Jesienne jabłka na owsianej kruszonce

niedziela, września 23, 2018

Jesienne jabłka na owsianej kruszonce

Jesień nadeszła, czujemy to wszyscy. To jedna z moich ulubionych pór roku, więc nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy. :) Jesień bywa różna, ale ta, którą mamy teraz należy do przyjemnych. W naszym domu, pojawił się koc, gorąca herbata i ciepłe placuszki. Musimy się nacieszyć tym lepszym klimatem - póki liście z drzew lecą. Jeszcze pod koniec lata nazbieraliśmy trochę polskich żołędzi, które zabraliśmy ze sobą do UK. Po powrocie podcięłam lawendę mimo, że wyglądała całkiem przyzwoicie. Ponoć, gdy ją ścinamy, rośnie jeszcze bardziej rozłożysta, a my nasadziliśmy ją, aby przykrywała część płotu. Jabłka i gruszki to teraz w moim domu temat przewodni, bo wszyscy je bardzo lubimy, i kiedy, jak nie teraz się nimi najeść? Niczego bardziej nie kocham niż do jedzenia serniczki, gorącą czekoladę i szarlotkę na ciepło. W sumie typowe szarlotki nie smakują za bardzo mojemu dziecku, dlatego postanowiłam zrobić to, co Alexander lubi najbardziej - jabłka i kruszonkę, a dokładnie jabłka na kruszonce. Przyznam, że jest to odwrócona wersja przepisu z Polskiej Kuchni Lidla wg Pawła Małeckiego, gdzie w oryginale kruszonka jest na jabłkach. Chodziło o to aby jabłka się nie rozpuściły (moje dziecko tego nie lubi), a z kolei ja i tak mieszam ten deser z lodami waniliowymi, jak zresztą proponuje autorka przepisu - Anna Włodarczyk. Najprostsza, klasycznie, tradycyjnie wyglądająca jabłkowa propozycja, którą zajada się moje dziecko, uwielbiające jabłka - dziś na drugie śniadanie u nas.

Jabłka na kruszonce owsianej


Składniki:

kruszonka - 85 gram mąki pszennej
90 gram migdałów uprażonych i posiekanych (lub orzechów laskowych)
45 gram błyskawicznych płatków owsianych
50 gram drobnego cukru
szczypta soli
60 gram roztopionego masła

jabłka - 500 gram kwaśnych jabłek (papierówka może być)
1 łyżka masła
świeży imbir (kawałeczek)
1/2 łyżeczki kardamonu
30 gram brązowego cukru


Sposób wykonania:

  • W misce wymieszać suche składniki na kruszonkę
  • Dodać masło i wyrobić kruszonkę
  • Włożyć w jednej części do lodówki na czas przygotowania jabłek
  • Jabłka umyć, obrać i pokroić na ósemki
  • Wymieszać na ogniu masło z przyprawami i cukrem
  • Dusić minutę dwie na ogniu
  • Rozgrzać piekarnik na 170 stopni
  • Wyłożyć kruszonkę na blaszce i podpiec 15 min
  • Nałożyć jabłka i podpiec 15 minut wszystko
Betlejemka i Pod Kometą - Wille w Ojcowie

sobota, września 22, 2018

Betlejemka i Pod Kometą - Wille w Ojcowie

Leży na skraju centralnej zabudowy Parku Ojcowskiego, przy Dolinie Prądnika, u wylotu Doliny Sąspowskiej - Betlejemka. Domek, wraz z drugim zabytkowym obiektem 'Pod Kometą' to miejscówka, gdzie wypoczywaliśmy podczas ostatniego urlopu w Polsce. Podróżując do Krakowa zdecydowaliśmy się właśnie na to miejsce ze względu na położenie w środkowej części Parku Narodowego. Ogromnym atutem jest niewątpliwie usytuowanie w pobliżu wielu atrakcji, a także restauracji, sklepu i barów. Na pewno to umiejscowienie 'Pod Kometą' - w samym sercu Ojcowa stawiało ten nocleg na wysokiej pozycji wśród tych ulokowań, które brałam pod uwagę. A jest ich sporo do zaoferowania w Ojcowskim Parku Narodowym.
Zdecydowanie jednak to środowisko naturalne panujące w pobliżu oczarowało nas do tego stopnia, że do tej pory wspominamy kilka dni tam spędzonych. 'Pod Kometą' otoczony jest pięknym, zielonym 70 arowym ogrodem, w którym unosi się zapach róż, a pod jabłonkami leżą dojrzałe jabłka - jedne czerwone, inne zielone. Pod jabłonką nawet pewnego dnia dostrzegłam sarenkę. Zresztą widać, że nie tylko dzikie zwierzaki tutaj czują się dobrze, dostrzegamy też leniwie wylegującego się  to na parapecie drewnianej willi, to na trawce, w słońcu - kota właścicieli. 

Właściciele to bardzo miła rodzina, która zamieszkuje willę 'Pod Kometą', gdzie mieści się też biuro. wszędzie widać zamiłowanie właścicieli do kwiatów, szczególnie do róż, których pnączami drewniany dom jest otoczony. W piwnicy 'Pod Kometą' dostrzegłam bardzo starą, swojsko urządzoną spiżarnię. Łatwo można zauważyć, że tutaj się żyje, ale też pracuje. Domownicy dbają o obiekt, o willę, o czystość ale też o cały teren. Są bardzo pomocni, jednocześnie nie narzucając się. Udostępnione pole leżakowe, a także miejsca do posiłków i do grillowania są zadbane i rozmieszczone w kilku miejscach posiadłości. Przyjemnie się tutaj wypoczywa, jest cisza, i tylko od czasu do czasu echo się niesie..
Co więc robić w takim sielskim miejscu? W Betlejemce można wynająć pokój, lub apartament. Rano, obowiązkowo polecam dobre śniadanie, jest tu kilka możliwości. W apartamencie jest stół, gdzie na szybko można coś przyrządzić, i warto po prostu skorzystać z miejsca do posiłku na tarasie, bądź niżej w jednym z trzech przeznaczonych do tego stołów ogrodowych. Podobnie wieczorami, po powrocie z wypraw, chętnie tu przysiądziecie. Polecam rozpalić grilla, lub na szybko zjeść posiłek a czas przeznaczyć na spacer wokół domu, wsłuchując się w szum Prądnika, jak zrobiłam to ja. Za to przed południem w słoneczny dzień słońce świeci tak bardzo, że tylko wypoczywać! Plażing i relaks na polu leżakowym, lub na tarasie. Warto trochę nabrać kolorów. Tak właśnie spędzaliśmy ten urlop.
Trochę historii obiektu. Źródło - https://khit.pttk.pl Wiadomo, że duży wkład w rozwój turystyki w propagowaniu terenu i natury Ojcowa miało Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, które starało się stworzyć miejsca noclegowe dla odwiedzających. Głównym zadaniem Oddziału w Olkuszu było zorganizowanie schroniska i właśnie w 1913 roku Willa Pod Kometą pełniła funkcję schroniska, kiedy to PTK wynajęło obiekt od właścicieli. Przez lata schronisko miało stałą frekwencję, lecz po wybuchu I Wojny Światowej, uległo zniszczeniu wyposażenie Willi. Podobnie rzecz się miała w innych schroniskach utworzonych na terenie Ojcowa.
Przez lata wille służyły turystom do noclegów a po tamtejszych wczasach pozostała Księga Pamiątkowa - Pamiętnik Wycieczkowy, w którym udokumentowane zostały wpisy wycieczek w Dolinie Sąspowskiej, Pod Kometą, nawet zagranicznych i między innymi takie oto wpisy:

... Komu zbrzydnie miasto, kino, radjowrzaski,
nauka, kurierek, Marszałek, Posłowie, 
Niech biegnie wziąwszy placki, koce, laski...

Autorka dodała od siebie:
...Aby odpocząć w uroczym Ojcowie...

lody figowe na dwa sposoby

niedziela, września 16, 2018

lody figowe na dwa sposoby

Podczas urlopu nad morzem polskim posmakowałam po raz pierwszy lody o smaku figowym. Do tego stopnia rozkochałam się w tym smaku, że pomimo iż świeżych fig jakoś za bardzo nie lubię, postanowiłam wdrożyć ten owoc do ostatniego w lecie serwowanego deseru w naszym domu. Co więcej, mogę stwierdzić, że deser świetnie nadaje się też do zjedzenia w chłodniejszy dzień (np. wczesną jesienią), siedząc przy pysznej mocnej kawie, z dodatkiem ciepłych fig polanych syropem klonowym. Bajeczny smak! Ja oczywiście figi troszkę oddaję moim domownikom, a poza tym postanowiłam dla siebie osobiście wykonać równorzędnie mniej tłustą wersję, ze względu na powakacyjną dietę. Pierwsza propozycja pochodzi z książki "Jeść Zdrowiej" Kuchni Lidla i jest to przepis od Darii Ładochy. Moja wersja jest lżejszej konsystencji i jest wynikiem eksperymentu. Na pewno zasmakuje osobom, które nie mogą spożywać mleka, jajek i cukru, gdyż nie zawiera tych składników. Smacznego!

Lody Figowe

Składniki:

250 ml śmiet. 36 %
100 gr c. pudru
50 gr prażonych orzechów (pecan)
10 sztuk świeżych fig
1 łyżka białego wina (najlepiej marsali)
sok z 1 szt limonki
3 świeże figi do dekoracji
4 łyżki syropu klonowego
można dekorować waflami

Sposób przygotowania:

  • Chłodną śmietankę ubić z cukrem pudrem
  • Figi umyć i obrać ze skórki
  • Zmiksować owoce z sokiem z limonki
  • Rozdrobnić orzechy w moździerzu
  • Dodać owoce do śmietanki
  • Dodać orzechy do mieszanki
  • Dodać wino i wymieszać
  • Wlać do pojemnika plastikowego
  • Wstawić do zamrażarki na minimum 1.5 h
  • Mieszać kilka razy podczas mrożenia
  • Pokroić figi ze skórką i położyć na patelnię
  • Podsmażać lekko 2 minuty
  • Lody podawać polane syropem i figami

Lody Fit Figowe

Składniki:

6 fig świeżych
2 banany
150 ml wody kokosowej
2 łyżki syropu klonowego
1 łyżka orzechów nerkowca
1 łyżka syropu z cytryny

Sposób wykonania:

  • Banany zamrozić w skórce 2 godziny
  • Banany obrać i wrzucić z sokiem z cytryny do blendera
  • 5 świeżych fig umyć i i ze skórką wrzucić do blendera
  • Dolać do owoców wodę kokosową i 1 łyż.syropu
  • Zmiksować około 5 minut
  • Dodać rozdrobnione orzechy i zmiksować
  • Wlać do foremki i włożyć do zamrażarki (2 h)
  • Przygotować syrop klonowy z jedną pokrojoną figą 
  • Podsmażyć 1 minuta na patelni
  • Lody wyjąć z zamrażarki i od razu podać z syropem

Ojców i Skała - natura, którą trzeba zobaczyć wędrując

sobota, września 15, 2018

Ojców i Skała - natura, którą trzeba zobaczyć wędrując

Dzisiaj opowiem Wam o dwóch wyprawach, które odbyliśmy podczas pobytu w Ojcowskim Parku Narodowym, a dzięki którym poznaliśmy to miejsce od strony natury. Tak naprawdę, aby pokonać wszystkie trasy i szlaki w OPN warto rozplanować zwiedzanie na kilka dni, no chyba, że podobnie jak ja potraficie doskonale zorganizować wędrówkę i trzymacie się kurczowo wyznaczonych celów. Wówczas wystarczą na to maksymalnie dwa dni. Poza tym w Parku Narodowym na bieżąco trwają renowacje i niektóre punkty raczej zdecydujecie się ominąć (niestety). Aczkolwiek mieliśmy sporo szczęścia i zapału, aby w jeden dzień ruszyć w dwóch różnych kierunkach Parku Ojcowskiego i jeszcze do czasu aż zaczęło się ściemniać wróciliśmy do wynajętej przytulnej chatki 'Betlejemki' (o której napiszę Wam w kolejny weekend), gdzie padliśmy ze zmęczenia na tarasie.
Jeśli jesteście, podobnie jak my osobami lubiącymi spacerować, pokonywać kilometry i 'knieje' to ten post pewnie Was zainteresuje. Czasem czytam, że, aby wędrować potrzeba specjalnego obuwia, ubioru i w ogóle sprzętu, i trochę się uśmiecham pod nosem, bo myślę, że najwięcej to chyba potrzeba wigoru i .. czasu. Jeszcze nie tak dawno oglądałam program Cejrowskiego, gdzie emitowano odcinek w którym mali Azjaci poruszali się po górzystych terenach w klapkach! ;) Potrzebujecie minimum jeden dzień, można wypożyczyć rower (będzie urozmaicenie), wygodne buty (trampki, tenisówki, lub inne), zwiewne ubranie (leginsy, getry, dres, sukienka też może być ;), plecak lub torbę, kapelusz tudzież chustkę, okulary przeciwsłoneczne, może być kurtka przeciwdeszczowa dla nieprzyzwyczajonych do przypadkowej ulewy, prowiant z napojem i wyruszamy! Uwaga: około 8 do 10 kilometrów przed nami. 
Jako że Dolinę Prądnika mieliśmy właściwie na miejscu, przebywaliśmy tutaj 24 h na dobę przez dwie doby, pozostałe dwie musieliśmy gdzieś odbić. Jednak o rzece Prądnik muszę koniecznie Wam napisać, bo płynął tuż przy terenie naszego noclegu, nawet miałam okazję tej zimnej rwącej wody dotykać i pluskać się w niej w upały. Dolina Prądnika rozciąga się bardzo mocno, przebiegają tędy szlaki czerwony, niebieski, żółty, zielony, czarny. W zasadzie jest też skupionych większość atrakcji, w tym staw z pstrągami tęczowymi, gdzie zorganizowano na wolnym powietrzu wędzarnię i grillowanie tych ryb, staw Beta. Jest to obecnie 'Centrum' Parku Ojcowskiego, którego widok można ujrzeć z góry Jonaszówki. Dolina Prądnika wiedzie dużo dalej, z dwoma Zamkami, kilkoma zabytkowymi budynkami, i ze wszelkimi formacjami skalnymi. O tych ostatnich (głównie) napiszę Wam dziś w dalszej części tego wpisu.
Ci z Was, którzy regularnie czytają moje sobotnie posty podróżnicze, wiedzą, że wybieram noclegi tak zlokalizowane, aby to, co najbardziej mnie interesuje było 'pod ręką', czyli łatwo się domyślić dlaczego Dolinę Prądnika dość szczegółowo Wam opisuję. W Dolinie panuje niezwykły spokój, nie ma wiatru, echo się niesie. Dookoła jest mnóstwo zieleni, drzew i rzeczka o której już Wam wspomniałam. O poranku, bez względu na późniejszy w ciągu dnia upał panuje tu duża wilgotność i ciemność. Obszar spowity jest poranną mgłą, podobnie jest po zachodzie słońca. Mimo iż byliśmy tu w naprawdę upalne dni - wieczorem było tu szaro, a rano bardzo mglisto. Ma to ogromny urok.Tuż przed naszym wynajętym domem rozpościerał się najpiękniejszy według mnie punkt widokowy z Jonaszówki, gdzie weszliśmy po śniadaniu od razu na drugi dzień po przyjeździe do Ojcowa.
Nazywana jest Grubym Jankiem, ma około 20 metrów wysokości, a dookoła jej porasta roślina rzadka - Ostnica Jana. Niesamowity widok z jej skały, do której z dołu prowadzi ścieżka z poręczą, przyciąga wszystkich turystów. Warto wejść na górę, gdyż wspinaczka nie zajmuje więcej niż 15 minut, a widok jest nieopisany. Możecie tu przysiąść na ławce i poczytać o górze i skale Jonaszówce z tablicy informacyjnej, ale przede wszystkim to tutaj warto zaczerpnąć wspaniałych promieni słonecznych i rozejrzeć się wokoło. Na przeciwko są skały Czyżówki, Figowe, Ostrogi i Bystra a w oddali nawet widać Zamek Ojcowski.
Po zejściu ruszamy w kierunku Bramy Krakowskiej mijając drugi staw pstrągów, idąc ścieżką - szlakiem niebieskim. Zanim dostaniemy się do tej formacji skalnej, o której odwiedzeniu marzyłam, mijamy po drodze kilka znanych skał. Napiszę o nich później bo tak naprawdę bliżej przyglądamy się im dopiero w drodze powrotnej, wracając na obiad. Tuż przy Bramie Krakowskiej znajduje się bardzo ciekawa jaskinia zwana Krowią. Skała jest niewielka, lecz wszyscy tu zaglądają. Wewnątrz  jest sucha, zbudowana z twardych wapieni skalistych
Nazwa pewnie wywodzi się stąd, iż w takich jaskiniach archeologowie znajdowali kości zwierząt. Podobno trzymano tam krowy i owce. W schronisku tym kręcono scenę do filmu Ogniem i Mieczem. Jaskinię odwiedziliśmy wszyscy po kolei, a tuż obok spotkaliśmy bardzo uprzejmego dorożkarza, który opowiedział nam o znajdującym się blisko Źródle Miłości, gdzie też udaliśmy się, i jeszcze przed wejściem przez Bramę Krakowską, opluskaliśmy się w źródełku. Ponoć woda nie jest zdatna do picia, ale będąc w OPN należy tutaj przyjść z osobą, którą się kocha...
Historia źródełka sięga jeszcze czasów przed I Wojną Światową, dawniej było to naturalne źródło, a w okresie międzywojennym poprzez przesunięcie przekopem pełniło funkcję dostarczania wody dla Wytwórni Wód Mineralnych. Następnie po likwidacji Wytwórni, ponownie otwarto w oryginalnym miejscu. W źródle znajduje się woda o odczynie zasadowym i wydajności 0,7-2 l na sekundę. Poniżej Źródła Miłości znajdziecie Źródło pod Świerkami. A w środku w źródełku miłości żyje skorupiak studniczek tatrzański.
W nastroju miłosnym ruszamy wreszcie już ku Bramie Krakowskiej. W gruncie rzeczy nie jest to jedyna brama w Parku Ojcowskim, jednak jest to największa i najbardziej obrazowo przypominająca bramę formacja skalna. Jej nazwa pochodzi od tego iż tutaj w Parku Ojcowskim biegł dawniej szlak handlowy z Krakowa na Śląsk, a tabliczkę informacyjną zawieszono w momencie powstania drogi z Krakowa do Ojcowa. Obecnie tabliczka została zdjęta, z powodu protestów przyrodników. Około 15 metrowe boki skalne jurajskie wapienne powstały w wyniku procesów erozyjnych, a także zjawisk krasowych i wietrzenie mechaniczne.
W lewej części kolumny zamontowany jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Tuż przy Bramie rosną dwa nasadzone cisy, a skały spowijają rośliny takie jak: murawa kserotermiczna, kostrzewa blada i porosty. To tutaj odkryto wiele lat temu nowy gatunek ślimaka i nazwano go niepozorką ojcowską. Należy do endemitów, bardzo rzadkich gatunków, i ze względu na to znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt. Widok z każdej strony Bramy Krakowskiej jest bardzo interesujący, szczególnie patrząc w kierunku miejsca skąd przyszliśmy widoczne są przepiękne Skały Koronne. Od obszaru Bramy Krakowskiej odchodzą aż trzy szlaki czerwony, żółty i niebieski. My dalej zmierzamy szlakiem niebieskim poprzez wąwóz Ciasne Skałki w kierunku Jaskini znanej w całej Polsce.
Idąc jakieś 40 minut szklakiem niebieskim, wąwozem i lasami, i kolejno szlakiem czarnym jakieś 10 minut docieramy do obiektu udostępnionego dla turystów - Jaskini Łokietka. Nie jest to dla mnie wyczekiwana atrakcja, ponieważ nie lubię takich zimnych i wilgotnych miejsc, marzę o tym aby wydostać się z lasu na osłoneczniony teren, ale przyznam, że miejsce i sama jaskinia są co najmniej oryginalne, a poza tym, jak pewnie wiecie spowija je pewna ciekawa legenda.
Wchodząc do jaskini, przejdziecie jakieś 20 metrów do bramy w kształcie sieci pajęczej. Legenda głosi, że w jaskini po ucieczce z Krakowa przed wojskami czeskimi na 6 tygodni schronił się Władysław Łokietek, a grotę zasłonił pająk snując pajęczynę na otworze wejściowym. W Jaskini jest kilka korytarzy i sal, m.in sala Rycerska, Sypialnia, czy Kuchnia. W jaskini panuje chłód i wilgotność jest spora, 7 do 8 stopni. Łączna długość korytarza i sal wynosi 270 m.
Jaskinia jest znana od wielu lat, a uznana za zabytek została w 1927 roku. Pierwszą jej nazwą była - Jaskinia Królewska. Ze względu na popularność wśród turystów przystosowano ją do zwiedzania i została odpowiednio zabezpieczona, a także oświetlona wewnątrz. Ponad to odbywają się tutaj seanse z przewodnikiem a w ramach ceny za zwiedzanie otrzymujemy sporo informacji. Przed Jaskinią jest kasa biletowa wraz ze sklepem z pamiątkami. Warto przed wejściem zjeść coś, i nałożyć cieplejsze ubranie.
Po takim zwiedzaniu kiszki marsza grają, mimo iż zabraliśmy kilka przekąsek, a przed pokazem w jaskini zjedliśmy cały duży kubełek malin. Moglibyśmy wrócić czarnym szlakiem około godzinę drogi stąd - do miejsca z którego wyszliśmy, przy Jonaszówce. Jednak nikt z nas nie zamierza wracać do domu, bo jest dopiero dość wczesne popołudnie. Mamy też zaplanowane pod wieczór relaksowanie się przy stawie i posmakowanie Pstrąga Ojcowskiego jako obiado-kolację. Skoro nie czujemy zmęczenia, a pragniemy więcej atrakcji, trzeba iść dalej. Po powrocie do Bramy Krakowskiej zaglądamy na godzinę do kawiarenki przydrożnej, o nazwie Niezapominajka, której na pewno nie zapomnimy, gdzie zajadamy ciepłe przekąski i desery, pijemy coś ciepłego i trochę nabieramy sił do dalszej wyprawy i powrotu do domu.
Teraz interesuje nas drugą część naszej wyprawy (nieco krótsza), przy szklaku zielonym, wzdłuż ulicy, gdzie kolejno zatrzymujemy się spoglądając na wznoszące się skały, m.in skały koronne, zmierzając w kierunku do budki ze sprzedażą biletów do Jaskini Ciemnej. Udajemy się zatem na górę, która jest kręta i stroma. Wchodzenie jest męczące, ale nie trwa dłużej niż 15 minut. Po dotarciu na poziom Jaskini, czekamy na przewodnika i w międzyczasie wchodzimy na poziom punktu widokowego Wzgórze Okopy.
Ścieżka doprowadza na Górę Koronną, a stąd widać niesamowite masywy skał wapiennych o różnych formach z których najciekawsza jest 'Rękawica' inaczej nazywana pięciopalcówką. Ta piękna skała, zbudowana jest z mas jurajskich i wznosi się na jakieś 85 metrów od dna doliny. Naprzeciw zobaczycie Bramę Krakowską, i kilka gór. Badania archeologiczne na terenie Wzgórza Okopy wykazały ślady osadnictwa od neolitu do średniowiecza.
Nazwa skały 'Rękawica' wzięła się z pewnej legendy, jak na Ojcowski Park Narodowy przystało. Ponoć podczas jednego z najazdów tatarskich ludzie szukali schronienia w Jaskini Ciemnej. Wówczas Bóg przysłonił swoją ręką widok na wejście do Jaskini, aby uchronić ludność. Rzeczywiście skała ma kształt dłoni i pięciu jej palców. Najlepiej widać to z punktów widokowych z góry, choć również z dołu możecie temu się przyjrzeć.
Schodzimy trochę niżej i możemy ruszyć do Jaskini Ciemnej, która leży w Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Wiele lat temu odkryto tu sporo znalezisk z epoki kamienia, a badania potwierdziły obecność śladów człowieka na okres około 120 tyś lat temu. Około 50 tysięcy lat temu Neandertalczycy zaprzestali tutaj osadnictwa z powodu ogromnych zmian klimatu. Ponoć później w fazie zlodowacenia były tutaj kolejne grupy Homo Sapiens.
Jaskinia posiada jedną ogromną komorę, zwężającą się w tunel. W jaskini znaleziono zwierzęce kości i zęby niedźwiedzi, a także kości wilka, lisa rudego, lisa polarnego, hieny jaskiniowej, lwa jaskiniowego, oraz rosomaka. Ponadto znaleziono tutaj także przypalone kości zwierzęce, które podobno służyły do przypalania zamiast drewna w okresie zlodowacenia. W znalezisku udało się też wyszczególnić z warstwy osadu sporo wyrobów krzemiennych. W jaskini zamieszkiwało siedem taksonów nietoperzy, oraz różne bezkręgowce i pajęczaki. Temperatura oscyluje wokół 7 stopni.
Jaskinia jest udostępniona do zwiedzania, utworzono nawet rekonstrukcję obozowiska Neandertalczyów, a także platformę widokową na Dolinę Prądnika. Jaskinia nie jest oświetlona, otrzymaliśmy świeczki, a samo zwiedzanie przebiegało krócej niż w Jaskini Łokietka. Ogromne wrażenie robi widok z Góry Koronnej, dlatego szczególnie polecam odwiedziny tego miejsca osobom uwielbiającym piękno krajobrazu gór. Poza tym wejście, jak też zejście należy do dość trudnych.
Po takiej przeprawie (także podczas zejścia) warto odrobinę odpocząć, w sumie idąc spacerem w kierunku naszego miejsca noclegu. Po drodze ukazują się piękne widoki kolejnych znanych skał. U wylotu Wąwozu Smardzowickiego i Wąwozu Wrześnik widzimy zbudowaną z jurajskich wapieni skalistych Igłę Deotymy. Powstała ona w wyniku procesów krasowych. Nazwa pochodzi od pseudonimu artystycznego Jadwigi Łuszczewskiej, która kiedyś odwiedziła Park Ojcowski i mieszkała w jednej z zabytkowych willi -Willi 'Pod Koroną' nieopodal Igły i tutaj czerpała natchnienie dla swojej twórczości.


Igła Deotymy stoi dokładnie pomiędzy Skałami Panieńskimi, a Skałami Kawalerskimi. Tuż obok Igły Deotymy rosną ojcowskie brzozy, a sama Igła otoczona jest pnączami - winobluszczu, który na jesień przybiera mocno czerwony kolor. Pewnie wtedy jest to równie uroczy widok jak teraz, który jednocześnie mocno kontrastuje z wszechobecną w OPN zielenią. Idąc dalej kierujemy się już w górę rzeki Prądnik, docierając z powrotem do Jonaszówki.
Jest jeszcze w Parku Ojcowskim, kilka skalnych formacji, o których tutaj Wam nie napisałam, nie wszędzie pewnie udało się dotrzeć. Natomiast skały, które zrobiły na nas wrażenie, a obejrzeliśmy je przejeżdżając w kierunku Pieskowej Skały to Maczuga Herkulesa i Skała Werynhora.

Copyright © 2017 weekendownik