sobota, grudnia 23, 2017 6

domek z piernika i moje tegoroczne przepisy z kuchnią Lidla

Kochani, tuż przed Świętami chciałabym dorzucić jeszcze kilka słów o całym roku, który prócz bycia żoną i mamą pod każdym względem, w dużej mierze spędziłam w kuchni. Prawda jest taka, że największym łasuchem w domu jest mój mąż, któremu najlepiej smakuje tradycyjna kuchnia, i do tego już polska. Natomiast ja największą radość czerpię z przygotowywania deserów, ciast i ciasteczek, co również stanowi takie uzupełnienie mojego klasycznego gotowania dań głównych, i co na pewno przyczyniło się do dodatkowych paru kilogramów w naszej rodzince w przeciągu minionego roku. Jednak wiadomo, kilogramy przybieramy i przychodzi taki moment kiedy po prostu zaczynamy je gubić. Tak naprawdę wystarczy czasem zmodyfikować przepis, ale o tym być może napiszę w przyszłym roku. Jak się okazało dla mnie najwygodniej i najlepiej jest czerpać inspirację w przygotowywaniu potraw z książek kucharskich. A potem można dopasować do swojego organizmu ewentualne zamienniki. Każdego roku książek przybywa, a w roku 2017 dwie z nich odgrywały znaczącą rolę dla gotowania potraw na nasz stół. Obie są trafionym prezentem dla mnie. Są to książki Lidla - Kuchnia Polska według Pawła Małeckiego i Rodzinna Kuchnia Lidla z których przepisów m.in. korzystałam, zazwyczaj w weekendy, choć nie tylko wtedy. Aż sama się dziwię, że tyle potraw wypróbowałam wg receptur z książek, gdyż kiedyś nie byłam zwolenniczką korzystania z gotowych przepisów kulinarnych, a potrawy przygotowywałam wyłącznie z głowy. Widzicie, prosta sprawa - wystarczy kupić w prezencie Komuś książkę kucharską, aby zachęcić go do gotowania w danym stylu. 


Te dwie książki są różne, i przepisy odmienne. Kuchnia wg Pawła Małeckiego bardzo kojarzy mi się ze wsią polską, w dużej mierze z latem, choć przepisów całorocznych nie brakuje. Widzę ją jako kuchnię spokojną, dokładną, i sielską, z wykorzystaniem darów natury. Kuchnia wg Pawła Małeckiego jest pachnąca polem i lasem, a także przydomowym ogródkiem. Z kolei druga książka to już inna odmiana sielanki ;) przepisy proste w wykonaniu, także dla młodszych członków rodziny. To kuchnia kolorowa, czasem dietetyczna, zdrowa. Książka pokazała nam możliwości wspólnego z domownikami gotowania i pieczenia. Właśnie dzięki tej książce, tegoroczne pierniczki robiliśmy razem z synkiem, a On już przeglądając tę książkę został zachęcony do wypieków z mamą. Fotografie są tu czarujące, radosne i bardzo kolorowe. Postanowiłam zrobić podsumowanie nieco wcześniej niż poprzednim razem (w ubiegłym roku), i możecie zobaczyć dużą część zrobionych z "Kuchni Lidla" deserów w jednym kolażu. To najbardziej popularne przepisy z niedzielnych postów, które mogłam przygotować dzięki książkom i stronie Kuchni Lidla. Oczywiście nie zabrakło w naszym repertuarze domku z piernika, który dojrzeliśmy na stronie Kuchni Lidla i postanowiliśmy upiec, a także udekorować.. Alexander z moja pomocą chętnie udzielał się w kuchni w czasie tego wypieku, a także całkiem niedawno zdobił po raz pierwszy (praktycznie sam) ten piernikowy domek. O domku pisałam w poście - nasze świąteczne must have, i tam też znajdziecie link przepisu na KL.Dzisiaj kilka zdjęć z tego wypiekania. Jeszcze raz życzę Wam Radosnych Świąt i pozdrawiam!


















6 komentarzy:

  1. Wow, ale pomysłowe te wycinanki! :)

    Kiedyś również korzystałam z "lidlowych" przepisów, może znowu do nich powrócę, jak będę częściej gotować w domu - buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, niektóre przepisy są rewelacyjne :)

      Usuń
  2. Święta, święta i po świętach ale i tak wypieki wyglądają pysznie i z chęcią zakupię taką książkę kucharską i sama zacznę robić jakieś pyszne potrawy w domu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och dziękuję, i cieszę się, że zachęciłam Ciebie :) domowa kuchnia najlepsza na świecie :) pozdrawiam

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam nawet odwagi spróbowac stworzyć taki domek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podobnie, tak naprawdę jest to prosta sprawa :) jednak robiąc taki domek z kilkuletnim dzieckiem trzeba się liczyć z Jego inwencją w tworzeniu :) i wcale nie jest to takie proste. My musieliśmy domek składać dwa razy, bo zwyczajnie od nadmiaru dekorowania się gibał na boki ;) ale jak widać udało się doprowadzić tę zabawę do miłego finału :) Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych, które są m.in. wykorzystywane w analizie statystyk poprzez Google Analytics. Blog nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies tak zwanych "ciasteczkach".

Copyright © 2017 weekendownik