Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Centrum Nauki Experyment w Gdyni, nasza wizyta

piątek, marca 18, 2022

Centrum Nauki Experyment w Gdyni, nasza wizyta

 

Dzisiaj równie barwny post, jak moje wiosenne kwiatki. Tak kolorowy, jak wyobraźnia dziecka, która przecież nie zna granic i zresztą potrzebuje możliwości, aby ją uwolnić. Do zabawy chyba nie trzeba zachęcać dzieci, ani nikogo, kto w rodzinie ma dzieci, a także osób, które uwielbiają radość, i odkrywanie wszelkich ciekawostek różnych dziedzin nauki. Fajnie odwiedzać takie miejsca, które nie są kolejnym placem zabaw, pełnym kulek, i zjeżdżalni. O czym dziś piszę, co to za miejsce?

W Gdyni znajduje się znakomity kompleks dla chętnych eksperymentowania i dobrej zabawy w każdym wieku. Dosłownie! Spotkaliśmy tam rodziny z dziećmi, młodzież, pary młodych ludzi, a także osoby w średnim i starszym wieku. I wszyscy świetnie się tam bawili przez wiele godzin. Gdyńskie Centrum Nauki Experyment znajduje się w olbrzymim, oszklonym budynku, dzięki czemu jest tutaj duże pole do wszelkich doświadczeń i ekperymentów. 


Po wejściu można zakupić bilety, w całkiem przystępnych cenach. Tuż obok jest bistro, gdzie serwują smaczne posiłki. W Experymencie przy wejściu są szatnie, dzięki czemu w obiekcie poczujecie się wygodnie. Wejście do sali głównej jest nadzorowane, tak, aby było bezpiecznie dla najmłodszych. Pracownicy, chętni do pomocy, krążą po całym obiekcie, często prezentując wykorzystanie ekspozycji, lub uruchamiajac stanowisko na prośbę zwiedzających. Nie liczyłam ile, ale przypuszczalnie jest tutaj kilkadziesiąt stanowisk z ekspozycjami pełnymi ruchomych akcesoriów, które można uruchomić. Każda z tych ekspozycji posiada opis zastosowania oraz wyjaśnienie zachodzącego efektu użycia. 
Fantastyczna jest możliwość uruchomienia wszystkich eksponatów, dotknięcia, ułożenia, popatrzenia, a nawet skakania, biegania i wąchania. Najwięcej aktywności przysporzyło nam pompowanie w różnych zbiornikach wodnych. Alexander najlepiej fizycznie bawił się  podczas budowania zapory wodnej, a także w czasie biegania i użycia siły uderzenia ciałem. 

Fa okazały się stanowiska pokazujące wpływ odżywiania na nasze zdrowie, np. komponowanie posiłku, wartość energetyczna dań w stosunku do wieku, wzrostu i masy ciała. Dla młodego człowieka inspirujące są też te pokazujące anatomię ciała, ruch i odgłosy narządów czlowieka (serce, płuca, gałki oczne). Wiele ze stanowisk umożliwia eksperymenty na własnym ciele. W tej części wystaw spędziliśmy najwięcej czasu.

Ciekawostki przyrodnicze, z życia zwierząt, a także zabawa w odkrycia archeologiczne, poznawanie zjawisk atmosferycznych, czy zagadnienia z fotografii, tajemnice iluzji to te dodatkowe tematy jakie spowodowały, że nie mieliśmy chęci opuścić Experymentu aż do zamkniecia! Tutaj naprawdę nie sposób wejść na godzinkę, czy na dwie. 

Niektóre z ekspozycji wymagają wiekszej aktywności (przykładowo jest to przesuwanie samochodu, kręcąc korbkami), lub też użycia siły (podnoszenie siedziska). Jest też kilka stanowisk z potrzebą ruchu własnym ciałem. Interesujace dla całej naszej rodziny było kierowanie atrapy auta w zmiennych warunkach pogodowych oraz umiejętność dostosowania do nich prędkości dla bezpieczeństwa jazdy. Bardzo ciekawe doświadczenie. 
Masaże, muzyka relaksacyjna dla odpoczynku.  Przedtem warto wykonać eksperymenty wysiłkowe. Ćwiczenie na rowerku treningowym to aktywność ze sprawdzeniem wydolności płuc, oraz kontrolą pulsu. Na koniec trochę zeszło nam czasu na uruchomienie komputera w wersji makro. Idealne zajęcie dla przyszłego informatyka. To coś w czym nasz syn jest ekspertem. 😉 

To było fantastyczne eksperymentowanie! Serdecznie zachęcamy do odwiedzin o każdej porze roku.


Tiki Green Bar, Olivia Garden Gdańsk

wtorek, stycznia 25, 2022

Tiki Green Bar, Olivia Garden Gdańsk

Mamy już prawie koniec stycznia, i muszę Wam napisać jak bardzo brak mi słońca, a przede wszystkim o tym, że tęsknię za spacerami po ogrodach pełnych kwiatów i bujnej zieleni. Myślę, że na to pierwsze mogę liczyć całkiem niedługo. ;) Wiosna tuż tuż. W takich chwilach oczekiwania, idealnie byłoby się przenieść w cieplejsze klimaty. Tropiki to już chyba marzenie nieosiągalne (nie przepadamy za długimi lotami). Ale moment! Myślę, że wiem co może być trafnym wyborem na takie chłodne, i szare dni dla Ciepłolubnych. Szczerze polecam miejsce, gdzie odnalazłam przyjemne uczucie ciepła, a jednocześnie przeniosłam się ciałem i duchem w bardzo egzotyczny, zielony ogród... Olivia Garden - Tiki Green Bar. 
No i już prawie bym napisała, że w artykule będzie zielono i cieplutko, że klimatycznie będzie. Że o jedzeniu dziś nie będę pisała, bo przecież zawsze kieruję się w wyborze wszystkiego zmysłem wzroku, i wizualizacją, a za jedzeniem przecież aż tak bardzo nie przepadam... Ale Was dzisiaj zaskoczę, bo jakiś czas temu w rodzimej Polsce (w Gdańsku) odnalazłam więcej niż tylko fajny ogród, i przytulny lokal i smaczny bar. Miejsce jest znakomite pod każdym względem, dające swobodę przebywania, a jednocześnie fajnie się tu czujesz, ze względu na dobrą obsługę. Tu możesz spotkać się z przyjaciółmi i po prostu usiąść. Lub chodzić i oglądać rośliny, fotografować. Jeśli właśnie po to przyszedłeś, to gwarancja zdjęć pełnych roślin będzie zapewniona.
Nie proponowałabym tylko na tym poprzestać! Polecam tu przede wszystkim smacznie zjeść. Jest to również dla mnie bardzo zaskakujące, ponieważ ja osobiście przyzwyczaiłam się, że gdy potrawy są ciekawie podane, i 'podkoloryzowane', to niekoniecznie idzie to w parze z dobrym smakiem. Tutaj w kuchni jest kolorowo, oryginalnie i to MI smakuje. Co więcej, to jedzenie smakuje też mojemu mężowi, a i także mojemu synowi. ;) Tiki bar posiada ciekawe menu, ze zdrowymi orientalnymi smakołykami, zupami pełnymi warzyw, deserami owocowymi (także w wersjach z procentem), oraz kartę dobrze skomponowanych koktajli alkoholowych i napojów bezalkoholowych.. Są miski orientalne w różnych wersjach kontynentalnych (chodzi oczywiście o to, co w misce do zjedzenia). My przybyliśmy do Olivia Garden dopiero popołudniu, więc na śniadanie już się nie załapaliśmy. Ale w karcie są także pyszne śniadanka. No i oczywiście pożywne lunche, i słynne buły. 
To wszystko jest tak pyszne, i świeże, takie wartościowe. Gdybym mieszkała w Gdańsku, byłabym stałą bywalczynią Tiki Green Bar, właśnie dla tego jedzenia. Podoba mi się cały zamysł ogrodu i lokalu gastronomicznego, sposób podania, smaki, barwy i ta natura, która została odpowiednio dopasowana, do pozostałości. A może odwrotnie? Wszystko co jest tu sztuczne - niektóre elementy wyposażenia, cały budynek - to na pewno tylko otoczka. Lokal podzielony jest na kilka stref, są drewniane podesty, na których odbywają się różne 'posiadówki, spotkania, treningi, wykłady. 
W innej strefie można się zrelaksować - w ratanowym fotelu, lub też na piętrze w fotelu masującym, w którym uciska, masuje, faluje, itp, itd. Na antresoli jest też stół konferencyjny, i z przeznaczeniem wifi i audio. No i oczywiście bar, gdzie można dokonać odpowiedniego wyboru ;). I to jest fajne. Można poprosić o modyfikację potrawy, czy napoju (np. dla dziecka). Nikt się nie dziwi temu, barman widzi w tym 'pole do popisu'. Klient i barman są zadowoleni. A najważniejsze, że uradowani są też Ci, którzy wchodząc tu, przyszli w sumie tylko z ciekawości. Więc chce się tu przebywać dłużej, jeszcze dłużej... aż do wieczora.
Ale wróćmy do samego miejsca (lokalu), bo ono oczarowało mnie najbardziej. Zresztą pozwoliło mi się odprężyć. Siedzenie w tej olbrzymiej przestrzeni, z wysokim sufitem, i w całym tym oszklonym wnętrzu, odpoczywanie, słuchanie muzyki i dźwięków natury w ratanach, wśród drzew egzotycznych, wzrastających wysoko ponad głową - co jest przede wszystkim wynikiem zaklimatyzowania tej roślinności w odpowiednio dostosowanych, ocieplonych wnętrzach, przez ostatnie dwa lata, to wygoda cielesna i przyjemność dla duszy. Polecam każdemu! Aby czuć się komfortowo, proponuję ubrać lekkie ubrania - tutaj jest wręcz tropikalnie! 
U nas oczywiście decyzja o wizycie w Olivia Garden była bardzo spontaniczna. Przybyliśmy tu dokładnie dwie godziny po tym, jak przejeżdżając przez ulicę Grunwaldzką w Gdańsku, wypatrzyłam ten ogromny gmach zieleni, wśród migających w oknie auta kwadratów z betonu, centrów handlowych i biurowców... Więc znaleźliśmy się tutaj w porze obiadowej. Początkowo całe to zielone 'zjawisko' bardzo mnie zaskoczyło. Mój syn, oczywiście, widząc tropikalną ofertę karty Tiki Green Bar i czytając te wszystkie nazwy w menu, nie był zbyt chętny na próbowanie zielonych smaków. Ciepło też nie wpłynęło na jego chęć pozostania tutaj. Jednak zaraz po tym jak zaserwowano Mu 'lemoniadę', i jak zdjął wierzchnie ubrania, nawet polubił klimat miejsca. Posmakował najlepsze rarytasy. 
Potem zainteresował się roślinami, które w jego odczuciu, były ogromne (oczywiście są sporych rozmiarów). Tak naprawdę najwyższe mają na moje oko po 10 metrów. Wiele jest odmian, gatunków, m.in palm, są bananowce, drzewka tropikalne, kwiaty. Mnie zaciekawił kwitnący fiskus, białe cantedeskie, czerwone, błyszczące anthurium i oczywiście hibiskusy, oraz duże kaktusy. Wszystko to sprowadzono aż z pięciu kontynentów, na powierzchni 800 m kwadratowych. Drzewka ponoć dość mocno rozrosły się wzwyż i wszerz od momentu zasadzenia ich. Niektóre już kwitną, kolejne obłożone są owocami, m.in. papaya. Myślę, że Olivia Garden odwiedzimy jeszcze kiedyś, a z pewnością zajrzymy też na taras widokowy Olivia Star, który ponoć jest kolejną atrakcją Olivia Centrum w Gdańsku. 

Dyniowe Love - zwiedzanie dyniowej farmy

niedziela, października 31, 2021

Dyniowe Love - zwiedzanie dyniowej farmy

Mamy pełnię jesieni. Kiedy za oknem jest słonecznie, wówczas nawet jesień przybiera ciepłych kolorów. Taką jesień uwielbiam! Ona czaruje barwami, zapachami i swoimi darami. Owocami jesieni są oczywiście dynie. Dawniej, jako dziecko wychowywane w blokowisku myślałam, że dynia zawsze jest pomarańczowa i okrągła. Z czasem przekonałam się, że kolorów i zresztą kształtów dyni jest na świecie znacznie więcej. Ostatnio przekonałam się, że jest ich bardzo wiele. Razem z moją rodzinką odkryliśmy dynie o jakich nawet mi się nie sniło! Super, bo mój syn jest już o tyle mądrzejszy. To wszystko podziwialiśmy na Farmie Dyń - Dyniowe Love.
Weekendownik
Dyniowe Love to wyjątkowe miejsce w powiecie pomorskim, we wsi Rokitki, nieopodal Gdańska. Dla odwiedzających przygotowano tu ofertę nie tylko jesienną, kiedy wszystko tu kręci się wokół dyń. Znajedziemy tutaj również pole facella, lawendy, i pole kukurydzy, a w sezonie zimowym na farmie sprzedawane są choinki, oraz organizowane są imprezy świąteczne. Można powiedzieć, że Dyniowe Love tętni życiem przez cały rok. 

I dosłownie, tętni! Tego, co zobaczyłam na własne oczy na farmie Dyniowe Love nie spodziewałam się ujrzeć w Polsce. A jednak, ludzie kochają polskie dynie, polskie farmy, rośliny, i dobrą zabawę na świeżym powietrzu. W słoneczną i ciepłą niedzielę października było tutaj tak wielu odwiedzających, że ciężko było zrobić pamiątkową fotografię. Nie mówiąc też o kolejkach, które ustawiały się przed wejściem, oraz przed polnymi straganami, i punktami gastronomicznymi.
Jest tutaj kilka takich punktów, np. stragany z dyniami na sprzedaż, czy miejsce zakupu kiełbaski z rusztu, z ogniska. Jest też kilka punktów, gdzie kupic można napoje ciepłe (lub zimne). Są ogródki leżakowe, aż kilkanaście miejsc leżakowych dla przyjaciół, i rodzin. Na głównym straganie można zamówić babeczki dyniowe (cupcakes), oraz serniczek dyniowy i inne smakołyki z dyni. Same rarytaski!
Na farmie dyń, oprócz zakupów i smakowania dyń chodzi też o obcowanie z naturą i ze zwierzętami. W Dyniowe Love można poprzebywać z kozami. Już samo znalezienie się w środku farmy, wewnątrz pól kukurydzy, kwiatów i dyń sprawia, że samopoczucie człowieka poprawia się, niesamowicie wyluzowując organizm. Po powrocie z Dyniowe Love mieliśmy wrażenie, jak byśmy wrócili z weekendu wypoczynkowego, a przecież nasza wizyta tam, to tylko kilka godzin. 
Oczywiście duże znaczenie miała przepiękna pogoda, która pozwalała na swobodne przemieszczanie się bez pośpiechu, bez chowania pod zadaszeniami. Zazwyczaj tak pięknie nie wygląda jesień w Irlandii. To niestety sprawia, że ciężko trafić z terminem wycieczki. Zaskoczyło mnie też, ze na farmie dyń było tak wielu ludzi i pomyślałam, że jest to taka chwila na odpoczynek dla zagnieżdżonyh w blokowiskach i zabieganych zawodowo Polaków, którzy zjeżdżają z całą familią w kilka miejsc Polski (w Polsce jest pare farm dyni) specjalnie, aby zobaczyć ofertę naturalnych farm.
Tak wiec zastanawiałam się nad ewenementem polskich farm, porównując sytuację jaka ma miejsce w Irlandii, gdzie na takich farmach można odnaleźć zwykle zaledwie kilkadziesiąt osób. Cóż, w takim Kraju farmy są na co dzień, a poza tym jesień świętuje się zazwyczaj ucztując hucznie - Halloween. Natomiast w Polsce ludzie cieszą się tą niezwykłą naturą, odskocznią od szarości dnia codziennego. Dzieci dobrze bawią się nawet bez stroju przebierańca..
No właśnie. Zabawa  w naturze to przede wszystkim spacer w polu kukurydzy, przechadzanie się w labiryntach. Super jest karmienie zwierzątek, przytulanie kóz. Świetne są także skoki przez drewniane belki, chodzenie po deskach, zabawa w piaskownicy, i na placu zabaw. Najśmieszniejsze jest wynajdywanie dziwacznej dyni! Może to być dynia, a'la gruszka, lub dynia, która miała być ogórkiem? ;) Dynie, białe, srebrne, zgniło zielone, żółciutkie, kremowe i wiele, wiele innych. Każda dynia jest inna. Swoją ulubioną dynię można przygarnąć dla siebie, zabrać do domu. 
O wizycie na farmie dyń wszyscy marzyliśmy od pewnego czasu. Podobnie było z planami zobaczenia farmy lawendy. KLIK. Także tym razem było wesoło, pogodnie i smacznie. Oczywiście wspaniała jest ta cała otoczka, kolory dyń, i klimat miejsca, który widać na zdjęciach. Sesje wśród dyń są niezwykle klimatyczne... Wszystko to lubimy. Całkiem możliwe, że kolejna podobna wyprawa będzie możliwa w innym Kraju? ;) Wam oczywiście polecamy Dyniowe Love. Fantastyczne miejsce. 


na warsztatach Muzeum Mydła i Historii Brudu Bydgoszcz

sobota, marca 07, 2020

na warsztatach Muzeum Mydła i Historii Brudu Bydgoszcz

Bydgoszcz to moje rodzinne miasto, które nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Czy slyszeliście, że zajęła 10 miejsce w prestiżowym rankingu turystycznym wśród miast walczących o miano Najlepszego Europejskiego Celu Podróży 2020? Jak na pierwszy raz Miasto Bydgoszcz znalazło się na bardzo dobrej pozycji, biorąc pod uwagę pretendentów. Ja uświadamiam sobie, że ten urok trochę mnie omija, odkąd zamieszkałam w UK wraz z rodziną. Ogrom zmian, renowacji, miało miejsce przez ostatnich kilka lat. Jednak mogę też stwierdzić, że z każdym naszym pobytem, urlopem, w Mieście nad Brdą spotykamy co raz to bardziej ciekawe atrakcje. Bydgoszcz zyskała na wyglądzie, ale wiadomo, że za tym zawsze stoją fajni ludzie, z fajnymi pomysłami.
Spotkania z przyjaciółmi, spacery po Starówce i po pięknych uliczkach Bydgoszczy, a także odwiedziny ciekawych miejsc i Muzeów - to te ulotne chwile i wspomnienia, jakie chcę zachować w pamięci. Jedna z moich ulubionych ulic bydgoskich, do której kierujemy się tym razem idąc od Mostowej. Długa. Pisałam o niej i o pobliskiej Wyspie Młyńskiej już kilka razy. To miejsce do którego wracać będziemy dla atmosfery, dla wspomnień i też dla przyszłości. Już jakiś czas temu obiecałam swojej rodzinie, że udamy się do oryginalnego Muzeum Mydła i Historii Brudu na ulicę Długą 13. Wreszcie udało się wygospodarować godzinę na mini warsztaty robienia mydła i na zwiedzanie Muzeum z przewodnikiem.
Dzisiaj temat jest bardzo na czasie, bo mydło i czystość są wręcz niezbędne w dobie wirusów. Ale muszę Wam powiedzieć, że mydlana ewolucja miała miejsce już jakiś czas temu, a historia brudu jest stara, jak świat światem. Nie bez powodu to właśnie w mieście Bydgoszcz takie Muzeum stworzono, bo to tutaj mocno wiódł przemysł mydlany. Miasto Bydgoszcz miało wysoce rozwinięty przemysł chemiczny, i z niego eksportowano mydło do innych miast europejskich. W Muzeum nawet przedstawiono jedną część ekspozycji poświęconą fabryce Mydła i Świec, wraz ze stemplami (którymi odciskano wówczas znak fimowy), a także z różnymi innymi ciekawostkami o producencie i wyrobie mydła.
W ogóle jeśli miałabym na wstępie krótko scharakteryować Muzeum Mydła i Historii Brudu to nasuwa mi się kilka słów. Ciekawie, oryginalnie, dowcipnie, wyczerpująco i pachnąco zaprezentowany pokaz przeprowadzony przez sympatycznego przewodnika, oraz bardzo przyjemny, rzeczowy i prowadzony przez przedwodniczkę warsztat tworzenia własnego mydła. Miejsce pozytywnie nas zaskoczyło, także wizualnie. Mieści się w odrestaurowanej kamienicy.


Bardzo ładnie wyeksponowane są mydła i sprzęty służące od zarania dziejów do mycia i do prania. Spodziewaliśmy się krótkiej prezentacji, a tutaj wartościowe, pełne humoru opowieści o dziejach brudu i higieny, o poszukiwaniu różnych form zastępczych dla mydła, jak chociażby przez użycie popiołu. Jest wiele takich ciekawostek, z których w obecnych czasach możemy się tylko pośmiać, jednak aż tak sporo tych dziwactw - że podczas oprowadzania, przewodnikowi praktycznie w ogóle buzia się nie zamykała.
Od Starożytności do Współczesności. Jest starożytna łaźnia i PRL-owska łazienka z popularną Franią. Ciekawostką jest pierwszy prysznic kąpielowy, czy toalety tron i tronówka, zamontowane w krzesłach, żeliwne wanny z XIX wieku, oraz żelazko, maglownice, pralki, suszarki używane wiele lat temu. Na ścianach nie brak retro plakatów z zabawnymi powiedzonkami na temat mydła, czystości, czy brudu. Super jest gablota z popularnymi od chwili wprowadzenia fabrycznej produkcji mydła - opakowaniami mydełek (bambino, fa, zielone jabłuszko, itd.). Wcześniej używano mydło robione według tradycyjnej receptury i sprzedawano je na wagę. Pamietajmy, że mydło slużyło nie tylko do mycia, ale także do prania!
Fantastyczne Muzeum, które ujęło nas dorosłych i całą grupę wraz z którą weszliśmy, a także, i przede wszystkim naszego Alexandra, dzielnie wsłuchującego się w historię brudu. Troszkę zabrakło mi czasu na przyjrzenie się większości pomieszczeń i eksponatów. Zwiedzanie odbywa się wraz z przewodnikiem na umówioną godzinę. Na samym początku tworzy się przy dużym stole swoje mydło, korzystając z materiałów dostępnych do dekoracji, barwienia, oraz koloryzowania mydła, a także słuchając instrukcji Pani prowadzącej takie szkolenie.
W czasie warsztatów korzysta się z dawnej receptury, idealnej do zrobienia mydełka. Używa się foremek, łyżeczek, i zdobień (muszelki, płatki owsiane, suszone kwiaty lawendy, ziarenka kawy) dostępnych na stole. Zrobiliśmy swoje własne, pachnące mydełka. Nasze mydełka wyszły urocze - najpiękniejsze mojego synka.
Kolory, zapach i uśmiech to myśl przewodnia tego miejsca. Na zakończenie można sprawić sobie jeszcze upominek. Lub Komuś na prezent. My wyszliśmy z pełnymi torbami (torebkami papierowymi), z naturalnymi mydłami m.in Bydgoska Wytwórnia Mydła, a także z książeczką Draka Ekonieboraka KLIK ,  jaką zamierzamy przeczytać już niebawem i wdrożyć ją w życie, bo podobnie jak Muzeum Mydła i Historii Brudu popieramy Ekologię! Dziękujemy za przemiłe popołudnie w Muzeum i polecamy :) Poniżej kilka ciekawych miejsc, co jeszcze robić w Bydgoszczy (PODLINKOWANE).


Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik