Pasztet z grzybów i selera

poniedziałek, listopada 11, 2019

Pasztet z grzybów i selera

Pewnie nie wszyscy z Was wiedzą, ale kilka dni temu skończyłam czterdzieści lat :) Właśnie z tej okazji między innymi postanowiłam wziąć 'w obroty' książkę kulinarną od mojej przyjaciółki, która leżała ładne 1,5 roku, praktycznie nie używana. Teraz kiedy przejrzałam ją dokładnie - wszystko mi pasuje, widzę dla siebie przepis za przepisem. Ale najważniejsze jest to, że tam są receptury dla mnie, tylko dla mnie. Robiłam już szarlotkę, zupę jarską, gołąbki, sałatki, fasolkę po bretońsku, a nawet majonezy na różne sposoby i uwaga: keczup ;) Robię każdego dnia, i bardzo mi smakuje. Na razie nie będe Wam pisała o książce, i na razie nie napiszę recenzji, ale przepisy Wam podrzucam.
Dla osób chcących jeść zdrowo, a jednocześnie nietuzinkowo i smacznie, będzie u mnie na blogu spora seria przepisów z tej książki kucharskiej. Wierzę, że ta książka i jej zawartość, a przede wszystkim zamysł mojej przyjaciółki jakim kierowała się podarowując mi ją - odmienią moje życie. ;) Dzisiaj zapraszam na nietypowy, grzybowo-selerowy, smakowity pasztet, który zrobiłam kilka dni temu. Głównymi składnikami są seler oraz grzyby, a dodatkowo pojawia się tutaj akcent w postaci orzechów włoskich. Polecam, my dzisiaj go już kończymy.


Pasztet grzybowo-selerowy (1 kg)
Składniki:

800 gram leśnych grzybów lub pieczarek
2 ząbki czosnku
2 całe selery
4 jajka
5 łyżek oleju (rzepakowy)
1/2 łyżeczki pieprzu
sól do smaku
1/2 łyżki tymianku
1/2 łyżki majeranku
2 łyżki orzechów włoskich
1 łyżka masła

Sposób przygotowania:

  • Pokrój grzyby w koskę, czosnek w plasterki
  • Na maśle usmaż grzyby aż będą złote
  • Pokrój seler w kostkę i gotuj pod przykryciem
  • Rozgrzej piekarnik do 160 stopni
  • Zmiksuj orzechy włoskie i odłóż na bok
  • Zmiksuj składniki bez orzechów i masła
  • Formę keksową wysmaruj masłem i oprósz orzechami
  • Do formy przełóż pasztet z miksera
  • Piecz 45 minut i krój dopiero jak wystygnie

tradycyjna irlandzka destylarnia whiskey The Old Bushmills Destillery

sobota, listopada 09, 2019

tradycyjna irlandzka destylarnia whiskey The Old Bushmills Destillery

Hej ho! Również w ten weekend nadaję do Was z Irlandii Północnej, a jeśli chodzi o mój kraj, ten w którym mieszkam - zawsze z przyjemnością poznaję jego tradycje. Mamy tutaj taką perełkę, dokładnie na północy, starą, o wdzięcznie brzmiącej nazwie The Old Bushmills Destyllery destylarnię whiskey. W ubiegły weekend zachęcałam Was do posmakowania najbardziej popularnego, mocnego napoju irlandzkiego z zawartością mocnego alkoholu. Niewątpliwie należy do takich whisky, i to o kawie z tym dodatkiem procentowym była właśnie mowa. Nie każdy lubi smak whisky, ale niektórzy lubią kawę, prawda? Mam nadzieję, ze kawa Wam podeszła smakowo, i aromatycznie. Jeśli nie odwiedziliście bloga w ubiegłym tygodniu, to tutaj klik macie link do irlandzkiej receptury, wykonanej przeze mnie w warunkach domowych w Irlandii Północnej - irish coffee. 
I o ile kawa o której pisałam jest bardzo znana, to na pewno whisky typowo rodem z Irlandii jaka w niej się znajduje już niekoniecznie. Obecnie sprzedaż whisky irlandzkiej na całym świecie to zaledwie 2 % sprzedaży wszystkich rodzajów alkoholu. Jak się okazuje niekoniecznie musi to być wynikiem smaku, a raczej popularyzacji. No chyba, że ktoś z Was twierdzi inaczej. Ja mam swój typ, mimo, że za whisky, i whiskey wcale nie przepadam. Posmakowałam ten alkohol już w pierwszych dniach swojego pobytu w Irlandii na party zorganizowanym przez znajomych. Zaznaczam, że osoby z mojego otoczenia, które whisky lubią, za burbonami typowo amerykańskimi nie przepadają. Więc z whisky jest tak - jedni lubią, inni nie przepadają.. Mnie do destylarni przyciągnęła historia i tradycja.
W Ameryce ten alkohol różni się trochę smakiem od irlandzkiego, bo robi się go z innych składników. W Ameryce nosi on zawsze nazwę - Whiskey. Niemniej uznaje się, że to właśnie Irlandia jest krajem rodzimym dla pochodzenia Whisky. Wzmianki o pierwszym destylowaniu datowane na 1600 rok. I ponoć Bushmills jest właśnie tą najstarszą ze wszystkich. Niegdyś irlandzka była jedyną znaną na świecie, i cenioną porównywalnie do francuskiego koniaku. Jej smak lubiła Królowa Elżbieta I, i car Rosji Piotr I . Po 1921 roku, między innymi w związku z toczącymi się na ziemiach irlandzkich wojnami, przemysł alkoholowy nie miał racji bytu, a dodatkowo sytuacja pogorszyła się przez prohibicję w USA. Destylarnie w Irlandii odżyły dopiero po stworzeniu konsorcjum mającego na celu rozpowszechnianie na świecie whisky irlandzkiej.
Sam alkohol z różnych składników i w różny sposób destylowany wyrabia się też w Szkocji! Tak więc Irlandia, Szkocja, no i wiadomo - Ameryka, to te trzy główne żródła produkcji. A powiem Wam, że destylarnia w Bushmills ma w ofercie kilka odmian, także te smakowo amerykańskie. Najbardziej popularną whiskey jest właśnie trzykrotnie destylowana Red Bush Whiskey bourbon, znana także w Polsce. Powiem Wam, że mojemu mężowi smakuje ona najbardziej. Jest też kilka innych rodzajów tego alkoholu, które zanim dostaną się do sprzedaży przechodzą przez proces destylacji tutaj na miejscu w Bushmills, a następnie od razu przelewane są do leżakowania, lub nadawany jest im smak w postaci dodatków i kolejno przechodzą do leżakowania. Takie whiskey leżą nawet kilkanaście lat, aby mogły ruszyć przez dział pakowania i do sklepów.
Wrzesień to był w naszej rodzince miesiąc objazdów po Irlandii Północnej, także z naszymi gośćmi, którym chcieliśmy pokazać Irlandię. Jesteśmy z mężem bardzo zadowoleni z wizyty w Bushmills. Dlaczego? Opowiem o naszej wycieczce, która dla mnie była nr 1 w tym sezonie, mimo iż za alkoholem nie przepadam. The Bushmills Old Destillery to bardzo piękna destylarnia, w której pracują ludzie z ogromną wiedzą na temat tego co tutaj się tworzy. Przewodnik wiedział o czym mówi, a w samej destylarni panowała ciekawa atmosfera - dowiadujemy się o rzeczach o których tak naprawdę poza tym miejscem nie mówi się głośno, ale można się tylko domyślać. Na pewno można to zobaczyć tylko w destylarni.


Ogromne pojemniki do dojrzewania jęczmienia, a także eleganckie zbiorniki do destylowania, potem też duże pomieszczenie do leżakowania i setki różnych beczek. To robi wrażenie :) Te wystawowe można powąchać i odróżnić zapach który wchłaniany jest właśnie przez poszczególne rodzaje whiskey w czasie wieloletniego leżakowania! W destylarni unosi się specyficzny, przyjemny zapach. W dwóch pierwszych halach jest bardzo ciepło.
Po przejściu przez pakownię, część destylarni w której pracuje najwiecej osób, poszliśmy do niezwykle eleganckiego sklepu i baru. Nasi mężczyźni smakowali kilka wariantów whiskey. My ruszyłyśmy do sklepu. Oczywiście to nie lada przeżycie znaleźć się w takiej destylarnii, i nie mogę Wam opowiedzieć dokładnego przebiegu destylacji, mimo, że go poznałam. Nie mogę Wam też pokazać zdjęć z destylarni, ponieważ jest to chronione.
Mogę tylko napisać, że kilka rodzajów whiskey zyskuje swoje smaki nawet dzięki słodkim dodatkom, a te wysmakowane butelki z dopieszczoną i leżącą już około 10 lat (i więcej) whiskey Bushmills kosztują za butelkę od 150 funtów nawet do 1 tysiąca funtów. Warto tutaj przyjechać kilka godzin wcześniej, bo osoby wpuszczane są grupami, i czasem jest tak, że z wyprzedzeniem na dwie trzy godziny jest już cała grupa zapełniona.
My lukę pomiędzy zakupem biletów na trip po The Old Bushmills Destilery, a wejściem już do destylarni zapełniliśmy godzinną wyprawą na pobliską plażę w Portrush, a także na krótkim spacerze po miasteczku Bushmills, które jest bardzo urocze. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na degustację (która zawsze ma miejsce na zakończenie w różnych destylarniach), bo do destylarni zdecydowaliśmy się pojechać bez synka, więc dość mocno czasem byliśmy ograniczeni.
Z tej wyprawy przywieźliśmy zestaw trzech whiskey o małych pojemnościach, który stoi w naszym barku. Tak naprawdę markowy alkohol Bushmills mamy 'na miejscu' do kupienia. ;) Powiem Wam, że ten rekonesans po The Old Bushmills Destillery będę pamiętała na długo, a tego całego wypadu nie mogę z niczym porównać. Super! Tak myślę, że to już ostatni wpis 'z procentem' w najbliższym czasie. Wszystkim życzę przyjemnej degustacji..

Irish Coffee

poniedziałek, listopada 04, 2019

Irish Coffee

Witajcie Kochani. Zapraszam dzisiaj na wyborną kawę Irish Coffee. Aż sama się dziwię, że wcześniej nie próbowałam jej zrobić w warunkach domowych. Bo ta, którą piłam wiele lat temu w Polsce nawet obok takiej prawdziwej nie stała! Kawa po irlandzku to mocna kawa z dodatkiem cukru brązowego, i whisky, oraz na wierzchu z pianką ze śmietany. Pamiętajcie jednak, że najlepsza jest z tradycyjną whisky irlandzką. Jest ich mnóstwo, bo w Irlandii whisky się destyluje. My mieliśmy w domu dwie znane marki. Mamy małe whisky z naszej wyprawy do destylarni Bushmills, relację oczywiście napiszę Wam już nie bawem.. W naszym barku była też nieotwarta jeszcze butelka whiskey amerykańskiej, więc spróbowałam zrobić dwie kawy. Szczerze z tą amerykańską Bourbon mi osobiście kawa smakowała bardziej. 
Kawa irlandzka będzie od tej jesieni moją ulubiona kawą. Zrobiłam sobie niezły post, pod koniec wakacji ze względu na zdrowie postanowiłam pić kawę naprawdę okazjonalnie. Ta przerwa trwała jakieś dwa miesiące. Ostatnio zdarza mi się pić kawę dwa, trzy razy w tygodniu. Zazwyczaj wtedy,  kiedy mamy gości, lub, gdy tak jak teraz zrobiłam tą wyjątkową kawę - tradycyjną kawę irlandzką. Zrobienie jej zajmuje jakieś 10 minut, ale nie jest to typowe wykonanie, i nie zawsze kawa wychodzi. Na przykład kiedyż piłam raczej nieudaną jej wersję, która mnie nie zachwyciła. 
Są cztery podstawy wykonania kawy. Po pierwsze to odpowiednia whisky, druga sprawa to przygotowanie na ciepło, a wręcz na gorąco. Po trzecie cukier karmelizujemy mieszając z whisky, a po czwarte śmietanka do kawy powinna być lekko ubita. I według mnie ten ostatni składnik jest najbardziej istotny w smaku całej kawy. Po prostu nikt nie napisał, że idealna śmietanka to irlandzka double cream. Moim zdaniem to sekret dobrej kawy irlandzkiej. Aby wykonać dobrą kawę po irlandzku polecam Wam - używajcie długiej łyżki, możecie ją lekko wygiąć, aby wygodnie wlewać odseperowaną kawę i śmietankę. Lub po prostu wymieszajcie kawę i whisky razem. Tak też jest poprawnie. Jedno jest pewne nie ubijajcie śmietanki na sztywno. U mnie widzicie kawę zaraz po wykonaniu, i póżniej, gdy zamieszałam kawę. Zatem do dzieła.

Irish Coffee

Składniki na 1 porcję:

kawa z ekspresu 200 ml (może być parzona!)
1 kieliszek whisky 50 ml
2 do 3 łyżeczki cukru brązowego
śmietanka double cream


Sposób przygotowania:
  • W rondelku wsyp cukier na ogniu aż trochę się rozpuści
  • Wlej delikatnie whisky i wymieszaj z cukrem. Zrobi sie syrop
  • Wlej gorący syrop na dno pucharków lub szklanek
  • Zrób ulubiona kawę w oddzielnym naczyniu,
  • Długą specjalną (lekko wygiętą) łyżkę przyłóż nad syrop
  • Wlewaj kawę do pucharku na łyżkę delikatnie
  • Utworzy się oddzielna warstwa kawy
  • W specjalnym naczyniu lekko ubij śmietankę
  • Do kawy delikatnie wlewaj na łyżkę śmietankę
fot. tytułowe. Pixlr.

słynny pałac dżinowy - The Crown Liquor Saloon Belfast

sobota, listopada 02, 2019

słynny pałac dżinowy - The Crown Liquor Saloon Belfast

Dzisiaj zabieram Was w bardzo oryginalne miejsce, które znajduje się w Belfaście, stolicy Irlandii Północnej. To pałac dżinowy, czyli ekskluzywny pub w kótrym podaje się dżin (i nie tylko) z 1826 roku. Dla mnie jesień i zima to oczywiście idealny czas, aby odwiedzać wszelkie punkty gastronomiczne, restauracje, kawiarnie. To ten moment szczególnie w Irlandii, gdy już pogoda nie zachęca zbytnio do spacerowania po mieście. Ale przede wszystkim ta chwila, gdy w czasie lepszej pogody, mimo możliwości spacerowania ulicami jeszcze chcecie doznać czegoś baaardzo charakterystycznego dla danego Kraju. Znacie nas już bardzo dobrze i wiecie, że chętnie zaglądamy do tradycyjnych restauracji podczas naszych wycieczek. Tym razem zrobiliśmy to przy okazji odwiedzin bliskich z Polski, którzy przyjechali do nas do Irlandii Północnej. Razem postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej tradycyjnym punktom na mapie Belfastu. 
Czekałam chwilę z tym postem, i nie ukrywam, że osobiście pofatygowałam się, aby zerknąć na lokal o którym napiszę Wam dzisiaj, bo wtedy w dniu zwiedzania, kiedy nasi meżczyźni poszli do tytyłowego The Crown Liquor Saloon w Belfaście, ja z kobiecą częścią naszej paczki robiłyśmy zakupy w popularnym Primark w tym samym mieście. W ubiegłym tygodniu przy okazji wizyty w stolicy weszłam do salonu na chwilę, i już Wam donoszę co zobaczyłam teraz a czego nie dowiedziałam się od mojego meża z uprzedniej wizyty, a także co mąż zachwalał wtedy. My zrobiliśmy wówczas taki podział, bo tak było nam wygodnie, ale jest to miejsce dla wszystkich, dla kobiet i mężczyzn, bardzo eleganckie i ponadczasowe, gdzie przysiądziecie i w intymnej atmosferze (po uprzedniej rezerwacji boksu, w specjalnej sekcji) wypijecie a nawet zjecie. 
Więc może zacznijmy od tego, że czas pospolitego irlandczyka to praca w tygodniu (w domu, na farmie lub w mieście), a po pracy lenistwo. Dokładnie tak, jak czytacie. Pogoda, ale też niezróżnicowanie rozrywek położonych w otoczeniu przeciętnego irlandczyka cechuje prostota. Życie farmera toczy się głównie na wsi, i pracuje taki mężczyzna na wsi. W każdym Kraju tak się żyje, tyle, że w Irandii jest to główne źródło dochodu większości mieszkańców, hodowla owiec, farmy warzywne, ogrody, szklarnie, hodowle bydła.. Jest tego mnóstwo. Jednak, gdy przychodzi weekend w przypadku mieszkańców większych miast, lub gdy jest sobotni wieczór to też wiejscy farmerzy - większość z nich  (co jest charakterystyczne tutaj od wielu lat) spotyka się w pubach, tudzież barach, aby w towarzystwie znajomych wypić rozgrzewajacy i dobry alkohol. Nierzadko jest tak przy meczach, lub zawodach konnych. Od czasu do czasu przy akompaniamencie irlandzkiej muzyki na żywo. Wiadomo, że kultura wspólnych biesiad tutaj raczej nigdy nie zaniknie, choć już naród stał się dużo bardziej domatorski niż dawniej.

 https://imgur.com/

Wszystko jest dla ludzi, zarówno mniejsze, jak i większe bardziej stylowe kluby. Młodzież w Belfaście ma też swoje ulubione miejsca, gdzie może nie tylko odpocząć, ale również się pobawić. Nie ma jednak nic bardziej intersującego dla ludzi w różnym wieku, również dla podróżnych, którzy przybywają gościnnie do Irlandii niż zobaczyć stary, odrestaurowany i właściwie nietknięty czasem pub. W takim barze można usiąść w pięknych wnętrzach i nie tylko wypić tradycyjny alkohol, ale przede wszystkim zostać zaskoczonym obsługą w dawnym stylu.
The Crown Liquor Saloon to stary, elegancki, narożny salon dżinowy położony w Centrum ruchliwego Belfastu, przy ulicy 46 Great Victoria St., Belfast, do którego dotrzecie bez większego problemu. O ile w tygodniu jest szansa, że przysiądziecie przy barze w lokalu, podobnie jak nasze chłopaki, o tyle w weekend koniecznie zarezerwujcie sobie stolik, a najlepiej wydzielony boks, gdzie usiądziecie w gronie przyjaciół, w kameralnym drewnianym wydzielonym pequeos. Bar the Crown jest obecnie pod opieką National Trust, Organizacji, która zadbała o jego renowację, a także przyczynia się do rozpowszechniania tego miejsca nie tylko w Irlandii.
Salon The Crown jest to najlepszy w Wielkiej Brytani pałac dżinowy (gin palace) z okresu wiktoriańskiego. Oznacza to, że dawniej w tym ekskluzywnym barze sprzedawano dobry dżin. Takie bary powstawały w dużych przemysłowych miastach, a ten dokładnie wtedy, gdy zbudowana została kolej między dwoma największymi wówczas miastami Belfast-Lisburn. Obecnie nawet jeśli nie jesteście zainteresowani wypiciem tradycyjnego ciemnego piwa, możecie poprosić kawę, i zostaniecie potraktowani bardzo życzliwie, wręcz jak prezydent. O wszechstronnej karcie menu można się przekonać, choćby po wizycie Księcia Harrego razem z wówczas jeszcze narzeczoną Meghan Markle, którzy podczas wizyty w Belfaście w marcu 2018 roku pomiędzy swoimi rozplanowanymi wizytami, przybyli do The Crown Liquor Saloon na lunch.
Właściwie moglibyśmy pomyśleć, że jest to bar wprost dla odwiedzających Irlandię, czy turystów, co ma mało wspólnego z prawdą, ponieważ nie leży on w gastronomicznej i turystycznej części stolicy (Temple Bar). Jednak można tu spotkać rdzennych miejscowych w większym procencie niż tych podróżnych. Zatem, tym bardziej nie stracił on cech tradycyjnego eleganckiego pubu krajowego, wszystko tu smakuje jak dawniej. Ta perełka również wygląda, jak sprzed dwustu lat.  Zewnętrzna część The Crown Bar, mieszczącego się w starym odrestaurowanym budynku, obłożona jest z płytek polichromatycznych. Również podłoga przed wejściem złożona ze skomplikowanej mozaiki płytek we wzór Korony Brytyjskiej. Wewnątrz ujrzymy też płytki, głównie drobno i efektownie kładzone na podłodze. Natomiast pierwsze co rzuca się w oczy to epokowe gazowe oświetlenie, i wszechobecne drewniane boazerie na ścianach i suficie.
Drewniane sekcje ze stolarki włoskiej są tak wydzielone, aby zatrzymać intymność wewnątrz. Mają charakterystyczne miękkie skórzane siedzenia, aby goście mogli zabawić tu nieco dłużej, a co więcej posiadają specjalne dzwonki służące do wezwania barmana, oraz starodawne metalowe narzędzia pierwotnie służące do zapalania papierosów, wbudowne w płytki. Blaty ceramiczne, starodawny bar,  na górze stara old restauracja, wszędzie obrobione wręcz idealnie sufity i co jeszcze? Klasyczne kufle, większość zachowanych sprzed lat, elegancka obsługa i profesjonalni barmani. Oczywiście jak na ekskluzywny lokal przystało - kolorowe witraże sprawiające dodatkowo barwny efekt, z kolorowymi szkiełkami (klowny, wróżki, i również owocowe motywy), które są nawet w toaletach!
Nie wiem jak Wy ale my i nasi znajjomi, mimo, że nie jesteśmy wielbicielami alkoholu - miejsc takich na mapie nie odpuszczamy!

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik