sobota, lipca 08, 2017 0

koc dziecięcy w dinozaury


Małe rzeczy cieszą nie tylko małych... Jeśli jednak chodzi o tych małych, to bez względu na modę i rodzaj aktualnie ulubionych naszego synka bohaterów bajkowych, Alexander uwielbia motyw dinozaurów i gdy tylko zauważy gdzieś w pobliżu jakąkolwiek rzecz przedstawiającą prechistoryczne zwierzęta, zaraz pragnie ją przygarnąć. Jako, że do sklepów zabawkowych z synkiem wybieramy się okazjonalnie, ten 'problem' nabywania gadżetów dinozaurowych mamy poniekąd zażegnany i staramy się, aby nie zagracić domu takimi monotematycznymi zabawkami. Jednakże szanujemy bardzo synka zainteresowanie i gdy tylko coś okazuje się być niekoniecznie niepraktyczną zabawką, bez zastanowienia ulegamy Jego wyborom. A propos uleganiu zachciankom dziecka, mam właśnie w domu kilogram żelków dinozaurowych od babci Alka, które muszę wydzielać dziecku. Rozumiecie więc, że świat dinozaurów to obecnie temat numer 1 mojego dziecka..? No cóż. Babcia jest od rozpieszczania, a mama od wychowania. Tak więc moi drodzy jak na mamę przystało, wyliczam dziecku żelki dinozaury, a sama diznozaurami jestem zauroczona. I dzisiaj właśnie postanowiłam Wam o naszym nowym nabytku napisać.


Jak na minimalistkę przystało, w domu wszystkiego mam praktycznie po jednej sztuce, więc kiedy ulegnie coś zniszczeniu, lub gdy zmienia się sezon, ja z konieczności uzupełniam 'braki'. Kupno kocyka do pokoju Alexandra już od dwóch miesięcy 'chodziło' mi po głowie. Tyle, że jakoś nie natrafiłam w kilkudniowych przerwach pomiędzy naszymi kolejnymi urlopami na coś niezwykłego. Tak więc wiosna zleciała niespostrzeżenie, a niesezonowy pled z reniferkami został schowany. W jego miejscu nic nowego się nie pojawiało. Aż do powrotu z Polski, gdy przetransportowałam najlżejszy chyba, jaki w życiu udało mi się kupić koc. Dokładnie! Lecz przecież nie dla wagi go przewiozłam, ani też nie z tego powodu go kupiłam. Historia kocyka w dinozaury jest bardzo zabawna, zresztą, jak sam kocyk. I jak nie ulec tym kolorom, pomimo odbiegania od przekolorowania pokoju naszego czterolatka, te dinozaury w całej swojej krasie zasłużyły na to, aby zostać ulubiencami całej naszej rodzinki. Ja dzisiaj chodzę wokół tego nabytku, jakbym miała do czynienia ze złotym jajkiem. Bo przecież nie wszystko złoto co się świeci.



Pamiętacie historię poduszki z pieskiem, na której Alexander położył się na środku Tesco i powiedział: Mój :). A tutaj było też sporo humoru. No więc moje dziecko jest po prostu nie do przebicia, bo w slepach nie mamy problemu z histeriami i płaczami o słodycze, ale gdzieś ten brak wymusznia znalazł ujście. Jednego mogę być pewna, że gdy moje dziecko coś sobie wymarzy, to już naprawdę tego potrzebuje i wiem, że będzie to używane. Tak było z kocykiem w sklepie Towaroteka Biedronki. Po prostu położył się na koszu, gdzie kocyk leżał. Nie wiem jak tam wlazł, ale trudniej było Mu wyjść. Może dlatego, że jeszcze nie powiedziałam: tak. Spojrzałam, obejrzałam przyjazne dinusie, rodzaj materiału idealny na użytkowanie synka, odszycie ładne, i rozmiar też możliwy do rozłożenia na łóżku synka (130x170). Decyzja zapadła. Dinozaury kupujemy! Wtedy okazało się najprzyjemniejsze, taka mała niespodzianka, o której nie wiedziałam wcześniej. Kocyk jest na wagę i jego koszt to... 5 zł. Markę z Biedronki wszyscy już pewnie znacie, ja dopiero ją poznaję i jestem pod wrażeniem. Dzisiaj kocyk jest już w pokoju Alka i idealnie spełnia swoją funkcję, szczególnie letnimi wieczorami. Za to w ciągu dnia zmienia się w nakrycie białego łóżka naszego wielbiciela dinozaurów, co niekiedy wystawiających kły, oznajmiających 'rawrr', że one tam wciąż czekają na przybycie ich fana. I doprawdy dobrze rozumiem ich tęsknotę do niego, a także miłość Jego do nich sama wtulając się od czasu do czasu w kocyk Smukee w dinozaury...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz :)

Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych, które są m.in. wykorzystywane w analizie statystyk poprzez Google Analytics. Blog nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies tak zwanych "ciasteczkach".

Copyright © 2017 weekendownik