owocowy bukiecik - na czerwono

wtorek, czerwca 02, 2020

owocowy bukiecik - na czerwono

Ostatnio mamy same uroczystości w naszym otoczeniu. To właśnie wiosna jest takim wyjątkowym okresem, że w naszym kalendarzu widać wyraźnie kilka ważnych dat. Wiosna, to również okres pełnego rozkwitu tulipanów, które lubimy. Od paru sezonów koniec wiosny to także pierwsze plony truskawek. Właśnie te trzy aspekty sprawiły, że wpadłam na rewelacyjny pomysł. Bardzo pachnący, świeży i zarazem delikatny. Wszelkie uroczyste okazje to dla mnie powód do rozwoju mojej twórczości poprzez układanie kwiatów z papieru dla solenizantów, jubilatów. Wraz ze zmianą pory roku przychodzą nowe pomysły - zgodnie z rytmem sezonowym. Oczywiście, gdy układam bukiety, wtedy gdy kleję kwiaty dla obdarowywanego, pierwszym istotnym kryterium wyboru rodzaju kwiatów, czy bukietów są upodobania tej osoby i również praktyczna strona upominku. 
Pomyślałam, że osoba, której tworzyłam bukiet ucieszy się ze świeżego bukietu. Znając Jej ulubiony kolor, wiedziałam w jakich barwach będzie ta wiązanka. Pomyślałam też o czymś zupełnie nowym i o tym, że koniecznie chcę, aby bukiecik pachniał. Tak postanowiłam stworzyć nie za duży, pachnący świeżością bukiet z tulipanów i uwaga: z jabłuszek czerwonych oraz ze świeżych truskawek. Na pewno znacie zapach truskawek, jabłek? To nikłe, lekkie i w sumie 'zielone' zapachy. Taka woń może się tylko przytrafić w owocowym bukieciku. Czy to nie jest urocze? Dokładnie tak miłe, jak solenizantka dla której bukiecik ułożyłam. Począkowo rozważałam kwiaty z papieru, bo wiadomo - to bukiet na lata, zresztą bardzo modny. Ale nie ukrywam, że papierowe tulipany nie robią na mnie wrażenia estetycznego, gdyż w tulipanach najbardziej podoba mi się ich świeżość. Tę soczystość liści, jakie ładnie mogą uzupełnić bukiet, oraz wydłużone twarde płatki, połyskujące blaskiem natury.. To ciekawe jak długo tulipany zostają takie mocne, trwałe, aby później w dwa dni rozkwitnąć. Żywe tulipany pięknie prezentują się w bukiecie. Moje ulubione kolory tulipanów to biały i różowy. Tym razem jednak zdecydowałam się na wiązankę z czerwonymi tulipanami.
Gdy tak pomyślałam o idealnym dodatku - zaraz wyobraziłam sobie tulipany w duecie z truskawkami. Może Was zdziwi takie połączenie, ale to naprawdę super wygląda! W sumie sytuacja z koronwairusem tprzyczyniła się do tego, że nie znalazłam w sklepach truskawek jakie chciałam kupić. Mój mąż znalazł trochę podobne (do tych idealnych) dzień przed samym układaniem bukieciku i wypadło prawie zgodnie z planem. Do bukietu najlepiej pasują truskawki podłużne, i duże, oraz koniecznie niezbyt dojrzałe! To bardzo ważne, aby później nie puściły soku. Przecież nie chcemy, aby obdarowana osoba się poplamiła?! Drugim owocem wykorzystanym do bukietu są czerwone jabłuszka. Czerwone, zielone, a nawet żółte bez problemu znajdziecie we wszystkich sklepach, nie tylko na straganach owocowych. Na jabłka zdecydowałam się, ponieważ ciekawie wypełniają wiązankę, ładnie ją kształtują. Oczywiście w moim bukiecie musiały znaleźć się jabłka czerwone, ale już oczyma wyobraźni widzę inne barwy w innych kwiatowo-owocowych kompozycjach. Jabłka dodają uroku, kształtu, ale też są bardzo popularne i chyba nie ma osoby, która by ich nie lubiła.. zjeść.
Ale o tym za chwilę, bo teraz napiszę Wam jeszcze o wypełnieniu trzecim owocem. Na pomarańczę zdecydowałam się przypadkowo. Równie dobrze mógłby to być obrany owoc granatu, pieknie wyeksponowany - nadałby bukietowi leko rubinowego i różowego odcienia. Jednak z myślą o solenizantce, byłam pewna, że w bukiecie lepiej Jej się spodoba właśnie pomarańcza. Nie chodzi tylko o wielkość jaka prezentuje się w widoczny sposób, czy o żywy kolor dokładnie po środku bukietu. Na myśli mam przede wszystkim walory smakowe, i upodobania solenizantki do smaku cytrusów. Teraz napiszę Wam o najważniejszej atrakcyjności bukietu z owoców.. Otóż. Ten bukiet robiony własnoręcznie, jest oczywiście nietypowy. Jest jadalny! Na pewno ma on mnóstwo walorów zarówno wizualnych, jak i odżywczych. Przede wszystkim pięknie się prezentuje, ma żywe barwy, mieni się kolorami...
Mamy tu ogromne pole do popisu - owoce można z kwiatami, czy też bez nich łączyć w dowolny sposób - uzyskując zaskakujące wręcz duety. Mogłabym stworzyć przecież bukiet z cukierków, które byłyby słodkim dodatkiem, wybrałam jednak zdrowe owoce i też są tym słodkim dodatkiem. Jestem przekonana, że takim słodkościom Nikt się nie oprze, a przy tym dodam Mu dawki energii i zdrowia. Myślę, że owocowy bukiet to oryginalny pomysł na każdą okazję. Do jego uformowania potrzebne są - wszelkie patyczki, ważne aby były zakończone w szpic. Dobre będą akcesoria do nadziewania szaszłyków. Warto te wykałaczki wykończyć owijając zieloną taśmą florystyczną (aby imitowały łodygi). Owoce trzeba nadziewać po trzy takie nadziania w każdym owocu. Stabilizuje to bukiet, i owoce nie kręcą się, nie przemieszczają, nie spadają.
Układanie zaczynamy w wybrany sposób. Może to być od największych owoców i kolejno dookoła inne elementy bukietu. Lub obieramy drugą metodę - od jabłuszek, które ładnie się wypełniają i 'blokują', a pozostałość kwiatów i owoców 'wpuszczamy' w środek i dookoła jabłek. Po ułożeniu jednej partii owoców owijamy bukiet taśmą klejącą kilka razy, a następnie dokładamy kolejne nadziane owoce i znów owijamy. Możemy dorzucić kilka 'słodkich' dodatków. Bukiet jest bardzo ciężki i ma grubą podstawę. Dlatego warto robić wszystko ściśle i ale bardzo ostrożnie. Na koniec owijamy ozdobnym papierem.

Letter Cake tort idealny na imieniny

piątek, maja 29, 2020

Letter Cake tort idealny na imieniny

Teraz kiedy zajadamy się moim imieninowym tortem, doskonale rozumiem jak to się stało, że jest tak popularny na całym świecie. Zapewniam Was, że nie tylko to jak wygląda, ale też jego smak, sprawia, że jest taki fenomenalny. No wiadomo, sam wygląd jest wręcz 'słodki'! Można czarować jak się tylko Wam podoba, z owocami, i słodyczami, a także z kwiatami. Ten tort występuje w oryginale na kruchych spodach, ale można spróbować zrobić go na biszkopcie. Ja zdecydowałam się na wersję kruche blaty z kremem śmietanowo - czekoladowym, na bazie serka mascarpone, śmietany i białej czekolady. A ponieważ moje imię to Magdalena - M, to koniecznie (zresztą po raz pierwszy w życiu) mam torta imieninowego z inicjałem! Tak pomyślałam, że skoro na czterdzieste urodziny nie zagościł na moim stole Number Cake (40?!), to teraz będę miała Letter Cake.
A żeby nie było tak standardowo, to prócz dekoracji truskawkami, makaronikami, ciasteczkami, i bezami, postanowiłam nieco urozmaicić wygląd mojego torta dekoracjami z kwiatków z krepiny. W roli głównej na torcie różowe różyczki z krepiny, na papierowych podkładkach. Wymarzyły mi się właśnie takie delikatne pastelowe różyczki, jakich nie kupiłabym w kwiaciarni u mnie w Irlandii Północnej, a w moim wazonie zresztą aktualnie rozwijają się frezje, które dostałam na Dzień Matki. Wracając do samego tortu. Mój tort składa się z trzech części (6 blatów, po trzy na dole i trzy u góry). Wewnątrz, prócz kremu śmietanowego, delikatnie przełożyłam go startą czekoladą białą, która nadała wyjątkowy smak całości. Także w jednej długiej części obłożyłam cieniutko pokrojonymi brzoskwiniami z zalewy. Dwa pozostałe blaty literki M nie mają wewnątrz dodatków owoców. Na wierzchu, jak widzicie, są dekoracje z papieru - różyczki. A z jadalnych ozdób mamy świeże połówki truskawek, dzięki którym tort smakuje świeżo, oraz z suchych dekoracji - kupne makaroniki w dwóch odcieniach, ciasteczka kolorowe, bezy mini jakie zrobiłam dzień wcześniej.
W wieczór poprzedzający moje imieniny upiekłam też blaty. Śmiem twierdzić, że tort smakuje wyśmienicie właśnie dlatego, że jest z ciasta shortbread. Bardzo ważne jest, aby dobrze podpiec ciastka. Blaty powinny być dość twarde, aby udźwignąć wszystkie dekoracje. Z kolei cały tort proponuję przygotowywać rano tego samego dnia, w którym będzie podany, gdyż to smaczne ciasteczko jest wtedy lekko namiękczone i smaczne.  Na drugi dzień już jest bardzo miękkie. I jeszcze wielkość torta. Niektórzy stosują szablony do odciśnięcia całej literki. Można to zrobić w zwykłym programie graficznycm i wydrukować sobie literkę czy numer. Mi zależało, aby M nie była zbyt wysoka, ani zbyt szeroka względem całości. Ale też chciałam aby tort był nie za mały. Właśnie dlatego blaty piekłam na dwa razy i nie w jednym kawałku. Jednak te klasyczne Number Cake niestety wychodzą mniejsze, a ich wysokość jak dla mnie to niewiele. Około 20 cm. Nie oszukujmy się nie jest to zbyt wiele w przypadku takiego powycinanego torta. Stąd właśnie moja taktyka pieczenia. I większy rozmiar tortu.
Teraz mój tort wynosi -wysokość 28 cm, szerokość 33 cm. Co uważam, że jest optymalnym wymiarem i bez obaw, że ciasto dotknie podczas pieczenia obrzeża dużej blaszki. Poza tym wyobraźcie sobie, że te około 10 cm więcej od standardowych takich tortów pieczone w jednym kawałku to byłoby pewne ryzyko, że literki M nie wyjęłabym w całości z blachy, a zwyczajnie ciastko by mi się rozpadło ;) To, że tort jest w kilku częściach nie jest ani wizualnie, ani też praktycznie żaden minus. Tort ma i tak punktowo nakładany krem, więc nie rozchodzi się na boki. Uwaga tort jest bardzo ciężki i wymaga długiego przechowywania w lodówce. Do naszej idealnie się mieści.
I ostatnia uwaga co do kremu. U mnie totalnie pomieszany krem. Bardzo stabilny i smaczny jak czekolada a lekki jak bita smietana. Możecie robić go z różną proporcją. Pamiętajce jednak o pewnych zasadach. Mascarpone zawsze musi być w temperaturze pokojowej, podobnie masło (gdybyście dodawali). Za to bita śmietana ma być zimna, wprost z lodówki. Czekolada musi być rozpuszczona dokładnie i przestudzona, tak, aby nadal była lekko lejąca. Mascarpone zawsze łączymy z czekoladą, a dopiero na koniec dodajemy do ubitej smietany, bardzo delikatnie. No i jeszcze coś. Biała czekolada, a nawet niektóre śmietany nadają kremowi... kremowy (a nie biały kolor), więc nie zapomnijcie o tym miksując krem. Jeśli chcecie mieć śnieżno biały tort, używajcie mniej czekolady. Proponuję śmietanę whipping,
No kochani, cóż jeszcze mogę napisać. Bardzo lubię datę swoich imienin, choć najchętniej obchodzimy w domu urodziny. Jeszcze niedawno w tym KLIK artykule wspominałam Wam, że tak sobie postanowiliśmy, aby zamawiać torty u cukiernika, ale przemyślałam to i jeśli chodzi o Letter Cake - moim marzeniem było, aby zrobić go sama. No i udało się! Jest pycha.


Letter Cake


Blaty - 1 kostka zimnego masła, 400 gram mąki, 100 gram zmielonych migdałów, 150 gram cukru pudru, 1 jajka, 1 żółtko

Sposób wykonania: Połączyć suche składniki, dodać jajka i wymieszać. Na koniec dodać posiekane masło i ugnieść dokładnie. Podzielić ciasto na 4 równe części. wstawić do lodówki na godzinę.
Następnie wyjąć z lodówki i każdą rozwałkować na 4 długie prostokąty po około 12 cm x33 cm. Pozostałości złożyć w piątą część. Formę wysmarować masłem i ułożyć na niej 4 rozwałkowane prostokąty z minimalnymi odstępami między sobą. Tak w blaszce wstawić do lodówki na 30 minut. Wstawić też oddzielnie piątą część ciasta. Nagrzać piekarnik na 200 stopni. Piec te cztery prostokąty 20 minut. Następnie przygotować V do literki M. Uformować na wysmarowanej masłem blaszce 2 sztuki z pozostałego ciasta (piąta część). Piec 20 minut w temperaturze 200 stopni. Ciastka odłożyć na noc w suche miejsce. (Puszczają tłuszcz).
Krem - 600 ml śmietany double cream, 1 serek mascarpone (250 gram), 2 łyżki cukru pudru, 2 białe czekolady

Sposób wykonania: 300 ml śmietany podgrzać dość mocno i zalać nim pokruszoną w miseczce 1,5 tabliczki czekolady. Wymieszać i pozostawić do ostygniecia. Resztę czekolady zetrzeć na tarce i odłóżyć. Zmiksować drugą część zimnej śmietany razem z dwiema łyżkami cukru pudru. Delikatnie połączyć serek mascarpone z masą z białej czekolady. Na koniec delikatnie wmieszać masę z mascarpone z zimną ubitą śmietaną. Nabić duży rękaw cukierniczy całą masą. Zabezpieczyć końcówki i włożyć do lodówki. Wyjąć 20 minut przed układaniem warstw tortu.

Układanie torta: Wyłożyć blaty ciasteczkowe, pierwszą warstwę, na tacy, lub twardej podstawie. Szprycą nakładać krem. Posypać startą wcześniej białą czekoladą. Przykryć wierzchnią warstwą blatów.  Wstawić do lodówki. Dekorować przed podaniem. Makaroniki, bezy, kwiaty, ciasteczka, truskawki. Wstawić do lodówki. SMACZNEGO!

sałatka jaglana z grillowaną papryką i z ziołami

poniedziałek, maja 25, 2020

sałatka jaglana z grillowaną papryką i z ziołami

Przyznam Wam się, że za kaszami zbyt mocno nie przepadam. Co prawda, podeszło mi kilka przygotowywanych do tej pory deserów i śniadań, ale z obiadami to już sprawa ma się zupełnie inaczej. Sałatka z grillowaną papryką (i z jaglanką) wydaje się być jednym z nielicznych smakołyków z kaszą na jakie byłam w stanie przystać w codziennej diecie tylko ze względu na dodatek ziół do sałatki. U mnie nie ma pietruszki i melisy, jest niewiele cebuli, za to zostawiłam sporo czosnku, który lubimy. Jest też suszona bazylia, którą uwielbiam. Sami narzucamy smak, możemy go urozmaicić, dzięki czemu jaglanka nie jest taka jałowa. Przepis pochodzi z książki Pysznie i Zdrowiej - Kuchnia Polska. 
Zdrowiej, bo: Kuskus - podstawę tabbouleh - zmieniliśmy na kaszę jaglaną. To dobre rozwiązanie dla osób z nietolerancją glutenu i sposób na wzbogacenie diety w żelazo, a z natką pietruszki również w witaminę C.
"Wszystko co najzdrowsze, w jednej sałatce! Do jej przygotowania użyliśmy kaszy jaglanej, warzyw i ziół w najpiękniejszych kolorach lata. Sprawdza się jako samodzielne, sycące danie podobne do libańskiej tabbouleh, ale, podobnie jak ona, lubi też towarzystwo wszelkich mięs i grillowanej ryby.".
Sałatka Jaglana z grillowaną papryką i z ziołami

Składniki:

400 gram kaszy jaglanej
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 czerwona cebula
1 pęczek dymi
2 ząbki czosnku
2 pęczki natki pietruszki
1/2 pęczka mięty
1/2 pęczka melisy
1/2 pęczka dymki
1 cytryna 
6 łyżek oleju rzepakowego
1 łyżeczka pieprzu
sól do smaku
Sposób przygotowania:

  • Zalej kaszę jaglaną wrzątkiem, a potem zimną wodą
  • Powtórz tę czynność minimum dwukrotnie, by pozbyć się goryczy
  • Gotuj kaszę przez 11 minut, w osolonej wodzie. Ostudź
  • Mocno podgrzej suchą patelnię i grilluj na niej obie papryki aż będą miękkie
  • Przekrój cebulę i dymkę na pół i również zgrilluj je na patelni
  • Posiekaj czosnek w plasterki zdejmij patelnię z gazu i rzuć tam czosnek
  • Przemieszaj i wyjmij, gdy czosnek się zarumieni
  • Wytnij z papryk gniazda nasienne i pokrój papryki na duże kawałki
  • Warstwy cebuli oddziel od siebie tak, żeby tworzyły łódeczki
  • Składniki wymieszaj z kaszą jaglaną
  • Posiekaj zioła (takie które lubisz) i dodaj do sałatki
  • Otrzyj skórkę z cytryny i wyciśnij sok z połowy. Dodaj to do sałatki
  • Dolej olej, dopraw pieprzem i solą
  • Wszystko wymieszaj
Marsaxlokk - najbardziej kolorowa wieś rybacka Malty

sobota, maja 23, 2020

Marsaxlokk - najbardziej kolorowa wieś rybacka Malty

Cykl o naszej podróży po Malcie postanowiłam rozpocząć od pokazania Wam pewnej kolorowej wsi rybackiej położonej na południu Wyspy. Jeśli wcześniej gdzieś w Internecie Wam 'mignęły' barwne zdjęcia łódek nabrzeżnych kontrastujące z piaskowymi budynkami, błękitem nieba tudzież  turkusowymi wodami zatoki Morza Śródziemnego - to właśnie jest Marsaxlokk. W sumie, gdyby tak przyjrzeć się całej Malcie, wykluczając jedynie Gozo (drugą maltańską wyspę, która jest dość tradycyjna i surowa, bardziej piaskowa i naturalna), to można śmiało stwierdzić, że Malta ma naprawdę pełną gamę kolorów. 💙
Są to kolory natury i dość intensywny ciepły beż starych budowli, ale też kolory drzwi, ram okiennych, i rzemiosła z jakiego słynie (szkło). Dlaczego wybrałam tą miejscowość jako pierwszą na post? Bo to właśnie w Marsaxlokk mogłam przyjrzeć się jej barwom, spacerować z rodziną wzdłuż tego kolorowego nabrzeża, podziwiać to wszystko. Tak, to fakt, że w tych wszystkich podróżach chyba najbardziej uwielbiam chodzić nabrzeżem 💙 
Choć na Malcie można spotkać mnóstwo turystów, właśnie nad brzegiem miasteczka Marsaxlokk, z tych pięknych kamienic położonych na końcowej uliczce wyglądali miejscowi ludzie. Są Oni uśmiechnięci, pozdrawiający - machając ręką, chętni do rozmowy, zapraszający do wejścia kelnerzy.. Tak było też w Grecji, i tak czułam się też na Malcie. Najlepiej odczułam to właśnie we wsi Marsaxlokk. Tutaj wszyscy przenieśli się bliżej brzegu, gdzie trwał targ. W Marsaxlokk drugą rzeczą charakterystyczną jest właśnie targowisko. Największe odbywa się w niedzielę, my byliśmy w środku tygodnia. 💙 
W momencie kiedy dotarliśmy tutaj, jadąc drogą w kierunku atrakcji położonych na południu Malty - targ po mału już się kończył. Ponoć najlepiej odwiedzić go dużo przed południem. Oczywiście dotyczy to tylko osób zainteresowanych. Szczególnie tych, które lubią owoce morza. My zakupy w czasie maltańskich wakacji robiliśmy w miejscowości Melieha - gdzie wynajmowaliśmy willę. Mielismy pod dostatkiem świeżych ryb, dań maltańskich, kafejek, ale też butików i straganów odzieżowych. O tej porze dnia, wczesnym popołudniem, można już cieszyć się większą przestrzenią Marsaxlokk. Dokładnie tak, jak lubię.💙
Niektórzy mieszkańcy spolegliwie wysiadują nad brzegiem, niektórzy lokalni sprzedawcy już tylko są tutaj po to, aby doczyścić stragany, lub po prostu porozmawiać z przyjezdnymi. Życie jakoś tak wolniej tu się toczy. Malta jest niewielka, a ponieważ wieś położona jest dość centralnie, przybywa tu wielu Maltańczyków na zakupy. Marsaxlokk jest miejscowością przez którą przewija się sporo turystów takich jak my, i takich, którzy przyjeżdżają tu bardzo wcześnie by zrobić zakupy. Z Marsaxlokk można dostać się do różnych atrakcji. Mimo pory popołudniowej, miałam problem ze znalezieniem miejsca do zaparkowania auta! Na szczęście po kilku minutach udało się.💙 
My zaczynamy naszą wizytę od lodów kręconych, równie kolorowych jak cała ta wieś :) Choć odrobinę ochłody w ten upalny dzień. Mimo iż na tej wyprawie przez parę godzin słońce było zakryte niebem i nie świeciło zbyt mocno - żar 'lał się ' z nieba. I lód po prostu topił się szybciej niż był zjedzony. W sumie cieszyliśmy się, że tym razem nie było upału ponad trzydzieści stopni celcjusza. Prawda jest taka, że pogoda na Malcie we wrześniu jest naprawdę letnia, a nam pasuje słoneczny upał głównie wtedy, gdy jesteśmy na plaży, lub w basenie.💙
Niemniej... narzekać nie będę. W UK temperatury powyżej dwudziestu stopni celcjusza są na wagę złota! Więc na urlopie niech będzie cieplej. W Marsaxlokk pierwsze co zauważycie to łódki nazywane przez tubylców luzzu. Mają charakterystyczny kształt i są bardzo kolorowe, a głównym malunkiem na zakończeniach jest oko Ozyrysa, mające odstraszać złe duchy. Taka tradycja. Niech Was jednak nie zwiedzie lukrowy wygląd - który mógłby kojarzyć się tylko z celami turystycznymi. Otóż łodziami tymi nadal rybacy wyruszają na połów. 💙
Oczywiście nie oznacza to, że nie udostępnią łódki na krótką przeprawę z jej właścicielem. Do przejażdżek używa się krótszych łódek, a do połowu tych dłuższych z charakterystyczną długą rufą. Ich barwy i stan, wynikają z codziennej dbałości, regularnego malowania (1 raz w roku), czyszczenia, ale też to świadczy o bardzo dobrym drewnie użytym do budowy łodzi. Gdy dzień handlowy się kończy, to właśnie ten moment, aby przyjrzeć się tym łódkom, jedna, przy drugiej - wyglądają jak z obrazka. :) Co dziwne druga strona nabrzeża też zachwyca. Otóż przy głównej drodze rozstawione są kawiarenki.💙


Udało mi się sfotografować uroczą część placu przy Kościele w Marsaxlokk. Stoi tutaj też mały pomnik. Nieco dalej, tam gdzie zazwyczaj tętni życie handlowe jest pomnik rybaka wracającego z połowu do swych dzieci i mniejszy- kotka chodzącego wokół nich. To takie tradycyjne życie wiejskie, które Maltańczycy cenią sobie najbardziej. W Marsaxlokk jadąc w kierunku południowym spędziliśmy zaledwie parę godzin. Było bardzo przyjemnie i wesoło. Doskonale rozumiem ewenement tego miejsca, i zachęcam do odwiedzin.💙

Znajdziesz mnie tutaj

Copyright © 2017 weekendownik