piątek, 28 kwietnia 2017

magyar ételek - węgierskie dania


Pewnie dzisiaj Was nie zaskoczę w cyklu kulinarnym, jeśli napiszę, że jednym z dwóch proponowanych Wam dań pochodzących z Węgier, które zresztą znalazło się na naszym wielkanocnym stole będzie leczo węgierskie? Za to może zdziwić Was, szczególnie tych regularnie czytających wpisy na Weekendownik, że dzisiaj zapachnie też zupką i to naprawdę wyjątkową. O tak :) jakże miałoby nie być najlepszych według mnie garnkowych dań z Węgier, gorących, pachnących, kolorowych no i bardzo pożywnych. Właśnie taka jest kuchnia węgierska, swojska, prosta, ale bardzo sycąca. Śmiało mogę napisać takie oto stwierdzenie: wraz z uczuciem pełności po posiłku w dużej mierze jedząc odczuwamy mocny wpływ przypraw, które to z pewnością dodają kunsztu smakowego całości. Dla mnie niekiedy zbyt mocne, szczególnie jeśli napotkamy we wszystkim mocno wyczuwalne papryczki. Jednak warto trochę pomanewrować, i doprawić tak potrawę, aby odpowiadała naszym upodobaniom, a przede wszystkim naszemu żołądkowi. Papryka to chyba ukochane warzywo węgierskie, pojawiające się w wielu wersjach i w większości potraw. Papryka zawsze mi smakowała, jeszcze dużo przed tym zanim poznałam mojego męża. Za to dopiero gdy Go poznałam, poznałam też smak zupełnie innej papryki, tzw białej. Te są dwie, i już nawet nie pamiętam po czym oprócz smaku można je rozróżnić. Nawet mój mąż ma z tym problem, kiedyś chcąc zjeść słodką i delikatną białą paprykę, kupiliśmy przez pomyłkę tę białą, najostrzejszą z ostrych ;). Tak więc powiem tyle - poznałam smak papryki. Każdej. Ze względu na zastosowanie na co dzień używamy tych podstawowych barwnych papryk, które królują w wykorzystaniu do dań ciepłych. Czerwona, żółta, pomarańczowa i zielona. Co jeszcze lubią Węgrzy? Na pewno cebulę, pomidory, wszystkie warzywa o wyraźnym smaku. Poza tym jest jeszcze kilka Ich ulubionych dodatków, m.in śmietana, czy ser, ale tym razem nie robiłam np. langoszy, Charakterystyczną cechą ciepłych potraw węgierskich jest sposób przygotowywania. Misterny, dokładny, powolny, w swojskich warunkach, np. w kociołku, lub podobnie jak polski bigos - długo przygotowywane, gotowane wielokrotnie, przechowywalne i trwałe. Węgrzy to naród biesiadny, ceniący dobre jadło, biesiadę. O właśnie! Na naszym stole wielkanocnym przodowały w tym roku potrawy, które przez kilka dni nie zepsuły się, a wręcz przeciwnie - nabierały jeszcze pełniejszego smaku. Podobnie było z deserami, o których pisałam w poprzednim artykule. Zatem zapraszam na wyjątkowo dobre jedzonko węgierskie. Magyar ételek.

Lecsó 




Lecsó - To znane także w Polsce ciepłe danie garnkowe, które pochodzi z Węgier. Przez niektórych przygotowywane w odmieniony już sposób, poprzez dodawanie rzadko używanych na Węgrzech składników tj. pieczarki, czy ogórek. Tak naprawdę leczo powinno być przepełnione papryką i pomidorami i dobrze wręcz dogotowane - wtedy jest najlepsze. Ja zdecydowałam się na naprawdę dużą ilość, w ten sposób mogliśmy podjeść je kilkakrotnie. Leczo jest sycące, kilka łyżek wystarczy, aby się najeść. Kiedyś leczo przygotowywałam w mieszanej kolejności dodawania składników. Teraz robię to inaczej, bo wiem, że kolejność ma znaczenie w końcowym efekcie smakowym. Podstawą dań węgierskich jest dodanie przypraw, i tutaj uwaga: jak zwykle króluje papryka. Papryka w proszku, papryka wędzona w proszku, kminek, czosnek. Ten na samym końcu. I najważniejsze: podstawowe leczo nie ma dodatkowych składników, ale jeśli macie ochotę, podobnie jak my (także smakuje to mojemu mężowi) mile widziana jest w środku kiełbasa, trochę ogórków konserwowych i kilka pieczarek.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

kobieta w podróży poślubnej


Dawniej nie marzyłam o podróżach do ciepłych krajów. Nawet gdy byłam 'dwudziestką', raczej kierowałam się do metropolii. Moje życie związane było z dużą aglomeracją, a turystyka tylko i wyłącznie z pracą. Możliwe, że czekałam na odpowiedniego towarzysza, no a dwoje to już całkiem dobra para podróżników. Jednym odpowiada samotna droga a mi jakoś tak ona nie pasuje.. Gdy na świat przyszedł Alexander nawet na myśl nam nie przyszło odległe podróżowanie, pierwsze były priorytety, a naszym był ślub. Możliwe, że tak miało być, że wszystko ułożyło się naturalnie, i poszło swoim torem. Nic nie przyspieszaliśmy. Była przyjaźń, było zakochanie, była miłość, była przyjaźń, rodzina. No i małżeństwo :) Po ślubie Alex miał już 3 i pół roku, i jak się okazuje w niektórych kwestiach stał się już całkiem samodzielny. Po długiej jesieni i wielkiej, dobrej stagnacji przyszła chęć na ogrzanie ciała i ogromna potrzeba słońca, także dla duszy. Już nie pamiętam Kto, ale śmiem twierdzić, że ja pierwsza rzuciłam hasło wyjazdu w kierunku Afryki. Moje marzenia były też marzeniami mojego męża. Z tym, że moje myśli kręciły się wokół Lanzarote, a męża myśli raczej były chęcią miesiąca miodowego. Potem wszystko się odwróciło, bo ja rozkochałam Go w pięknej Lanzarote, a On uczynił tą podróż czymś wyjątkowym dla mnie. Mężatka, lat 37, żyjąca w wilgotnej Irlandii zapragnęła pojechać po raz pierwszy do ciepłych Krajów. "Nigdy nie polecę do Hiszpanii, wszędzie, ale nie tam. Tam wszyscy latają. To takie nudne! Poza tym cała Zielona Wyspa lata na Kanary, więc Kanary też odpadają" - moje słowa. No oczywiście, gdzieś tam w zamyśle zawsze są Malediwy, a potem Japonia, w dalszej wizji może być Portugalia czy Grecja. Ale przecież nie Hiszpania, nie Majorka, nie Ibiza. Nie! Nie! Mamy małe dziecko, więc na pewno odpadają dalsze zakątki. Chwileczkę! Jest taka piękna wyspa, nieodgadniona, nieokiełznana, piękna, lazurowa i nietypowa. Lecimy w podróż poślubną na Lanzarote. Hiszpania, Afryka. Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Zresztą jest koniec roku, a my chcemy się wygrzewać. Poza tym nie wyobrażamy sobie lecieć bez Alexandra, lecimy w podróż poślubną we troje

sobota, 22 kwietnia 2017

magyar édességek - węgierskie słodkości


Przyznam się Wam, że długo wystrzegałam się od stworzenia cyklu związanego z kuchnią węgierską, właściwie trochę na przekór temu, czego można byłoby się po moim blogu spodziewać. W końcu kto, jak kto, ale żona Madziara chyba powinna mieć taką rubrykę u siebie, a już na pewno musi dobrze gotować po węgiersku i wiedzieć co poleca swoim czytelnikom i znajomym z kuchni madziarskiej. A tutaj zonk. Tak już ze mną jest, że zwykle robię na opak i w najmniej oczekiwanym momencie potrafię zaskoczyć. Kilka lat wspólnego bycia i mieszkania w Irlandii Północnej z mężczyzną mojego życia, który prawie perfekcyjnie włada językiem polskim, mimo, że Polakiem nie jest, a do tego więcej wie o polskiej polityce i sporcie ode mnie, a co najważniejsze o smaku kuchni polskiej też wie już bardzo dużo i ją uwielbia. Tak więc gotuję Mu to, co polubił, a od czasu do czasu zrobię coś po węgiersku z ciekawości. Potem patrzę na Niego jaki jest uradowany, aż oczy Mu błyszczą. A ponieważ moje nowe potrawy muszą być perfekcyjne w smaku, robię to z gustem i okazjonalnie. Tak, aby smakowały również mi. W tym roku decyzja o świątecznym menu zapadła bardzo późno, ale mój plan był idealnym rozwiązaniem w związku z naszym wyjazdem poniedziałkowym na biesiadną część Świąt Wielkanocnych do Ards. Postanowiłam zatem przygotować w dużej mierze potrawy trwałe, które będziemy mogli ze sobą zabrać, jak również takie, które pozostawimy w lodówce do naszego powrotu. Jeśli chodzi o to, to trzeba stwierdzić, że kuchnia madziarska ma tę ogromną zaletę iż jest bardzo doprawiona i dzięki temu potrawy zachowują dodatkową ochronę przed wczesnym zepsuciem. Poza tym w kuchni węgierskiej pojawiają się upieczone ciasta z dodatkiem drożdży, które odpowiednio przechowywane mogą trochę poleżeć.


piątek, 14 kwietnia 2017

Dobos Torta - coś dla męża


Przeprawiając się przez drogę przygotowań do Świąt Wielkanocnych, okazało się, że właśnie tuż przed nimi wypada dzień imienin mojego męża. Właściwie miałam już w zamyśle przygotowaną kulinarną niespodziankę dla Niego, jednak po szybkim zastanowieniu plan ten zbagatelizowałam, szczególnie, że zadecydowałam iż tegoroczna Wielkanoc w naszym domu będzie o smaku węgierskim, lub jak Kto woli Magyar konyha. Tak też poszłam dalej za swoim pomysłem i połączyłam smaki imieninowe z tymi planowanymi na święta. Mój mąż jest mile zaskoczony, że wreszcie uraczę Go w po madziarsku na świątecznym stole, bo przecież to również Jego rodzima kuchnia, która wraz ze słowacką podchodziła Mu bardzo szczególnie z mamy garnuszka do momentu, gdy przeprowadził się do Północnej Irlandii. Właściwie od chwili, gdy my zamieszkaliśmy razem w naszym domu królują jednak polskie potrawy, z domieszką innych głównie europejskich smaków, co nam bardzo odpowiada. Niekiedy zdarzy się przygotować coś słowackiego. Tak naprawdę kuchnię węgierską lubię i znam od lat, ponieważ często smakowałam jej w stołówce, gdzie pracowała moja ciocia. Odnoszę jednak wrażenie, że ta mocna kuchnia nie jest dla mnie stworzona ze względów zdrowotnych i dlatego staram się ją dla siebie i mojego dziecka 'załagadzać' nie doprawiając potraw zbyt mocno. Jeśli chodzi o imieniny, nie wyobrażam sobie ich bez torta i także w tym roku zdecydowałam się spróbować swoich sił w przygotowaniu kolejnego tortu. Tym razem przeznaczyłam na to naprawdę dużo czasu i nie żałuję. Aby zrozumieć dlaczego warto tak bardzo czasowo zaangażować się w wykonanie Dobos Torta (węg.), po prostu trzeba go spróbować w dobrej cukierni, np. Gerbaud, najlepszej w Budapeszcie. To chyba wystarczy w zupełności. Jednak dodatkowo przystępując do pracy związanej z jego dekoracją, dobrze jest poznać historię tego przysmaku, bo ta jest bardzo interesująca. Przyznam się Wam, że z kilkoma dłuższymi przerwami przygotowywałam go cały dzień, co jest naprawdę wyjątkowe w moim przypadku, bo zazwyczaj decyduję się na szybkie dania, nawet jeśli chodzi o desery. Dla mnie, żony solenizanta, efekt jest wart całej tej zabawy, szczególnie dlatego, bo ten słodki, piękny tort ponoć zachowuje swoją jakość przez około tydzień czasu. Sama jestem ciekawa, czy uda się zjeść cały tort nadziany tym sytym kremem w jeden dzień, Bo jeśli nie damy rady, to oby wytrzymał do Niedzieli Wielkanocnej :).



Tort Dobosza przygotowuje się z biszkoptowych ciast przełożonych kremem czekoladowym, a dodatkowo wierzchnia warstwa jest karmelowa. Tort ten powstał po raz pierwszy dzięki cukiernikowi Józefowi Dobosowi, który postanowił przygotować tort nie tylko smaczny, ale też trwały. Kiedyś furorę robił także w Austrii i w polskiej Galicji. Dziś ten tort uchodzi za jeden z najsłynniejszych na świecie i najlepszy na Węgrzech. Na czym polega ponadczasowość tego tortu? Przede wszystkim jest bardzo stabilny, dzięki wielu warstwom biszkoptu, a do tego nie wysycha na korpusie, polany karmelem. Smaczny! Możliwe, że nie proponuję Wam go na Święta, ale z pewnością polecam przygotować na imieniny, lub urodziny dla ukochanej osoby. Będziecie zachwyceni.

wtorek, 11 kwietnia 2017

tradycyjna pascha wielkanocna Kuchnia Lidla


Gdy tylko Słodka Kuchnia Lidla trafiła w moje ręce, wiedziałam od razu co z jej przepisów przygotuję. Pierwsze na myśl od razu przyszły mi Święta Wielkanocne i nowe, nieznane mi do tej pory przepisy na potrawy świąteczne. Oczywiście w naszej rodzinie wszyscy uwielbiamy sernik, i twarogu na czas świąteczny zabraknąć nie może. Przyznam się Wam, że wcześniej nigdy paschy wielkanocnej nie przyrządzałam, może dlatego, że kojarzyła mi się ona zawsze z bardzo słodkim deserem, który jest po prostu mdły. Jadłam dwa razy, kiedyś tam, paschę i oczarowana nie byłam. Teraz jest tak wielka różnorodność w przygotowywaniu tej potrawy, że naprawdę można sobie pozwolić na eksperymenty, wiele zmienić, udoskonalić dla swojego podniebienia. Kiedy jednak pierwszy raz przeczytałam przepis Kingi Paruzel i Jej propozycję podania paschy, wydał mi się tak idealny, że postanowiłam tę paschę po prostu zrobić. Najbardziej trafna okazała się nuta cytrusowa, która przełamuje tutaj przesłodki smak, i którą bardzo lubię. Deser powinien być formowany w wysokiej formie, lub doniczce, tak wygląda zgodnie z tradycją rosyjską. Poza tym pascha ma smakować bogato, i przywoływać myśl o powodzeniu. Warto deser pięknie udekorować, w końcu wraz z wiosną otrzymaliśmy taką kwiecistą możliwość. Moja pierwsza pascha została już zrobiona i zjedzona, a teraz jestem pewna, że ten deser warto ponownie przygotować, bo jest przesmaczny i syty. Jeśli jesteście ciekawi jak go zrobić zapraszam na stronkę Słodkiej Kuchni Lidla.


Tradycyjna pascha wielkanocna

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

kącik ogrodnika - dekoracje wielkanocne


W tym roku przed świętami postawiliśmy na zabawę i naukę w ogrodzie, obcując z przyrodą. Chcielibyśmy przedstawić Wam nasz wielkanocny kącik ogrodnika, w którym już od kilku dni zadomowili się zieloni goście. Jeszcze do niedawna nasionka były sobie w opakowaniach i czekały na chętnych, którzy się nimi zaopiekują. Postanowiłam ich przygarnąć i wraz z synkiem stworzyliśmy mini warzywnik. Pomysł na zasadzenie roślinek wziął się ze słowackiej prasy dziecięcej, którą w roku ubiegłym przywiozła dla Alka do Polski moja teściowa. Synek sam zasiał wszystkie roślinki, a ja zagospodarowałam na ten cel specjalną półeczkę. W zeszłym tygodniu z przedszkola synka dołączył do domowego warzywnika pan słonecznik. Poza tym ogrodnik regularnie podlewał swoje sadzonki (na różne sposoby), a ja zrobiłam wielką niespodziankę dla synka robiąc dla roślinek fajne doniczki. Jesteście ciekawi jakie? Sami zobaczcie efekt naszych tygodniowych zabaw przedświątecznych. Święta Wielkanocne tuż tuż, a my jesteśmy do nich już w pełni przygotowani. Poznajcie zieloną rodzinkę, która zadomowiła się u nas na dobre.

sobota, 8 kwietnia 2017

jagodzianki Kuchnia Lidla


Właściwie znów stało się tradycją, od czasu, gdy w mojej kuchni pojawiła się kolejna książka kucharska Lidl, że podrzucam mojemu mężowi do pracy małe, słodkie co nieco. Jest też taki dzień w tygodniu, kiedy On rozpoczyna swój maraton zawodowy i ja wówczas jestem już dobrze przygotowana. Z kolei weekend jest takim momentem, kiedy przygotowuję kolejną nowość dla naszych podniebień, zazwyczaj deser, lub ciasto. W ten sposób potrzeby wszystkich domowników na węglowodany zostają w pełni zaspokojone. Tym razem zapach drożdżowego ciasta unosił się w całym domu i przyciągnął wszystkich do kuchni. Drożdżówki na drugie śniadanie są najlepszą aromatyczną niespodzianką, wraz z promieniami wiosennego słońca. Przyznajcie się, na pewno zdarzyło się Wam jeść drożdżówkę jeszcze na ciepło? No tak, przecież nie będziemy czekać aż wystygną, a poza tym jest ich sporo, więc zostanie jeszcze kilka sztuk na potem. Dzisiaj podrzucam przepis na rozpływające się w ustach jagodzianki, które jak dla mnie najlepsze są bez polewy. Za to dla synka, na specjalne życzenie - maznęłam żółtym lukrem. Tak właśnie czekamy na Wielkanoc, a ja notuję listę potraw na świąteczny stół. Dodam tylko, że te jagodzianki są idealnie na piknik, lub jako prowiant podczas podróży. Jagodzianki wg Pawła Małeckiego - sposób wykonania. Smacznego!


czwartek, 6 kwietnia 2017

jadąc na północ Lanzarote - Mirador del Rio


Lanzarote - afrykańska wyspa o powierzchni 845,9 km kw, należąca do Hiszpanii. Miejsce naszej podróży poślubnej, bardzo piękne i różnorodne. Powstała z wulkanu, jednak z nienaruszoną w pełni naturą, dopiero od kilku lat przyciąga nowych turystów. Na Lanzarote słońce świeci aż 330 dni w roku i głównie dlatego wybraliśmy ją na miejsce naszego wypoczynku i miłości w grudniu. Ta podróż okazała się dla nas idealna nie tylko ze względu na pogodę, przy której mogliśmy wygrzewać się na słońcu większą część dnia, lecz także z powodu całkiem przystępnej odległości, z Północnej Irlandii to 4 godziny lotu samolotem. Jak się okazało Lanzarote ma do zaoferowania niezrównanie piękne atrakcje powstałe naturalnie, nietknięte ręką człowieka, o których zobaczeniu wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć. Tego, jakie wyspa wywarła na nas wrażenie nie sposób wyrazić słowami, po prostu trzeba tu powrócić. Nie dość, że mocno czuć tutaj klimat hiszpański jeśli chodzi o styl życia, i populację to jeszcze dodatkowo można poczuć się zupełnie jak w innym świecie.. Różne plaże, piękne odcienie nieba, i liczne wulkany. Mieszkając w jednej z centralnych dzielnic w wygodnej villi z basenem, tuż przy wybrzeżu Atlantyku, oraz przy jednym z najpiękniejszych deptaków mogliśmy praktycznie w kilkadziesiąt minut zasmakować właśnie takich niebywałych doznań -jadąc na północ lub na południe Lanzarote. Odległości zdecydowanie przemawiają za tym, aby po dwóch, trzech dniach lenistwa plażowego wsiąść w auto i po prostu dotrzeć do celu. Tym razem spędzaliśmy większą część dnia w głównym mieście Wyspy na Arrecife, a stąd już czekała nas całkiem przyjemna trasa ku najpiękniejszemu zachodowi słońca jaki kiedykolwiek widziałam... Jakoś tak wzbranialiśmy się przed wypożyczeniem auta do ostatniej chwili, aby te wakacje jak najbardziej nietknięte były tym, co na co dzień mamy. Na Lanzarote wylecieliśmy praktycznie odcięci od świata, i wszystkie sprawy zostawiliśmy daleko w NI, bez laptopa, prawie w ogóle nie włączając tv, a także bez konkretnego planu na wynajem auta. Dopiero będąc tam, westchnęliśmy: Ah jaka ta Wyspa jest piękna! Trzy ostatnie dni to było szybkie wypożyczenie auta i objazd Lanzarote. Raz przeznaczyliśmy na to cały dzień a dwa razy dopiero czas od popołudnia. Ponoć to, co najpiękniejsze na Lanzarote można zobaczyć na południu El Golfo (to w kolejnym artykule) oraz na Północy punkt widokowy Mirador del Rio. Dzisiaj zabieram Was na wycieczkę w kierunku północnym. Mirador del Rio, to nie tylko punkt widokowy, który stał się celem naszej podróży, lecz także cała okolica, i to co znajduje się po drodze. Niektóre centralne punkty warto pozostawić na inne dni zwiedzania. Na odwiedziny południowych atrakcji polecam przeznaczyć cały dzień, bo jest ich po prostu więcej. Jak dla mnie potwierdza się powiedzenie więcej, nie znaczy lepiej, i tak właśnie zakątki szczytowe Lanzarote są dla mnie niezrównanie atrakcyjne. Jadąc na północ..