wtorek, września 01, 2020
Sunflower Field Portglenone
Z niecierpliwością wyczekiwałam w tym roku na otwarcie pola słoneczników położonego nieopodal mojej miejscowości. To oczekiwanie wcale nie było związane z pandemią i zamknęciem tego typu obiektów, ponieważ w naszym Kraju wiele z atrakcji zostało udostępnionych do zwiedzania dla mieszkańców Kraju już pod koniec czerwca i w lipcu. Według mnie wolna przestrzeń takich obiektów jest bezpieczna dla zachowania dystansu społecznego, oczywiście pod warunkiem, że sami dbamy o dystans i przy tym regularnie dezynfekujemy ręce. Jak wiadomo słoneczniki rosną szybko, ale kwitną tylko około 2 miesiące. Tutaj zakwitły dwa tygodnie temu..
W UK słońce bywa markotne. Ale my się tym brakiem dni słonecznych już tak bardzo się nie przejmujemy. Cieszymy się latem, takim jakie jest (w tym sezonie bywało różnie z pogodą), a najbardziej cieszymy oczy i poprawiamy samopoczucie na rodzinnych wycieczkach i spacerach w naturze. Pocieszające są widoki w przyrodzie, zieleń, kwiaty. Kiedy pomyślę o tegorocznych wakacjach przypomina mi się to co robiliśmy na Wyspie Irlandii. Tym bardziej raduje ostatnia wizyta na polu słoneczników, kiedy już dziś wakacje dobiegły końca.
Na koniec wakacji wybraliśmy się na przechadzkę po polach. Może i jest to jakieś boom na takie wizyty wśród ludzi, ale całkiem zrozumiałe. Dla nas to był magiczny rodzinny dzień. Nie lawenda, nie łąka maków a w tym roku właśnie żółte słoneczniki. Mamy nieopodal takie piękne, dorodne słoneczniki. Duże i małe, niektóre wyższe od nas dorosłych, a już z pewnością od naszego siedmiolatka Alexandra.
Pewnie w bardziej słonecznych regionach i krajach osiągają nawet po 2 metry.. Jedno jest pewne, słoneczniki zawsze zwrócone są w stronę słońca. Niektóre mocno otwarte, inne przymknięte, jedne mocniej wysuszone inne jeszcze soczyste i całe pomarańczowe. Zabawne jest to, że kilka z nich nawet się uśmiechało, tylko jeden z nich był smutny (złamany). Myślę, że udało mi się uchwycić ich urodę?
Słonecznik to najbardziej radosny z kwiatów, przpominający o ciepłych, wesołych chwilach lata. Zresztą już od dawna patrzymy na niego z podziwem, nadając mu miano tego, który pięknie kończy lato. Nie jest już postrzegany tylko jako roślina jadalna, ale też jako ozdobna. Zachwycające są słoneczniki Vincenta van Gogha, ale przyznajcie, że te rosnące jeszcze wciąż w naturze, w polu - wydają się być najpiękniejsze?!
Mnie oczarowują oczywiście ich liście i łodygi, mogłabym się wpatrywać godzinami! I chyba zaraziłam tym oczarowaniem mojego syna :) Nawet nie sadziłam, że aż tak spodoba się ta wizyta mojemu Alexandrowi. Przechadzał się po polach i oglądał wszystkie słoneczniki, szczególnie te z minkami, których po prostu wreszcie zaczęliśmy szukać. Niegroźne nam były nawet bączki i trzmiele przysiadające na słonecznych główkach.












