Paluchy z kruchego ciasta

niedziela, stycznia 20, 2019

Paluchy z kruchego ciasta

Zawsze miesiące karnawału kojarzą mi się mocno z przekąskami, szczególnie tymi tłustymi. Każdego roku robię pączki, faworki, i inne tłuściochy, które uprzyjemniają nam zimne wieczory w domu, ale też mogą być świetną przekąską dla odwiedzających nas znajomych. Właśnie w takie dni, często w weekendy przygotowuję różne szybkie wypieki i staram się, aby naprawdę czas przeznaczony na ich przygotowanie nie zajmował mi więcej niż 20 minut. Dzisiaj propozycja dla fanów przekąsek, choć nie tylko. A plusem moich paluchów jest to, że można je jeść z dowolnym dodatkiem, a nawet bez dodatków (jeśli nie chcemy przesłodzić). Poza tym moją wersję paluchów można zmienić, zmodyfikować na przykład tak, aby zamiast ciasta słodkiego, było to ciasto słone.. A już w ostateczności (braku czasu i chęci na przygotowanie) możecie kupić gotowe ciasto półfrancuskie, lub nawet francuskie i wystarczy je moczyć w dodatkach. Tutaj moja wersja, wg mnie najlepsza. Paluchy z ciasta kruchego wyrobionego na szybko własnoręcznie.

Paluchy z kruchego ciasta 
Składniki:

300 gram mąki
1 żółtko
1 jajko
150 gram masła
100 gram cukru pudru
3 łyżki śmietany 18%
szczypta soli
Sposób przygotowania:

  • Jajka zmiksować  z cukrem pudrem
  • Dodać śmietanę i miękkie masło
  • Na koniec dodać mąkę i sól
  • Zagnieść szybko na gładko
  • Włożyć do lodówki na 15 minut
  • Rozwałkować na 1 cm
  • Wycinać paski i lekko zrolować każdy
  • Wstawić do piekarnika na 15 minut/200 stopni
  • Można umoczyć  w czekoladzie 
Łazienki Królewskie - mój powrót do Warszawy

sobota, stycznia 19, 2019

Łazienki Królewskie - mój powrót do Warszawy

Stolica Polski, jakże różnorodna, gdzie nowoczesność silnie kontrastuje z zabytkami, gdzie wyobraźnia turysty przechadzającego się jej ulicami zmusza do myśli wokół trudnych czasów wojen.. ale może też pozwolić sięgnąć do nieznanych, choć namacalnych, bardzo przyjemnych, dawnych lat, które zwiedzającym obecnie Warszawę spacerowiczom, wydadzą się wręcz królewskie. I bardzo dobrze, bo właśnie taka jest też Warszawa, którą udało się zachować, tą, którą udało się uratować, odbudować i stworzyć... Łazienki Królewskie to moje marzenie do odwiedzenia, już od dawien dawna, czego nie zrobiłam będąc w Warszawie jakieś 18 lat temu. Jesienią marzenie udało się zrealizować, i ocenić Warszawę z zupełnie innej perspektywy, bo jest piękna i zasługuje na lepsze oceny niż dotychczas jej dawałam. W stolicy nigdy nie chcielibyśmy zamieszkać, zdecydowanie wolimy nasze małe miasto w Irlandii Północnej. Jednak, gdyby tak móc spacerować po tej Warszawie, to byłyby to na pewno spacery po Łazienkach Królewskich.
Pewnie nie zdziwi Was, że tak ułożyłam grafik naszego kilkudniowego pobytu w zimnej wówczas Warszawie, aby najbardziej słoneczny dzień spędzić z rodziną w Parku przy Alejach Ujazdowskich,. Zaczynając ten wcale niekrótki obchód weszliśmy najpierw do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Tutaj szalenie zachwyciły nas wszelkie susze, które jak się okazało zarówno mi, jak i mojemu mężowi Węgrowi kojarzą się z wiązankami wazonowymi z czasów PRL. Szczególnie pięknie prezentowały się judaszowe srebrniki, czyli miesięcznica w jesiennej odsłonie. W słońcu pięknie srebrzyła się i szeleściła na wietrze.
Nasza wizyta tutaj była krótka, gdyż celem tej wyprawy okazał się inny, niewyobrażalnie piękny Park, i umieszczone w nim zabytki, które prawie w całości udało się odwiedzić, mając to wielkie szczęście, że akurat z okazji 100 lecia odzyskania Niepodległości w Polsce, muzea obiektu  Łazienkowskiego znajdowały się na liście 'darmowego zwiedzania w listopadzie'. Sam Park Łazienkowski można oglądać za darmo, jednak standardowo wejścia do kilku obiektów tutaj są płatne. Zatem mogliśmy zaoszczędzić sporo pieniędzy, wchodząc do tych, które nas zainteresowały. Miejsce to ma niesamowity klimat, gdyby tylko pogoda dopisywała mogłabym właśnie tutaj przychodzić każdego dnia i spacerować tak pomiędzy Pałacem na wodzie, Oranżerią, a Amfiteatrem, aż wreszcie docierając do pomnika Fryderyka Chopina, gdzie latem posłuchałabym Walca Wiosennego. ;)


Niemniej w Pałacu Łazienkowskim, akurat przygrywano dla dzieci utwory wybitnych kompozytorów, udało nam się nagrać sporą część Eine Kleine Nachtmusik. Pałac Łazienkowski, zresztą, jak i cały Park silnie związany jest z kulturą i sztuką, którą królowie polscy cenili nade wszystko. Jestem oczarowana wnętrzem klasycystycznego Pałacu na wodzie. Biały Pałac położony jest na sztucznie wytworzonym stawie, z przejściowymi, po obu stronach, dwiema kładkami. Mnóstwo tu rzeźb, złoceń, obrazów i bogatych dodatków. Pałac otoczony jest wodą i piękną roślinnością, o każdej porze roku możemy tą obecność natury odczuć w inny sposób. 
Pałac wraz z innymi obiektami niegdyś był letnią rezydencją władców Polski. Pierwszym Królem, który tutaj odpoczywał na salonach był Stanisław August Poniatowski. Kolejnymi właścicielami była rodzina książęca Poniatowskich, a następnie zakupił go car Aleksander I. W okresie międzywojennym był własnością Państwowych Zbiorów Sztuki. W 1944 roku Niemcy wywozili stacjonujące tutaj sprzęty, natomiast po upadku Powstania Warszawskiego podpalili wnętrza Pałacu. Najstarsze i najcenniejsze wnętrza zostały spalone. Były to. m.in pomieszczenia kąpielowe, na których powykładane były piękne płytki holenderskie, a także cenne dzieła - malowidła Marcello Bacciarellego w sali Salomona, i inne. Niemcy próbowali również wysadzić Pałac, co jednak im się nie udało.


Już w 1945 roku rozpoczęła się odbudowa Pałacu i została zakończona w 1960 roku. Wówczas odnowiono salę kąpielową, zamawiając kafle holenderskie z tej samej wytwórni, nie udało się odmalować malowidła Jana Bogumiła Pierscha - Dianę w kąpieli, a także malowidła Bacciarellego z Sali Salomona. Później Pałac został własnością Muzeum Narodowego. A od 1995 roku stanowi Instytucję samodzielną. Pomiędzy 2012 a 2015 nastąpiła renowacja obiektu, gdzie odrestaurowano rzeźby, wzmocniono, kładki i zrekonstruowano dach. Ponad to w Sali Balowej odkryto malowidła ścienne Jana Bogumiła Pierscha. Poniżej kilka pięknych ujęć Sali Balowej.


Wnętrza Pałacu zasługują na szczególną uwagę, rozpościera się z nich wyjątkowo piękny widok, ale też będąc w środku odczujecie (szczególnie w słoneczny dzień) bajeczną grę świateł. Podobnie jest w Starej Pomarańczarni. Oranżeria została wzniesiona w latach 1786-1788. Wstępnie przechowywano w niej drzewka pomarańczowe, aby latem zdobić nimi alejki ogrodów Łazienek. Pomarańczarnia posiada główny budynek od strony południowej z 17 stoma osiami na drzwi, i okna. Architektura wywodzi się z Wersalu. W latach, kiedy tętniło w Łazienkach życie królewskie, zbudowano w jednym ze skrzydeł Starej Oranżerii Teatr Dworski zwany - Stanisławowski. Natomiast we wnętrzach ogrodu zimowego znajdował się ogromny zbiór posągów marmurowych i kopii gipsowych pochodzących z kolekcji królewskiej.


W latach 2012-2014 podczas konserwacji odsłonięto przepiękne malowidła Jana Christiana Kamsetzera, co stało się jednym z najważniejszych wydarzeń konserwatorskich obecnych czasów. Malowidła stanowią aż 60 % powierzchni Ogrodu Zimowego i Teatru Królewskiego. Chodząc po Starej Oranżerii jesienią mamy wrażenie jakby otulało nas słońce. Została tak zaprojektowana, aby przez cały dzień było w niej mnóstwo słońca. Całość włącznie ze ścianami przywołuje klimat ciepłych ogrodów. Podczas naszego zwiedzania młodzi artyści uczyli się rysunku w sali zimowej, kilka osób oglądało eksponaty. Przechodząc do kolejnych sal Starej Oranżerii, gdzie wystawiona jest rzeźba współczesna.. Kilka eksponatów mnie zachwyciło, m.in. Macierzyństwo..


Dawniej przed budynkiem znajdował się pomnik Stanisława Augusta. Kilka lat temu powstał tu Ogród Holenderski wg Nieka Roozena. Nie miałam przyjemności podziwiać jeszcze rozkwitu tulipanów, hortensji i wielu innych kwiatów w tym miejscu, jednak mam nadzieję, że właśnie w ciepłym okresie tutaj powrócimy. Póki co mogę tylko dodać, że ogród ten zachował ponoć dawny, pierwotny charakter, wzbogacony o centralnie położoną fontannę, a także rozmieszczone symetrycznie rzeźby i kolumny. Szczególnie przyjemnie było podziwiać rzeźby znanych nam z opowieści władców.


W Parku Łazienkowskim zasadzono niegdyś kilka ogrodów. My przechadzamy się po nich, docierając do poszczególnych budynków. Samych bram do Parku Łazienek jest aż 10! Mijamy najstarszy Ogród Królewski, którego początki datuje się na 1262 rok, w dawnym miejscu zwierzyńca dla celów polowań. To w miejscu Pałacu na Wyspie istniała wówczas XVII wieczna Łaźnia Lubomirskiego. Po zagospodarowaniu terenu na ogrody - utworzono ogrody włoskie. A dzięki doradcy króla - Moszyńskiemu, ogród zyskał sporo ze stylu angielskiego. Ogród Królewski to przede wszystkim staw, trawniki, drzewa, rabaty kwiatowe, ogród z fontanną, wyspa z Pałacem, wyspa z amfiteatrem,  i Pałac Myślewicki w którym obecnie mieści się stała wystawa Muzeum Narodowego - Muzeum Łowiectwa i Powozownia


Ogród Chiński jest zaprojektowany zgodnie z wzorcami historycznymi Chin. Jako pierwszy zaraz po nadaniu przez Króla nazwy drogi wilanowskiej na Aleję Chińską, zbudowany został marmurowy mostek chiński (odkryty przez archeologów w roku 2012). Pawilon Chiński i Altana Chińska - to nawiązanie do drogi mlecznej. Stoją tutaj latarnie, a także u bram do ogrodu ukazują się dwa lwy, które zostały podarowane dla Łazienek przez Muzeum Rezydencji Księcia Gonga. Lwy są symbolem bogactwa i dostatku.

Po sprzedaży Parku Łazienkowskiego dla Cara Rosji - Aleksandra I w roku 1817, część Łazienek a dokładnie Belweder został własnością Jego brata. Tuż nieopodal znajduje się Ogród Romantyczny stylem nawiązujący do ogrodów angielskich. W ogrodzie, zgodnie z zasadą tworzenia ogrodu romantycznego powstało kilka pawilonów. Należy do nich m.in. w nawiązaniu do budowli greckich - Świątynia Sybilli (Diany). Wzniesiona z drewna i pomalowana na biało. Przed wejściem do niej znajdują się dwa białe lwy z żeliwa. Otaczają ją tuje popularne w krajach śródziemnomorskich. Istnieje tu jeszcze Świątynia Egipska również z 1822 roku, z elementami na wzór architektury starożytnego Egiptu. Widać cztery lwy tryskające wodą, przy pawilonie, który kiedyś był pomieszczeniem do hodowli fig.


Wokół roślinność typu paprocie, rododendrony, olchy, wierzby. Po ogrodach przechadzają się pawie indyjskie. Na południowej granicy ogrodu romantycznego wybudowano w XIX wieku Nową Oranżerię, w której dawniej hodowano egzotyczne rośliny, a która dziś jest wysokiej klasy restauracją - Belvedere. Cały ogród romantyczny pełen jest drzew - topole, wierzby, dąb. A w XX wieku wzbogacony został o nowe gatunki takie jak klon ginnala, magnolia kobus,  i inne.. kierujemy się w stronę wejścia (wracamy).

Ukazuje nam się pomnik Fryderyka Chopina (pod wierzbą), i kilkadziesiąt rzędów ławek, w ogrodzie modernistycznym. Panuje tutaj charakterystyczny dla XX wiecznych ogrodów układ. Róże, tuje, cisy w układzie geometrycznym. Własnie tutaj odbywają się koncerty w każdą letnią niedzielę. W podobnym układzie stoi biała marmurowa rzeźba - Jutrzenka. Kolejna jest część naturalistyczna - łąka kwietna otoczona jest trawnikiem, oraz ścieżką sąsiadującą z drzewami jabłoni, czereśni i wiśni. Są też świerki, lipy i kasztanowce. Przyjemny był ten spacer - oczarowałam się taką Warszawą. :)


Kruche babeczki z konfiturą nasion granatu

niedziela, stycznia 13, 2019

Kruche babeczki z konfiturą nasion granatu

Wciąż poszukuję pomysłu na dodanie owocu granatu do potraw. Zdarzało się nawet, że dorzucałam ziarenka do zielonych sałatek (to w Grecji). Robiłam już koktajle, i nawet napój z dodatkiem soku z granatu. Jednak zwyczajowo granat jemy w sezonie, czyli w NI wypada to na okres zimowy. Zdecydowanie owoc ten został naszym ulubieńcem na walentynkowym stole. Brzmi zabawnie, ale to naprawdę czysty przypadek, że zaczęliśmy go bardzo często jeść w styczniu, i w lutym, a potem dowiedzieliśmy się o jego właściwościach seksualnych. Więcej przeczytacie tutaj. Dzisiaj wrzucam propozycję banalnie prostą, jednak deser smakujący wszystkim w naszym domu. Ponieważ Alexander niechętnie sięga po ziarenka wszelakie a i mój mąż nie lubi za bardzo ich przegryzać, postanowiłam zrobić z tego konfiturę i przecedzić na ciepło do użytku na babeczkach. Achhh babeczki! Zupełnie zapomniałabym.. Nasze ulubione kruche i cudowne ciasteczka, które wypiekamy w foremkach. Kółeczka wykrawam specjalną formą do pierogów, a następnie wyciskam na foremkach palcami. Takie babeczki można nadziać remem, ale nasze są ciasteczkowo-owocowe.

Kruche babeczki z konfiturą z nasion granatu
Składniki:

10 łyżek konfitury z owocu granatu
300 gram mąki pszennej
150 gram cukru pudru
Pół kostki masła
2 żółtka
2 łyżki śmietany 18%
Sposób wykonania:

  • Przesiej mąkę z cukrem pudrem
  • Posiekaj masło, włóż śmietanę i żółtka
  • Ugnieć i wstaw do lodówki na 40 minut
  • Wyjmij i rozwałkuj na grubość około 2 cm
  • Odciśnij specjalna foremką, a następnie obróć ciastka
  • Wyłóż foremki dociskając wnętrze i boki
  • Brzegi dociskaj delikatnie, aby pozostał wzór
  • Przygotuj świeżo konfiturę, lub użyj dżemu
  • Najlepsza jest konfitura przecedzona przez sitko
  • Posmaruj wnętrze babeczek i włóż do piekarnika
  • Piecz w temp. 170 stopni przez 15 minut
  • Możesz udekorować owocami lub kremami
żywa kolorowanka Crayola 3D - Star Wars Color Alive Virtual Design Pro

sobota, stycznia 12, 2019

żywa kolorowanka Crayola 3D - Star Wars Color Alive Virtual Design Pro

Myślałam, że wirtualny świat gier, książek, tudzież zabawek nasza rodzina ominie sporym łukiem. Oczywiście prócz standardowego użytkowania wszelkich sprzętów elektronicznych, a także Internetu - do celów wiadomych. Nie spodziewałam się, że moje dziecko wchodząc naprawdę sporadycznie na tablet, zacznie w tym kierunku myśleć. On po prostu porusza się na klawiaturze i obsługuje go dokładnie na poziomie mojego męża.. ;) Alexander uwielbia sprzęty, lubi też instrumenty muzyczne (myślimy o ukierunkowaniu Go w tym temacie), ale nader wszystko świetnie radzi sobie z konstrukcjami. Nasz sześciolatek co prawda nigdy nie lubił typowego kolorowania, to bardzo zabawne, ale czasem prosi nas o wyręczenie. Za to codziennie chętnie chwyta z ołówek nożyczki, taśmy i kleje :) Ostatnio w okresie przedświątecznym, oraz po Nowym Roku sporo kartonów, opakowań po dostarczanych meblach od zakupów zostało już zaadoptowanych przez Niego na wszelkie domy, auta, samoloty i statki... 
A dziś będzie właśnie tematycznie. O pewnym świetnym produkcie, który stał się jeszcze przed Świętami hitem dla mojego synka. Nie był to prezent od Mikołaja, ale właśnie po kilku miesiącach od zakupu przyszedł odpowiedni moment na jego skonstruowanie? O ile tak można o nim powiedzieć. W sumie ciekawa sprawa, bo to kolorowanka, bardzo nietypowa, propozycja Crayola Star Wars - statki kosmiczne. Kupiliśmy oczywiście za grosze w sklepie Hospice, kompletny, nieużywany. Więc nie jest to wpis sponsorowany. Jednak postanowiłam Wam o nim opowiedzieć, bo warto. Wiem, że z tej serii można kupić w kilku polskich sklepach podobne kolorowanki np. dla dziewczynek - projektowanie ubrań, lub dla chłopców i dla dziewczynek - modeling plastyczny, animator (również fajny temat). 
O co w tym wszystkim chodzi? Największy efekt do którego zmierza mały konstruktor, to ten końcowy polegający na prezentacji wykolorowanego obiektu, statku w aplikacji. Tak jest w przypadku naszego dziecka. U Waszych dzieci mogłoby to być kolorowanie + wizualizacja. Całość zabawy jest świetna i nie kończy się na jednym rysunku. Jest to cały pakiet - blok rysunkowy ze specjalnymi kredkami i pisakami o cudownych barwach w zestawie. Na poszczególnych kartach znajduje się po jednym modelu statku, który należy pokolorować pisakami z opakowania. Trzeba to robić na tyle uważnie, aby 'nie wychodzić za linię'. Jeśli jednak to się zdarzy, to nie trzeba się martwić. Wówczas tylko trudniej może Wam być zeskanować statek w aplikacji i dłużej będzie trzeba przytrzymać telefon (tablet) nad obrazkiem. Bywały dni, że moje dziecko tworzyło jeden, a czasem i dwa, trzy statki (tak Go to zachwyciło). Każdy Statek jest wyjątkowy, jest inny, i trochę inaczej się porusza.
No właśnie, dziecko musi wprawić go w ruch. Jak to zrobić? Wszystko zgodnie z instrukcją podaną w specjalnej książeczce. Oczywiście rodzice na początku tej zabawy są mile widziani, a ponieważ kolorowanki 3D od Crayola są przeznaczone dla dzieci od 6 lat, myślę, że Wasze młodziaki, podobnie jak mój, nie będą gubić się same w tym wirtualnym świecie, grając po raz kolejny. Akurat jeśli chodzi o moje dziecko pierwszy scan zrobiony był w Polsce, nie mając przy sobie tabletu, a na moim nowym IPhone, który kupiliśmy tylko do zastosowania w celu Gps, jeżdżąc po świecie. Więc tak już pozostało, że zabiera mi go czasem. 
Takie czasy, matka od telefonów się odzwyczaiła a dziecko zaczyna się z nimi zapoznawać.. ;) Powiem tak - uważam, że dziecko musi rozwijać się zgodnie ze swoimi potrzebami, ale należy Mu wyznaczyć czas i miejsce na użytkowanie Internetu, czy też aplikacji. Tak więc pewnego poranka, gdy ja wyruszyłam na polski targ na zakupy, a moi chłopcy zostali w domu - nastąpił pierwszy skan. Przyznam, że trochę ciężko mi pisać o szczegółach, bo najzwyczajniej nie byłam obecna podczas instalacji aplikacji. Później zrobiłam dla Was kilka fotek z użycia tego zestawu przez synka.
Po pokolorowaniu, podczas którego dziecko może użyć swojej wyobraźni tworząc swoją ulubioną wersję statku, skanuje się telefonem obraz. Aplikacja zatwierdza poprawność i pokazuje pojazd w ruchu (3 D). Teraz można zacząć nim sterować. I oglądać pojazd w jednej z pięciu scenerii z Gwiezdnych Wojen. W ten sposób dzieci mogą bawić się razem, pokazując swoje obiekty. Każdy z nich jest inny i indywidualny. Tylko od dziecka zależy jak, będzie się ostatecznie prezentował. Wiadomo, że taka zabawa bardzo rozwija myślenie dziecka, a także postrzeganie barw i kształtów. Polecam wszystkim rodzicom dzieci - świetna i twórcza zabawa!

Dane producenta: w zestawie można znaleźć - 12 kolorowych flamastrów, 12 kolorowych ołówków, książkę (12 stron), wygodna walizkę. Do zestawu gratis dołączono możliwość pobrania darmowej aplikacji sterującej. My posiadamy model zestawu na IPhone - Apple, ale wiem, że są też wersje na Android. 

Copyright © 2017 weekendownik