niedziela, marca 19, 2017 2

samoloty z kartonu


Odkąd pamiętam, zafascynowana jestem samolotami. Zresztą od młodych lat byłam poniekąd związana z nimi. Kiedyś mój tata pracował w dziale mechanicznym bydgoskiego lotniska. Jako mała dziewczynka pomimo płci żeńskiej podziwiałam Jego umiejętności. Jednym z naszych wspólnych zajęć w czasie wolnym, już od wtedy, gdy skończyłam kilka lat było modelarstwo. W Bydgoszczy, skąd pochodzę, w ścisłym centrum mieścił się  sklep z akcesoriami dziecięcymi i zabawkami, jedyny niepowtarzalny, który zresztą co weekend odwiedzaliśmy zakupując coraz to nowsze kartonowe i inne zestawy. Składaliśmy nie tylko samoloty, ale dzisiaj temat jest jeden i to właśnie moment, aby powrócić do dzieciństwa. Choć obecnie z samolotami głównie łączą mnie loty z Północnej Irlandii gdzie mieszkam z rodziną, do Polski, nie sposób na tym skończyć zainteresowanie nimi. Latamy razem z kilkuletnim synkiem przynajmniej kilka razy w roku. Tak naprawdę pierwszym samolotem naszego Alexandra był podarowany przez przyjaciół plastikowy samolot pasażerski, sterowany na pilota. Oczywiście przyjdzie jeszcze czas, aby nasze dziecko zainteresowało się w przeróżny sposób tematem latania i samolotów, ale nie mam nic przeciwko temu, aby już pomału zacząć spełniać Jego wyobrażenia 'o lataniu'. Nie jestem zwolenniczką nagminnego kupowania dziecku zabawek, które wręcz przeładowane leżą później w dziecięcych pokojach na dywanach, a zazwyczaj aż wysypują się z pojemników, aby później z sentymentu stać się 'rupieciami' przechowywanymi przez rodziców w piwnicach, pawlaczach, itd. Mimo to uważam zabawki kartonowe za te, których nigdy za wiele. Nie jest to z pewnością tylko i wyłącznie z powodów czysto ekologicznych, ani tez ideologicznych. Uważam zabawki kartonowe przede wszystkim za najbardziej twórcze, rozwojowe, a do tego bezpieczne jak żadne inne.


Ostatnio widzę spory zachwyt rodziców papierowymi zabawkami, na które wydają naprawdę mnóstwo pieniędzy, kupując szczególnie duże modele przez Internet. Nie jestem zdziwiona cenami tych produktów w związku z olbrzymim popytem, którego sprzedawcy są w pełni świadomi. Jednak bardziej zrozumiała nadal pozostaje dla mnie sytuacja lat osiemdziesiątych, gdy producentów takich zabawek było niewielu, z czego wynikała ich cena. Rodzice chcą spełnić zachciankę dziecka, głównie dla wspólnej zabawy, licząc po cichu, na to, aby dziecko mogło po jednym ułożeniu jeszcze nieraz modelem się nacieszyć. Powiedzmy, ze wierzę dużo mocniej w to, że większa część kilkulatków rzuci zabawkę w kąt po kilku dniach, bądź w lepszym wypadku (jeśli jest to większy model) znajdzie on swoje miejsce właśnie w kącie w pokoju dziecięcym. Stąd też pewnie rodzicielskie zamiłowanie do kupowania dużych domów kartonowych, bądź samolotów, w których dziecko poczuje się jak w realnym obiekcie. Z czasem pewnie tego nieźle przybywa, i w związku z tym i tak trzeba to schować. No właśnie, co z tym wszystkim robić? Druga kwestia, dostosowanie do wieku. Tak, dokładnie od paru miesięcy jestem mamą, która rozważała kupno czegoś, co nie zajmuje wiele miejsca, ale jest też dość proste w ułożeniu dla czterolatka. Przerażające okazywały się ceny, bo niby dlaczego miałabym wydawać za kartony sto, czy dwieście złotych, skoro w tych cenach mogę już kupić ciekawą zabawkę drewnianą. Powiem Wam.


Znalazłam przypadkiem. W Północnej Irlandii, jak zapewne już słyszeliście istnieją sklepy z rzeczami z drugiej ręki. Oczywiście nierzadko są to ubrania używane, ale przedmioty na które natrafić można w takim sklepie zwykle są po prostu nieużywane. Dobrze zapakowane, i niechciane przez kogoś, zostają oddane, aby znalazły swojego właściciela. Kupiłam dwa rodzaje zestawów modelarskich z kartonu. Jeden z nich -samoloty zostały złożone przez moich chłopaków ostatnio, co jak zauważyłam sprawiło Im ogromną radość. Przyznam się, że odrobinkę z zazdrością patrzyłam na Ich wspólną zabawę, nie chcąc jednak wchodzić Im w paradę, ponieważ wiem już, że Ich dwoje znajduje wspólny język podczas takich chwil. Alexander 'zgarnia' wiele czasu, którym dysponuje dla Niego mama. Od taty już jest go mniej. Nie chcę tego dodatkowo ukracać, za to pewnego dnia podczas nieobecności mojego męża udało mi się razem z Alkiem ponownie rozłożyć i złożyć elementy samolotów. Są aż cztery, z białego kartonu, które za jakiś czas planujemy pomalować na żywe barwy. Na razie zdecydowaliśmy się je postawić na niezapełnionych do tej pory regałach, w pokoju synka. Mam taki cichy plan, aby je powiesić, ale na to jest trochę za wcześnie, gdyż synek każdego dnia bawi się wyłożonymi samolotami. Najbardziej w składaniu tych kartonów podoba mi się łatwość łączenia, bez użycia kleju i nożyczek. Poza tym jest to zabawka najbardziej bezpieczna na świecie. Trudno powiedzieć, aby była niezniszczalna, jednak nie musi być składana codziennie. Jeśli podobnie jak ja jesteście za dobrym i planowanym rozwojem dziecka, i pewnie tak, jak my bardziej skupiacie się na wykorzystaniu w pełni funkcji każdej zabawki po kolei, a nie wszystkich zabawek na raz - to proponuję stworzyć samemu taki model samolotu, lub innego pojazdu z niewykorzystanych w domu kartonów. Ja miałam taki zamiar, zresztą podobnie robiłam tworząc kulę 3D, ucząc Alexandra literek, czy robiąc zawieszki na grill party, lub tamburyny na 3 urodziny synka. Skoro jednak udało się kupić za grosze takie modele, warto teraz zająć się nimi nadając im barwy. Życzymy wszystkim wiele zabawy i moc inspiracji.





2 komentarze:

  1. Świetne! Moja córka kiedys dostała takie na jakims festynie i miała zajęcie z malowaniem na całe popołudnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, my dziewczyny to dopiero jesteśmy elastyczne :) Prawdę powiedziawszy mnie nigdy nie interesowały lalki :) Za to Alex uwielbia np. mój mały kucyk :) Twoja córcia jest naprawdę bardzo rozwiniętą dziewczynką, widziałam ostatnio Jej biblioteczkę na blogu :) Brawo!

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych, które są m.in. wykorzystywane w analizie statystyk poprzez Google Analytics. Blog nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies tak zwanych "ciasteczkach".

Copyright © 2017 weekendownik