Leśny Park Glenariff

sobota, czerwca 30, 2018

Leśny Park Glenariff

W tym roku mamy przepiękne lato, właściwie czuję się jakbym mieszkała w Afryce. ;) Ostatni raz tak przyjemnie czułam się w grudniu na kanaryjskiej wyspie Lanzarote. Choć tu także mogłabym wymieniać sporo plusów na korzyść Wyspy na której mieszkam. Irlandia Północna ma cudowny klimat, świeże powietrze, niezanieczyszczone, wilgotne. Stąd też nawet w upały z ostatnich dni, przy temperaturze 28 stopni czujemy się świetnie, zrelaksowani i wypoczęci. Właśnie w takiej letniej pogodzie, która nie zdarza się tu każdego roku, postanowiliśmy poznać wspólnie z mężem według mnie najpiękniejszy las Irlandii Północnej. 
Miejsce to oddalone od naszego domu jakieś 15 minut drogi autem nosi w sobie wszystkie znamiona natury tej Wyspy, i jest jednocześnie rezerwatem przyrody Glens of Antrim. Żyje tutaj mnóstwo zwierząt, niespotykanych w innych regionach, oraz roślin chronionych - rosnących zupełnie naturalnie. Można napotkać tu m.in czerwoną wiewiórkę, błotniaka, czy irlandzki ego zająca. Różnorodność tego miejsca pod względem przyrodniczym przyciąga turystów z całej Wyspy i z różnych państw. 
Pomimo iż mój mąż namawiał mnie na odwiedziny tego lasu i całego obszaru już od kilku lat, gdyż był tam po przyjeździe do Irlandii razem z kolegą, ja jakoś tak sceptycznie podchodziłam do tej wyprawy. Uwielbiam las, ale zawsze widywałam jasne, dość suche lasy, a ten kojarzył mi się z tropikalnymi lasami, ciemnymi, porośniętymi ogromnymi roślinami, i miałam wrażenie, że jest bardzo ponury. Obiecaliśmy sobie, że przyjdziemy tu, gdy będzie bardzo ciepło i oczywiście danej sobie obietnicy dotrzymaliśmy. 

Teraz już wiem, że zdjęcia, które widziałam u mojego męża i u moich znajomych, nie odzwierciedlają nawet w połowie uroku i piękna tego lasu. Niektórzy mówią, że naturalne zdjęcia są piękne. Ale ja mam wrażenie, że po prostu aparaty tych osób zakłamują rzeczywistość. A w tym lesie jest latem mnóstwo światła i cienia, sporo załamań kolorystycznych. Przyznam, że mój aparat nie jest idealny, ale zachowuje jednak kolor. Piszę o tym, bo wiem, że ta zieleń jest bardzo intensywna, soczysta, stąd tak jej wiele, i taką ją lubię.
Tak, ta zieleń istnieje, mimo, że pewnie wydawać Wam mogłoby się to niewyobrażalne. A  ja w tej zieleni byłam, dotarłam z moim ukochanym mężem, w klimat, który On uwielbia, w zapach, który ja kocham i w zieleń, która jest pozytywna, jest najlepsza. Las Glenariff o tej porze roku jest przecudny i odwiedzimy go na pewno jesienią, aby zobaczyć ciepłe kolory tej pory roku właśnie tutaj.

Jestem bardzo szczęśliwa, że właśnie w momencie, gdy pomyślałam o tej wycieczce, nastały tu bardzo ciepłe dni. Nie było potrzeby założenia długich spodni i super idealnego, pełnego obuwia. Już pod koniec drogi autem dało się czuć wilgotny i rześki klimat, a temperatury tam oscylowały wokół 24 stopni. Ten odcinek drogi jest nam bardzo znany, ponieważ kilkanaście razy w roku przemierzamy ją  po to, aby kilka minut później zatrzymać się przy naszej uwielbionej plaży - Waterfoot Beach. Droga do Glenariff wiedzie między klifami, i drzewami, poniżej znajdują się wąwozy, i rzeczki, a także wodospady. To właśnie jedna z głównych atrakcji, którą chcemy zobaczyć tym razem, gdyż spektakularny widok powyżej znamy już z naszych poprzednich wypraw.
Sto lat temu postanowiono zagospodarować to miejsce i utworzono drewniane ścieżki w wąwozie wzdłuż trasy wiodącej przy rzece . Jest to o tyle atrakcyjne miejsce, że z klifów powstają wodospady. Tak 80 lat temu otwarto Waterfall Walkaway i udostępniono ją dla zwiedzających, aby móc przybliżyć dwa piękne wodospady. Ess-na-Larach i Ess-na-Crub, (nazwy irlandzkie), to dwa wodospady. Pierwszego źródłem jest rzeka Glenariff, a drugiego rzeka Inver.
Pierwszy, wysoki wodospad o jednym nurcie położony jest tuż przy Ścieżce Spacerowej (3 km) zrobionej na palach, i otoczony jest mnóstwem zieleni, paproci i krzewów. Te zdają się wyrastać zewsząd, tworząc jasno zielone puchate chodniki. Paprocie są wielkości człowieka, a może i większe, tak, że robiąc zdjęcia i próbując momentami nadążyć za mężem, czasem mam wrażenie, że znika w otchłani tej roślinności. Cudowne doznanie. Gdy spojrzeć powyżej, ukazują się kolejne wzniesienia Glens. Całość, która tutaj się znajduje to Narodowy Rezerwat Przyrody, z niekiedy stromymi schodami. 
Warto tutaj się zatrzymać na dłużej, posłuchać szumu wodospadu, śpiewu ptaków, wreszcie obejrzeć widoki na rzekę. Tak dotrzesz do drugiego wodospadu, który zazwyczaj posiada trzy nurty i czystą wodę obłożoną dookoła kamieniami. Tutaj postanawiamy zrobić krótką sesję, choć nie jest to łatwe. Trzeba skakać po kamieniach, aby znaleźć się jak najbliżej. Cudowne miejsce, bardzo wyciszone, które w dzień, gdy my przyszliśmy było zupełnie puste. Spędziliśmy tutaj pewnie z 15 minut.
Dalej wyruszamy szlakiem czarnym, ja proponuje mój mąż. Dzięki temu nie jesteśmy na standardowej Ścieżce widokowej (8,9 km), krętej, lecz jednak ostatecznie dotrzemy w to samo miejsce mogąc podziwiać przepiękne paprocie, nurt rzeki Inver porośniętej na kamieniach mchem, dość sporą ilość naparstnic, które o tej porze pięknie się różowią, a także całą okazałość lasu, olbrzymich drzew, które są tutaj pewnie wiele lat. Dla mnie jest to ten moment spaceru, który w pierwszym etapie należy do najbardziej przyjemnych (taki las znam z dzieciństwa). 
W dalszej części droga mocno unosi się do góry, i trudniej ją przejść szybkim tempem. W zasadzie droga naszej wspinaczki znacząco różni się od tej najbardziej popularnej, ale był to ponoć dużo lepszy wybór, jak ocenia mój mąż. Tutaj powstały według mnie najpiękniejsze zdjęcia z całej wyprawy. Tutaj widzę prawdziwy las, i widzę radość na twarzy mojego męża. Na samym szczycie czeka na nas miła niespodzianka, uwieńczenie tego trudnego etapu drogi.
Po zakończeniu tego podejścia pod górę, widzimy cudowny widok na klify i lasy. Mnie najbardziej fascynuje młody lasek bambusowy, przy którym zatrzymuję się na kilka minut słuchając szumu. Jest to dobrze znany mi odgłos z naszego poprzedniego domu (ogrodu) a tutaj, wierzę, że las osiągnie dużo większe rozmiary, i z każdym rokiem ten dźwięk będzie stawał się twardszy. Kocham bambusy i wiem, że to moje miejsce nr 1 w Glenariff Forest Park i będę za nim wręcz tęsknić.
Z kolei zaraz po tym przystanku, gdzie ustawiono ciąg drewnianych przystanków (do piknikowania), przechodzimy w kierunku miejsca parkingowego, wraz z herbaciarnią. Całą trasę z dodatkowym szlakiem tęczy (będącym opcjonalnym objazdem), idąc krótki kawałek drogi przez Tęczową Kładkę nad rzeką Glenariff, a także przechodząc przez czwartą ścieżkę Widokową (1 km) tuż przy kawiarni, pokonujemy w godzinę i 20 minut. Przyznam, że w pierwszym etapie kilka kilometrów szliśmy bardzo szybkim krokiem i dopiero w połowie spaceru zwolniliśmy.
Z dodatkowych atrakcji muszę dodać o kawiarni położonej tuż przy szerszym wodospadzie, a także o herbaciarni, oraz o miejscu do piknikowania, caravan park na wzniesieniu gdzie napotkaliśmy dość sporo rodzin. Jednak my na ten dzień mieliśmy jeszcze jeden ciekawy plan, więc ruszyliśmy w drogę. A tutaj na pewno powrócimy razem z Alexandrem.

zjeść w karczmie przy skansenie - Lednica

sobota, czerwca 23, 2018

zjeść w karczmie przy skansenie - Lednica

Mnóstwo zieleni, zapach drewna pomieszany z czymś bardzo smakowitym i rześki powiew wiejskiego powietrza. Moja mama zawsze mówiła, że na świeżym powietrzu jedzenie smakuje najlepiej. Nie myliła się, bo przyznam szczerze, że zaczęłam to dobrodziejstwo natury od kilku lat dostrzegać jakoś tak mocniej i tylko czekam cieplejszych dni w UK, kiedy to pojawiają się wiosenne temperatury. Wtedy każdy dzień zaczynam z kubkiem kawy w dłoni... w naszym ogródku. Do tego dodałabym jeszcze fakt, że w ogóle w podróży, poza domem smakuje super! A dlaczego?
Odkąd zaczęłam wydostawać się z domu, już jako młody pracownik w delegacjach, posmakowałam różnorodnej kuchni. Oczywiście u mamy też było smacznie, ale jeśli chodzi o swoje potrawy, to czasem się można znudzić. Chętnie jemy dania w innych miejscach, poznając smaki nie znanych nam wcześniej regionów, państw. Za każdym razem, gdy ruszam 'w świat', a nawet jak się ostatnio okazało - w nieznane mi wcześniej zakątki Polski, to odkrywam całą gamę smakołyków.. Lednica słynie z Ostrowa Lednickiego, z Muzeum Pierwszych Piastów, a i także z przepysznych regionalnych dań i truskawek. Co zasmakowało nam i gdzie polecam się wybrać podczas podróży w okolicy jeziora - Lednica?
Czas szybko płynie, gdy oglądamy piękne zabytki. Spacerując kilka godzin, głównie na świeżym powietrzu, takim jak sielski Wielkopolski Park Etnograficzny jedyne o czym człowiek później marzy to dobrze się najeść. I tak: usiąść w roślinnym otoczeniu przy iście wiejskim drewnianym stole - to oprócz dobrego jedzenia chyba najlepsze co możemy sobie i rodzince zafundować. Jeśli przy tym lubicie smacznie zjeść, to niezaprzeczalnie pora się zatrzymać. Park Etnograficzny można znaleźć w kilku regionach Polski. Nic tak dobrze nie współgra z klimatem muzealnym starych zabudowań na starodawnych ziemiach jak tradycyjne, miejscowe jedzonko.

http://www.lednicamuzeum.pl/strona,baza-noclegowa.html

Karczmy są dwie. To te, w których stołowaliśmy się i ponoć dwie najlepsze w tych okolicach. Już przy wjeździe z trasy gnieźnieńskiej w kierunku jeziora Lednica, gdy zatrzymacie się przy Lednickim oddziale Muzeum Pierwszych Piastów - Wielkopolskim Parku Etnograficznym zauważycie tuż przy kasach obiektu pierwszy eksponat ziemi z północy Wielkopolski, XVIII wieczną podcieniową chałupę będącą jednocześnie obecnie prosperującą restauracją. Karczma Lubczynek nie dość, że jest wspaniałym przykładem drewnianego budownictwa regionu, to jest też miejscem odpoczynku i posiłku dla strudzonych po trasie. W Karczmie poznacie tradycyjne potrawy, i poznacie smaki, być może nie znane Wam dotychczas. Żurek podawany tradycyjnie w pajdzie, gzik z pyrami w łupince, kluski ziemniaczane, schabowy, rybki a także szeroka gama surówek. Specjalnością restauracji są smalec i placuszki ziemniaczane ze śmietaną.
Karczma obsługuje gości, ale również grupy, oraz catering. Przed karczmą umiejscowionych jest kilka drewnianych stołów. Parę dużych stołów znajdziecie też za karczmą i wewnątrz. Tak więc dla każdego przyjezdnego wystarczy miejsca do posiłku. Tuż przy wejściu do restauracji poznacie tradycyjne sposoby dekoracji stołów Wielkopolski przy specjalnym stanowisku na którym uśmiechnięta wielkopolska kobieta tworzy takie piękne ozdoby z krepy i z innych dodatków. Co jeszcze przyciąga tam prócz smaku i pokazu tradycjonalnego rękodzieła?
Oczywiście nie bez powodu piszę Wam o naszym pobycie w tym punkcie gastronomicznym. Miejsce jest po prostu czarujące, wokół mnóstwo zieleni, ogródek pełen drzew i krzewów, zielonej trawy, a także winorośli pnącej się po ścianie dawnej stodoły. Gdzie nie gdzie kwiatki, a także porozstawiane ule. To prawda, bliskość takiej roślinności, a także jeziora w niedalekiej odległości przyciąga mnóstwo owadów. Jednak nam to bzyczenie zupełnie nie przeszkadza. Szczególnie, że wśród całej 'ekipy' latających przysiadają także piękne motyle, których w NI za wiele na co dzień nie mamy okazji podziwiać.
Smakuje, oj jak smakuje. A tutaj za rogiem Małego Skansenu - drugiej części Muzeum Pierwszych Piastów Waszym oczom podczas wyprawy z pewnością ukaże się wspaniała Karczma na Lednicy. W przeciwieństwie do poprzedniczki znajdziecie tutaj plac zabaw dla dzieci, zejście do jeziora z prywatną plażą a także całą gamę dań z staropolskich oraz deserów własnej 'roboty'. Z czego słynie Karczma na Lednicy? My będąc tutaj przez kilka dni otrzymaliśmy zakwaterowanie w pięknym drewnianym domku, a także mieliśmy okazję smacznie zjeść śniadanka. Kiełbasa z własnej wędzarni to z pewnością ten rarytas, którego nie spróbujecie nigdzie indziej w pobliżu. Poza tym zupki, żur staropolski, pierogi, kopytka, i inne swojskie rarytasy.

https://www.weselezklasa.pl/ogloszenia-weselne/karczma-na-lednicy,28889/



Restauracja słynie z pysznych ciast i muszę tu nadmienić, że właściciele są znanymi plantatorami truskawek tak pysznych, że zakochałam się w ich smaku. Pola truskawek mieszczą się po przeciwnej stronie drogi, która kończy całą wycieczkę do Muzeum Pierwszych Piastów. W lokalu prócz cateringu, biesiad i różnych uroczystości okolicznościowych organizowane są szkolenia i warsztaty kulinarne. Ponoć od szefa kuchni nauczycie się tradycyjnego przygotowania wielkopolskich przysmaków. W tym sielskim klimacie polecam zasmakować każdemu tak, jak to zrobiliśmy my podczas ostatniego urlopu w Polsce.

https://weekendownik.blogspot.com/2018/06/pachnace-truskawkami-plantacje.html

tuż za polem był Mały Skansen

sobota, czerwca 16, 2018

tuż za polem był Mały Skansen

Uświadomiłam sobie, że wciąż nie poznaliśmy Lednicy. W ostatnim dniu wypoczynku w domku na Lednicy, po porannej kąpieli w jeziorze, wylegując na huśtawce spojrzałam po raz kolejny i w sumie chyba ostatni już raz na wiatrak za polem przy Karczmie. Tak, to już ostatni dzień pobytu w tym pięknym miejscu. Jeszcze godzina, może dwie i jedziemy w kierunku kujawsko-pomorskiego, do domu. Zmrużyłam  oczy. Mąż i synek też leżą zrelaksowani po wygłupach w wodzie, spokój, cisza. A ten brązowy wiatrak wciąż mi się ukazuje na tle lekko bujających się zielonych zbóż. Fajny widok, więc gdy synek wyciąga tatę na plac zabaw, ja 'dostaję wolne' i ruszam przez polankę, tuż obok pola, jak się domyślam jęczmienia.
Tak naprawdę wiem dokładnie co znajduje się przy wiatraku, ale mam ochotę spacerować, przejść te kilkaset metrów, aby zobaczyć to, czego jeszcze nie widziałam naocznie, a przecież jest na wyciągnięcie ręki. Odwracam się na chwilę i macham chłopakom, którzy po przyłożeniu moich palców wydają się być mali niczym małe muchy. Ruszam dalej szybszym krokiem, bo wcześniej raczej delektowałam się chodem. Teraz zbliżam się do celu i jestem zupełnie już blisko wejścia do Małego Skansenu na Lednicy. Rozglądam się.
Z obiektu wychodzą dziecięce grupy szkolne. No proszę! Takie coś 'za rogiem'?! Tyle autokarów, i nie mielibyśmy tu nawet zajrzeć? Zaabsorbowani relaksem nad jeziorem Lednickim a także zmęczeni wyprawą  do dużego Skansenu - Wielkopolskiego Parku Etnograficznego w pierwszym dniu pobytu na Lednicy nie doświadczyliśmy tej wyprawy, do mniejszej części Muzeum. Jeszcze raz spoglądam na wiatrak, który stoi w całej okazałości w tej bezpośredniej, bliskiej perspektywie. Piękny. Zaglądam i już wiem, że przed wyjazdem wejdziemy tu, choćby na chwilę.
Muzeum Pierwszych Piastów podzielone jest na kilka ekspozycji. Większość z nich zlokalizowane jest w obrębie Ostrowa Lednickiego - wyspa na jeziorze Lednica stanowi centrum muzealne. Właśnie z Małego Skansenu na Lednicy odbywają się kursy wodne, przeprawy promem na wyspę, na której znajdują się pozostałości wczesnośredniowiecznego grodu (druga połowa X w.). Ostrów Lednicki jest centrum dawnego plemienia Polan, w odległości 36 km od Poznania i 18 km od Gniezna. Już sama przeprawa na wyspę stanowi nie lada atrakcję dla najmłodszych, lecz nie tylko. Na wyspie  zobaczycie wały grodowe i pozostałości pallatium i fundamenty romańskiego kościoła oraz zrekonstruowane chaty. Na koniec fragmenty mostów. Niesamowite widowisko.
Mały Skansen zawiera XVII wieczny spichlerz i drewniany wiatrak, o którym Wam wspominałam. Na wyspie, jak i w Małym Skansenie jest kilka figur z drewna. Rzeźby obrazują znane postaci historyczne, m.in. Bolesława Chrobrego, Cesarza Ottona III, Biskupa Ungara, Mieszka i dwóch wojów. Wspaniale prezentuje się replika bramy i drewniana palisada na którą zresztą można wejść. Na górze umieszczono eksponaty muzealne. Cały obszar tonie w zieleni, a przy przeprawie umieszczono punkt gastronomiczny (dawniej smażalnia ryb) - Rybakówka. Kursy na Wyspę odbywają się co pół godziny.
Muzeum to nie tylko martwe eksponaty, mnóstwo tutaj stanowisk interaktywnych i warsztaty. Oczywiście główną tematyką takich spotkań jest archeologia, poszukiwanie skarbów. Wystawy 'pod dachem' to zaprezentowane bardzo różnorodnie zabytki, odnalezione przez lata w grodzie i obszarze Wielkopolski. Są też miejsca z grami, puzzlami i innymi zabawami. W Folwarku ukazana jest wystawa: 'Ostrów Lednicki'. Zatem idealnie jest wybrać się najpierw na przeprawę i wyspę, a następnie poznać zabytki lądowe w Małym Skansenie.
Tak pięknie zorganizowane historyczne miejsce, jest idealne na rodzinny wypad i poznanie dziejów pierwszych polskich plemion. Przepiękne krajobrazy, odkryte części zwaliska mostu, które robią wrażenie - to główne powody do poznania tego obiektu wraz z całą naturą. Poza tym można tu dobrze zjeść, spacerować po pięknym terenie, nabrać świeżego powietrza i zrelaksować się rodzinnie. Kolejna relacja z nowo odkrytego przez nas obszaru lednickiego już a tydzień...

torcik makowy z musem z czarnych porzeczek - Kuchnia Lidla

niedziela, czerwca 10, 2018

torcik makowy z musem z czarnych porzeczek - Kuchnia Lidla

Witajcie w tę przyjemną niedzielę. Dzisiaj troszkę upały odpuściły w Irlandii Północnej. Powiem szczerze, że nawet cieszę się tym lekkim, rześkim powiewem i chmurkami na niebie. Ostatnie dni wykorzystaliśmy na przebywanie na świeżym powietrzu, oraz na testowanie prezentu Alexandra - autka, które dostał na swoje 5 urodziny. Tak więc czas pięknej pogody został idealnie wykorzystany na spacery. Tych już też mamy pod dostatkiem po ostatnim urlopie w Polsce. Nasze 'przed wakacje' były bardzo udane. To cieszy, bo powróciliśmy wypoczęci i bardzo opaleni. Z kolei teraz szykujemy się na party urodzinowe synka. Dla Was mam wspaniały przepis pochodzący oczywiście z książki Kuchnia Lidla - tym razem wg Pawła Małeckiego. Torcik makowy jest ciastem podawanym na zimno i możecie wykorzystać do jego przyrządzenia przeróżne owoce. Oczywiście najlepiej jeśli będą to owoce sezonowe. Jak widzicie torcik ma wspaniały kolor. U mnie pojawiają się porzeczki czarne z gotowego syropu ze słoiczka, do dekoracji użyłam trochę porzeczek, a część jagód. W przepisie znajdziecie sposób na przygotowanie syropu (ja miałam gotowy). Zachęcam szczególnie w upalne dni do takiego wypieku, który potem serwujecie z lodówki. To torcik, który zrobiłam w dniu urodzin synka i do wieczora już go nie było. Pyszny o wyrazistym smaku torcik na gorące dni.


Torcik makowy z musem z czarnych porzeczek


Składniki:

BISZkOPT MAKOWY

  • jajka, rozmiar L – 4 szt. (białka oddzielone od żółtek)
  • cukier trzcinowy – 80 g
  • mąka pszenna tortowa – 80 g
  • mielony mak - 70 g
  • rodzynki – 30 g
  • oliwa – 2 łyżki

MUS Z CZARNYCH PORZECZEK

  • czarne porzeczki – 200 g
  • cukier – 100 g
  • żelatyna – 10 g
  • woda – 50 ml
  • śmietanka 30% - 400 ml

PONCZ DO NASĄCZENIA TORTU

  • woda – 30 ml
  • cukier – 30 g
  • nalewka wiśniowa – 50 ml

DODATKI

  • kakao
  • świeże owoce


Sposób wykonania:

  • Białka ubić na sztywną pianę, stopniowo dodając cukier
  • Rodzynki namoczyć w nalewce wiśniowej 
  • Do ubitej piany dodać żółtka, dokładnie wymieszać
  • Wsypać przesianą mąkę oraz mielony mak – wymieszać
  • Na koniec wsypać odsączone i posiekane rodzynki
  • Wlać oliwę i ponownie wymieszać
  • Masę równomiernie rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia
  • Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C - 190°C  /10-12 min
  • Kiedy ciasto przestygnie, wyciąć z niego dwa krążki o średnicy ok. 20 cm
  • Namoczyć żelatynę w wodzie. Ubić śmietankę
  • Porzeczki z cukrem zagotować na patelni. Dodać napęczniałą żelatynę
  • Całość dokładnie miksować i odstawić do przestygnięcia (nie ostygnięcia)
  • Letnią masę porzeczkową stopniowo łączyć z ubitą śmietaną
  • Wodę zagotować z cukrem. Ostudzić i mieszać z pozostałą nalewką wiśniową 
  • Wycięty krążek biszkoptu umieścić na dnie tortownicy o średnicy 21 cm
  • Skropić ponczem, a następnie posmarować połową musu z czarnych porzeczek
  • Położyć kolejny krążek, również skropić go ponczem i wyłożyć pozostałą część musu
  • Wyrównać. Wstawić do lodówki na ok. 1,5 godziny do zestalenia się musu
  • Posypać kakao i udekorować świeżymi owocami


pachnące truskawkami pola, drewniane domki nad jeziorem - Karczma na Lednicy

sobota, czerwca 09, 2018

pachnące truskawkami pola, drewniane domki nad jeziorem - Karczma na Lednicy


Ile to już lat minęło, gdy ostatni raz jako licealistka wraz z grupą szkolną wypoczywałam w domku drewnianym. Przyznam, że miało to swój niezapomniany urok, i wtedy nie zwracało się uwagi na rodzaj drewna z jakiego były wykonane domki, liczył się klimat i towarzystwo przyjaciół ze szkolnej ławy. Czasy się zmieniły, i owszem, może gdzieś tam jeszcze po drodze w życiu pojawił się nocleg w domku a'la drewnianym. Ale takiego zapachu drewna, i zarazem wygody w dobrym wydaniu jak w Domkach należących do właścicieli Karczmy na Lednicy nigdy wcześniej nie zaznałam.

Podczas tego urlopu w Polsce chcąc obejrzeć nieznane nam do tej pory wypoczynkowe atrakcje Wielkopolski, postanowiliśmy poznać otoczenie Jeziora Lednickiego i tutaj właśnie skupić swój pobyt. Właściwie te ostatnie dni naszego pobytu w Polsce stały się jego kulminacyjnym i najważniejszym punktem. Dlatego właśnie postanowiłam zrobić cykl artykułów z tego miejsca. I jako pierwsze pojawią się wrażenia z samej miejscówki, gdzie spaliśmy, ale też jedliśmy i wypoczywaliśmy. Bo jak się okazało sama Karczma posiada ogrom atrakcji do zaoferowania dla swoich klientów. Dlaczego to miejsce tak bardzo mnie zachwyciło, że postanowiłam napisać o nim, mimo iż wpis nie jest sponsorowany? Nie zdarza się to często, a przecież rocznie odwiedzamy hotele i tego typu obiekty co najmniej kilka razy.
Może zacznę od samej tradycji tego miejsca, której źródła  na dzień dzisiejszy nie poznałam (może uda się porozmawiać na ten ciekawy temat z właścicielami obiektu przy okazji kolejnych odwiedzin, bo przecież Pan Ryszard jest niesamowicie miłym i rozmownym człowiekiem) ale za to poznałam istotę jej działalności, jak przypuszczam. Już pierwszego dnia po przyjeździe do Karczmy i na teren całej posiadłości, zauważyłam jaki urok posiada, i jak bardzo jest zadbana. Po przebudzeniu o poranku, gdy moi mężczyźni jeszcze spali wybrałam się obejrzeć wszystko to, czego wieczorem nie zauważyliśmy.
Przeogromny spokój, mimo wielu budynków, pachnące truskawki na polu, które już pięknie dojrzały i są gotowe do zbioru. W polu pracowało kilka osób, a ja chcąc chłonąć bardziej zapach świeżych owoców, chodziłam tam wzdłuż pola i czułam się jak nowo narodzona. Ponoć nieopodal jest pole kukurydzy w kształcie labiryntu, należące do właścicieli. To nasz drugi dzień pobytu i nadal nie poznaliśmy wszystkiego tu na miejscu, a przed nami jeszcze sporo atrakcji na terenie całego Parku Lednickiego.

Całe gospodarstwo opiera się głównie na kulinarnej działalności. Państwo Henzel szalenie dbają o teren i wielką opieką obdarzają nie tylko klientów, lecz również zwierzęta, którymi się zajmują w specjalnych drewnianych domkach tuż za Karczmą, gdzie odwiedzającym ukazują się dodatkowe atrakcje. Dużą pielęgnacją, co widać, obdarzają rośliny i kwiaty z 'własnego ogrodu'. Właściciel wspomniał o truskawkach, a pod koniec pobytu, podczas naszej krótkiej rozmowy chwaląc obiekt i smaki kuchni, które poznaliśmy głównie na śniadaniach nie wyszczególniłam w tej rozmowie truskawek. A truskawki... One były po prostu boskie! Otrzymaliśmy je również jako dodatek do śniadania.
Ale zgodnie z propozycją właściciela pozwoliliśmy sobie zerwać trochę 'do koszyczka' wieczorem. I wiecie co? Nigdy takich dobrych truskawek nie jadłam! Trafiło się kilka zielono-żółtych i te były jak poziomki. Smaczne, słodkie, soczyste, nie gorzkie - tego nie da się opisać :) Wibrujący smak, słodycz z kwaskiem. Jeśli takie truskawki są w Wielkopolskim, to ja chętnie na zbiory przyjadę każdego roku. A prawdę poznałam nieco później.. Czytając jeden z artykułów o grupie lokalnej - Stowarzyszeniu Światowid, do której Państwo Henzel należą. Jako jedyni w całej broszurce dysponują plantacjami truskawek, a nawet ekologicznych malin. Firma Henzel z wielkim zaangażowaniem zajmuje się też ogrodnictwem. Byłam, odwiedziłam - potwierdzam, zbiory są wspaniałe i smaczne.
Dotarliśmy do miejsca wspaniałego, w którym pod nazwą 'Karczma na Lednicy' jest ukrytych wiele 'rarytasów'. Już skoro świt widać pracę osób zaangażowanych w rozwój tego miejsca. Właściciel jest osobą nie narzucającą się, a jednocześnie otwarty na klienta, opiekuje się obiektem i wszystkiego dogląda osobiście, i zatrudnia też bardzo pracowite osoby. W dzień przyjazdu (niedziela) Karczma tętniła życiem, organizowane były tutaj uroczystości rodzinne, komunie i urodziny. Właśnie tym 'żyje' Karczma. Jest to obiekt znany z jakości obsługi klienta, oraz ze smacznego jadła.
Co prawda my ulokowani byliśmy jakieś 200 metrów przed Karczmą - w domku drewnianym, więc w niczym nie przeszkadzało nam to biesiadowanie, a wręcz przeciwnie - mogliśmy z dala przyglądać się jak wszystko ładnie jest zorganizowane. Zaraz przypomniał nam się nasz ślub w Karczmie Kummerówka z naszego regionu. Niesamowite wrażenie! Ogrom aut parkujących przed karczmą bardzo nas zaskoczył. W samym obiekcie naliczyłam co najmniej kilka oddzielnych pomieszczeń na parterze i na piętrze, gdzie można zorganizować spotkanie, szkolenie, party, czy wesele. Do tego dochodzą jeszcze zadaszone budki na zewnątrz obiektu, z możliwością grillowania, z ustawioną tutaj wędzarnią (na śniadanko pyszne kiełbasy z własnej wędzarni) oraz kolejne drewniane budki z miejscami na ognisko - te również należące do obiektu tuż przy samej linii brzegowej.

Wszystko w drewnie. Karczma, domki i budki osłaniające stoły zewnętrzne. Nawet karta dań w dwóch wersjach drewnianych - oprawa. Karczma  jest ogromna i wykonana jest z głównie z drewna. Każdy szczegół jest solidnie dopracowany i czysty. Stoją tu stoły o różnych wielkościach i z różnym przeznaczeniem, niektóre są pięknie rzeźbione. W oknach znajdują się firanki pochodzące z rękodzieła, a na balkonach doniczki z kwiatami. Króluje tu drewno i kwiaty. Co ważne z Karczmy można wyjść nie tylko jednymi drzwiami, ja naliczyłam co najmniej 6. Świetne rozwiązanie, bo można znaleźć tutaj swój kąt i szybko się przedostać do podjazdu lub do części w której znajdują się atrakcje usytuowane w kierunku jeziora.


Domki są trzy duże przed Karczmą i dwa mniejsze za Karczmą. Właściciel opowiedział, że poszerzył o tę rozbudowę cały obiekt dosłownie niedawno. Prawda jest taka, że domki są nadal budowane, możliwe, że, gdy przyjedziemy tu za rok, lub dwa - naszym oczom ukaże się osiedle domków. Póki co na środku dostojnie umieszczone są trzy słomiane mamuty - piękne, że aż trzeba się przy nich zatrzymać. Muszę przyznać, że domki stanowią idealne uzupełnienie do oferty Karczmy, szczególnie z myślą o przyjezdnych gościach weselnych, ale nie tylko. Wyobraźmy sobie, że trzy domki za Karczmą zostały zajęte przez gości weselnych, w Karczmie odbywa się ślub i dodatkowo przyjeżdżają  przypadkowi goście z podróży - tacy, jak my (zwiedzający piękne okolice Lednogóry). Takie domki dają poczucie niezależności i odrębności. Można tutaj spędzić spokojnie noc, a rano udać się na pyszne śniadanie, później wyjść na spacer po całym obiekcie, lub za domkiem zażywać słońca.


Większe domki posiadają salon z odbiornikiem tv, stołem i z sofami, a także oddzielne pokoje na parterze i na piętrze (w każdym jest łazienka z prysznicem). Najbardziej urzekają schody, wykonane z pojedynczych olbrzymich bali. Podobał mi się dodatkowy akcent ludowy - zielone zasłonki w oknach, a także piękna retro lampa... W domku panuje przyjemny klimat, jest zresztą klimatyzator i jeszcze przyjemniejszy cień. Również dobry zapach drewna, za którym tęskniłam przez lata. Po przebudzeniu czułam klimat wsi, gdzieś za oknem słyszałam piejącego koguta.. poczułam zapach truskawek, i zobaczyłam piękny wschód słońca.
No właśnie, wreszcie mogę Wam opowiedzieć o dodatkowych, już nie tylko stworzonych a zaadoptowanych przez właścicieli naturalnych atrakcjach, które ucieszą nie tylko dorosłych podczas pobytu. W czasie, gdy już się nasycicie dobrym posiłkiem, warto udać się 'na tyły' Karczmy, na plac zabaw (cały z drewna i słomy), a także po to, aby obejrzeć mini zwierzyniec, którym opiekują się właściciele. Alpaki, króliczki, kozy, czarne świnki, woły, bażanty i pawie, no i oczywiście kury z kogutami. Nie wiem, czy o jakimś zwierzątku nie zapomniałam? No pewnie, jak mogłam, jest jeszcze bocian, który przechadza się nieopodal tego zwierzyńca i w kierunku jeziora. Bociek czuje się jak widać bardzo zadomowiony i niełatwo go spłoszyć. W ślad bociana kierujemy się nad jezioro, a tam...
Każdego ranka, a także wieczorami odpoczywamy. Idziemy na kładkę drewnianą, położną przy zaadoptowanej plaży, bujamy się na ławkach, a nawet pływamy. Wieczorem jest tutaj kilka innych osób, ale rano, po śniadaniu jedyne co zastajemy to piękne słońce, ciepłą wodę, i świergot ptaków mieszkających nad wodą. W wodzie pływają małe rybki, a przy brzegu widać trzcinę i czarny bez popularny w tym regionie. Widać, że w weekend była tutaj impreza urodzinowa, po której pozostało dogaszone palenisko i kolorowe zawieszki. Odnalazłam tu spokój i wypoczynek najlepszy od wielu lat, a w pamięci zachowam wiele z tych detali ale też słodki smak pomidorów, cudowny zapach truskawek, dobre domowe kiełbaski ze starej wędzarni a także najlepszą jajecznicę jaką jadłam w życiu. Pora ruszać na zwiedzanie okolic - bo jest ich cała masa. O tym w kolejnej części cyklu - Jezioro Lednickie. Koniecznie zajrzyjcie, bo właśnie tuż za polem karczmy pierwsza z atrakcji tego regionu Muzeum Pierwszych Piastów.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś o obsłudze i o warunkach, a także o dodatkowych umiejętnościach osób pracujących w obiekcie. Od samego początku widzieliśmy pełen profesjonalizm, czystość i dużo serca włożonego w zadowolenie klienta. Panie kelnerki są bardzo zaangażowane, ładne i pracowite. Mają piękne białe koszule (tudzież tuniki z ludowymi, kolorowymi haftami). Aż przyjemnie popatrzeć! Wszyscy tutaj pracujący lubią dzieci, zresztą dzieci tutaj na imprezach jest wiele. Nasz Alexander dostał jabłko od właściciela, sam o nie poprosił widząc ciekawą próżniową gablotkę, w której były umieszczone owoce. Właściciel osobiście podał Mu największe jabłko :) Dziękujemy serdecznie.
Ponoć w Karczmie organizowane są też warsztaty dla dzieci i dla dorosłych o tematyce kulinarnej. Chętnie kiedyś tu powrócimy, aby czegoś nowego się nauczyć. Póki co polecam Wam to miejsce, które chociaż w samym centrum najznamienitszych ziem Wielkopolski, i znane okolicznym osobom biesiadującym, położone jest niebezpośrednio przy autostradzie, dlatego też nie wszyscy tutaj docierają... W sumie o to chodzi, bo praca Karczmy skupia się na wyjątkowych okolicznościach weekendowych i otwarta jest na wszystkich chętnych poznać kulturę Lednogóry. Jednak jestem pewna, że właściwe osoby, odnajdą tę krainę. Jestem też przekonana, że takimi osobami są czytający tego bloga. Więc gorąco polecam!

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik