki od 8.00-16.00. Jak na miejsce handlowe przystało, można tu kupić ryby, lokalne owoce i warzywa, jest też piekarnia lokalna. Występują tu stragany kwiatowe, z roku na rok jest ich więcej. Upominki, ręcznie robione rękodzieło, a także odzież i obuwie. Ponoć rynek wygląda niesamowicie i kolorowo w tych dniach. Niektóre produkty wystawione są wewnątrz zabytkowego budynku przeznaczonego do handlu zamkniętego w deszczowe dni. Chętnie przybędę tutaj na zakupy, a także w celu rozeznania terenu rękodzielniczego. :) 
The Mall to nic innego jak boisko do krykieta, pokryte trawiastą murawą, wykorzystywane także do pokazów konnych, i innych zawodów, dawniej do walk kogutów, a nawet byków. Kolejne ciekawe miejsce to z pewnością więzienie - The Gaol Armagh to dziś budynek zabytkowy do zwiedzania. Będąc w Armagh koniecznie odwiedzić trzeba Armagh County Museum, gdzie przedstawiona jest historia całego regionu. Nieopodal w siostrzanym budynku jest Centrum informacji turystycznej. Spacerując po mieście trzeba tu zajrzeć.
Na koniec trochę mityzmu i natury. Centrum i Fort Navan. Jedno z najbardziej znanych i słynnych stanowisk archeologicznych w Irlandii, gdzie owszem dotarliśmy na krótko, wcześniej tego nie planując, bezpośrednio idąc długim spacerem dwa kilometry pieszo z naszego apartamentu. Miejsce wielkiej świątyni z 95 roku p.n.e. W Navan Centre można zobaczyć klan celtycki i mieszkanie z epoki. Spotkać tu można Celtów, którzy prezentują codzienność życia sprzed milionów lat, w tym obsługę łuczni.
W Armagh jest wiele ciekawych ofert noclegu, upatrzyłam sobie jakiś czas temu tę fajną miejscóweczkę. Nocleg nie był w centrum miasta, lecz na jego obrzeżach czyniąc ten wyjazd bardzo rodzinnym i przyjemnym, wypoczynkowym wypadem. Nie tylko okolica apartamentu, lecz sam obiekt jest tak fascynujący, z wieloma fajnymi elementami wystroju, że tym, razem postanowiłam Wam pokazać kilka zdjęć jego wnętrza.
Było wygodnie, ciepło, z pełnym wyposażeniem, ogrodem i kuchnią. Bardzo miło zostaliśmy przyjęci przez właścicielkę, która poleca przyjazd do siebie po raz kolejny. Niewykluczone, że przy okazji następnego pobytu, wybierając się na lokalny market, bądź też do teatru, zatrzymamy się tutaj choćby na jedną noc. Z wyjazdu do Armagh jesteśmy bardzo zadowoleni, i zdecydowanie polecamy wszystkim podróżującym, chcącym poznać walory Irlandii.






Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik