Muffiny na Dzień Św. Patryka

niedziela, marca 17, 2019

Muffiny na Dzień Św. Patryka

W tę niedzielę miały być w naszym domu z okazji Dnia św Patryka fit muffiny ze szpinakiem. Jednak dwie na trzy osoby zagłosowały za tradycyjnymi klasycznymi muffinkami z ulubionymi dodatkami. Są to babeczki, które wychodzą zawsze, a gdy zamiast proszku dosypię sodę oczyszczoną, wtedy one rosną jak szalone. Ciastka zrobiłam specjalnie z przeznaczeniem w naszą dzisiejszą podróż jako prowiant. Pojechaliśmy celebrować ważny dla Irlandii Północnej Dzień św Patryka. Postanowiłam zaakcentować to umieszczając ciasto w zielonych papilotkach. Kilka orzechowych babeczek (dla męża) włożyłam do żółtych. To była naprawdę smaczna i słoneczna niedziela, w kolorach ciepłych, w dużej mierze zielonych, a także o smaku borówkowym i orzechowym.

Muffiny z borówkami i z orzechami
Składniki:

2 szkl. mąki pszennej
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
pół szkl oleju
1 szkl mleka
6 łyżek przegotowanej letniej wody
borówki i orzechy do nadziania
pół szkl cukru
5 łyżek miodu akacjowego
Sposób wykonania:

  • Ustawić piekarnik na 180 stopni
  • Przygotować minimum 14 papilotek
  • W misce wymieszać składniki mokre
  • W drugiej misce suche i dodać je do mokrych
  • Przemieszać delikatnie i podzielić na pół
  • Do jednej miski dosypać borówek
  • Do drugiej miski dosypać orzechów
  • Przelać do foremek
  • Piec około 20 minut do wyrośnięcia

terrarium, akwarium, Ogród Zoologiczny w Bydgoszczy i powrót do dzieciństwa

sobota, marca 16, 2019

terrarium, akwarium, Ogród Zoologiczny w Bydgoszczy i powrót do dzieciństwa

Mogłabym zacząć ten post klasycznie, opowiedzieć Wam o odwiedzinach w bydgoskim Zoo, ale jak się domyślacie będzie to artykuł w trochę innej formie. :) Postanowiłam, aby nie był to zwykły wpis, bo dla mnie w dużej mierze jest on przywołaniem mojej młodości, lat dzieciństwa. Trochę ze wspomnień, a trochę o nowościach dzisiaj. O naszej wizycie w Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku w Bydgoszczy, w moim rodzinnym mieście. Jest to miejsce niezwykłe o tyle, że powstało w latach, kiedy przyszłam na świat i jako dziecko spędzałam tutaj, głównie z moim tatą mnóstwo czasu. W zasadzie mogłabym tak powracać każdego roku. Ale postanowiłam dokładnie teraz zabrać moich chłopaków w dawne ślady mych stóp. To chyba idealny moment, aby pokazać mojemu prawie sześciolatkowi ulubiony Park i co więcej móc rodzinnie spacerować, jak kiedyś, tak teraz - ścieżkami otoczonymi florą i fauną. Park i Ogrody w Myślęcinku to idealne miejsce na spędzenie czasu z rodziną, jesteśmy tutaj każdego roku, lecz pierwszy raz wspólnie w rodzimym Zoo.
Niezwykłość tutejszego Ogrodu Flory i Fauny Polskiej, a dziś już Ogrodu Zoologicznego i terrarium, polega od momentu założenia Ogrodu w 1978 roku (aż po dziś dzień) na posiadaniu w tym obiekcie i na hodowli zwierząt i roślin z regionu całej Polski, w tym w dużej mierze gatunków będących pod ochroną. Młode zwierzęta do hodowli zostały podarowane z innych tego typu placówek i w latach osiemdziesiątych to typowo polskie 'Zoo' miało lata swojej świetności. Obiekt rozmieszczony został początkowo na 12 hektarach, a wraz z latami poszerzony, zagospodarowany i obecnie na 17 ha opiekujący się ogromną ilością zwierząt, także egzotycznych. 
Jedna z ostatnich inwestycji to terrarium z dużymi akwariami i nowymi gatunkami zwierząt ze świata. To także zagospodarowanie w samym centrum Zoo całkiem dużego terenu do pokazu, a przede wszystkim do życia tygrysa amurskiego (syberyjskiego), przywiezionego z Zoo w Emmun. Obecnie dostrzegliśmy dwa tygrysy. Całość inwestycji jest świetnie zorganizowana i przemyślana, są kraty, ale też przeszklone szyby dookoła. Nad 'tygrysim domem' mieści się taras z którego można obserwować króla, a następnie zejść schodami do przeszklonej dolnej części.
Ciekawostką a zarazem ogromną inwestycją w ogrodzie dawniej zwanym - Flory i Fauny Polskiej jest wybudowanie budynku mieszczącego terrarium, akwaria, i zoo botaniczne. Myślę, że jest to dobry krok, aby ożywić Ogród, poszerzając kolekcję zwierzaków, a także na skalę krajową - wprowadzić nowe okazy w jednym miejscu. To tutaj dawne wejście zostało zastąpione nowym budynkiem. Tu odnajdziecie też toalety, i bar serwujący kilka ciepłych dań - typu przekąski. Okna wystawowe to również akwaria dla koszatniczek, szynszyli, jeży, myszoskoczków mongolskich, chomików wschodnich, i innych.
W akwariach żyje ponad 50 gatunków gadów, płazów, ryb i bezkręgowców. Kolekcja żab, pająków, a nawet robaków - ta ostatnio bardzo spektakularna, ponieważ znajduje się tuż przy drzwiach wyjściowych, a robactwo biega sobie wolno po ekspozycji i jak się spojrzy - aż błyszczy.. W akwariach niektóre osobniki wręcz wpasowują się w otoczenie, trzeba się dobrze przyjrzeć. Robimy to z dużą przyjemnością, nie ma nic bardziej interesującego w Zoo od obserwacji zwierząt. Nie sposób w tym wszystkim od razu nie zobaczyć ogromnego krokodyla! Jaszczurki, gekon, gryzonie, ale też kolekcja motyli, ciekawa roślinność i dobre oświetlenie.
Spora część zwierząt pochodzi z egzotycznych zakątków świata, ale warto zatrzymać się przy terrarium dla znanych nam z polskich obszarów - gadów i płazów krajowych. No i oczywiście jest Wisłarium w którym pokazano w ogromnych panoramicznych akwariach nasze krajowe gatunki, sporo ryb, ale też płazy i gady żyjące w polskich rzekach (Wisła), chodzimy po podłodze - akwarium. Jest jeszcze ul z żywym rojem pszczelim... Nowe wrażenia, nowy obiekt. Ja, która tutaj bywała każdego roku jestem pod ogromnym wrażeniem!
Niektórzy piszą konkretne recenzje na temat tego miejsca opisując stare wybiegi choćby dla niedźwiedzia brunatnego, podwójne kraty, czy nie ukazujące nam zwierzaków w przybliżeniu wybiegi jeleni, wilków, itd. Jednak został już ogłoszony przetarg na wykonanie tych klatek i miejsc dla wspomnianych gatunków i wierzę mocno, że przy kolejnej wizycie będziemy mogli zobaczyć jak Zoo rozwija się bardziej, a zwierzęta mają jeszcze więcej miejsca - bardziej różnorodnego i wygodnego, po prostu nowego.
To w zasadzie główna alejka spacerowa w obiekcie, którą znam od lat. Wg mnie nie wymaga pilnych remontów, wybiegi są duże, ale skoro mowa o rozwoju - to jestem jak najbardziej na tak. Osiołki już biegną na powitanie. Niedźwiedź maszeruje za kratami razem z Alexandrem (jeden po jednej stronie krat, a drugi po drugiej). Można tu dowiedzieć się wiele o życiu niedźwiedzi z tablic informacyjnych. Idziemy wzdłuż, przechodząc obok obszaru dla wilków, docierając do klatek dla ptaków. Te mają naprawdę rajskie wnętrza, pełne roślinności.
Jest to środkowa część ogrodu i znajdujemy się właśnie na wysepce, gdzie też ptactwo ma wolny wybieg - jest bociek, czapla, kaczki, gąski i inne spacerujące ptaszki. Nie widziałam łabędzi (czarny i innych). W klatkach okazy rzadziej spotykane przy gospodarstwach oryginalne ptactwo. Ptaki ozdobne polskie mają swoje odrębne miejsce - bażanty, pawie i wiele innych. W dużych wolierach jastrząb, sokoły, myszołowy i orliki i kilka innych gatunków. Są też sowy, którymi moje dziecko jest oczarowane. Sowy lada moment doczekają się nowych klatek.
Tutaj też jest plac zabaw dla dzieci, gdzie robimy krótki przystanek, i Alexander testuje większość sprzętów - tym samym rozgrzewając się. Mamy dziś dość chłodny dzień, a temperatury są blisko zera. Z oddali widzimy żubry. A idąc przy wybiegu dla jeleniowatych - jeleni, sarn, łosi, danieli nie zauważamy ich niestety, ale możemy przeczytać interesujące opisy, wraz z obrazkami. To w Zoo bydgoskim jest pięknie wyeksponowane i wyraźnie widoczne także dla młodszych zwiedzających. Dziki buszują głośno, a na nasz widok chowają się.
Docieramy do okazów roślinnych - bluszcz. Tu lada moment rozpocznie się ciąg Zoo egzotycznego. Jest ogromny wybieg muflonów - bardzo fajnie wyglądający. Jest to teren z górzystą skarpą, wręcz, jak środowisko naturalne tych zwierzaków. Witamy się z panią lamą. Natomiast po prawej stronie mamy woliery z ptactwem egzotycznym. Oj głośno tu bardzo! Robimy mały przystanek przy rzeźbach z drewna, i kilka zdjęć pamiątkowych 'jak za dawnych lat'.
To właśnie jest 'skrawek świata', inwestycja z początkowych lat 2000 roku. Po prawej stronie spaceruje piękna zebra. "To Marty!" krzyczy Alexander zafascynowany podobizną ulubionego bohatera filmowego z Madagaskar. Trochę żal mi tej zebry, bo to nie jest jej środowisko z pewnością. Zatem rozmawiamy z Alexandrem i wyjaśniam Mu, że obecnie w Zoo dokłada się wszelkich starań aby zwierzęta żyły dobrze, aby gatunki przetrwały i żyły długo. Mówię Mu, że zwierzęta jak ludzie, też chorują. Tutaj mają na miejscu lekarza weterynarza, który dba o nie i dzięki temu przetrwają.
W życiu zwierząt z zoo naprawdę sporo się dzieje. Na przykład ta zebra ma 'kumpla' dzięki któremu czuje się bezpiecznie. Jest nim struś. Już po chwili robi się weselej bo po lewej ukazuje się zoo dziecięce, kozy biegną na spotkanie z nami. Kozy, świnki, króliki, kury, kuce, owce i żółw czerwonolicy - to właśnie jest wolny wybieg dla zwierzaków przyjaznych dzieciom.
Dochodzimy do budynku, i postanawiamy zatrzymać się tutaj na trochę, zjeść i wrócić, aby odwiedzić jeszcze środkową część zoo -tej, którą nie przeszliśmy. Wygląda ona bardzo przyjaźnie, choć kilka klatek określono jako klatki 'w trakcie modernizacji'. Niemniej już na samym starcie uwagę przykuwają kolorowe 'domki kangurów'. Kangury można poobserwować w zamkniętych pomieszczeniach, choć wychodzą też poza swoje mieszkanka. I tu właśnie spędzamy dużo czasu.
Jako ostatnie są w rzędzie klatki zamieszkałe, choć w dużej mierze z ukrytymi w norkach zwierzakami. Lisy, łasice, tchórz, skunksy, wydry, kuna domowa, borsuk, surykatki, Jest też miejsce rysia i żbika, nieco w bok. Z pewnością nie opowiedziałam Wam o wszystkich zwierzakach, ale wiedzcie, że jest ich znacznie więcej. Nam zimno nie pozwoliło na długie wyczekiwanie, aby wyszły, ukazały się, ale gdy tylko wybierzemy się tutaj w cieplejszych miesiącach - na pewno dam Wam znać jakiego zwierzaka udało się spotkać tym razem.
Jestem bardzo zadowolona z tej wycieczki, większość zwierząt przyjaźnie na nas czekało, nie były pochowane. Alexander był bardzo zadowolony z tej wyprawy, a ja mogłam powrócić myślami do pięknych lat mojego dzieciństwa. Zrobiliśmy nawet Alexandrowi kilka identycznych zdjęć - jak te czarno-białe robione mi ponad 30ści lat temu przez mojego tatę. ;) 
Ogród Zoologiczny w marcu czynny jest od wtorku do niedzieli w godz. 10-17. Bilet normalny: 15 zł Bilet ulgowy: 10 zł Bilet grupowy ulgowy (min. 20 osób): 8 zł od osoby Bilet szkolny (zajęcia dydaktyczne): 9 zł. Bilety z Kartą Rodzinną 3+ i Kartą Dużej Rodziny: ulgowy 7 zł, normalny 10 zł Dzieci do lat 3 mogą zwiedzać zoo za darmo. W kasie zoo można płacić kartą płatniczą.
krówki ciągutki

niedziela, marca 10, 2019

krówki ciągutki

No popatrzcie, nie wrzuciłam Wam jeszcze przepisu na krówki z Dnia Kobiet :) W taki sposób postanowiłam osłodzić życie sobie i moim Chłopakom, chociaż symbolicznie. Stwierdziłam, że nie będę robiła tortu, ani ciasta. Miałam w domu mleko zagęszczone, niesłodzone i chciałam je wykorzystać. A ponieważ krówki lubimy przegryźć do kawy, to dwa razy nie mówić. Jakiś czas temu wrzucałam Wam przepis na kruche krówki, takie typowo angielskie, których smak i konsystencję wielbię jednak najbardziej ;) Poza tym krówki kruche robimy długo, a kroimy szybko. Z krówkami ciągnącymi jest na odwrót. Trudniej je pokroić, a nawet jeść ;) No zresztą sami zobaczcie, bo są pyszne, a wiem, że jest wielu zakochanych w tzw. ciągutkach :D To dla WAS właśnie ten przepis!

Krówki ciągutki




Składniki:

mleko zagęszczone puszka 400 gram (Lidl)
1 szkl cukru
odrobina soli
100 gram masła
olejek waniliowy (Lidl)

Sposób wykonania:

  • W garnku wymieszać wszystkie składniki
  • Wstawić na średni ogień, cały czas mieszać
  • Doprowadzić do wrzenia, lekko zmniejszyć ogień
  • Mieszać cały czas, tak aby się gotowało lekko
  • Zacznie gęstnieć, mieszać cały czas
  • Po około 20 minutach, zgęstnieje i zacznie się przyklejać
  • Wtedy zdjąć z ognia i mieszać jeszcze 10 minut
  • Przelać do specjalnej foremki, lub blaszki wyłożonej folią
  • Wstawić do lodówki na 1 godzinę
  • Po tym czasie można wyjąć i pokroić w kostki
  • Wstawić do lodówki nie wydobywając jeszcze krówek
  • Jeść po kilku godzinach
  • Krówki najlepiej trzymać w lodówce
walizka - hulajnoga dla małego podróżnika

sobota, marca 09, 2019

walizka - hulajnoga dla małego podróżnika

Witajcie zwolennicy podróży, podróżnicy! Kto z Was jest często poza domem, ten wie z czym nie może się rozstać w drodze z domu do celu? W szczególności witam najmłodszych podróżników. Choć tutaj bym się zastanowiła, bo raczej ten wpis powinnam kierować do rodziców małych podróżników. To prawda, że gadżet o którym napiszę jest skierowany do lekkich użytkowników, czyt. dzieci ;) ale już gorzej sprawa może się mieć z kupnem tego sprzętu. No nie jest to najtańsza 'zabawka', którą kupiłam dziecku (Mikołaj przyniósł). Jeśli jednak rozpatrywać w kategoriach praktycznych i sprawdzonych, to zdarzało się kupić już droższe - prawdziwe zabaweczki, np Lego Pociąg. A tutaj taka walizka, razem z wbudowaną, całkiem porządną hulajnogą. Dzisiaj wpis niesponsorowany więc z pewnością możecie liczyć na ciekawą recenzję. Dla nas jest to oczywiste, że będzie pozytywnie, bo my jesteśmy zadowoleni i nasz mały podróżnik też jest zadowolony. Dziecko w ruchu, aktywne dziecko - szczęśliwe dziecko. Zinc Flyte Sid the Cyclops - to walizka podróżna ze skuterem w rozmiarze średnim dla wieku 4-8 lat. Pospolicie mówiąc - hulajnoga z walizką.
Zinc Flyte okazła się bardzo trafionym prezentem pod choinkę, którym Alexander miał okazję podróżować już dwa razy i z pewnością sprawdzi się też przez kilka lat. Zalecana waga obciążenia do 50 kg (waga bagażu i podróżującego nim +3,6 kg waga samej walizki). Jak się okazuje nie było trudno przestawić się naszemu synkowi z poprzedniej walizki jeżdżącej, panterki którą 'ujeżdżał' na pewno ze 3 lata. Może to zabawna postać dla naszego wesołego dowcipnisia, a z pewnością żywy kolor sprawił, że tak chętnie na nowy skuter w ogóle wsiadł? On uwielbia żółte gadżety, choć dla zwolenników innej kolorystyki, tudzież innych postaci bajkowych znajdziecie równie ciekawe egzemplarze. Przede wszystkim jest kilka neutralnych 'tematów' wierzchu walizki, a także w wersjach dla chłopców, czy dla dziewczyn. Choć to kwestia indywidualna, np. mój Alexander lubi też różowy kolor (bo jaskrawy ;) ) i tak może być z Waszym potomkiem. Zresztą Wy rodzice wiecie najlepiej co mogłoby zaważyć na wyborze takiej walizki. Bo jeśli chodzi o kształt w tym rozmiarze (midi) wszystkie walizki mają prawie identyczny układ. Jeśli macie mniejszego użytkownika - znajdziecie na stronie producenta, lub dystrybutora rozmiar mini, z myślą o 2-4 latkach.
Walizka jest owalna (25 l), wykonana z plastiku, otwierana na nieprzemakalny, elastyczny zamek. Wewnątrz zabezpieczona dodatkowym nieprzemakalnym materiałem zamykanym na zamek i kieszonką z siatki na 'drobne' pakunki. Rozmiary 48 cm/33 cm/26 cm, a więc idealne jako bagaż podręczny w podróży samolotem. Po zamknięciu, ustawiając ją w pionie, wyciągacie rączkę (skuter) 75 cm, dokładnie taką jaką mają hulajnogi, z metalu i porządnej pianki na uchwycenie rękami. I teraz o najfajniejszej funkcji - która jak się okazała, była wybawieniem w naszej lotniczej podróży z Austrii, kiedy mieliśmy naprawdę niewiele czasu na dotarcie do samolotu, a nie znaliśmy lotniska. Nasze dziecko świetnie radziło sobie samo z dotarciem na odprawę, a to my rodzice musieliśmy wciąż dokładać kroku, a nie czekać za Nim. Do wydobycia hulajnogi, potrzebny jest rodzic (i bardzo dobrze w przypadku dziecka 5-6 lat), większe dziecko 7-8 lat pewnie dałoby radę. Sprzęt jest tak dobrze wymyślony, że jeśli dziecko nie radzi sobie, to i nie skaleczy się. Wyciągamy z siłą hulajnogę do góry kładziemy w poziomie i blokujemy. I o dziwo, jest stabilnie!
Nie jest wywrotnie, a wręcz elastycznie, ponieważ rączka jest o wiele lepiej skonstruowana, niż w zwykłych skuterach. Przy zakrętach można nią lekko operować, więc skręcanie jest o wiele bardziej przyjemne, niż przypuszczamy ruszając na prostej drodze. Jedyny warunek, moim zdaniem, aby jazda była przyjemna, nieoporna przez podłoże to w miarę pełna, bądź pełna walizka, i w miarę gładkie podłoże. Ogromne zalety tego sprzętu to oczywiście funkcjonalność i wygląd. Dziecko, które wcześniej poruszało się na podobnych sportowych jeździkach wręcz pokocha podróżowanie z tym bagażem. Jest to produkt nie wymagający naprawdę jakiś szczególnych wyczynów sportowych ze strony dziecka. Choć pewnie dużego wigoru rodziców. Lecz to już sprawa dogadania z potomkiem, w kwestii poruszania się w miejscach publicznych na walizko-skuterze. ;) Podoba mi się też materiał z jakiego producent tworzy hulajnogę, ładny design i słabo ścieralna, twarda nawierzchnia na nogi. Walizka jest wykonana porządnie, oporna na obicia (nawet zarysowania są słabo widoczne, choć to pewnie dzięki kolorowi nadruku). Super!

Wada też jest, choć tutaj nie jestem pewna, czy nie wynika w 100 % z nieodpowiedniego użytkowania. Po dwóch podróżach nie zauważyłam żadnych mechanicznych i innych widocznych usterek. Prócz jednej. Niestety zaczął po ostatniej podróży puszczać zamek (czwarty lot). Tak sobie myślę, że jedno przeszycie w przypadku 'gumowych' zamków to chyba trochę mało? Ale nie wierzę, że tak by się stało gdyby nie doszło do przeładowania Zinca rzeczami podróżnymi, którego dopuściłam się ja, wyrodna matka! Wrzuciłam do torby synka dwie duże podróżnicze książki. Więc jednak myślimy z mężem, że będziemy pakować już trochę inaczej ;) a producent powinien mocniej wszyć, przynajmniej podwójnie zamek. Widać dokładnie, że nie rozpruwa się materiał zamka a zamek odchodzi od reszty walizki. A dlaczego mam trochę uwag do producenta? Bo jeśli potrafił zabezpieczyć sprzęt do użytkowania dziecka, aby nie mogło samo obsługiwać mechanicznych części hulajnogi, to powinien też pomyśleć o mocnym wszyciu zamka skoro tutaj dziecko dostanie się bez problemu. Przecież równie dobrze moje dziecko mogłoby użyć kieszonki walizki do włożenia swoich dużych książek w twardej oprawie. I stałoby się to samo.
A walizka za kilkadziesiąt funtów w UK dla dziecka, jaka w Polsce kosztować może nawet kilkaset złotych (750 zł ze względu na doliczony transport do Środkowej Europy) według mnie powinna być bardzo solidnie wykonana. W każdym razie my nie widzimy żadnego problemu z wszyciem, a raczej uczymy się użytkowania tej walizki i wiemy na co możemy sobie teraz pozwolić. Zamek wszyjemy (1 cm), bo ta walizka spełnia oczekiwania użytkownika głównego. Jeśli chodzi o cenę wspomnianą, to tak jak napisałam na samym początku, może powalić z nóg. I mam nadzieję, że są tutaj tacy rodzice, którzy zrozumieją mój zachwyt tym produktem, i wezmą też pod uwagę, że mieszkam w UK, gdzie cena na niego była względna. Naprawdę zastanawiałam się czy zrobić ten wpis, bo jednak w Polsce może to być droższy wydatek, na który nie każda, rodzina może sobie pozwolić. Kupiłam produkt w niedrogiej ofercie, przez stronę dystrybutora w UK, ponieważ zależało nam na Little Monster, w żółtym kolorze. Na stronie Zync Flyte jest kilka promocji, więc warto zapoznać się z ofertą. W Polsce cena łączy w sobie kwotę produktu i cenę transportu, który kosztuje prawie tyle ile sama walizka. Niemniej, warto poszukać atrakcyjnego sprzedawcy, lub nawet zainteresować się innymi markami jeżdżących skutero-walizek. Bo tak naprawdę post jest o walizce-hulajnodze dla dziecka, i post kieruję do wszystkich moich czytelników, wśród których są nie tylko Polacy żyjący w UK. Polecam.

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik