Magapyszne lody bananowo-szpinakowe

niedziela, marca 29, 2020

Magapyszne lody bananowo-szpinakowe

Na pewno znacie już jakiś fajny przepis na smaczne naturalne lody domowe? Ja dzisiaj dorzucę Wam kolejny. Pochodzi z książki Supermocni Kontra Złodzieje Zdrowia KLIK, którą podarowali Alexandrowi Jego rodzice chrzestni. My uwielbiamy jeść lody domowe, ja robię lody przynajmniej raz w miesiącu. A latem nawet kilka razy w miesiącu. Oczywiście w takiej sytuacji sprawdzam różne ciekawe przepisy i trafione, powtarzam. Przyszla pora na kolejną nową recepturę.
Ten przepis na lody (jeden z kilku z książki Lidla) wydał mi się bardzo interesujący. Jest bardziej oryginalny o tyle, że oprócz owoców w skład jego wchodzą warzywa. Szpinak lubimy, ale nigdy wcześniej nie pomyślałabym, aby dodać go do lodów. No i dodałam! Lody są bardzo smaczne i zielone :) Co więcej są wzbogacone o witaminy, całe mnóstwo skłdników odżywczych. Jakich? Magnez potas, witamina c, niacyna, żelazo, beata karoten, luteina, kwas pantotenowy, biotyna,.. Chyba wystarczy? W takim razie nie zastanawiajcie się długo i róbcie je swoim dzieciom, róbcie je dla całej rodziny. Dodajcie odrobinę syropu słodzącego. Możecie dodać śmietankę (choć nie musicie). LODY GOTOWE. 


Lody bananowo-szpinakowe
Skład:

300 gram dojrzałych bananów pokrojonych i zamrożonych
100 gram mrożonego szpinaku 
skórka i sok z 1/2 limonki
3 łyżki śmietany 36 %
syrop z agawy (zalecana 1 łyżka)

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki miksujemy (zamrożone banany i szpinak). 
Można podawać od razu. Ja polecam jeszcze mrozić3 godziny. 
Eukaliptus z krepiny - moje pierwsze gałązki

sobota, marca 28, 2020

Eukaliptus z krepiny - moje pierwsze gałązki

Witajcie we wpisie z serii hobbystycznej. Po raz kolejny tworzę artykuł wprost z mojej pracowni, gdzie w minionym tygodniu robiłam kwiaty z krepiny. (Jakie, nie zdradzę jeszcze w tym wpisie). Dzisiaj tematem są liście eukaliptusa, które uwielbiam. Dlatego właśnie postanowiłam, że jako pierwsze - właśnie to te liście ułożę z krepiny. Dzisiaj mogę Wam o nich trochę opowiedzieć. 
Czy wiedzieliście, że liście eukaliptusa to symbol długowieczności? Może właśnie dlatego Pary Młode chętnie wykorzystują go w dekoracjach ślubnych. A może dlatego, że jest on bardzo pięknym i zarazem idealnym materiałem do tworzenia ozdób. Dla mnie po prostu zawsze wydwał się oryginalnym drzewem, a jego gałęzie wręcz odpowiednie nie tylko do uzupełniania kompozycji kwiatowych, ale też solo. Liście eukaliptusa są magiczne w wyglądzie, ich struktura, kolor i kształt pasują wszędzie, są ciepłe w odbiorze. Można komponować bukiety łącząc kilka odmian eukaliptusa.lub po prostu dłuższe gałązki wstawić do wazonu bez kwiatów!
Pamiętam ten czas kiedy po raz pierwszy chciałam mieć liście eukaliptusa w wazonie na stole w salonie naszego domu. Wymarzyłam sobie takie galązki, które będą na długo dekorowały nasz stół, ale też wyglądające jak najbardziej naturalnie. Wówczas w sklepach internetowych były różne odmiany eukaliptusa, i ciężko mi było zdecydować się, które będą pasowały najlepiej. Prawdą jest, że nie wszystkie zdjęcia produktów dekoracyjnych oddają ich prawdziwy obraz. Eukaliptus sztuczny znalazłam w Ikea, co prawda w nieco popielatym odcieniu liści. Wtedy nawet nie pomyślałam, że przecież takie liście mogę zrobić sama. ;)

Moje liście eukaliptusa do których wykonania zainspirowała mnie Anna Papierowe Kwiaty z Papieru KLIK zrobiłam z krepiny i taśmy florystycznej. Ogromną zachętą były też moje dwie książki o których wspomniałam Wam w artykule przedświątecznym. KLIK Autorzy pokazują tam też bukiety układane z nim. Ja przygotowałam gałązki eukaliptusa aby udekorować kwiaty, jakie ułożyłam ostatnio. Dzisiaj pokazuję Wam w ujęciach sfotografowanych przeze mnie gałązek bez dodatków. Według mnie takie gałązki są na tyle oryginalne, że tak właśnie prezentują się najpiękniej. Jednak wiadomo, że tworząc wiązanki z kwiatów warto mieć w posiadaniu takie różne zielone listki. I oczywiście jeśli w sklepie nie znajdziecie tych najpiękniejszych, a planujecie mieć trwałą kompozycję - polecam zawsze zrobić je samemu.
Tak naprawdę liście i gałązki dekoracyjne mogą być głównym elementem, mogą nie tylko stanowić tło dla kwiatów, ale decydować o atrakcyjności całości. Poza tym do użytku domowego, czy nawet jako w aranżacjach wnętrz (sklepów, itd) gałązki można dowolnie usuwać i łączyć ponownie z innymi dekoracjami - jako wypełnienie i wsparcie wizualne. W bukietach i w minimaliźmie domowym wciąż modne są egzotyczne rośliny, ale najwdzięczniej zachowują się te, które można dowolnie układać zginać, przewracać, oraz takie, które nie są zbyt duże. Gałązki eukaliptusa są bardzo elastyczne, o dobrych gabarytach, więc można je odpowiednio dopasować.
Krepinę, jak każdy papier można cieniować (u mnie suche pastele), docinać, rozciągać. Poza tym, że krepina jest bardzo elastyczna - ma jeszcze jdedną wspaniałą zaletę. Ma prążkową fakturę w związku z czym po dopasowaniu odpowiedniego koloru i kształtu planowanego do stworzenia listka, jej struktura wygląda łudząco naturalnie - jak prawdziwy liść. Dobrej jakości krepina jest mocna i trudno ją zniszczyć, a przy tym po nałożeniu kleju można na niej dobrze tworzyć (wytrzymały materiał do rzemiosła). Z takiej krepiny stworzycie wszystkie rodzaje liści, ja planuję zrobić jeszcze inne.
Teraz mamy czas przedświąteczny, i już z moim synkiem robimy w domu typowe wielkanocne ozdoby z papieru. Głównie to prace szkolne, lecz nie tylko. Jednak dla mnie przy optymalnym handmade najlepsze są takie dekoracje, które można wykorzystać przez cały rok. Lekkie bukiety z wiosennych kwiatów będą przepięknie z eukaliptusem się prezentowały. Z eukaliptusem zrobicie dużo innych sezonowych prac. Kreatywność to podstawa we wszystkim. Wychodzę z założenia, że na początku swej drogi twórczej warto pomyśleć o takich ozdobach, jakie nie 'rozsypią się' za chwilę, i o takich, które po kilku dniach nie wylądują w koszu. Lubię wykorzystywać pomysły jakie rodzą się w mojej głowie, ale przede wszystkim najpierw chcę nauczyć się robić to dobrze, małymi i dokładnymi krokami...

gryczanka z owocami w miodzie

poniedziałek, marca 23, 2020

gryczanka z owocami w miodzie

Witam i zapraszam na zdrowe śniadanko. Dzisiejszy posiłek robię od kilku miesięcy raz w miesiącu i z chęcią jedzą go wszyscy domownicy. Pamiętacie ryżowe dania na słodko, z owocami z cukrem, z mlekiem? Kto by pomyślał, że kasza gryczana też może idealnie się nadać do wykorzystania w tej wersji? 'Tymczasem gotowana w mleku nabiera kremowej łagodności, a połączona z miodem także i słodyczy. To już więcej niż śniadanie - to prawie deser.' 
Zdrowiej, bo: Owsianka na śniadanie - to już pewnie znacie? Proponujemy więc gryczankę - bo menu należy tak urozmaicać, by dostarczać organizmowi zróżnicowane witaminy i składniki mineralne. 
Idealne śniadanie dla tych, którzy chcą jeść zdrowo i pożywnie, ale wciąż brakuje im słodyczy. ;) A ponieważ kasza dobrze komponuje się z rozmaitymi świeżymi i suszonymi owocami, to słodzić wiele nie potrzeba. Wystarczy dodać tyle miodu, ile uznacie za stosowne i mamy smaczne danie. Zapraszam i polecam z gruszkami, lub ze śliwkami. Dodatek świeżych ziół wzbogaci aromat. Efekt murowany! Przepis pochodzi z książki: Kuchnia Polska - Jeść Zdrowiej.

Gryczanka z owocami w miodzie
Składniki:

1 litr mleka (zwykłego lub roślinnego)
180 gram kaszy gryczanej
2 gruszki (lub 2 jabłka, lub 8 śliwek)
1 pęczek ziół (mięta, melisa, bazylia)
1 lyżka miodu (może być gryczany)
1 szczypta soli

Sposób przygotowania:
  • Zagotuj mleko z solą i wsyp kaszę. Doprowadź do wrzenia i zmniejsz ogień
  • Gotuj pod przykryciem 15 minut. Mieszaj. Kasza powinna wchłonąć mleko
  • Pokrój owoce w plastry. Posiekaj listki ziół
  • Na patelni na małym ogdniu rozpuść trochę miodu i wrzuć owoce, mieszaj
  • Po kilku minutach wyłącz gaz i dosyp zioła
  • Wymieszaj kaszę z owocami, udekoruj ziołami

spacer po czeskiej Pradze - dzień drugi

sobota, marca 21, 2020

spacer po czeskiej Pradze - dzień drugi

Kiedy przyjemności człowieka ograniczają się głównie do tych domowych, milej w duchu powrócić w przeszłość. Takimi niezbyt odległymi wspomnieniami, bo w zasadzie sprzed trzech miesięcy są te przywiezione z czeskiej Pragi. Już od kilku tygodni zabieram Was do tej pięknej stolicy, jaką odwiedziliśmy na przełomie Starego i Nowego Roku, a teraz zapraszam na kontynuację - drugi dzień naszego spaceru po Pradze, który rozpoczał się w kompleksie Klasztornym Strahov Monastery około godziny jedenastej przed południem, a zakończył wczesnym wieczorem na Złotej Uliczce usytuowanej przy Zamku Praskim.
Drugi dzień był niemniej uroczy od pierwszego KLIK, a także podobnie wypełniony spacerami po pięknych ulicach Miasta Praga. Tyle, że tym razem musieliśmy przedostać się na lewy brzeg rzeki Wełtawa, więc oczywiście rozpoczął się w Praga 2, gdzie mieliśmy nocleg. Krótki spacer na metro w kierunku Mala Strana (Malostranske Namesti), skąd można już udać się do Zamku Praskiego i kolejno do Klasztoru Strahovskiego pieszo. My jednak z racji chęci odwiedzenia Strahovskiej Biblioteki decydujemy się zajechać tramwajem najpierw do obiektów klasztornych, a następnie podążać w dół do Zamku i wrócić na metro zajściem z królewskiej dzielnicy.
Tak więc nasyceni, według mnie, cudownym Starym Miastem, po całodniowej wyprawie w dniu pierwszym, mamy dziś na myśli zobaczenie części Pragi odwiedzanej przez Mozarta w latach 1787-1791 Malej Strany. Dawniej przed XIV wiekiem zwana Nowe Miasto i zresztą odrębne aż do 1784 roku, kiedy ta barokowa lewa część ziem została przynależna do Pragi. Cała Mała Strana wpisana jest do rejestru zabytków Pragi i nie można jej pominąć w czasie pobytu w stolicy Czech.
Jeśli dysponujecie większą ilością czasu od nas, niektórzy polecają przespacerować się od samego dołu, uliczkami tej praskiej dzielnicy, choć to nie lada wyzwanie - także czasowe. Ponoć jest tutaj przeuroczo, romantycznie i bardzo czysto. O ilościach zabytków dowiecie się w odpowiednich źródłach. My zdecydowaliśmy się podziwiać to wszystko z pewnych odległości, a mianowicie na dwóch wzgórzach gdzie zrobiliśmy sobie postój. Efektem tego jest kilka zdjęć zamieszczonych bliżej końca artykułu. Te niezapomniane widoki opiszę w treści tego wpisu, ale już Wam muszę nadmienić, że są po prostu nieziemskie (a przecież miejskie) i polecam Wam nie zapomnieć, aby wejść tam gdzie My - skąd je ujrzycie... 
Wlaśnie tak pamiętam Małą Stronę, jak z pocztówki. Zanim jednak napajaliśmy się widokami zachodzącego słońca nad lewym brzegiem Wełtawy, dotarliśmy na początku dnia do Strahov Monastery. To niezwykle ważne miejsce, na które warto przeznaczyć kilka godzin. Część Klasztorna posiada kilka obiektów Muzealnych w tym Kościół, Winiarnie, Galerię, i Piękną Bibliotekę o której Wam pisałam w jednym z poprzednich artykułów. KLIK. Odwiedzenie tego miejsca to jedno z moich marzeń, które spełniłam. Oczywiście nie możecie też pominąć wejścia do Katedry mieszczącej się tutaj. Chętni mogą po obejściu Klasztoru przejść jeszcze wyżej na Wzgórze Petrin, co o tej porze roku nas akurat nie zainteresowało...
Dalszy spacer: Nasz spacer przebiegał trasą w dół, skąd podziwialiśmy budowle Małej Strany, choć odrobinę przechadzając się pod Klasztorem (około 30 minut drogi). Spoglądając wstecz, właśnie widok tego klasztoru zajmuje cały krajobraz, a pod nim rozpościerają się winnice. Było zimno, więc drzewka nie owocowały. No właśnie. Towarzyszyło nam spore zimno. Ale ponieważ w ten mroźny dzień przyświecało nam też słońce, spacerowaliśmy dalej....'Uliczki nabierają blasku, a na fasadach starych kamienic grają kolory'. Drogą prócz nas zmierzało trochę osób. Największe tłumy dostrzegliśmy na samym końcu zejścia.
Ponieważ za takim widokiem nie przepadam, skupiłam się tylko na rzeźbach, schodach, budynkach. Chciałam wszystko uchwycić na fotografii. Przy okazji odpoczynku od drogi wyczekiwałam, aż schody opustoszeją. Na próżno wyglądałam przestrzeni wolnej od turystów na ulicach. Nie do pomyślenia, że tylu ludzi i tyle narodowości spotyka sie w jednym miejscu. Nic dziwnego, bo byliśmy już bardzo blisko Zamku Praskiego.
Trzeba tylko wspiąć się na kolejne wzgórze - Hradczany i już ukazuje się brama otoczona placem z ogromną kolejką odwiedzających. Weszliśmy na teren historyczny i od razu pokierowaliśmy się na dziedziniec. Po środku stoi fontanna a po bokach, wokół drzwi różnych budynków, stały wówczas udekorowane choinki. Będąc właśnie tutaj można obejrzeć przepiękną Katedrę Św. Wita, wejść do środka. Ten jeden z trzech Kościołów położonych tutaj jest najważniejszym i największym na placu. 
Jego architektura to przykład dojrzałego gotyku i neogotyku. Powstawał na przełomie lat 1344-1385, a dokończono go w latach 1870-1929. Co najważniejsze jest Kościołem koronacyjnym i grzebalnym królów czeskich. Przechowywane są tutaj insygnia koronacyjne królów, oraz korona Św. Wacława. Pod Katedrą znajdują się relikty jeszcze starszego pierwszego Kościoła wczesnoromańskiego (Rotunda) a następnie przekształconą w większą świątynię w kształcie bazyliki. W 1344 zadecydowano o przebudowaniu w Katedrę.
Olbrzymia, o nieregularnych kształtach, kilku wieżach, a wewnątrz duże sklepienie, kilkanaście kaplic, dwa Skarbce, Tryforium, Mauzoleum św. Jana Nepomucena, Mauzoleum Habsburgów, Ołtarz glówny, Ambona, Oratorium Królewskie, Zakrystie i słynne dzwony. Z piękniejszych bogatych dzieł - Mozaika Sądu Ostatecznego nad Złotą Bramą wejściową z XIV wieku oraz witraże Alfonsa Muchy. (KLIK)
Po drugiej stronie Katedry w okresie świątecznym trwa Jarmark Bożonarodzeniowy i stoi olbrzymia choinka. Na terenie Królewskim można podziwiać też Bazylikę Św. Jerzego, Ogrody Królewskie wraz z Belwederem, dzielnice Nowy Świat, i Złotą Uliczkę, na którą my udaliśmy się zupełnie pod koniec naszego spaceru. Obejrzeć Ogrody zamierzamy gdy tylko tutaj dotrzemy w cieplejszych miesiącach. Dzisiaj postanowiliśmy skorzystać z okazji i udać się do Pałacu Lobkowicza
Prawdę powiedziawszy do tego prywatnego Pałacu położonego na terenie Hradczany podążyliśmy głównie dla widoków, jakie za chwile miały nam się ukazać. Obserwowaliśmy zachodzodzące słońce z tarasów Pałacu. Zaskakujące okazały się mimo wszystko wnętrza, na których przejście musieliśmy przeznaczyć sporo czasu! Aż 22 salki będące jednocześnie galeriami, a tam artefakty, i obrazy artystów europejskich, piękna ceramika, pokoje przepełnione skarbami.
Zbrojownia z kolekcją broni (od poczatku 1700 roku), czy sale muzyczne z wystawą instrumentow muzycznych. Warto dodać, że w Pałacu regularnie o godzinie trzynastej odbywają się koncerty (nie tylko Mozarta). Trzeba tutaj od razu wspomnieć, że w Pałacu znajdują się też oryginalne kopie muzyczne Mozarta czy Bethovena, i innych kompozytorów. Pałac został zbudowany w XVI wieku dla rodziny Lobkowicz, która była znacząco złączona z historią Czech. 
Na terenie Pałacu znajduje się klimatyczna kawiarenka, gdzie nie tylko wypijecie kawę, ale również zjecie ciepły posiłek. Pałac posiada też piękne ogrody. Warto je zobaczyć latem. Zimą polecam Wam widok z tarasów, który wręcz powala z nóg. Widać wszystkie najznamienitsze zabytki, budowle, w tym Kościół św. Mikołaja (z niebieską kopułą). Większość dachów w czerwonym kolorze i piękne odrestaurowane, jasne kamienice.
Warto też dodać, że po godzinie siedemnastej Pałac ma wstęp wolny - zupełnie za darmo można przejść wszystkie sale, porozmawiać z przewodnikiem, opiekunem (my mieliśmy ogromne szczęście, bo trafiliśmy na Polkę, która tam pracuje) i zatrzymać się na sam koniec tego spaceru, podobnie jak my na tarasie. Ten widok zapamiętamy na długo, bo taka Praga, w tym obrazie podobała nam się najbardziej.
Na zakończenie tego wyjątkowego dnia postanowiliśmy zupełnie za darmo (w ciągu dnia płatne) przejść się Złotą Uliczką. Co prawda część sklepików już się zamykało, ale udało się zobaczyć rękodzieło czeskie w kilku z nich. Drewniane ozdoby, tekstylia do sypialni i na okna - piękne zazdroski, narzuty na łóżka i serwety na stoły. Wszystko to w maleńkich, oryginalnych sklepikach i galeriach.
Złota Uliczka przyciąga tłumy turystów, choć niełatwo się na niej poruszać. Takie wysokie osoby jak my, mają nawet problem aby przestąpić próg wejścia sklepu. Większość tych domków mimo to ma nawet jedno piętro, do którego prowadzą strome schody! Ma to swój urok, i niewątpliwie nie dziwi nikogo, że wszyscy przybywający na dzielnicę królewską - koniecznie chcą zobaczyć uliczkę. Mnie najbardziej oczarowują tu: rzemiosło i sposób jego ekspozycji.
Czy wiedzieliście, że dawniej ta ulica nazywana była Złotniczą, gdyż była zasiedlona przez miejscowych złotników - Żydów, którzy pracowali dla Skarbu Państwa? Domki dobudowano do muru obronnego po 1500 roku. Było to idealne ochronne miejsce dla ich działaności. Kolejno po XVI wieku zamieszkiwała uliczkę miejska biedota, a w niekórych spotykali się poeci i pisarze. Pod numerem 12 pisał Franz Kafka. 
Na uliczce funkcjonuje też kawiarenka, w której można przysiąść. Jednak my jesteśmy już wyczerpani dzisiejszym dniem, i marzymy o tym, aby dotrzeć do hotelu. Teraz czeka nas długa spadzista droga z górki na Malostranske Namesti, gdzie przed południem przesiadaliśmy się na tramwaj. Stąd ruszamy metrem w kierunku Praga 2. 

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik