Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EHOD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EHOD. Pokaż wszystkie posty
niezwykły dom wiejski w Irlandii Północnej

sobota, kwietnia 25, 2020

niezwykły dom wiejski w Irlandii Północnej

W dzisiejszym wpisie powracam z tematem EHOD NI w jakim mieliśmy okazję brać udział we wrześniu ubiegłego roku. W ramach imprezy Dni Otwartych Europejskiego Dziedzictwa w Irlandii Północnej odwiedziliśmy w jeden dzień cztery różne domy. O trzech z nich pisałam w artykułach jakiś czas temu. Pozostał do opisania według mnie ten najbardziej ciekawy pod względem konstrukcji - Dom Origami. Ten dom znalazł się wśród obiektów otwartych do zwiedzania kolejny rok z rzędu. Właściciele udostępniają go tylko w tym czasie EHOD, ponieważ dom jest miejscem ich zamieszkania, a jednocześnie biurem projektowym w którym pracuje autorka designu.
Jane Burnside jest znaną architektką współczesnego budownictwa wiejskiego, która tworzy projekty i je realizuje w myśl Origami Style. Autorka swoją fascynację tym stylem przeradza w projekty, które wdraża głównie na terenie UK, starając się tak dopasować wygląd i funkcjonalność domu, aby nie tylko reperezentował on nowoczesność i abstrakcję w wyglądzie, ale przede wszystkim aby był on funkcjonalny i praktyczny dla mieszkańców, ludzi żyjących na ziemiach UK. Patrząc na ten dom i styl w jakim powstało już kilka realizacji tego biura projektowego, jestem pewna, że udało się uzyskać te dwie cechy.
Umiejętne połączenie współczesnej architektury z krajobrazami, staranne dopasowanie do otaczającego klimatu, w taki sposób aby zostały zachowane cechy otoczenia - pola, krzewy, czy dojrzałe kwitnące drzewa, to podstawowe cechy tego projektu. Szczególnie ważne i zauważalne jest rozmieszczenie Domu Origami eksponując potok płynący wzdłuż zabudowy. Piękne jest też uwzględnienie tego całego krajobrazu w stylizacji domu, gdyż konstrukcja przeszklenia ścian - wizualnie 'wpuszcza' widok i całą naturę do środka domu.. A natura posiadłości jest niezwykła. Należy ona do Ogrodów Krajobrazowych na skraju Glens of Antrim, i między innymi z tego powodu Origami House jako pierwszy współczesny dom został zakwalifikowany do wydarzeń Dni Otwartych Dziedzictwa Narodowego. Trudno uwierzyć, że było to po raz pierwszy w 2011 roku, bo dom prezentuje się bardzo nowatorsko, mimo upływu lat wciąż nie traci swojej świeżości od roku 2008.
 
Dom Origami cechuje funkcjonalność o każdej porze roku, i to nie tylko przez odpowiedni kształt i położenie, ale też poprzez znakomite wykorzystanie jego elementów wyposażenia do życia (kominek, ogrzewanie, oświetlenie). Szczególnie to ostatnie mocno narzuca mi się na myśl, gdy przypomnę sobie wnętrze Domu Origami. Cała geometria, kąty, złamania ścienne w pawilonach domu, wydobywają szczególne cechy i kierunkują work na miejsca w które potem z chęcią patrzymy. Jest tu charakterystyczne przede wszystkim wprowadzenie w ten sposób światła naturalnego do pomieszczeń domowych. Dom musi być jasny, przestrzenny, ale też ciepły. W domu wprowadzono szereg ulepszeń potrzebnych do zamieszkania na co dzień. O jego oryginalności decydują też meble - jakie nawiązują do stylu origami. Są dobrze wkomponowane, niekonwencjonalne w wyglądzie i pasują do Domu.
Właśnie w sztuce Origami chodzi o to umiejętne ułożenie, z jednej formy w zupełnie inną, niby niespotykaną, nieoczywistą, ale dającą nowe możliwości, nową wizualność i nowy wymiar. Każde złamanie w sztuce origami ma coś na celu, daje niesłychany efekt. Podobnie jest z domem Origami. Tylko do architekta należy, aby te cechy tak połączyć z dodatkami, by wydobyć walory projektu i tak, by to spełniało swoje zadania. Jak widać, to nie tylko oryginalny budynek, ale też dopasowany do mieszkańców azyl.. To wyraźnie można wyczuć w tym miejscu, a efekt jest oszałamiajacy. Jeśli chcielibyście tutaj dotrzeć, lub dowiedzieć się więcej o innych obiektach EHOD - zajrzyjcie na metagi na dole artykułu.
Dlaczego tak bardzo zafascynował mnie ten projekt domu Origami? Z pewnością już nie raz pisałam Wam, że jestem fanką przestrzeni we wnętrzu. Ponad wszystko uwielbiam przestrzeń w domowych warunkach. Przykladem takim jest nasza ogromna, niezagracona kuchnia w której przebywam sporą część dnia, czy nasza sypialnia, gdzie czujemy się komfortowo pod każdym względem. Od lat mimo fascynacji wieloma przedmiotami artystycznymi, w swoim domu stawiam na kilka wyszukanych mebli użytkowych zamiast nagromadzenia zbędnych szafek, czy bibelotów. Podobnie podchodzę do tematu naturalnego światła w domu. Otaczam się jasnymi dodatkami, ściany w jakich czuję się najlepiej są po prostu białe. To nie znaczy, że tylko takie rozwiązania mi się podobają. To też nie znaczy, że nie kocham kolorów i nie szanuję upodobań innych osób do uwielbienia barwnego wnętrza. Jednak zauważyłam, że taki styl najlepiej wpływa na mój nastrój i samopoczucie.
Rozjaśnienie domu i w ogóle wszystkiego dookoła mnie, dostarcza mi odpowiedniej porcji energii potrzebnej do życia. Aby odbierać taki wystrój przyjemniej, uwielbiam do tego wszystkiego dodawać zieleń, kwiaty. Właśnie tak chcę się czuć też w swoim ogrodzie, jednocześnie przenosząc zielone, czy też naturalne akcenty do domu. Na szczęście natura Irlandii Północnej miarodajnie współgra z wilgotnym klimatem, odwdzięcza się mieszkańcom na każdym kroku. Mimo słabego słońca - dookoła wszystko kwitnie, zieleń jest wszechobecna, nie jest przesuszona, jest soczysta. I choć nam ludziom brakuje światła, to na pewno na brak natury narzekać nie będziemy. Możemy nauczyć się umiejętnie rozplanować nasze otoczenie, aby żyło nam się jeszcze przyjemniej, jaśniej i w zgodzie z naturą.
Projekt domu Origami jest niezaprzeczalnie przykładem domu idealnego, budując go w połączeniu z otaczającą naturą i klimatem, jednocześnie wychodząc naprzeciw oczekiwaniom wyszukanym, potrzebom, których nie można spełnić w innym projekcie. Ustawienie pomieszczeń w takim układzie, okien o ogromnej wielkości pod odpowiednim kontem, pozwala na wpuszczenie całej ilości światła do wnętrza, a kolorystyka fasady zewnętrznej i ścian w środku domu jeszcze to wrażenie potęguje. Ukośny układ konstrukcji pozwala na osiągnięcie rozjaśnienia poprzez odbicie światła. Zarówno w domu, jak i na zewnątrz. 
Z pewnością nie jest to powszechny projekt, czyli ani klasyczny dom europejski, ani też tradycyjny kamienny cottage, ale takie innowacje nie tylko podobają się, a również sprawiają, że możemy poczuć się w pochmurnym Kraju - Irlandii Północnej jak w Europie Środkowej. Myślę, ze to może być istotne dla osób, które chciałyby w takim klimacie żyć, nie zmieniając swojego miejsca zamieszkania. Nie ukrywam, że taki dom to również inspiracja dla mnie do bardziej schludnego i przestrzennego życia. Ten projekt szalenie mi się podoba i jestem pewna, że moje otoczenie w najbliższym czasie będzie tak się obrazowało.


Lissan House dwór szlachecki w Cookstown

sobota, października 26, 2019

Lissan House dwór szlachecki w Cookstown

Kilka razy w roku uwielbiam ruszyć po Kraju w którym żyjemy. Irlandia Północna przez cały czas mnie zaskakuje. Każdego roku odkrywamy nowe miejsca o których tak naprawdę nie mogłam wcześniej wiedzieć, bo przecież nie urodziłam się tutaj. Jednak moja wrodzona ciekawość świata sprawiła, że rozglądam się dookoła, często wyłapuję ciekawe zabytki  podróżując w trasie, ale najczęściej po prostu o nich czytam. Tak było w przypadku kolejnego miejsca - a dokładnie dworu, którego nazwa już kilka lat temu 'obiła' mi się o uszy, ale dopiero przy okazji EHODNI 2019 chciałam posiadłość odwiedzić.
Oczywiście takie miejsca godne są uwagi przez cały rok, ale nie sposób do wszystkich dotrzeć od razu i nie wyobrażam sobie, aby wszędzie 'ciągnąć' za każdym razem moje dziecko. Akurat Dom Lissan wg mnie nie jest miejscem bardzo atrakcyjnym dla dzieci, mimo iż (ponoć) zlokalizowany jest przy nim plac zabaw (nieczynny w EHODNI). Być może dlatego zatrzymaliśmy się tutaj dosłownie na godzinę. Dom spodobał się nam a także Alexandrowi, szczególnie z perspektywy szybkiego obejścia kilku udostępnionych wnętrz, posłuchania ciekawej historii, i późniejszego spaceru wokół tego nietypowego domu.

Tak właśnie w naszym przypadku wyglądała wyprawa do pięknego Lissan House. Niemniej posiadłość którą obecnie pieczołowicie doglądają pracownicy. Lissan National Trust (fundacja założona przez ostatnią właścicielkę dbającą o przyszłość dworu) obecnie funkcjonuje głównie poprzez organizację imprez okolicznościowych, z których środki będą przeznaczone na rzecz renowacji kolejnych budynków przynależnych do posiadłości Lissan. 
Dwór liczy sobie ponad cztery stulecia, i jest najstarszym i najbardziej atracyjnym tego typu domem w co Antrim. Żeby nie przynudzać może od razu dodam, że jego fasada niczym nie zapowiada tego co znajduje się w środku. Otóż zaraz po przekroczeniu oszklonej werandy, w której witają opiekunowie obiektu, ukazał nam się ogromny reprezentacyjny hol (hall) obłożony drewnem, starymi meblami, obrazami, boazerią, starym kominkiem przy którym oczywiście zasiadł nasz Alexander. 28 pokoi, teraz już całkowicie odnowionych, specjalne przyległe do domu pomieszczenie - kuźnia, czy bursztynowe podwójne okna wykoszowe w elewacji bocznej..
Najbardziej atrakcyjnym fragmentem holu od zawsze były drewniane schody niczym Grand Staircase w adaptacji filmowej Harry Potter. Te wyjątkowe schody to niepowtarzalny detal i znak charakterystyczny Dworu Lissan. Zajmują aż trzy i pół kondygnacji głównej sali! Zachowane po dziś dzień, nie pozostawiają złudzeń. To w tym miejscu najbardziej widać jak stary, tajemniczy i bardzo oryginalny jest Lissan House.

To właśnie tutaj dowiadujemy się szczegóły historii Dworu, uważnie słuchając razem z kilkunastoosobową grupą opowieści bardzo zaskakujących. Samo pomieszczenie dostarcza sporych emocji, bo jest ciemne, wręcz mroczne, o specyficznym zapachu, a schody na których stoi opowiadająca i gestykulująca lektorka skrzypią i...kołyszą się! Boczne korytarze prowadzą do różnych zakamarków, m.in. do sklepiku, toalet, spiżarni i kuchni.
Natomiast na wprost wejścia mieści się tea room a dalej sala balowa. Te dwa pomieszczenia z pięknymi meblami szlacheckimi i z wieloma oknami na ogród Lissan House - bardzo różnią się od poprzedniego. Są rozświetlone wpadajacym światłem, jasne, mocno dekorowane malunkami i zdobieniami. zarówno w kawiarni, jak i w sali balowej (w stylu wiktoriańskim) odbywaja się zazwyczaj imprezy rodzinne (50 osób i 100 osób).


Na co zwróciłam uwagę to piękne krzesła, oryginalna porcelana (chyba srebro) i stare sztućce. Ponoć herbatę sprowadza się tu z wyszukanej herbaciarni w Belfaście! Te dwa pomieszczenia bardzo mnie oczarowały, szczególnie malunkami ściennymi i oknami z wkomponowanymi witrażami - dając cudne refleksy na parkiet. Stąd można wyjść na taras Dworu. Dookoła niestety nie ma obsadzonego kwiatami i krzewami ogrodu, ale jest urokliwa przestrzeń i w tle irlandzka zieleń.
Być może, a może właśnie dlatego ten obiekt jest tak bardzo pożądany na różnego rodzaju uroczystości, i jako miejsce z uprawnieniami do udzielania sakramentu małżeństwa. Piękna odnowiona fasada budynku dobrze wypada na zdjęciach i została dodatkowo w czasie ostatniej renowacji w 2010 roku uzupełniona o dzielone ramy okienne. Natomiast cały budynek posiada nienaruszoną konstrukcyjnie formę po ostatniej szlachciance rodu.
Hazel Marion Redclyfe Dolling (z domu Staples) urodziła się właśnie tutaj w Lissan House w 1923 roku i jako nastolatka wyruszyła w świat, a Jej szkoła i późniejsza posada związana była z pracą na okręcie wojennym. Potwierdziły się obawy ojca dwóch córek - Roberta, że obie opuszczą dom Lissan, jednak pewnie nie przewidział jak bardzo Hazel w przyszłości zadba o posiadłość i jej przysżłość. Otóż w roku 1965 powróciła a w 1970 roku wyszła za mąż i wspólnie zarządzali posiałością aż do Jego smierci do 1986, nie mając potomstwa. Hazel zdecydowała się dalej samotnie prowadzić dom i jego ziemie.
I tak w 1997 roku wpadła na pomysł stworzenia fundacji charytatywnej, kóra funkcjonuje po dziś dzień, a jej celem bieżacym jest zagospodarowanie posiałości od zewnątrz, i przywrócenie dawnycch ścieżek spacerowych, a także bazy noclegowej, dla zwiedzajacych obiekty zabytkowe. Hazel za życia w 2003 roku prowadziła pub;iczną kampanię w serialu telewizyjnym BBC Restoriation, gdzie zyskała rzesze fanów i rozgłos, dzięki czemu dom stał sie sławny. W 2006 roku Hazel odeszła na zawsze z tego świata pozostawiając społeczeństwu swoją posiałość pod opieką Lissan National Trust.
Mimo iż to właśnie Hazel uznaje się za główną promotorkę domu i jego historii, nie należy zapominać o kilku pokoleniach całej rodziny wychowanych w Lissan House w tym też szczególnie o samych założycielach. Posiadłość Lissan (a także później po ślubie z posagu miasteczko Cookstown) zakupił Thomas Staples około 1610 roku, jako jeden z osadników (angielskcy i szkoccy) na ziemiach irlandzkich. Postawił tutaj pierwsze budynki i dom. W wyniku starań i zażyłości pozostał On na tych ziemiach od tego momentu baronetem (1st baronet), przez nadanie honorowe króla Karola I. Odtąd rodzina stała się szlachecką. Jeden z Jego synów najstarszy - Sir Robert na tej ziemi postawił Lissan House w obecnej formie około 1670 roku. Tak przez 4 pokolenia dom był dworem, a jednocześnie domem rodzinnym dla szlacheckiej rodziny Staples.
Wśród kolekcji Lissan House można oglądać piękne obrazy i szkice utalentowanego i sławnego Sir Roberta Ponsoby Staplesa, urodzonego w Dundee, który po odziedziczeniu przez Jego Ojca tytułu (Sir Nathaniel Staples) i posiadłości Lissan w latach 70-tych XIX wieku, zamieszkał w Lissan House. Po zakończeniu nauki w kilku uczelniach, w tym od 1865 roku na Wydziale Sztuk Pięknych w Belgii, po studiach w Brukseli i w Paryżu, przeniósł sie do Anglii, gdzie świetnie odnalazł się w tamtejszym świecie artystycznym. Robert znany był z dobrego humoru, ze szkiców w których się specjalizował, ale też malował trochę pejzaży i portretów, a najlepsze Jego prace można podzwiać w Narodowej Galerii Portretów w Londynie, i w Galerii Narodowej w Dublinie. Przyjaciółmi Sir Roberta Ponsoby Staplesa byli m.in. Edward VII, książę Walii, Oscar Wilde, Mark Twain, William Morris, Sarah Bernhardt, Yvette Guilbert i inni...
Obecnie zbierane są fundusze na cłakowite wykończenie domu i budynków gospodarczych, a także konserwatorium. Myślę, że w przyszłości to miejsce będzie najpiękniejszą odrestaurowaną posiadłością Cookstown. 
Rosehill House - w białym cottage'u

sobota, października 19, 2019

Rosehill House - w białym cottage'u

Kolejny interesujący dom, jakże klimatyczny, 'wyrastający' niczym grzybek w lesie - na obrzeżach małego miasteczka Stewartstown (Cookstown) w Irlandii Pólnocnej. Gdy na stronie zapowiadającej obiekty otwarte podczas - EHODNI 2019 ujrzałam ten cottage, wiedziałam już, że koniecznie chcę tu się znaleźć. Wśród wielu tegorocznych propozycji European Heritage Open Days Northern Irleland ta bardzo przypadła nam do gustu, a domek najbardziej spodobał się mojemu Alexandrowi.
Domek jest niczym wyjęty z dawnej wsi, z kamienia, ze strzechą, malowanymi oknami, osadzony wśród dzikich, polnych łąk, i wcale niełatwo tutaj dotrzeć. Nasza trasa kończyła się właśnie tutaj, była to już końcówka imprezy, która odbywała się tego dnia w cottage'u Rosehill. Jak się dowiedzieliśmy nazwany został imieniem rodzinnym. W progu właścicielka powitała nas z uśmiechem na ustach, z błyskiem w oku, zapraszając do wejścia. Dalej czekały na nas przyjemne wiejskie widowiska.
Przedsionek to kamienne schody, beczki do leżakowania alkoholu,, dalej wąski kamienny hol, i ogromna kuchnia (kominek, kuchnia i jadalnia) a w niej atrakcje w postaci zapalonego starego irlandzkiego komina i pieca, służącego do ogrzania domu, ale też wypieku tradycyjnego irlandzkiego chleba, czy stare sprzęty do ubijania śmietany, wyrobu masła, i wiele wiele innych. Porcelana Churchill zapełnia drewnianą komodę, a na środku stoją bardzo stare drewniane stoły, które owszem służą często do posiłkowania się, ale też są przeznaczone do różnych organizowanych tutaj spotkań, typu szkolenia, czy warsztaty.
Od razu czuć, że ta kuchnia to serce domu Rosehill. W tym ogromnym pomieszczeniu skrywającym mnóstwo detali i maszyn służących do przygotowywania potraw w staromodnym stylu, pomieści się spora ekipa ludzi chętnych poznać tajniki wiejskiej kuchni, czy folkloru irlandzkiego. Właśnie w sobotę otwartą we wrześniu prezentowano tutaj wypiekanie chleba. Ostatnio prowadzone były warsztaty wyplatania koszy, są też organizowane tu imprezy okolicznościowe, a nawet małe przyjęcia ślubne oraz sesje zdjęciowe.. Gdy mieliśmy chwilę, zasiedliśmy przy kominie w bujanych fotelach, i poczuliśmy to ciepło i magię dawnych lat!
Zaraz potem przespacerowaliśmy się po jadalni, odnajdując wśród 'staroci' wolnostojące oraz oprawione w ramy - pamiątkowe zdjęcia rodzinne, a w przechadzce towarzyszył nam tata obecnej właścicielki opowiadający anegdotki z życia rodzinnego i o tym cudnym cottage'u. Dowidzieliśmy się wielu ciekawostek z historii, ale też o współczesnej działalności domu i jego opiekunów. M.in tego, że obecnie dom służy także jako miejsce noclegowe, można go wynająć na stronce. w wersji self catering lub breakfast.


Fajny pomysł, szczególnie dla tych, którzy są w Irladnii po raz pierwszy! W tym domu, na pewno odczujecie piękno kraju, w którym my żyjemy od kilku lat. Nie oglądaliśmy sypialni, które znajdują się na górze, ale zapytałam właścicielkę o zamieszczenie ich zdjęć i artykułu na blogu, na co wyraziła zgodę, i widziałam spory entuzjazm z Jej strony. Więc uważam, że w przypadku tego obiektu, jak najbardziej Wam pokażę to, co odkryłam w tym cudownym białym domku. Usłyszeliśmy też, że posiadaczka obiektu kocha stare auta, i jak najbardziej kolorowe, oraz jest ich kolekcjonerką.

Dowodem na to są dwa autka wystawione przed Rosehill House, które też bardzo nam się spodobały ;) Parę zdjęć przy fotogenicznych samochodach, i spacer wokół domu to kolejne przyjemne pół godziny spędzone w Rosehill. Wokół domu kwitną kwiaty, przed domem stoi stara pompa wodna, a za nim.. No tutaj to jest spory składzik maszyn rolniczych i innych ciekawych eksponatów.

Wracamy do cottage'u i jak się okazuje ma on jeszcze sporo ukrytych bibelotów. Na przykład starą spiżarnię przeznaczono na bar. Jak na irlandzkie życie przystało musi być whisky, ciemne piwko, i inne smakołyki z dodatkami. Pełne wyposażenie w tym pomieszczeniu i są nawet stoły barowe! W drodze do wyjścia toaleta z kamienia, jak za dawnych lat, ze starą spłuczką, retro umywalką, itp. Ponoć na górze jest też łazienka z równie starą wanną.. :)

Nie wiem jak Wy, ale ja lubie te irlandzkie klimaty, szczególnie jeśli wokół tego posiadacz odpowiednio 'kręci się', dbając o każdy szczegół, dopieszczając w danym stylu wystrój, zachęcając i przekazując też wiedzę o obiecie 'z dziada pradziada'. :) Na stronie poznacie cennik, a także słów parę o miejscowych atrakcjach.

Pozwoliłam sobie obejrzeć ofertę noclegową Rosehill i szczerze przyznam, że jest to pewne szaleństwo spać w takim tradycyjnym miejscu, w staromodnej sypialni. Ja uwielbiam takie noclegowe perełki, mimo iż nowoczesne wydanie noclegu jest mi chyba najbardziej przeznaczone w przypadku naszych podróży..  Może kiedyś tutaj powrócę w roli klientki.

spacer z duchami w Springhill House - Irlandia Północna

sobota, października 12, 2019

spacer z duchami w Springhill House - Irlandia Północna

Halloween już lada moment. Trudno nie wziąć udziału w wydarzeniach z tej okazji i trudno nie odczuć w żaden sposób ostatnich dni października, jakie w Irlandii i Irlandii Północnej przebiegają w klimacie zapalonych świec, zabaw przy miotle, czy jedzeniu dyni. Nie ma też wyspy bardziej nawiązującej do wierzeń celtyckich, mimo iż społeczeństwo jest obcenie w połowie chrześcijańskie - niż Zielona Wyspa Irlandia. Jedno jest pewne, na wyspie nie brakuje domów, gdzie wyraźnie czuć klimat dawnych lat. W Springhill House można poczuć to wręcz namacalnie. Nawet jego dawni domownicy po dziś dzień nie chcą go opuścić.. 
Sringhillhouse w Moneymore, Irlandia Północna. Pierwsze wrażenie robi sam dom. Widoczny z daleka, biały, z dzielonymi oknami, uroczo położony na wzgórzu. Na pierwszy rzut oka wydaje się sielską posiadłością i taką jest dla zwiedzających, taką był dawniej dla dziesięciu pokoleń rodziny Conyngham.. O tym świadczy nie tylko ładne położenie w Parku. Pod koniec zimy plantacja pełna jest wczesnowiosennych, białych przebiśniegów. Dookoła trawa się zieleni, a za historyczną ścianą kwitną całoroczne ogrody.. 
Przekraczając ogrodową część plantacji już można poczuć magię Springhill. Przez cały czas naszego pobytu w tej posiadłości, na co przy okazji EHODNI 2019 (dni otwartych w zabytkowych obiektach Irlandii Północnej) zdecydowaliśmy się w pogodną sobotę września, towarzyszyły mi mocne doznania.. Na przemian przyjemne, bardzo zaskakujące, odrobinę dziwne, przeszywające. 
Wzgórza o tej porze roku są lekko podmokłe, ale mimo to z łatwością przychodzi tutaj spacerowanie, szczególnie, że jesteśmy w trójeczkę na rodzinnym spacerze. Mam wrażenie, że to jest idealne miejsce do spędzenia czasu z bliskimi.  Ta magia o której Wam pisałam roztacza się cały czas wokół, podążało to za nami wraz z dalszymi krokami. 
Doctarliśmy do części domu w której mieści się Muzeum Kostiumów. Miejsce jest tak skromnie zlokalizowane a jednocześnie chyba nie ma lepszego rozwiązania dla takich ekspozycji, które stanowią ubiory dawnych mieszkańców, m. innymi Ann Upton, czy wdzianka dzieci, które kiedyś biegały po podwórku Springhill.


Strojne suknie, i wszelkie bibeloty, oraz część poświęcona tylko ubiorom najmłodszych - urocze, ale też bardzo stare, o wystawy o specyficznym zapachu przenoszą nas w dawną sielankę, kiedy w Domu i wokół niego tętniło rodzinne życie. Może właśnie dlatego National Trust, i pracownicy opiekujący się tym obiektem, który został po latach oddany Państwu przez jednego z ostatnich potomków rodziny -zdecydowali się na umieszczenie w jednym z pomieszczeń specjalnej sali zabaw dla dzieci. 
Salka jest wyposażona w udostępnione przebrania. Można skorzystać z możliwości przymierzenia niektórych kostiumów i dalszego zwiedzania obiektu w takim ubraniu.. Fajnie się to sprawdza w przypadku imprez okolicznościowych, jak np. Halloween, które jest tutaj co roku organizowane...
Dom można odwiedzać razem z przewodnikiem, który o nim i o jego mieszkańcach przez lata tu żyjących ma dużo do powiedzenia. Właśnie to nas tutaj przyciągnęło, a z opowieści mogliśmy bardzo dużo wywnioskować, i zrozumieć skąd to uczucie... jakby coś za nami chodziło. 
Nie wiem jak Wy, ale ja mocno wierzę w przeznaczenie pewnych miejsc, a do tego jestem osobą bardzo wrażliwą. Nie znając wcześniej historii Springhill House, dziwnie się tutaj czułam już od chwili, gdy tu przybyliśmy. Nie było to nieprzyjemne uczucie, ale rzadko przeze mnie odczuwane..


Przemierzając komnaty, i wchodząc po skrzypiących drewnianych schodach, z ponad których w ramach rozwieszonych na ścianach spoglądali na nas członkowie rodziny- byliśmy razem z Alexandrem zajęci poszukiwaniem domowników w postaci gryzoni i różnych niechianych lokatorów,. Zgodnie z mapką przewodnika regularnie odhaczaliśmy ich obecność (maskotki rozłożone w poszczególnych pomieszczeniach domu). Alexander uważnie słuchał, wpisując dane zwierzątko w odpowiednią rubrykę:
Historia 1. W XIX wieku nieżyjącą już panią domu - Olivię zobaczyła gospodyni domu -Miss Wilson, podczas rozmowy z córką Olivii - Milly Conyngham. Tego wieczoru po pójściu spać Milly zapomniała swojego pamiętnika, a kiedy panna Wilson chciała go zanieść zapominalskiej, zauważyła przy schodach postać wysokiej kobiety z rękoma uniesionymi w rozpaczy... Zjawa zniknęła..
Historia 2. Pewnej nocy panna Hamilton, która odwiedziła dom, leżała w niebieskim pokoju, próbując zasnąć. Niewiadomo czy w półśnie miała wizję, że w pokoju chodzą słudzy domu, pchając się do dziwnych drzwi, za jej łóżkiem. Obróciła się widząc to zjawisko, po czym odczuła dziwną ulgę i zasnęła. Rano po przebudzeniu nie zauważyła żadnych drzwi za łóżkiem w którym spała. Opowiedziała o swoich wizjach Charlotte Lenox Conyngham, dowiedziała się, że za łóżkiem są owe drzwi, tylko zostały zamurowane wiele lat temu. Później tapeta została zdjęta, drzwi odkryte, za nimi były rękawiczki i mała torebeczka z nabojami...
Historia 3. W latach XX-tych opiekunka dzieci ostatniego pokolenia rodziny obudziała się w nocy i zobaczyła widmo Olivii stojące nad śpiącymi dziećmi. Duch wpatrywał się w dzieci upewniajac się czy wszystko jest w porządku. Opiekunka nie czuła lęku, a duch po chwili zniknął..
Krótka historia Springhill House. Nie jest znana data jego budowy, niemniej najbliższe lata szacowane to 1680 rok. Conyngham poślubił 16 letnią Ann Upton. Ojciec wybranki zażyczył sobie, aby Jego córka żyła w idealnych warunkach, zawarł umowę z mężem córki o dobrej woli budowy domu. Ściśle było określone jaka to ma być posiałość, z czego Pan Młody się wywiązał i odtąd żyło tutaj 10 pokoleń, aż do 1957 roku kiedy William Lenox-Conyngham przekazał całą posiałość Funduszowi Narodowemu (National Trust). 
Dziś można podziwiać pokoje, zbiory broni, meble, słynne dębowe schody, kostiumy, i pokoje, a w tym najbardziej znany niebieski, w którym to ponoć najczęściej czuć obecność ducha... Jak już się domyślacie to duch jednej z Pań Domu - Olivii. Otóż w 1814 roku mąż Olivii - George nie mogąc doczekać się wieści o chorych na ospę swoich dzieciach, wyruszył mimo pełnienia służby do swego domu Springhill. Spotykał po drodze swojego przywódcę, tłumacząc się, i otrzymał jego przyzwolenie na dotarcie do Springhill. 
Okazało się, że dzieci były zdrowe, jednak przywódca, któremu zaufał George - wydał Go, przez co George został skazany na Sąd. Wkrótce potem jedna z córek Georga zmarła, i trwajaca przez dwa lata jego depresja spowodowała, że w jednym z pokoi popełnił samobóstwo, któremu próbowała zapobiec biegnąca do Niego żona Oliwia..
Ta smutna historia jest jedyną z całej pięknej opowieści o domu, i jego wrażliwych domownikach. W domu naprawdę przyjemnie się przebywa. Organizowane są tutaj różne imprezy okolicznościowe. W tegoroczne Halloween będzie można poznać historię miotły. ;) Dom czynny jest w sezonie i w sezonie wiosennym w weekendy. Na specjalne Dni w roku zostaje otwarty. Wstęp jest płatny. 

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik